Pokazywanie postów oznaczonych etykietą małżeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą małżeństwo. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 kwietnia 2026

O małżeństwie

 


Starzec rzekł: 

- Jako urodziliście się w jedności, tak i razem pozostaniecie na wieki. Nawet gdy dni wasze rozproszą białe skrzydła śmierci, wciąż będziecie złączeni. A w cichej pamięci Najwyższego także razem zostaniecie.

   Jednak bądźcie ze sobą tak, aby we wspólności trwał zawsze oddech przestrzeni. Niech między wami  tańczy wiatr Niebios.

   Kochajcie się wzajem, lecz nie przemieniajcie miłości w więzy niewoli.

   Dotykajcie brzegów dusz waszych jako morze swobodne. Puchary wzajemnie sobie napełniajcie, ale z jednego pucharu nie pijcie.

   Dzielcie się wzajem chlebem, ale nie pożywajcie jednej kromki. Śpiewajcie i tańczcie razem i oddawajcie się wspólnej radości, ale pozwólcie sobie również na samotność.

   Bo choć oddzielne od siebie, struny lutni drżą pieśnią jednaką.

   Oddajcie sobie serca, ale nie zawłaszczajcie ich. Bo tylko dłoń Życia pomieścić może serca wasze.

   Bądźcie przy sobie, ale nie nazbyt blisko.

Przecież i kolumny świątyń stoją w oddzieleniu, a dąb i cyprys nie rosną wzajem w cieniu drugiego.

 

                Khalil Gibran - Prorok

 

PS. Nadeszła czterdziesta rocznica ślubu, żona pyta:

- Może kurę na tę okoliczność zarżnę?

- A co ona winna? – zdziwił się mąż.


środa, 8 grudnia 2021

Lipcowy wysyp prawdziwków

Następnego dnia jadę na północ do swej starej miejscówki w mazowieckim lesie. O szóstej jestem na parkingu, stąd pół godziny marszu i zaczyna się kolejna ulubiona leśna ścieżeczka



Idę, a uczucia mam bieszczadzkie. Radość, radość! Chciałoby się napisać: - „I wyszedłem na łąki”. Lecz tu w głębi lasu nie ma łąk szerokich, są za to grzybowe dary natury w kwartale dębiny świetlistej.








Torba szybko się napełnia, zaczął się prawdziwkowy wysyp.






O dziewiątej torba jest pełna – to moja miarka, czyli sygnał: - na dziś starczy, wracaj! Zjadłem pestki słonecznika tylko z jednej kieszeni, czyli pół śniadania ekologicznego, na resztę nie było czasu. Od dwunastej do mego warszawskiego mieszkania zagląda słońce. Zbiory mocno podeschną na słońcu, to przecież lipiec, a wieczorem znajdą się w suszarce.





Dwunasta - praca wykonana, mogę zjeść pierwszą w tym sezonie zupę borowikową, w towarzystwie aktualnej żony. Ożeniłem się bowiem po raz trzeci. Trzymam się zasady Osho: - zdania nie zmienia tylko martwy lub głupi. Pierwsze małżeństwo trwało 20 lat, drugie też 20. Dalej przerwa na singlowanie 10 lat, no i teraz ponowny ożenek. Gdyby zastosować prawo równości, to trzecie małżeństwo mogłoby trwać 20 lat? Kto wie, kto wie. W każdym razie jestem bardzo zadowolony z obecnej sytuacji.

Spotykają się dwie kobitki. Jedna mówi: - wiesz, wyszłam za mąż, jestem zadowolona i absolutnie tego kroku nie żałuję.

Druga na to: - a ja dalej jestem niezamężna i także swego kroku nie żałuję.

poniedziałek, 15 marca 2021

Pożyć jak w bańce mydlanej

W takiej bańce wypuszczonej w słoneczny dzień, igrają kolorowe rozbłyski.

 





Przerabiałem swoją lekcję życiową, mając już nieco doświadczenia po dwudziestu latach pierwszego małżeństwa i ciężkim rozwodzie (dwanaście rozpraw): przydarzały się niby leniwe i radosne weekendowe śniadania w ogrodzie, lecz z każdą godziną wzmagała się nuta niepokoju, zbliżał się bowiem czas powrotu do domu. W poniedziałek trzeba znowu do pracy, a ja tak lubiłem ogród, kwiaty i rozumiałem ziemię. Kurcze – obowiązek powrotu do cywilizacji i pracy wywoływał skurcz w żołądku.

W duszy coraz silniej odzywała się tęsknota za Edenem utraconym, wolnością z dzieciństwa.


Pożyć sobie w rajskim ogrodzie, może nawet tak do syta? Utopia? Jednak marzyłem pamiętając, żeby marzeń nie odpuszczać. Bo azaliż porzekadło mówi: - wiary nie tracić i ducha nie gasić.

Pociągał mnie hedonizm? Tak! I to bardzo pociągał! Przecież ta filozofia jest słuszna i zbawienna, jej się trzymać trzeba, oraz to podstawowy objaw zdrowia psychicznego jednostki.

