piątek, 14 grudnia 2018

Kto niesie światło

Stare księgi nie tylko wspominają o buncie w Niebie, one szczegółowo opisują wojnę między bogami.
Powód tej wojny? - doszło do różnicy zdań....

Przekazy chrześcijańskie (Doktryna powtarza założenia religii wcześniejszych, definiując je nieco inaczej, czyli jest plagiatem) jako głównego winowajcę podają Archanioła Lucyfera, przypisując mu wszelkie nikczemności.
A przecież prawdziwa nikczemność polega na rozbudzaniu wrogości.
Czy to atak na Kościół? Ależ skąd!

Polityka w wydaniu negatywnym działa przy pomocy słynnego dziel i rządź.
Kiedy w państwie panują jeszcze pozory demokracji, łatwo skołować część narodu za pomocą propagandy – czytaj: - odwracania kota ogonem i zwykłych kłamstw. A także obietnic, które w naszym społeczeństwie mają wielką siłę nośną.

Inna ważna i bardzo skuteczna metoda manipulowania ludźmi nosi imię strach.

Nie bez przyczyny Osho od zawsze mówił o hybrydzie wysysającej społeczeństwo: - to polityk zrośnięty z kapłanem. 
Hybryda owa jest bezwzględna i ssie z ludzi wszystkimi swoimi otworami. 

Od zarania dziejów, prawo naturalne dzieli ludzi tylko w jeden sposób: - na mądrych i głupich.
Co nie znaczy, że jedni mają drugimi pogardzać.
Wręcz przeciwnie.
Przecież to dzięki głupiemu, możesz zauważyć, że taki nie jesteś. Czyli głupiemu należy się wdzięczność.
Jak wiemy, propaganda mądremu nie zaszkodzi, gorzej z głupim – ów dzięki manipulacji staje się jeszcze głupszy niż był.
Lecz to już jest siła wyższa, przyporządkowana dualizmowi świata.

Spróbujmy poskładać fakty związane z jednym z Naczelnych Aniołów, nazwanym w chrześcijaństwie Archaniołem Lucyferem.

Po pierwsze primo: - rzecz dotyczyła eksperymentów genetycznych na ludziach.

Po drugie primo: - Wszystkie istoty zamieszkujące Niebo (orbitujący statek kosmiczny – Rigweda, Mahabharata, Ramajana) posiadały niedostępną dla nas wiedzę, czyli głupie nie były.
Na Wysokości panowała hierarchia: - głos decydujący miały Naczelne Anioły.

Po trzecie primo: - Część Aniołów przyłączyła się do Archanioła Lucyfera i wzięła udział w rebelii.

Średniowiecze już za nami, po to mamy własne rozumy, aby się nimi posługiwać.
Dziś wolno nam odrzucić wszelkie dogmaty i zastanowić się, czy wnioski z „wojny na górze”, nie są przypadkiem fałszem.
Bo jeśli tak, cała doktryna wiary mówiąc łagodnie, staje pod znakiem zapytania.

Ocho! Niektórzy już czują się nieswojo....
Azaliż te rozważania są tylko hipotetyczne.
Każdy przecież może być teologiem, jeśli ma coś sensownego do dodania.

Być może Naczelny Anioł nie miał racji i cała ludzka populacja ziemska jest nieudanym eksperymentem?
Wszak nasze ogólne stosunki z Matką Ziemią stają coraz bardziej napięte, a odwieczne waśnie plemienne, wydają się wpisane w ludzkie geny.
     Wątpliwości stają się jeszcze większe, gdy przyjmiemy wiedzę na temat substancji, dzięki której świetliki świecą w nocy.
Ta substancja „przenosi światło” i nazywa się lucyferyną.
Nieść światło – oznacza nieść wiedzę.
A jeśli racja była po stronie Archanioła Lucyfera?.

Kto w takim razie niesie ciemność?

Otóż od czasu Rewolucji Francuskiej, humaniści zgodnie twierdzą, że u podstaw wszystkich konfliktów między ludźmi stoi religia.

