poniedziałek, 26 października 2026

Bieszczadzkie wędrowanie

 


Kiedy planuję trasę kolejnego przemarszu z punktu A do B, pilnuję tylko jednego primo: - żeby aktualny odcinek liczył maksymalnie 15 do 20 km. Nie chodzi bowiem ponieważ o to, aby się udręczyć, tylko by mieć przyjemność.

 Więc idę skrajem drogi w swoim rytmie i w tej sławnej straszliwej i cudownej samotności (Stachura). W czasie takiej właśnie wędrówki zamiast się zmęczyć, zaznaję relaksu, a chwilami wydaje mi się nawet, że rosną mi skrzydła.

Być może tam w Górze Ktoś kręci korbą i napycha mi powera do dupy – jak rzekł był klasyk (Lulla la Polaca).

    Przemieszczanie się poza uczęszczanymi szlakami, to przeważnie widokowe nie jest – w większości droga leśna, albo przez teren zarośnięty, z ciążeniem do miejsc bezludnych. Jak bowiem Czytelnicy wiedzą, ludzi to mam po kokardkę w mieście. Przestrzeń pojawia się dopiero blisko celu.












Oczywiście każdy żyje jak chce i robi to, co lubi, a jeśli masz człowieku chęć być w tłumie (uciekać od największego przyjaciela - siebie samego) – twoja wola i prawo.



piątek, 23 października 2026

Gulasz z turula

Kiedy słucham wypowiedzi, czy oświadczeń trumpistów na temat starlinka, dostaw opłaconej broni dla Ukrainy, a także warunków pokoju (kapitulacji chyba?), po pierwsze primo stwierdzam, że trumpiści nie mają odwagi „stanąć w prawdzie”. 

 I stąd drugie primo: - być może Jałta pomiędzy Krasnovem i Putinem odbyła się już na Alasce, tylko Ukraina i Europa nie mówi o tym głośno. Argumenty przemawiające za takim przypuszczeniem pominę. Plus dodatni? - Europa obudziła się.

Polityka? W niej mamy zarówno mężów stanu, jak i zdrajców, prawda trudno się przebija, wyjaśnienia bywają pokrętne, azaliż i tu można odkryć perełki humoru.

Nieustająca Chwała Ukrainie! 

 




"W roku 1941 faszystowskie Węgry, będące w sojuszu z Hitlerem, wypowiedziały wojnę Stanom Zjednoczonym. W gabinecie prezydenta Roosevelta miał się odbyć taki oto dialog:

Ambasador Węgier: - Szanowny panie prezydencie, z największą przykrością muszę pana poinformować, że z dniem dzisiejszym Węgry wypowiadają wojnę Stanom Zjednoczonym.

Roosevelt: - Węgry? Co to za kraj?

Ambasador: - To jest królestwo, panie prezydencie.

Roosevelt: - Królestwo? A kto jest królem?

Ambasador: - Nie mamy króla, panie prezydencie.

Roosevelt: - To kto tam rządzi?

Ambasador: - Admirał Miklos Horthy.

Roosevelt: - Admirał? Ach, więc będziemy mieli przeciwko sobie kolejną flotę!

Ambasador: - Niestety, panie prezydencie, Węgry nie mają dostępu do morza i w związku z tym nie mają floty.

Roosevelt: - O co więc wam chodzi? Macie z nami jakiś konflikt terytorialny?

Ambasador: - Nie, panie prezydencie, Węgry nie mają roszczeń terytorialnych wobec USA. Mamy konflikt terytorialny z Rumunią.

Roosevelt: - A więc prowadzicie także wojnę z Rumunią?

Ambasador: - Nie, panie prezydencie, Rumunia jest naszym sojusznikiem" ….

 

Krzysztof Varga – gulasz z turula.

 

czwartek, 22 października 2026

Drewniana łyżka

 



Czyli biwak w przeddzień zaćmienia.

