Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dalajlama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dalajlama. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Przepowiednie tybetańskie


Dziś wpis o dwóch przepowiedniach. 

O przepowiedni pierwszej, która wisi nad ludzkością jak fatum, już pisałem: - To nadchodząca wojna z maszynami – robotami, stare proroctwo namalowane w Lhasie, na ścianie pomieszczeń pałacowych XIII Dalajlamy: - „Z podziemnej, tajemniczej krainy Shambala, wychodzą niezliczone zastępy wojowników, aby odpierać atak dziwnych maszyn”.

Rzecz wydaje się całkiem realna, biorąc pod uwagę gwałtowny i niekontrolowany rozwój AI.



Drugą starą przepowiednię już zweryfikował czas. Wygłosił ją sławny lama w VIII wieku:

 „Gdy przyleci żelazny ptak - niszczyciel, a konie pobiegną na kołach, naród tybetański rozpierzchnie się po świecie jak mrówki”.

O tym proroctwie sprzed tysiąca lat, Tybetańczycy przypomnieli sobie w 1956 roku. To wtedy tysiące ludzi uciekając przed komunistami Mao, schroniło się w klasztorze Changtreng Sampeling, jednym z największych w regionie, w którym samych mnichów zamieszkiwało trzy tysiące. Chińskie siły powietrzne wysłały produkowany przez Rosjan bombowiec Iliuszyn i ten żelazny ptak obrócił w perzynę klasztor razem z ludźmi. Wtedy to w pamięci przerażonych Tybetańczyków, z których prawie nikt nie widział przedtem samolotu, śmierć z powietrza obudziła pamięć o wspomnianej wyżej starodawnej przepowiedni.

Chiny komunistyczne napierały i mordowały, dziesiątki tysięcy Tybetańczyków ze wschodnich terenów uciekały do środka kraju. Jeszcze trwał kruchy rozejm, kiedy w marcu 1959 roku Chińscy wojskowi zaprosili XIV Dalajlamę „na przedstawienie teatralne” domagając się, żeby przybył bez swojej świty. Chińczykom już wtedy nikt nie ufał, a ludność obawiała się najgorszego. Dziesiątki tysięcy Tybetańczyków otoczyło pałac Norbulingka, przysięgając, że będą bronić Dalajlamy. Tłumy były zdesperowane i domagały się wyrzucenia Chińczyków z Tybetu. Ci ściągnęli artylerię i jeszcze wieczorem ostrzelali tłum z moździerzy. Nie chcąc niepotrzebnego przelewu krwi, nie widząc innego wyjścia, niedługo przed północą 17 marca 1959 roku, Dalajlama w cywilnym ubraniu opuścił pałac tylnym wyjściem i wraz z niewielkim orszakiem wyjechał konno z Lhasy na wygnanie do Indii. Skierowali się do granicy z Nepalem, gdzie znajdowało się najwygodniejsze przejście wiodące do Indii. Ostatnia, graniczna przełęcz na tej drodze to Nangpa La. Przełęcz znajduje się blisko dzisiejszej bazy himalaistów pod Everestem.




Po ucieczce Dalajlamy, w Tybecie nastał czas terroru i  represji, a kolejne osiemdziesiąt tysięcy Tybetańczyków uciekło z kraju, rozpraszając się po świecie. 

wtorek, 16 listopada 2021

Poszukiwanie inkarnacji

 

W Tybecie poszukiwanie i odnalezienie danej inkarnacji, wydaje się podobne do przesiewania góry informacji we współczesnych czasach, dla znalezienia tego przysłowiowego ziarenka prawdy (rozmiaru gorczycy). 


Zdarza się, że lama, sam już będący tulku, czyli wcieleniem duchowego przywódcy z wyższej półki, przepowiada na łożu śmierci miejsce, w którym się ponownie odrodzi. Czasami podaje nawet szczegóły dotyczące swoich przyszłych rodziców, usytuowania domu i inne drobiazgowe detale.


Poszukiwania kolejnej inkarnacji zaczynają się na ogół jakieś dwa lata po śmierci lamy tulku. Główny intendent i inni funkcjonariusze przystępują do działania.



