Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alan Turing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alan Turing. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 listopada 2022

Georg Riemann

Ciąg dalszy opowieści o Pięknych Umysłach, bez których nie byłoby fizyki kwantowej.

Nowa geometria narodziła się 10 czerwca 1854 roku, to wtedy podczas słynnego wykładu habilitacyjnego na Uniwersytecie w Getyndze, Georg Riemann przedstawił teorię wyższych wymiarów. Ten wykład był jak odsłonięcie kotar i otwarcie okien w ciemnym i niewietrzonym pokoju, gdy na zewnątrz świeci wiosenne słońce. Riemann objawił światu oszałamiające własności  wielowymiarowej przestrzeni.

        Jego wyjątkowo elegancki esej O Nowych Hipotezach, obalił filary klasycznej geometrii, a opierały się one atakom sceptyków przez całe dwa tysiące lat. Rozpadła się stara geometria Euklidesa, w której wszystkie figury są dwu – lub trójwymiarowe. Na jej miejsce triumfalnie wkroczyła geometria riemannowska. W ciągu trzech dziesięcioleci, tajemniczy czwarty wymiar wywierał wpływ na  sztukę, filozofię i literaturę w Europie. 

Po sześćdziesięciu latach od słynnego wykładu RiemannaAlbert Einstein użył czterowymiarowej geometrii riemannowskiej do wyjaśnienia jak powstał Wszechświat i jak przebiegała jego ewolucja. 

Po stu latach od wykładu w Getyndze powstało sławne dzieło Salvadora Dali - Corpus Hipercubus. Olejny obraz przedstawiający Chrystusa na siatce hipersześcianu - na czterowymiarowym krzyżu.





Wreszcie po 130. latach od odkrycia Riemanna, naukowcy zabrali się za tworzenie Teorii Wszystkiego – rozpoczęły się próby połączenia wszystkich  praw fizycznych Wszechświata przy użyciu  dziesięciowymiarowej geometrii. Sednem pracy Riemanna było odkrycie, że prawa fizyki stają się prostsze w przestrzeni wielowymiarowej.

Wszystko co dobre jest proste.

Fizyk kwantowy, a jednocześnie popularyzator wiedzy Michio Kaku nazywa Riemanna geniuszem wśród ubóstwa.

          Otóż Riemann był niemal patologicznie nieśmiały i cierpiał na powtarzające się załamania nerwowe. Z przykładu Alana Turinga wiemy już, że matematyczni geniusze mocno odstawali ze zdrowiem (krótkie życie) od przeciętnej statystycznej, a swoimi zwyczajami od tak zwanych norm społecznych. To odstawanie od norm społecznych jest właściwie ich przywilejem, czy też znacznikiem, ponieważ logika, tudzież poziom wibracji Pięknych Umysłów ma się nijak do rozumowanie tłumu.

       Riemann chorował na gruźlicę, częstą przypadłość uczonych, borykających się z biedą. Jego osobowość i temperament w żaden sposób nie współgrały z tą zapierającą dech śmiałością, rozmachem i wielką pewnością siebie, typową dla jego prac.

Urodził się w Hanowerze, jako drugie z sześciorga dzieci ubogiego luterańskiego pastora. Większość z braci i sióstr Riemanna zmarło wcześnie z niedożywienia. Z tego samego powodu, gdy był jeszcze mały, zmarła jego matka.

      Już w bardzo młodym wieku Riemann wykazywał swoje słynne cechy: - fantastyczną umiejętność liczenia, oraz łagodność i ogromny strach przed wypowiadaniem się w szerszym gronie. Ten wyjątkowo nieśmiały chłopiec był obiektem okrutnych żartów w szkole. Szkolni koledzy mocno mu dokuczali. Dlatego skrył się całkowicie w świecie matematyki (vide Alan Turing).

      Pragnąc zadowolić ojca, rozpoczął studia teologiczne.

Tylko rozpoczął, bo wyobraźmy sobie małomównego młodzieńca, któremu panika przed publicznym występem całkowicie mąci rozum, gdy wygłasza ogniste, pełne pasji kazania, walcząc zaciekle z grzechem i diabłem. Żmudnie studiował biblię, ale myśli uciekały mu co chwila do matematyki. W końcu wpadł na pomysł, aby przeprowadzić matematyczny dowód poprawności Księgi Rodzaju. I ten dowód przeprowadził!

