Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Druidzi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Druidzi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 listopada 2021

Kto jest dziś ludożercą


 

Kanibalizm

Afryka w początkach XX wieku. Ferdynand Ossendowski pisał, że murzyni wcale nie kryli się z tym upodobaniem. Tak, upodobaniem, bo po pierwsze było to działanie uświęcone tradycją – wroga należy zjeść, a po drugie twierdzili, że mięso ludzkie jest najsmaczniejsze.



      Cywilizowany świat oburzał się z tego powodu, a podróżnik argumentował:

 „Kiedy napastnicy spychali tubylców coraz głębiej w nieurodzajny teren, głód i pragnienie przysłaniały wszystko. Ciało wroga stawało się cennym pokarmem, a jego krew gasiła pragnienie.

     Potem było coraz gorzej. Dlatego wodzowie ustalili Krwawe Ofiary z najsłabszych ludzi szczepu, a gdy i to nie wystarczało, ogłoszono zakaz grzebania zmarłych i poległych, ciała ich oddając na pożywienie dla wojowników, kobiet i dzieci.

To surowa potrzeba spowodowała powstanie właśnie takich obyczajów wśród zrozpaczonych szczepów, które były ścigane przez zaborczych i okrutnych przybyszów. Tubylcy cofali się przez długie wieki, aż oparli się w niedostępnych lasach”.







 

       Cywilizowany świat atakował Ossendowskiego, za obronę murzyńskich zwyczajów, a podróżnik wcale nie miał zamiaru się bronić, w myśl zasady, że najlepszą bronią jest atak.

Dlatego pisał: 

„A przypomnijcie sobie, jak długo żyły starodawne kulty w waszym społeczeństwie!

     W Anglii i Irlandii druidowie zniknęli i to nie od razu, z chwilą narzucenia siłą nauki Chrystusa. Przez wieki jednak druidyzm wypływał walcząc z wpływami Nazarejczyka!

Przypomnijcie sobie Juliana Odstępcę i powrót do wierzeń helleńsko-rzymskich!

A zapomnieliście już, że podczas wojen, klęski głodu w Rosji 1921-23, wśród rozbitków z tonących okrętów, więźniów uciekających z francuskich, czy angielskich galer, z rosyjskich więzień, wśród poszukiwaczy złota, błądzących w puszczy czy w górach – przypadki ludożerstwa były na porządku dziennym!

    Czyż w Rosji Wschodniej, a nawet Środkowej nie istnieją nawet dziś ( lata dwudzieste XX wieku) kulty przodków, obok licznych świątyń obrządku wschodniego i zastępów policji, nauczycieli i lekarzy?

      Czyż tam nie modlono się oficjalnie w urzędowych kościołach, a szczerze przed figurami szczepów Czuwaszów, Mordwińców, Czeremisów, lub przed starosłowiańskimi zbutwiałymi pniami dębów poświęconymi Perunowi?

    Powiecie mi, wy dumni ludzie, że piszę o Rosji – kraju niepojętym, gdzie wiedza i czarnoksięstwo, zabobony i ohyda są dziełem jednej matki.

 Przypomnę więc wam coś, na co godzicie się bezmyślnie.

 

Boicie się trzynastki tak dalece, że w waszych hotelach nie ma pokoju o tym numerze. Tę bojaźń ktoś zaszczepił w ludziach w średniowieczu.

(Żydowska kabalistyczna Księga Zohar podaje znaczenie liczby trzynaście jako „miłość”. Pełen pychy KK zawsze starał się i to na wiele sposobów przykrywać swymi symbolami znaki innych, rzekomo gorszych religii. Tak stało się ze świętymi miejscami naszych słowiańskich ojców – dziś stoją w tych miejscach kościoły. Trzynastki nie udało się przykryć, więc zastosowano dyskredytację – trzynastka jest zła. I tak było dopóki trzynastka nie pokazała się w godzinie śmierci Wojtyły – od tej pory stała się jakby święta.  Przyp.autora bloga)

   Mówicie o Belzebubie, a zapominacie, że był to babiloński i fenicki Baal-Zebub – Stwórca. Bóg Asurbanipala i Sargonidów.

 (Aż do naszych czasów przetrwały potężne fundamenty Świątyni Boga Baala w Libanie w miejscowości Baalbek – autor bloga).

