Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 kwietnia 2026

Zagadki przyszłości

 


Niektórzy ludzie uważają, że zdarzenia przyszłe są dane raz na zawsze, jakby je KTOŚ wyrył na skale.

Inna część populacji zupełnie nie wierzy, że jest coś takiego jak Przeznaczenie. Ta część uważa, że życie składa się ze zbiegów okoliczności, a przyszłość jest niepoznawalna.

Najliczniejsza grupa zakłada, że przyszłość znajduje się we mgle, że „coś w tym jest” - czyli dopuszcza istnienie Zagadkowych Zdarzeń, których logika nie potrafi wytłumaczyć.   

       Pojawia się Niepewność.

Aby stawić czoło tej niepewności, tudzież nieznośnej świadomości ludzkiej śmiertelnej natury, poszukują Ostatecznej Odpowiedzi.

     Azaliż aby znaleźć taką odpowiedź, przedtem należy sformułować Ostateczne Pytanie.....

 

Tu rozum wycofuje się do tylnej ławki, a my jesteśmy prowadzeni prosto do Czegoś, co większość nazywa Bogiem, ponieważ istotą istnienia Boga jest wiara, a nie rozum.

    W każdym razie inteligentna istota powinna powziąć przeczucie, że Rzeczy Nie Są Takie, Jakie Się Wydają. O tym od wieków wiedzą mistycy, czyli osoby mające wgląd: nasz świat "realny" to tak naprawdę maya - sen.

W umocnieniu takiego przeczucia pomaga nauka, wykazując na przykład, że barwy, które widzimy są zwykłym złudzeniem.

       Co stwierdzam z przykrością, jako pasjonat kolorowych fotografii.







Maki niebieskie - himalajskie, żółte - alpejskie.

Znany kosmolog Carl Sagan, ostrzegał przed szowinizmem, który zakłada, że obce formy życia muszą w jakiś zasadniczy sposób przypominać życie ziemskie.

      Tę kwestię zwięźle ujęli twórcy Star Treka w słynnej frazie: „To jest życie Jim, ale nie takie, jakie znamy”.

 W 1999 roku brytyjski astronom królewski napisał, że wszechświat sprowadza się do sześciu prostych liczb.

Sześć prostych liczb, a ludzie coraz bardziej stają się uzależnieni od sieci internetowej oplatającej świat. Dziś elektroniczne zabawki są w każdym dziecinnym pokoju, a sieć niestety umożliwia także kontakt z pedofilami.

      W tle tych rozważań widzę Stanisława Lema i jego jakże swojskich Międzygalaktycznych Konstruktorów.

W świecie tym działają samopowielające się olbrzymie komputery zaprojektowane jako zaawansowane liczydła.

Lem nie przewidział bowiem miniaturyzacji powodującej, że mózgi wielkie jak cała planeta mogą mieścić się w kieszeni.

   Nie przewidział miniaturyzacji, ale i tak osiągnął niewiarygodnie dużo w prognozowaniu przyszłości.

 

 

 



czwartek, 21 marca 2024

Sen Abrahama



I przebudził się Abraham w środku nocy i rzekł do swego syna jedynego Izaaka: - Miałem sen i głos Pana powiedział, że muszę poświęcić mego syna jedynego, wdziewaj więc swe gatki.

I zatrząsnął się Izaak i rzekł: - I coś ty na to powiedział? Mam na myśli … kiedy On tę całą rzecz postanowił?

- A cóż niby miałem powiedzieć – odparł Abraham stojąc o drugiej nad ranem, w bieliźnie, przed Stwórcą Świata? Czyliż mogłem się sprzeczać?

- No dobrze, a czy On ci powiedział, dlaczego mnie chce na ofiarę? – zapytał Izaak swego ojca.

Ale Abraham rzekł: - Wiara nie zna pytań. A teraz zabieraj się i chodź, bo czeka mnie ciężki dzień.

I Sara, która usłyszała o zamierzeniu Abrahama, wzburzyła się wielce i rzekła: - A skąd ty możesz wiedzieć, że to był Pan, nie zaś, dajmy na to, twój przyjaciel, który lubi płatać różne figle. A Pan nie cierpi takich kawałów, bo cokolwiek uczyni, trafia to do rąk jego nieprzyjaciół, niezależnie od tego, czy uiścili oni opłatę pocztową.

