Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Synchroniczność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Synchroniczność. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 kwietnia 2023

Palindromowo

 


Palindrom liczbowy: -1001. Ta liczba czytana wprzód i wspak jest identyczna. W tym przypadku dodatkowo otwiera się komunikacyjne łącze kodu binarnego.

       Stosuję nieraz taki sposób publikowania postów, gdy czekam aż nadejdzie palindromowa godzina i minuta, czytana wspak i wprzód tak samo.

Źródło było na początku, ale mogło także być na końcu.

 

Podobnie jest z palindromami słownymi, które się czyta tak samo w dwie strony, od początku do końca i odwrotnie.

Tu przytoczę dwa palindromy według Stachury.

 

Kobyła ma mały bok

I co idioci

 

Jak pisał Sted, te polskie palindromy „Nie mają jednak tej nośności, tej lotności, co palindrom Artura Cantu, zwany Tigre berido – Raniony tygrys, który leci gdzieś daleko, bardzo daleko, a wracając niby tą samą trasą staje się bogatszy, bo wydaje się, że niesie jakiś zwiewny przedziwny powiew zaświatów, zwiewny przedziwny posmak niesłychanych poematów.

Palindrom wydaje się kluczem do wielkiej tajemnicy. Tak to wygląda”.

 

Sana tigre vas a correr rocas a ver gitanas

Fotografię banknotu z palindromowym numerem przysłał mój przyjaciel Krzysztof.


Generalnie dbam o to, aby wpisy ukazywały się w wybranych godzinach i minutach synchronicznych, zwanych też anielskimi. Albo trzymam się kabalistycznej liczby 13 oznaczającej miłość, czy też pilnuję, by suma godzin i minut była liczbą 26 – podwójną miłością.

 Azaliż ogólnie diagnozuję już u siebie cenny, tudzież niezwykle miły stan luzika zwanego nastrojem przedwakacyjnym.


niedziela, 31 maja 2020

Ktoś zapala światło


Na Początku nie było Nic.
I Bóg rzekł: - Niech stanie się światło!
I stało się światło.                                                                                                     
Dalej nie było Nic, ale było to o wiele lepiej widać.

Miałem się odezwać w pierwszych dniach czerwca, atoli czynniki zewnętrzne spowodowały przyspieszenie.  
Jeśli coś działa wolniej, to coś innego powinno działać szybciej i w ten sposób bilans wypada na zero.
Jest czas siewu i czas zbiorów - czytaj: - cykliczność, a więc jak co roku zbliża się czas wakacji i żadna ściema wirusowa temu nie przeszkodzi. 
Za kilka dni pożegnam się do jesieni z Czytelnikami bloga. Aż do pory po grzybach. Nie dajmy się zdominować sieczce wiadomości pozornych z telewizora, czy netu, czyli dezinformacji, bo o naszym nastroju powinno decydować tylko wnętrze, miłość lub pogoda.

                   Odkrycie Petera Hentschela.

Historia ludzkości jest nieprzerwanym pasmem odkryć i wynalazków. 
Człowiek nie przestaje się dziwić. 
Jednym z takich zadziwionych ludzi jest inżynier Peter Hentschel Drezna. Cechuje go cierpliwość i chłodny analityczny umysł. Przed laty spędził kilka miesięcy w Toskanii. Jako że był geodetą, zaintrygowały go tajemnicze linie, które wprawne oko naukowca dostrzegło w krajobrazie. 
    Zajmował się w tym czasie pomocą geodezyjną przy renowacji jakiegoś bardzo starego budynku. Na terenie należącym do działki, stał kościółek z XII wieku. Jak się wkrótce okazało, kościółek stał na ruinach etruskiego miejsca religijnego kultu.
            Zaskoczony Hentschel zauważył najpierw w terenie, a potem na mapie, że miasto Anghiari, miasto Arezzo i klasztor św. Franciszka z Asyżu na Monte Casale, łączy idealna linia prosta.
Peter sprawdził tę linię za pomocą GPS, po czym wzruszył ramionami – No i co z tego? Taki przypadek.
Jednak już następnego dnia przypomniał sobie o sprawie, ponieważ jego komputer zaprogramowany do zadań trygonometrii sferycznej odkrył następny „przypadek”. Otóż na północy, pod kątem prostym do Anghiari, znajdował się klasztor La Verna, miejsce w którym św. Franciszek otrzymał stygmaty.
           Czyżby franciszkanie sytuowali swoje klasztory opierając się na regułach geometrii? Bo nie chodziło tylko o kąty i linie, ale także o równe odległości tych miejsc!
Kiedy komputer odmierzył następne miejsce pod kątem prostym i w tej samej odległości, okazało się, że jest to Petroja, a w niej kościół Templariuszy.
Coraz bardziej zaciekawiony Hentschel zajął się teraz sprawdzeniem, czy w okolicy są także inne miejsca – kościoły, kaplice, czy miejsca święte, leżące w tej samej odległości od siebie.
Stopniowo na mapie zaczął ukazywać się system trójkątów równobocznych łączących punkty w terenie, przy czym poszczególne punkty – obiekty dzieliła zawsze ta sama odległość 74 kilometry, albo połowa tego dystansu.
W tych wszystkich miejscach znajdowały się kiedyś etruskie miejscowości należące do związku miast, albo świątynie.