Jako że sprawy wydarzają się w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu, musiało upłynąć następne dwadzieścia lat drugiego małżeństwa, żeby marzenia o Edenie przyoblekły się w ciało.

I co?

I pstro!


Wszystko mija, ale jest jedna rzecz, która się zatrzymuje i trwa – to wspomnienia. Wspomnienia są jak fotografia. 

A ja jestem w nastroju przedwakacyjnym, przychylnie nastawiony do świata, do ludzi mniej przychylnie. Planuję pojechać, lub zawędrować tu i tam, przeglądam zdjęcia i szykuję wpis do bloga.

Czuję się zadowolony, a człowiek zadowolony ma jeszcze więcej tego, co już ma. Zadowolenie bowiem jest jak modlitwa dziękczynna, a stąd już całkiem niedaleko, może tylko rzut beretem do Olśnienia, Satori, Stanu Łaski, czy nazywaj to jak chcesz.

I takiego właśnie miłego nastroju życzę Czytelnikom z całego serca.



  

poniedziałek, 19 października 2020

Spirytyzm w lesie

Wrzesień, a więc do lasu miły bracie! Zaczyna się grzybobranie na Mazowszu.  Świt. 


Wchodzę do lasu i zmierzam pilnie do „swoich” miejsc. Idę i myślę, a myślę bo mam czas (gdybym czasu nie miał, to bym tylko szedł). przypomina mi się akapit z książki o spirytyzmie, wydanej sto lat temu (!), którą czytałem wieczorem poprzedniego dnia. Rozdział dotyczył małżeństwa.

Otóż duch wyższy, który się zgłosił do rozmowy, ciągle wraca do terminów: sobkowstwo, egoizm, oraz powtarza, że jeśli cierpimy, widocznie Bóg tak chciał. Cierpienie należy znosić pokornie, z rezygnacją, bo to właściwie piękne jest.

I mnie się wydało, że tu już duch wyższy się zagalopował nieco, ponieważ:                                                                                                                                                    - Po pierwsze primo: - Dla kogo cierpienie jest piękne? I od razu otrzymuję odpowiedź od mego ducha osobistego: - dla masochisty!                                                                                                                     Dalej ten duch wyższy przypomniał banał, że cierpienie uszlachetnia. Padają słowa „chrześcijaństwo”, tudzież „lekcja”.                                                       

- Więc po drugie primo: - jaką lekcję odbiera oprawca w toksycznym związku dwojga? Lekcję jeżdżenia na łysej kobyle? Oprawca się krzywdą karmi, nasyca, a ofiara powinna zamienić się w pokorne cielę?                                                                                                                                                                    

- Po trzecie primo: - Czy istnieje zgodna z prawem przyrodzonym jakaś dawka cierpienia wystarczająca do przepełnienia kielicha goryczy?                         

I w tym momencie mój duch wygłosił monolog do ducha wyższego z zaświatów: - A ty duchu to w jakim ciele ostatnio byłeś? Bo bez urazy, ale wygląda na to, że jesteś starym duchem mocno kościółkowym, a tu na słowiańskiej ziemi rewolucja światopoglądowa poczyniła już niejakie zmiany w młodym pokoleniu. Powstają nawet opinie o konieczności wprowadzenia terapii psychicznej dla biskupów.                                                                                                                   Odebrano Słowianom wiarę ojców. Obca religia, narzucona przemocą, się jakby chwieje. Czarni niereformowalni urzędnicy pracowicie plugawią całość, przez co zwykli ludzie, którzy potrzebują w coś wierzyć, zaczynają wątpić.

Czytałem dalej i ze zdziwieniem natykam się na niespójność. Duch wyższy stwierdza: - Azaliż nigdzie nie jest powiedziane, że Bóg wiąże ludzi ze sobą na amen, czyż nie wprowadziliście instytucji rozwodów?

I zaprawdę powiadam wam - pozostałem z pytaniem: - To cierpieć w związku, czy nie cierpieć?

Atoli rzeczywistość leśna sprowadza mnie do tu i teraz – odpuszczam duchowi wyższemu, bo właśnie znalazłem się u celu godzinnego szybkiego marszu i oto widzę pierwszą brązową zamszową piłkę, która wystaje sponad jagodzin. Oczyszczam niespiesznie korzeń, rozglądam się i z miłością opieram wzrok na drugiej zamszowej piłce. Pierwszy nizinny wysyp borowików, a więc prawie wszystkie grzyby zdrowe. 













P.S – Zdrowy na umyśle człowiek pilnuje swojej osobistej kryształowej bańki. Kiedy tylko może, wariatkowo zostawia za sobą.


czwartek, 30 kwietnia 2020

Proste życie


Żeby dowiedzieć się, co lubisz, wystarczy odzyskać wolność. 
I wcale nie chodzi o to, żeby rozwiódł się ten, kto jest w małżeństwie. Chodzi o własne terytorium, o swój osobisty czas, o to, żeby stanowić o sobie suwerennie.