      

Korzystacie z wróżbiarek tak samo, jak to czynili mieszkańcy asyryjskiej Niniwy, pastuchy z północnej Gobi, wojownicy z Himalajów i myśliwi znad morza Beringa.

       Macie uświęcone obyczajem huczne święta po zbiorach urodzajów i karnawałowe szaleństwa, lecz tak samo czynili czciciele Demeter i Persefony w kulcie agrarnym.

W tych samych porach roku tańczyły bachantki, uwieńczone kwiatami, nagie, pijane winem i żądzą.

     Boicie się, panie i panowie, samotnych drzew dziuplastych, mogiły samobójcy, a nie chcecie wiedzieć, że tych samych miejsc boją się Arabowie, Tauregowie i Murzyni, bo tam mają swe siedziby duchy przodków i złe duchy – dżiny.

      Wierzycie, że podkowa przynosi szczęście, a zapominacie, że wykuł ją kowal – haddad, półczarownik.

      Pukacie w niemalowane, czy w pierwszy lepszy drewniany przedmiot, nie wiedząc czemu, a wasz czarny brat robi to samo, tylko, że on wie, że w drzewie osiedlił się duch jego przodka-opiekuna.

      Rozprawiacie o reinkarnacji i transmigracji dusz, wasi okultyści znają nawet górę, do której one zdążają, a czyż co innego od wieków mówią bramini i buddyści w Indiach, czy Tybecie, ale także kapłani ziemi szczepów Mossi, Senufo, Aszanti czy Guro?

      Wy również jesteście ludożercami, gdyż wasze prawo, wasza nauka i wiara, pozwalają przekładać w chore, sterane ciało – młode i silne kości, skórę i narządy zdrowych ludzi z waszego społeczeństwa, wlewać ich krew do waszych zwiędłych żył.

      Czyż dla wypchania brzuchów waszych banków nie składacie ofiary z ciała i krwi waszych biedniejszych braci, pozbawiając ich odporności zatrutym oddechem fabryk i kopalń?

     Pomyślcie, czy wasze ludożerstwo i wasze krwawe ofiary nie są bardziej potworne od murzyńskich, bo wy pożeracie nie tylko ciała, lecz także z niezwykłą perfidią ludzkie dusze, zabijając w nich radość życia i chęć istnienia!

      Powinniście czuć nie pogardę, lecz współczucie dla czarnych zjadaczy ludzi.

     Należy bowiem przekonać ich, że minęły czasy, gdy bogowie łaknęli krwi i że teraz ludzie powinni nazywać siebie braćmi.

Powinna nadejść chwila, gdy wszystkie drewniane i kamienne fetysze trafią do muzeów, a biali i czarni ludzie z jednakowym wstrętem będą się im przyglądać jak straszliwym potworom przedpotopowym”.

sobota, 4 listopada 2017

Słowo na niedzielę

Czyli nieco o religii naszych słowiańskich praojców.

Zaprawdę, powiadam Wam: - Kto ma uszy, ten słyszy.
                                                                  Kto ma oczy ten widzi
                                                          Kto ma własny rozum, ten rozumie.

Człowiek jest istotą religijną z urodzenia i ma naturalną potrzebę poszukiwania sacrum.
     Powstaje jednak pytanie: - czemu szukać obcego wyznania, jeśli na przykład Polacy, czyli patrząc szerzej: - Słowianie, dopracowali się swojej własnej religii?

Człowiek znający historię, od razu się poruszy: - jak to szukać obcej religii? 
Przecież tej religii nie szukaliśmy, ona została nam narzucona przemocą!
       Ok. Chrześcijaństwo zostało nam narzucone przemocą.
Jednak sedno jest nieco głębiej: - dzięki wsparciu kapłanów każdej religii, znacznie łatwiej jest rządzić zwykłym człowiekiem......

