Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mistycy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mistycy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 kwietnia 2026

Zagadki przyszłości

 


Niektórzy ludzie uważają, że zdarzenia przyszłe są dane raz na zawsze, jakby je KTOŚ wyrył na skale.

Inna część populacji zupełnie nie wierzy, że jest coś takiego jak Przeznaczenie. Ta część uważa, że życie składa się ze zbiegów okoliczności, a przyszłość jest niepoznawalna.

Najliczniejsza grupa zakłada, że przyszłość znajduje się we mgle, że „coś w tym jest” - czyli dopuszcza istnienie Zagadkowych Zdarzeń, których logika nie potrafi wytłumaczyć.   

       Pojawia się Niepewność.

Aby stawić czoło tej niepewności, tudzież nieznośnej świadomości ludzkiej śmiertelnej natury, poszukują Ostatecznej Odpowiedzi.

     Azaliż aby znaleźć taką odpowiedź, przedtem należy sformułować Ostateczne Pytanie.....

 

Tu rozum wycofuje się do tylnej ławki, a my jesteśmy prowadzeni prosto do Czegoś, co większość nazywa Bogiem, ponieważ istotą istnienia Boga jest wiara, a nie rozum.

    W każdym razie inteligentna istota powinna powziąć przeczucie, że Rzeczy Nie Są Takie, Jakie Się Wydają. O tym od wieków wiedzą mistycy, czyli osoby mające wgląd: nasz świat "realny" to tak naprawdę maya - sen.

W umocnieniu takiego przeczucia pomaga nauka, wykazując na przykład, że barwy, które widzimy są zwykłym złudzeniem.

       Co stwierdzam z przykrością, jako pasjonat kolorowych fotografii.







Maki niebieskie - himalajskie, żółte - alpejskie.

Znany kosmolog Carl Sagan, ostrzegał przed szowinizmem, który zakłada, że obce formy życia muszą w jakiś zasadniczy sposób przypominać życie ziemskie.

      Tę kwestię zwięźle ujęli twórcy Star Treka w słynnej frazie: „To jest życie Jim, ale nie takie, jakie znamy”.

 W 1999 roku brytyjski astronom królewski napisał, że wszechświat sprowadza się do sześciu prostych liczb.

Sześć prostych liczb, a ludzie coraz bardziej stają się uzależnieni od sieci internetowej oplatającej świat. Dziś elektroniczne zabawki są w każdym dziecinnym pokoju, a sieć niestety umożliwia także kontakt z pedofilami.

      W tle tych rozważań widzę Stanisława Lema i jego jakże swojskich Międzygalaktycznych Konstruktorów.

W świecie tym działają samopowielające się olbrzymie komputery zaprojektowane jako zaawansowane liczydła.

Lem nie przewidział bowiem miniaturyzacji powodującej, że mózgi wielkie jak cała planeta mogą mieścić się w kieszeni.

   Nie przewidział miniaturyzacji, ale i tak osiągnął niewiarygodnie dużo w prognozowaniu przyszłości.

 

 

 



wtorek, 25 lutego 2025

Ile waży dusza

 


                      Sny giełdowe.

Czytelnicy piszą o „snach giełdowych”, pomagających rozeznać kiedy szczyt, kiedy dołek, tudzież co dalej z wykresem (i pieniędzmi). Swego czasu, w istotnej długości statystycznej, bo dziesięciu lat, zapisywałem sny zaraz po przebudzeniu. Zapisywałem tylko te, które intuicyjne uznawałem za „prorocze” w temacie.

      Wyniki były ciekawe i jednoznaczne: - spadek miałem „murowany”, kiedy stałem w śnie nad przepaścią, albo zjeżdżałem z góry rowerem, lub na butach po śniegu, albo na sankach.

Wzrost natomiast wynikał ze snu, w którym stałem z zadartą głową u podnóża wielkiej góry, albo podziwiałem wysoki budynek. Ryby w czystej bieżącej wodzie oznaczały ogólnie zarobek (każdy ma inne osobiste archetypy).

Jak się okazało, rzecz zaliczała się do świadomego śnienia (dopiero w 2010 roku pojawiły się na rynku oferty warsztatów świadomego śnienia).

W czasie owym myślałem dużo o giełdzie i dbałem obowiązkowo o angażowanie osobistego Anioła do pomocy. Przed spaniem słałem prośbę; - Aniołku, pokaż mi co będzie….

