Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Salvatore Dali. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Salvatore Dali. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 stycznia 2020

90 puszek


Jak powiedział był klasyk: - Słuchając wypowiedzi ludzi chorych na władzę i patrząc na nich, miewam nieodparte wrażenie, że dla trwania przy korycie byliby skłonni zjeść gówno i to nie tylko własne.

Natomiast zupełnie inne konotacje mają wydzieliny intymne w świecie artystycznym.
W tych kręgach liczy się pomysł, jak w przypadku Salvatora Dali. (był wpis)
To zapewne inspiracja Dalego nie dawała spać włoskiemu konceptualiście Piero Manzoniemu, który stworzył najsłynniejsze swoje dzieło Merda d'artista (Gówno artysty)

W maju 1961 roku napełnił swymi ekskrementami dziewięćdziesiąt ponumerowanych puszek, zamknął je fabrycznie, opatrzył precyzyjnym opisem po włosku, angielsku, francusku i niemiecku (zawartość: - trzydzieści gramów netto, numer seryjny, podpis, wyprodukowano:  - Piero Manzoni) i sprzedał za równowartość aktualnej ceny złota!

Tym samym wcielił w życie ideę, która napędzała wcześniej Paula Cezanne'a, gdy w 1870 roku na pytanie swego kolegi Edouarda Maneta, jakież to dzieło pokaże podczas Salonu Paryskiego (wielokrotnie odmawiano wystawienia jego obrazów), miał odpowiedzieć: - garnek gówna.

Zmieniając się w srającego pieniędzmi osła z bajki braci Grimm, Manzoni zademonstrował, że nawet najbardziej prozaiczne produkty mogą zostać podniesione do rangi sztuki – pod warunkiem, że wyszły od kogoś, kto miał pomysł.
       Jednocześnie zobaczyliśmy arbitralność, z jaką coś zostaje zaszeregowane jako cenne, a inne jako bezwartościowe.
Czyli: - gówno (jak i wszystko inne) jest kwestią kontekstu.

Transakcja Manzoniego była grą z zasadami rynku sztuki, z oczekiwaniami kolekcjonerów, wymagających coraz bardziej zindywidualizowanych (szalonych) form wyrazu artystycznego.
       W 1961 roku Manzoni powziął myśl, którą opisał w liście do przyjaciela: - „Jedynym w swoim rodzaju śladem osobowości artysty uchodzi odcisk kciuka. Lecz gdyby kolekcjonerzy chcieli nabyć coś bardziej osobistego i intymnego, to gówno artysty nadaje się najlepiej”.
Nie była to, jak już wiemy myśl odkrywcza (Salvatore Dali), jednak wszystkie puszki z gównem Manzoniego, mimo wysokiej ceny i nędznej zawartości zostały sprzedane.
       Azaliż to nie wszystko. One zyskują na wartości!
W połowie lat osiemdziesiątych jedna puszka uzyskała na aukcji cenę dwudziestu tysięcy marek, a w roku 2010 każda była warta trzydzieści tysięcy euro.
    Sam artysta niedługo cieszył się finansowym sukcesem swoich fekaliów. Umarł na zawał serca wiosną 1963 roku, niecałe dwa lata po napełnieniu puszek.
Puszki stały się w pewnym sensie jego urnami – jak relikwiarze przechowują doczesne szczątki artysty.
     
I jeszcze do kompletu pojawia się synchroniczność (nie ma przypadków).
Wydanie „Style” zawierające opisaną powyżej historię człowieka produkującego artystyczne gówno, miało się ukazać 10 września 2001 roku.
Nie ukazało się jednak, poniewbiuro redakcji pisma znajdowało się na szesnastym piętrze World Trade Center i o poranku tego feralnego dnia samo stało się historią razem z całym budynkiem.
      Jak zwykle, ostatnie słowo należy do śmierci.


wtorek, 10 grudnia 2019

Zasada przeciwieństw


Właściwie to wszystko jest do dupy.
Tylko pasta jest do zębów.

Nie zawsze  naruszenie tabu jest zamierzone.                    
Brytyjski malarz Chris Ofili, syn nigeryjskich emigrantów, od czasu studenckiego wyjazdu do Zimbabwe na początku lat dziewięćdziesiątych, wciąż używa w twórczości odchodów słoni, a wielkoformatowe prace stawia   na cokołach z tego materiału.
Uważa, że w ten sposób łączy inspiracje afrykańskie z europejskimi.
       
Słoniowe wydaliny są w pracach Ofiliego starannie polakierowane i  wręcz estetycznie miłe.
Jednak wystawa jego prac z roku 1999 w Brooklyn Museum - Matka Boska połączona z glazurowanymi odchodami słonia i wycinkami z pism pornograficznych, wywołała skandal.
     Pewien rencista oblał dzieło farbą, a ówczesny burmistrz Nowego Jorku Rudolph Giuliani określił obraz mianem „chorego” i zagroził muzeum wycofaniem miejskiej dotacji wynoszącej siedem milionów dolarów.
I tu przejawia się główna, wciąż powracająca cecha sztuki ekskrementalnej     – pomijając prowokowanie skandalu, sztuka ta zawsze łączy wysokie z niskim, sacrum z profanum.
     
Ponieważ Bóg i kupa, sacrum i profanum zdają się niemal magicznie przyciągać, nikogo nie dziwi, że gówno jest utożsamiane z materiałem,      który w naszej kulturze jest symbolem dobrobytu: - ze złotem.
      Kłania się tu odkrycie Freuda, że utożsamienie materiału najmniej wartościowego z najbardziej wartościowym, dokonało się na zasadzie przeciwieństw.
Na tym przecież opiera się dualizm świata: czarne – białe,                        czyste – brudne, stare – młode.
Salvatore Dali, biegły w wyrażaniu teorii psychoanalitycznych (dodawał    swoją spermę do werniksu) twierdził: - „Złoto i gówno są tym samym”.

czwartek, 1 listopada 2012

Dziady - słowiańskie Halloween



 Słowiańskie Dziady, czyli światło dla naszych bliskich zmarłych.
Dwa tysiące lat temu Celtowie zamieszkujący ziemie dzisiejszej Irlandii, Anglii, Szkocji i północnej Francji 31 października obchodzili dzień zmarłych. Data ta była nieprzypadkowa. Tego dnia również świętowano zakończenie lata i rozpoczęcie pory zimowej

Halloween, to zwyczaj obchodzony w nocy 31 października, jako wigilia uroczystości Wszystkich Świętych, stąd prawdopodobna geneza nazwy. Jest on związany z maskaradą, która ma odstraszać złe duchy. Największą popularnością cieszy się w krajach anglosaskich. Halloween wywodzi się z celtyckiego święta Samhain, które było pożegnaniem lata, powitaniem zimy i świętem zmarłych. W tym dniu zaświaty łączyły się ze światem realnym. Dochodziło do kontaktów duchów osób zmarłych z osobami żywymi.