Patrzył na otrzymany matematyczny wynik i był mocno zmieszany. A nawet nie tylko zmieszany, ale i wstrząśnięty! Zamiast poprawności wyniku, wyszła bowiem kicha, oceniając rzecz dyplomatycznie! Dzięki matematyce Riemann szybko się zorientował, że:

- Po pierwsze primo coś jest nie halo z Księgą Rodzaju.

- Po drugie primo mocno przewyższa wiedzą swoich nauczycieli.

       Przełom, a właściwie oświecenie nastąpiło, gdy dyrektor szkoły podsunął mu książkę Teoria Liczb - Legendre'a. A jest to wielkie, liczące 859 stron arcydzieło, najbardziej na świecie zaawansowany traktat o liczbach. Riemann pochłonął książkę w sześć dni!

     Kiedy dyrektor szkoły zapytał go, jak dużo już przeczytał, młody pasjonat odpowiedział: - Przeczytałem i opanowałem ją całą. To wspaniała książka!

Dyrektor nie dowierzał. Sam czytał książkę od dwóch lat, co szło mu ciężko, dlatego dopiero po kilku następnych miesiącach potrafił zadać Riemannowi kilka skomplikowanych pytań z teorii liczb, na które uzyskał natychmiastową, bezbłędną odpowiedź.

     Przekonany już do talentu młodzieńca, zawiadomił o sprawie jego ojca. Wspólnie uradzili, że trzeba dziewiętnastolatka wysłać na renomowany Uniwersytet w Getyndze. To tam Riemann poznał Carla Gaussa – księcia matematyków, jednego z największych matematyków swoich czasów. Tak więc Riemann znalazł się tam, gdzie powinien był się znaleźć, jednak jego życie polegało na ciągłej serii zahamowań i problemów, przezwyciężanych z najwyższym trudem, kosztem coraz bardziej wątłego zdrowia.                  

Wyglądało to tak, jakby Los celowo rzucał pod nogi Georga kolejne kłody, by sprawdzić, czy on wytrzyma. Po każdym triumfie następowała tragedia i klęska. W końcu wydawało się, że sprawy uległy wygładzeniu - Riemann zaczął regularne indywidualne studia po kierunkiem Gaussa. Tu jednak znowu odezwał się przekorny Los, tym razem chodziło o rewolucję, która wybuchła w Niemczech.

Robotnicy żyjący w nieludzkich warunkach powstali przeciwko rządowi i chwycili za broń w wielu niemieckich miastach. Demonstracje i zamieszki stały się inspiracją dla innego Niemca, Karola Marksa i wywarły głęboki wpływ na ruchy rewolucyjne w całej Europie w ciągu następnego cyklu 52. lat.

CDN

czwartek, 13 października 2022

Piękne umysły

 


Określenie piękny umysł kojarzy mi się z filmem z 2001 roku. To przejmująca opowieść o geniuszu matematycznym Johnie Nashu, grana wspaniale przez Russela Crowe'a. Wzruszony filmem, określenie to rezerwuję subiektywnie dla jednostek wybitnych. 

O pięknym umyśle Alana Turinga było.

Dziś Albert Einstein - czyli proste pytania.

Einsteinowi udało się sprzęgnąć światło z czasem, czas z przestrzenią, energię z materią, materię z przestrzenią, a przestrzeń z grawitacją.

Pod koniec życia pracował wciąż nad znalezieniem związku pomiędzy grawitacją a siłami elektromagnetycznymi. Zwykle chodził w starym, znoszonym i wyciągniętym swetrze, w bamboszach, bez skarpetek, gdy wyjaśniał innym naukowcom w Sali Senackiej Cambridge, jakiego to związku poszukuje i w jaki mur przeszkód wali głową.

     Sweter, bambosze, niechęć do szelek i skarpetek – nic z tego nie było na pokaz. Kiedy spoglądało się na Einsteina, przychodziła na myśl sentencja Blak’ea „Przeklnij zapięcia, pobłogosław rozluźnienie”.