Jednak problem był z długością fali - wzrostu, albo spadku. Czasami ewidentnie jednoznaczny sen kończył się na jednej sesji. Ta metoda jest niezwykła i daje moc radości, azaliż dziś wiem, że moja wiedza giełdowa w omawianym okresie dopiero się budowała. Owszem, sny jak najbardziej nadają się do prognozowania, ale trzeba do nich dodać AT, tudzież w moim przypadku Liczby Planetarne i dopiero wtedy gra muzyka. 

Jeżeli temat zainteresował kogoś z Czytelników, proszę napisać komentarz o swoich doświadczeniach w uzyskiwaniu wiadomości giełdowych tym sposobem i wynikach inwestowania.


Jako że dotykamy sfery ducha, opiszę badania naukowe zasygnalizowane tytułem posta.

W latach dwudziestych ubiegłego wieku doktor Duncan McDougal z Haverwill w stanie Massachusets przeprowadził kilka nietypowych eksperymentów. Postanowił atoli zważyć pacjentów, którzy wkrótce mieli umrzeć na gruźlicę. Dla wykonania tego zadania przenosił pacjentów wraz z łóżkiem na specjalnie przygotowaną czułą wagę – i czekał!

      W chwili śmierci u czterech spośród sześciu badanych nastąpiła utrata wagi 0d 56, 7 do 70,87 grama. Lekarz uznał, że w chwili śmierci Coś opuszcza ciało. To Coś jest wprawdzie niewidoczne i nieuchwytne, ale na tyle substancjonalne, że daje się zarejestrować.

    Ten zdumiewająco prosty eksperyment nie został powtórzony przez innych uczonych, najpewniej z powodu, że należało tkwić przy wadze nie wiadomo jak długo, aby chwycić właściwy moment.

Minęły lata, rozwinęła się elektronika i dopiero dwaj lekarze pracujący w Hadze – Malta i Zaalberg, potwierdzili wnioski Duncana, choć posłużyli się całkiem inną metodą.

     Wynaleźli mianowicie fantastyczne urządzenie, które nazwali dynamistografem, a służyło ono do bezpośredniego kontaktu ze światem Duchów. Aparat był odizolowany szybą od obserwatorów, a obsługiwały go „osobiście” Duchy. Porozumiewanie odbywało się za pomocą pisma widocznego na monitorze. To był rodzaj channelingu, z tym, że pisały bezpośredni0 Duchy.

      Jakie to były wiadomości? Kto się już zetknął z pismem automatycznym niosącym wieści z Zaświata, ten wie, natomiast ja skupię się na innej zalecie dynamistografu – mianowicie umożliwiał on obmierzenie Ducha z elektroniczną dokładnością.

Okazało się mianowicie, że:

- Pojawiające się „ciała eteryczne” mogły powiększać swoją objętość o jedną czterdziestomilionową i zmniejszać o jedną dwustupięćdziesięciotysięczną.

- Składały się ze skrajnie małych, oddalonych od siebie atomów i miały gęstość 176,5 raza mniejszą od gęstości powietrza.

- Ważyły przeciętnie 69,5 grama.

Dziesięć lat później profesor anatomii, Harold Burr z uniwersytetu Yale, przeprowadził serię eksperymentów dotyczących potencjału elektrycznego wszystkiego, co żyje. Badania te wykazały istnienie pola bioenergetycznego. Rzecz opisana została w książce Wzorzec Nieśmiertelności (Blueprint Immortality).

Stąd już prostą drogą docieramy do Ruperta Sheldrake’a, angielskiego biologa z Cambridge i jego pól morfogenetycznych. Tu koło się zamyka, ponieważ oto znaleźliśmy się w znajomych rejonach Kroniki Akashy, czyli polu opisywanemu od wieków przez mistyków.

Jest to pole podobne do internetowej chmury, w której unoszą się wszystkie myśli ludzi żyjących kiedyś, żyjących obecnie, oraz tych, którzy dopiero się narodzą.

Niesamowite.

Niektóre jednostki (Nicola Tesla, Einstein) potrafiły (inni dziś potrafią) podpiąć się do tego pola i z niego czerpać ponadczasowe pomysły – wynalazki.

wtorek, 25 kwietnia 2023

Ogród o rozwidlających się ścieżkach

                        


W podejściu Stephena Hawkinga tunele czasoprzestrzenne łączą i to trwale, nasz Wszechświat z miliardami Wszechświatów równoległych, azaliż rozmiary tych tuneli są niezwykle małe, bliskie długości Plancka (około sto miliardów miliardów(dwa razy miliardów) mniejsze od protonu), a więc zbyt małe, aby przez nie przejść.