Ekspansywne chrześcijaństwo przejmowało te wszystkie szczególne miejsca mocy energetycznej, niszczono zachowane obiekty, aby na ich gruzach postawić świątynie nowego jedynie słusznego chrześcijańskiego bóstwa. 

Mierniczy naniósł swoje odkrycia na mapę i ku swemu zadziwieniu zobaczył układ 12 punktów jednakowo od siebie oddalonych. Cały system jest ustawiony dokładnie na kierunku północ – południe.
Linia środkowa biegnie dokładnie wzdłuż 12 (!) południka na wschód od Greenwich. Obraz, który się ukazał  momentalnie skojarzył się geodecie z Drzewem Życia z Kabały.

                           Mądrość Pokoleń.


Pisałem wielokrotnie o Kabale, Księdze Zohar i Świętych Liczbach.
Wyraz „kabała” pochodzi z hebrajskiego i oznacza „otrzymać”. Niektóre części Kabały sięgają czasów Mojżesza, jednak najstarszy ocalały spisany fragment pochodzi z II wieku i jest autorstwa rabina Szymona Bar Jochaja (130-170). Tysiąc lat później hiszpański rabin Mojżesz ben Szemtob de Leon sporządził wersję kanoniczną.
Według tego tekstu Bóg objawia się przez emanacje w całym uniwersum. Manifestacje Boże, nazywane sefirami, są przedstawione obrazowo w schemacie nazywanym Drzewem Kabały, albo Drzewem Życia.
Drzewo to ukazuje wszystkie mistyczne  sfery sił boskich i stanowi paraboliczny obraz postaci niebiańskiego i doskonałego człowieka.


- Jaką jeszcze treść niosą Święte Liczby?
One niosą także treść pieniężną, czyli mówiąc krótko, pomagają zarobić na giełdzie na przykład.
- Jakim sposobem?
Ano takim, że kto ma rozum, ten rozumie, kto ma uszy ten słyszy.
Na przykład liczba 74 jest abstrakcją, dopóki nie zaczniemy się jej przypatrywać. 
74 lub połowa.
A gdyby tę abstrakcję zamienić na konkret – 74 tygodnie?
74 tygodnie to 518 dni, a połowa 74 tygodni to 259 dni.
259 dni liczy TzolkinKalendarz Majów (i starożytnych Egipcjan) a  jednocześnie jest to jedna setna Precesji Ziemi.
- I co z tego?
Ano to, że z liczby 259 – 260 tylko jeden krok do 26.
26 = 2 x 13.
26 x 2 = 52 i tu przypominamy sobie Cykl Kondratiewa 52 lata, oraz przekaz z Kabały: - 13 to miłość, albo dłoń.
26 to dwie dłonie, albo dwie miłości, albo modlitwa.
13 to także liczba Fibo.
Aż do śmierci Jana Pawła II, jedyna słuszna religia pogardzała liczbą 13. Kiedy jednak trzynastka pokazała się nie tylko w godzinie śmierci papieża, wydarzył się cud: - kk pokochał trzynastkę. 

A to ci dopiero!                                                                                                          Godzina śmierci Jana Pawła II – 21.37 = 13. 
Poszli po rozum do głowy? Wątpię.
Zostali zmuszeni faktami, które zapodała Góra. Oczywiście mogę się mylić, ale widzę tu ingerencję Sił Wyższych, które posługują się nie tylko Znakami, lecz także Działaniem.
Znaki są uznawane przez profanów za Przypadek, a przypadków nie ma, jak to Czytelnicy bloga dobrze wiedzą.
Potykamy się co krok o Koincydencję i Synchroniczność.
Przypominam godzinę Katastrofy Smoleńskiej – 8.41.

Szanuję liczby i mam osobisty sposób czytania z nich informacji, na przykład 13 niesie wiadomość: - Idziesz, jedziesz dobrą drogą. 
Dlatego od jakiegoś czasu wybieram nieprzypadkową godzinę umieszczania kolejnego wpisu na blogu.