I odpowiedział Abraham: - Ponieważ ja wiem, że to był Pan. To był głęboki, dźwięczny głos, dobrze ustawiony, a nie ma przecież na tej pustyni nikogo, kto mógłby zrobić tyle hałasu.

I rzekła Sara: - I ty chcesz dokonać tego bezsensownego czynu?

I odpowiedział jej Abraham: - Ależ oczywiście, że tak, ponieważ kwestionowanie słów Pana to najgorsze, co można by zrobić, zwłaszcza z punktu widzenia gospodarki państwowej.

Przeto wziął ze sobą Izaaka w miejsce przeznaczenia i przygotował go na ofiarę, ale w ostatniej chwili Pan wstrzymał rękę Abrahama i rzekł: - Jak mógłbyś taką rzecz uczynić?

I Abraham rzekł: - Ale Ty rzekłeś.

- Nieważne, co ja rzekłem – ozwał się Pan – Czy ty słuchasz każdego szalonego pomysłu, jaki ci tylko przyjdzie do głowy?

I zawstydził się Abraham: - No … nie całkiem …nie.

- Ja w żartach zaproponowałem ci poświęcenie Izaaka, a ty zaraz pobiegłeś to zrobić – wyjaśniał Pan.

I padł Abraham na kolana: - No tak, tylko że nigdy nie wiem, kiedy sobie żartujesz!

I zagrzmiał Pan: - Żadnego poczucia humoru. To nie do wiary!

- Ale czy to nie dowód, że cię kocham? To, że chciałem poświęcić jedynego syna dla twej zachcianki?

I rzekł Pan: - To dowodzi tylko tego, że niektórzy ludzie gotowi są wykonać każde polecenie, choćby nie wiem jak głupie, jeśli tylko wydaje je dźwięczny, dobrze postawiony głos.

I na tym kończąc, nakazał Pan Abrahamowi udać się na spoczynek i zgłosić się do niego jutro. 

                                                                 Woody Allen


czwartek, 9 marca 2023

Czarna pirania

 


U mnie już weekend, zajrzałem więc do gotowców, aby metodą "na co najpierw padnie wzrok" znaleźć coś wesołego na koniec tygodnia, kiedy akurat w TV panowie i panie rozstrzygają co jest prawdą. I w ten oto prosty sposób na wpis doczekała się czarna pirania

"Wiele napisano o piranii, rybie-wilku. Jest to niewątpliwie najbardziej drapieżna ryba. Tu, w Mato Grosso żyje cała gama różnych odmian tego gatunku. Najbardziej krwiożercza jest mała pirania czerwona, o podbrzuszu szkarłatnym jak krew, która tak lubi kąsać. Inne, większe ale nie mniej drapieżne, to piranie białe. Ich rozmiary sięgają wielkości talerza, a waga przekracza jeden kilogram. Są także piranie żółte, ale te są mniej groźne. No i wreszcie jej Królewska Mość – pirania czarna.


Na temat czarnej piranii istnieje legenda – opowiedział mi ją stary Indianin Karaja pewnego księżycowego wieczora, kiedy upolowawszy trochę ryb, usiedliśmy przy ogniu, na którym piekły się tłuste tucunare. Indianin wskazał na wielką piranię, która poruszała się przeszyta strzałą.

- Bedena (czarna pirania) - powiedział tajemniczym tonem.

Spojrzałem: - pirania wcale nie była czarna, przeciwnie, połyskiwała jasnoniebieska barwą. Indianie jednak nie przesadzają w sprawach związanych z rybami. Stary Uari miał bardzo poważny wyraz twarzy.

    - Wcale nie jest czarna – zaprotestowałem – Dlaczego tak ją nazywają?

- Poczekaj tylko aż umrze. Kiedy księżyc wzejdzie wysoko, wyżej niż moje ramię, mniej więcej za godzinę – zobaczysz jak Bedena robi się czarna, bo to nie ryba, tylko duch złej kobiety.

- Jak to złej kobiety?

- Uari nie lubi opowiadać białemu, bo biały nie wierzy Karajom.

- Ależ zapewniam cię, że będę wierzył.

