Pokazywanie postów oznaczonych etykietą raj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą raj. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 marca 2026

Ukryty ksiądz

 


 Osłabić człowieka, sztuczka druga: - Trzymaj człowieka w stanie nieświadomości. Odetnij mu dostęp do miłości, bo bez miłości inteligencja człowieka spada. Czy zauważyłeś to? Kiedy się zakochujesz, wszystko, co umiesz, osiąga szczyt. Kiedy ludzie są zakochani, funkcjonują na najwyższych obrotach. Najinteligentniejszymi ludźmi są ci najbardziej seksowni. Energia miłosna jest w zasadzie inteligencją. 

Gdy w ludziach tłumi się seksualność, uciekają w inny świat. Zaczynają tęsknić za taksówką do nieba. Zaczynają myśleć: tu nie ma raju, on jest gdzie indziej. Idą do księdza i pytają o niebo.

   - Sztuczka trzecia: - Trzymaj człowieka w jak największym strachu. Najlepszym sposobem jest nie pozwolić mu kochać, bo miłość niszczy strach. Kiedy jesteś zakochany, nie boisz się. Gdy jesteś zakochany, możesz walczyć z całym światem. A kiedy nie kochasz, boisz się wszystkiego. Budzą się lęki. I wtedy ludzie są na kolanach kłaniając się kapłanom i politykom. To spisek. Twój polityk i twój ksiądz są twoimi wrogami, ale udają, że służą społeczeństwu. A tak naprawdę pasożytują na tobie.

   - Sztuczka czwarta: - Niech człowiek będzie jak najbardziej nieszczęśliwy, zagubiony. Niech siebie potępia, niech wierzy że został ukarany za swoje grzechy. Takiego człowieka można przepychać z miejsca na miejsce, można łatwo zamienić go w Dryfującą Kłodę. Taki człowiek jest zawsze gotowy przyjmować polecenia, rozkazy, daje się dyscyplinować, ponieważ czuje, że tylko ktoś inny pomoże mu ułożyć życie. Jest doskonałym materiałem na ofiarę.

    - Piąta sztuczka: - Trzymaj ludzi w separacji, aby nie mogli się jednoczyć. Napuszczaj ich na siebie, szczuj. Staraj się ich podzielić. Mów, że pożywienie jest czymś wspaniałym, jedzcie ile chcecie, ale potem nie dostarczaj pożywienia...

   Mów do drzewa: - Bądź zielone, rozkwitaj, a jednocześnie podcinaj mu korzenie. Mówią ci, kiedy i kogo wolno kochać. To tak, jakby stworzyć prawo pozwalające oddychać tylko wtedy, gdy jesteś ze swoją żoną, lub mężem. Przecież musisz oddychać przez 24 godziny! Mówią, że jest niższa miłość, do której nie wolno dopuścić, ona jest zła, tylko wyższa, duchowa jest dobra. 

Czy widziałeś kiedykolwiek duszę bez ciała? Czy widziałeś dom bez fundamentów? Niższe jest przecież fundamentem wyższego! 

”Święci tego nie robią” – jesteś grzesznikiem! A skąd wzięli się ci święci? Masz poczucie winy, a to właśnie w nim siedzi ukryty ksiądz.

                                                     Osho

 


piątek, 14 lutego 2025

Wielki Pies Seksu

 


Od momentu wielkiego wydarzenia, jakim jest rozpoczęcie podróży do samego siebie, człowiek dysponuje nadwyżką miłości i rozumie, że zwracanie się do innych w oczekiwaniu na miłość było błędem, bo inni byli także żebrakami.

    Od chwili, kiedy zaczniesz być sobą, co jest równoznaczne z medytacją, w klimacie ciszy, bez myśli, w zachwycie nad światem, nagle zobaczysz, że otwiera się przed tobą tysiąc kwiatów, a ich aromat jest miłością.

    Wszedłeś w bajeczny, kolorowy świat. Pierwszą osobą, którą spotkasz w tym świecie jesteś naturalnie ty sam.

