Za siedmioma (w innej wersji jest 9) górami i siedmioma rzekami mieszkała sobie baba, którą zwano Jagą. Mieszkała ci ona z dziadem, który ją mocno wkurzał. Mianowicie ów potężnie chrapał w nocy tudzież nie lubił myć nóg. Kiedy sytuacja osiągnęła stan krytyczny, czyli czerwoną linię, baba powiedziała: - Dość tego! I popędziła dziada.
Od tej
chwili mocno polepszył się jej stan psychiczny – latała sobie na miotle (bo to
była także czarownica) gdzie chciała, oraz dowolnie regulowała szybkość
przelotów.
Któregoś
razu przelatywała nad łąką i zauważyła małą dziewczynkę zbierającą zioła. Jako
że jednak odczuwała samotność z powodu braku dziada, postanowiła lądować i porozmawiać
z dzieckiem.
Rozmowa przebiegła w atmosferze wzajemnego
zrozumienia, dlatego Jaga zaproponowała dziewczynce wspólny przelot. Jako że
zbieranie ziół dziewczynkę nieco znudziło, przystała ochoczo na propozycję. I
śmignęły one wraz pod nieboskłon. A z nieboskłonu Jaga skierowała swój pojazd
do chatki na kurzej nóżce.
- Jaka ładna
chatka! –
wykrzyknęła dziewczynka po lądowaniu i zaraz zabrała się do pałaszowania
pierników, które stanowiły dach chatki.
- Stój, stój
– tak nie można! – krzyczała Jaga, ale było już za późno i jeden piernik za
drugim znikał w żołądku dziewczynki, bo ponieważ była ona fanką pierników. Baba Jaga początkowo załamała ręce,
atoli po chwili dołączyła do dziewczynki, gdyż także lubiła pierniki, ale do
tej pory starała się chronić dach i swoją tuszę, gdyż miała skłonności do
tycia.
I w ten oto sposób, dzień po dniu Jaga i dziewczynka zjadły wszystkie
pierniki będące dachem chatki.
Z tego
wynikły trzy problemy:
- Po pierwsze primo chatka nie miała już dachu, a
szła jesień.
- Po drugie primo Jaga tak zgrubiała, że miotła
nie mogła utrzymać jej ciężaru i któregoś dnia się wzięła i połamała.
- Po trzecie primo dziewczynka okazała się
krnąbrna i niemiła w obejściu, tudzież okazała się zwolenniczką ruchu MAGA, co
przeważyło szalę goryczy i baba Jaga ją gwałtownie znielubiła.
Kiedy akurat przelatywał klucz gęsi, Jaga
skorzystała z okazji i zawołała: - Czy
możecie zabrać stąd tego bachora?
Gęsi prośbę
spełniły i znowu Jaga miała święty spokój.
Sporządziła nową, tym razem towarową miotłę, poleciała na niej po paletę pierników do Biedronki, po czym pracowicie uzupełniła nimi dach chatki. Przy tych zajęciach na powrót schudła i odtąd żyła sobie zdrowo i szczęśliwie, wystrzegając się zarówno chrapiących dziadów jak i niegrzecznych bachorów.
PS. Na zdjęciu z 2013 r. Krystyna Rados ze Szwejkowa - bieszczadzka czarownica z certyfikatem.
.jpg)





















.jpg)
.jpg)



.jpg)


.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)