piątek, 30 kwietnia 2021

Wyjazdowy misz masz

 Miałem napisać jak mnie zainspirowała liczba 2268 milionów dni.

 Ta liczba to Stała Niniwy. Zamieniłem ją na lata: 2268 000 000 : 365,25 = 6 209 445, potem zostały tylko trzy pierwsze cyfry, w zaokrągleniu wyszło 621. Kiedy ruszyła polska giełda, pierwsza fala trwała od dołka-minimum 23 czerwca 1992 do szczytu 8 marca 1994, co daje 623 dni, potem była korekta, czyli spadek 385 dni, co do dnia wynikający ze złotego podziału:  623 x 0,618 = 385.



Następnie doczytałem, że do Tory przynależy 631 micewot, czyli pouczeń. Znowu zbieżność z 623 i 621. Jak widać szukałem gdzie się dało - zaczęła się zabawa, a nawet obsesja, bo połknąłem bakcyla poszukiwania ciekawych liczb, działających na wykresie polskiej giełdy, albo frapujących "życiowo". Powoli coś zaczęło się z tych poszukiwań wykluwać, znajdowałem prawidłowości, powtórzenia. Oto próbka z archiwum.


Istotna proporcja jeden do jednego.


Do poniższego rysunku dotyczącego Polski (taki kraj nad rzeką Wisłą) dawałem komentarz: - W obu pokazanych identycznych okresach mamy początek mniej więcej ten sam - odzyskanie niepodległości. I koniec podobny - prezydent przekracza granicę. W drugim przypadku jest to granica między życiem a śmiercią. 

                                            Tajemnica liczby 7616




Tu z kolei z symetrii matematycznej jeden do jednego mogłoby wynikać zdanie pozornie nielogiczne: - "Chrystus mógł się w rzeczywistości urodzić 5 lat po Chrystusie". Jak niedawno naukowcy odkryli, do liczenia daty narodzin Wielkiego Oświeconego zastosowano różne kalendarze i przesunięcie daty o kilka lat w prawo jest jak najbardziej słuszne. 

Trzech Wielkich

 


Stopniowo dochodziły nowe liczby, stawiałem pierwsze kroki w wyznaczaniu dat zwrotu, próbowałem swych sił na wykresach zagranicznych giełd. A najciekawsze, że utwierdziłem się co do słuszności kierunku, ponieważ jednocześnie zgłębiałem temat „poznaj siebie” i tu eureka! Numerologia wskazała, że z imienia i nazwiska jestem 55. A 55 to jest między innymi Poszukiwacz Wielkich Liczb Planetarnych!                                           

I takie tam dyrdymałki.   

                                                  Daty zwrotu

Ciekaw jestem jak sprawdzą się dwie najbliższe prognozowane okolice dat zwrotu dla Wig 20:  9 maja i 24 sierpnia. Ale to już będę obserwował z pozycji wypoczynkowych, bo mamy dziś 30 kwietnia, nadeszła pora na wakacje autora. Cisza na blogu tradycyjnie potrwa aż do corocznego czasu „po grzybach”. Jeszcze tylko wpiszę kilka aktualnych zdjęć z Warszawy i zachęcony reklamą Restauracji Greckiej, zaopatrzony w jej firmowe kanapki, znikam w sinej dali.








Do zobaczenia jesienią, a Szanownym Czytelnikom życzę zdrowia!

czwartek, 29 kwietnia 2021

Wilki





Każdemu człowiekowi przydarza się coś po raz pierwszy. Ten pierwszy raz zwykle zapamiętuje się mocno i na zawsze. Tak było z moim pierwszym dziennym spotkaniem oko w oko z wilkiem, kiedy z biwaku schodziłem po wodę. Potem w tych samych okolicach Chryszczatej przydarzył się pierwszy nocny koncert watahy, wyjącej do księżyca. Oba zdarzenia z 2013 roku opisałem.








