środa, 24 lutego 2021

Rowerowe refleksje

 Koniec września. Rowerem do lasu, ale najpierw metro.


O świcie w lesie mgły.


Drugi wysyp borowików dobiega końca, teraz trzeba poczekać na pojawienie się młodych podgrzybków, takich akurat do marynaty. Jest jesiennie, oraz dość sucho, dlatego nieliczne stare podgrzybki mają spękane kapelusze.










Rowerem po lesie ze zdjęć jeździłem tylko raz, ponieważ w tym lesie jest nierówno - za dużo korzeni na ścieżkach. Zdecydowanie wygodniej jest jechać po równym. I dlatego następnego dnia grzyby się suszą, a ja wychodzę pojeździć po równym. Rzut oka na stojący przed domem rower japoński marki
SamaRama i już pruję przez Ogród Saski.


Mijam fontannę, żołnierzy stojących na warcie przy Grobie Nieznanego Żołnierza i wpadam na ten sławny równy plac. Sławny, bo tyle razy zmieniał nazwę. Piłsudskiego, Hitler Platz, Zwycięstwa i znowu Piłsudskiego. Jeśli płyty na placu układało wojsko, to trzeba z czystym sumieniem stwierdzić, że polskie wojsko do układania płyt się nadaje, bo kładą równo.




Teraz kółka. Od lewa do prawa. Plac zajęty częściowo przez jakąś pisiorską wystawę plakatów. Można ją okrążyć robiąc koło. Potem aż do smoleńskiego grzdyla i powrót. Jeszcze kółko i jeszcze. Następnie ósemki po pustym placu.

Jaki mam rower? Niebieski. A dokładniej to niebieską damkę. Czemu damkę? To było podwójne Wu-wei – dostałem ją w prezencie, a gdy dają – bierz, bo inaczej obrazisz darczyńcę. Po drugie primo rower ma napis Turing.



Jak czytelnicy wiedzą, przypadków nie ma, Alana Turinga bardzo cenię i kiedy zobaczyłem ten napis, wiedziałem, że powinienem się ucieszyć, co też niezwłocznie zrobiłem.                    

Jakie cechy niezbędne powinien mieć pojazd? Być tani w eksploatacji i jeździć.                                                                      

Znowu przejeżdżam obok żołnierzy, którzy jak zwykle zerkają na tego, który jeździ, bo oni muszą stać. Fontanna i wio do końca alejki do tej tablicy, która głosi, że wygraliśmy, tylko sześć milionów zginęło. 



                                                                              

Jeszcze raz powrót na plac – kółka, ósemki i dziękujemy panu – wracam.             Miło jeździć rowerem po równym.

poniedziałek, 22 lutego 2021

Tajemnicza siła Weroniki


Wokół nas dzieją się rzeczy niepojęte, jak mówi pismo święte.

Byłem naocznym świadkiem wielu wydarzeń niezwykłych, niemożliwych do wyjaśnienia, przeczących prawom fizyki. Część z nich działa się w Domu na Górze u Jana Gabriela. Coś tam opisywałem, część czeka na swoją kolej. Być może wszystko sprowadza się do energii pokrewnej – polityk trzyma z politykiem, ksiądz z księdzem, głupi szuka towarzystwa jemu podobnych, a poszukiwacz prawdy dostaje zagadki.

Dziś otacza nas taka góra informacyjnych śmieci, że można pod nią utonąć. Dlatego tak często wracam do wiadomości starych i sprawdzonych po wielokroć.

               Poltergeist.



Relacji o działaniu tej niewidzialnej Siły mamy wiele. O przyczynie można powiedzieć jedno: - przydarza się to w najbliższym otoczeniu przeważnie dziewczynek, które dojrzewają i niedługo będą miały pierwszą miesiączkę. Jedni mówią, że Siła wychodzi od dziewczyny, inni twierdzą, że dziewczyna tylko otwiera portal – bramę, przez którą wpadają duchy złośliwe.



Sprawa z Weroniką wydarzyła się w roku 1998. Weronika ma 12 lat, ale pomimo młodego wieku, jest już dzieckiem po przejściach. W tragicznych okolicznościach straciła rodziców, wychowuje ją przyrodni brat, Maciej Szwajlik. Maciej jest osobą paranormalną – to człowiek-magnes. Przylepiają się do jego ciała metalowe przedmioty, nie tylko drobne, także na przykład żelazko.