I tym niosącym światło wnioskiem kończę wpisy w roku 2018 oraz życzę Czytelniczkom i Czytelnikom Wesołych Świąt i Dosiego Roku.
Do zobaczenia na początku stycznia.


czwartek, 13 grudnia 2018

Pióro puchacza

Idę boso po piasku. Nikogo jak okiem sięgnąć - i to  jest miłe.
Nic się nie dzieje, bo co ma się dziać?




Wczoraj przeczytałem myśl Lao Tzu:

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz - żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny - żyjesz teraźniejszością.

Czyli żyję teraźniejszością. 
Naraz, w teraźniejszości widzę coś niesionego przez fale i po chwili morze wyrzuca piłeczkę. To miły gest ze strony morza. Dziękuję.





Wracam przez las i znajduję pióro. Och! Jakie ładne! Dziękuję.


Lubię znajdować pióra, zwłaszcza od ptaków drapieżnych. One zaliczają się do znaków anielskich. To akurat okazało się być z puchacza.
Poczułem wielką radość i w Skali Szczęśliwości Ogólnej wzniosłem się chwilowo na 8. (A wszystko odbyło się w teraźniejszości).
Ósemka to już bardzo wysoko i trzeba mocno uważać, aby z tego wielkiego szczęścia nie narobić przypadkiem w portki - dlatego dla bezpieczeństwa rzecz powinna być krótkotrwała.



Łap szczęście za ogon,
nawet jeśli się wyrwie
zostaną ci w ręku pióra.

środa, 12 grudnia 2018

Podróże w czasie

Fizyka kwantowa w coraz większym stopniu dopuszcza możliwość  podróży w czasie zarówno w przyszłość, jak i w przeszłość.
Jednocześnie ta sama fizyka ostrzega przed zagrożeniami, które takie podróże mogą wywołać w continuum.

Typowe ostrzeżenie brzmi: - Każdy, kto zamierza oswajać czarne dziury lub poszukiwać ujemnej energii w tunelach czasoprzestrzennych, powinien strawić śniadanie jeszcze zanim je zje – czeka go bowiem zderzenie z Paradoksem Podróży w Czasie.

Rzecz możemy obejrzeć w kultowych filmach Powrót do przyszłości , czy Terminator – jakakolwiek zmiana w „kiedyś” powoduje zmianę w „dziś”.
 
Nic nowego pod słońcem, wszak mistycy tudzież ludzie oświeceni mający wgląd, twierdzili od wieków, że czas nie istnieje, a jest tylko złudzeniem. Że nie ma podziału na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, a wszystko dzieje się jednocześnie.
Dziś fizyka kwantowa mówi to samo  i ….. wyraźnie ewoluuje ku mistycyzmowi.

Jeszcze niedawno naukowcy twierdzili, że ani energia, ani informacja nie może się pojawiać znikąd.
       A przecież zdania nie zmienia tylko martwy albo głupi.

Stephen Hawking w 2004 roku wycofał swoje wnioski z lat siedemdziesiątych, w których twierdził, że gdy materia wpada do czarnej dziury, zostaje zniszczona wraz z całą informacją, którą niesie (ładunkiem, spinem i całą resztą).
Okazało się azaliż, że czarne dziury są jednak nieszczelne i informacja umyka z nich w ostatnich sekundach.

Taka forma przekazu informacji we wszechświecie jest do tego stopnia sprzeczna ze wszystkim, co wiemy i przyjmujemy za dopuszczalne, że …... zjawisko to jest uważane całkiem słusznie za cud!
A cudów naukowcy przeważnie nie lubią.

Urywek z książki „Opowieść o Tybecie - Rozmowy z Dalajlamą”

Nasza obecna karma, oraz to, co spotka nas w przyszłości, wpływało na przeszłe wydarzenia.
Nie tylko bowiem przeszłość wpływa na przyszłość, ale także dzieje się odwrotnie – przyszłość wpływa na przeszłość.
Te niby oddzielne okresy mogą być częścią jednej rzeczywistości, której nasze ograniczone zmysły nie potrafią dostrzec”.

