wtorek, 27 października 2026

Przemijanie

 















Zdjęcia: Łazienki Królewskie, Ermitaż. Instalacja zbudowana przez studentów Wydziału Architektury.

  Przygotowałem obrazki i miałem pisać o tym co widać, azaliż zmieniłem zamiar, bo zamiarów nie zmienia tylko martwy albo głupi.

No właśnie – padło słowo „martwy” – a tu akurat zbliża się Halloween i bardziej pasuje refleksja o przemijaniu. Przeminęła także instalacja z dzisiejszych zdjęć, jako że owe są rozbierane jesienią.

     Po latach pisania z pomocą klawiatury, moje pismo odręczne, tak ładne kiedyś (wszak uczyłem się kaligrafii), stopniowo stawało się coraz bardziej kulfoniaste jakieś. Doszło nawet do problemów z autentycznością podpisu przy wypłacie gotówki z banku. Kilkakrotnie powtarzałem podpis, ponieważ pracownik banku żądał, aby ów bardziej zygzak niż podpis był nieco zgodniejszy z oryginałem.

    Kiedy akcja zakończyła się sukcesem, pomyślałem: - oto wszechogarniająca nowoczesność robi z człowieka wtórnego analfabetę. Do kompletu brakuje jeszcze zatracenia zdolności mówienia i mielibyśmy Komplet Syberia. (wpis <Dookoła mgła>).

poniedziałek, 26 października 2026

Bieszczadzkie wędrowanie

 


Kiedy planuję trasę kolejnego przemarszu z punktu A do B, pilnuję tylko jednego primo: - żeby aktualny odcinek liczył maksymalnie 15 do 20 km. Nie chodzi bowiem ponieważ o to, aby się udręczyć, tylko by mieć przyjemność.

 Więc idę skrajem drogi w swoim rytmie i w tej sławnej straszliwej i cudownej samotności (Stachura). W czasie takiej właśnie wędrówki zamiast się zmęczyć, zaznaję relaksu, a chwilami wydaje mi się nawet, że rosną mi skrzydła.

Być może tam w Górze Ktoś kręci korbą i napycha mi powera do dupy – jak rzekł był klasyk (Lulla la Polaca).

    Przemieszczanie się poza uczęszczanymi szlakami, to przeważnie widokowe nie jest – w większości droga leśna, albo przez teren zarośnięty, z ciążeniem do miejsc bezludnych. Jak bowiem Czytelnicy wiedzą, ludzi to mam po kokardkę w mieście. Przestrzeń pojawia się dopiero blisko celu.












Oczywiście każdy żyje jak chce i robi to, co lubi, a jeśli masz człowieku chęć być w tłumie (uciekać od największego przyjaciela - siebie samego) – twoja wola i prawo.



piątek, 23 października 2026

Gulasz z turula

Kiedy słucham wypowiedzi, czy oświadczeń trumpistów na temat starlinka, dostaw opłaconej broni dla Ukrainy, a także warunków pokoju (kapitulacji chyba?), po pierwsze primo stwierdzam, że trumpiści nie mają odwagi „stanąć w prawdzie”. 

 I stąd drugie primo: - być może Jałta pomiędzy Krasnovem i Putinem odbyła się już na Alasce, tylko Ukraina i Europa nie mówi o tym głośno. Argumenty przemawiające za takim przypuszczeniem pominę. Plus dodatni? - Europa obudziła się.

Polityka? W niej mamy zarówno mężów stanu, jak i zdrajców, prawda trudno się przebija, wyjaśnienia bywają pokrętne, azaliż i tu można odkryć perełki humoru.

Nieustająca Chwała Ukrainie! 

 




"W roku 1941 faszystowskie Węgry, będące w sojuszu z Hitlerem, wypowiedziały wojnę Stanom Zjednoczonym. W gabinecie prezydenta Roosevelta miał się odbyć taki oto dialog:

Ambasador Węgier: - Szanowny panie prezydencie, z największą przykrością muszę pana poinformować, że z dniem dzisiejszym Węgry wypowiadają wojnę Stanom Zjednoczonym.

Roosevelt: - Węgry? Co to za kraj?

Ambasador: - To jest królestwo, panie prezydencie.

Roosevelt: - Królestwo? A kto jest królem?

Ambasador: - Nie mamy króla, panie prezydencie.