Była to także bardzo niebezpieczna pora ze względu na atak złych duchów, które usiłowano odstraszać dziwnymi, strasznymi przebraniami. W tym dniu druidzi, kapłani celtyccy, nosili czarne stroje, które stały się symbolem święta. Był to zarazem najlepszy czas na wykonywanie czarów i wróżb, które miały ogromną moc sprawczą.


Bardzo ważnym elementem Samhain, było palenie ognisk, które miały przedłużać dzień i wzmacniać walkę słońca z ciemnością. Po roku 835, chrześcijaństwo przejęło ten termin - (przykryło, zaanektowało) swoją nazwą, jako obchody uroczystości Wszystkich Świętych, przenosząc je z maja na 1 listopada.

Emigranci z Irlandii w XIX wieku przenieśli zwyczaje Halloweenu do USA. W ten sposób Halloween stał się najpopularniejszym po Bożym Narodzeniu świętem tego kraju i na stałe wpisał się w jego kulturę. W tym dniu suną po ulicach miast i miasteczek, pochody wampirów, czarownic, duchów... Dominują kolory czarny i pomarańczowy a nieodłącznym atrybutem jest wydrążona dynia z umieszczoną wewnątrz zapaloną świecą. Święto to, jest ostro krytykowane przez środowiska kościołów chrześcijańskich, jako bezczeszczenie zasady wiary w świętych obcowanie. Ponieważ termin ten jest ważny dla Kościoła Szatana, Kościół Rzymskokatolicki, potępia Halloween,

Druidzi na święto Samhain, przygotowywali magiczny napój, który miał dawać moc kiełkującym nasionom zbóż. Sporządzali go z jabłek, miodu i piwa. Dziś także dokonuje się magicznych czynności, takich jak rzucanie orzecha do ognia, który jeśli pęknie z trzaskiem, oznacza nadejście wielkiej miłości. Innym zwyczajem jest wyławianie z napełnionej wodą miednicy jabłek, przy pomocy ust i zębów. Wyłowione, nieuszkodzone jabłko, zapewnia szczęście w nadchodzącym roku.

- Choć Halloween to dzień ciemności, możemy w nim myśleć o umarłych, którzy nadal żyją jako nasza inspiracja - powiedział w duchu pozytywnym o Halloween duchowny kościoła prezbiteriańskiego Henry Brinton. (PAP)

W słowiańskiej tradycji ludowej wierzono, że przesilenie np. jesienne, gdy zamiera przyroda, to czas, gdy dusze naszych zmarłych powracają do swoich domostw. Dlatego też w okresie przypadającym na przełom października i listopada kultywowano zwyczaj zwany Dziadami.

Jak wyjaśniła Elżbieta Dudek-Młynarska z Muzeum Etnograficznego w Rzeszowie już sama nazwa tego święta dowodzi, że wierzono, iż w tym czasie powracają do świata
żywych nasi przodkowie, czyli dziadowie.  Dziady, czyli słowiańskie Halloween


W tradycji ludowej wierzono, że przesilenie np. jesienne, gdy zamiera przyroda, to czas, gdy dusze naszych zmarłych powracają do swoich domostw. Dlatego też w okresie przypadającym na przełom października i listopada kultywowano zwyczaj zwany Dziadami.

Jak wyjaśniła Elżbieta Dudek-Młynarska z Muzeum Etnograficznego w Rzeszowie już sama nazwa tego święta dowodzi, że wierzono, iż w tym czasie powracają do świata żywych nasi przodkowie, czyli dziadowie.

- W tradycji ludowej każde przesilenie w naturze, nie tylko jesienne, ale i wiosenne to czas siłowania się dwóch mocy: jasności i ciemności. Wierzono, że właśnie w tym czasie granica między światem żywych i zmarłych jest nikła, a dusze przodków przychodzą do swoich domów - wyjaśniła etnografka.

W związku z tym, w czasie Dziadów w XVI-XVII wieku np. zapalano światło, aby ogrzać powracające na ziemię dusze. Zwyczaj ten przetrwał do czasów współczesnych, gdy na grobach bliskich zapalamy znicze.

 Dzisiaj Halloween to niezwykle barwne, wesołe i przede wszystkim komercyjne święto, które coraz śmielej wchodzi do naszego kraju, będąc przeciwwagą dla pełnych powagi, zadumy i smutku Wszystkich Świętych i Zaduszek. Czy u nas także wpisze się na stałe w kalendarz tradycji? Pożyjemy, zobaczymy...