Nie przejmował się wcale światowym rozgłosem, konwenansami, konformizmem wobec otoczenia. Nienawidził wojny, okrucieństwa, hipokryzji, a przede wszystkim dogmatów, do których czuł odrazę.

       Odmówił przyjęcia prezydentury Izraela, albowiem – jak tłumaczył – nie ma głowy do spraw ludzkich. Nie było to wygórowane kryterium, gdyby jednak rzeczywiście obowiązywało prezydentów, niewielu z nich by się ostało.

     Zarówno Newton, jak i Einstein kroczyli jak bogowie. Z tym, że Newton wydaje się być ze Starego Testamentu, natomiast Einstein pasuje do Nowego. Pełen człowieczeństwa, współczucia i sympatii dla ludzi (mądrych). Przyrodę uznawał za bóstwo i tak właśnie o niej mówił. Natomiast o Bogu: - „Bóg nie gra w kości”. Tudzież : - Bóg nie jest złośliwy.

Nie wytrzymał słuchania tych sentencji jego przyjaciel Niels Bohr i kiedyś powiedział: - proszę nie podpowiadać Bogu, co ma czynić.

Einstein umiał zadawać proste pytania. Jego życie i praca wskazują, że na proste pytania uzyskuje się proste odpowiedzi. A to tak, jakby słyszeć głos Boga.




















środa, 24 lutego 2021

Rowerowe refleksje

 Koniec września. Rowerem do lasu, ale najpierw metro.


O świcie w lesie mgły.


Drugi wysyp borowików dobiega końca, teraz trzeba poczekać na pojawienie się młodych podgrzybków, takich akurat do marynaty. Jest jesiennie, oraz dość sucho, dlatego nieliczne stare podgrzybki mają spękane kapelusze.










Rowerem po lesie ze zdjęć jeździłem tylko raz, ponieważ w tym lesie jest nierówno - za dużo korzeni na ścieżkach. Zdecydowanie wygodniej jest jechać po równym. I dlatego następnego dnia grzyby się suszą, a ja wychodzę pojeździć po równym. Rzut oka na stojący przed domem rower japoński marki
SamaRama i już pruję przez Ogród Saski.


Mijam fontannę, żołnierzy stojących na warcie przy Grobie Nieznanego Żołnierza i wpadam na ten sławny równy plac. Sławny, bo tyle razy zmieniał nazwę. Piłsudskiego, Hitler Platz, Zwycięstwa i znowu Piłsudskiego. Jeśli płyty na placu układało wojsko, to trzeba z czystym sumieniem stwierdzić, że polskie wojsko do układania płyt się nadaje, bo kładą równo.




Teraz kółka. Od lewa do prawa. Plac zajęty częściowo przez jakąś pisiorską wystawę plakatów. Można ją okrążyć robiąc koło. Potem aż do smoleńskiego grzdyla i powrót. Jeszcze kółko i jeszcze. Następnie ósemki po pustym placu.

Jaki mam rower? Niebieski. A dokładniej to niebieską damkę. Czemu damkę? To było podwójne Wu-wei – dostałem ją w prezencie, a gdy dają – bierz, bo inaczej obrazisz darczyńcę. Po drugie primo rower ma napis Turing.



Jak czytelnicy wiedzą, przypadków nie ma, Alana Turinga bardzo cenię i kiedy zobaczyłem ten napis, wiedziałem, że powinienem się ucieszyć, co też niezwłocznie zrobiłem.                    

Jakie cechy niezbędne powinien mieć pojazd? Być tani w eksploatacji i jeździć.                                                                      

Znowu przejeżdżam obok żołnierzy, którzy jak zwykle zerkają na tego, który jeździ, bo oni muszą stać. Fontanna i wio do końca alejki do tej tablicy, która głosi, że wygraliśmy, tylko sześć milionów zginęło. 



                                                                              

Jeszcze raz powrót na plac – kółka, ósemki i dziękujemy panu – wracam.             Miło jeździć rowerem po równym.

środa, 22 stycznia 2020

Rozmowa z Alanem Turingiem


Dowód Turinga, złamanie szyfru Enigmy.