Weronika jest dzieckiem zamkniętym w sobie, nieufnym, właściwie nie lubi ludzi. Jest już na tyle duża, że brat pozwala jej przyjechać samodzielnie do babci, do Malborka. Jest Boże Narodzenie 1998, opowiada babcia: - „Wnuczka zaraz po przyjeździe poszła do łazienki i tak cicho tam siedziała, że się jej spytałam: - Co tam robisz Weronisiu? Ona na to – bawię się z karpiem (Karp pływał w wannie – takie były czasy, ja także pamiętam taką zabawę – autor bloga). Coś mnie tknęło i poszłam do łazienki, otworzyłam drzwi, a w tym momencie szmata do podłogi, która leżała w kuchni, uniosła się w powietrze i podleciała pomiędzy mnie a Weronikę. Zawisła w powietrzu bez ruchu, a potem nagle opadła. I to było ostatnie takie zdarzenie. Na szczęście ostatnie, bo wcześniej to bywało tragicznie” – mówi babcia Helena Bierniukowicz. W głosie 72. letniej kobiety słychać ulgę. Nic dziwnego – w czasach apogeum wyczynów Poltergeista (nieznanej siły) babcia była na granicy palpitacji serca.

Koniec sierpnia 1998, Malbork – miasto znane z  budowli unikalnych na skalę europejską. Jednak centrum zainteresowania stanowi banalna kamienica przy ul. Westerplatte. To tu na pierwszym piętrze mieszka pani Berniukowicz.

Lokal jest mały, bez przedpokoju – wchodzi się od razu do kuchni, na wprost pokój, z boku niewielka łazienka. Pani Helena od kilku miesięcy doświadcza emocjonalnych nieprzyjemności. A dzieje się to zawsze, kiedy przyjeżdża wnuczka. W nocy z 14 na 15 sierpnia agresywna siła znowu dała o sobie znać. Weronika właśnie przyjechała do babci na święto Wniebowstąpienia Matki Boskiej. Jednak nocy nie dało się przespać spokojnie.

Pościel zaczęła się poruszać na łóżkach, przewróciło się krzesło, włączył się telewizor, a kanały przełączały się samoczynnie. Budzik uniósł się w powietrze, zaczął krążyć po pokoju, a potem rozbił się o podłogę. Ale to wszystko mało. Niewidzialna siła teraz chwyta babcię i wnuczkę za ramiona i zaczyna nimi potrząsać. Wreszcie wokół szyi pani Heleny owinęła się pończocha zdjęta przed chwilą z nogi i zaczyna kobietę dusić!

Nic dziwnego, że babcia wespół z wnuczką doznań mają dość i wybiegają na korytarz. Ponownie wezwano policję i pogotowie ratunkowe.

A co było wcześniej?

Pierwsza manifestacja przydarzyła się 14 lutego 1998. Weronika Bierniukiewicz, mieszkająca w Nowym Dworze Gdańskim u swojego starszego o kilkanaście lat brata, Macieja Szwajlika, przyjechała wtedy do babci na święto Matki Boskiej Zielnej.

Opowiada babcia: - „ Z soboty na niedzielę to się zaczęło. Wszystkie meble w mieszkaniu zaczęły się przesuwać. Wnuczka wstała, ja też wstałam. I pies zaczął wyć, doberman Weroniki. Wył, stroszył sierść i widać było, że strasznie się boi. Pierwsze, co się stało, to wersalka sama się otworzyła  i wyszła z niej schowana tam pościel. Wyszła i idzie prosto na mnie! Ja chcę pobiec w jej stronę, a by coś z tym zrobić, a tu czyjeś ręce najpierw zatrzymują mnie za ramiona, a za chwile pchają na wersalkę! Straszne uczucie! Nikogo nie ma, a tu takie strachy! Tak to przeżyłam, że znowu trzeba było do mnie pogotowie wzywać.