Roosevelt: - To kto tam rządzi?

Ambasador: - Admirał Miklos Horthy.

Roosevelt: - Admirał? Ach, więc będziemy mieli przeciwko sobie kolejną flotę!

Ambasador: - Niestety, panie prezydencie, Węgry nie mają dostępu do morza i w związku z tym nie mają floty.

Roosevelt: - O co więc wam chodzi? Macie z nami jakiś konflikt terytorialny?

Ambasador: - Nie, panie prezydencie, Węgry nie mają roszczeń terytorialnych wobec USA. Mamy konflikt terytorialny z Rumunią.

Roosevelt: - A więc prowadzicie także wojnę z Rumunią?

Ambasador: - Nie, panie prezydencie, Rumunia jest naszym sojusznikiem" ….

 

Krzysztof Varga – gulasz z turula.

 

czwartek, 22 października 2026

Drewniana łyżka

 



Czyli biwak w przeddzień zaćmienia.

Kiedy obejście było gotowe, znaczy namiot stał, woda przyniesiona, sucha podpałka awaryjna zgromadzona, nadeszła pora na obiad złożony jak wiadomo z garnka, wody i kaszy.

Uszykowałem ci ja druty pod garnek, wypoziomowałem sprawę praktycznie za pomocą wody, po czym wpadłem w chwile zachwytu nad lśnieniem tak wzorowo wyszorowanego naczynia.




Azaliż głód ponaglał do działania, więc nasypałem ja kaszy, wrzuciłem pół kostki rosołowej, buchnął ogień i wtedy rozejrzałem się za łyżką, bo ponieważ najpierw trzeba było nieco pomieszać.



Poszukiwań atoli zaraz zaprzestałem z bardzo prozaicznego powodu – mianowicie pominąłem ten niezbędny przedmiot w czasie pakowania przed aktualnym rajdem. Otóż odłożyłem łyżkę na pieniek pod krzakami i miałem ją zabrać do plecaka jako ostatnią, co w końcu pominąłem. Nic to – za dwa – trzy dni będę wracał przez to poprzednie miejsce biwakowe, to zgubę odzyskam, a teraz trzeba działać.

Zestawiłem więc garnek z ognia i metodą praojców szybciutko wykonałem łyżkę - łopatkę. Oto awers i rewers.



Łyżkę nieco wygładziłem niezastąpioną bieszczadzką gliną - potem małe popłukanie i już mogłem przystąpić do kulinarnych działań. Wydawało mi się, że kolejne gorące posiłki z użyciem tej prymitywnej drewnianej łyżki były szczególnie smaczne. 



Teraz mam w warszawskim mieszkaniu pamiątkę – niby drobiazg, jednak jak wiemy życie składa się także z małych rzeczy ….. Łyżka wisi na honorowym miejscu, obok znanego już Czytelnikom Klucza Znikąd.



środa, 21 października 2026

Plac Piłsudskiego

 


Tu część smoleńskiego grzdyla – pomnika postawionego z pogwałceniem prawa, aby Kaczyński i jego sfora mieli gdzie odgrywać swoje miesiączki - kocopoły. Ciekawe kiedy pojawią się Zwalici (patrz blog astronomia finansowa: <Międzygalaktyczni Konstruktorzy 12>, Stanisław Lem).


Jak wiemy, prześledzenie historii kolejnych nazw placu, daje do myślenia:

Kiedyś Plac Saski.

Rok 1928 – Plac Piłsudskiego.

1939 – 1944 – Adolf Hitler Platz.

1945 – Plac Saski.

1946 – Plac Zwycięstwa.

1990 – Plac Piłsudskiego.

 Dziś na placu, na parkanie okalającym teren odbudowy, widzimy prorocze teksty Giedroyca:

„Nie wpadając w megalomanię narodową, musimy prowadzić samodzielną politykę, a nie być klientem Stanów Zjednoczonych, czy jakiegokolwiek innego mocarstwa”.

„Przestańmy wojować z trumnami”.

„Wolność odzyskać możemy tylko pod warunkiem scalenia Europy i jej zwycięstwa w walce z molochem rosyjskim”.

„Bez Ukrainy Rosja nie jest imperium…. Gdyby Rosja wchłonęła Ukrainę, to jesteśmy ugotowani, wzięci zupełnie za gardło”.