 Logika Alana była zatapiająca.
Jako klasyczny geniusz wyraźnie odstawał od sposobu myślenia bliźnich. Z powodu inności myślenia uratował miliony. Maszyna Turinga skróciła bowiem wojnę o dwa lata. Anglia podziękowała swemu bohaterowi skutecznym zaszczuciem. 
Zmarł w wieku 42 lat.



" - Jak pan myśli, do jakich jeszcze osiągnięć zdolny jest człowiek?
Alan Turing: - Człowiek jest przede wszystkim zdolny do każdej niegodziwości.
         Dlatego jestem spokojny o przyszłość Ziemi.
Sztuczna inteligencja (AI), którą już tworzymy, najpierw wyeliminuje czynnik ludzki z procesów produkcyjnych do 90%. Potem poczeka na odpowiedni moment i załatwi sprawę do końca....
Załatwi w taki lub inny, lecz zawsze bezwzględny, zaskakujący sposób".


Czy możliwe są inne scenariusze? Jak najbardziej!
Przeludnienie staje się niebezpieczne dla Ziemi, a to przecież żywa istota i może się bronić (albo musi), a więc: - wojna, zaraza, przebiegunowanie-fikołek Ziemi, katastrofa klimatyczna, kosmiczna, bunt Sztucznej Inteligencji (Przepowiednia z Tybetu), inne (niepotrzebne skreślić).

Ginie ludzkość.
Nie po raz pierwszy owa ginie.
Wszak według świętych ksiąg żyjemy już w kolejnym, czwartym, piątym świecie.

Ludzkość ginie, lecz gdzieś... jakoś.... garstce udaje się przetrwać. 
Kolejny Noe i cykl się powtarza.
Tu pytanie retoryczne: - ile razy powinien  (ma, musi, potrzebuje) powtórzyć się cykl, aby człowiek jako KORONA STWORZENIA  nabrał rozumu?


poniedziałek, 25 lutego 2019

Sześć prostych liczb

Odwieczne pytanie brzmi: - Czy przyszłość jest wykuta w skale, czy zasłonięta tylko jakby mgłą, lub w ogóle niepoznawalna?
Natomiast właściwa odpowiedź brzmi tak: - Nigdy nie poznamy znaczenia Odpowiedzi, jeśli nie postawimy Właściwego Pytania.
        A to prowadzi nas wprost do sacrum.
Wyścig Czerwonej Królowej trwa w najlepsze - ludzkość ewoluuje, bo przecież nic nie trwa wiecznie, a kto się nie zmienia, ten przegrywa.

Oto religia narzucona siłą, w dużej części świata stopniowo zamiera.
Społeczeństwa europejskie sięgają do swych korzeni - religii Celtów, Druidów, Słowian, religii Natury, albo nie sięgają nigdzie i dobrze im z tym.
       Każdy z nas, czasem ulotnie, a niekiedy często ma przeczucie, że pod powierzchnią, na jakimś głębszym poziomie Rzeczy Nie Są Takie Jak Nam Się Wydaje.

Nowożytna wszędobylska manipulacja – wynalazek kościelno-polityczny, miesza ludziom w głowach.
    Miliony wierzą nawet do dziś, że lądowanie człowieka na Księżycu zostało sfingowane, że Ameryka wydała miliardy dolarów, aby przekonać społeczeństwa iż to ona wygrała wyścig z Rosją.
Musiało minąć trzydzieści lat, żeby uznać życie pozaziemskie za rzecz najzupełniej normalną. Tak z trudnością przebija się prawda, skrzętnie ukrywana przez decydentów.
        I nie chodzi tu o obecność Obcych na Księżycu, lecz na przykład wiedzę, że pod zamarzniętą powierzchnią Europy, podobnego do śniegowej kuli księżyca Jowisza, znajduje się ogromny ocean, a w jego czarnej otchłani być może kryją się niewyobrażalne bestie.
Carl Sagan - znany kosmolog i popularyzator nauki, ostrzegał przed szowinizmem, który zakłada, że obce istoty muszą w zasadniczy sposób przypominać formy ziemskie.
       Od lat osiemdziesiątych program SETI – poszukiwania pozaziemskiej inteligencji – skanuje niebo w celu wykrywania sygnałów emitowanych przez obce cywilizacje.
Są na tym polu spektakularne osiągnięcia, o których dowiadujemy się z „przecieków informacyjnych”.
          Należy dodać: - kontrolowanych przecieków.
Bo naiwnością byłoby sądzić, że decydenci podzielą się swą pełną wiedzą ze społeczeństwem.
W tym miejscu odsyłam Czytelników do wykładów fizyka kwantowego Nassima Harameina.