Po powrocie do miasta z tego niezapomnianego zbratania się z bieszczadzką przyrodą, zajrzałem do książek traktujących o wilczych zwyczajach.  Książek dwóch autorów: - Adama Wajraka i sławnego Shauna Ellisa. Sławnego Ellisa, ponieważ ten człowiek poznał zwyczaje wilków w naturalnym terenie i to od środka! Otóż wilki po wielu miesiącach i perypetiach przyjęły Shauna do watahy i spędził z nimi w stadzie rok jako „nietypowy wilk”! Dla miłośników zwierząt książka przefantastyczna!




W czasie wędrówek często natykam się na miejsca biesiadowania watahy. Po jeleniu zostają kości, po zającu tylko wspomnienie.


Po sarence zostaje czasami nóżka. Położyłem ją na mrowisku dla oczyszczenia. 



środa, 28 kwietnia 2021

Pasy startowe regionu Palpa

   


              

Płaskowyż Nazca stał się synonimem tego, co nieodgadnione, jednak nie mniej zagadkowy jest region Palpa, położony kilka kilometrów na północ od Nazca. Mam tu na myśli formacje nazywane pasami startowymi.





 Otóż Ktoś kiedyś nie tylko ściął nie wiadomo jaką techniką wierzchołki kilku skalistych gór, ale także zniwelował bezbłędnie sporą powierzchnię i do tego zabrał nie wiadomo dokąd cały urobek skalny z prac. A było tego trochę, bo jak wynika z szacunków dotyczących największego obiektu (drugie zdjęcie poniżej) to od trzech do sześciu milionów metrów sześciennych. Naturalną sprawą przy takich pracach byłoby zepchnięcie rumoszu skalnego do podnóża góry, ale w całej okolicy takich pokruszonych skał nie ma. Powierzchnia ścięcia ma wymiary 150 na 800 metrów, na niej mamy ten sławny zniwelowany precyzyjnie pas startowy, a jego wymiary to 60 metrów na 700.



Jakie wyjaśnienia co do tego fenomenu przedstawiają eksperci? Mówiąc dokładnie, nie przedstawiają żadnych. Owszem, jest jedna koncepcja, jeszcze niedawno wydająca się czystą fantazją. Oto ekipa pracująca nad koncepcją Kosmicznej Windy rozważa sposób skrócenia liny – kabla prowadzącego w kosmos przez umieszczenie na jej końcu planetoidy, co jednocześnie pozwoli zwiększyć siłę odśrodkową pomagającą w transporcie ładunków. 

Jak pisałem, jest bardzo prawdopodobne, że: 

- po pierwsze primo Palpa była kiedyś na równiku ziemskim, 

- po drugie primo mogła być tu stacja naziemna dawnej Kosmicznej Windy

- po trzecie primo wraca problem przeciwwagi. 

Otóż na końcu kabla owej starożytnej, a jednocześnie supernowoczesnej windy zamocowany mógł być nasz zaginiony ścięty wierzchołek góry, o którym pisałem wcześniej. Starożytna winda od tysiącleci nie działa, więc może ten skalisty wierzchołek błąka się teraz po bezdrożach Układu Słonecznego?

Co wiemy na temat datowania prac niwelacyjnych w Palpa? Nic nie wiemy. Promyk światła mogą rzucić badania innego tajemniczego miejsca w Boliwii, mianowicie Puma Punku.