                                                                                                            

Jeżeli zmarły lama pozostawił przepowiednię, lub instrukcje dotyczące odnalezienia jego inkarnacji, wtedy poszukiwacze nimi się kierują.                                   Gdy nie ma wskazówek, konsultują się z lamą-astrologiem i lamą- jasnowidzem, którzy określają, często w bardzo niejasnych słowach, miejsce, czy też krainę, w której znajduje się dziecko, tudzież określają znaki, które pozwolą potwierdzić pewność inkarnacji.


Jeżeli chodzi o inkarnacje najwyższego szczebla, głos zabiera mnich, który jest jedną z państwowych wyroczni i ta konsultacja jest obowiązkowa dla inkarnacji Dalajlamy i Taszi-lamy.


Czasami dziecko odpowiadające opisowi wróża zostaje odnalezione bardzo szybko. Kiedy indziej, zanim to się wydarzy, mijają lata. To powód do smutku dla świeckich wiernych lamy. Jeszcze bardziej martwi to mnichów jego klasztoru, ponieważ pozbawiony czcigodnego zwierzchnika nie przyciąga już tylu zamożnych dobroczyńców, toteż opłacane przez nich uczty stają się coraz rzadsze.  




Kiedy dziecko odpowiadające z grubsza warunkom zostaje odnalezione, znów prosi się o konsultację lamę wróżbitę. Jeżeli ten opowie się za kandydatem, dziecko poddaje się dość szczególnej próbie.

Pewną liczbę przedmiotów osobistych zmarłego lamy układa się pomiędzy podobnymi rzeczami i dziecko ma za zadanie wskazać te pierwsze, wykazując, że rozpoznaje przedmioty, które należały do zmarłego w tulku.

Zdarza się, że wiele dzieci rozpoznaje przedmioty bezbłędnie. Tłumaczone jest to tym, że inkarnacja jest podzielna i może dotyczyć kilku ciał. Wtedy znowu potrzebna jest ingerencja lamy-wróża, który dokonuje decydującego wyboru.





czwartek, 12 listopada 2020

Odnaleziony tulku


Dla okazania jedności z młodymi, każdy wpis poprzedzam Symbolem Buntu Kobiet

*****  *** Dziadersy muszą odejść! 

------------------------------------------------------------------------------------

Aleksandra David-Neel (1868-1969) - „Mistycy i Magowie Tybetu”.  


                            

 Byłam świadkiem odnalezienia tulku (inkarnacja oświeconego mistrza) w okolicznościach zgoła fantastycznych.  Zdarzenie miało miejsce w nędznej oberży w niewielkiej osadzie niedaleko Ansi (pustynia Gobi).

Szlaki wiodące z Mongolii do Tybetu w tym regionie krzyżują się  z wielką drogą prowadzącą od Pekinu do Rosji poprzez cały kontynent. Byłam więc zmartwiona, choć nie zdziwiona, kiedy dotarłszy do oberży o zachodzie słońca, zobaczyłam, że jest zajęta przez mongolską karawanę.


Podróżni byli podnieceni, jakby zdarzyło się coś nadzwyczajnego. Jednakże ze zwykłą u nich uprzejmością, wzmocnioną jeszcze przez religijne szaty, jakie Jongden i ja mieliśmy na sobie. Mongołowie jeden z pokoi odstąpili nam i naszym ludziom, zrobili też miejsce w stajni dla naszych zwierząt.

Kiedy ja i mój syn przystanęliśmy, żeby obejrzeć wielbłądy leżące na w podwórzu, drzwi jednego z pokoi otworzyły się i jakiś wysoki, młody człowiek o miłej twarzy, biednie ubrany w tybetańskie szaty, zatrzymał się w progu,  i zapytał, czy jesteśmy Tybetańczykami. Odpowiedzieliśmy, że tak.

Wtedy starszy lama, po którego bogatym stroju rozpoznaliśmy, że jest przywódcą karawany, ukazał się za tym młodym, wysokim mężczyzną i zwrócił się do nas po tybetańsku.

Jak zwykle przy takich okazjach wymieniliśmy kilka zdań na temat krainy, z której przyjechaliśmy i miejsca będącego celem naszej podróży. Lama powiedział, że zamierzał udać się do Lhasy przez  Suzhou zimową drogą, ale jego podróż okazała się zbędna, więc wraca do Mongolii. Służący krzątający się na podwórzu przytaknęli jego słowom z powagą.


