Pokazywanie postów oznaczonych etykietą satori. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą satori. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 kwietnia 2022

Jeszcze o bałwochwalczym królu

Był sobie gwałtowny, ignorancki i bałwochwalczy król.

Pewnego dnia przysiągł przed swoim osobistym idolem, że jeśli ten pomoże mu w pewnej trudnej sytuacji życiowej, w zamian on każe pojmać trzy pierwsze osoby, które przejdą obok jego zamku i siłą zmusi je do pokłonu przed idolem.

Potem opisane mamy postępowanie trzech schwytanych osób: - uczonego, potomka Mahometa – Sayeda i prostytutki.

Pierwsi dwaj oddali pokłon idolowi, używając intelektu do przygaszenia sumienia.

Prostytutka…. Tylko ona okazała odwagę, nie miała nic do stracenia – nie oddała pokłonu idolowi.

 Ignorancki król był tym tak zaskoczony! A nawet zmieszany i wstrząśnięty!

    Kazał ściąć uczonego i Sayeda, a prostytutkę uwolnił.

 

             Prostytutka nie miała czym się zasłonić i w tym tkwi jej autentyczność i piękno. Prostytutka nie zna języka intelektualistów - języka przebiegłego. Ona wie, że nie może zasłonić się świętymi pismami, nie zna ich. Wie też, że życie nie dało jej przywilejów, nie urodziła się w rodzinie Mahometa. Wiedząc, że jest grzesznicą, której nie chronią żadne przywileje i która nie potrafi się obronić żadną filozoficzną argumentacją – jest bezradna, nie może być fałszywa. Ona nie umie się bronić. I nie chce się bronić.

Gdyby pokłoniła się bożkowi… wtedy nie czuła by się dobrze. Nie wybaczyłaby sobie.

   - Uczony nie odczuwa żadnej winy. Wie, że święte pisma na to pozwalają, zawierają precedensy.

  - Sayed też się tym nie przejmie. Zapomni.

  - Prostytutka natomiast…..gdy zrobi coś fałszywego – nie wybaczy sobie. Może ma dość poniżania, albo lubi grać w otwarte karty – lubi szczerość.

     

Dziwna opowieść …… Osobą autentyczną jest w niej grzesznica.

Takie też jest moje spostrzeżenie: - grzesznicy są bardziej autentyczni niż ludzie tak zwani religijni.

     Prości, niewinni ludzie są bardziej prawdziwi niż tak zwani obyci i kulturalni. Cywilizacja daje człowiekowi tylko przebiegłość. Ginie niewinność i aromat, który pochodzi tylko z niewinności.

     

Maria Magdalena wydaje się jedyną osobą prawdziwie wierną Jezusowi. Była autentyczna, wykazała się ogromną odwagą. Jezus wszedł do jej domu, ona obmyła mu stopy drogocennymi perfumami i wytarła je własnymi włosami. Siedziała i płakała, a ci tak zwani religijni ludzie byli tym oburzeni. Ktoś powiedział do Jezusa – „To niedopuszczalne. To grzesznica. Nie wolno jej ciebie dotykać!”.

     Egoiści, ludzie religijni i intelektualiści, zawsze zachowują się w ten sposób.

Judasz także nie był tym zachwycony. Judasz zachował się jak komunista. Powiedział: - „To marnotrawstwo. Te perfumy są tak kosztowne, czemu je marnujesz? Ludzie przymierają głodem. Można sprzedać te perfumy, są rzadkością. Moglibyśmy za otrzymane pieniądze nakarmić kilka osób”.

 Te zdania brzmią logicznie. Prędzej przyznasz rację Judaszowi, niż Jezusowi. Słowa Jezusa są bardzo nielogiczne: -„Biedni zawsze będą istnieć, kiedy odejdę, możecie się o nich zatroszczyć. Nie rozumiecie serca tej kobiety. Nie mogę jej odmówić! Niech robi, co chce zrobić. Niech poczuje ulgę, płacze, dotyka mnie. Niech wylewa perfumy – kosztowne, czy nie, to nieistotne. Widzę wspaniałe uczucie w jej sercu. To jest modlitwa, ta kobieta jest w modlitewnym nastroju. Nie mogę jej przeszkodzić w modlitwie.”.