I na koniec tego wątku konkretny, bo pieniężny przykład liczby 74 tygodnie, czyli 518 dni. Wykres polskiego wykresu giełdowego WIG 20.


Mamy tu i 518 i także ukrytą drobną cząstkę cyklu 52 Kondratiewa. 
Ktoś może powiedzieć, że to tylko ciekawostka, ponieważ taka liczba dni zdarzyła się jednorazowo i odkryliśmy ją wtedy, gdy była już przeszłością.
Czyli wydaje się, że dalej mamy tylko do czynienia ze zdarzeniem jednorazowym.
Nie zgadzam się z taką opinią, bo uważam że: 
- Po pierwsze primo: - Kto ma oczy ten widzi.
- Po drugie primo: - Szukajcie a znajdziecie, pukajcie a otworzą wam.

Więcej potencjalny zainteresowany będzie mógł się dowiedzieć w czasie ewentualnego szkolenia zimowego w roku 2020, albo w latach następnych.

                        Toskania.

Teza: - Trójkąty Petera Hentschela wpisane w mapę Toskanii pokazują kabalistyczne Drzewo Życia.


Według niektórych pokazują to przypadkiem, bo każdy widzi to, co chce widzieć.   

Albo inaczej: - jeśli swoją wolną wolą próbujesz sprzeciwić się indoktrynacji i to już od kilku poprzednich wcieleń (świadomość inkarnuje i jest wieczna), albo obłuda polityczno-religijna już tak ci dopiekła, że masz dość, wtedy dopiero zaczynasz widzieć, tudzież zaczynasz słyszeć.
A wracając do Toskanii nasuwa się pytanie: - Kto był tak potężny w zamierzchłym mroku dziejów, że potrafił pomierzyć i wyznaczyć punkty siatki geodezyjnej nie tylko we Włoszech i Grecji?
Pytanie drugie: - Nie ulega wątpliwości, że w wyznaczonych punktach siatki istniały bardzo, bardzo stare miejsca jakiegoś kultu. Przecież cykliczność jest wpisana także w cywilizacje.

Azaliż dzieje się bowiem tak, że jak napisał polski pisarz Stanisław Lem – co pewien czas przychodzą Zwalici, zwalają, burzą pomniki – symbole poprzedników i w to miejsce stawiają swoje.
A więc wszystko wskazuje na to, że Ktoś kiedyś był tak potężny, że już na grubo przed państwem Etrusków pomierzył Ziemię. Na przykład jeszcze przed Potopem, przed 12 i pół tys. lat temu. Bo czemu nie? Przecież już wtedy i to od wielu wieków stał Sfinks i właśnie budowano Wielką Piramidę.

Etruskowie - interesująca kultura, która istniała w środkowych Włoszech ponad trzy tysiące lat temu. Utrzymywali intensywne kontakty handlowe z Grecją i Egiptem. Religia Etrusków wykazuje zdecydowane wpływy greckiego świata bogów. Kapłani etruscy posiadali wiedzę o boskich znakach, a ponadto byli doskonałymi geometrami, o czym świadczą geometryczne wzory zdobiące urny z ich popiołami.
Jednak nie należy zapominać, że cała wiedza etruskich kapłanów pochodziła zarówno ze starożytnego Egiptu, jak i od Sumerów, a więc cofamy się jeszcze o co najmniej cztery tysiące lat, a najprawdopodobniej aż do czasów sprzed Potopu.



poniedziałek, 13 stycznia 2020

90 puszek


Jak powiedział był klasyk: - Słuchając wypowiedzi ludzi chorych na władzę i patrząc na nich, miewam nieodparte wrażenie, że dla trwania przy korycie byliby skłonni zjeść gówno i to nie tylko własne.

Natomiast zupełnie inne konotacje mają wydzieliny intymne w świecie artystycznym.
W tych kręgach liczy się pomysł, jak w przypadku Salvatora Dali. (był wpis)
To zapewne inspiracja Dalego nie dawała spać włoskiemu konceptualiście Piero Manzoniemu, który stworzył najsłynniejsze swoje dzieło Merda d'artista (Gówno artysty)

W maju 1961 roku napełnił swymi ekskrementami dziewięćdziesiąt ponumerowanych puszek, zamknął je fabrycznie, opatrzył precyzyjnym opisem po włosku, angielsku, francusku i niemiecku (zawartość: - trzydzieści gramów netto, numer seryjny, podpis, wyprodukowano:  - Piero Manzoni) i sprzedał za równowartość aktualnej ceny złota!