 Uari obrócił piekące się na kolację tucunare, aby się nie przypaliły, zapalił fajkę, przykucnął i zaczął opowieść:

        „Dawno temu mieszkała w jednej z naszych wsi piękna dziewczyna. Malowała się zawsze najbardziej czerwonym urucu. Jej przepaska była zawsze najbielsza, włosy najbardziej błyszczące, dobrze natłuszczone  oliwą z babassa. Wszystkie pozostałe dziewczęta wyglądały przez szpary w ścianach chat, kiedy chłopcy próbowali swoich sił w walce i wybierały sobie mężczyzn silnych i pięknych. Ale Herea (tak się nazywała) nigdy na to nie patrzyła. Jej oczy błądziły daleko i wysoko, tam gdzie nie sięga strzała najlepszego wojownika. Jej myśli sięgały dalej niż rzeka Aranguaja. Życie Herei było ciężkie jak kosz pełen timbo (trująca roślina).

       Na ostatnie święto Aruana przybyli i inni wojownicy Yatoba. Był wśród nich mężczyzna wyższy i silniejszy od pozostałych. Wygrał w popisach siły, najszybciej pływał i najdalej zaniósł kosz napełniony łodygami timbo.

Myśli Herei krążyły wokół niego, a kiedy tańczył taniec Aruana, Herea patrzyła na niego i wtedy  bóg Aruana bardzo się rozgniewał. Lecz skończyło się święto Aruana i wojownicy odeszli. Razem z nimi odszedł ten najwyższy i najsilniejszy i nie zostawił swojej plecionki w chacie Herei (nie zaproponował jej małżeństwa).

        Minęło wiele letnich pór i nasienie urucu wiele razy dojrzało, ale oczy Herei nie spoczęły na żadnym z wojowników jej szczepu. Otrzymywała plecionki od najlepszych myśliwych, ale z żadnym z nich nie usiadła do wspólnego posiłku (nie przyjęła oświadczyn).

Kiedy po raz czwarty tańczono taniec Aruana, oświadczył jej się Uajari. Nikt nie wiedział czemu go przyjęła. Zjedli razem całusy (zupa z manioku) i pobrali się. Niedługo potem nadeszła wiadomość, że Cayapowie ukradli z pól zbiory manioku. Wojownicy obrabowanej wsi odtańczyli Narebudekandu i poprosili o pomoc mieszkańców Yatoba. Kiedy po wielu dniach wrócili jako zwycięzcy, na czele kroczył  ów wysoki i silny. Herea nie powiedziała ani słowa, ale jej serce przepełniła słodycz- jak miód aueri. Świętowano i bawiono się przez trzy dni, aż wojownicy Yatoba zaczęli przygotowywać się do odejścia. Wtedy serce Herei nie zdołało dłużej się opierać. Podbiegła ku najwyższemu i błagała, aby ją zabrał ze sobą. Kiedy zaś już siedzieli w łodzi, podszedł do nich Uajari, żądając zwrotu żony. Wtedy najwyższy wyzwał go do walki na śmierć i życie. I stoczyli na plaży walkę, w której Uajari padł martwy.

     Łodzie z Yatoba odpłynęły unosząc Hereę, ale ani jedna strzała nie poleciała w ślad za nimi, by pomścić śmierć Uajari. Ani jedno przekleństwo im nie towarzyszyło, bo wojownicy z Yatoba byli przecież pogromcami straszliwych Cayapów. Ale bóg Aruana nidy nie zostawiał przy życiu niewiernej żony i kiedy łodzie były już daleko, pojawił się wodny potwór i przewrócił czółno najwyższego. Uratowali się wszyscy prócz Herrei, którą wodny potwór porwał i zamienił w czarną piranię, aby była ostrzeżeniem dla wszystkich wiarołomnych kobiet. Te, które zdradzają swoich mężów, nie mogą wejść do wody, bo zaraz pożre je Bedena”.

       Uari skończył swoją opowieść, wyjął z ognia już dobrze upieczone ryby i wrzucił w płomienie kilka suchych gałęzi. Blask płonącego drewna rozświetlił wszystko dokoła. Spojrzałem na piranię przeszytą strzałą – już się nie poruszała. Była martwa, ale jej barwa ….. ależ tak! Czarna, zupełnie czarna, matowoczarna jak sadza. Tylko ostre białe zęby połyskiwały w jej pysku niby ostrzeżenie dla wszystkich kobiet świata". 

