Warszawa, piątek 18 października
W Bonito czeka na mnie książka - ul. Rutkowskiego przy Nowym
Świecie. Ruszam z ronda ONZ, mam
nie daleko, a pogoda słoneczna, więc uskuteczniam ulubione per pedes. Przy Okrąglaku
widzę, że szykowana jest impreza na weekend. Zajrzę do netu, co to będzie.
Idę dalej. Po stronie wschodniej Pałacu Kultury już z daleka ktoś odlicza
przez megafon. Impreza w toku? Zbliżam się i słyszę: - lewa noga wyżej, dobrze, ale jeszcze trochę wyżej, raz dwa!
Widzę instalacje – namioty, wszystko w kolorze barbie. Podchodzę bliżej do pierwszej
instalacji. To różowy tunel, a przed nim imitacja porcji lodów kręconych
czekoladowych. Pomyślałem że akurat to są moje ulubione i bym kupił, azaliż nie
widzę na razie sprzedającej panienki. Przesuwam się odrobinę dalej i
jednocześnie rejestruję rozmowę ojca z synkiem, którzy stoją jakby pierwsi w mini kolejce (więcej nikogo nie ma) do tych lodów:
Zanim zdążyłem pstryknąć, tatuś z synkiem odszedł. Została atrapa loda.
Zanim odeszli:
- Tato, co
to jest?
– synek wskazuje na sztucznego loda.
- Chodźmy
dalej – odpowiedział ojciec.
- A to sknera jakiś – pomyślałem – żałuje ponieważ na loda dla synka.
Atoli zaraz przyszła refleksja:
- Nie
oceniaj! Może tatuś biedny jest, przecież niektórzy cienko przędą i ledwo wiążą
koniec z końcem. Chwalebne, że on w ogóle poszedł z synkiem na spacer.
Tak myśląc stoję ci ja przed drugą instalacją –
tunelem? Nie! To cały czas ten sam pierwszy tunel, tylko jakiś zakręcony.
A ja też jestem zakręcony po wczorajszych pięciu godzinach na grzybobraniu i w związku z
tym odparowuję sławne zbyszkowe na luziczku, dlatego być może wolno myślę (bo także mam
czas).
Więc stoję przed wejściem do różowego tunelu i
próbuję rozeznać się w sytuacji przedpałacowej, ponieważ nie było mnie tu od
maja.
Stoję i czytam: - Jelito.
No jelito. Ok i co z tego?
Jako człowiek z otwartą głową na nowości, tudzież na wspomnianym wyżej luziczku, więc ponieważ pełen miłości do świata,
wchodzę do środka tunelu i czytam co należy jeść, aby wypróżnienie było cacy!
I myśl jak błyskawica: - to nie imitacja loda na
wyjściu z jelita – kiszki, tylko piękna czekoladowa kupa! Okazuje się, że takie czasy nastały, iż teraz musisz wiedzieć co należy jeść, aby pięknie srać!
Ok. Nic co ludzkie itd. Nie jestem pruderyjny, czy wiktoriański, idę
dalej.
Obok Muzeum
Nowoczesności stoi pomnik nożyczek.
Mnie się ten pomnik podoba. A ponieważ nożyczki złote,
natychmiast przychodzi refleksja o innym
złotym pomniku, który widziałem rano w necie. Ta pozłacana instalacja
stanęła w Parlamencie Europejskim, a wykonana
została przez artystę z Danii i nosi
tytuł Pomarańczowa Zaraza.
Artysta
wyjaśnia: - Trump siedzi na chudzielcu (Ukraina?
Europa?) i mówi: „Pragnę ci pomóc, ale z twoich pleców nie zejdę”.
Przechodzę przez Marszałkowską i odnajduję się w
całkiem innym, całkiem europejskim świecie. Oto zakończyła się przebudowa dawnej ulicy Hibnera – dziś Zgoda. Anturaż, trotuar, kawiarenki, krzesełka, stoliki... Haj lajf, bon ton, sawuar vivr, pardon.
Następują ciepłe myśli o gospodarzu Warszawy - Panu Prezydencie Rafale Trzaskowskim. Otóż bardzo dużo w stolicy się zmienia. Na dobre się
zmienia, żeby nie było niedomówień. O przebudowie „mojej” ulicy napiszę, do
tego czwarta linia metra. Więc Gość. Wiedza, obycie, klasa. No przegrał z
kibolem, bo widocznie takie czasy. Za grzeczny na chama. I znowu refleksja:
podobne energie się przyciągają – alfons ciągnie do pedofila, a dewotka do
dewotki.
Ludzie psioczą także na Pana Premiera Donalda Tuska, atoli nie interesują się astrologią i
nie wiedzą, że bardzo podły układ planet z horoskopu urodzin Pana Donalda, dopiero w marcu – maju zaczął
odpuszczać. Radykalnie odpuszczać. Czyli wynika z powyższego, że fanem ćpuna z
pałacu namiestnikowskiego i jego ekipy, tudzież prawej brunatnej strony, to ja
nie jestem.