sobota, 27 października 2012

Totalność



Bądź odważny, nie uciekaj przed niczym. Gdziekolwiek prowadzi cię życie, idź tam. Nie przejmuj się, gdzie cię zaprowadzi. Czasem będą to manowce, wiem, ale błądzenie też jest częścią życia. Nikt nie może zawsze mieć racji, a kto chce zawsze mieć rację, umiera niemal absolutnie przegrany. Nie przejmuj się, że możesz trafić na manowce. Jeśli życie prowadzi cię tak, idź tam. Idź ochoczo! Energia, która prowadzi cię na manowce, przyprowadzi cię z powrotem. Pobyt na manowcach może być częścią ostatecznego rozwoju.
      Moje doświadczenie jest takie, że na końcu człowiek stwierdza, że wszystko pasuje do siebie. Wszystko, co zrobiłeś, dobre i złe, właściwe i niewłaściwe, moralne i niemoralne. Na końcu uznajesz, że życie jest naprawdę cudowne, wszystko jest w nim na swoim miejscu. Jeśli spojrzysz wstecz, nie będziesz chciał niczego zmienić, bo gdybyś zmienił choć jeden szczegół, całość uległaby zmianie.
        Właśnie tym jest akceptacja. Właśnie tym jest hinduskie nastawienie do losu, czy mahometańskie nastawienie wobec kismet. To nastawienie jest bardzo proste: cokolwiek się dzieje, traktuj to jako część swojego przeznaczenia. Wejdź w to. Nie broń się.
    I zrób to totalnie. Do końca! Jeśli musisz zbłądzić, zbłądź, ale totalnie. Jeśli musisz upaść, upadnij, ale upadnij jak pijak, całkowicie. Nie stawiaj oporu, bo przegapisz. Jeśli musisz żyć w ciemności, żyj, ale radośnie, w tańcu. Po co być w niedoli? Jeśli czujesz, że otacza cię piekło, odczuwaj je, ono jest częścią twojego przeznaczenia, twojego rozwoju.
     Oczywiście wiem, że kiedy przechodzi się przez piekło, jest to bardzo trudne. Chce się wtedy uciec, chce się być tchórzem.
     Żyj bezwarunkowo. Nie z hamowaniem, nie na pół gwizdka. Jeśli twój głos wewnętrzny mówi ci, żebyś medytował – medytuj. Jeśli ten głos mówi, abyś się napił alkoholu, - napij się i upij się. I pamiętaj - bądź totalny.
         Tylko dzięki totalności wykracza się ponad.
Tylko dzięki totalności człowiek doznaje przemiany, bo tylko wtedy zaczyna rozumieć to, co robi. I co chwila, razem z powracającym wahadłem, przechodzi przez punkt równowagi.
      Na końcu takiego życia stwierdzisz, że wszystko było na swoim miejscu, wszystko było pomocne. Wszystko.
     Nawet żona, która stworzyła ci tyle niedoli, dziecko, które tak kochałeś, a umarło przedwcześnie, interesy, które przyniosły porażkę i zostałeś bez grosza, tak , nawet to. Wszystko! Porażka i sukces, ból i przyjemność, dobro i zło, błądzenie i powracanie do domu – wszystko pomaga.
     Z tego chaosu wyłoni się harmonia. To efekt skumulowany. Dlatego ciesz się, bądź wdzięczny za to, co masz. Odczuwaj głęboką wdzięczność, niech będzie to twoją jedyną modlitwą. 
Gdziekolwiek idziesz, idź totalnie. Jeśli idziesz do prostytutki, idź totalnie…..wiem, że nawet do żony nie idziesz totalnie. A to niepełne życie nie może stać się crescendo, życie przeżywane fragmentarycznie, nie w pełni, nie stworzy harmonii. Umrzesz jako chaos.. Dlatego zawsze umierasz, bojąc się śmierci.. Gdy  śmierć puka do twoich drzwi, drżysz, bo śmierć nadeszła, a ty nie osiągnąłeś jeszcze harmonii życia. Nie przeżyłeś życia, a śmierć nadeszła. Jesteś niedokończony, nie narodziłeś się, a śmierć już przyszła. Drżysz.
     Ten, kto przeżył swoje życie, swoje dni, zawsze pięknie akceptuje śmierć, bo nie zostało już nic do zrobienia. Zrobił wszystko, przeżył wszystko. Zebrał wszystko, co życie mogło mu dać. Zebrał miód życia, teraz jest gotów umrzeć. Nie ma nic więcej.

( fragmenty: Tao trzy skarby - Osho)

wtorek, 16 października 2012

Jedność



Życie ma wiele aspektów. Zarabianie to tylko jeden z nich. Rynki giełdowe robią, co mają robić i zajęcie się nimi na tym blogu raz w tygodniu zupełnie wystarczy. ....

Człowiek rodzi się przebudzony, a potem zasypia.
Człowiek rodzi się jednością, a potem staje się wielością.
Człowiek rodzi się jako indywidualność, a potem zasypia i śni, że jest tłumem.
                To jest cały problem, całe zadanie, całe wyzwanie życia. Trzeba to zrozumieć. Takie jest to poszukiwanie: szukamy tego, czym pierwotnie byliśmy. Szukamy tego czym naprawdę jesteśmy. Szukamy tego, czego ani na jedną chwilę nie zagubiliśmy, tylko zapomnieliśmy; przestaliśmy o tym pamiętać. Być może jest to takie oczywiste, i dlatego przestaliśmy o tym pamiętać.
                   Jezus powiada: "Dopóki znów nie staniecie się jak dzieci nie wejdziecie do mojego Królestwa Bożego." Jego wskazanie jest wyraźne. Dopóki nie odzyskasz swej pierwotności, dopóki znów nie podążysz do pierwotnego źródła...
Pewnego wieczoru poszukujący zapytał Jezusa: "Co mam robić, by poznać Boga?" I Jezus rzekł: "Dopóki nie narodzisz się na nowo, nie poznasz go."
                Trzeba dojść do tego pierwotnego źródła w którym byliśmy wtedy, gdy się urodziliśmy. Legenda powiada, że Jezus odmówił uczenia się alfabetu, liter. Nie pozwolił nauczycielom omawiać beta - dwa, dopóki nie mogli wyjaśnić znaczenia alfa - jedności, tak, by był zaspokojony. A oni, rzecz jasna, nie potrafili tego wyjaśnić. Jeden jest liczbą, na której opiera się cała arytmetyka; jeden jest liczbą, na której opiera się każdy człowiek, cały wszechświat, koncepcja Boga, rzeczywistości.
                 I dziecko Jezus zadało problem: -"Dokąd nie wyjaśnicie znaczenia jedności, nie zajmę się kolejną literą alfabetu. Najpierw powiedzcie mi czym jest alfa, dopiero wtedy będę gotowy, aby przejść do dwojga, beta." Ponieważ nie zdołano mu wyjaśnić, odmówił pójścia do szkoły.
 Zapisków tego nie ma w ewangeliach chrześcijańskich, ponieważ wiele rzeczy nie zostało zapisanych w ewangeliach chrześcijańskich. Ale to jest jedna z najstarszych tradycji esseńskich. Przekazywana była, ta opowieść, z mistrza na ucznia, przez stulecia. Jest to jedna z najbardziej znaczących opowieści o Jezusie: jego naleganie, że najpierw trzeba poznać jedność, bo jedność jest podstawą wszystkiego.
         Gdy jesteś przebudzony, jesteś jednością. Gdy zasypiasz, stajesz się wielością. Zauważyłeś to? We śnie tyle ról odgrywasz jednocześnie. Rankiem, gdy się budzisz, jesteś jednością. We śnie jesteś tym, który śni, jesteś tym, co jest śnione; jesteś kierownikiem snu, jesteś aktorem, jesteś opowieścią, jesteś sceną i jesteś też publicznością. Stajesz się wielością, ulegasz rozpadowi, stajesz się tłumem. We śnie przestajesz być jednością. Gdy budzisz się, nagle kierownik, aktor, opowieść, scena, dramat, publiczność, to, co jest śnione i ten, kto śni, wszystko znika w jednej jedności. Hindusi nazywają cały ten świat krainą snu - maya. Śpimy bardzo głęboko. Dlatego poszukiwanie jedności, albo poszukiwanie uważności jest tym samym; bo stając się uważnym, stajesz się jednością - albo, stając się jednością stajesz się uważny.

czwartek, 11 października 2012

Ezoteryka - Siedem ciał człowieka

Wiedziałeś o tym, że masz siedem ciał? Osho...miał wejścia w taki świat, o którym nic nie wiemy. Oświecony. Filozof, erudyta, religioznawca. Wykładał na uniwersytetach. Znawca Rigwedy i innych starych hinduskich ksiąg, spisanych tysiące lat temu. Zanim biblia powstała. Nie wywyższał się. Praktykował przez kilka lat u hinduskich "świętych". Po tej praktyce stwierdził, że ci "święci" są ciężko chorzy i trzeba ich leczyć.....