Tym samym wcielił w życie ideę, która napędzała wcześniej Paula Cezanne'a, gdy w 1870 roku na pytanie swego kolegi Edouarda Maneta, jakież to dzieło pokaże podczas Salonu Paryskiego (wielokrotnie odmawiano wystawienia jego obrazów), miał odpowiedzieć: - garnek gówna.

Zmieniając się w srającego pieniędzmi osła z bajki braci Grimm, Manzoni zademonstrował, że nawet najbardziej prozaiczne produkty mogą zostać podniesione do rangi sztuki – pod warunkiem, że wyszły od kogoś, kto miał pomysł.
       Jednocześnie zobaczyliśmy arbitralność, z jaką coś zostaje zaszeregowane jako cenne, a inne jako bezwartościowe.
Czyli: - gówno (jak i wszystko inne) jest kwestią kontekstu.

Transakcja Manzoniego była grą z zasadami rynku sztuki, z oczekiwaniami kolekcjonerów, wymagających coraz bardziej zindywidualizowanych (szalonych) form wyrazu artystycznego.
       W 1961 roku Manzoni powziął myśl, którą opisał w liście do przyjaciela: - „Jedynym w swoim rodzaju śladem osobowości artysty uchodzi odcisk kciuka. Lecz gdyby kolekcjonerzy chcieli nabyć coś bardziej osobistego i intymnego, to gówno artysty nadaje się najlepiej”.
Nie była to, jak już wiemy myśl odkrywcza (Salvatore Dali), jednak wszystkie puszki z gównem Manzoniego, mimo wysokiej ceny i nędznej zawartości zostały sprzedane.
       Azaliż to nie wszystko. One zyskują na wartości!
W połowie lat osiemdziesiątych jedna puszka uzyskała na aukcji cenę dwudziestu tysięcy marek, a w roku 2010 każda była warta trzydzieści tysięcy euro.
    Sam artysta niedługo cieszył się finansowym sukcesem swoich fekaliów. Umarł na zawał serca wiosną 1963 roku, niecałe dwa lata po napełnieniu puszek.
Puszki stały się w pewnym sensie jego urnami – jak relikwiarze przechowują doczesne szczątki artysty.
     
I jeszcze do kompletu pojawia się synchroniczność (nie ma przypadków).
Wydanie „Style” zawierające opisaną powyżej historię człowieka produkującego artystyczne gówno, miało się ukazać 10 września 2001 roku.
Nie ukazało się jednak, poniewbiuro redakcji pisma znajdowało się na szesnastym piętrze World Trade Center i o poranku tego feralnego dnia samo stało się historią razem z całym budynkiem.
      Jak zwykle, ostatnie słowo należy do śmierci.


czwartek, 7 listopada 2019

Ciekawostka nie tylko dla inwestorów giełdowych


Aby tylko nie popaść w Pompatyczność.
Lubię żartować i dzięki temu udaje mi się przemycać Wiedzę.

Wiemy, że jest przyciąganie energetyczne pokrewnych energii.
Ksiądz trzyma z księdzem, a pasjonat z pasjonatem.
Oraz jest synchroniczność.
Jeśli przykładowo patrzysz na zegarek i widzisz często te same godziny i minuty


Powinieneś wiedzieć, że puka do ciebie Kosmiczne Centrum Koincydencji.
Po co puka? Do tego to już każdy sam powinien dojść. 
Najczęściej chodzi o sygnał: - Nie rozwijasz swego talentu, a być może nawet nie wiesz jaki to talent.

5 listopada o godz. 23.23 już po zamknięciu giełdy amerykańskiej dostałem zamieszczony poniżej obrazek od znajomego Poszukiwacza Liczb Oraz Proporcji.
Kilkakrotnie pisałem o tajemnicy liczby 23 i Marek pamiętając o tym pokazał ciekawostkę.
Markowi dziękujemy tudzież podziwiamy, że chciało mu się to policzyć, a inwestorów zachęcam do poszukiwań indywidualnych, ponieważ badanie wykresów giełdowych niesie - po pierwsze primo - wielką frajdę.
- po drugie primo – na odkrytych proporcjach i liczbach zarabiamy.


poniedziałek, 18 lutego 2019

Kwantowe dziwy

Stare schematy rozumowania jaskrawo objawiają się w fascynujących rozważaniach o nowoczesnej kosmologii z jej kwantowymi dziwami.