W ostatnich dziesięcioleciach, coraz większa liczba liczących się przedstawicieli myśli Zachodu, zaczyna podzielać pogląd, że dotychczasowe zasady rządzące społeczeństwem, wywierają niekorzystny wpływ na fizyczne i duchowe oblicze świata.
        Jednym z elementów tej krytycznej samooceny, stał się wzrastający nurt nowych systemów wiary opartych na czci dla Ziemi i jej naturalnych cykli.
Podwaliny tego ruchu tkwią w XIX wiecznych romantycznych ideałach ludzkości żyjącej w harmonii z przyrodą. Ten nurt inspirował na przykład odrodzenie się druidyzmu.
        Zgodnie z poglądami wyznawców wiary w Naturę, w wyniku migracji indoeuropejczyków na zachód, tradycje oparte na czci Ziemi, personifikowanej w postaci Wielkiej Bogini Matki - Gai, zostały zastąpione zdominowanym przez mężczyzn militarystycznym etosem, wyrażanym panteonem gniewnych i wojowniczych bogów nieba.
       W rezultacie ludzie Zachodu na tysiące lat utracili widzenie ważności świata przyrody......

W poszukiwaniu środków mających przywrócić harmonijne obcowanie z przyrodą, wolnomyśliciele szukają inspiracji u ludów, u których naturalna religia – szamanizm, pozostał wciąż żywy, lub zwracają się w stronę starożytnych kultur, np. Celtów.
      Największa z tych grup, Kościół Wszystkich Światów, opiera się ma wielbieniu Bogini Matki,
Zachodni zwolennicy Śri Aurobindo, założyli eksperymentalną społeczność o nazwie Auroville, aby zademonstrować, w jaki sposób ludzie z różnym pochodzeniem społecznym, wywodzący się z odmiennych kultur, mogą współżyć w zgodnej harmonii.
        Według Juliusza Cezara Druidowie wykorzystywali w swym kulcie naturalne leśne miejsca mocy, (druid – greckie określenie dębu), u Słowian były to Święte Gaje.
W późniejszych latach zrodziły się legendy o praceltyckim pochodzeniu Stonehenge i innych budowli neolitycznych.



Tu ponownie wspomnę o krzywdzie, jaką chrześcijaństwo, jako religia obca słowiańskiej nacji, wyrządziło wierzeniom naszych słowiańskich praojców.
         Wierzenia owych oparte były także na Miejscach Mocy,
I nie potrzeba zaraz Juliusza Cezara, aby nam o tym przypominał.
W Miejscach Mocy, w ceremoniach szamańskich można było spotkać się z duchami przodków, składać hołdy Bogom Natury - Poświstowi i Światowidowi.

      Pisałem o Chrobacji i starosłowiańskim centrum religijnym na Łysej Górze
      Podczas chrystianizacji tępiono, palono, rozbijano i niszczono na naszych ziemiach wszystkie materialne wytwory związane z wiarą Słowian. Trzeba było cudu, aby coś się zachowało. I taki cud się zdarzył.


 Na zdjęciu kamienny Światowid ze Zbrucza - Muzeum w Krakowie.

      Wiara w Duchy Miejsca jest dalej kultywowana w naturalnej, japońskiej religii shinto. Religia shinto zachowała się dzięki temu, że Japończycy w odpowiednim czasie wygnali ze swojej ziemi chrześcijańskich średniowiecznych misjonarzy.
Był o tym wpis pt. „Milczenie”.

Niech Moc będzie z Nami.

czwartek, 1 listopada 2012

Dziady - słowiańskie Halloween



 Słowiańskie Dziady, czyli światło dla naszych bliskich zmarłych.
Dwa tysiące lat temu Celtowie zamieszkujący ziemie dzisiejszej Irlandii, Anglii, Szkocji i północnej Francji 31 października obchodzili dzień zmarłych. Data ta była nieprzypadkowa. Tego dnia również świętowano zakończenie lata i rozpoczęcie pory zimowej

Halloween, to zwyczaj obchodzony w nocy 31 października, jako wigilia uroczystości Wszystkich Świętych, stąd prawdopodobna geneza nazwy. Jest on związany z maskaradą, która ma odstraszać złe duchy. Największą popularnością cieszy się w krajach anglosaskich. Halloween wywodzi się z celtyckiego święta Samhain, które było pożegnaniem lata, powitaniem zimy i świętem zmarłych. W tym dniu zaświaty łączyły się ze światem realnym. Dochodziło do kontaktów duchów osób zmarłych z osobami żywymi.

Była to także bardzo niebezpieczna pora ze względu na atak złych duchów, które usiłowano odstraszać dziwnymi, strasznymi przebraniami. W tym dniu druidzi, kapłani celtyccy, nosili czarne stroje, które stały się symbolem święta. Był to zarazem najlepszy czas na wykonywanie czarów i wróżb, które miały ogromną moc sprawczą.