-Słowa same w sobie nie mają żadnego znaczenia. Tylko doznania mają znaczenie. Tylko wtedy, gdy doświadczyłeś czegoś z tych siedmiu ciał, będą one miały dla ciebie znaczenie. Aby ci pomóc, na każdym planie istnieją różne metody.

Zacznij od fizycznego. Wtedy otwiera się przed tobą każdy dalszy krok. Odkąd pracujesz nad pierwszym ciałem, masz wglądy w drugie. Dlatego zacznij od ciała fizycznego. Bądź go świadomy, z chwili na chwilę. I bądź świadomy nie tylko na zewnątrz. Możesz też być świadomy ciała od wewnątrz. Mogę być świadomy swojej dłoni gdy widziałem ją z zewnątrz, ale jest w tym także pewne wewnętrzne odczucie. Gdy zamknę oczy, nie widzę dłoni, a mimo to jest pewne wewnętrzne odczucie, że coś tam istnieje. Nie bądź więc świadomy ciała tak, jakbyś widział je z zewnątrz. To nie może zaprowadzić cię do wewnątrz. To wewnętrzne odczucie jest całkiem inne.

Gdy czujesz ciało od wewnątrz, pierwszy raz dowiesz się co to znaczy być w ciele. Widząc je tylko z zewnątrz, nie możesz poznać jego sekretów. Znasz tylko zewnętrzne granice, jego wygląd dla innych ludzi. Gdy widzę swe ciało z zewnątrz, widzę je tak, jak inni je widzą, ale nie poznałem go takim, jakie jest dla mnie. Widzisz moją dłoń z zewnątrz i ja też ją widzę. Jest to coś obiektywnego. Tą wiedzą możesz podzielić się ze mną. Ale moja dłoń, tak widziana, nie jest poznana od wewnątrz. Stała się własnością publiczną. Możesz ją znać tak samo jak i ja.

Dopiero odkąd widzę ją od wewnątrz, staje się moją tak, że tego nie można przekazać. Nie możesz tego poznać, nie możesz dowiedzieć się jak ja czuję ją od wewnątrz. Tylko ja to wiem. Ciało, które znamy, nie jest naszym ciałem. Jest ciałem znanym obiektywnie wszystkim, ciałem, które lekarz może poznać w laboratorium. Nie jest ciałem, które jest. Tylko prywatne, osobiste poznanie może prowadzić do wnętrza, wiedza publiczna nie. Dlatego fizjologia czy psychologia, które są obserwacjami z zewnątrz, nie doprowadziły do poznania naszych wewnętrznych ciał. Znają tylko ciało fizyczne.

Wskutek tego powstało tyle dylematów. Ktoś może wspaniale czuć się wewnątrz, ale my zmuszamy go, żeby uwierzył, że jest brzydki. Gdy zbiorowo tak się wypowiemy, i on może się z tym zgodzić. Ale wewnątrz nikt nie czuje się brzydkim. Poczucie wewnętrzne zawsze jest poczuciem piękna.

To zewnętrzne poczucie tak naprawdę wcale nie jest poczuciem. Jest to tylko moda, kryterium narzucone z zewnątrz. Ktoś piękny w jednej społeczności może być brzydki w innej. Ktoś piękny w jednym okresie historii może taki nie być w innym. Ale to najgłębsze poczucie zawsze jest poczuciem piękna, gdyby więc nie było zewnętrznych kryteriów, nie byłoby brzydoty. Mamy pewien ustalony obraz piękna, wspólny dla wszystkich. Dlatego jest brzydota i piękno, innego powodu nie ma. Gdybyśmy wszyscy stali się niewidomi, nikt nie byłby brzydki. Każdy byłby piękny.

Odczucie ciała od wewnątrz jest pierwszym krokiem. W różnych sytuacjach ciało jest różnie odczuwane od wewnątrz. Gdy jesteś zakochany, masz pewne szczególne odczucie wewnętrzne. Gdy doznajesz nienawiści, to wewnętrzne odczucie jest inne. Gdy spytasz Buddę, powie “miłość to piękno", bo w swoim wewnętrznym odczuciu wie, że gdy jest pełen miłości, jest piękny. Kiedy jest nienawiść, złość, zazdrość, dzieje się wewnątrz coś, co sprawia, że zaczynasz czuć się brzydkim. Zatem odczujesz, że w różnych sytuacjach, w różnych chwilach, w różnych stanach umysłu jesteś różny.

Gdy czujesz się leniwy, różni się to od tego, gdy czujesz się aktywny. Kiedy jesteś śpiący, jest pewna różnica. Te różnice trzeba poznać i wyraźnie widzieć. Tylko wtedy zapoznajesz się z wewnętrznym życiem swojego ciała. Wtedy znasz tę wewnętrzną historię, wewnętrzną geografię siebie w dzieciństwie, w młodości, w starości. Z chwilą, gdy stajesz się świadom ciała od wewnątrz, drugie ciało automatycznie pojawia się na widoku. Teraz to drugie ciało będzie poznane z zewnątrz. Gdy znasz pierwsze ciało od wewnątrz staniesz się świadomy drugiego ciała z zewnątrz. Z zewnątrz pierwszego ciała nie można poznać drugiego, ale z jego wnętrza można zobaczyć zewnętrze drugiego ciała. Każde ciało ma dwa wymiary, zewnętrzny i wewnętrzny. Tak, jak ściana ma dwie strony, jedną z zewnątrz, drugą do wnętrza, tak każde ciało ma pewną granicę, ścianę. Gdy poznasz pierwsze ciało od wewnątrz, stajesz się świadomy drugiego ciała z zewnątrz.

Jesteś teraz pośrodku – wewnątrz pierwszego, a na zewnątrz drugiego ciała. Drugie ciało, ciało eteryczne, przypomina zagęszczony dym. Możesz przejść przez nie bez przeszkód, ale nie jest ono przezroczyste, z zewnątrz nie można zajrzeć w jego wnętrze.

Pierwsze ciało jest lite. Drugie ciało pod względem kształtu jest dokładnie takie samo jak pierwsze, ale nie jest lite.