Autor książki wyjaśnia: - Dalajlama doszedł do podobnego wniosku poprzez duchowy wgląd.
Wgląd do czego? - zapytamy.
Ano do Kroniki Akaszy – pola morfogenetycznego, które otacza Ziemię i jest skarbnicą wiedzy spoza.
 

Czemu ludzkie zmysły są ograniczone?

Zdecydowała tak miss Ewolucja, lub Ci, którzy inżynierią genetyczną stworzyli Homo Sapiens.
        Oto za pomocą znikomego zakresu widma (ultrafioletu i podczerwieni nie rejestrujemy. Ludzki zakres odbioru spektrum (od około 380 nm (światło fioletowe) do 750 nm (czerwień)) to zaledwie dwa procent tego, co do nas dociera. ) - widzimy podwójnie zniekształconą rzeczywistość:

- Po pierwsze primo widzimy barwy, ponieważ nasze mózgi przypisują je określonym długościom fali światła.
Barw w rzeczywistości w kosmosie nie ma.
Barwa jest jedynie wrażeniem psychicznym, a nie faktyczną cechą.
  • Po drugie primo: - nawet jeśli spróbujemy przyjąć za prawdę nasze subiektywne wrażenia psychiczne, że dojrzały banan i cytryna są żółte - to fizyka wykazuje, iż banan i cytryna są niebieskie.
Rzeczy nie są niestety takie, jak nam się wydaje.

Była zima.
Dwa anioły zeszły na Ziemię.
Starszy miał uczyć młodszego.
Wędrowali.
Zapadał zmierzch…..
Zapukali do bogatego domu, z prośbą o nocleg. Bogaty właściciel użyczył im noclegu w starym, nieogrzewanym już budynku na końcu posiadłości. Anioły trzęsły się z zimna i nie mogły usnąć. Nad ranem starszy anioł zobaczył dziurę w ścianie i zamurował ją.
Kiedy młodszy anioł zapytał go, dlaczego to zrobił, ten odrzekł:
-„Rzeczy nie zawsze są takie, na jakie wyglądają”.

Następnej nocy anioły przybyły do biednego, ale bardzo gościnnego domu. Małżeństwo, które tam mieszkało, podzieliło się z aniołami jedzeniem, a spanie dostali koło pieca.
Kiedy następnego dnia wstało słońce, anioły zobaczyły, że małżonkowie płaczą. Ich jedyna krowa - żywicielka leżała nieżywa.
Młodszy anioł był w szoku i powiedział do starszego anioła: -„Jak mogłeś do tego dopuścić? Pierwsza rodzina miała wszystko, a ty jeszcze naprawiłeś ścianę. Druga rodzina miała niewiele i dzieliła się tym, co miała, a ty pozwoliłeś, żeby ich jedyna krowa padła?”

-„ Rzeczy nie zawsze są takie, na jakie wyglądają” – odpowiedział starszy anioł.

- Kiedy spędziliśmy noc w posiadłości bogacza, zobaczyłem, że w tej dziurze w ścianie dawno temu ktoś ukrył skarb. A przecież właściciel miał już wystarczająco dużo. Dlatego właśnie zamurowałem otwór, aby nie mógł tego skarbu znaleźć.
Natomiast w nocy, którą spędziliśmy w biednym domu, Anioł Śmierci przyszedł po żonę gospodarza.
W zamian za nią, dałem mu ich krowę.

Rzeczy nie zawsze są takie, na jakie wyglądają

Jeśli trzymasz nos w perskim dywanie, nie zobaczysz jego
wzorów”

 PS. Trzy materie leżą obok siebie w Katedrze Westminster
 Izaaka Newtona – odkrył kod Biblii, oraz coś jeszcze.
Lorda Kelvina - zajrzyj do Wikipedii.  
Stephena Hawkinga.


wtorek, 11 grudnia 2018

Lekkie prowadzenie

Obłoki wyglądają jak okręty pod żaglami.
Mogę na nie patrzeć godzinami. 