Przecież każde dziecko obdarzone dostateczną wyobraźnią interesowało się kiedyś, co jest w zamkniętym pokoju w domu dziadka, co na strychu, lub w starej walizce, a po osiągnięciu wieku dojrzałego – jak to jest z tą alternatywną rzeczywistością.
        Bo przecież idea, że gdzieś w pobliżu nas jest inny, widmowy świat, intryguje i rozpala wyobraźnię. To w tych fantastycznych rejonach znajduje się klucz do rozwiązania zagadki najbardziej dziwacznych i niepojętych zakamarków świata, w którym przyszło nam żyć.
     Świat kwantów zaludniają cząstki, które przetrwały od początku istnienia Wszechświata, a także takie, które rodzą się i znikają w drobnym ułamku bieżącej sekundy.
W tym świecie elektrony i inne cząstki nie są odrębnymi bytami, lecz stanowią rozmyte funkcje falowe, które mogą być tak duże, jak cały Wszechświat, lub tak małe, że bilion może się zmieścić na ostrzu igły.
    Mogą także znajdować się w dwóch miejscach równocześnie, lecz wystarczy na nie spojrzeć, aby zmienić ich stan w zasadniczy, a jednocześnie niepojęty sposób.

Są rzeczy niepojęte, jak mówi pismo święte”.

Świat kwantów to drzwi do alternatywnej rzeczywistości, w której lądowanie w Normandii skończyło się klęską, a Hitler wygrał wojnę światową.
W której maszyna Alana Turinga nie złamała szyfru Enigmy – przecież od porażki dzielił angielskiego geniusza tylko włos.

Po otwarciu tych drzwi możemy się dowiedzieć, czy nasze życie jest zdeterminowane – czy żyjemy w Newtonowskim „świecie bilardowych kul” - a mechanika kwantowa sprawia, że każdy zakręt i zwrot w naszej przyszłości jest przewidywalny i to z nieskończoną precyzją.
Przecież otacza nas koincydencja i synchroniczność.
Przykładem bieżące sprawy w Polsce.
Gazetowe tytuły: - Austriacki biznesmen oszukany.

Oto w Warszawie miał stanąć dwustumetrowy budynek-wieża.
Na razie nie stanie. Dlaczego?
Niniejszym zasygnalizuję inną przyczynę, niż ta popularna.

Wieża nie stanie, ponieważ teren przygotowywany dla inwestycji przy ul. Srebrnej ma nr.16.
Szesnasta karta Wielkich Arkanów Tarota to wieża.
Jak dokładnie wygląda ta karta? Zobacz Czytelniku sam.
Wieża się przewraca, spadają z niej ludziki.
Wszystkie karty Tarota są magiczne.
Natomiast Wielkie Arkana są magiczne szczególnie.

Wracamy do kwantowych dziwów - rozmawiam o trasie szybkiego ruchu w hiperprzestrzeni.

- Wszystko, co znajduje się na jej prostej – twierdzi mój rozmówca – musi być usunięte. Także planety.

A ja nie zgadzam się z rozmówcą, gdyż po pierwsze primo twierdzę, że hiperprzestrzeń jest przenikliwa i niczego nie trzeba usuwać. A w ogóle cóż my wiemy o hiperprzestrzeni?
       Z pewnością wiemy tylko tyle, że ona jest.
Natomiast sam pomysł usuwania planet, to krańcowa arogancja i barbarzyństwo, już nie wystarcza nam, że jesteśmy największymi szkodnikami na Ziemi, pycha gna nas w kosmos.

Na koniec mój rozmówca snuje opowieść o statku kosmicznym, który przemieszcza się przez eony lat, a ludzie na pokładzie są w stanie hibernacji.
      Automat budzi załogę na krótkie okresy raz na tysiąclecie, tylko po to, aby inne automaty zaserwowały delikatnie pobudzające drinki.
Atmosfera na pokładzie jest jeszcze lekko senna, ale oscyluje i zbliża się do klimatów, które towarzyszą nam w piątek zaraz po pracy.
- Toż to czysty hedonizm! – zauważam.
Dążenie do takiego chwalebnego skądinąd stanu było także moim priorytetem, urzeczywistnionym azaliż dopiero po osiągnięciu statusu rozwodnika.


czwartek, 14 lutego 2019

Żywsza mucha

Poprzedni wpis kończył się urywkiem z "Cmentarza w Pradze".
Pojawia się synchroniczność.

W drodze z Wołkowyi odwiedziłem przycerkiewny cmentarz w Bereźnicy. Rzecz wymaga osobnego wpisu.
Potem wyszukałem miejsce na namiot, a następnego dnia wiele godzin chodziłem po łąkach.






Chodziłem po łąkach a po głowie chodziły mi i to dość długo dwa specyficzne, bo cmentarne utwory Wisławy Szymborskiej.

Przykryty tą płytą nagrobną
leży Jan Rokita.
Maria osobno.

Tutaj spoczywa Krzysztof Przywsza
a przy Przywszy żona bywsza.
Jak widać z porównania dat,
te zgony dzieli kilka lat.
Nieboszczka była dłużej żywsza.