Przyszłość można nie tylko podglądać, ale i ją kreować.
To dzieje się przecież na naszych oczach przy pomocy niewidzialnej komunikacyjnej sieci pajęczej oplatającej Ziemię – internetu.
Od tej sieci w coraz większym stopniu zależy funkcjonowanie naszej cywilizacji. 
Ta sieć uzależnia.
Starsi, na szczęście w coraz mniejszej części (bo powoli wymierają) uzależnieni są od sieci kościelnej, młodzi zapatrzyli się w internet.

Rybak wypłynął na połów i zarzucił sieć.
Odczekał odpowiednią chwilę.
Zaczyna ciągnąć, a sieć ani drgnie.
Zdziwił się - Co jest?.
Naraz głos z nieba: - sieć chwilowo niedostępna!

Pisałem o poszukiwaniach czynionych przez genialnych fizyków i matematyków, następców Alana Turinga, którzy twierdzą, że nasza rzeczywistość jest tylko zaawansowanym (boskim?) programem komputerowym, który da się zapisać w kilku linijkach.
        Ta myśl została przez wielu potraktowana co najmniej z niedowierzaniem.
A przecież już w 1999 roku, nie kto inny, lecz sam brytyjski astronom królewski napisał, że Wszechświat sprowadza się do sześciu prostych liczb!

Komputery klasyczne, związane z nimi prawo Moore'a, miniaturyzacja, tudzież testowane już komputery kwantowe zbliżają ludzkość do chwili uzyskania Pytania. Tu dwie możliwości:
- Albo pojawi się Pytanie, a wraz z nim natychmiastowa Odpowiedź.
- Albo wcześniej zniszczymy sami siebie.

poniedziałek, 18 lutego 2019

Kwantowe dziwy

Stare schematy rozumowania jaskrawo objawiają się w fascynujących rozważaniach o nowoczesnej kosmologii z jej kwantowymi dziwami.

Przecież każde dziecko obdarzone dostateczną wyobraźnią interesowało się kiedyś, co jest w zamkniętym pokoju w domu dziadka, co na strychu, lub w starej walizce, a po osiągnięciu wieku dojrzałego – jak to jest z tą alternatywną rzeczywistością.
        Bo przecież idea, że gdzieś w pobliżu nas jest inny, widmowy świat, intryguje i rozpala wyobraźnię. To w tych fantastycznych rejonach znajduje się klucz do rozwiązania zagadki najbardziej dziwacznych i niepojętych zakamarków świata, w którym przyszło nam żyć.
     Świat kwantów zaludniają cząstki, które przetrwały od początku istnienia Wszechświata, a także takie, które rodzą się i znikają w drobnym ułamku bieżącej sekundy.
W tym świecie elektrony i inne cząstki nie są odrębnymi bytami, lecz stanowią rozmyte funkcje falowe, które mogą być tak duże, jak cały Wszechświat, lub tak małe, że bilion może się zmieścić na ostrzu igły.
    Mogą także znajdować się w dwóch miejscach równocześnie, lecz wystarczy na nie spojrzeć, aby zmienić ich stan w zasadniczy, a jednocześnie niepojęty sposób.

Są rzeczy niepojęte, jak mówi pismo święte”.

Świat kwantów to drzwi do alternatywnej rzeczywistości, w której lądowanie w Normandii skończyło się klęską, a Hitler wygrał wojnę światową.
W której maszyna Alana Turinga nie złamała szyfru Enigmy – przecież od porażki dzielił angielskiego geniusza tylko włos.