Nie wyklucza to jednak możliwości, rzadkiej co prawda, ale zgodnej z prawami fizyki, że ktoś wejdzie do bliźniaczego Wszechświata, który jest niemal identyczny z naszym, za wyjątkiem pewnej niewielkiej, acz istotnej różnicy.

Właśnie to zagadnienie niewielkiej, acz istotnej różnicy zostało wykorzystane przez Johna Wyndhama w opowiadaniu Random Quest.

Otóż bohater opowieści, Trafford - brytyjski fizyk jądrowy, cudem unika śmierci podczas wybuchu w trakcie nieudanego eksperymentu jądrowego w 1954 roku.

      Dzieje się coś dziwnego, ponieważ po wypadku Trafford powinien znaleźć się w szpitalu, a on budzi się samotnie, bez najmniejszego uszczerbku na zdrowiu, w odległej dzielnicy Londynu. Początkowo z ulgą zauważa, że wszystko wokół wygląda normalnie, lecz wkrótce odkrywa, że jednak coś jest nie tak.


Bohater opowieści wychodzi na ulicę i patrzy na nagłówki gazet, które brzmią absurdalnie: - Nie wynaleziono bomby atomowej, a drugiej wojny światowej nie było!

Historia świata uległa zmianie.

Jako fizyk domyśla się, że znalazł się w świecie równoległym. Idzie dalej i przystaje przed oknem księgarni. Spogląda na bestseller wyeksponowany za szybą i ze zdumieniem zauważa swoje nazwisko wraz ze zdjęciem na okładce książki. Wstrząśnięty (i zmieszany) konstatuje: – oto jego sobowtór w tym równoległym świecie jest pisarzem, a nie fizykiem jądrowym.

     Czy to wszystko mu się śni?

Niezupełnie. Przed laty rzeczywiście miał chęć pisać książki, sporo o tym myślał, ale zdecydował jednak o karierze fizyka. Najwyraźniej to świat równoległy dokonał za niego wyboru, który rozpatrywał.

  Każdy niesie ze sobą jakiś Tobołek Marzeń. To ciekawe, bo pewnie także Ty, Czytelniczko - Czytelniku zastanawiałaś się nieraz „co by było, gdyby …”: 

- Gdybym wyszła za mąż za innego? Gdybym ożenił się z moją pierwszą dziewczyną?

- Albo w ogóle się nie żenił? Albo zajął się w życiu czymś innym niż się zajmuję, to co by było? Czy to byłoby lepsze dla mnie, czy gorsze?

Otóż można to byłoby sprawdzić, ale tylko w jeden sposób: - trzeba byłoby zajrzeć do świata równoległego, w którym nasz sobowtór żyje według jednego z tych naszych innych rozważanych scenariuszy.

Być może tak się dzieje, że w chwili konieczności dokonania istotnego wyboru dalszej drogi życiowej, pojawia się z automatu nasz nowy sobowtór w kolejnym świecie i żyje w nim według rozpatrywanych, a w końcu odrzucanych przez nas wszystkich "za i przeciw". Zastanawiając się nad tym "co dalej", każdy staje się programistą kolejnych swoich sobowtórów, w kolejnych równoległych światach. Przecież mistycy od wieków sygnalizują taką możliwość słowami: - wszystko z myśli się bierze, myślami kreujemy rzeczywistość. 

I akurat taką hipotezę przedstawił już 1957 roku fizyk Hugh Everett: - według niego cały Wszechświat podczas swej ewolucji ulega nieustannemu dzieleniu się „na pół”, jak rozgałęziająca się droga. Tę myśl z kolei rozwinął argentyński pisarz Jorge Borges w „Ogrodzie o rozwidlających się ścieżkach” – gdzie czas rozgałęzia się ciągle w kierunku niezliczonych przyszłości.

          Atoli wyżej opisane pomysły nie cieszą się popularnością wśród fizyków. Chociaż są one równoważne matematycznie zwykłym interpretacjom fizyki kwantowej, doprowadzają skostniałych, ortodoksyjnych naukowców do szału, gdyż dla nich idea nieskończonej ilości światów równoległych jest burzycielką tego co uwielbiają – oni kochają tylko swoją jedynie słuszną wiedzę i raz na zawsze ustalone reguły.