                                                                 Tony Halik

czwartek, 13 października 2022

Piękne umysły

 


Określenie piękny umysł kojarzy mi się z filmem z 2001 roku. To przejmująca opowieść o geniuszu matematycznym Johnie Nashu, grana wspaniale przez Russela Crowe'a. Wzruszony filmem, określenie to rezerwuję subiektywnie dla jednostek wybitnych. 

O pięknym umyśle Alana Turinga było.

Dziś Albert Einstein - czyli proste pytania.

Einsteinowi udało się sprzęgnąć światło z czasem, czas z przestrzenią, energię z materią, materię z przestrzenią, a przestrzeń z grawitacją.

Pod koniec życia pracował wciąż nad znalezieniem związku pomiędzy grawitacją a siłami elektromagnetycznymi. Zwykle chodził w starym, znoszonym i wyciągniętym swetrze, w bamboszach, bez skarpetek, gdy wyjaśniał innym naukowcom w Sali Senackiej Cambridge, jakiego to związku poszukuje i w jaki mur przeszkód wali głową.

     Sweter, bambosze, niechęć do szelek i skarpetek – nic z tego nie było na pokaz. Kiedy spoglądało się na Einsteina, przychodziła na myśl sentencja Blak’ea „Przeklnij zapięcia, pobłogosław rozluźnienie”.

Nie przejmował się wcale światowym rozgłosem, konwenansami, konformizmem wobec otoczenia. Nienawidził wojny, okrucieństwa, hipokryzji, a przede wszystkim dogmatów, do których czuł odrazę.

       Odmówił przyjęcia prezydentury Izraela, albowiem – jak tłumaczył – nie ma głowy do spraw ludzkich. Nie było to wygórowane kryterium, gdyby jednak rzeczywiście obowiązywało prezydentów, niewielu z nich by się ostało.

     Zarówno Newton, jak i Einstein kroczyli jak bogowie. Z tym, że Newton wydaje się być ze Starego Testamentu, natomiast Einstein pasuje do Nowego. Pełen człowieczeństwa, współczucia i sympatii dla ludzi (mądrych). Przyrodę uznawał za bóstwo i tak właśnie o niej mówił. Natomiast o Bogu: - „Bóg nie gra w kości”. Tudzież : - Bóg nie jest złośliwy.

Nie wytrzymał słuchania tych sentencji jego przyjaciel Niels Bohr i kiedyś powiedział: - proszę nie podpowiadać Bogu, co ma czynić.

Einstein umiał zadawać proste pytania. Jego życie i praca wskazują, że na proste pytania uzyskuje się proste odpowiedzi. A to tak, jakby słyszeć głos Boga.




















środa, 17 listopada 2021

Wiara z szumu wiatru

 

Bieszczadzkie wyrzutki społeczne. Pokopani przez życie, czyli przeważnie na własne życzenie, mają w sobie mądrość pustkowia, oraz pewien niebywały dar, który odkrywają, gdy nabiorą do ciebie zaufania. 

Rabe.


Ten dar tkwi w głębi ich duszy i nazywa się wiarą. Nie taką pospolitą obłudną katolicką wiarą, kiedy co innego mówisz, a co innego robisz, ale wiarą prawdziwą, biorącą się z szumu wiatru, zapachu ziół i zapisów emanujących z tej skrzywdzonej ziemi. Tyle rozmów za mną, w tak wielu miejscach, aż w końcu dostrzegłem w nich pewne podobieństwo. Otóż wszyscy rozmówcy doskonale wiedzieli jak odróżnić wiedzę od wiary i tę prawdziwą wiarę mieli w sobie. Wiedza nie była im potrzebna, poza tą cenną cząstką, która uczyła jak na tym zadupiu przeżyć bez grosza w kieszeni, a nie załamać się. Natomiast zaufania do ciebie nabierają, kiedy postawisz piwo, popijasz swoje niespiesznie, a przy tym nie mówisz za dużo. Tylko odpowiadasz enigmatycznie na zadawane pytania, atoli sam nigdy o nic nie pytasz.