 
Zmieniają kształty, w każdej zgrabnej pierzastej chmurze można się czegoś dopatrzeć.
Oto krokodyl, po pewnym czasie zamienia się w dwa pieski złączone ogonami. 
Wyobraźnia pracuje, ktoś inny zobaczyłby pewnie inaczej.

Sięgam po książkę Osho. Czytam kilka zdań i zamyślam się.

Nie powinno się pozostawać ciągle tam, gdzie człowiek się urodził. Należy szukać innych miejsc i doznawać przez to radości.

Zgadzam się z taką myślą......
Odurzająco pachnie skoszona łąka, pachną sosny. Ruch na szosie prawie zerowy - pojedyńcze samochody jadą do Cisnej i połonin.
A obłoki płyną majestatycznie jak żaglowce.
Upał.

Ciało robi się senne. Następuje odświeżająca drzemka pod sosnami.
Wakacje przecież, nie trzeba nigdzie gonić.
Gdy jesteś singlem, czujesz się tak, jakby urosły ci maleńkie skrzydełka.
Lekko się prowadzisz.
A to jest godne i sprawiedliwe, oraz bardzo przyjemne.
Ciało robi się wtedy spolegliwe: - tylko pomyślisz i już jesteś gotowy. Możesz iść tu, albo tam.
Albo pojechać na rowerze, albo nigdzie nie jeździć, ani nie chodzić, wszak jesteś w krainie nicnierobienia. 
Za to możesz sobie przyrządzić coś dobrego do jedzenia, bo swoje smaki znasz najlepiej.


I ta świadomość, że nie jesteś zamknięty w klatce, nic nie musisz. 
To Wolność tak uskrzydla.
Do tego dochodzi mądrość sufich:

Zwiąż ze sobą dwa ptaki. Nie polecą, chociaż mają cztery skrzydła.

Każdy idąc swoją drogą dochodzi z wiekiem do podobnej mądrości.
Albo nie dochodzi i żyje dalej, jak żył, a mnie nic do tego.
Wiatr przynosi upojny zapach skoszonej łąki....

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Clear Intent

Pasje są świetną terapią na złapanie oddechu po zmęczeniu prozą życia.

Przypominam sentencję usłyszaną w Bieszczadach od człowieka chodzącego po łące z wykrywaczem metalu: - "Życie bez pasji do dupy jest".

Pasja poznawania powoduje, że nieustannie lubię słuchać i czytać o wszystkim, co jest w życiu tajemnicze i niepojęte.
Do tej dziedziny zalicza się zjawisko UFO.
    Faktem jest, że dziś wiemy znacznie więcej niż kiedyś, azaliż z tej ogromnej wiedzy niewiele wynika.
Kolejne fakty prowokują kolejne pytania, powstają niekończące się hipotezy. Jesteśmy dalej w punkcie wyjścia. 
Moja opinia jest nieistotna, bo subiektywna.

Przeczytałem wiele książek z dziedziny ufologii, są w nich nieraz frapujące fakty. Czytelnicy mają prawo do własnych opinii, do własnej interpretacji tych faktów.
I tu właśnie skupiło się moje zainteresowanie.
                   Subiektywna interpretacja faktów.

Ta ocena jest nierozerwalnie związana ze światopoglądem danego człowieka. A więc jest to przesiewanie informacji przez sito jedynie słusznej, założonej a priori teorii.
      Wszystko dzieje się według mojej wiary i ja to wszystko potrafię wyjaśnić!
To jest zupełnie tak samo, gdy inwestor zdziwiony zachowaniem rynku mówi: - jak to spada? Przecież miało rosnąć!
Jest zdziwiony, bo ma otwarte pozycje przeciwne. 
Pomylił się w swej analizie, a nie potrafi jeszcze przyznać się do błędu i działać skutecznie niezależnie od kierunku w którym podąża indeks.
      Mamy bowiem głęboko zakodowaną potrzebę posiadania racji.
W ten sposób ego pokazuje swą twarz, i przejmuje kontrolę nad człowiekiem.