 Dlatego dbając o psychikę uciszają nękający ich filozoficzny koszmar wielości światów, stosując zasadę fizyczną, zwaną brzytwą Ockhama, według której trzeba zawsze wybierać najprostszą drogę i ignorować bardziej zawiłe alternatywy, zwłaszcza wtedy, gdy nigdy nie będzie można ich sprawdzić.

To wydaje się słuszne, gdyż wiemy, że wszystko co dobre jest proste.

       Artykuł ze starej gazety pod tytułem „proste pytanie”.

- Tłumy witały na lotnisku w Paryżu Charlesa Lindbergha, który właśnie przeleciał samotnie Atlantyk w ciągu 33 i pół godziny bez lądowania. Wszyscy byli zachwyceni i pełni podziwu dla bohaterskiego lotnika. Wszyscy, oprócz małej dziewczynki, która zadała rzeczowe, tudzież proste pytanie:

- Mamo, a kiedy on robił siusiu? 

czwartek, 2 lutego 2023

Matematyka teatralna


Matematyka teatralna?
A co, gdyby okazało się, że z pomocą tej matematyki da się skutecznie zarabiać pieniądze? Wtedy ona przestanie być teatralna, a stanie się dla nas miło-pieniężna i szybko zapiszemy ją do ulubionych.

Fizycy kwantowi mają w sobie coś z poetów, skoro potrafią się zachwycać pięknem równań matematycznych, zaliczając je do Symfonii Wszechświata.

    Zazdrośnicy, którzy pojawiają się przecież w każdej dziedzinie, twierdzą, że biegły matematyk jest w stanie udowodnić właściwie wszystko, a osiągnięcia czołówki Pięknych Umysłów nazywają złośliwie matematyką teatralną.

A kit zazdrośnikom w oko.

Biegły matematyk jest w stanie uzyskać w sposób przejrzysty każdą liczbę, każdy wynik, stosując swego rodzaju żonglerkę liczbami. Ale nie o żonglerkę tu chodzi. To nie są przypadkowe równania, ani liczby nie są przypadkowe, każda z nich niesie w sobie informację

Dziś przypomnę, że przed fizykami kwantowymi, Symfonią Wszechświata zajmowali się mistycy. Działo się to od zarania dziejów, ale jako przykład podam rzecz z X wieku naszej ery, mianowicie Księgę Zohar. Czyli Drzewo Życia i Kabała. 


                                                                                                                                  

Kabałą zainteresowałem się, kiedy przeczytałem, że kk ją potępia.

- Ocho! – myślę sobie – skoro główny wróg Wolnej Myśli wypowiada taką opinię, to już tylko z tego powodu warto zapoznać się ze sprawą.

O Księdze Zohar i jej prostej i pięknej matematyce połączonej z poezją słów pisałem już obszernie.

Alfabet hebrajski ma 22 litery, a każda rzecz ma przyporządkowaną cyfrę lub liczbę.

Ojciec to 3, matka 41.
Ojciec + matka to 44, czyli dziecko. Ojciec to – aw, bet to dziecko. Aw-bet, alef-bet, alfa-bet.

Jeden alfabet oznacza ojca, drugi alfabet – matkę.

22 + 22 = 44 i znowu mamy dziecko.


W Księdze Zohar znajdujemy metodę  kolel. Tą metodą dochodzimy do liczby pouczeń Tory.

A Tora to przecież fundament. To fantastyczna boska układanka. Jest w niej zawarty kod – szyfr, dotyczący zdarzeń przyszłych. Były wpisy na blogu. (Książka „Kod Biblii, Michael Drosnin)

Izaak Newton odkrył ten kod.

Jednak przed nim był Nostradamus.

O metodzie kolel, czyli + 1, sama Tora mówi tak:               

Efraim i Manasses będą jak Ruben i Symeon. Mamy zatem równanie:                                                                                                                                         

331 + 395  =  259  +  466  + 1                                                                                                                  

Jeśli przeniesiemy 259 na lewą stronę ze znakiem minus, a 395 na prawo ze znakiem minus, otrzymamy                                                                                                                                                                                                            

72  =  72  (Fibo 144)

                                              

Te wszystkie kabalistyczne liczby mają swoją wagę, przykładowo 259 – Ruben.

Metoda kolel: 259 + 1 = 260, czyli liczba dni w Kalendarzu Majów, a jednocześnie w kalendarzu starożytnych Egipcjan. Skostniała, tradycyjna nauka „wyjaśnia”, że ta sama liczba dni w obu kalendarzach to przypadek, bo azaliż starożytni podobno nie komunikowali się.