Kiedy obejście było gotowe, znaczy namiot stał, woda przyniesiona, sucha podpałka awaryjna zgromadzona, nadeszła pora na obiad złożony jak wiadomo z garnka, wody i kaszy.

Uszykowałem ci ja druty pod garnek, wypoziomowałem sprawę praktycznie za pomocą wody, po czym wpadłem w chwile zachwytu nad lśnieniem tak wzorowo wyszorowanego naczynia.




Azaliż głód ponaglał do działania, więc nasypałem ja kaszy, wrzuciłem pół kostki rosołowej, buchnął ogień i wtedy rozejrzałem się za łyżką, bo ponieważ najpierw trzeba było nieco pomieszać.



Poszukiwań atoli zaraz zaprzestałem z bardzo prozaicznego powodu – mianowicie pominąłem ten niezbędny przedmiot w czasie pakowania przed aktualnym rajdem. Otóż odłożyłem łyżkę na pieniek pod krzakami i miałem ją zabrać do plecaka jako ostatnią, co w końcu pominąłem. Nic to – za dwa – trzy dni będę wracał przez to poprzednie miejsce biwakowe, to zgubę odzyskam, a teraz trzeba działać.

Zestawiłem więc garnek z ognia i metodą praojców szybciutko wykonałem łyżkę - łopatkę. Oto awers i rewers.



Łyżkę nieco wygładziłem niezastąpioną bieszczadzką gliną - potem małe popłukanie i już mogłem przystąpić do kulinarnych działań. Wydawało mi się, że kolejne gorące posiłki z użyciem tej prymitywnej drewnianej łyżki były szczególnie smaczne. 



Teraz mam w warszawskim mieszkaniu pamiątkę – niby drobiazg, jednak jak wiemy życie składa się także z małych rzeczy ….. Łyżka wisi na honorowym miejscu, obok znanego już Czytelnikom Klucza Znikąd.



środa, 21 października 2026

Plac Piłsudskiego

 


Tu część smoleńskiego grzdyla – pomnika postawionego z pogwałceniem prawa, aby Kaczyński i jego sfora mieli gdzie odgrywać swoje miesiączki - kocopoły. Ciekawe kiedy pojawią się Zwalici (patrz blog astronomia finansowa: <Międzygalaktyczni Konstruktorzy 12>, Stanisław Lem).


Jak wiemy, prześledzenie historii kolejnych nazw placu, daje do myślenia:

Kiedyś Plac Saski.

Rok 1928 – Plac Piłsudskiego.

1939 – 1944 – Adolf Hitler Platz.

1945 – Plac Saski.

1946 – Plac Zwycięstwa.

1990 – Plac Piłsudskiego.

 Dziś na placu, na parkanie okalającym teren odbudowy, widzimy prorocze teksty Giedroyca:

„Nie wpadając w megalomanię narodową, musimy prowadzić samodzielną politykę, a nie być klientem Stanów Zjednoczonych, czy jakiegokolwiek innego mocarstwa”.

„Przestańmy wojować z trumnami”.

„Wolność odzyskać możemy tylko pod warunkiem scalenia Europy i jej zwycięstwa w walce z molochem rosyjskim”.

„Bez Ukrainy Rosja nie jest imperium…. Gdyby Rosja wchłonęła Ukrainę, to jesteśmy ugotowani, wzięci zupełnie za gardło”.







 

 

 

 


wtorek, 20 października 2026

Kolorowy jarmark

 


Weekend. Wieczorem wybrałem się pod Pałac Kultury.

Tłum tysięczny, a to przecież nie moja bajka. Nie chcę wydziwiać że odpust, że badziewie chińskie (amerykańskie lepsze?) – widocznie ludzie tego potrzebują i daj im boże.









Kilkanaście minut przedreptałem i powrót do czytanej książki.



O poranku jeszcze raz przechodziłem tą trasą.