Pokazywanie postów oznaczonych etykietą len. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą len. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 grudnia 2021

Smak skórki chlebowej z dzieciństwa

Zaczął się grudzień i opanował mnie nastrój wspomnieniowo - świąteczny. Wspomnieniowy, ponieważ otworzyła się szufladka pełna rozmów z babcią, za pomocą których wpoiła mi szacunek do przyrody. I przypomniały się wspólne wędrówki na skraju lasu, gdzie uczyła rozpoznawać zioła i opowiadała o ich właściwościach. Świąteczny nastrój natomiast przypłynął z powodu zbliżającej się podróży. Ostatni wpis w tym roku zamieszczę 16 grudnia.


Mądrzy ludzie zachowali intuicyjnie stare receptury dotyczące chleba. Na przykład dodawanie do ciasta garści prosa i lnu. Dziś wiemy, że w tej garści jest między innymi prawdziwa, a nie sztuczna witamina B 17 zapobiegająca rakowi. To ważna tradycja stosowana nadal w nielicznych już domostwach.                           

Owszem, ludzkość stopniowo odchodzi od Źródła, jednak pewna mądrość, której już nikt nie potrafi zgłębić, wciąż pomaga w zachowaniu równowagi naturalnych praw.

Kiedyś ręcznie ugniatano ciasto na chleb. Pamiętam babcię-Szeptuchę przy tej czynności. To była ceremonia, nawet nabożeństwo: - gniotła ciasto powoli, z wyraźną czułością, przy tym snuła opowieści o dziwach, albo opowiadała bajki. Mówiła wolno, dlatego każde jej słowo miało czas zapaść w głąb małego słuchacza. Ja zatracałem się do imentu w tym słuchaniu, a ciasto pachniało, pęczniało od drożdży, wypełniało się dobroczynną mocą swych składników. Piec chlebowy już czekał.






Zboża zbierano z pól wtedy, gdy nadszedł odpowiedni czas. Nikt nie słyszał jeszcze o papraniu nasion, ziaren za pomocą GMO. Woda czerpana z rzeki była czysta jak kryształ. Nie było w niej chemii wylewanej z gospodarstw domowych, bo jeszcze nie było chemii. Nie  wyrzucano otrąb, tylko tradycyjnie dodawano je do mąki na chleb. I ta najważniejsza garść prosa i lnu, która pozornie wcale nie była potrzebna i mogła wydawać się kaprysem albo przeżytkiem. Piekarz nie pytał czemu ona konkretnie służy. Nie było chemicznych dodatków, nie stosował więc konserwantów i polepszaczy i nie zastanawiał się, jak zwiększyć produkcję i w jaki sposób wytwarzać więcej mniejszym kosztem. Chęć zysku nie zaślepiała piekarza.

Smak skórki chlebowej z dzieciństwa, urwanej z gorącego bochna, dopiero co wyjętego z pieca, pozostał mi na zawsze w pamięci. Babcia przed ukrojeniem pierwszej kromki kreśliła na bochenku znak krzyża, a kiedy kromka upadła, całowała ją po podniesieniu. Tak chleb się kiedyś szanowało, bo starzy ludzie wiedzieli, co to jest Głód. Nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że chleb można wyrzucić.