Po otwarciu tych drzwi możemy się dowiedzieć, czy nasze życie jest zdeterminowane – czy żyjemy w Newtonowskim „świecie bilardowych kul” - a mechanika kwantowa sprawia, że każdy zakręt i zwrot w naszej przyszłości jest przewidywalny i to z nieskończoną precyzją.
Przecież otacza nas koincydencja i synchroniczność.
Przykładem bieżące sprawy w Polsce.
Gazetowe tytuły: - Austriacki biznesmen oszukany.

Oto w Warszawie miał stanąć dwustumetrowy budynek-wieża.
Na razie nie stanie. Dlaczego?
Niniejszym zasygnalizuję inną przyczynę, niż ta popularna.

Wieża nie stanie, ponieważ teren przygotowywany dla inwestycji przy ul. Srebrnej ma nr.16.
Szesnasta karta Wielkich Arkanów Tarota to wieża.
Jak dokładnie wygląda ta karta? Zobacz Czytelniku sam.
Wieża się przewraca, spadają z niej ludziki.
Wszystkie karty Tarota są magiczne.
Natomiast Wielkie Arkana są magiczne szczególnie.

Wracamy do kwantowych dziwów - rozmawiam o trasie szybkiego ruchu w hiperprzestrzeni.

- Wszystko, co znajduje się na jej prostej – twierdzi mój rozmówca – musi być usunięte. Także planety.

A ja nie zgadzam się z rozmówcą, gdyż po pierwsze primo twierdzę, że hiperprzestrzeń jest przenikliwa i niczego nie trzeba usuwać. A w ogóle cóż my wiemy o hiperprzestrzeni?
       Z pewnością wiemy tylko tyle, że ona jest.
Natomiast sam pomysł usuwania planet, to krańcowa arogancja i barbarzyństwo, już nie wystarcza nam, że jesteśmy największymi szkodnikami na Ziemi, pycha gna nas w kosmos.

Na koniec mój rozmówca snuje opowieść o statku kosmicznym, który przemieszcza się przez eony lat, a ludzie na pokładzie są w stanie hibernacji.
      Automat budzi załogę na krótkie okresy raz na tysiąclecie, tylko po to, aby inne automaty zaserwowały delikatnie pobudzające drinki.
Atmosfera na pokładzie jest jeszcze lekko senna, ale oscyluje i zbliża się do klimatów, które towarzyszą nam w piątek zaraz po pracy.
- Toż to czysty hedonizm! – zauważam.
Dążenie do takiego chwalebnego skądinąd stanu było także moim priorytetem, urzeczywistnionym azaliż dopiero po osiągnięciu statusu rozwodnika.


poniedziałek, 21 stycznia 2019

Wszystko się zmienia

Albo względność czasu, czyli rzeczy dziejące się migiem.

W swojej książce Matemagical Themas – Douglas Hofstandter opisuje, jak w latach czterdziestych XX wieku dziesięcioosobowy zespół Nicholasa Fattu mozolił się przez dziesięć miesięcy, aby rozwiązać skomplikowany problem matematyczny.
        I tu właśnie pojawia się termin „względność czasu”, bowiem z jednej strony dziesięć miesięcy obliczeń wydaje się okresem długim, natomiast jest to mgnienie wobec Skali Wieczności.
Niektórzy z Czytelników oglądali film o Alanie Thuringu i jego maszynie, która pomogła pokonać nazistów.
    Thuring oparł się na pracach polskich matematyków starających się przed wojną rozpracować niemiecką maszynę szyfrującą „Enigma”.
Wielomiesięczna żmudna praca, pod kierunkiem człowieka, który wierzył w siebie. Wierzył, jednak nie ominęły go kilkakrotne zwątpienia w to, co robi. A końcowy sukces jest nietypowy, bo rzecz była tajna przez następne 50 lat.
Alan Thuring - geniusz. 
Geniusze często są nietypowi, dlatego nietypowy sukces.