Gdy pierwsze ciało umiera, drugie żyje jeszcze trzynaście dni. Podróżuje razem z tobą. Potem, po trzynastu dniach, i ono umiera. Rozprasza się, wyparowuje. Gdy poznasz drugie ciało za życia pierwszego, może będziesz świadomy gdy to się stanie.

sobota, 8 września 2012

Szósta czakra - trzecie oko



.... Spotyka się prawe z lewym, spotyka się rozum i intuicja, spotykają się męskość i kobiecość, yin i yang. Trzeba tu coś zrozumieć. W trzeciej czakrze, mężczyzna i kobieta spotykają się na planie fizycznym, zewnętrznie. W szóstej znów spotyka się męskość i kobiecość, ale już nie na zewnątrz, a wewnątrz. Trzecia to ośrodek seksu, a szósta to ośrodek tantry.
               Wewnątrz jesteś obojgiem. Połowa twego istnienia jest kobieca, połowa twego istnienia jest męska. W trzecim oku, tam jest spotkanie. To trzecie oko jest symboliczne, oznacza, że twe prawe oko i lewe oko rozpływają się w jednym oku: ono staje się trzecim okiem. Teraz masz dwoje oczu, dwa istnienia. Potem będziesz miał jedno oko.                           
             Jest takie powiedzenie Jezusa, o ogromnym znaczeniu. Posłuchaj go, medytuj nad nim. Jezus powiada: "Gdy tak oko twe jednym się stanie, całe ciało twe pełne światła będzie."
          Mówi on o trzecim oku. Powtórzę: - Gdy oko twe jednym się stanie, całe ciało twe pełne światła będzie. Jedno oko łączy się z lewą półkulą mózgu, drugie łączy się z prawą półkulą mózgu. Oba są podziałem twojego istnienia, nie jesteś jeszcze symfonią.
           Twoja lewa i prawa strona są asymetryczne. Przyjrzałeś się kiedyś swej twarzy? Połowy twojej twarzy, prawa i lewa, nie są symetryczne. Popatrz raz jeszcze w lustro, popatrz uważnie: lewa część twojej twarzy jest inna od prawej części twojej twarzy. Twój wewnętrzny umysł podzielony jest na prawą i lewą półkulę, i funkcjonują one na różne sposoby. Lewa półkula rozumuje, a prawa półkula działa intuicyjnie. Poezja rodzi się z prawej półkuli, logika rodzi się z lewej półkuli. Jeśli lewa półkula poety zostanie usunięta, nic on nie straci, nawet nie będzie tego świadomy. Jeśli lewa półkula matematyka zostanie usunięta, zupełnie on zniknie, nie będzie wiedział, co robić. Zniknie całe jego doświadczenie. Wyobraźnia pochodzi z prawej, rozumowanie z lewej. Prawa półkula jest żeńska, a lewa półkula jest męska, a obie połączone są bardzo małym pomostem, ledwie są złączone. W szóstym ośrodku, w trzecim oku, te dwie półkule spotykają się i stają się jednością.
               Wtedy twój rozum nie jest przeciwny twojej intuicji, a twoja wyobraźnia nie jest przeciwna twojej logice. Wtedy twoja logika i twoja wyobraźnia działają razem. Popatrz: cokolwiek mówię, zawsze mówię logicznie, ale cokolwiek mówię, zawsze jest to nielogiczne. Treść jest nielogiczna, opakowanie jest bardzo logiczne.         
                 Jeśli twoja wiara jest przeciwna logice, nie dotarłeś jeszcze do wewnętrznej jedności. Twoja wiara powinna być poza logiką, a nie przeciwna logice. Pamiętaj o tym rozróżnieniu. Jeśli wiara jest przeciwna logice, jesteś nadal podzielony, to jedno oko jeszcze nie zdarzyło ci się.
           Najwięksi mistycy świata zawsze byli też największymi logikami. Shankara, Nagarjuna, wielki logik, a jednak potrafił być też nielogiczny. Wielcy logicy szli z logiką tak daleko, jak tylko zdołali, a potem nagle dokonywali kwantowego przeskoku... i mówili: "Do tej chwili logika pomaga, dalej, logika nie ma prawa istnienia." Jeśli chcesz dyskutować z Shankara, zostaniesz pokonany w tej dyskusji. Shankara podróżowal po całym tym kraju; wielki mistyk, a pokonał tysiące uczonych. Dziełem całego jego życia było: iść i pokonywać ludzi, a jednak był bardzo nielogiczny. Rano dyskutował tak logicznie, ze najwięksi logicy wyglądali przy nim dziecinnie. A wieczorem modlił się i tańczył w świątyni i płakał i łkał jak dziecko.
           Niewiarygodne. Napisał jedną z najpiękniejszych modlitw, i ktoś spytał go: "Jak możesz pisać tak piękne modlitwy? Jesteś takim logikiem, jak możesz być tak emocjonalny, że płaczesz i łkasz i łzy ci lecą?" Rzekł: "Moja intuicja nie jest przeciwna mojej logice, moja intuicja jest poza moją logiką. Moja logika ma pewne funkcje, które ma wypełnić: idę razem z nią, idę z nią z całego serca, ale potem przychodzi taka chwila, gdy nie może ona przejść poza... a ja muszę  przejść także poza..."
          Pamiętaj, jest to największa jedność. A gdy następuje to w trzecim oku, gdy spotykają się twoja kobiecość z twoją męskością, twoje wewnętrzne yin i yang, stajesz się jednością. Stajesz się jednością wewnątrz siebie.
                 A do jedności totalnej zostaje ci jeszcze tylko jeden krok……

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Piąta czakra


Piąta czakra to: - modlitwa, gardło, śpiewanie, porozumienie z Bogiem. W piątej czakrze spotykają się wewnętrzne z zewnętrznym. Pamiętaj, w czwartej spotykają się niższe z wyższym. W piątej spotykają się: wewnętrzne z zewnętrznym.
              Gdy wierny składa pokłon przed swoim bóstwem, to wnętrze składa pokłon zewnętrzu. Gdy ktoś śpiewa pieśn słońcu lub księżycowi, to wnętrze śpiewa pieśn zewnętrzu.            
             To mówi Martin Buber - Ja, to Ty. Ja, to doznawanie świata. Ty, to śpiew - modlitwa. I pamiętaj, byłeś świadkiem tylko jednego, widziałeś jak to wierny śpiewał pieśn swojemu bóstwu. Czasem modlisz się do Boga, a czasem to Bóg modli się do ciebie.
               Powiedziałem to tak, bo zazwyczaj nie mówi się tego, ponieważ powiedzenie, że Bóg modli się do ciebie wygląda na świętokradztwo, choć tak nie jest.
              Tak samo, jak matka, która śpiewa dziecku kołysankę... tak, Bóg także śpiewa kołysankę. Ale ty musisz na nią zapracować. Gdy twoja modlitwa została wysłuchana, gdy naprawdę otworzyłeś swoje serce, całkowicie zapomniałeś siebie, wtedy nagle modlitwa nie jest już ekspresją z twojej strony. Zaczynasz słuchać.......                                                            
               A Bóg zaczyna się modlić. Do ciebie.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Czakra serca