Przelewająca się miłość spowoduje, że najpierw pokochasz samego siebie. I to jest całkiem naturalne. Najpierw uświadomisz sobie błogostan w którym jesteś i światło, które ciebie przepełnia.

     Bycie sobą to pokochanie siebie.

Aby taki stan osiągnąć, przede wszystkim należy przestać słuchać duchownych. Oni są wrogami wolności, wpajają wartości negujące życie.

Duchowni mówią: - zapałaj nienawiścią do przyjemności i cierp, aby wejść do raju!

     Tylko, że z tego raju jakoś nikt do tej pory nie wrócił, nie ma więc dowodów na to, że on w ogóle istnieje.

 

Pewnego razu stary ksiądz przestrzegał parafian przed grzechem:

      Grzech - powiada – jest jak Wielki Pies!

Jest Wielki Pies dumy i zazdrości, chciwości i seksu. Musicie zabić te wszystkie psy, zanim was rozszarpią i uniemożliwią wejście do nieba. To jest możliwe, bo ja tego dokonałem po wielu latach. Na końcu zabiłem, uwierzcie mi moje dzieci, na końcu zabiłem także Wielkiego Psa Seksu.

    Ojcze! - Odezwał się głos z tylnej ławki – czy nie uważasz że ten ostatni Wielki Pies zmarł śmiercią naturalną?

  Kiedy żyjesz naturalnie i niczego nie tłumisz, wszystko staje się samo i bez wysiłku. To są cykle biologiczne zupełnie takie same jak zmieniające się pory roku.

   Nie trzeba walczyć z naturą, taka walka daje przeciwny skutek od zamierzonego.             

                                                                           Osho



piątek, 17 stycznia 2025

Szacunek do pieniędzy

Pieniądz jest wspaniałym wynalazkiem, czyni ludzi bogatymi, umożliwia im zdobywanie tego, czego nie mają. Jednak wszystkie religie są mu przeciwne. Nie chcą bogatej ludzkości, nie chcą inteligentnej ludzkości, jeśli bowiem ludzie będą inteligentni, to kto przyjdzie do kościoła?

Wszystkie religie i to zawsze, występowały przeciwko bogactwu, bo ono może dać ci prawie wszystko, co można kupić. Prawie, ponieważ kilku wartości duchowych nie da się kupić: - miłości, oświecenia, wolności i paru innych. Poza tym wszystko inne można kupić za pieniądze.

    Ponieważ wszystkie religie zawsze były przeciwko życiu, musiały także być przeciwko pieniądzom. To całkiem naturalne. A życie potrzebuje pieniędzy, bo potrzebuje wygody, dobrych ubrań, pięknych domów. Życie potrzebuje dobrej literatury, muzyki, poezji.

Na przykład człowiek, który nie pojmuje muzyki klasycznej jest taki ubogi ….. jest niemal głuchy. Oczywiście słyszy, jego zmysły działają – oczy, uszy, nos są na swoim miejscu z punktu widzenia anatomii, ale nie ma w tym metafizyki.

Tak samo jest ze zrozumieniem piękna wielkiej literatury. Jednak aby to wszystko pojąć, musisz być najedzony, nie martwić się ośrodki do życia.


Dla przykładu – muzułmanie zakazali muzyki, to zdarzyło się w Dehli. Rządził wtedy jeden z najpotężniejszych władców muzułmańskich, Aurangzeb.

Był nie tylko potężny, był także straszny. Do jego czasów imperatorzy mówili jedynie, że muzyka jest sprzeczna z islamem. W Dehli było wielu muzyków, a władca nie był dżentelmenem. Ogłosił, że jeśli usłyszy w Dehli muzykę, to natychmiast każe ściąć głowę muzykowi.

     A trzeba pamiętać, że Dehli było od tysiącleci stolicą, tam właśnie znajdowało się centrum kulturalne Indii. Mieszkali tam najróżniejsi geniusze.

Kiedy więc usłyszeli o zarządzeniu Aurangzeba, zebrali się, aby coś postanowić. Owszem, mówi się, że muzyka jest sprzeczna z islamem, nie ma problemu, wszyscy to wiedzą. Ale ten człowiek jest niebezpieczny, chce zabijać.