Bardzo ważnym elementem Samhain, było palenie ognisk, które miały przedłużać dzień i wzmacniać walkę słońca z ciemnością. Po roku 835, chrześcijaństwo przejęło ten termin - (przykryło, zaanektowało) swoją nazwą, jako obchody uroczystości Wszystkich Świętych, przenosząc je z maja na 1 listopada.

Emigranci z Irlandii w XIX wieku przenieśli zwyczaje Halloweenu do USA. W ten sposób Halloween stał się najpopularniejszym po Bożym Narodzeniu świętem tego kraju i na stałe wpisał się w jego kulturę. W tym dniu suną po ulicach miast i miasteczek, pochody wampirów, czarownic, duchów... Dominują kolory czarny i pomarańczowy a nieodłącznym atrybutem jest wydrążona dynia z umieszczoną wewnątrz zapaloną świecą. Święto to, jest ostro krytykowane przez środowiska kościołów chrześcijańskich, jako bezczeszczenie zasady wiary w świętych obcowanie. Ponieważ termin ten jest ważny dla Kościoła Szatana, Kościół Rzymskokatolicki, potępia Halloween,

Druidzi na święto Samhain, przygotowywali magiczny napój, który miał dawać moc kiełkującym nasionom zbóż. Sporządzali go z jabłek, miodu i piwa. Dziś także dokonuje się magicznych czynności, takich jak rzucanie orzecha do ognia, który jeśli pęknie z trzaskiem, oznacza nadejście wielkiej miłości. Innym zwyczajem jest wyławianie z napełnionej wodą miednicy jabłek, przy pomocy ust i zębów. Wyłowione, nieuszkodzone jabłko, zapewnia szczęście w nadchodzącym roku.

- Choć Halloween to dzień ciemności, możemy w nim myśleć o umarłych, którzy nadal żyją jako nasza inspiracja - powiedział w duchu pozytywnym o Halloween duchowny kościoła prezbiteriańskiego Henry Brinton. (PAP)

W słowiańskiej tradycji ludowej wierzono, że przesilenie np. jesienne, gdy zamiera przyroda, to czas, gdy dusze naszych zmarłych powracają do swoich domostw. Dlatego też w okresie przypadającym na przełom października i listopada kultywowano zwyczaj zwany Dziadami.

Jak wyjaśniła Elżbieta Dudek-Młynarska z Muzeum Etnograficznego w Rzeszowie już sama nazwa tego święta dowodzi, że wierzono, iż w tym czasie powracają do świata
żywych nasi przodkowie, czyli dziadowie.  Dziady, czyli słowiańskie Halloween


W tradycji ludowej wierzono, że przesilenie np. jesienne, gdy zamiera przyroda, to czas, gdy dusze naszych zmarłych powracają do swoich domostw. Dlatego też w okresie przypadającym na przełom października i listopada kultywowano zwyczaj zwany Dziadami.

Jak wyjaśniła Elżbieta Dudek-Młynarska z Muzeum Etnograficznego w Rzeszowie już sama nazwa tego święta dowodzi, że wierzono, iż w tym czasie powracają do świata żywych nasi przodkowie, czyli dziadowie.

- W tradycji ludowej każde przesilenie w naturze, nie tylko jesienne, ale i wiosenne to czas siłowania się dwóch mocy: jasności i ciemności. Wierzono, że właśnie w tym czasie granica między światem żywych i zmarłych jest nikła, a dusze przodków przychodzą do swoich domów - wyjaśniła etnografka.

W związku z tym, w czasie Dziadów w XVI-XVII wieku np. zapalano światło, aby ogrzać powracające na ziemię dusze. Zwyczaj ten przetrwał do czasów współczesnych, gdy na grobach bliskich zapalamy znicze.