Zdarza się, że w małżeństwie jest to możliwe, jednak tylko kiedy masz Przyjaciela za partnera - partnerkę. A to już jest nieczęste. Bardzo nieczęste.
Nie mam wielkiej skali porównawczej, bo byłem tylko w dwóch małżeństwach. Długoletnich, każde dwadzieścia lat.

Tu pytanie: - w ilu małżeństwach trzeba być, żeby mieć skalę porównawczą? Być może tylko w jednym, ale za to wystarczająco długim (Wpis „rozmowa u lekarza”).
Hasłem do szczęścia nie tylko w związkach małżeńskich jest słowo Przyjaciel. Znaczy Przyjaciółka, żeby nie było w moim przypadku niedomówień.

Po tych dwóch małżeństwach, wypróbowałem, co znaczy słowo singiel.
Ono znaczy tyle, że wielu szuka i potrzebuje odrobiny miłości. Jeśli taki "wielu" nie zrozumiał, że trzeba szukać wewnątrz siebie tego szczęścia, miłości, zadowolenia, czy nazywaj to jak chcesz, lecz szuka żmudnie na zewnątrz, może się rozczarować. 
Może się rozczarować, nawet jeśli pamięta, że taki seks na przykład, który często błędnie utożsamiamy z miłością, jest tylko połową sukcesu. 
A czegoś takiego jak połowa sukcesu nie ma. 
Albo jest cały sukces, albo nie ma nic. 
Jednak również połowa sukcesu bywa całkiem miła, tudzież wręcz mistyczna. Zdarza się przecież, że w chwili orgazmu ocieramy się o Chwilę Wieczności. gdy jeszcze uda się tę Chwilę wzbogacić zasadami tantry.....

Był raz sobie pewien mistyk
lubił baby
i z nimi styk. 

Miłość można znaleźć w sobie, w psie, w graniu na Wall Street, chwilowo bardzo dzięki wódce (Darek Karaluch) lub dzięki Kobiecie Przyjacielu, ale żeby na taką trafić, to jak pisałem nieczęste jest.


Idę, idę, mam czas, to myślę i gdzieś docieram w końcu, po wielu godzinach w tym bieszczadzkim zadupiu kochanym, niepowtarzalnym i cudnie bezludnym.
Najpierw jest widokowo, potem wchodzę do lasu.







Nabrałem wody ze źródełka i rozglądam się za miejscem na nocleg. 
Jestem w lesie. Nie jest widokowo - jak to w lesie. Azaliż czy zawsze musi być widokowo? Jeszcze świeci słońce, ale niedługo wieczór, jest maleńka polanka, ociupinkę ponad drogą leśną tylko. I skrawek płaskiego miejsca pod samą sosną, dlatego ognia nie będzie.


Namiot, siadam, stolik niepotrzebny, serwetka, układam na kolanach co mam i niespiesznie (cudne słowo) szykuję nabożeństwo wieczerzy. 
Kiedy się najem i napiję, położę się i będę spał do rana. 
Aby tak było, wystarczy iść dostatecznie długo. 
Takie proste życie.
Ach!

czwartek, 9 kwietnia 2015

Schody


Schody wejściowe do domu Czerwonego Kapturka są zrobione z miejscowego materiału – z łupków.
    

Do domu Czerwonego Kapturka się wchodzi, do Kołyby się schodzi. Przed Kołybą także nie ma jak na razie balustrady, choć tu przyjeżdża kilka osób starszych wiekiem, lecz młodych duchem.
        W czasie układania odcinka schodów przy Kołybie, przypomniałem sobie, jaką ogromna radość sprawia mi taka praca.
Kiedyś bowiem budowałem schody na swoim mocno pofałdowanym kawałku ziemi, gdzie tylko się dało.
Czyli postępowałem totalnie według dzisiejszej wiedzy.
   
W rozmowie z Czerwonym Kapturkiem, wyjaśniliśmy całkowicie sprawę balustrady. Otóż nie była ona (balustrada znaczy) przy tych schodach przewidziana. Kapturek na ten temat powiedział tak:
- „Ten dom zbudowałam najpierw w marzeniach. Przecież wiesz, z myśli wszystko się bierze. Jest on dokładnie taki, jaki miał być. I to nie tylko z zewnątrz. Cały dom jest taki, jaki miał być..... Nie było w moich marzeniach balustrady.
   
     
 Jestem sprawna i stosunkowo młoda, takie właśnie schody mi się podobają. Czy wszyscy muszą mieć balustradę przy schodach? Nie po drodze mi z wszystkimi. Dlatego działka jest w prawdziwym lesie, którego dzikość bardzo szanuję, tu wilki podchodzą pod dom. Nie obsadzę granicy tujami, jak robi wielu, bo po co w pięknie natury robić „popraweczki”, jeśli to są „pogorszeczki”?
      Po czym Kapturek zapytał: - „Czy wiesz, czym różni się małżeństwo od narzeczeństwa?”

To akurat wiedziałem: - stosunkowo niczym, lecz spora różnica jest.