Rano zajrzała sąsiadka, zwabiona nocnym rozgardiaszem.  Wcześniej sąsiadka się nie bała. Mówiła: - „Ja w duchy nie wierzę, a takie rzeczy u pani się dzieją, bo Weronika ma w sobie zbyt dużo energii”.

I ta sąsiadka wchodzi rano, a tu kawałek starego koca, co on leżał przy maszynie do szycia, podrywa się w powietrze, frunie do sąsiadki i owija się szczelnie na jej głowie! Sąsiadka odwinęła koc, ale widać, że struchlała, zaniemówiła i usiadła blada na krześle w rogu pokoju. Siedzi blada, zbiera myśli, a tu pudełko z szachami, które leżało na szafie, podrywa się do lotu i fruwa esami floresami, zakręca w powietrzu i trach! Spada sąsiadce na głowę. Całe szczęście, że płaską stroną, a nie kantem, boby jej rozbiło czoło. To pudełko strasznie szybko leciało! Tak szybko, że jak przeleciało, to w powietrzu jeszcze gwizdało. Jak bym tego nie widziała, tobym nie uwierzyła”.

Co można czuć w takich chwilach? Tylko trwogę! I taką trwogę musiała poczuć sąsiadka, bo tak uciekała, że aż w drzwiach się przewróciła.

A co z policją?

Oddajemy głos babci: - „ Nie wiedzieliśmy co robić i poszłyśmy z Weroniką na policję. Policjanci śmiali się z nas, a ja powiedziałam, że jak z tym czegoś nie zrobią, to będziemy nocować na komisariacie, bo ja się boję tego, co się dzieje w mieszkaniu. Wtedy policjanci poszli z nami do domu. Trzech ich było. I jak tylko weszliśmy, zaraz z kuchni, z kuchenki gazowej, wyrwała w powietrze gorąca podstawka spod garnka (gotowało się jedzenie na małym gazie). Ta podstawka łupnęła w ścianę nad futrynę drzwi, obok krzyża, stamtąd odbiła, zakręciła w powietrzu i jak nie łupnie jednego z policjantów w głowę! I wtedy policja nam uwierzyła.

Poza tym, jak tylko policyjny radiowóz podjechał pod nasz dom, to radiostacja policjantom wysiadła. Taka mocna była ta siła!”

Na koniec babcia dodaje jedno przeżycie, które szczególnie utkwiło jej w pamięci: - „ No bałam się strasznie. Jednego razu to moje kapcie same za mną szły, krok w krok i tak szurały przy tym po podłodze”…..



sobota, 20 lutego 2021

Jeden taki świt

 


Każdy doczeka się swego świtu, oczywiście jeśli tylko będzie chciał. Czyli każdemu może zaświtać. Co wydaje się niezbędne, aby ta alegoria oblekła się w ciało? Wyciszenie, ustanie pogoni myśli. Samotność, aby ktoś nie zakłócał prawidłowości prądów powietrznych, które ciebie otaczają. Wtedy wpadasz w Tu i Teraz.


Wtedy chmury rozejdą się same

Ustoi się zmącony staw

Z całego oceanu pozostanie łyżka przecedzonych prawd

Krzywe zbiegną się w jedną linię

Wszystko w prosty wzór się przemieni

Popatrzymy na życie z daleka, jak na zdjęcia w cudzym albumie

I po co tyle krzyku – powiemy, skoro węzeł rozwiązał się sam?













czwartek, 18 lutego 2021

Terziano Tiziani

 Terziano Tiziani, był nie tylko jednym z najciekawiej piszących reporterów-dziennikarzy włoskich, ale w swoim czasie nie miał właściwie równych na świecie. Napisał kilka porywających książek. Z ich lektury wybija się na czoło kilka prawd ponadczasowych.    

Tiziani zaintrygowany regułą, iż układ planet w chwili narodzin człowieka determinuje jego Przeznaczenie, przybywa do nieprzeciętnego człowieka, któremu kilka dni wcześniej podrzucił datę i godzinę swych narodzin.