Kosmiczna  technologia obróbki granitu

Obiekty architektoniczne, które znajdują się tu na wysokości prawie czterech tysięcy metrów, po prostu zapierają dech zarówno rozmiarami, jak i kunsztem wykonania. Elementy budowli zostały wykonane z bardzo twardych odmian granitu: - diorytu i andezytu. Kamienie transportowano z odległości osiemdziesięciu kilometrów. Jedna z głównych platform, o idealnych płaszczyznach, na której stało coś wyższego, ma 40 metrów na siedem, na dwa i wagę około tysiąca ton. Dziś platforma jest popękana. Skalne klocki - bloki diorytu mają strukturę wskazującą na zastosowanie diamentowych pił, frezów i świdrów. Są tu bloki, które w linii frezu mają po kilkanaście nawierceń o średnicy pięć milimetrów, rozmieszczonych w równych odstępach. W skład budowli wchodziło wiele różnych elementów, a poszczególne bloki są jak widać tak precyzyjnie obrobione, że klocki lego przy nich wysiadają. Na przykład elementy w kształcie litery H są wyfrezowane do połączeń na jaskółczy ogon. Wyfrezowane w diorycie! Technologia zasługuje na miano kosmicznej.










Opierając się na obliczeniach astronomicznych wynikłych z pomiarów Puma Punku, szacuje się ostrożnie wiek obiektu na 17 do 25 tysięcy lat. (Druga katastrofa Atlantydy). Nie wiadomo jak wyglądały budowle, które tu kiedyś stały i co się tu wydarzyło, bo to absolutnie nie trzęsienie ziemi było przyczyną zburzenia budowli, lecz miejscowe uderzenie jakiejś ogromnej energii. 

Wojny bogów? To żadna nowość, takie wojny zostały opisane w tekstach starohinduskich, jak i egipskich z Edfu. I od razu przychodzi na myśl problem zeszklonych murów ze Szkocji.

Co dalej z regionem Palpa? Nic, poza tym, że teren został dokładnie zbadany przez NASA.

To był ostatni ze składanki wpisów, dotyczących tematu biblijnej Drabiny do Nieba. Przy pomocy tej składanki usiłowałem rzucić promyk światła na zakazaną historię ludzkości.

W zrozumieniu pomagają proste słowa, tudzież wyobraźnia. Przypomnijmy więc zrozumiałą, prostą skalę astronomiczną naszego Układu Słonecznego: - Ziemia ma wielkość ziarnka maku. W tej skali Słońce ma wielkość pestki wiśni. Pestka wiśni jest odległa od ziarnka maku o niecały jeden metr. A dokładnie o 90 centymetrów. W jakiej odległości od tego układu znajduje się pierwsza gwiazda?

Teraz wyobraź sobie, że ten metrowy układ Ziemia – Słońce jest tuż przy Tobie. Potem pomyśl: - jakie miasto jest odległe od twego obecnego miejsca na Ziemi o sto osiemdziesiąt kilometrów? I już teraz wszystko wiesz, bo pojąłeś-pojęłaś odległości kosmiczne na przykładzie układu gwiazdy podwójnej Proxima alfa i beta Centauri.

U uszach dźwięczą słowa Nassima Harameina: - „Nie zobaczysz wzorów na perskim dywanie, jeśli tkwisz w nim nosem. Dla zrozumienia całości potrzebny jest dystans”.                                                                                             

To samo, tylko ociupinkę inaczej: - „Trudno jest zrozumieć rzecz właściwie, gdy klęczysz, głowę masz pokornie opuszczoną, a wokół ciebie snuje się dym kościelnego kadzidła”. 

wtorek, 27 kwietnia 2021

Instytut Zaawansowanych Koncepcji

 


Konstanty Ciołkowski

Ten facet był pierwszym człowiekiem, oczywiście z ery nowożytnej, który pisał o planach dotarcia do przestrzeni kosmicznej za pomocą windy. Był także pionierem budowy rakiet i sformułował w roku 1895 zdanie, które tak bardzo mi się spodobało, że nieco okrojone co pewien czas pojawia się na blogu w filozoficznym kontekście samotności: - „Przy moich badaniach aerodynamiki modeli statków powietrznych ważne jest, aby nikt nie zakłócał prawidłowości prądów powietrznych które mnie otaczają w sposób naturalny”.