     

     Jezus zrozumiał, że Maria Magdalena miała piękne serce. Była pierwszą osobą, która rozpoznała Jezusa po zmartwychwstaniu. Gdy Jezusa zdejmowano z krzyża, były tam trzy kobiety, Maria Magdalena była jedną z nich.

        Wszyscy ci wielcy apostołowie znikli.

Pamiętaj, że Judasz był jedynym intelektualistą, człowiekiem wykształconym, wśród zwolenników Jezusa. I to on zdradził.

                 To jest symboliczne: - intelekt zdradza.

 

Umysł jest przebiegły, zawsze tworzy spiski przeciwko prawdzie. Judasz jest symbolem umysłu. Umysł zdradza, logika zdradza. Twój umysł jest przeciwny twojemu istnieniu.

     

Prostytutka nie kierowała się umysłem. Prowadziła bardzo proste życie: - sprzedawała swoje ciało. Nie wiedziała nic o świętych pismach, nie miała czasu na ich czytanie. Nie miała ego człowieka „religijnego”. Była pokorna. Płakała. Nie miała ego – i to są właśnie drzwi do Boga.


Znam ludzi świętych i znam grzeszników. Grzesznicy są autentyczni, święci są nieautentyczni. Święci udają. A tylko prawdziwość umożliwia kwantowy przeskok.

Prostytutka nie chciała zrobić niczego fałszywego, nawet dla tworzenia pozorów. Siła pokory, czystość grzechu, siła kwiatu róży! Wszystko to sprawiło, że bałwochwalczemu królowi przytrafiło się coś cudownego. Doznał wstrząsu. Nie myślał nawet, że prostytutka jest taka silna. Nie tworzyła sztuczności. Nic jej nie chroniło. Nie miała nic do stracenia.

    Królowi otworzyły się oczy. Coś zrozumiał. Wygląda na to, że przytrafiło mu się satori. 

                                                                      Osho

niedziela, 6 marca 2022

Pamiętajmy o głównym lokatorze

 


Nie można bez przerwy żyć w napięciu, musi być chwila odsapnięcia. Kontynuacja wątku finansowo - wojennego jutro - a teraz chwila zatrzymania i refleksji nad słowami Osho:

Pamiętaj o głównym lokatorze

 

Ciało jest świątynią; - jest w stosunku do ciebie gospodarzem, ale ty nie jesteś jego częścią. Ciało jest podarunkiem, który dosta­łeś od Ziemi; ty pochodzisz jednak z Nieba. Jak w każdej ucie­leśnionej istocie, spotykają się w tobie Niebo i Ziemia; to jak­by miłosny romans Ziemi i Nieba.

            W chwili gdy umierasz, nic nie umiera; tylko innym, tym z zewnątrz wydaje się, że jest na odwrót. Ciało wraca do ziemi, aby odpocząć, a dusza wraca do nieba, aby odpocząć. Dojdzie jeszcze do wielu spotkań; ta historia będzie kontynuowana na miliony sposobów, nigdy się nie kończy.

          Lecz człowiek niekiedy za bardzo utożsamia się ze swoim obecnym ciałem, a to dobre nie jest. Jeśli ktoś zaczyna myśleć: „ja to ciało", wtedy życie staje się bardzo ciężkie. Nawet najmniej­sze sprawy przeszkadzają, najmniejszy ból jest wielkim pro­blemem: - drobne skaleczenie i już człowiek czuje się niespokojny, zdezorientowany.

         Potrzebny jest pewien dystans między tobą i ciałem. Dystans ten tworzy się dzięki świadomości, że nie jesteś ciałem, nie mo­żesz nim być. Jesteś świadomy ciała, więc ono jest przedmio­tem twojej świadomości, a cokolwiek jest przedmiotem twojej świadomości, nie może być samą świadomością. Świadomość obserwuje, doświadcza. To, co jest doświadczane, jest od niej oddzielne.