Na to muzycy nie mogli się zgodzić. W ramach protestu wszyscy, a było ich tysiące, poszli do pałacu Aurangzeba.

Władca wyszedł na balkon i zapytał:

- Co się stało? Czy ktoś umarł?

A mógł tak sądzić, ponieważ muzycy przynieśli ze sobą kukłę zrobioną z poduszek.

Muzycy odpowiedzieli:

- Nie żyje muzyka, a ty jesteś mordercą.

Aurangzeb odpowiedział:

- To dobrze, że nie żyje. A teraz wyświadczcie mi przysługę i zakopcie ją tak głęboko, żeby nigdy nie wstała z grobu.

Tysiące muzyków i ich rozpacz nie miały najmniejszego wpływu na Aurangzeba. On miał poczucie wypełnienia „świętej  misji”.

     Muzyka jest zakazana przez islam. Dlaczego?

Ponieważ na Wschodzie była grywana najczęściej przez piękne kobiety. Zachodnia definicja „prostytutki” znacznie się różni od tej używanej na Wschodzie. Na Zachodzie prostytutka sprzedaje swoje ciało. Natomiast w dawnych czasach na Wschodzie za prostytutkę uważano kobietę, która sprzedawała swój talent, swój taniec, swoją muzykę, swoja sztukę.

Zapewne cię zdziwi to, że każdy władca w Indiach wysyłał swych synów, którzy mieli przejąć po nim władzę, na kilka lat pod opiekę prostytutki. Tam uczyli się etykiety, elegancji, muzyki, subtelności tańca. Władca powinien wszak to wszystko poznać. Powinien pojąć, czym jest piękno, czym logika oraz dobre obyczaje. Taka była stara hinduska tradycja.

I muzułmanie ją przerwali. Muzyka była sprzeczna z ich religią. Dlaczego?

Bo aby nauczyć się muzyki trzeba było wejść do domu prostytutki. Muzułmanie są przeciwni jakiejkolwiek radości, a domy prostytutek pełne były śmiechu, piosenek, muzyki, tańca. Dlatego wprowadzili zakaz: - żaden muzułmanin nie może wejść do domu, w którym gra muzyka. Słuchanie muzyki to grzech.

      Podobne rzeczy działy się w innych religiach. Wspólnym celem tych działań było odarcie człowieka z tego, co go wzbogaca. Najbardziej oczywistym sposobem było nakazanie ludziom, by wyrzekli się pieniędzy.

Rozumiesz tę logikę?

Nie masz pieniędzy – nie masz wielu rzeczy. Zamiast obcinać gałęzie, zaczęli podcinać same korzenie. Człowiek bez grosza jest głodny, staje się żebrakiem, nie ma się w co ubrać. Nie sądzisz chyba, że będzie miał głowę do Dostojewskiego, Alberta Einsteina? To niemożliwe.

      Wszystkie religie, wspólnym wysiłkiem, czyniły ludzi tak ubogimi, jak to tylko możliwe. Tak bardzo potępiały pieniądze, tak gloryfikowały biedę, że bez wahania nazwałbym je organizacjami przestępczymi.


Pomyśl, co powiedział Jezus: - „Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty przestąpi bramy niebios”.

     Człowiek bogaty w niebie? To absolutna niemożliwość.

Czy są to słowa zdrowego człowieka?

Bogactwo jest potępiane, pieniądze są potępiane. Świat podzielono na dwa obozy. 98 % żyje w biedzie, ale w przekonaniu, że wejdą tam, gdzie anioły grają na swych harfach ciągłe Allejuja. Żyją w przekonaniu, że wejdą tam, gdzie nie wpuszcza się bogaczy. Dwa procent, to ludzie bogaci, którzy żyją w poczuciu winy, że są bogaci.

     Nie mogą cieszyć się w spokoju swym bogactwem, bo w głębi duszy boją się: - może to prawda, że nas nie wpuszczą do raju? Mają dylemat. Dostatek rodzi w nich poczucie winy, są niepocieszeni, za dużo posiadają, zostaną wrzuceni do piekła.