Od sukcesu zespołu Fattu minęło dwadzieścia lat i teraz kierownik zespołu samodzielnie spróbował rozwiązać problem posługując się wynalazkiem Alana Thuringa.
     Zadanie wykonał w 20 minut dzięki komputerowi wielkości pokoju ( w tym czasie odkrył także błędy w swoich pierwotnych obliczeniach).
Dzisiaj rozwiązanie można uzyskać jeszcze dokładniej i szybciej, bo w mniej niż jedną sekundę, przy pomocy zwykłego laptopa.

Co jednak dokładnie dzieje się w takiej sekundzie?
Co byśmy odkryli, zwalniając czas tak, by podglądać wydarzenia, które dzieją się niemal natychmiast?

Jesteśmy w stanie widzieć obrazy zmieniające się w tempie dziesięciu na sekundę. 
Podobnie jest z naszym zmysłem słuchu.
Ale wystarczy lekko przyspieszyć film lub melodię i dzieje się coś dziwnego – nasz mózg łączy doznania, tworząc amalgamat, nowe doświadczenie, inne niż suma jego części składowych.
 
W ciągu jednej dziesiątej sekundy koliber machnie skrzydełkami 7 razy, co nasze uszy odbiorą jako szum, stąd angielska nazwa kolibra – hummingbirdszumiący ptaszek.
W ciągu jednej dziesiątej sekundy struna zadrży 44 razy a nasze ucho usłyszy dźwięk A (czterdziesty dziewiąty klawisz fortepianu)

Wszystko mija, zmieniają się pory roku. Bieszczady, góra 686.


niedziela, 30 kwietnia 2017

Maszyna Turinga


Nieobliczalność

Odpowiedź na pytanie, co komputery potrafią obliczyć, a czego nie potrafią, stanowiła z kolei obsesję angielskiego matematyka Alana Turinga.
        W czasie drugiej wojny światowej, Turing pracował w supertajnym ośrodku wywiadowczym Bletchley Park, gdzie między innymi złamano szyfry Enigma oraz Fish, którymi hitlerowcy szyfrowali swoje komunikaty radiowe.
        Informacje, które pozyskiwano dzięki złamaniu tych szyfrów, pozwoliły zmniejszyć straty i skrócić wojnę, według niektórych historyków, nawet o dwa lata.
      
               Colossus

Sukces Turinga i jego kolegów polegał w znacznym stopniu na zastosowaniu urządzenia pod nazwą Colossus, które było pierwszym programowalnym elektronicznym komputerem.
        Pod koniec wojny, w Bletchley Park działało co najmniej dziesięć takich maszyn.
Nazwisko Turing kojarzy się jednak głównie z pojęciem maszyna Turinga, oraz pracami, które wykonywał jeszcze przed wojną, a które dotyczyły możliwości i ograniczeń komputerów.
         
W latach trzydziestych było to urządzenie nie z tej ziemi, dziś maszyną Turinga jest każdy komputer.
Można powiedzieć, że Alan Turing był wynalazcą komputera ogólnego zastosowania, które swą niezrównaną wszechstronność zawdzięcza nieskończonej elastyczności oprogramowania.
       Genialne odkrycie Turinga polegało na spostrzeżeniu, że w ostatecznym rozrachunku wszystko co robi komputer to żonglowanie symbolami.
Komputer jest karmiony jedną sekwencją symboli, po czym wypluwa inną sekwencję symboli, która zależy od aktualnie działającego programu.
I to wszystko.

Turinga interesowało, czego komputer policzyć nie może. Niemal natychmiast natknął się na takie zadanie, które na dodatek okazało się niezwykle proste.

        Problem stopu

Niemożliwe zadanie polegało na tym, aby sprawdzić, kiedy jakikolwiek program komputerowy się zatrzyma.
Dzisiejsi programiści wiedzą, że komputer czasami się zapętla, wykonuje w kółko ten sam zestaw instrukcji.
       Najprostszy sposób sprawdzenia polega na uruchomieniu komputera i obserwacji, kiedy się zatrzyma.
Jest to proste zadanie, jeżeli komputer zatrzyma się po minucie, godzinie, albo nawet po roku.
Ale co będzie, jeśli program zatrzyma się dopiero po tysiącu, albo milionie lat?
Nikt nie będzie czekał tak długo.

A więc proste zadanie, ale żaden komputer nie jest w stanie go obliczyć.