        Kiedy wiedza ta pogłębia się w tobie, smutki zaczynają zni­kać, wyparowywać. Wtedy ból i przyjemność upodobniają się do siebie, sukces i porażka odczuwane są tak samo, życie i śmierć przestają się od siebie różnić. Nie ma konieczności dokonywa­nia wyboru, żyje się w spokojnym poczuciu braku wyboru.

W ta­kim stanie czujesz, jak blisko przy tobie znajduje się Bóg. Tego poszukiwały wszystkie religie; tego spokoju wynikającego z bra­ku wyboru. W Indiach nazywamy to samadhi, w Japonii mówią na to satori, chrześcijańscy mistycy nazywają to ekstazą.

           Znaczenie słowa „ekstaza" jest bardzo ważne. Rdzeń te­go słowa oznacza „stać poza czymś". Stanie poza swoim własnym ciałem, świadomość oddzielności - oto znaczenie ekstazy. W chwili gdy ona się pojawia, ty stajesz się znowu częścią Utra­conego Raju.

PS. Na youtube jest taki film: - HOME, Ziemia S.O.S






poniedziałek, 15 marca 2021

Pożyć jak w bańce mydlanej

W takiej bańce wypuszczonej w słoneczny dzień, igrają kolorowe rozbłyski.

 





Przerabiałem swoją lekcję życiową, mając już nieco doświadczenia po dwudziestu latach pierwszego małżeństwa i ciężkim rozwodzie (dwanaście rozpraw): przydarzały się niby leniwe i radosne weekendowe śniadania w ogrodzie, lecz z każdą godziną wzmagała się nuta niepokoju, zbliżał się bowiem czas powrotu do domu. W poniedziałek trzeba znowu do pracy, a ja tak lubiłem ogród, kwiaty i rozumiałem ziemię. Kurcze – obowiązek powrotu do cywilizacji i pracy wywoływał skurcz w żołądku.

W duszy coraz silniej odzywała się tęsknota za Edenem utraconym, wolnością z dzieciństwa.


Pożyć sobie w rajskim ogrodzie, może nawet tak do syta? Utopia? Jednak marzyłem pamiętając, żeby marzeń nie odpuszczać. Bo azaliż porzekadło mówi: - wiary nie tracić i ducha nie gasić.

Pociągał mnie hedonizm? Tak! I to bardzo pociągał! Przecież ta filozofia jest słuszna i zbawienna, jej się trzymać trzeba, oraz to podstawowy objaw zdrowia psychicznego jednostki.

Jako że sprawy wydarzają się w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu, musiało upłynąć następne dwadzieścia lat drugiego małżeństwa, żeby marzenia o Edenie przyoblekły się w ciało.

I co?

I pstro!


Wszystko mija, ale jest jedna rzecz, która się zatrzymuje i trwa – to wspomnienia. Wspomnienia są jak fotografia. 

A ja jestem w nastroju przedwakacyjnym, przychylnie nastawiony do świata, do ludzi mniej przychylnie. Planuję pojechać, lub zawędrować tu i tam, przeglądam zdjęcia i szykuję wpis do bloga.

Czuję się zadowolony, a człowiek zadowolony ma jeszcze więcej tego, co już ma. Zadowolenie bowiem jest jak modlitwa dziękczynna, a stąd już całkiem niedaleko, może tylko rzut beretem do Olśnienia, Satori, Stanu Łaski, czy nazywaj to jak chcesz.

I takiego właśnie miłego nastroju życzę Czytelnikom z całego serca.



  

