Na
przełomie 1944/1945 wrócił z rajdu kureń "Rena"
w mocno okrojonym składzie. Z 11 sotni pozostało 5. W zimie
1944/1945 OUN - UPA stworzyła znakomity i sprawny system
administracyjny i samorządowy.
W
kureniu "Rena", znalazły się sotnie: - Burłaki,
Chrina, Wesołego, Burego, Czarnego, Bajdy, Bira i Didyka.
Poza
kureniem Rena, działały jeszcze samodzielne sotnie Myrona
( Włodymyr Hoszko ) i Karmeluka.
W
1946 roku 200 osobową sotnię Chrina podzielono, i drugą
częścią dowodzić zaczął Stiach. W dniach 7 - 13 czerwca
1947 r. sotnie z rejonu Bieszczadów zostały skoncentrowane w
rejonie Suchych Rzek.
Dotarli tam Chrin, Bir i Stiach.
Sotnie dostały rozkaz przebicia się na teren sowiecki i wykonały
ten rozkaz docierając w rejon odcinka taktycznego "Makiwka".
Chrin
przebywał w bunkrze od października 1947 do połowy kwietnia 1948.
Tylko
raz dziennie wychodził na powietrze na pół godziny. Spanie bez
poduszek, kołder, słomy, żeby się wszy nie wdały.
Sotenny
Chrin napisał:
Bunkier
nasz nie był duży: długi na cztery, szeroki na trzy metry, z
jednej strony wysoki na pół metra, a z drugiej - na półtora, tak
by sufit, pokryty grubymi deskami, miał spadek wody. Na środku
bunkra, na drucie wisiała lampa. Ściany wyłożono suchymi
belkami.Wzdłuż wyższej ściany stała prycza z desek, którą
nakrywaliśmy płótnem namiotowym.
Obok
wejścia stała kuchnia zbudowana z otoczaków. Komin zrobiliśmy z
dwóch rur, które na powierzchni przylegały do ziemi. Przy końcu
były nieco węższe, by na wypadek ataku wroga nie można było
przez nie wrzucić granatu. Za dnia maskowało się je mchem.
Naprzeciw
wejścia wykopano dwudziestometrowy tunel, prowadzący aż do potoku,
gdzie zamaskowano go kłodą. Było tam źródełko, z którego
czerpaliśmy wodę.W tunelu stały beczki z mięsem.
Zaminowaliśmy
się nabojami moździerzowymi - z jednego naboju odkręcaliśmy
pocisk, z drugiego braliśmy trotyl, roztapialiśmy go i
napełnialiśmy nim pierwszy nabój, zakładaliśmy zapalnik od miny i
mocowaliśmy drutem do bunkra.
W
ten sposób zaminowaliśmy się z czterech stron, a piaty nabój
powiesiliśmy nad bunkrem, na drzewie. Druty były poprowadzone po
powierzchni ziemi, przymocowane do niej haczykami i zamaskowane. Na
wypadek ataku wroga ciągnęło się za drut, a nabój z 700 -1000
odłamków niszczył wszystko dookoła.
27
lutego 1946 roku, we wsi Wolica, udało mi się pochwycić
dwóch polskich oficerów i pięciu podoficerów, którzy jechali z
dwoma batalionami zniszczyć wieś Przybyszów. Podczas
śledztwa przyznali się, że brali udział w mordowaniu ludności
Zawadki Morochowskiej. Dokładnie o tym opowiedzieli. Sam
Kuźma, który przyszedł z ZSRR jako bolszewicki oficer, mający
szkolić armię polską, zakłuł bagnetem jedenaście osób.
-------------------------------------------------------
Fragmenty
książki: Stepan Stebelski "Chrin". Zima w bunkrze.
Wspomnienia dowódcy sotni UPA biorącej udział w zasadzce na gen.
Świerczewskiego.