Zastanawiałam się co mogło wpłynąć na tak gwałtowną zmianę ich decyzji o kierunku podróży. Ponieważ jednak lama udał się do swego pokoju, uznałam, że niestosownie byłoby prosić go o wyjaśnienie sprawy. Wieczorem, kiedy już zdążyli wypytać naszych służących, Mongołowie zaprosili nas na herbatę i wtedy usłyszałam całą historię.

Ten przystojny młody człowiek urodził się w prowincji Ngari na południowym zachodzie Tybetu i był, jak się zdaje, kimś w rodzaju wizjonera. Przynajmniej tak nazwaliby go ludzie Zachodu. Ale my byliśmy w Azji.

Od najmłodszych lat Migjura – tak bowiem miał na imię – prześladowała dziwna myśl, że nie znajduje się tam, gdzie powinien się znajdować. Czuł się obcy w swojej wiosce, a nawet we własnej rodzinie. W marzeniach sennych widywał pejzaże, jakich nie ma w Ngari - piaszczyste pustkowia, okrągłe namioty z filcu i niewielki klasztor na wzgórzu.                                                                    

Kiedy nie spał, w jego umyśle również pojawiały się takie właśnie obrazy i nakładały się na to co go otaczało, zasłaniały to i tworzyły wokół niego ciągłe miraże. Nie skończywszy 14 lat, uciekł z domu, niezdolny oprzeć się pokusie zobaczenia w rzeczywistości tego, co widział w wizjach.

Od tego czasu żył jak włóczęga, pracując od czasu do czasu, by zarobić na utrzymanie, jednak najczęściej żebrał. Błądził to tu, to tam. Nie mógł utrzymać się w jednym miejscu. Teraz szedł z Ariki na północ do trawiastych pustkowi.

Idąc przed siebie bez celu, jak to miał w zwyczaju, kilka godzin drogi przed nami dotarł pod oberżę, gdzie zatrzymała się na postój karawana.                                     Dostrzegł wielbłądy w podwórcu i nie wahając się ani chwili, odruchowo otworzył drzwi. Tu stanął twarzą w twarz ze starym lamą. Wówczas przez głowę jak błyskawica przeleciało mu wspomnienie zdarzeń z przeszłości, ożywiając jego pamięć.

Ujrzał tego samego lamę jako młodego człowieka, swojego ucznia, a siebie jako starca. Obaj szli razem drogą. Wracali z długiej pielgrzymki do świętych miejsc Tybetu. Wracali do siebie do klasztoru na szczycie wzgórza.


Przypomniał o tym wszystkim przywódcy karawany, z najdrobniejszymi detalami. Opowiadał o ich życiu w dalekim klasztorze i podał wiele szczegółów, dotyczących miejsc i osób.


A przecież Mongołowie udali się w tę podróż, aby prosić Dalajlamę o wskazówki na temat sposobu odnalezienia tulku zwierzchnika klasztoru, którego miejsce od ponad dwudziestu lat było nieobsadzone, mimo tak wielu wysiłków poszukiwawczych. 


                                                                     

Ci przesądni ludzie byli święcie przekonani, że dzięki swej wszechwiedzy Dalajlama poznał ich zamiary i w swojej wielkiej dobroci doprowadził do spotkania z odrodzonym lamą.

Włóczęga z Ngari natychmiast został poddany zwyczajowej próbie i znowu bez chwili zawahania, nieomylnie wyciągnął z torby to, co powinien wyciągnąć jako tulku. W torbie bowiem znajdowały się pomieszane bardzo podobne przedmioty, wśród nich także te, które należały do zmarłego lamy.

W umysłach Mongołów nie mogła się pojawić i nie pojawiła się najmniejsza wątpliwość co do autentyczności odnalezionego tulku.

Nazajutrz zobaczyłam karawanę wracającą tą sama drogą, którą przyszła. Oddalała się na kroczących powoli wielkich wielbłądach, aż zniknęła na horyzoncie pustkowia Gobi.

Nowy tulku wędrował wraz z nią ku swemu niezwykłemu przeznaczeniu.


 

  

poniedziałek, 21 października 2019

Pałac Potala



Książka „Rozmowy z Dalajlamą”

Pisałem już o tym, że poprzez duchowy wgląd, Dalajlama doszedł do wniosku, że nie tylko przeszłość wpływa na przyszłość. 
Także to, co spotka nas w przyszłości, również wpływało na przeszłe wydarzenia.