piątek, 8 lutego 2013

Satori sufich



Sufizm tworzy opowiadania, anegdoty, metafory, przypowieści, poezję. Jest delikatny, daje tylko przebłyski wglądu. On nie jest systemem, niczego nie tłumaczy, daje ci wolność. Tylko wskazuje to, co tajemnicze.
        Natomiast wszystkie systemy dążą do uczynienia nieznanego – znanym, niszczą   
        tajemnicę, niszczą cud.
Sufizm natomiast prowadzi od jednego cudu do innego, głęboko w bajkową krainę, daje tylko małe przebłyski wglądu.
    Sufickie opowiadania nie są filozoficzne. Są jedynie cichymi wskazówkami, szeptami. Sufizm nie krzyczy, tylko szepcze.
Zen jest anty-filozofią, sufizm unika skrajności, podąża Złotym Środkiem.
Zen to pełnia umysłu. Sufizm to pełnia serca.
Satori przebudzenia zen możemy nazwać „czujnością umysłu”.
Satori sufich to „czujność serca”.
Ścieżka suficka jest ścieżką kochanka
Ścieżka zen jest ścieżką samuraja, wojownika.
       I zen i sufizm używają opowiadań, ale mają one inny klimat. Opowiadanie zen jest absurdalne, jest nierozwiązywalną zagadką. Musi takie być, bo ma zniszczyć umysł, wstrząsnąć nim. Jest mieczem służącym do zabicia umysłu.
    Opowiadanie sufickie jest uwodzeniem, nie jest przekonywaniem. Taka jest ścieżka kochanka: bardzo delikatna, łagodna, kobieca.
Zen jest bardzo męski, sufizm jest kobiecy. Opowiadanie zen doprowadza do obłędu, tworzy nieznośny stan w umyśle – w ten sposób pomaga wykroczyć ponad umysł.
       Opowiadanie sufickie odurza. Powoli, nieuchronnie. Jest w tym opowiadaniu rytm, trzeba je sączyć, jak herbatę, ciesząc się nastrojem odprężenia.
       Sufizm nie jest światopoglądem – twoimi przekonaniami. Jeśli jesteś kurczowo uczepiony swoich przekonań, pozostajesz taki sam, nie zmieniasz się. Jesteś zatrzaśnięty.
Światopogląd jedynie dodaje ci wiedzy.
    Sufizm jest wizją, a wizja ciebie przemienia, zabiera ciebie na inne wysokości i w inne głębie życia.
   Sufizm nie jest filozofią. Nie tworzy teorii. Przecież dostępna jest rzeczywistość!
Filozofia istnieje kilka tysięcy lat, a nie rozwiązała ani jednego problemu. Ona sam stworzyła tych problemów jeszcze więcej.
     Jeśli możesz pić wodę, po co tworzyć teorie o wodzie? Jeśli możesz iść w słońcu, cieszyć się jego promieniami, na co tobie teoria? Nie szukaj prawdy na zewnątrz – przeżyj ją, ty jesteś prawdą. Sufizm pokazuje, jaka powinna być religia.
     Mówienie o Bogu jest bezcelowe – lepiej stwórz drabinę, która do niego prowadzi.
     Mówienie o raju to strata czasu, lepiej poznaj metody, dzięki którym odkryjesz  raj wewnątrz swego istnienia.
     Sufizm nie jest też religią. Nie ma kościoła, księgi, Biblii, Koranu, czy Wedy. Nie ma żadnej świętej księgi.
         Sufizm jest bardzo swobodną religijnością.
Zen walczy. Sufizm mówi: jesteś jednością z egzystencją – nie trzeba walczyć, nie trzeba przemocy. 
       Trzeba kochać, zaprzyjaźnić się. Nie rozbieraj egzystencji przy pomocy siły. Nie zmuszaj jej metodami naukowymi i logiką, aby ukazała swe serce….To jest zmuszanie, to jest przemoc, agresja, gwałt.
          Egzystencja czeka na twoje zbliżenie, czeka, aby odkryć swe serce. Egzystencja czeka, byś zakochał się w niej.
          Jeśli zakochasz się w egzystencji….ona się otworzy, ukaże ci swoje sekrety. Nie trzeba do niczego jej zmuszać, ona od dawna czeka, abyś się do niej zbliżył. Nie trzeba jej zmuszać do niczego, wystarczy, że zakochasz się w niej.