Kiedy te warunki są spełnione, możesz usłyszeć: - Ktoś powie, że coś wie. A ja na ten przykład nie wiem tego, ale za to wierzę. I to nie są słowa byle jakie. To są słowa tak ważne, jak kamienie milowe.

Milczysz i dostajesz wyjaśnienie: - Wiara zakłada, że się czegoś nie wie, a mimo to się wierzy w to, czego się nie wie. I do tego właśnie potrzebna jest wiara. Najczęściej wiara dotyczy istnienia Boga. Jeśli ktoś mówi, że wie iż Bóg istnieje, to znaczy, że człowiek ów został pozbawiony wiary. Wierzyć mogą tylko i wyłącznie ci, którzy nie wiedzą, czy Bóg jest, czy też go nie ma. Oni wierzą, im potrzebna jest wiara. Kto myśli inaczej, twierdząc że wie, iż Bóg na pewno istnieje, ten żyje w wielkim błędzie, bo nie wierzy w Boga. Skoro bowiem wie, to znaczy że nie potrzebuje wiary. Wiedzieć to żadna sztuka, to tylko taki jeziora glazur, natomiast wiara to jego przepastna głębia. 

Jaki wynika dla mnie morał z powyższego? Ano wiara jest konieczna, trzeba wierzyć, lecz przy tym wiedzieć, że aby człowiekowi się układało w życiu, trzeba pilnować swoich myśli. 

Huczwice.






poniedziałek, 15 marca 2021

Pożyć jak w bańce mydlanej

W takiej bańce wypuszczonej w słoneczny dzień, igrają kolorowe rozbłyski.

 





Przerabiałem swoją lekcję życiową, mając już nieco doświadczenia po dwudziestu latach pierwszego małżeństwa i ciężkim rozwodzie (dwanaście rozpraw): przydarzały się niby leniwe i radosne weekendowe śniadania w ogrodzie, lecz z każdą godziną wzmagała się nuta niepokoju, zbliżał się bowiem czas powrotu do domu. W poniedziałek trzeba znowu do pracy, a ja tak lubiłem ogród, kwiaty i rozumiałem ziemię. Kurcze – obowiązek powrotu do cywilizacji i pracy wywoływał skurcz w żołądku.

W duszy coraz silniej odzywała się tęsknota za Edenem utraconym, wolnością z dzieciństwa.


Pożyć sobie w rajskim ogrodzie, może nawet tak do syta? Utopia? Jednak marzyłem pamiętając, żeby marzeń nie odpuszczać. Bo azaliż porzekadło mówi: - wiary nie tracić i ducha nie gasić.

Pociągał mnie hedonizm? Tak! I to bardzo pociągał! Przecież ta filozofia jest słuszna i zbawienna, jej się trzymać trzeba, oraz to podstawowy objaw zdrowia psychicznego jednostki.

Jako że sprawy wydarzają się w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu, musiało upłynąć następne dwadzieścia lat drugiego małżeństwa, żeby marzenia o Edenie przyoblekły się w ciało.

I co?

I pstro!


Wszystko mija, ale jest jedna rzecz, która się zatrzymuje i trwa – to wspomnienia. Wspomnienia są jak fotografia. 

A ja jestem w nastroju przedwakacyjnym, przychylnie nastawiony do świata, do ludzi mniej przychylnie. Planuję pojechać, lub zawędrować tu i tam, przeglądam zdjęcia i szykuję wpis do bloga.

Czuję się zadowolony, a człowiek zadowolony ma jeszcze więcej tego, co już ma. Zadowolenie bowiem jest jak modlitwa dziękczynna, a stąd już całkiem niedaleko, może tylko rzut beretem do Olśnienia, Satori, Stanu Łaski, czy nazywaj to jak chcesz.

I takiego właśnie miłego nastroju życzę Czytelnikom z całego serca.



  

wtorek, 25 lutego 2020

Faith


Zamiast wymyślać nowy wpis, często zaglądam do archiwum, gdzie tkwią posty z czasów sprzed narodzin bloga. 