Czwarty ośrodek, to anahata; czakra serca. I w tej czwartej dopiero stajesz się człowiekiem.
Ta czakra wykracza poza seksualność, staje się czystą miłością. Kiedy widzisz kwiat, kwiat róży, i twoje serce tętni razem z nim, nie ma seksualności. Nie ma mężczyzny i kobiety, nie ma biegunowości, ot, jesteś poruszony pięknem. To piękno nie ma żadnego związku z mężczyzną i kobietą, to piękno jest poza nimi.
               Patrzysz w noc, całe niebo pełne jest gwiazd, i nagle jesteś poruszony do samego rdzenia swojego istnienia. Pojawia się ogromna radość... zaczynasz spotykać się z gwiazdami. Nie ma kwestii mężczyzny i kobiety, nie ma yin i yang, w ogóle nie jest to kwestia biegunowości. Miłość wychodzi poza biegunowość, seks zostaje poniżej biegunowości. Seks potrzebuje przeciwieństwa, miłość nie potrzebuje przeciwieństwa. Dlatego w seksie zawsze jest jakiś subtelny konflikt: ponieważ harmonia z przeciwieństwem nigdy nie może być totalna. Przez kilka chwil, może... i znowu wkrada się konflikt.  
              Kochankowie stale ze sobą walczą. Psycholodzy twierdzą, że gdy dwoje kochanków przestaje się kłócić, ukazuje to po prostu, że miłość zniknęła. Kochankowie są intymnymi wrogami. Ciągle się kłócą, dokuczają sobie. Tak, są chwile, gdy są całkowicie w sobie rozpuszczeni, ale są to rzadkie chwile, nieliczne i odlegle od siebie.
             W miłości biegunowość znika. Miłość bardziej przypomina przyjaźń. Możesz kochać drzewo, możesz kochać kamień, możesz kochać gwiazdy, możesz kochać trawę, możesz kochać cokolwiek. Miłość nie ma nic wspólnego z biegunowością mężczyzna-kobieta. Miłość jest ponad przeciwieństwami.
             Aż do trzeciej czakry, byłeś częścią królestwa zwierząt, byłeś jednym ze zwierząt, niczym więcej, niczym specjalnym. Ale w czwartej stajesz się kimś specjalnym, niepowtarzalnym - rodzi się ludzkość, stałeś się człowiekiem.
             Pamiętaj: - samo wyglądanie na człowieka nie oznacza, że jesteś nim.               
 Dopiero wtedy, gdy zaczyna funkcjonować czwarty ośrodek, stajesz się człowiekiem. Wielu ludzi umiera jak zwierzęta, nigdy nie wznoszą się ponad seksualność. Nigdy nie poznają, że jest pewien rodzaj miłości, który jest ponad przeciwieństwami i który jest ogromnie spełniający, gdyż nie ma w nim konfliktu. Miłość jest bezwarunkowa, seks jest warunkowy. W seksie jest dawanie i przyjmowanie. W miłości po prostu wylewasz siebie. Nie domagasz się, nie ma zapotrzebowania. Nie chodzi o to, że nic nie dostajesz - dostajesz po tysiąckroć więcej, ale nie domagasz się tego. Dzieje się to po prostu samo z siebie, cała egzystencja obsypuje cię we wzajemności, odpowiada echem.         
           Na pierwszej płaszczyźnie materia spotyka materie. Na drugiej płaszczyźnie życie spotyka się z życiem. Na trzeciej płaszczyźnie spotykają się przeciwieństwa, mężczyzna spotyka się z kobietą, yin spotyka się z yang. Na czwartej, anahata, niższe spotyka się z wyższym. Trzy ośrodki są poniżej anahaty i trzy ośrodki są wyżej od anahaty;
           Anahata to drzwi między jednymi i drugimi - pomost. W twym sercu Bóg spotyka się ze światem, nieprzejawione spotyka się z przejawionym, nieznane spotyka poznane, gospodarz spotyka gościa, umysł spotyka nie-umysł. Serce jest najbardziej tajemniczym ośrodkiem człowieka. I dopóki serce nie zacznie funkcjonować, nie poznasz celu życia. W sercu, pierwszy początek wyższego. Otwierają się rozległe przestrzenie... wychodzisz z tunelu. Anahata jest wielkim oknem, czyni cię ono dostępnym dla nieba i czyni niebo dostępnym dla ciebie. Możesz też powiedzieć to w inny sposób: w anahata, w miłości, spotykają się seks i modlitwa.
          Jeśli nie jesteś uważny, miłość może spaść i stać się seksualna. Jeśli jesteś dostatecznie uważny, miłość może wznieść się wysoko i stać się pełną modlitwy. Trzeba o tym pamiętać. Miłość jest bardzo krucha. Bardziej prawdopodobne jest, że miłość zejdzie do niższej rzeczywistości i stanie się seksem. Gdy zakochujesz się pierwszy raz w kobiecie lub w mężczyźnie, może nie być w tym nic z seksu. Wcześniej czy później jednak seks pojawi się. Gdy pierwszy raz patrzysz na piękną kobietę, może być poszanowanie, wielkie zdumienie, jakbyś w jej twarzy ujrzał twarz Boga. Gdy spojrzysz w oczy kobiety, nagle otwierają się drzwi do tajemniczości. Nie myślisz kategoriami seksu i ciała i fizyczności, w ogóle cię to nie obchodzi. Przyzywa cię coś wyższego. Ale potem zakochujesz się i stopniowo zapominasz to, co wyższe i wchodzisz w to, co niższe. Miłość prawie zawsze spada do tego, co niższe, gdyż nie jesteśmy świadomi.
                      I dlatego we wszystkich językach, gdy ktoś wchodzi w miłość, mówi się o nim: "wpadł po uszy, zakochał się.  Ludzie wpadają w miłość, bardzo rzadko wznoszą się w miłości. Pamiętaj, to sformułowanie jest bardzo prawidłowe. Miłość zaczyna się jako coś bardzo wysokiego, romantycznego, poetyckiego, boskiego, a potem stopniowo godzi się na coś bardzo zwyczajnego, fizycznego, zepsutego. Miłość zaczyna się jako modlitwa, początek miłości jest religijny, ale miłość kończy się w koszmarze.
        Pamiętaj o tym: jeśli jesteś czujny, możesz pomóc sobie, by nie spaść, możesz pomóc sobie i poddać się dyscyplinie wznoszenia się. Wtedy miłość może stać się modlitwą. W anahata, ośrodku serca, spotykają się niższe i wyższe. Jest to wielkie doznanie jedności, bardzo kruche, rzecz jasna, trzęsące się, drżące, niezbyt pewne; przypomina proces, idzie naprzód, cofa się; ale jeśli jesteś czujny, możesz wykorzystać ją jako punkt wyjścia do jeszcze wyższych możliwości