 - „Akceptuję to, co jest. Także o przyszłości myślę przyjaźnie. Bo sama wizja, że najlepsze ma dopiero nadejść, ma w sobie pewną logikę. Aż do wieku który osiągnąłem, ma się obowiązki, dzieci, pracę. Odgrywa się rolę jaką się wybrało, albo jaka przypadła nam w udziale. Człowiek zachowuje się tak, jak powinien – tworzy własną osobowość. Aż wreszcie nadchodzi czas prawdziwej wolności. Wolności nie w sensie przejścia na emeryturę. Dla mnie starzenie się to czas większej szczerości, mniejszego skrępowania, czas, gdy można powiedzieć, co się myśli, a także więcej czasu poświęca się na to, co wydaje się ważne, nawet gdy inni nie podzielają takiej opinii. W starszym wieku można być wolnym w sposób niedostępny w młodości, można sytuować się poza codziennymi wzorcami, poza regułami zapewniającymi trwałość społeczeństwa. Czy to się już nie zaczęło? Oto szukam porady u wróżbity, czego nie zrobiłbym przed trzydziestu laty. Czułem, że ten człowiek działa na mnie inspirująco.

 

Rajamanikam zaczyna mówić: - Pana matka ma silny znak życia i będzie długo żyła. Natomiast w przypadku pańskiego ojca ten znak jest bardzo słaby, przypuszczam, że już nie żyje (Istotnie!). Pana małżeństwo trwa długo, ale niech pan o nie dba. Jego długotrwałość gwarantował silny znak pańskiej żony. Gdyby zależało to od pana, związek rozpadłby się już parę razy. Pański problem polega na tym, ze nie potrafi pan dochować wierności seksualnej jednej osobie. Seks jest dla pana bardzo ważny i steruje pańskimi postępkami.



                                                                                                        

 Erotycznie jest pan słoniem. Seks będzie pana pasjonował aż do końca życia, co nieustannie będzie pana wpędzać w tarapaty. Jeśli chodzi o temperament, jest pan osobą, która mogłaby mieć jednocześnie kilka żon. Czy wstąpi pan w inny związek małżeński, czy nie, zależy od horoskopu pańskiej żony. Jeśli natomiast uda się panu wytrwać w małżeństwie do 62. roku życia z obecną żoną, potem wszystko ułoży się znakomicie. Przejdzie pan dwie operacje, pierwszą pomiędzy  59. , a 61. rokiem życia, drugą w 65. roku życia. (z czasem okazał się to strzał w środek celu!) Całe życie pan podróżował i będzie pan to robił aż do śmierci.

Rajamanikam mówił tak, jakby czytał z książki, mającej bardzo podobne strony do tych, z których czytali inni wróżbici. Tak to wygląda i z tego powodu astrologia, szczególnie ta uprawiana przez mistrza, jest tak atrakcyjna. Prezentowana jest z taką pewnością, której brak przy innych metodach. W astrologii są teksty, reguły, miary. Kiedy znana jest data i godzina narodzin, trzeba już tylko wiedzieć,  jak stosować metodę, żeby ustalić: - idź w stronę 747.

Przepowiednia z każdym kolejnym słowem nabiera wiarygodności. 

Rajamanikam wyjął z teczki kartkę, z ręcznie zapisanymi cyframi. Był to mój dokładny horoskop na najbliższe lata. Ani słowa o koniunkcjach, opozycjach, ascendentach. Zero pustosłowia – same konkrety.

- Pomiędzy 18 kwietnia 1994 a 14 marca następnego roku musi pan opuścić dom i zamieszkać w innym kraju. (Znowu ta sama rada bym opuścił Bangkok). Pomiędzy 14 marca 1995 a 8 sierpnia 1997 poniesie pan pewne wydatki, ale nie zrujnują one pana. Jednak proszę uważać …..  Od 24 sierpnia 1997 do roku 2000 w pańskim życiu nastąpią liczne zmiany. To okres, w którym Saturn rozpocznie wpływ na pana, a więc okres wielkiej siły u pana. Jeśli chce pan zająć się polityką, to jest właśnie najlepszy moment aby zgłosić swoją kandydaturę w wyborach. A dokładnie powinien pan to zrobić 8 sierpnia 1997. Po tym  dniu pańskie szanse będą rosły każdego dnia. ( A ja akurat przemyśliwałem, żeby wystartować w wyborach na przewodniczącego Klubu Korespondentów Zagranicznych w Hongkongu, gdzie zamierzałem spędzić lato, aby być świadkiem upadku ostatniej kolonii na świecie).                                                                                           Na koniec Rajamanikam powiedział: - Czeka pana bardzo szczęśliwa starość.