 Dzisiaj Halloween to niezwykle barwne, wesołe i przede wszystkim komercyjne święto, które coraz śmielej wchodzi do naszego kraju, będąc przeciwwagą dla pełnych powagi, zadumy i smutku Wszystkich Świętych i Zaduszek. Czy u nas także wpisze się na stałe w kalendarz tradycji? Pożyjemy, zobaczymy...

piątek, 20 lipca 2012

Plemię Dogonów i gwiazdozbiór Wielkiego Psa


Syriusz (znany także jako Psia Gwiazda oraz α CMa) – najjaśniejsza i jedna z najbliższych gwiazd nocnego nieba, świeci 40 razy silniej od słońca. Jest położona w gwiazdozbiorze Wielkiego Psa. Jej jasność obserwowana wynosi -1,47 magnitudo, a odległość od Układu Słonecznego wynosi około 8,6 lat świetlnych. Nazwa pochodzi ze starogreckiego Σείριος Seírios (‘gorący’, ‘prażący’, ‘skwarny’, ‘ognisty’). Ma towarzysza – Syriusza B, niewidocznego z Ziemi bez teleskopu o średnicy obiektywu co najmniej 250 mm. To Biały Karzeł – gwiazda neutronowa o wielkiej gęstości. Spotkałem się z różnymi danymi na temat tej gestości. Jedna z wersji podaje, że 1 cm sześcienny gruntu Syriusza B na powierzchni Ziemi ważyłby tysiąc ton. ----------------------------------------------------------------------------------Dogoni to plemię zamieszkujące jaskinie Mali w Afryce Zachodniej. Trudnią się głównie rolnictwem, a ich kultura nie zmieniła się przez tysiące lat. Wywędrowali z Egiptu w czasach faraona Echnatona. Odeszli z Egiptu z powodów swych wierzeń. Naukowcy mówią: -„z powodów religijnych”. Jakie to powody dokładnie?. Faraon Echnaton miał widzenie. Uwierzył, że ma misję do spełnienia. Polecił usunąć cały korowód dotychczasowych bogów. Wznoszono świątynie dla nowego boga. Teraz był tylko jeden bóg. Nie podobało się to mieszkańcom Egiptu. Wtedy właśnie Dogoni zdecydowali się na migrację do Afryki Zachodniej. Natomiast pozostali Egipcjanie pogodzili się ze złem koniecznym. Panowanie Echnatona trwało 17 lat……Umarł. Tłumiona nienawiść w ludziach wybuchła. Zaczęli niszczyć. Potłukli posągi Echnatona i zrujnowali świątynie poświęcone słońcu. Następny faraon, Tutanchamon – syn Echnatona, aby uspokoić ludzi, natychmiast przywrócił dawnych bogów do łask. Ale Dogonów już w Egipcie nie było. Zabrali ze sobą wiarę swoich przodków. Wierzenia te mówią, że nauczyciele ich przodków przybyli na Ziemię bardzo dawno temu w kosmicznej arce z gwiazdy, którą nazywają 'po-tolo', a którą naukowcy identyfikują z Syriuszem. Zadziwiająca jest ich rozległa wiedza astronomiczna (wiedzą m.in. o pierścieniach Saturna i czterech głównych księżycach Jowisza), którą przekazali im, według Dogonów, podobni do płazów mieszkańcy kosmosu zwani Nommo, którzy dawno temu przybyli na Ziemię, właśnie z okolic Syriusza. Oczywiście brzmi to jak początek dobrej powieści science-fiction, ale pociągnijmy temat dalej, bo jest to naprawdę intrygująca historia...
W latach 1946-1950 francuscy antropologowie Marcel Griaule i Germaine Dieterlen prowadzili badania (wyniki opublikowano w 1950 r.), które wykazały, że kapłani Dogonów wiedzieli o istnieniu maleńkiej ukrytej gwiazdy zwanej 'po'. Twierdzili, że zbudowana jest z niezwykle ciężkiej substancji i krąży po elipsie wokół jasnej Psiej Gwiazdy - Syriusza, w cyklu pięćdziesięcioletnim. Wiedzą, że jest to gwiazda podwójna, prawidłowo podają pozycję Syriusza - w jednym z ognisk elipsy. Wiedzą, że Syriusz ma partnera - Syriusza B. Gwiazda, zwana Syriuszem B istnieje naprawdę. Po raz pierwszy astronomowie zaobserwowali ją w 1862 r. Ponadto tor gwiazdy zgadza się z opisem Dogonów. Najbardziej niezwykły jednak jest fakt, że Syriusz B jest całkowicie niewidoczny dla ludzkiego oka. Po