W tej samej książce natrafiłem na inny ciekawy urywek.


Lhasa, Tybet. 
Autor zapłacił Chińczykowi, który pilnował Pałacu Potala za to, że mógł wejść po kryjomu do pomieszczeń zamkniętych dla zwiedzających i porobić zdjęcia.

„W kolejnym pomieszczeniu, w którym okna były zasłonięte żółtymi zasłonami, ściany od podłogi do sufitu pokryte były niezwykłymi malowidłami. Kiedy zorientowałem się, że w tym pokoju zmarł XIII Dalajlama, zapłaciłem Chińczykowi ekstra.

W tym niewielkim budynku było tylko jedno główne pomieszczenie, a kiedy przygotowywałem się do sfotografowania malowideł, mój przewodnik obserwował mnie, siedząc na pustej drewnianej skrzyni w maleńkim przedpokoju.
       W jednym rogu pokoju ściany pokrywało piękne malowidło przedstawiające bogów i tytanów walczących ze sobą o drzewo nieśmiertelności.
Delikatne linie i lśniąca warstwa złota pobłyskiwały za każdym razem, gdy włączałem flesz.
        Na innym malowidle łańcuchy pokrytych śniegiem szczytów szczelnie otaczały Królestwo Szambali, z którego wymaszerowywały armie wojowników na wielką bitwę z dziwnymi maszynami w wojnie, która według przepowiedni kalaćkary-tantry wybuchnie w przyszłych stuleciach.
Malowidła były zbyt dziwne, żebym zdołał je pojąć w tak krótkim czasie. Co więcej, czułem się jak intruz, wiedząc, że zmarł tam XIII Dalajlama”.




P.S – Czy to nie jest aby o Buncie Robotów, w ramach przyszłych kłopotów z konstruowaną właśnie Sztuczną Inteligencją (AI)?




czwartek, 17 stycznia 2019

Wędrówka dusz

Buddyzm przyjmuje za pewnik wędrówkę duszy w kolejnych wcieleniach.
Wiara w reinkarnację była również częścią doktryny chrześcijańskiej, ale stopniowo KK stawał się coraz bardziej polityczny a mniej duchowy i w końcu reinkarnację z doktryny usunięto.
     Zgłębiałem temat aż do momentu, kiedy wydawało mi się, że wiem już dostatecznie dużo.
Potem, po śmierci klinicznej w 1995 roku, dołączyły osobiste doznania z pobytu "po tamtej stronie".
Dusza jest nieśmiertelna, a reinkarnacja po prostu jest.

Dziś post o poszukiwaniu następnego wcielenia XIII Dalajlamy. Czytelnicy poznają ustaloną od wieków procedurę, o której opowiada osoba najbardziej kompetentna, bo obecny XIV Dalajlama, na wygnaniu w Indiach.
Książka „Opowieść o Tybecie” - Thomasa Lairda.

Po śmierci XIII Dalajlamy rządy objął regent Reting Rinpocze. Po roku piastowania stanowiska, regent rozpoczął najważniejszą część swojej pracy: - poszukiwania XIV Dalajlamy.
Udał się nad jezioro wizji - Lhamo Latso i spojrzał w jego wody podczas medytacji.
       Pięćset lat wcześniej opiekuńczy duch jeziora, Palden Lhamo, obiecała I Dalajlamie w jednej z jego wizji, że zawsze będzie strzegła linii przekazu inkarnowanych dalajlamów.
W myśl tradycji, bogini ukazywała medytującemu regentowi wizję w jeziorze, która umożliwiała mu odnalezienie nowego dalajlamy.
   Mimo usilnych nalegań Reting Rinpocze do 1926 roku zachował milczenie na temat tego, co dostrzegł w jeziorze. W tym roku zebrał Kaszag i ogłosił, że w wizji zobaczył, iż dalajlama odrodzi się we wschodniej prownicji Amdo.
W jeziorze dostrzegł tybetańską literę Ah i kilka innych szczegółów, które wskazywały na konkretną wieś w Amdo.
    W końcu z Lahsy wyruszyły trzy zespoły poszukiwawcze, dwa skierowały się na wschód, a jeden udał się tam, gdzie prowadziły znaki przekazane przez Retinga Rinpocze.
Zgodnie z wizją regenta, zespół poszukiwawczy, który potem odnalazł małego Lhamo, najpierw udał się do odległego miasta Jekundo.
       Tam spotkali panczenlamę, który uciekł do Chin w latach dwudziestych, po tym, jak odmówił Lhasie płacenia podatków wymaganych przez XIII Dalajlamę na finansowanie armii. 
Potem bezskutecznie próbował wynegocjować swój powrót do Tybetu.
Podczas długich rozmów pomiędzy chińskim i tybetańskim rządem (Lhasa nie zgadzała się, żeby towarzyszyli mu chińscy żołnierze) panczenlama był unieruchomiony w Jekundo.
    Po śmierci XIII Dalajlamy dyskretnie sprawdzał na własną rękę doniesienia o narodzinach niezwykłych dzieci w okolicy.
Jak wspominał XIV Dalajlama, duchowa więź pomiędzy obiema liniami przekazu inkarnowanych lamów nigdy nie osłabła, mimo politycznych problemów. Panczenlama słyszał o nieustraszonym chłopcu z Taktser, którego imię dodano do listy zespołu poszukiwawczego.
Panczenlama nigdy nie wrócił do Tybetu i zmarł w następnym roku.