Oto niedawno byłem biernym (nie wychylałem się) słuchaczem dyskusji o UFO.
Wydawało mi się, że dyskusja będzie się toczyć wokół pytania:
Czy Aniołowie założyli naszą cywilizację?”, lub jakiegoś podobnego zagadnienia. 
 A okazało się że podstawowe pytanie dalej brzmi: „Czy jest coś takiego jak UFO?”.

Ludzie w większości lubią wygłaszać opinie powierzchowne, potwierdzające wniosek, że ignorancja ma się dobrze.

Fakty

W październiku i listopadzie 1975 roku zaobserwowano nienotowaną dotychczas falę UFO nad czterema bazami Strategicznego Dowództwa Powietrznego i bazami rakietowymi na północy Stanów. Dokumenty ujawnione przez wojsko podają:

W bazie sił powietrznych w Loring (Maine) o godzinie 19.45 śledzono nieznany obiekt z wieży radarowej, a w tym samym czasie widział go również strażnik ochrony.
       Obiekt penetrował przestrzeń wokół bazy i pojawił się w zasięgu 270 metrów od składowiska materiałów nuklearnych. Następnej nocy pojawił się znowu, pojawił się na radarach i widzieli go wszyscy strażnicy z ochrony oraz załoga z bombowca B-52 stojącego na ziemi.
        Obiekt pojawił się przy końcu pasa startowego na wysokości 45 metrów, a potem zawisł nad składowiskiem broni. Następnie zgasił światła i znikł.

Grudniowej nocy 1980 r. w lesie, w bezpośredniej bliskości bazy sił powietrznych NATO w Bentwaters w Anglii, wylądowało UFO.
Około godz. 1:00, strażnik z oddziału ochrony został wysłany do zbadania widocznego na radarze obiektu, jeszcze zanim zdążył on wylądować.
      Na polanie kamery filmowe nagrały następującą scenę: - obiekt o średnicy 15 m, przypominający przezroczystą tabletkę aspiryny, unosił się około 30 cm nad ziemią.
     Drugi obiekt, wyglądający jak czerwone światło, wyleciał zza drzew i zatrzymał się nad pierwszym, a potem połączył się z nim, tworząc jaskrawobiały dysk z kopułą. 
Strażnicy i inni oficerowie, którzy w tym czasie dołączyli, obeszli dysk wkoło, zwracając uwagę na cienie, które na niego rzucali.
Potem wszyscy obecni stracili pamięć.
Oficer, który to relacjonował, podał, że obudził się w swoim łóżku, ubrany i zabłocony po kolana, była 4:00.

W maju 1983 r. amerykański badacz UFO Robert Todd, powołując się na Akt o swobodnym dostępie do informacji, zwrócił się o dane o zdarzeniu do 513 Grupy Wsparcia Sił Powietrznych.

Pisarz otrzymał kopię raportu zastępcy dowódcy bazy, podpułkownika Charlesa Halta.
      Halt pisał: - dwaj strażnicy ochrony zauważyli dziwny, świecący, metaliczny obiekt, który wylądował w lesie niedaleko bazy.
Obiekt odnotowano również na radarze. Miał on czerwone światło na szczycie, niebieskie światła pod spodem i unosił się nad ziemią.                                                                                         Poruszał się między drzewami i po pewnym czasie zniknął, by pojawić się godzinę później w pobliżu tylnej bramy bazy.
Zauważono, że zwierzęta na pobliskiej farmie „wpadły w szał”.    
    Następnego dnia w miejscu, gdzie obserwowano UFO, znaleziono trzy dołki o średnicy 18 cm i głębokości 4 cm, oraz odnotowano podwyższony poziom promieniowania wewnątrz trójkąta, który utworzyły te ślady. Podobny obiekt, tym razem czerwony powrócił następnej nocy.
Podpułkownik podał, że liczni oficerowie, w tym i on sam, byli świadkami tych zdarzeń.