Dopiero w latach 60. XX wieku Rosjanin Jurij Aristow rozwinął koncepcję Ciołkowskiego opisując umiejscowienie stacji kosmicznej na orbicie geostacjonarnej na ściśle obliczonej wysokości 35 786 km. w płaszczyźnie równika.


Aristow napisał: - „Stacja kosmiczna zakotwiczona na tej wysokości okrążałaby bowiem Ziemię w tym samym czasie, co kręcąca się Ziemia, czyli stacja znajdowałaby się nieustannie w tym samym punkcie nad Ziemią.

Gdyby teraz zastosować space elevator na linie o niedościgłej wytrzymałości sfabrykowanej według przepisu pająka można byłoby wygodnie, a przede wszystkim tanio, co jest dla kapitalistów najważniejsze, przesyłać towary do góry i na dół”.



Zwróćmy uwagę na słowa „kapitalista” i „tanio”. Jak wiemy, dla państwa komunistów ważniejsza jest propaganda, tudzież sukces za każdą cenę. Więc kłamali, że pierwszy był Gagarin. A ja się pytam ilu wcześniejszych Gagarinów zginęło, zanim udało się przeżyć temu „pierwszemu”? Czyż słowo „tanio” padające ze strony kapitalistów nie oznacza w tym przypadku „skromniej, oszczędniej, mniej marnotrawstwa”? Natomiast zupełnie inaczej jest z magicznym słowem "zysk". Kapitalista dla zysku jest w stanie zrobić każde świństwo. Czyli wszystkie "- izmy" w gruncie rzeczy są tyle samo warte.

Wracamy do meritum: - według logiki NASA liczą się niskie koszty. Kiedy ładunek na orbitę można wysłać za ułamek obecnych kosztów, jest o co walczyć. W naszym świecie rozpoczęła się ostra rywalizacja między Chinami i Ameryką, kto pierwszy opracuje odpowiednią kosmiczną linę - kabel na licencji nitki pajęczej, która połączy stację naziemną ze stacją orbitalną posadowioną na tych sławnych prawie 36 tysiącach kilometrów nad Ziemią.


W grę wchodzą nanorurki węglowe (CNT) z niezwykle lekkiego materiału, o niespotykanym splocie, wykazujące nieznaną dotychczas wytrzymałość na zerwanie. To ma być rewolucja w podboju kosmosu, kiedy z nanorurek uda się wyprodukować taki cudowny kabel. Prace trwają, jednak nie jest jeszcze do końca pewne, czy opisana kombinacja węglowa stanie się ostatecznym rozwiązaniem.


                    Wysokość 35 786 kilometrów

Jak wiemy, na tej wysokości zostaje osiągnięty punkt, w którym działające w przeciwnych kierunkach siły przyciągania ziemskiego i odpychania (siła odśrodkowa) są w równowadze. Tu prędkość względna wynosi 11 040 km/h w porównaniu z 1670 km/h na powierzchni Ziemi i obiekt jest stabilny. Inaczej dzieje się ze wszystkimi satelitami wysyłanymi na orbitę: - one są umieszczane dużo niżej, dlatego obniżają swój tor lotu, w końcu płoną w atmosferze, a resztki spadają. 

Czemu satelity są wysyłane na niskie orbity, a przez to stosunkowo szybko spadają i trzeba wysyłać nowe? Ogromna większość tych obiektów ma przeznaczenie szpiegowskie, a z niskiej orbity widać więcej szczegółów. I tu nie ma tu znaczenia "że drogo", także pomijany jest wątek ekologiczny - powstają dziury ozonowe przy licznych nowych rakietowych startach. Kompleksy przemysłowe - wojskowe mają (bowiem) własne priorytety. Co osiągnęła w 1994 roku fotograficzna technika cyfrowa? 