W maju 1937 roku zespół poszukiwawczy dotarł do największego klasztoru w AmdoKumbum, zbudowanego w miejscu narodzin Tsongkhapy – który został rozpoznany na podstawie wizji ówczesnego regenta.
     Taktser znajdował się niedaleko Kumbum, ale najpierw zespół udał się złożyć uszanowanie przedstawicielowi lokalnej władzy, Ma Pu-fangowi, co opóźniło ich przybycie do Taktser do września.
       Chcąc ocenić chłopca w jego naturalnym otoczeniu, przełożony zespołu poszukiwawczego i jednocześnie tulku, który nazywał się Ketsang Rinpocze, zamienił się ubraniem i pozycją ze swoim służącym.
Udając podróżnych, grupa poprosiła rodziców Lhamo o posiłek i nocleg na jedną noc.
     Ketsang usiadł dyskretnie w kuchni z innymi służącymi, podczas gdy rodzice Lhamo zajmowali się zabawianiem „wysokiego lamy” w głównym pomieszczeniu domostwa.
XIV Dalajlama nie pamięta chwili, która miała odmienić jego życie, ponieważ miał wtedy zaledwie dwa lata.
Jednak poznał relacje wszystkich świadków tego zdarzenia.

Oto dwuletni maluch wszedł do kuchni i zastał tam Ketsanga Rinpocze, inkarnację lamy z klasztoru Sera, trzymającego w dłoniach starą malę i siedzącego jakby nigdy nic przy ogniu.
Mala należała do XIII Dalajlamy.
Chłopiec bez lęku podszedł do niego i powiedział: -”Chcę to”.
Ketsang Rinpocze odrzekł: - „Jeśli wiesz, kim jestem, na pewno dam ci tę malę”.
Dziecko zawołało wtedy: - „Sera Lama, Sera Lama”, podając nazwę klasztoru, z którego pochodził Ketsang Rinpocze.
Kiedy dotarł do nas zespół poszukiwawczy – powiedział Dalajlama – stwierdził, że mówię w dialekcie z Lhasy. Ja tego nie pamiętam, ale moja matka mówiła mi, że z członkami zespołu poszukiwawczego porozumiewałem się w języku, którego nie rozumiała. 
Oznacza to, że używałem go w poprzednim życiu.

Zachichotał, kręcąc głową – nawet dzisiaj podchodzi do tych historii z pewnym niedowierzaniem.

Ketsang Rinpocze był pod wrażeniem tego, że został rozpoznany jako lama z Sera i faktu, iż chłopiec nie wypuszczał mali z rąk.
Gdy następnego ranka goście zbierali się do odejścia, według relacji Lhamo wybuchnął płaczem, błagając, żeby iść z nimi.
        Zespół był przekonany, że Lhamo jest prawdopodobnie XIV Dalajlamą, wrócił więc do Taktser kilka dni później i poinformował rodziców, że pragnie poddać chłopca oficjalnej próbie.
Rodzice się domyślali, że mnisi szukają czyjejś inkarnacji, jednak nic ich nie dziwiło, ponieważ, co ciekawe, wcześniej dwóch braci Lhamo zostało rozpoznanych jako inkarnacje.