Podobne zdarzenie zostało udostępnione przez Biuro Sił Powietrznych do Badań Specjalnych (OSI).
Jest to raport trzech strażników z bazy sił powietrznych w Kirtland, w Nowym Meksyku
     Widzieli oni białe światło wykonujące dziwne manewry, a potem lądujące w Coyote Canyon, będącym częścią wydzielonego obszaru testowania broni.
Przez trzy noce pod rząd, strażnicy widzieli dyskoidalne obiekty i światła lądujące na tym samym obszarze, a potem odlatujące z ogromną szybkością.

Kolejne pięć stron dotyczy dr. Paula Bennewitza, którego dom w Albuquerqe sąsiadował z północną granicą składowiska broni w Kirtland i który zrobił zdjęcia świateł, widzianych przez strażników ochrony w sierpniu i wrześniu 1980 r.
Agent Specjalny OSI, Richard Doty, przeprowadził z Bennewitzem wywiad i obejrzał osiemset metrów ośmiomilimetrowego filmu, pokazującego UFO nad miejscem testowania i przechowywania broni.
    Doty odnotował w raporcie, że Bennewitz na części urządzeń do elektronicznego podsłuchu miał nagrane impulsy o wysokiej częstotliwości.
10 listopada 1980 roku Bennewitz zaprezentował swoje nagrania z ostatnich 15 miesięcy. Spotkało się z nim dziewięciu oficerów sił powietrznych i naukowców, włączając w to generała brygady.

To są drobne streszczenia z książki: „Clear Intent” (Wyraźne Intencje) Lawrence Fawcett&Barry J.Greenwood, Prentice-Hall, New York 1984.
Podstawę treści tej książki stanowi trzy tysiące odtajnionych dokumentów, oddanych przez Armię USA, Departament Stanu, FBI, CIA, i Agencję Bezpieczeństwa Narodowego, na podstawie Aktu o swobodnym dostępie do informacji, a dotyczących UFO.

piątek, 7 grudnia 2018

Poziomkowo

Tudzież: - Optymista wybiera poziomki.

W czasie wędrówki oczywiście mamy możliwość kupienia jedzenia w sklepie. 
O ile po drodze taki sklep jest.

To po pierwsze primo.
Po drugie primo: - w każdym praktycznie momencie pogoda może nas przyziemić. 
Pogoda w Bieszczadach zmienia się szybko i potrafi zweryfikować plany.
Czytelnicy piszą: - "przecież noclegi są w każdej mieścinie, a gospodarze zawsze wesprą".
       Jasne, że to prawda. 
To popularny sposób czynnego wypoczynku, z nocowaniem pod dachem.
Przecież każdy żyje jak chce.

Mnie akurat odpowiada spanie w namiocie.
Jeśli wędrujesz z domem na plecach i nadchodzi burza - szukaj miejsca na postawienie namiotu.
Potem zobaczysz co dalej.
Jako optymista zakładam, że zawsze może przydarzyć się trzydniówka.

Dlatego posiadanie małego zapasu jedzenia jest wskazane, aby trudny czas przetrwać komfortowo.


Na deszczowe chwile mam płatki musli.
Niosę także makaron, kaszę, kawałek boczku do grochówki, czy grzybowej itp. lekkie rzeczy. Żadnych konserw – po co to dźwigać, oraz: - odkwaszenie organizmu dietą bezmięsną mile widziane.
      Chyba że akurat pościsz - wtedy tylko pijesz.
I masz komfort bez jedzenia, bo wody niebo dostarczy ci do syta – trzeba jedynie miskę, z której wylejesz siki, wysunąć poza namiot.

Sytuacja miejscowa?
Doszedłem do Bereżnicy i Woli Matiaszowej. 
Okazuje się - nie ma sklepu w tych miejscowościach.
Ostatni sklep był w Wołkowyji a następny jest w Baligrodzie.
Tu młodzi natychmiast wyskoczą z internetem - że z niego wiedza.
      Zgoda, ale internet za ciebie nie będzie przebierał nogami, tudzież informacje netowe bywają nieaktualne.