Ten pies urodził się w wigilię 2002 roku. Miał tylko dwie nogi …. 
Oczywiście nie mógł chodzić, a jego matka - suka, odrzuciła go.
Właściciele chcieli go uśpić, ale w końcu trafił do Jude Stringellow
Jude uparła się, że nauczy tego nieszczęsnego psiaka poruszać się samodzielnie. 
Nazwano go "Faith" czyli Wiara.











Na początku Jude posadziła psa na deskorolce, aby poczuł ruch. Następnie zachęcała go do skoków i poruszania się pionowego, dając mu w nagrodę jego ukochane masło z fistaszków. Także drugi domowy pies,  zachęcał Faitha do chodzenia.

To niezwykłe, ale po 6 miesiącach wydarzył się cud. Faith nauczył się balansować na tylnych nogach, utrzymywać się w pozycji pionowej, podskakiwać i w końcu
chodzić. Po dalszych ćwiczeniach w głębokim śniegu mógł już iść w postawie pionowej, jak człowiek.








Faith kochał chodzić. Nieważne gdzie szedł, zawsze zbierali się wokół niego zaciekawieni ludzie. Szybko stał się sławny. Jego zdjęcia obiegły cały świat.
Drukowano je w tygodnikach, a jego historię pokazywano w TV. Napisano o nim książkę - "With a Little Faith" .
Był także pokazywany w jednym z filmów o Harrym Potterze.

W życiu zawsze zdarzają się nie chciane rzeczy, dlatego by poczuć się lepiej należy umieć spojrzeć na życie od tej drugiej strony. 
Pamiętajmy, że wszystko co nas spotyka ma jakiś cel. To są lekcje do przerobienia. 
Mam nadzieję, że ten post skieruje Twoje myśli na nowe tory. Gdy zobaczysz te zdjęcia, powinieneś docenić wszystko, co masz i zacząć się cieszyć każdym, nawet pochmurnym dniem.
Wiara w to co się robi, jest siłą i określa wartość życia. 

piątek, 18 października 2019

Pije tylko jeden


Są różne spojrzenia na tę samą rzecz. 
Wnioski zależą od tego kto patrzy, oraz od jego uwarunkowań.

Inaczej mówiąc, umysł filtruje rzeczywistość według wiary.
- Po pierwsze primo: - Narzuconej obcej wiary - tę można porównać z celowo wprowadzonym błędnym programem komputerowym.
- Po drugie primo: - wiary osobistej, zdobytej w wieloletnim trudzie, wiary otwartej, dopuszczającej zmianę poglądów. 

             Wiara to śmierć inteligencji.
                         Albert Einstein

- Dopiero pisałeś, że wiara jest podstawą kreowania rzeczywistości, a tu masz babo placek: - Einstein uważał, że jest inaczej?.

Niezupełnie.

Po pierwsze primo Einstein zmuszał do myślenia i powtarzał:                            - Jestem bardzo głęboko wierzącym niewierzącym.
- Rozległość Wszechświata jest ograniczona, w przeciwieństwie do bezmiaru ludzkiej głupoty.

Przypominam, że Einstein był Żydem i musiał uciekać z Niemiec przed nazistami. 
Był przeciwny religii prowadzącej do skostnienia poglądów, do fanatyzmu, nietolerancji, bo człowiek ukształtowany w ten sposób, jest zamknięty, wie wszystko najlepiej, on ma ustalone jak było, jak jest i jak powinno być.
       Zatrzymał się w rozwoju, zatracił własny rozum.
Wiara tak pojmowana nie ma nic wspólnego ze zdrowym myśleniem za pomocą własnego mózgu i tylko pomaga kapłanom (i politykom) sterować ludźmi.
Czerwona Królowa mówi, co się dzieje dalej: kto się zatrzymuje, ten przegrywa.


Po drugie primo: - Historia ludzkości wygląda zupełnie inaczej niż uczą w szkole, azaliż żeby zainteresować się zagadnieniem, trzeba najpierw zwątpić, a następnie poszukiwać prawdy za pomocą osobistego punktu widzenia.
Właśnie tak postąpił ateista z poniższej anegdoty.

Ateista poszedł do kościoła.
Poszedł z ciekawości, aby poznać zwyczaje wierzących. 
Poszedł, wrócił i opowiada swemu koledze ateiście:
     - Wielkie oszustwo! Wszyscy śpiewają, wszyscy robią zrzutkę, a pije tylko jeden!