W dniu próby na długim stole położono przed chłopcem wiele różnych przedmiotów należących do zmarłego dalajlamy, ale poprzekładanych podobnymi, które nie były jego własnością.
       Za każdym razem Lhamo wybierał właściwe rzeczy, odrzucając fałszywe, mówiąc: - „To jest moje”.

W ten sam sposób sprawdzano tuzin innych chłopców, lecz żaden nie wybrał trafnie więcej niż raz, a jeden nieśmiały w ogóle nie chciał podejść do poszukiwaczy.
      Zespołowi bardzo zależało na tym, żeby zabrać ze sobą chłopca do Lhasy, ale Ma Pu-fang zażądał za niego okupu w chińskiej walucie, co w roku 2000 stanowiło równowartość 2,5 miliona dolarów.
Żądanie opóźniło wyjazd chłopca prawie o dwa lata, mimo iż zespół poszukiwawczy przekonywał watażkę, że nie są pewni tej inkarnacji i chcą jedynie sprawdzić jego, oraz innych w Lhasie.
Zespół usiłował zdobyć pieniądze w okolicy, a kurierzy kursowali do Lhasy i z powrotem, czekając na instrukcje.

Jesienią 1937 roku rodzice Lhamo Thondupa zabrali go do klasztoru Kumbum, gdzie spędził dwadzieścia miesięcy.
      Wreszcie zespół zdołał pożyczyć pieniądze na okup od grupy chińskich muzułmanów udających się przez Lhasę do Mekki. Pielgrzymi spłacili Ma Pu-fanga w Xining, a Tybetańczycy zwrócili im dług w Lhasie.
Transakcja ta okazała się bardzo korzystna dla pielgrzymów.
XIV Dalajlama przebywał w Kumbum do lipca 1939 roku. Jego dwaj bracia, którzy zostali rozpoznani jako inkarnacje lamów, znaleźli się w klasztorze wcześniej i studiowali, żeby zostać mnichami. 
       Kiedy Lhamo przyjechał do Lhasy i zobaczył dom nazywany Chensalingka, w którym zmarł XIII Dalajlama, koniecznie chciał wejść do budynku, bo jak mówił "tam są moje zęby". Zaciekawiony mnich-nauczyciel poszedł do wskazanego budynku razem z malcem.  
        Lhamo w jednym z pomieszczeń wskazał na małe pudełko mówiąc: - " tu". 
W pudełku była sztuczna szczęka XIII Dalajlamy.

poniedziałek, 12 marca 2018

Szczególny sposób widzenia świata

W „Opowieści o Tybecie” Dalajlama opowiada o dwóch sposobach widzenia rzeczywistości – zwyczajnym i szczególnym.
Ten szczególny sposób widzenia nazywa także holistycznym.

Szczególny sposób widzenia świata reprezentowali również mistycy Kabały
(Był wpis o Księdze Zohar i liczbach kabalistycznych).

A ileż razy zetknęliśmy się z lustrzanym odbiciem, czytaliśmy o dualizmie, albo że świat to tylko maya - złudzenie?

O co chodzi w tym szczególnym - holistycznym widzeniu świata?

Otóż rzeczywistość jest zupełnie inna, niż nam się wydaje.
Sedno sprawy da się uchwycić na przykład dzięki wierszowi przysłanemu przez Rafała.


Dziś był absolutnie najgorszy dzień
I nie próbuj przekonać mnie, że
W każdym dniu jest coś dobrego
Bo jeśli przyjrzysz się bliżej
Świat jest złym miejscem
Nawet jeśli
Dobro przebija się czasami
Radość i szczęście nie trwają długo
I nie jest prawdą, że
Wszystko jest w umyśle i sercu
Gdyż
Prawdziwe szczęście można osiągnąć
Tylko jeśli otoczenie jest dobre
Nieprawdą jest, że dobro istnieje
Na pewno się zgodzisz, że
Rzeczywistość
Stwarza
Moje nastawienie
To wszystko jest poza kontrolą
I nigdy, nawet za tysiąc lat, nie usłyszysz jak mówię, że
Dziś był dobry dzień.


A teraz przeczytaj od dołu do góry