Nie broniłem się przed nimi – po co tak, wiedziałem, że po jakimś czasie same odpuszczą. To są w sumie całkiem zabawne wierszyki, które wprawiły mnie w nastrój pogodny, azaliż nieco wisielczy.
W takim to nastroju ukazuję się Czytelnikom, a w prawym górnym rogu zdjęcia widać muchę, która jest żywsza.


czwartek, 8 lutego 2018

Godz. 15.15 czyli synchroniczność

Dawno temu zetknąłem się po raz pierwszy z Księgą Rekordów Guinnessa. Już same tytuły konkurencji w których notowano rekordy, wzbudziły moje zdziwienie.
     Rzut krowim plackiem
     Plucie pestką wiśni
     Rzut kaloszem – wszystko na odległość.....
Czy ci ludzie powariowali? Zadałem sobie pytanie.
Refleksja przyszła po chwili: - oni te konkurencje wymyślili, bo byli zadowoleni z życia, mieli chęć do żartów, oraz mieli czas.
Każde nietypowe działanie wyrywające człowieka z wyjeżdżonej koleiny życia jest zbawienne dla psychiki.
Dlatego Osho często powtarzał: - zrób od czasu do czasu coś szalonego!
       Autor bloga dodał do tego: - życie w schemacie przyspiesza starzenie się, natomiast robienie czegoś nowego, albo starego po nowemu, tworzy nowe połączenia neuronowe w mózgu.
Tak jak niezbędny jest ruch fizyczny dla zdrowego ciała, tak samo niezbędna jest gimnastyka dla umysłu.
       Jedną z form takiej gimnastyki umysłowej może być szukanie synchroniczności w świecie, który nas otacza.

Można wierzyć w znaki nazywane błędnie zbiegami okoliczności, lub nie wierzyć, ale zauważenie całego ich łańcuszka powoduje, że każdy niedowiarek może w jednej chwili zmienić zdanie, o ile ma odwagę przyznać się przed samym sobą, że się mylił.

Jedną z najbardziej znanych synchroniczności, są fakty dotyczące dwóch amerykańskich prezydentów.

Abraham Lincoln został zastrzelony w Ford Theatre.
John Kennedy w limuzynie marki Lincoln zbudowanej w fabryce Forda.
Lincoln został kongresmanem w 1846 roku.
Kennedy w 1946.
Lincoln został prezydentem w w 1860 roku.
Kennedy w 1960.
Nazwisko każdego z nich składa się z siedmiu liter.
Obaj zginęli w piątek.
Po obu urząd prezydenta objął Johnson.
Andrew Johnson urodził się w 1809 r.
Lyndon B.Johnson w 1909 r.
I tak dalej, bo łańcuch synchroniczności na tym się nie kończy.

Ktoś zapyta: - I co z powyższego wynika?
Otóż wynika z tego, że życie jest tajemnicą i potrafi bawić się z człowiekiem w zagadki.

wtorek, 21 marca 2017

Bardzo piękna godzina

Świt.
Ależ mgła!

Ej, od dolin mgła się wspina
Bies ją wiatrem w supły wiąże,
Pięści z nosem nie rozróżnisz,
Ani księcia od prosięcia.
Taka mgła.... taka mgła,
Gdzie jest jeszcze w świecie taka mgła?

Powiadają ludzie starzy -
Im rozumu nie brakuje -
Że to niedźwiedź strawę warzy,
A to tylko mgła się snuje.
Taka mgła....taka mgła...
Gdzie jest jeszcze w świecie taka mgła?

Wiersze, Baryła – Nowakowski.

Wszystko ocieka wilgocią.
Noc była dość ciepła – jakieś 12 stopni.
Ostatnia wyprawa po wodę na śniadanie i na zapas do marszu. Po powrocie spojrzałem na telefon - – godz. 5.55 – mam pozdrowienia od Sił Wyższych – dobry znak, będzie dobrze!


Mgła była jeszcze w lesie, kiedy nabierałem wodę, a teraz zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
W ciągu następnych trzech godzin, które minęły do odmarszu pogoda zmieniała się kilkakrotnie. Przebijało się słońce, potem zachmurzyło się, pokropiło nieco, potem znowu przejaśniło, a w końcu ponownie nadciągnęła ściana mgły.
Co ciekawe w górze wiał silny wiatr – chmury przesuwały się szybko, lecz tu przy ziemi było bezwietrznie.



Ostatni kawałek chleba i cienka zupka z papierka tym razem. To wszystko, co mi zostało.
Mógłbym co prawda dorzucić dowolną ilość grzybów, wystarczy po nie pójść ścieżką kilkadziesiąt metrów, lecz już nie mam na nie apetytu.
Codziennie jeść grzyby? Na razie zrobię przerwę.