To z tego powodu człowiek bogaty żyje w strachu. Nawet jeśli próbuje cieszyć się tym, co zdobył, poczucie winy go zatruwa. Towarzyszy mu ciągły niepokój – rozmyśla o raju, do którego wpuszczą nawet wielbłąda, a on zostanie za drzwiami. Życie jest takie krótkie, a potem tylko ogień piekielny. Przecież to paranoja.

      Człowiek ubogi już jest w piekle, ale ma nadzieję. Byłbyś zdziwiony widząc, że w biednych krajach ludzie są bardziej zadowoleni  niż w bogatych. Widziałem w Indiach najuboższych ludzi, w których nie było nawet cienia niezadowolenia. Za to Amerykanie włóczą się po całym świecie w poszukiwaniu przewodnika duchowego. Nic dziwnego, oni nie chcą być gorsi od wielbłądów, także chcą do raju. Usiłują więc znaleźć sposób – jogę, jakieś inne wygibasy, żeby kompensować swoje bogactwo.

     Cały ten świat obrócił się przeciwko sobie.

Być może jestem pierwszym człowiekiem, który tak otwarcie wyraża swój szacunek do pieniędzy. To dlatego, że one mogą uczynić cię bogatym w wielu wymiarach.

   Człowiek ubogi nie pojmie muzyki Mozarta, głodny, albo żebrak nie zachwyci się dziełami Michała Anioła.

Poza tym ludzie cierpiący głód  nie mają w sobie dość energii, by karmić swoją inteligencję. Inteligencja rodzi się dopiero wtedy, gdy masz w sobie nadmiar energii, a oni są wyczerpani zarabiając tylko na chleb i wodę.

     Nie mają w sobie dość inteligencji, aby pojąć Braci Karamazow. Są w stanie słuchać jedynie jakichś głupot wmawianych im na mszy niedzielnej. A przecież ani kapłan, ani słuchacze nie rozumieją o czym mowa. 


Zresztą większość słuchaczy jest wyczerpana i senna po całym tygodniu. I to nawet lepiej dla kapłana, bo nie musi przygotowywać ciągle nowych kazań. Może powtarzać stare – i tak każdy śpi, nikt się nie zorientuje …

                                   OSHO 1931 - 1990

środa, 6 grudnia 2023

Przyszłość SI

Część pierwsza.



Pięknych Umysłów ciąg dalszy.

Rozwój SI przebiega tak szybko, że stanowisko Billa Joya i Raya Kurzweila stało się już klasyką. Otóż przewidywali oni dwojaką przyszłość SI, swoje rozumowanie uznając za pewnik, a rozwój wypadków za nieunikniony. 

Stałe elementy:

- Krzywe postępu technicznego mają charakter wykładniczy.

Niewiadome:

- Nie wiemy czy przyspieszenie będzie jednostajne, czy też nastąpią spowolnienia, zatrzymania, spadki, a może przyspieszenia.

- Nie wiemy, czy na końcu jest postęp, czy katastrofa.

Niejawne założenia:

- Rozwój techniki jest motorem historii.

 

Wczesne oznaki realizacji scenariusza Nieba:

- Dzieją się rzeczy niewyobrażalnie dobre – eliminowane są choroby i bieda, przybywa piękna, miłości, dobroci, pokoju. Osiągane są rzeczy zaliczane dotychczas do fantastyki naukowej.

- Ludzie nadążają za zmianami, a technika pozostaje pod kontrolą.

- Termin „osobliwość” jest na ustach wszystkich.

 

Wczesne oznaki, że scenariusz Niebo nie realizuje się:

- Wzrost złożoności zwalnia, a nawet wydaje się błędem.

- Jednak kultura i wartości biorą górę nad techniką. Ludziom udaje się świadomym wysiłkiem co najmniej odwlec zdarzenia, które kiedyś wydawały się nieuniknione (zapowiada się scenariusz triumfujący).

- Dochodzi do niewyobrażalnie złych rzeczy (na horyzoncie pojawia się scenariusz piekielny).

