środa, 15 kwietnia 2026

Morszkulce

 





Nieco spóźniona relacja z tegorocznej wyjątkowej zimy na wybrzeżu. Gdańsk i okolice.

Na zdjęciach poniżej ciekawostka: morszkulce.

W specyficznych warunkach bryły lodowe zostają przez fale obturlane na jednolite kule.



wtorek, 14 kwietnia 2026

Świetliki

 


Dolina Orsigna. Stąd odejdę, to moje Himalaje. Gdy przyjechałem tu jako dziecko, poczułem magię natury. A kiedy nadchodzi nowoczesność, magia ustępuje  i pozostaje w drzewach, lasach, zachodach słońca. Wiem, że moje wnuki żyją tu w świecie, który ich zaskakuje, w którym można dojrzeć coś cudownego.

Wczoraj zobaczyłem pierwszego świetlika i przystanąłem, żeby popatrzeć, jak w ciemnościach nocy migocze nikłe światełko… Na taki widok człowieka ogarnia radość!





Pamiętam z dzieciństwa zasłyszane w domu różne opowieści o świetlikach. Na przykład ta, że jeżeli złapanego wieczorem świetlika nakryjesz szklanką, rano w tym miejscu znajdziesz monetę.

    Dzięki tym opowieściom świat stawał się bogatszy, toteż moim wnukom chciałbym pokazać świetliki, żeby zachwyciły się światem. W Himalajach żyją gąsienice, które nocą świecą na zielono, zupełnie jak lampiony. Niezwykły widok. Czy nie pięknie byłoby opowiedzieć dziecku bajkę o takich gąsienicach? Wtedy świat się ożywia, wzbogaca, a  nie tylko telewizja i idziemy na pizzę. To stąd pochodzi cała przemoc, sami ją codziennie tworzymy. A wystarczyłoby powiedzieć dość i zabrać dziecko na spacer nocą, żeby zobaczyło świetliki.

    Żyjemy w biegu, za dużo stymulacji, jesteśmy rozrywani między pracą, telefonem, telewizją i ludźmi, którzy nas odwiedzają. Nie zatrzymujemy się nawet na chwilę, żyjemy w ciągłym biegu. Konsumizm to coś w rodzaju spisku, to maszyna która nas pożera.

                Terziano Tiziani – wspomnienia





PS. I mnie przydarzyły się niezapomniane noce świetlikowe (Noc w masywie Chryszczatej, Noc ponad Hańczową). Te wpisy były bez zdjęć tych cudnych, delikatnych stworzeń, co nadrabiam dziś.

piątek, 10 kwietnia 2026

Iść przez życie we dwójkę




Człowiek nie powinien iść przez życie sam, potrzebuje bowiem drugiego człowieka.

Jest taka obiegowa opinia i to zwykle wygłaszana przez tych, którzy na związku z drugim korzystają, wysysają go i depczą, dowartościowując się dzięki niemu.

Tu widzę dwie możliwości:

- po pierwsze primo oboje są zbudowani z tej samej debilskiej gliny pod nazwą tradycja.

- po drugie primo tym chorym związkiem rządzi masochizm.

   Ci doświadczeni, którzy dostali w związku, czy w związkach w dupę, przeważnie nie udzielają pouczeń małżeńskich i siedzą cicho.

   Azaliż zdarzają się wyjątki, spotykam bowiem mocno nieliczne stare małżeństwa, które autentycznie po 50 latach związku kochają się. Jeśli jedno mówi – drugie słucha i ma przy tym „perły w oczach”, jak to ładnie ujął Stachura.

Temat wyjątków Stachura wyjaśnił krótko: Wyjątek nie potwierdza reguły, on ją kompromituje.

      Teza: - We dwójkę łatwiej iść przez życie.

Iść? I czytamy Krzysztofa Vargę:

- Chyba się czołgać i to przez pustynię swojej ukrywanej samotności. Czołgać się stękając z wysiłku i bylejakości, z nudów i beznadziei. Wokół nie ma już żadnej oazy, a ty czołgaj się człowieku w zawziętym milczeniu, albo wśród wzajemnych pretensji, gniewów i oskarżeń. W takim związku walczysz, dopóki ci się nie znudzi, wtedy zapada decyzja rozwodu, albo zostałeś uzależniony, zniewolony i poddając się dominacji, czy zgadzając się na kompromisy, tracisz stopniowo chęć do życia.

 PS. Fakt - jak Czytelnicy wiedzą, wspomniane wyżej czołgania przerobiłem wystarczająco dokładnie. Kiedy postanowiłem "skoczyć nie mając skrzydeł" - one wyrosły mi już w locie, a życie po nowemu okazało się zaskakująco przyjazne.












czwartek, 9 kwietnia 2026

Zagadki przyszłości

 


Niektórzy ludzie uważają, że zdarzenia przyszłe są dane raz na zawsze, jakby je KTOŚ wyrył na skale.

Inna część populacji zupełnie nie wierzy, że jest coś takiego jak Przeznaczenie. Ta część uważa, że życie składa się ze zbiegów okoliczności, a przyszłość jest niepoznawalna.

Najliczniejsza grupa zakłada, że przyszłość znajduje się we mgle, że „coś w tym jest” - czyli dopuszcza istnienie Zagadkowych Zdarzeń, których logika nie potrafi wytłumaczyć.   

       Pojawia się Niepewność.