niedziela, 9 grudnia 2012

Władza



Nie szukaj władzy, nie tęsknij za nią. Nie próbuj władać-panować nad drugim człowiekiem, Jeśli go podporządkujesz…strzelisz sobie w oba kolana, nie w jedno!
Zrobisz sobie zastrzyk śmiertelny z fenolu w serce!
Nie narzucaj kierunku, nikogo do niczego nie przymuszaj. Masz prawo coś radzić, gdy ktoś ciebie poprosi o to.
Ale nie wcześniej!
A co ty możesz radzić , gdy jesteś po satori?
Satori to olśnienie. Powiedzmy językiem młodych: - jebnęło cię! To piorun, który oślepił i grzmot, który ogłuszył.
 I nie jest to miłość. Nie wiem co to jest. Chociaż…., wiem - to satori. Olśnienie.
Nie będziesz odtąd uważał się za lepszego od innych. Twoje ego osłabnie. Zrobi ci się lekko w środku.
             „ W brzuszku” , jak mówi mój zaprzyjaźniony przedszkolak. ( jego mama pozwala mi z nim rozmawiać, bo uważa, że mam na niego dobry wpływ, on mnie lubi, podobno go wyciszam, a ja….słucham go i uważam, że jest stworzony do celów wyższych, że jest na moim poziomie pojmowania świata. On ukończy 4 lata za 4 miesiące) Mama….słyszała coś o ADHD. To tak napiszę: wszystkie dzieci z ADHD są przysposabiane do” celów wyższych”.
Tak to czuję i odbieram. Z dziećmi z zespołem Downa jest….podobnie, chociaż nieco inaczej. W nich jest miłość!!! I to jaka! Te dzieci mają o jeden chromosom WIĘCEJ od nas "normalnych", A NIE MNIEJ. Pomyśl o tym!!!!!!
Mają Otwartość, której tobie brakuje! No idę spać.

Satori

Obliczanie swojego KIN-u. ( jak przyjadę - policzymy)
Taki cudny świat. Tacy przyjaźni ludzie. Warto żyć!
Co się wydarzyło? Coś napisałem do Kina 115 ( Czy policzyłeś swój KIN? Nie? To zrób to!) i odezwało się parę osób. Śmiałych - czyli pogodnych, dowcipnych, otwartych. Napisali: - " Ja też chcę daty za friko".
I wszyscy dostali daty za friko. Do kwietnia. Bo Kin 115 do grudnia 2013 dostanie.
Od świętego Mikołaja.
Teraz...szkatułka się zamknęła. Bo nie ma przypadków, wszystko jest w odpowiednim czasie. Nie przyspieszysz, ani nie opóźnisz. nie było ciebie przy komputerze. Ale szykuje się następny bonus.
         Wyjeżdżam właśnie do Jana Gabriela po to, żeby......dojść do domu Jana i Bożeny na piechotę od autobusu. Przepiękną drogą do góry. To taka pielgrzymka moja. Jest kilka kilometrów do przejścia. Ale to nie pokuta, żeby iść przez śnieg i las pod górę, tylko radość. W Polsce iść. Przez polski śnieg.
A zwykli Kowalscy licytują się Francją, Nową Zelandią, albo w jakiej restauracji byli. Nie słuchają drugiego, tylko nadają martwe rzeczy. Żeby swoją kupą drugiego przykryć. Swoją chorość przekazać takiemu samemu pojebańcowi. Ciągła licytacja.
                Tu  byłem, tam byłem, zimną wodą się poparzyłem.
A w Domu na Górze, Bożena robi placki. Jan nie wie, co traci. Albo wie, bo ma węch wyostrzony, i przez to staje jeszcze większym Jezusem.
                 Jadłeś prawdziwy placek w Domu na Górze? Kartofle puszyste ze skwarkami? i PRAWDZIWE MLEKO ZSIADŁE piłeś?
         Ludzie martwi są za życia.  Albo licytują się jakąś inną dupą z koprem. Co oni jeszcze wymyślą?
              Toleruję te choroby ego, te snobizmy, bo przez satori przeszedłem, czego też Wam życzę. Nawet obserwacja ludzi mnie chwilami bawi. A może z powodu...że mi bliżej niż dalej? Jestem przecież niedaleko końca swej drogi, może jeszcze 33 lata tylko. Wielu nie dociąga do 66 roku życia. I jeszcze w takiej formie jak ja. ( Ukłon dla moich wrogów: - jestem z kolejną kobietą "mojego życia", czyli jak to ujął jeden z nich - uwaga! Zbyszek zmienia kobiety, jak rękawiczki )
Zazdrościsz wrogu? idź w moje ślady......