- Osiągamy Raj – życie staje się długie, nie ma chorób, wszyscy są szczęśliwi, bogaci i przepełnieni miłością.

Czy Raj jest możliwy? Jak wiemy, druga strona musi być, tak jak wdech i wydech, czuwanie i sen.

A więc Piekło?

- Postęp technologii jest jak siekiera w rękach zbrodniarza.

„Ludzka natura ulegnie Człowiekowi. Nastąpi zwycięstwo. Będziemy mogli zmieniać nasz gatunek dowolnie. Bitwa będzie wygrana”.

                     Albert Einstein 1917.

"Tylko kto tę bitwę właściwie wygra? Otóż wygrają ją ci, którzy będą kształtować innych wedle swego życzenia".

                C.S. Lewis „The Abolition of Man”.


Lotnisko w Aspen, Kolorado. To trudne lotnisko wśród ostrych turni Gór Skalistych - jest to niewielki spłachetek płaskiego gruntu, na który pilot musi spaść jak jastrząb. Samolotem targają prądy powietrzne, a pilot w ciągu trzech minut musi obniżyć lot o ponad 1300 metrów. Dla pasażerów to zawsze mocne przeżycie, tym bardziej, że w chwilę po styku kół z ziemią następuje gwałtowne hamowanie na odwróconym ciągu silników, póki rozedrgana maszyna nie zatrzyma się przed końcem asfaltowego pasa. I to w burzy śnieżnej. Burzy śnieżnej w maju!

Okazuje się, że jest grupa pilotów, która takie trudne lądowania uwielbia – przypominają się im wtedy młode lata – są to siedzący za sterami rejsowych United Airlines byli piloci myśliwców na lotniskowcach.

Jak wiemy uczucia nie kłamią, a ten opis jest po to, żeby dzięki temu miejscu położonemu w zachodniej części Gór Skalistych zrozumieć pojęcie znikomości wobec potęgi przyrody. Dookoła bowiem ciągną się szczyty, obsypane śniegiem, a na ich zboczach rosną drzewa wysokie na dziesięć pięter, które pomimo swojej wysokości wyglądają z daleka jak kilkudniowy zarost na twarzy. Wędrówka w takim miejscu sprzyja rozważaniom o kruchości kondycji człowieka i o tym, jak każdego dnia wymykamy się śmierci.

Jednak Aspen to wcale nie odludzie – to miejscowość ekskluzywna, która od czasów pionierskich przyciąga ludzi przedsiębiorczych. W latach 1877-1893 miejscowość przeżywała gorączkę srebra. Obecnie Aspen żyje z „białego złota” – bezkresny śnieg i ponad trzysta słonecznych dni w roku.

Aspen to szpanerskie miejsce: - bary, restauracje, drogie sklepy, hotele, blichtr.

Piszę o tym szpanerskim miejscu dlatego, ponieważ to tu można spotkać Billa Joya, zwanego „Edisonem internetu”. Oczywiście o ile on się zgodzi na takie spotkanie.

CDN

poniedziałek, 15 listopada 2021

Osiem dekad propagandy

Zaczyna się spełniać jeden z większych koszmarów globalnych planistów, którym inflacja wymyka się spod kontroli. Ci planiści chcą utrzymać na wszelkie możliwe sposoby narrację o jej tymczasowości, choć sami już w to nie wierzą. 

Rysuje się niestety czarny scenariusz przed kredytobiorcami. Atoli także przed każdym, kto trzyma pieniądze w banku, ponieważ rządzący ściemniają. A mówiąc konkretniej: - kłamią. Tak się dzieje właściwie w każdym polu informacyjnym, lecz powróćmy do problemu inflacji. Otóż nie ma piękniejszego od inflacji narzędzia do bezkarnego okradania społeczeństwa. Straciłeś? No widzisz, to przez inflację. W statystyce podstawą jest ustalona, stała metodologia. Ale zaraz, wtedy wszystko byłoby jak na patelni: każdy by zobaczył, że najpierw mleko się rozlewa, a za chwilę jest tego mleka wielka kałuża. (Nie przypadkiem jest na Śląsku gość o tym nazwisku).