Fizycy kwantowi  natomiast stawiają sprawę jasno: - przypadki są tylko w gramatyce.

 

poniedziałek, 22 listopada 2021

Czy jest dualizm

 


Sjesta popołudniowa. Siedzę i piszę o dualizmie. Ten problem docierał do mnie stopniowo. Na początku wydawało mi się, że dualizm jak najbardziej jest i żyjemy w dokładnie dualistycznym świecie.

W świecie, w którym żyje zdecydowana większość ludzi, wszystko ma drugą stronę, wszystko ma swoje przeciwieństwo.

Jest czarne i białe, zimne i gorące, stare i młode, a każdy medal ma dwie strony.


To można zobaczyć na skali plus - zero - minus.

Na przykład mamy skalę pokazującą stopnie słodkości. Gdy coś jest słodkie, bardzo słodkie – znajduje się na skali dodatniej, plusowej. Gdy jest maksymalnie słodkie, ma sto procent cukru w cukrze – znajduje się na samym końcu skali dodatniej. Gdy coś jest mniej słodkie, można przypisać mu mniej jednostek dodatniej słodkości.

Kiedy natomiast mamy rzecz, która nie jest ani słodka, ani gorzka, to tę rzecz umieszczamy w punkcie zero, punkcie równowagi. Tak samo dzieje się z rzeczami gorzkimi, które będą się znajdować na naszej skali słodkości, po stronie minus, z ujemną słodkością. Rzecz całkowicie gorzka powinna być dokładnie po przeciwnej stronie skali i na samym końcu wobec rzeczy słodkich.


 Naprzeciwko snu jest przebudzenie.                                                                                Przebudzenie to całkowite nieśnienie. Nieśnienie? Mistycy twierdzili od zawsze, że nie ma czegoś takiego. Zawsze mniej lub bardziej śpimy. Czemu tak jest?

Ponieważ odbieramy tylko pół procenta z informacji, które do nas docierają z zewnątrz. Nie dostrzegamy na przykład podczerwieni i ultrafioletu, zakres rejestrowanych dźwięków jest także bardzo ograniczony. Jesteśmy ułomni w odbiorze informacji. Nauka dodaje, że wykorzystujemy tylko jeden procent swego mózgu. Stare religie również potwierdzają, że świat, który odbieramy to „Maja”.


Einstein poszedł dalej: - rozciągnął ten dowód uniwersalnie na energię i stwierdził, że można zmierzyć tylko jedną stronę – stronę dodatnią. Tylko emanująca energia jest mierzalna: - światło można zarejestrować. Ciemności natomiast nie można zmierzyć. Ciepło daje się zmierzyć – zimna nie można zmierzyć.

          - Nie ma ciemności – jest tylko kompletny brak światła.

          - Nie ma zimna, jest tylko kompletny brak ciepła.

A z tym ciepłem jest tak, że strona dodatnia jest zdaje się nieograniczona, natomiast w drugą stronę jest dokładne zero, bo mniej być nie może. Absolutne Zero, czyli minus 273 stopnie Celsjusza.

       W kosmosie jest więc absolutny brak ciepła.

Albo jeszcze inaczej: - kosmos to absolutne zero, czyli śmierć dla istoty żywej. Minus 273 stopnie. A jaką liczbę niesie ze sobą życie? Nie jest to liczba związana z ciepłem, a wynosi także 273. Płód ludzki potrzebuje 273 dni, aby wyjrzeć na świat. Minus 273, plus 273.

Znowu dualizm? Bo jak wiemy azaliż, przypadków nie ma. Do tego temperatura ciała zdrowej jednostki ludzkiej to 36,5 stopnia Celsjusza. Przesuwamy przecinek i mamy 365 dni w roku. Albo odwrotnie.


 Gdy to rozumowanie rozciągniemy filozoficznie na inne dziedziny życia, okaże się, że nie ma nienawiści, jest tylko kompletny brak miłości.

Także nie ma zła – jest tylko kompletny brak dobra w ludzkich sercach,

        Trochę to przypomina wykład o pozytywnym myśleniu: - że szklanka jest do połowy pełna, a nie do połowy pusta. Lecz zdajmy sobie sprawę z tego, że szklanka NIGDY nie jest pusta. Nawet gdy wylejemy całą wodę ze szklanki, ona dalej jest pełna. Pełna powietrza.