Clementine orbiter


Amerykański szpiegowski obiekt kosmiczny Clementine, wysłany w wymienionym roku na ciemną stronę Księżyca posiadał kamery, które z wysokości trzystu kilometrów ponad Ziemią umożliwiały przeczytanie tekstu na opakowaniu gumy do żucia, leżącym na chodniku ziemskiego miasta. Wcześniejsze kamery zminiaturyzowano do masy niecałego kilograma zamiast jak dotychczas dwudziestu kilogramów. Dodano laserowe urządzenia, które zaprojektowano specjalnie do mierzenia odległości od nieprzyjacielskich głowic nuklearnych (Program Gwiezdne Wojny). W sondzie Clementine lasery zostały wykorzystane do mierzenia wysokości gór księżycowych, głębokości dolin i kraterów, a także do pomierzenia obiektów zbudowanych przez Innych.




Od lat 60. XX wieku wiemy, że wszystkie problemy kosztownego wystrzeliwania obiektów na orbitę rozwiązuje równikowy space elevator.

Idea kosmicznej windy wymaga, aby stacja naziemna wytrzymała ciśnienie części nadziemnej, a ta z kolei musiałaby oprzeć się potężnej sile przyciągania ziemskiego. Zatem skalne podłoże jest konieczne.

Oto z platformy startowej zakotwiczonej na skalistym podłożu równika ziemskiego biegnie w górę główny kabel - lina o niepojętej wytrzymałości na zerwanie. Lina ta ma na swym końcu orbitalnym przeciwwagę w postaci wielkiego odłamu skały, czy nawet planetoidy, która dzięki swej masie zwiększa siłę odśrodkową. Lina sama się napina, a po niej jeżdżą gondole na trasie kosmos – Ziemia.

Im dłuższa byłaby lina, tym większe byłyby możliwości startów do podróży kosmicznych. Przy długości liny nieco ponad sto tysięcy kilometrów, siła odśrodkowa osiągnie tak wielką wartość, że pierwsza prędkość kosmiczna wystarczy do wysłania statku kosmicznego na Marsa. Aby wrócić na Ziemię, należy analogiczny system Windy do Nieba zbudować na Marsie.

Jak się okazuje, nad zagadnieniem i to od wielu lat, pracuje NASA. Doradcy NASA (Bradley Edwards) są pewni, że kosmiczna winda zostanie oddana do użytku do 2050 roku. Data ta pokrywa się z prognozami autora książek science fiction Artura Clarke’a, który w książce „Winda do gwiazd” opisuje jak może wyglądać wysyłanie w kosmos astronautów i ładunków za pomocą takiej windy. Koncepcję Windy Kosmicznej podejmował także Stanisław Lem. Początkowo koncepcja Windy była wyśmiewana. Jednak od momentu, gdy Amerykanie zainteresowali się sprawą, chichoty ucichły.


                           Instytut Zaawansowanych Koncepcji

W 2008 roku w NASA powstał program Space Elevator Project. Szefem został wspomniany wyżej Bradley Edwards. Pieniądze wyłożyła zarówno NASA, jak i amerykański Kongres. Program podlega działowi NASA o nazwie: Instytut Zaawansowanych Koncepcji. Prace nad projektem trwają, a jednocześnie NASA szuka miejsca, położonego oczywiście na równiku, w którym zostanie posadowiona stacja naziemna. Pod uwagę brany jest Ekwador. Dla państwa równikowego decyzja o budowie Windy to rzecz strategiczna, bo wiąże się z nią boom gospodarczy. A na orbicie powstałyby wielkie kompleksy hotelowe dla turystyki kosmicznej.


Ciekawe czy dla tych, którzy dziesiątki tysięcy lat temu korzystali z Kosmicznej Windy turystyka kosmiczna miała jakieś znaczenie, czy była to tylko konieczność w poszukiwaniu przestrzeni życiowej. Według obecnej wiedzy najwygodniejszym sposobem eksploracji wybranej planety, jest zastosowanie konstrukcji Windy. Ten sposób rozwiązuje wiele problemów, w tym zużycia energii i zróżnicowanej atmosfery planet.

CDN