Ognisko się dopala, zaparzyłem miętę na drogę.
Kolejność zdjęć nieco pomylona, ale nie będę już poprawiał.
Kiedy odchodziłem z Fereczatej w 2016 roku, była 9.23 i to zejście okazało się godne liczby 23. Ale o tym innym razem.

Tu i teraz zjadłem co było do zjedzenia, wszystkie manele spakowałem i krążę po szczycie żegnając się z Duchem Góry.

Jeszcze tylko na do widzenia nasikać w tlące się węgle.
Kwiatek rosnący tuż przy ognisku – uratowany przed ogniem! Ani jeden listek nie uszkodzony.





Jest 9.09. To bardzo piękna godzina, aby ruszyć dalej.
Do zobaczenia i wio w dół Ścieżką Zdumienia.
Kierunek Balnica.






piątek, 4 marca 2016

Karma

Przez ostatnie pięćdziesiąt lat pojęcie karmy przebyło długą drogę. Większość ludzi tym się nie interesuje.
Ci natomiast, którzy słyszeli o tym pojęciu, zazwyczaj uważają karmę za pewnego rodzaju karę.
    Otóż karma nie jest karą.
To pojęcie pochodzące ze starożytnej hinduistycznej wiary, mówi o konsekwencjach czynów.
Karma jest częścią rozmaitych religijnych ideologii, takich jak hinduizm, dżinizm, sikhizm, buddyzm, spirytyzm i liczne filozofie New Age.
Wspomniano o niej także w Biblii: - „A co człowiek sieje, to i żąć będzie”. (List do Galacjan, ustęp 6, wiersz 7).
    Zamysł karmy niezależnie od religii jest zasadniczo taki sam: - karma jest to ciąg przyczynowo-skutkowy działań, albo zasada, że czego dokonasz w tym życiu, będzie ci towarzyszyło zarówno w nim, jak i w przyszłych życiach.
     Jest to system zarządzania akcjami i reakcjami. Ten system jest narzędziem edukacji i służy rozwojowi duszy.
Pamiętając, że taki system jest, wystarczy działać zgodnie z prawem miłości.

To, jak ktoś nas traktuje, to jego karma. Jak ja na to reaguję, to już moja.

Karma została spleciona z innym starożytnym pojęciem – reinkarnacją.
W przeciwieństwie do chrześcijan, większość ludzi na świecie wierzy w reinkarnację.
   Pomysł odradzania się, został usunięty z chrześcijańskiej doktryny w 325 roku na Soborze Nicejskim I.
Możemy spekulować, dlaczego tak się stało, ale uważam, że idea ta nie odpowiadała ojcom kościoła. Chcieli kontrolować swych wiernych już w tej chwili, i nie mogli pozwolić, by ktoś wierzył w możliwość naprawienia swych win w przyszłości.
      Na przestrzeni wieków, religijne aspekty karmy zostały błędnie zinterpretowane, jako ustawy o moralności.
Jest to naturalne prawo mówiące, że otrzymujesz to, co sam dałeś. Gdy coś robisz, zawsze jest jakiś rezultat.
    Każdy człowiek jest w pełni odpowiedzialny za swoje życie, (nawet jeśli chowa się za plecami innego).
Jesteśmy odpowiedzialni za swoje myśli, słowa i uczynki.
Nic nam nie pomoże szukanie winnego.
      Dalej: - karma jest neutralna.

To jest jedynie takie narzędzie do nauki poprzez zbieranie doświadczeń.
Wszystkie wybory wynikają z miłości, albo ze strachu.
Miłość jest czystą, wielką energią.
Strach jest także potężną energią, ale niższą.
   Z tymi energiami łączymy się się często zarówno w sposób pozytywny jak i negatywny.
Kiedy dusza podróżuje po Ziemi, uczy się wielu lekcji, na przykład bezinteresowności.
    Często dokonujemy czynów nowych, do których nie przywykliśmy. W takich przypadkach doświadczenie nam nie podpowiada, jesteśmy spontaniczni.
Należy jedynie pamiętać, aby podążać drogą serca, czyli miłości.

Niektórzy mogą być skonfrontowani z niewiarygodnym bogactwem, inni z cierpieniem i nędzą.
   Taki niby banał: - powinniśmy zawsze odchodzić (jako ludzie wolni) z miejsca, które nam nie odpowiada, i od osób, które nie są z naszej bajki. (Jeśli nie da się zmienić niechcianej sytuacji, lub nie mamy zamiaru jej zmieniać)
To bardzo prosta i krótka prawda.
A prawda jest zawsze prosta.