I tym sposobem poznałem mistrza. Taki nie potrzebuje przynudzać o koniunkcjach i ascendentach, on się skupia na meritum. 



 
Kiedy wróciłem do domu, dalej słyszałem w głowie słowa Rajamanikama. A w domu tak się stało, że jakoś tak uniosłem się duchowo, jakby podleciałem. Coś mnie poderwało. 

Czy to była medytacja? Owszem siedziałem, ale pamiętałem także co mówił Osho: - „Widziałem mnóstwo kur wysiadujących godzinami jajka, ale ani jednej, która osiągnęłaby oświecenie”.

Problem bowiem nie polega na tym, że się siedzi, lecz na tym by z wewnętrznej potrzeby, właściwie nieświadomie, przydarzyło się wejść w wymiar w którym czujesz, że rzeczy nie są takie, jakimi się wydają. Stan w którym czujesz, że wskoczyłeś na jakiś inny, wyższy poziom. I to cię pociesza, podnosi. To jest niebylejakie uczucie, ono jest bardzo, bardzo frapujące, pociągające. Odtąd do tego uczucia możesz się odwoływać i do niego wracać. Trzeba tylko wszystko co zewnętrzne pozostawić za sobą. Wszystko! Odgłosy ptaków, pasje i zawody, wszystkie myśli. Zostaje pusta komórka, którą jesteś ty. Pozostawiasz za sobą część ludzką, pozostaje tylko część kosmiczna.



I rzeczy zmieniają się, kiedy patrzysz na nie w ten sposób. Rzeczywistość okazuje się zupełnie inna, niż ci się wydawało wcześniej.



środa, 17 lutego 2021

Rosenmontag

 



Rosenmontag 15 lutego 2021. Coroczna karykatura z ostatniego poniedziałku karnawału z Duesseldorfu. Może nie wszyscy przeczytają napis pod zdjęciem: - Prezes Jarosław Kaczyński wbija kobiecie kołek w serce. Kołek wbija krzyżem. Napis na sukience: - Prawo do aborcji.

Władza w Polsce jest tak zrośnięta z kościołem, że równie słuszna byłaby karykatura: - (Krzyż jako władza) wbija kobiecie kołek. Wbija kołek Kaczyńskim.

wtorek, 16 lutego 2021

Edgar Cayce o zdrowiu

 Otacza nas ocean śmieci informacyjnych, który przymula mózg. Należy się przed tym bronić i poszukiwać autorytetów, wśród których niewątpliwie figuruje Amerykanin Edgar Cayce, nazywany także Śpiącym Prorokiem – niesamowita jednostka mająca dostęp do Sił Wyższych. Dziś kilka kwestii zdrowotno-żywieniowych z tego źródła.

                 Piasek w nerkach.

Ta przypadłość dotknęła mnie przed trzydziestu laty. Najpierw lekkie, potem silniejsze pobolewanie w nerkach. Ćmiło jak ząb bolący. Wytrzymywałem, bo dawało się wytrzymać bez środków przeciwbólowych. Poza tym takie środki działają tylko na objawy, a nie przyczynę. Jednak ćmienie przeszkadzało i w końcu poszedłem do lekarza. Diagnoza była oczywista i bez lekarza: - piasek.



- Niech pan pije fitolizynę, może pomoże. A piasek to cecha osobnicza i nie ma na to skutecznego lekarstwa.

Skutecznego lekarstwa to nie ma tylko na głupotę - pomyślałem, jednak piłem zalecony specyfik i rok trwałem w przycierpianiu z powodu zerowego skutku. Jak wiemy, przypadków nie ma i w końcu trafiła mi do ręki książka Edgara, a w niej znajduję niezwykły przepis na pozbycie się piasku: - „Codziennie rano po obudzeniu się wypijać małymi łyczkami pół kubka zagrzanej wody, o takiej temperaturze aby dawało się płynnie pić. Piasek zniknie, a dodatkowo mamy profilaktyczne płukanie jelit”.