 

Ktoś powie: - takie tam dyrdymałki. Może być, że dyrdymałki. Nie mam zamiaru się mądrzyć, to są jedynie listy do samego siebie. Kto zechce, ten je przeczyta.

Zbliża się wieczór. Jest cudnie. Zaparzyłem miętę, podsycam maleńki ogień i kończę wyjaśnianie sobie czy dualizm jest, czy go nie ma.


To jest on w końcu, czy go nie ma?

A to już niech każdy sam rozsądzi.

Oczywiście jeśli będzie miał na to chęć i czas.

poniedziałek, 21 października 2019

Pałac Potala



Książka „Rozmowy z Dalajlamą”

Pisałem już o tym, że poprzez duchowy wgląd, Dalajlama doszedł do wniosku, że nie tylko przeszłość wpływa na przyszłość. 
Także to, co spotka nas w przyszłości, również wpływało na przeszłe wydarzenia.



W tej samej książce natrafiłem na inny ciekawy urywek.


Lhasa, Tybet. 
Autor zapłacił Chińczykowi, który pilnował Pałacu Potala za to, że mógł wejść po kryjomu do pomieszczeń zamkniętych dla zwiedzających i porobić zdjęcia.

„W kolejnym pomieszczeniu, w którym okna były zasłonięte żółtymi zasłonami, ściany od podłogi do sufitu pokryte były niezwykłymi malowidłami. Kiedy zorientowałem się, że w tym pokoju zmarł XIII Dalajlama, zapłaciłem Chińczykowi ekstra.

W tym niewielkim budynku było tylko jedno główne pomieszczenie, a kiedy przygotowywałem się do sfotografowania malowideł, mój przewodnik obserwował mnie, siedząc na pustej drewnianej skrzyni w maleńkim przedpokoju.
       W jednym rogu pokoju ściany pokrywało piękne malowidło przedstawiające bogów i tytanów walczących ze sobą o drzewo nieśmiertelności.
Delikatne linie i lśniąca warstwa złota pobłyskiwały za każdym razem, gdy włączałem flesz.
        Na innym malowidle łańcuchy pokrytych śniegiem szczytów szczelnie otaczały Królestwo Szambali, z którego wymaszerowywały armie wojowników na wielką bitwę z dziwnymi maszynami w wojnie, która według przepowiedni kalaćkary-tantry wybuchnie w przyszłych stuleciach.
Malowidła były zbyt dziwne, żebym zdołał je pojąć w tak krótkim czasie. Co więcej, czułem się jak intruz, wiedząc, że zmarł tam XIII Dalajlama”.




P.S – Czy to nie jest aby o Buncie Robotów, w ramach przyszłych kłopotów z konstruowaną właśnie Sztuczną Inteligencją (AI)?




poniedziałek, 12 marca 2018

Szczególny sposób widzenia świata

W „Opowieści o Tybecie” Dalajlama opowiada o dwóch sposobach widzenia rzeczywistości – zwyczajnym i szczególnym.
Ten szczególny sposób widzenia nazywa także holistycznym.

Szczególny sposób widzenia świata reprezentowali również mistycy Kabały
(Był wpis o Księdze Zohar i liczbach kabalistycznych).

A ileż razy zetknęliśmy się z lustrzanym odbiciem, czytaliśmy o dualizmie, albo że świat to tylko maya - złudzenie?

O co chodzi w tym szczególnym - holistycznym widzeniu świata?

Otóż rzeczywistość jest zupełnie inna, niż nam się wydaje.
Sedno sprawy da się uchwycić na przykład dzięki wierszowi przysłanemu przez Rafała.


Dziś był absolutnie najgorszy dzień
I nie próbuj przekonać mnie, że
W każdym dniu jest coś dobrego
Bo jeśli przyjrzysz się bliżej
Świat jest złym miejscem
Nawet jeśli
Dobro przebija się czasami
Radość i szczęście nie trwają długo
I nie jest prawdą, że
Wszystko jest w umyśle i sercu
Gdyż
Prawdziwe szczęście można osiągnąć
Tylko jeśli otoczenie jest dobre
Nieprawdą jest, że dobro istnieje
Na pewno się zgodzisz, że
Rzeczywistość
Stwarza
Moje nastawienie
To wszystko jest poza kontrolą
I nigdy, nawet za tysiąc lat, nie usłyszysz jak mówię, że
Dziś był dobry dzień.


A teraz przeczytaj od dołu do góry