Wielu ludzi myli karmę z losem, albo z przeznaczeniem.
Los, albo przeznaczenie może być zmienione, a karma nie może.
 
Na przykład: - osobie jest przeznaczone być słynnym piosenkarzem, ale ta osoba musi pracować nad karmą skażoną skłonnością do uzależnień. Jeśli poddaje się alkoholizmowi lub narkotykom, zmienia swój los.
    Jeśli poradzi sobie z problemem, uświadomi sobie swoje przeznaczenie.
Rzeczy zdarzają się, jako rezultat naszych własnych wyborów.
Trójca święta:
- Najpierw myśl,
- potem słowo,
- na końcu wykonanie.

Poprzez ciągłe tworzenie karmy zmieniamy swoją przyszłość.



     Synchroniczność.

Tak, jak długo będziemy wierzyli jedynie w przypadkowe zbiegi okoliczności, nie wydarzy się nic dzięki zaistniałej sposobności.

Jeśli jesteś na szlaku, na którym przeznaczone jest ci być, wszystko wpasowuje się w swoje miejsce i jest to sygnał dla Ciebie od Wszechświata.
     Jeśli zboczysz ze swojej ścieżki, Wszechświat da ci bardzo szybko znak.
Obserwuj tylko znaki na poboczu drogi życia.....
 
Jakie to znaki? Co mówią uczucia na przykład.
Albo wpadną ci kłody pod nogi, to są także straty na giełdzie, wszelkie, jak to mówią, przeciwności losu.
Ten sygnał oznacza: - Stań. Rozejrzyj się.
Odpowiedz sobie, co ciebie tu zagnało, czy to miejsce jest dla ciebie. Może kliknąć ikonkę „pomoc” ?
Albo znajdź sam miejsce, które jest ci przeznaczone.

Kiedy natomiast znajdziesz się w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu, czyli staniesz na szlaku, na którym przeznaczone jest ci być, wszystko wpasowuje się idealnie w swoje miejsce i to jest ten właśnie sygnał dla Ciebie od Wszechświata.
     Wolna wola polega na tym, że możemy podążać przypisanym do nas szlakiem, lub z niego zboczyć.
Lecz niezależnie od tego jak postąpimy, uczestniczenie w lekcjach nas nie ominie.
    Przecież przyszliśmy na Ziemię, by rozwijać swe dusze i dążyć do zostania wielkimi duchami, a więc wszystkie lekcje są koniecznością.
Uczestniczymy w splocie wydarzeń niezbędnym dla uczącej się duszy.
Sytuacje i ludzie sprawiający nam najwięcej kłopotów mogą okazać się jednocześnie najlepszymi nauczycielami.
    Aby uporać się z sytuacją, jesteśmy zmuszeni sięgać głęboko w zasoby naszej duszy, by uzyskać siłę, której nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy.

Wszyscy znamy powiedzenie: - rodziny się nie wybiera.
Otóż jest odwrotnie.

To my sami wybieramy nasze rodziny. Jeszcze za życia decydujemy, które ważne grupowe karmiczne doświadczenia powinniśmy jeszcze raz przerobić.
     Te dusze, które wybieramy na swoją rodzinę, spędzą z nami wiele wcieleń na Ziemi podczas uczenia się rozmaitych lekcji.
W jednym życiu mogłeś być ojcem, w innym dzieckiem, w kolejnym dziadkiem. Rola nie ma znaczenia. Grupa uczy się dynamicznie, a Twoim celem jest podjęcie się ról, dzięki którym wchodzisz w doświadczenie.
      Nie ma bowiem lepszego nauczyciela niż doświadczenie.
Kiedy dusza chce nauczyć się czegoś więcej i rozwijać, odradza się w nowym ciele. Niewykluczone, że sama przyjemność doświadczania ściąga duszę do kolejnych inkarnacji.
     U końca swej drogi powinniśmy zrozumieć zaprzepaszczone okazje.
Czas pomiędzy inkarnacjami jest wykorzystywany przez duszę do przygotowania się do następnego życia.
   Dusza podejmuje decyzję o odrodzeniu i sama wybiera rodziców. W tym momencie rodzice otwierają kanał ekspresji.
Śpiący prorok – Edgar Cayce powiedział w jednym ze swoich transów: - „Rodzina jest rzeką, w której płyną dusze”.

I teraz wniosek końcowy: - jeśli już przyjmujemy do wiadomości możliwość kolejnej inkarnacji w towarzystwie naszych bliskich, możemy łatwiej zrozumieć, jakie zachowania ograniczać, a jakie uwypuklać.