Zastosowałem i …… po kilku dniach ból ustąpił całkowicie! Czyli piasek pewnie się rozpuścił i od tej pory mam spokój w nerkach. Błogosławię Edgara, a ta drobna czynność poranna przeszła w mój codzienny nawyk i gra muzyka! Wszystko co dobre jest proste?

 

                  Mikroelementy.

Tak modne są dziś suplementy diety. Wszystko dzięki potędze reklamy, która skołowała ludzi, a dzięki temu powstał nie tylko w Polsce wielomiliardowy rynek. Pisałem, co o suplementach sądzą bieszczadzkie myszy – pastylki pozostawione przez gości Kołyby na wierzchu na noc, nie zostały nawet napoczęte – myszy wolały zjeść kawał mydła i zakąsić gąbką do zmywania. To mi dało do myślenia. Co wymyśliłem? Suplementy to ściema, a niektóre z nich są wręcz trucizną. Nie daj się ogłupiać reklamom, a suplementów się strzeż. Ochronisz nie tylko zdrowie. Wystarczająca ilość mikroelementów jest dostarczana w prostym pożywieniu. Na zdjęciu przykład takiego jedzenia: - placki i przecier z jabłek.



Myszy bieszczadzkie nie tylko nie są głupie, one bywają bezczelne. Jedzenie na noc trzeba przed nimi chować, to zwykła sprawa. A tu zdarzyło się, że o poranku wyszedłem po wodę, nie było mnie może pół godziny, a one w tym czasie dobrały się do leżącego na stole ostatniego półbochenka chleba - efekt widać. Jeść śniadanie z takim chlebem, czy nie jeść? - oto jest pytanie!  Zaniedługo miałem autobus do Sanoka. Zezłoszczony nastawiam trzy pułapki, licząc, że wieczorem znajdę złapaną którąś z winowajczyń. Jedną, bo one głupie nie są i jedno trafienie na trzy pułapki to sukces. Przegryzam cokolwiek, zakładam buty, kiedy rozlega się pierwszy trzask. Satysfakcja -  jedna sztuka zamieniła się w śniadanie dla lisa.



 

               Przyswajanie składników odżywczych.

Po pierwsze Edgar powtarzał, żeby jeść to, na co ma się apetyt. Należy czytać sygnały ciała. Po drugie wszystkie surówki, sałatki owocowo-warzywne należy posypywać odrobiną żelatyny. Maleńką szczyptą mieszczącą się na czubku noża. Żelatyna w niezwykły sposób potęguje przyswajanie mikroelementów i witamin. Edgar wspominał także o równowadze energetycznej surówek: - jedna trzecia całej porcji powinna pochodzić z tego co rośnie pod ziemią, a dwie trzecie z tego co nad ziemią. Tu przypominam sobie ulubioną surówkę mojej babci Szeptuchy: jabłko z marchewką. Jabłka powinno być dwie trzecie. (62%?)

                       Kręgosłup szyjny.             

Według wizjonera znaczna część chorób nie tylko kręgosłupa (albo kościotrupa jak mówią niektórzy), bierze się z niedomagania w odcinku szyjnym. Co robić? Porannym nawykiem obok picia podgrzanej wody, powinna stać się profilaktyka polegająca na minutowej gimnastyce szyi: - mocno skręcić głowę w lewo – przytrzymać. Potem do oporu w prawo – przytrzymać trzy sekundy. I jeszcze raz i jeszcze. Następnie podnieść maksymalnie głowę w górę – przytrzymać i w dół - przytrzymać. Jeden raz powtórzyć i dziękuję bardzo – jesteśmy po gimnastyce. Pozostaje jeszcze nie garbić się i miłego dnia.

poniedziałek, 15 lutego 2021

Zdrowe jedzenie

 


Wpadliśmy w czas zawirowań emocjonalnych. Ludzie szukają informacji o tym co będzie, zwiększyło się zainteresowanie wszelkimi prognozami i wróżbami. Strony popularnych astrologów, jasnowidzów, czy tarocistów, mają więcej odsłon niż zwykle. Zainteresowanie dotyczy także porad związanych z naturalną odpornością organizmu i zdrowym trybem życia. Doradców zawsze był ci u nas dostatek, dlatego nie będę doradzał, a napiszę o sobie. Urodziłem się w 1947 roku, na nic nie choruję – czuję się dobrze, albo jeszcze lepiej. Jednocześnie nie jest mi obca pokora, żeby nie było, jak w wierszyku Waligórskiego:

Raz udzielał kotek wywiadu, że jest zdrowy. Nagle uszki mu opadły, oczki wyszły z głowy, pękł mu brzuch, ogon i głosowa struna, potem zdębiał, ocipiał, zesrał się i umarł. Amen.