Propaganda i związana z nią walka o władzę jest wpisana w historię ludzkości. Kiedyś tłumem sterowało się wygodnie z pomocą różnych wynalazków związanych ściśle z religią, ale zawsze zaliczanych do kija i marchewki: piekło i diabeł dla niesfornych, mityczne niebo po śmierci dla spolegliwych: - dziś oddaj kościółkowi wszystko, za to po śmierci pójdziesz do raju.

Jeśli ktoś był niesforny ponadprzeciętnie, zawsze można go było upiec na stosie (i okraść z majątku, jeśli go miał) ku uciesze gawiedzi. Dziś stosy już nie płoną, za to mamy telewizję i internet. Pewne uproszczenie: - TV robi wodę z mózgu przeważnie starszym, internet młodszym, lecz w jednym i drugim przypadku chodzi głównie o wyborców. Oraz żeby ludzie kupowali różne całkiem zbędne głupoty materialne, tudzież inne, rzekomo pomagające zdrowiu.

Niedawno okazało się (sygnalistka uciekła do Tajlandii), że Trump wygrał wybory wyłącznie dzięki propagandzie, a konkretnie zastosowaniu algorytmów przez firmę pijarową. Dlatego hasła: Nie daj się skołować, używaj własnego rozumu, filtruj informacje, nie ufaj - będą zawsze aktualne.

Dziś ludzie stają się powoli biomasą przetwarzaną przez algorytmy. AI zbiera na razie wszystkie możliwe informacje o nas i uczy się. Niestety uczy się także od ludzkich kanalii prących do władzy – od polityków. A to taki rodzaj ludzi, którzy byliby gotowi dla władzy podpisać cyrograf z diabłem, tudzież zjeść nie tylko własne gówno. Podobno jest opozycja. Podobno, bo za zamkniętymi drzwiami poklepują się po plecach, są ze sobą na ty, razem piją i knują.

Zwykłemu obywatelowi nic do tego, on ma pilnować swojej miski ryżu, jednak dla przedsiębiorców rząd szykuje pakiet ratunkowy. 


Polecam na Youtube - 8 dekad propagandy. Jacek Fedorowicz. Bezbłędna polszczyzna. 

czwartek, 22 kwietnia 2021

Latające miasto Pura

 


Jak już wiemy, Gilgamesz i Enkidu, bohaterowie sumeryjskiego eposu między innymi o „podróży do nieba”, potrzebowali 12 godzin, aby zacumować do Domu Boga – kolistej stacji kosmicznej, umiejscowionej w punkcie równowagi grawitacyjnej na wysokości trzydziestu sześciu tysięcy kilometrów nad Ziemią.



Z tego sumeryjskiego opisu wznoszenia otrzymujemy średnią prędkość trzech tysięcy kilometrów na godzinę, która jest identyczna w przypadku promów kosmicznych NASA. Niewiadomą pozostaje, w jaki sposób ci dwaj się wznosili. Może używali kosmicznej windy, albo lecieli pojazdem podobnym do kosmicznego promu. Drobiazgowe opisy takich pojazdów - promów używanych przez bogów mamy w przedbiblijnych hinduskich Wedach. Wedy są prawdziwą kopalnią wiedzy o pojazdach do latania zbliżonych wyglądem do klasycznych spodków UFO, a nazywanych vimana. Dowiadujemy się o osiągach tych maszyn, ich wymiarach, budowie i napędzie. Wedy opisują również sabhyorbitalne stacje kosmiczne, a także obiekt centralny „latające miasto – Pura”, siedzibę bogów. 

Mam w archiwum rysunek z Wed pięknego koła - Miasta Bogów na niebie, ale teraz nie mogłem go znaleźć.






„Latające miasto”  było statkiem-matką w kształcie koła, tkwiącym w ustalonym i zawsze tym samym miejscu (35 786 km) nad Ziemią. To „miasto – koło” obracało się nieustannie wokół własnej osi. Dziś wiemy, że taki obrót na orbicie stwarza miejscową grawitację.

