Dla powstania życia na Ziemi decydujące znaczenie miało Słońce. A przydarzyło się to jakieś cztery miliardy lat temu. Mianowicie Słońce dojrzewało i z wieku podlotka wchodziło właśnie w dorosłość. Promieniowało coraz mocniej i obudziło miss Ewolucję. Ona otworzyła oczy, przeciągnęła się tak mocno, że aż jej kości zatrzeszczały, no i wzięła się do roboty.
Galaktyka Sombrero
A okoliczności sprzyjały, bo także okołosłoneczna
orbita Ziemi, praktycznie kołowa, mieściła się w strefie biofilnej, korzystnej
ekologicznie. W tej korzystnej strefie znajdował się także Mars.
Patrząc na sprawę z perspektywy galaktycznej, czyli w projekcji na Drogę Mleczną jako mgławicę spiralną, nasz system słoneczny porusza się po torze zwanym okręgiem korotacyjnym. Ciekawe, że o tym, oraz o paru innych kosmicznych sprawach wiedział Sumer, oraz Majowie. Jak historia podaje, na Jukatan przybył wierny sługa kościoła biskup de Landa i zakwalifikował wiedzę Majów do diabelstwa, po czym skrupulatnie niszczył co się dało. Tylko smętne resztki wylądowały w piwnicach Watykanu.
Inne galaktyki
Przekazy starożytnych na nowo przywrócili światu
dopiero astronomowie rosyjscy. Zauważyli mianowicie, że system słoneczny
porusza się po okręgu korotacyjnym nieco wolniej niż wirujące ramiona Drogi Mlecznej. To „nieco” spowoduje, że
za niecałe milion lat nasz układ razem z Matką
Ziemią wniknie w najbliższe ramię spiralne galaktyki. Wtedy sytuacja nieco
się zmieni. Zrobi się tłoczno, głośno i radośnie. Oczywiście wszystko w skali
kosmicznej. W każdym razie Ziemia wpadnie
w gwiezdny tłum, a wtedy każdy wybuch supernowej w odległości kilkunastu lat
świetlnych spopieli naszą biosferę.
Jednak to się może wydarzyć dopiero za milion lat,
a tu i teraz do naszych drzwi pukają
bliższe zmartwienia.