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Księżyc Boga - trzecia czakra


                Manipura; mężczyzna i kobieta chcą się spotkać, stać się jednością................. 
W Biblii powiedziano: Bóg stworzył Adama na swój obraz. Trzeba zrozumieć pewną kwestię. Adam musiał być obojgiem, Adam musiał być i Adamem i Ewą, inaczej Ewa nie mogłaby być wyjęta z Adama. W pierwotnym tekście hebrajskim użyto takich słów, które wszystko objaśniają: Bóg stworzył Adama-Ewę w jednym istnieniu. To pierwotnie stworzone istnienie nie było ani mężczyzną, ani kobietą, było jednym i drugim. Nie było to ani "on" ani "ona" była jedność. Tylko z tej jedności Bóg mógł wziąć oddzielną kobietę.
                Jeśli spytasz naukowców, powiedzą, że gdy dziecko dorasta w łonie matki, przez parę miesięcy nie jest ani chłopcem, ani dziewczynką, jest ciałem. Stopniowo pojawiają się cechy rozróżniające, staje się ono albo chłopcem, albo dziewczynką. Pierwotna komórka, jest zarazem męska i żeńska, nie jest jeszcze podzielona. Zatem powiedzenie, że Bóg stworzył Adama, nie jest właściwe. Moja sugestia jest taka: Bóg stworzył Adama-Ewę, a potem podzielił ich na dwie oddzielne istoty. Wraz z tym podziałem pojawiło się wielkie pragnienie spotkania tej drugiej osoby. Każdy mężczyzna szuka kobiety, i każda kobieta szuka mężczyzny. Szukamy przeciwieństwa, biegunowego przeciwieństwa. Bez tej drugiej osoby, zdaje się, jakby czegoś brakowało; bez tej drugiej osoby, życie wydaje się być niespełnione; bez tej drugiej osoby, zdaje się, że jesteś połową, nie całością. Stad jest tyle pogoni za miłością, kochaniem i byciem kochanym.
                 Jeśli chodzi o niższą naturę, jest to najwyższy ośrodek. W trzech niższych ośrodkach, seks to najwyższy ośrodek. Żarłoki tylko gromadzą, to najgorsi ludzie w świecie. Nigdy nie dzielą się, skąpcy, bogaci, gromadzący, wyzyskujący.
                Lepsi od nich są politycy, oni przynajmniej wchodzą w relacje międzyludzkie. Ale i oni są niebezpieczni, gdyż ich relacje są oparte na panowaniu. Znają tylko jedno: albo ulegasz komuś, albo nad kimś panujesz. Cały ich język jest nieludzki. Nie znają żadnych relacji ludzkich, znają wojnę, znają przemoc, znają agresję. Całym ich staraniem jest stanie się tak dominującym, by każdego móc wchłonąć.
                 Tak robił Aleksander Wielki, tak robił Adolf Hitler. Lepsze jest to od pierwszego, przynajmniej tworzą jakieś relacje międzyludzkie. Nawiązują te relacje niewłaściwie, ale przynajmniej je nawiązują. Żarłok wchodzi w relacje tylko z przedmiotami: pieniędzmi, jedzeniem, domem, samochodem. Polityk wchodzi w relacje z ludźmi. Jego relacje nie są jeszcze wiele warte, są to relacje prymitywne, bardzo pierwotne. Trzeci ośrodek wchodzi w relacje oparte na seksie, dwojgu kochankach: są to poeci, artyści, malarze.
             Trzeci jest najwyższy w niższych ośrodkach, człowiek zaczyna się dzielić.
A gdy kogoś kochasz, nie chcesz dominować. Pamiętaj: jeśli chcesz dominować, twoja miłość skażona jest drugim ośrodkiem, nie jest jeszcze miłością. Jeśli naprawdę kochasz, chcesz wolności dla siebie i chcesz też wolności dla tej kochanej osoby.
Miłość daje wolność, daje niezależność, bo piękno miłości jest tylko wtedy, gdy wynika ona z wolności. Nie jest to dominowanie, jest to dzielenie się, odpowiedzialne dzielenie się, jesteś szczęśliwy dzieląc się swoimi energiami. Ale i to jeszcze nie jest ludzkie, zwierzęta też potrafią to robić, robią to bardzo dobrze, lepiej niż ludzie. Ale to poszukiwanie prowadzi wyżej. Gdy mężczyzna i kobieta naprawdę się spotykają i następuje orgazm, będziesz miał pierwszy przebłysk, daleki przebłysk boskości. Stąd atrakcyjność seksu, stąd to głębokie pragnienie orgazmu seksualnego, bo jest w nim odzwierciedlona jedność - tylko na chwilę, może nawet nie na chwile, na ułamek sekundy... jedynie umykający przebłysk... ale to Bóg przechodzi obok……..               
            
           Człowiek uzależniony od jedzenia jest bardzo daleko, nie ma nawet przebłysku. Człowiek uzależniony od władzy jest bardzo brzydki, bardzo agresywny, jest w wielkim zamieszaniu - ten przebłysk nie jest możliwy.
            W głębokim romansie seksualnym Bóg może po raz pierwszy przeniknąć do ciebie. Pierwszy promyk samadhi pojawia się w orgazmie seksualnym. Tak naprawdę, człowiek zaczął myśleć o samadhi tylko wskutek orgazmu seksualnego, gdy stał się świadomy tej chwili błogosławieństwa, gdy dwie osoby spotykają się tak głęboko, że roztapiają się w sobie, że ich granice przestają być granicami, że jakoś w cudowny sposób zaczynają tętnić w jednym ośrodku, że nie są dwojgiem serc, że nie są dwojgiem oddychających ciał, stają się jednością. Pojawia się pewien rytm, harmonizują się ze sobą. A ten rytm jest tak ogromny, tak potężny, że oboje zatracają się w tym rytmie, że oboje powierzają się mu.
            Pamiętaj: - w drugim ośrodku chcesz kogoś podporządkować sobie, a ten ktoś usiłuje podporządkować sobie ciebie. W trzecim ośrodku oboje powierzacie się czemuś, co jest poza wami. Oboje powierzacie się bogu miłości. Oboje powierzacie się orgazmicznej jedności energii seksu; w tym powierzeniu, oboje znikacie. Na jedną chwilę jesteście Adamem i Ewą razem. I Biblia mówi: Bóg stworzył Adama – Ewę, na swój obraz. Gdy Adam i Ewa naprawdę się spotykają, obraz Boga znów jest odzwierciedlony w stanie twej świadomości.