Już niedługo pokażę skromne choinki Jana.......Najpierw je zobaczę, może za ubogie są i "nie wypada" pokazać. Takie skromne choinki...stajenka uboga...To może być Pokuta.

( Pytają kobitkę, która do Częstochowy idzie w pielgrzymce: -" Po co pani idzie? Odpowiedź: - Po kuta!"

Dla mnie Jan...jest Krishną, Buddą, Jezusem wcielonym, tak Go odbieram. On jest skromny, nie dba o popularność. Nawet więcej: on unika popularności. Jest pokorny.
Ale też jest inny. Pójdziesz w jego ślady? Nie będziesz jadł przez 10 lat? Spróbuj tego....
Właściwie to jest wszystko. Jan jest skromny. Pokorny. Ja.....tak  nie umiem. Może nie chcę. Jestem po przebłysku, po satori, po śmierci klinicznej, po kilku sytuacjach krańcowych - ostatecznych.( Tu domyślaj się, czytelniku, jakich....może ktoś bliski popełnia przy tobie samobójstwo? Jeśli twój ojciec, lub .....popełni przy Tobie samobójstwo, to jest sytuacja krańcowa?) a ja tak  nie umiem, jak Jan, może nie chcę. I jem kawałki zamordowanych zwierząt. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy.
            Jeśli kogoś skrzywdziłem po drodze - przepraszam.
Nie ma śmierci, jesteśmy nieśmiertelni. Dusza nigdy nie ginie. (Tylko politycy napominają się ciągle nie mów nigdy i zawsze) Ale my wiemy, że politycy to najniższy poziom. Ciężko chorzy ludzie. Chorzy na władzę. Ich trzeba leczyć. I tyle o politykach.
               Dusza nigdy nie ginie. Odrzuć lęk. Na luziczku bądź. Liczy się tylko Tu i Teraz.
 A więc: - Mając głęboko w dupie, co o mnie pomyślą ludzie z wpojoną tresurą społeczną, ludzie zniewoleni na własne życzenie, śpiący, dymający swoich, czyli zwykli Kowalscy, piszę ten tekst w pełnej radości wewnętrznej. Jest mi dobrze samemu ze sobą, nawet bardzo dobrze. Ja wręcz kocham się w sobie, czego i Wam - czytelnicy, życzę.
         Za kilka godzin będę jak koń pod górę. Para z nozdrzy. Las ośnieżony. Polski las. Cisza i mróz. Tylko moje kroki i oddech. A las odpoczywa teraz. Grzybów tyle wydał z siebie. Śnieg chrupie pod butami. To jakoś tak poniżej minus 7 się dzieje. Idę. Żyję. Jestem. Sobą jestem.
              Idę ....do suczki maleńkiej! Ona FiFi się nazywa. Kocham FiFi! I do mojej ukochanej pstrej kobyłki idę, która mnie kocha i ja ją kocham! Zobaczcie: suczka i koń. No, nie koń, kobyłka, albo koń - suczka. Ludzi nie wymieniam. I CI LUDZIE SIĘ NIE OBRAŻĄ!
Ludzie się nie obrażą, że wymieniam ich po braciach mniejszych, bo ci ludzie, SĄ NORMALNI, czyli w rozumieniu społecznej tresury (zobacz to wreszcie, co ci wpojono) - nienormalni.
Odwrócono Ciebie dupą do zadu! Pies dupą szczeka!
                     Nie zachowuję się poprawnie. Jestem anarchistą, burzycielem.