Wędrowcze - doszedłeś, a sklepu nie ma, lub jest, lecz zamknięty. Możesz wrócić, albo iść naprzód, lecz załóżmy, że tobie spodobało się zostać.
Sklepu nie ma, lecz jest Natura i czerwiec.
Trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać Darów Natury. Tego jednak można się nauczyć. Zupełnie tak samo jak daytradingu.

Więc wspierałem się poziomkami, a potem czarnymi jagodami według zasady: - Dają? Bierz!
I grzybami, które są tu na wyciągnięcie ręki do samych przymrozków
Już w lipcu dochodzą jeżyny, a w sierpniu wielka frajda: orzechy laskowe.   
Pierwsze prawdziwki spotkałem w Polańczyku nad samym Zalewem – te zostawiłem w spokoju. 

Wracam do poziomek.
Pierwszych posmakowałem nad Wolą Matiaszową


Najpierw zbiory gromadziłem w dłoni, potem, gdy poziomek była obfitość, dłoń zamieniłem na miskę.
To było już w Huczwicach i na mojej ulubionej górze 686 pod Chryszczatą.
Stosowałem wstrzemięźliwość i zbierałem tylko tyle, aby zjeść ze smakiem, tudzież podzielić się z sarenkami, które przychodziły się zapoziomkować.
W końcu to ich teren, bo autor pojawił się tu jedynie jako chwilowy intruz. 

Zdjęcie sarenek: - Dominika Antkowska
witaj

czas płynie leniwie

a życie odpłaca

tym o czym marzysz

dyskretnie w zakamarkach

duszy przed zaśnięciem
                                        Mirek















czwartek, 6 grudnia 2018

Polańczyk

Czyli lekcja cierpliwości.

Pierwszy czerwca 2018, zbliża się godz. 00.10
Autobus z wizerunkiem dudka zaraz odjedzie z Warszawy.
Cel podróży: - Polańczyk.

Tonę w fotelu.
Przy kierowcy było małe zamieszanie – oto pani chciała jechać, a jak się okazuje kupiła bilet na 31 maja godz. 00.10.
Oczy mi się kleją, lecz kojarzę słowa kierowcy: - pani autobus odjechał wczoraj. No jasne – przecież mamy dzisiaj.
Pani decyduje się kupić bilet u kierowcy.
Cichutki szmer silnika, jedziemy.

Jakaś pacjentka za mną rozmawia cicho przez telefon.
     Usypiam.
Budzę się w Radomiu.
Pacjentka za mną dalej rozmawia przez telefon. Cichutko rozmawia, ale ta rozmowa trwa już półtorej godziny.
     Usypiam.
Budzę się kilkakrotnie – pacjentka rozmawia bez ustanku.

No nie! Chyba jej coś powiem! Ile można gadać?
Ale chwila! Wszyscy spotykani na naszej drodze są nauczycielami, czyż nie tak? – To może być lekcja cierpliwości dla mnie.
      Usypiam.
Dojeżdżamy do Rzeszowa. Pacjentka rozmawia dalej. Teraz opowiada przyjaciółce jaki film oglądała ostatnio.
Wytrzymam, czy zrugam zołzę?
      Z trudem udaje mi się usnąć.

Budzę się, gdy odjeżdżamy z Rzeszowa. Rejestruję, że coś jest nie tak, znaczy zaszła jakaś zmiana?
No jasne! - zmieniło się, bo za mną cisza – nikt nie rozmawia przez telefon.
Po raz pierwszy zaglądam do tyłu – pusto.
       Wysiadła małpa!
Czuję zadowolenie – oto odrobiłem lekcję cierpliwości - cztery godziny baba gadała, a ja wytrzymałem!


Mijamy Sanok i o siódmej wysiadam w Polańczyku.

Kurort uśpiony jeszcze. 
Schodzę nad wodę i słucham porannej ciszy.
Dziś aklimatyzacja – obiad w karczmie, pokręcę się po okolicy, potem pierwsze tegoroczne spanie namiotowe, a jutro pomaszeruję naprzód, w ukochane dzikie Bieszczady.