            W twym jeziorze świadomości odbija się księżyc Boga... wciąż jest odległy, ale ten pierwszy przebłysk wszedł w ciebie.

środa, 9 listopada 2011

REKORD i LICZBA 666

Mija w tych dniach 6 miesięcy od momentu zaistnienia Astronomii Finansowej. To pierwsza szóstka. Dwie pozostałe, to przekroczenie 66 tysięcy odsłon ! 66 – to liczba mistrzowska mojego Przewodnika Duchowego. Może mam obsesję na punkcie liczb? A może nie? Trzy szóstki.... to piękna liczba. Nie lubi jej kościół chrześcijański. I Bóg z nim. Lubią ją w hinduizmie i buddyzmie. Po drobnym przekształceniu zamienia się w 108. 108 to suma kwadratów trzech szóstek. 108 pasterek zakochało się w Krisznie, 108 buddyjskich świętych, 108 koralików w buddyjskich róźańcach, 108 osób zasiada w parlamencie Nepalu. 108 dni to 2592 godziny. Mężczyźni w Polsce żyją przeciętnie 72 lata. To 25920 dni. I jeszcze jedna ciekawostka: Wysokość Wielkiej Piramidy, uzupełniona o brakujący Piramidion na wierzchołku, wynosi 149, 5 metra. A odległość Ziemi od Słońca, to 149 500 tys. km. -------Do Diabła przyszło kilku jego uczniów. Zmartwieni zapytali: - Dlaczego jeszcze tu jesteś? Cały nasz biznes jest zagrożony. Kolejny człowiek stał się buddą, dostąpił oświecenia. Musimy coś zrobić, bo jak nie, przemieni on ludzi. Wtedy nasz świat opustoszeje, kto przyjdzie do piekła? Zrób coś natychmiast! Nie ma czasu do stracenia. ---Nie martwcie się, rzekł Diabeł. – mam tam swoich uczniów, a następnych kilku wysłałem, są w drodze. Zbliżą się do tego świętego. Stworzą organizację. Nie ma się czym martwić, ta organizacja zrobi wszystko to, czego my nie możemy zrobić, organizacje zawsze robią to najlepiej. Nauczyła mnie tego historia. Stworzę kościół....nie muszę się nim zajmować. Oni sami wszystko zrobią. Ja tylko zachęcam i pomagam.- Osho. A obrazy.... znowu mistrz Dali.

poniedziałek, 26 września 2011

Poznaj siebie - to klucz do życia



Poznaj siebie. To nie tylko klucz do zarabiania, ale i klucz do udanego życia wogóle.
Szczerość wobec siebie jest niezbędna, bo niby jak? Siebie oszukać? Nie da się. Znamy swoje stany emocjonalne, które zawsze, gdy jest wzburzenie, odbiją się na transakcjach. Uczę, żeby nikomu nie wierzyć, tylko sobie. Uczę odwagi, ufności, ale też ostrożności. Staram się opowiadać o wielu metodach inwestowania, po to, aby każdy wybrał tę jedną, niepowtarzalną, bo swoją. I nauczył się zwracać uwagę na sygnały wejścia i wyjścia. I zdecydował, co mu odpowiada: czy daytrading, który wyczerpuje na dłuższą metę, bo wymaga siedzenia przy komputerze, czy też inwestowanie na dłuższych ruchach. Jeśli daytrading, koncentrujemy się na interwale 10 minut, przykładowo. Jeśli to mają być większe ruchy, sygnałów będziemy szukać w interwałach 1 – 4 godziny, lub dziennych.
To już są banały, ale powtórzyć nigdy nie zaszkodzi. I staram się nauczyć myślenia, aby uczeń był samodzielny, nieuzależniony od nauczyciela, i od giełdy oczywiście. Po początkowym zainwestowaniu dużej części naszego czasu, powinien przyjść moment równowagi, który określamy słowami : - To rynki finansowe są dla mnie, a nie ja dla nich. Robię sobie urlop. Słyszę to coraz częściej i to mnie ogromnie cieszy. My jesteśmy cenni, nasz czas, nasze życie, nasi najbliżsi, nasze zadowolenie z tego, co robimy. Inwestowanie swoich pieniędzy, to duża sztuka, której się trzeba uczyć od kilku osób. Tak mówią. Ale czy to prawda? Może po prostu trzeba znaleźć dobrego nauczyciela w danej dziedzinie i wtedy wystarczy jeden.? Nie wiem. Bo każdy widzi rynek nieco inaczej. W wiosennych przemowach tegorocznych do studentów, miałem komfort psychiczny, mówiąc to, co myślę: nic nie róbcie, w nic nie inwestujcie, przyglądajcie się tylko rynkowi. A jeśli już zdecydujecie się na grę na rynku, to akcje są bezpieczniejsze. A jeśli będziecie się czuli na siłach wejść na rynek kontraktów, to zalecam robić to jednym CFD za 60 zł. Można wtedy stracić 15 zł i system zamknie naszą pozycję. Ponawiamy próbę. Jeśli dopłacanie powtarza się, jest jeden wniosek : COŚ jest nie tak. I teraz dwie możliwości : albo to nasz stan psychiczny ( emocje lub jakiś problem życiowy ) lub żle czytamy sygnały z rynku. Jeśli zdiagnozujemy że to psychika, polecam Eckharta Tolle – Potęga Terażniejszości. Bo ten nasz stan psychiczny to według mnie 90% powodzenia giełdowego. Tylko 10 % to wiedza. Jeśli postępujemy wbrew sygnałom z rynku, to brak dyscypliny ( niezważanie na średnie SMA, żle ustawiany stop, lub brak stopu, upieranie się, że rynek musi pójść w „naszą” stronę ) czyli też psychika. I koło się zamyka. Tak, czy tak, to Coś, jest szalenie ważne. Przerabiałem to na sobie wielokrotnie. ---A dla osiągnięcia równowagi, popatrzmy na jedno z dzieł pt."Salvatore Dali". W filmie "O północy w Paryżu", był wyeksponowany jako szaleniec, ale tylko szaleńcy osiagają wielkość.