Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edward Stachura-missa pagana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edward Stachura-missa pagana. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 stycznia 2016

Do Rozsypańca

Rozstaję się z Barbarą i Jackiem. Oni ruszają do góry zobaczyć schody, ja schodzę na drogę, aby iść na południe.
Idę, a w głowie mam szum po tym, co usłyszałem.
   

Nie uszedłem daleko: - przy rozwidleniu dróg stoi samochód SG. W nim dwóch panów.

Dzień dobry, a pan dokąd idzie?
Naprzód! Naprzód idę.
A konkretnie?
Do grobu Hrabiny.
Nie radzimy tam iść.
Czemu?
Ścieżka zarośnięta, mało kto chodzi, granica, a SG Ukrainy ma czasem różne pomysły. Potrafią człowieka zatrzymać do wyjaśnienia. Po co to panu?
Ale iść wolno?
No wolno, ale nie radzimy tędy.
A którędy radzicie panowie?
Ścieżką od Mucznego.

Stoję i myślę.
(Myślę, bo mam czas, gdybym czasu nie miał, to bym tylko stał)

Chyba ci żołnierze coś wiedzą, czego ja nie wiem, i usiłują mi to powiedzieć „między wierszami”?
Kiedy siedzieliśmy z Barbarą i Jackiem na cmentarzu, przejeżdżały bardzo szybko samochody ciężarowe z wojskiem w tym kierunku. Być może coś się dzieje przy granicy z Ukrainą.

W końcu dlaczego nie? Na grób Hrabiny mogę iść także od strony Mucznego.
Podziękowałem panom za rozmowę, i skręciłem w stronę Rozsypańca.
  
Och! Jak pięknie!
  
Idzie się.
Po kilku minutach marszu nadpływa dobrze znany nastrój Uniesienia, bo otoczył mnie znowu nieludzki świat przyrody.
   


A wiedza, że są nam wierne serca naszych przyjaciół, nakłada naszyjnik z klejnotów....

Idzie się.
Się idzie powolutku skrajem drogi w tej cudownej samotności.
Idzie się lekko, niespiesznie, radośnie.
 



Missa Pagana

Święty kurz na drodze
Święty kij przy nodze
Święte krople potu
Święte wędrowanie
Święty kamień w polu
Przysiądź na nim, panie.

Święty chleb - chleba łamanie
Święta sól - solą witanie
Święta cisza, święty śpiew
Znojny łomot prawych serc
Słupy oczu zapatrzonych
Bicie powiek zadziwionych......

Idę i jestem zadowolony, czyli następuje medytacja w marszu, albo nazywaj to, jak chcesz.
W każdym razie czuję, jakbym rósł, a jednocześnie ulatywał. To chyba dusza tak rośnie z zachwytu!
Powoli znikam, staję się jednością z otoczeniem, roztapiam się w tym, co wokół: - zamiast wędrowca, zostaje tylko
miarowy oddech
odgłos kroków
śpiew ptaków
dotyk słońca
szum potoku.

sobota, 14 lutego 2015

Podniesienie

I zaprawdę powiadam wam:
O poranku wstąpiłem na górę i podniosłem krzyż.
     


 
Gloria
Chwała najsampierw komu
Komu gloria na wysokościach

Chwała najsampierw tobie
Trawo przychylna każdemu
Kraino na dół od Edenu
Gloria! Gloria!

Chwała tobie, słońce
Odyńcu ty samotny
Co wstajesz rano z trzęsawisk nocnych
I w górę bieżysz, w niebo sam się wzbijasz
I chmury czarne białym kłem przebijasz
I to wszystko bezkrwawo - brawo, brawo
I to wszystko złociście i nikogo nie boli
Gloria! Gloria! In excelsis soli!

Z słońcem pochwalonym teraz pędźmy razem
Na nim, na odyńcu, galopujmy dalej

Chwała tobie, wietrze
Wieczny ty młodziku
Sieroto świata, ulubieńcze losu
Od złego ratuj i kąkoli w zbożu
Łagodnie kołysz tych, co są na morzu
Gloria! Gloria! In excelsis eoli!

Z wiatrem pochwalonym teraz pędźmy społem
Na nim, na koniku, galopujmy polem

Chwała wam ptaszki śpiewające
Chwała wam, ryby pluskające,
Chwała wam zające na łące
Zakochane w biedronce

Chwała wam: zimy wiosny lata i jesienie
Chwała temu co bez gniewu idzie
Poprzez śniegi deszcze blaski oraz cienie
W piersi pod koszulą - całe jego mienie!
Gloria! Gloria!

  (Fragment Missa Pagana - Stachura)

Wydaje się że na to działanie przyszła odpowiedź z nieba. Pokazały się (bowiem) błękitne okienka.

Na błękicie jest polana.
Dwa obłoki to hosanna.
Jeden chłopak, drugi panna.

Teraz krzyż tylko podniesiony. Wiosną stanie znowu na swoim miejscu. Igły sosnowe i gałązki w szkle jeszcze raz zapozowały do zdjęć.
  




Reksio czujny, bo obok moich wczorajszych śladów pokazały się tropy wilka-zwiadowcy.
   
  




I może nie jest cieplej niż wczoraj, ale dziś wiatru nie ma.
Dwa zdjęcia: - Zraniona sosna – bohaterka wpisu z lata „dotknij wiatru”.