raz pierwszy udało się go sfotografować dopiero w 1970 r. Dogoni twierdzą, że wokół Syriusza krąży jeszcze jedna gwiazda - Syriusz C, w płaszczyźnie prostopadłej do Syriusza B. Nazywają ją 'emme ya' (słońce kobiet). Nauka nie zna jednak takiej gwiazdy. Być może wkrótce zostanie odkryta. Skąd Dogoni wiedzą o istnieniu tej gwiazdy? W 'The Sirius Mystery” badacz Robert F.G. Temple wspiera tezę o pozaziemskich źródłach wiedzy Dogonów. Niektórzy przychylają się do teorii, że informacje wynieśli ze starożytnego Egiptu, około 5 tysięcy lat temu. Tylko skąd posiadali takie wiadomości ówcześni kapłani Egipcjan? Proste: również od obcych. Dogonowie wiedzą, że planety, w tym Ziemia obracają się wokół swych osi i obiegają Słońce. Twierdzą, że Jowisz ma 4 księżyce, a Saturn jest otoczony pierścieniem. Trudno założyć, by mogli dostrzec 4 największe księżyce Jowisza i pierścienie Saturna bez posługiwania się przyrządami. A jednak...Dogoni nie znają przyrządów wykorzystywanych w astronomii. Co najbardziej zadziwia naukowców to fakt, że Dogoni wiedzą, iż planety poruszają się po orbitach eliptycznych, a nie kołowych. Najbardziej szokująca jest wiedza Dogonów dotycząca orbit Syriuszy. Oni po prostu wiedzą więcej niż astronomowie. Wiedzą że Syriusz ma ciemnego, niewidocznego towarzysza, który okrąża go w cyklu 50 letnim. Ta druga gwiazda jest bardzo mała i ciężka, do tego zbudowana z materiału zwanego 'sagala', którego próżno szukać na Ziemi. Można się zgodzić, że Syriusza A dostrzegli gołym okiem. Ta gwiazda świeci 40 razy jaśniej od Słońca, położona jest w odległości zaledwie 8,7 roku świetlnego i już Grecy wymieniali go w swej mitologii. Ale skąd wiedza o Syriuszu B i C? Trzeba cofnąć się o 50 tysięcy lat, do czasów wojen nuklearnych na Lemurii i Atlantydzie. Do opisów Edgara Cayce. Będzie post na ten temat. Teraz skupiamy się na Dogonach. Dopiero w 1834 r. Friedrich Bessel zauważył, że położenie Syriusza A wykazuje drobne oscylacje, co wskazuje na okrążanie go przez niewidzialnego towarzysza. W 1862 roku optyk Alvan Clark próbował nowy teleskop soczewkowy o średnicy obiektywu 460 mm. Skierował go na Syriusza i odkrył obok słabo świecącą gwiazdę, zwaną teraz Syriuszem B. Użył najnowszego wtedy przyrządu optycznego! Jeszcze bardziej zdumiewa wiedza Dogonów o Syriuszu C. W latach 1928 - 1930 dwaj naukowcy z obserwatorium astronomicznego w Johannesburgu meldowali o odkryciu trzeciej gwiazdy. Obserwacji nie udało się powtórzyć przez następne 40 lat, chociaż pewne anomalie w widmie spektralnym Syriusza B zdają się świadczyć, że ona istnieje. Natomiast Dogoni są pewni istnienia 'słońca kobiet'. Syriusza A nazywają Dogoni po prostu gwiazdą - 'tolo'. Syriusz B to 'po-tolo', co oznacza gwiazdę o mikroskopijnych rozmiarach. To 'po' jest określeniem ziarna prosa, najmniejszego jakie jest im znane. Trzecia gwiazda nazywana jest 'emme-ya-tolo'. I podają przy tym zupełnie już nieprawdopodobną informację o księżycu Syriusza C, którego nazywają 'nyan-tolo'. Jeśli dodać do tego, że mają też własną teorię na temat Wielkiego Wybuchu, to naprawdę jest się nad czym zastanawiać.....Wszystko wskazuje, że ten lud miał kontakt z obcą cywilizacją. To nie jest prymitywny lud, żyją w harmonii z przyrodą. Prymitywni to my jesteśmy. „Pieskie dni” – uroczystości związane z Psią Gwiazdą – Syriuszem wypadają w końcu lipca. Są one obchodzone m.in. w Anglii w Stonehenge przez współczesnych Druidów. Na jednym z obrazków naukowiec trzyma w dłoniach przyrząd Dogonów do wyznaczania orbity Syriusza. Działanie przyrządu pokazane jest na drugim i trzecim obrazku.