Nikt tego nie wie, jak ja kocham siebie
O sobie tylko śnię!
Nieważne dziewczyny, nieważne przyczyny
Ja po prostu kocham się
Na nikogo nie czekam, tylko sobie przyrzekam
Z sobą tylko być

Nigdy się nie pokłócę, nigdy się nie porzucę
Nie rozdzieli mnie nic
Nigdy z sobą się nie kłócę, nigdy siebie nie porzucę

Całe noce, całe dnie, ja po prostu kocham się
Całe noce, całe dnie, ja po prostu, ja po prostu kocham się

Każda dziewczyna ma swego chłopaka, a ja tylko siebie
I najlepiej się mam, sam ze sobą na sam
Ze sobą sam na sam
Swoje włosy uczeszę, jeszcze raz się pocieszę
Całusa sobie dam!
Nie rozdzieli mnie nic
Tylko z sobą chcę być, bo ja tylko siebie mam


Wszyscy udają, że kogoś szukają, znajdują tylko łzy
Jakiś czas się kochają, potem się porzucają
Nie umieją sami być
A ja jestem sam i dobrze się mam
O sobie tylko śnie!
Nieważne dziewczyny, nieważne przyczyny
Ja po prostu kocham się


Kto odpowie co to za słowa, dostanie bonusa. Gdy przyjadę z Domu na Górze. Domu Jana.
wtedy bonusy roześlę. Warunek: - podaj swój adres. Odkryj się. Nie bądź Anonimem.

PS. Poniedziałek. Śpicie! Jest 5 rano.
 Śpicie. A ja, z plecaczkiem maleńkim! W plecaczku piwo jest! Czyli na wspomagaczach ciągnę. Bo sama myśl, to wspomagacze są. I tu Ciebie dotyka....Kosmos!
...sama myśl! Z myśli wszystko się bierze. Może ma piwo, a może nie ma?.
Jak on to robi? Ja śpię a on nie śpi. Proste ma być. Jestem starszy. W 90 % starsi to zaraza. To jestem w tych 10 pozostałych procentach. I drugie: starsi krócej śpią. Tu jestem wśród tych, którzy tak mają. 

A więc poniedziałek. Idę pod górę. Bo to ta droga właśnie się liczy! Para z nozdrzy. Śnieg chrupie. Każda komórka mego ciała chłonie Tu i Teraz. Jest nie tylko pięknie, jest cudnie!
          Tu jest Polska właśnie: - tam, gdzie cudnie jest. Czekają na mnie bracia mniejsi i ludzie. Przywitają mnie z radością prawdziwą. Zwierzęta pierwsze mnie powitają! One na pół godziny wcześniej wiedzą. Telepatia.
Bo zwierzęta nie wiedzą, co to maska - udawanie RADOŚCI. Albo się cieszą, albo nie cieszą. Nie mają much w nosie. ( W zimie przeważnie much nie ma) Nie zapytają, czy mam dokument. Dla bolszewików papier był ważniejszy od człowieka.  Proste jest.
           Więc co jest cenne?. To, że idę. A mógłbym kimać. W ciepełku kimać. I puszczać bąki na partnerkę,  jak ty to robisz. ( do wroga mówię - on to odczyta, bo czyta ) I tyle o moim wrogu, szkoda dla niego miejsca tu. A partnerce wroga współczuję.

Lepiej pokażę jedną z  choinek w Domu na Górze...Albo nie pokażę jeszcze.

Krew pracuje. Wszystko pracuje. O nią tu chodzi. O krew. I pieniądze. One są jak krew. Powinny krążyć. I jeszcze ważne, żeby nie ustawać. Żeby się wspinać. Żeby chrupało pod nogami  w zimie. 
A w lecie, żeby był upał. Po upale, żeby był wysyp grzybów. I żeby iść i iść. Napić się ze źródła zimnego. Do celu się zbliżać. Do marzeń. Bo bez marzeń i celu.....dupa blada. Tylko techniki różne są. Popieram intencję. Pomyśl dobrze...i zapomnij.
Sam idę. Zawsze byłem sam, jestem i będę. Z tobą tak samo jest. To prawda ostateczna. Mnie powinno być z tą prawdą dobrze. I jest.
 Bo gdy ustaniesz. Jesteś cofnięty. O jeden ruch. Nie ma ciebie. Nie zaistniałeś jeszcze.
Wybiegłem przed orkiestrę? Nie - wyprzedziłem tylko nieco zdarzenia.

piątek, 7 grudnia 2012

Nic nie widać....