Trzymam się kilku zasad: - po pierwsze primo psychika: - humor, optymizm, jakaś pasja. Przypomnę wianuszek ulubionych sentencji: Nie ma takiej rury, której nie można odetkać. Należy się martwić po fakcie, bo bardzo niezdrowo jest w trakcie. Gdy zdrowy duch, to i ciało zdrowe. Na luziczku. Jak dowodzi nauka, zdrowa psychika może nawet zamienić słabe geny na mocne.



- Po drugie primo ciało: - ruch to zdrowie. Nie kibicowanie przed telewizorem z puszką piwa w ręku, lecz osobisty ruch (praca, sport) na powietrzu. Krew wtedy krąży, nie ma kłopotu ze stawami. Efekt 2020? Jesienią zbierałem grzyby, przemierzając w obie strony, przez 8 godzin, codziennie, 15 – 20 kilometrów. Potem godzinna jazda autobusem podmiejskim i przesiadka. Kilku moich znajomych nawet o dziesięć lat młodszych, już w drodze powrotnej narzekało na nogi – stawy. Przy wysiadaniu z podmiejskiego autobusu okazywało się, że ledwo chodzą. Pierwsze kroki stawiali na tak drętwych nogach, jakby to były szczudła. A mnie nic. Zastanawiałem się, z czego wynika ta ich niesprawność i wymyśliłem, że przyczyna tkwi w alkoholu. Cysterna alkoholu wypita w ciągu życia robi swoje. Większość moich znajomych mocno pijących (Darek Karaluch) odjechała do Parku Sztywnych już w okolicach pięćdziesiątki. (Patrz średnia życia mężczyzn w Rosji). Ci pijący, którzy przeskoczyli lat sześćdziesiąt, zwykle mają problem z nogami.


Tak się złożyło, że moje dzieciństwo to między innymi permanentne awantury domowe spowodowane wódką. Dlatego postanowiłem nie pić i nie wypiłem kropli alkoholu aż do 27 roku życia. Potem nastąpiło picie okazjonalne, aby nie być dziwakiem, a także wytrzymać z pijakami przy stole, bo na trzeźwo się nie da. Oczywiście na coś trzeba umrzeć, lecz jeśli możesz utrzymać sprawność do końca swych dni, niezależnie od tego, kiedy to nastąpi, czy nie warto się szanować? Podsumowując: - wszystko dla ludzi, atoli nadmiar w każdej dziedzinie wychodzi bokiem.


Tu intrygująca myśl liczbowa dotycząca długowieczności: - być może człowiek został urządzony czasowo-matematycznie, na dwie granice, których rdzeniem jest kalendarz starożytnych 260 dni, czyli 26 i zero.

Granica pierwsza: - szanując się, osobnik w pełnej sprawności powinien dotrwać do 72 lat. Czemu tak sądzę? Przeskoczyłem już ten pułap, a jestem w pełnej sprawności fizycznej. Poza tym 72 lata to 26 000 dni. Czyli 26 i trzy zera.

Natomiast w sprawności fizycznej obniżonej (na przykład o 62 % ?) powinien dociągnąć do ponad 82 lat. Czemu tak sądzę? 62 to piękna liczba fibo, a 82 lata z haczykiem to 260 000 000 sekund. Czyli 26 i siedem zer.



 - Po trzecie primo: - proste zdrowe jedzenie pomaga utrzymać odporność organizmu, tudzież ma decydujący wpływ na psychikę. I koło się zamyka. Nie trzeba wtedy używek, lekarstw, suplementów. Ciału nie wolno (bowiem) dostarczać tego, co mogę, lecz to, co powinienem. Jem do syta, na brak apetytu nie narzekam.


sobota, 13 lutego 2021

Data zwrotu luty 2021

 Podstawowa zasada: - cykl koniunktury jest trwale wpisany w gospodarkę.