Aby stawić czoło tej niepewności, tudzież nieznośnej świadomości ludzkiej śmiertelnej natury, poszukują Ostatecznej Odpowiedzi.

     Azaliż aby znaleźć taką odpowiedź, przedtem należy sformułować Ostateczne Pytanie.....

 

Tu rozum wycofuje się do tylnej ławki, a my jesteśmy prowadzeni prosto do Czegoś, co większość nazywa Bogiem, ponieważ istotą istnienia Boga jest wiara, a nie rozum.

    W każdym razie inteligentna istota powinna powziąć przeczucie, że Rzeczy Nie Są Takie, Jakie Się Wydają. O tym od wieków wiedzą mistycy, czyli osoby mające wgląd: nasz świat "realny" to tak naprawdę maya - sen.

W umocnieniu takiego przeczucia pomaga nauka, wykazując na przykład, że barwy, które widzimy są zwykłym złudzeniem.

       Co stwierdzam z przykrością, jako pasjonat kolorowych fotografii.







Maki niebieskie - himalajskie, żółte - alpejskie.

Znany kosmolog Carl Sagan, ostrzegał przed szowinizmem, który zakłada, że obce formy życia muszą w jakiś zasadniczy sposób przypominać życie ziemskie.

      Tę kwestię zwięźle ujęli twórcy Star Treka w słynnej frazie: „To jest życie Jim, ale nie takie, jakie znamy”.

 W 1999 roku brytyjski astronom królewski napisał, że wszechświat sprowadza się do sześciu prostych liczb.

Sześć prostych liczb, a ludzie coraz bardziej stają się uzależnieni od sieci internetowej oplatającej świat. Dziś elektroniczne zabawki są w każdym dziecinnym pokoju, a sieć niestety umożliwia także kontakt z pedofilami.

      W tle tych rozważań widzę Stanisława Lema i jego jakże swojskich Międzygalaktycznych Konstruktorów.

W świecie tym działają samopowielające się olbrzymie komputery zaprojektowane jako zaawansowane liczydła.

Lem nie przewidział bowiem miniaturyzacji powodującej, że mózgi wielkie jak cała planeta mogą mieścić się w kieszeni.

   Nie przewidział miniaturyzacji, ale i tak osiągnął niewiarygodnie dużo w prognozowaniu przyszłości.

 

 

 



środa, 8 kwietnia 2026

Znaki, symbole, słowa.

 

Jak wiemy podobieństwa, energie, przyciągają się. Cała prawa strona polskiej sceny politycznej trzyma z kościołem, a szczególnie (chwilowo to ukrywają) z Rydzykiem

Do jakiego zakonu należy ów osobnik? Do redemptorystów.

Jakie imię ma święty założyciel tego zakonu? Alfons.

To po pierwsze primo: - nie trzeba szukać daleko, samo życie podsuwa zaskakujące puenty, za pomocą słów, znaków, symboli. 

Po drugie primo: - Dokąd to poleciał niedawno rodzimy ćpun? Ano na imprezę, której nazwa wyraźnie kojarzy się z Ćpać.

Po trzecie primo znak zarówno symboliczny, jak i liczbowy:

4 kwietnia płonie w Warszawie Krzyż Papieski. Straż pożarna przyjmuje telefon o zdarzeniu godz. 15.34. Wierni ustawili znicze za blisko.

Suma cyfr godziny zgłoszenia okazuje się, bo jakby inaczej - "papieska". Dzień, miesiąc, rok, plus 13 z godziny daje także 13. 

Suma dnia, miesiąca, roku to 18. 

1 + 8 = 9     Godzina zgłoszenia 13       1 + 3 = 4        9 + 4 = 13




wtorek, 7 kwietnia 2026

Wiersz dla Zielonych

 


Nie lubię koloru czerwonego - mówi entuzjasta ekologii,

siedząc w swoim chińskim elektryku,

pod czerwonymi światłami w Alejach Jerozolimskich.

To kolor zakazu – stój, nie rusz się.

 

Widząc czerwoną plamę na chodniku

obejdź ją z daleka.

Jeżeli wdepniesz w krew

twoje buty posłużą za dowód: byłeś wspólnikiem!

 

Jakże inny jest kolor zielony

to kolor przyzwolenia

kolor łąki,

otwartej przestrzeni: oddychaj, żyj!

 

Nasza przyszłość będzie zielona.

Tylko ci co mają zielono w głowie

nie myślą o strachu.

Na zielone głowy wkładają czerwone kapturki

i już nie boją się wilków.


sobota, 28 marca 2026

Życzenia Świąteczne

 


Życzenia oczywiście wesołych świąt (bo wszystkie święta powinny być wesołe, ze szczególnym wskazaniem na Święto Lasu) dla Czytelników od autora, tudzież od jego ukochanych dziadków. 


piątek, 27 marca 2026

Pomidorowo

 

Zaświtał mi pomysł na tytuł, pozostało dodać zdjęcia.

Na bieszczadzkim biwaku mijały kolejne dni niezapomnianej Podróży do Samego Siebie. Raz na tydzień chodziłem po prowiant do Baligrodu z przystankiem u Darka Karalucha, a po powrocie kontemplowałem pomidorowe widoki na sławnym kamiennym stole.










Podobnie miły anturaż podpowiedział mi Bałtyk, wyrzucając pomidory na brzeg. Po znalezieniu trzeciego należało uwiecznić te Dary Morza.