Na wykresie Wigu 20 nic specjalnego nie widać. Czy to fala B? Nie wiem. Może B. A o datach napiszę w przyszłym tygodniu, jak będzie coś widać.
    Jan Gabriel mieszka na górze. Jest widok z jego domu na sąsiednie góry. I to mi się podoba. Bo jak jest płaska okolica....to nic nie widać!
Myślałem, że Wig 20 spadnie po Zaporze październikowej ze 400 punktów. A tu trochę spadło tylko. I podniosło się znowu. Widocznie tak miało być. Kogut myślał o niedzieli.....Ale daty grają! I to mnie cieszy. Jak coś będzie widać - dam obrazek.
    Medytacja dynamiczna to podobno bomba jest! tak piszą znajomi. Mam już gotowy tekst, ale w tym tygodniu starczy przynudzania. Ja tej medytacji nie robiłem, z prostego powodu: gdy o niej przeczytałem, byłem już po satori. Jedno tylko ćwiczenie robiłem. Gilotyna. Pisałem o tym ćwiczeniu. I udało się. Osho twierdzi, że satori to tylko przebłysk jest. No, dla mnie to olśnienie, a to tylko przebłysk ma być?
          Z mego dziadka, który był w Reichswehrze jestem dumny, bo to mój dziadek! Ja go nie znałem. Tylko z opowieści ojca. No...nieprawda. Spotkałem dziadka, gdy byłem "w niebie", w śmierci klinicznej.
Dziadek powtarzał mojemu ojcu: - "Jeśli ktoś mówi, że się nie boi - kłamie. Każdy się boi. Jeden mniej, drugi więcej. Ja też się bałem, ale potrafiłem ten mój strach ogarnąć." 
     To odnosi się do wszystkich aspektów życia. Do giełdy też.
Dziadek był w drużynie chemicznej pod Ypres ( I wojna ) Jako Niemiec, bo pochodził z Breslau. Niemcy puścili gaz na Francuzów. Dziadek odkręcał zawory w butlach. Ale zmienił się wiatr, powiało gazem na Niemców. A na Ziemi Niczyjej ( to taki kawałek ziemi w wojnie stacjonarnej pomiędzy walczącymi) upadł w ucieczce kolega dziadka. Ranny był. Przy tej samej ulicy mieszkali. Dziadek w masce  poszedł po niego.
                        Wybuch-błysk-cisza- bębenki wysiadły-dym - dół -woda po pas- wyskocz-błysk-cisza dzwoni - ciemność- do przodu -błysk-padnij-ostry zapach trotylu-błysk-wstań........
I dziadek przyniósł na plecach kolegę z Ziemi Niczyjej. To tylko było 500 metrów w jedną stronę.
    Mówił potem do mego ojca: - "Jak będziesz chciał dostać żelazny krzyż, powiem ci, gdzie one rosną - na Ziemi Niczyjej".
Dziadek robił swoje. Był koleżeński. A wojna okropna jest.
To z przeszłości jeszcze ostatnie pażdziernikowe grzyby. Podgrzybki i koźlaki. Podgrzybki nazywam twardzioszkami, piękne one są! Był wysyp w tym roku! 
I limeryki raz jeszcze ( nie nudzą was jeszcze?)



 Dziewczynę w Zjednoczonych Stanach
Uwieść - to cel pewnego pana.
Spojrzał jej w oczy
I aż podskoczył,
Bo znikła. Omam? Fatamorgana?

A z tym limerykiem spóźniłem się, bo Kadafi już nie żyje.



Globtroter jeden raz w Namibii
Chuja do ściany gwoździem przybił
Z powrotem trafić
Chciał, bo Kadafi
Groził, że go oślepi w Libii.




Pewnego zacnego lorda
Swędziała nad wyraz morda
Przez co wpadł w taki zapał,
Że bez przerwy się drapał
Przy pomocy kluczyków od Forda  ( Ewa Sz.)

Ponieważ ważne jest Tu i Teraz, pokazuję powiększoną kolekcję piór. Doszło anielskie pióro.
Miłych imprez weekendowych życzę!