Wielu młodych inwestorów twierdzi, że dziś wszystko to, co było, już przeszło w niebyt. Czyli działa tylko Nowoczesna Teoria Monetarna (MMT), a wykresy „wszystkiego” pofruną do nieba. W niektórych segmentach tak to wygląda, bo rynek szuka miejsca do lokowania nadmiaru pieniądza. Teoretycznie z powodu tego nadmiaru korekty powinny być płytsze. Tylko czy pieniądze można jeść? Przecież rynki finansowe to w dużej mierze psychologia. A co z wirusem, a konkretnie z nowymi mutacjami? Słychać z Brukseli: - "Musimy wymyśleć nową szczepionkę". Czyli dotychczasowa szczepionka na nowe mutacje atoli nie działa? To jednak korekta? Może do dwustusesyjnej średniej?


Panie! AT nie działa! A wykresy wezbrały jak wrzód!                
Wykres GameStop

Spokojnie, na razie AT działa, na przykład wachlarz Ganna, czy kanały trendowe.



Wykres Wig 20 jest jak wiemy skorelowany najbardziej z Daxem, który szczyt poprzedni zanotował 8 stycznia, tak samo jak Wig 20. Drugi szczyt na Daxie wypadł 8 lutego. Wig 20 tu zachował się inaczej - od 8 stycznia spada. No może nie spada, tylko spadł i nie chce rosnąć.

Jak wynika nie tylko z harmoniczności, najbliższa data zwrotu dla Wigu 20 to sobota 20 lutego.

Bardzo ciekawa sztuka, zobaczymy , co będzie dalej – powiedziała papuga.

Nieco historii.

Jest początek lipca 2007 roku. Łódź – hotel Ambasador.

Przemawiam do grupy inwestorów, opowiadam o zwrocie na polskiej giełdzie, o szykujących się spadkach, o tym, że rynki finansowe są systemem naczyń połączonych.

Rysuję prawdopodobny zasięg spadków (tysiąc punktów) – otchłań! Ten poziom jak wiemy, okazał się mocno niedoszacowany. Podaję także datę zwrotu: 9 lipca.

     Inwestorzy robią zdjęcia wykresu, miny mają sceptyczne, ogólnie wątpią.

Jest przecież euforia: - teraz tylko wzrosty. Indeks rośnie przecież od sześciu lat, od dnia ataku na World Trade Center. Analitycy prześcigają się w wieszczeniu kolejnych niebiańskich poziomów dla indeksów.

 Data wypaliła, a ja wpadłem w euforię, że już wszystko wiem o Liczbach Planetarnych. To przeświadczenie okazało się przedwczesne. Owszem, 9 lipca 2007 był szczytem dla całego rynku, czyli Wigu, jednak Wig 20 spadł, a potem w korekcie urósł i zaliczył swój drugi, nieco wyższy szczyt w odległości połowy roku Wenus (112 dni) od 9 lipca. Ten szczyt wypadł prawie idealnie na nieprzypadkowym poziomie 3945 punktów. Zabrakło półtora punktu. 29 X 2007  lokomotywa ruszyła w dół.

Dziś S&P ociera się o ten sam poziom.

    Właściwie posługiwanie się Liczbami Planetarnymi to jest Tao, a Tao to przecież Droga. Ta Droga nie ma końca i to jest właśnie porywające, że będąc „w temacie” od kilkunastu lat, ciągle odkrywam coś nowego. To są powiązania jednej Liczby z Uniwersum. To są liczby, które tkwią w człowieku, Układzie Słonecznym i grawitacji, dlatego nazwałem je Liczbami Planetarnymi.

    Poruszanie się po rynkach finansowych (segmenty rynku mają swoje indywidualne cykle) z pomocą Liczb, stało się moją kolejną pasją. Jednak każda pasja może się także przerodzić w uzależnienie. Umiar wskazany jest (bowiem) we wszystkim.

Właśnie z tego powodu zastosowałem terapię: - wielomiesięczne odspawanie od komputera i wyjazd w Bieszczady.