Ogólny opis tego kolistego „miasta na orbicie” mamy także w sumeryjskich tabliczkach z Niniwy, a zwłaszcza na tabliczce podającej pewną świętą liczbę.



               Stała Niniwy

Otóż na jednej z tabliczek wykopanych z gruzów biblioteki w Niniwie jest zapisana święta liczba, związana z kolistym Domem Boga. Ta liczba wynosi 2268 milionów dni.

Milionów dni. Hmm … Moje doświadczenie wynikające z poszukiwania Liczb Planetarnych uczy, aby pomijać miano stojące przy mitologicznych liczbach, niezależnie od tego, czy są to miary ciężaru, odległości, czasu, czy objętości. Profanowi może się wydawać, że to jest postępowanie absolutnie głupie, atoli prawda jest krótka: - jeśli coś działa, to głupie nie jest. Jeszcze przed wakacjami, czyli w przyszłym tygodniu, napiszę jak ta wspomniana wyżej liczba zainspirowała mnie do prognozowania dat zwrotu w wykresach polskiej Giełdy Papierów Wartościowych.                            

Uczony sumeryjski zapisujący omawiany tekst nazwał liczbę 2268 milionów dni Stałą Niniwy.


Maurice Chatelain, ekspert NASA od łączności satelitarnej w programie Apollo, przyjaciel Wernehra von Brauna, był przez dwadzieścia lat objęty klauzulą milczenia i dopiero wtedy, gdy okres tajności się skończył, opublikował książkę. Jest w jego książce teoria, że Raj Ziemski był stacją kosmiczną znajdującą się na orbicie wokółziemskiej, skąd Adam i Ewa zostali wysłani z misją na Ziemię. (Z nieba zstąpienie?)


Oto urywek z książki Chatelaina dotyczący starożytnej stacji kosmicznej:  

"Zajmowałem się kiedyś wykonywaniem pewnych obliczeń dla telewizji amerykańskiej na temat tego Raju na orbicie i doszedłem do następujących wniosków:

Stacja orbitalna powinna mieć kształt ogromnej dętki samochodowej o średnicy 1650 metrów i grubości 625 metrów. Powinna ona obracać się względem własnej osi z prędkością kątową 1760 obrotów na dzień. Zamieszkiwany wewnątrz obszar stanowiłby pierścień o grubości 600 metrów, gdzie siła odśrodkowa pozwalałaby uzyskać ciążenie równe ziemskiemu.



   Najdziwniejsze jest jednak to, że strefa mieszkalna miałaby wtedy powierzchnię równą 226,8 hektara, czyli 2,268 milionów metrów kwadratowych.

Ta liczba bezbłędnie przypomina sumeryjską Stałą Niniwy. Wydaje się więc, że legenda o Raju ziemskim nie musiała być legendą, a rzecz wydarzyła się wiele tysięcy lat przed tym, zanim Hebrajczykom udało się napisać o tym w biblii”.

 


Znalazłem jeszcze inną zbieżność związaną z liczbą 2268:

- Objętość piramidy nazywanej umownie imieniem Chefrena wynosi 2,268 metrów sześciennych.

Liczba 2268 jest także znana współczesnej fizyce jądrowej.  

CDN

środa, 21 kwietnia 2021

Trzy tysiące kilometrów na godzinę

 Kontynuujemy rozważania o miejscu z nazwą Raj.


Od pomysłów Stanisława Lema minęły dziesięciolecia, mamy dziś nie tylko NASA, ale też SpaceX i Elona Muska i oto tezy opisane we wczorajszym poście „Poszukiwanie raju”, powoli zaczynają oblekać się w ciało.


Podróż Gilgamesza była „powolna” i potrzebował on dwunastu godzin, aby dotrzeć do Domu Boga orbitującego w punkcie zero na wysokości 36.000 km (chwała na wysokości?). Już w Sumerze dzień liczył (a to ci zagadka!) 24 godziny, godzina 60 minut, a minuta 60 sekund. Zarówno liczba 60 była święta, jak i jej druga potęga 3600. A to podobno dla uczczenia planety Nibiru i czasu 3600 lat, w którym następuje jedno jej okrążenie wokół Słońca. Przypadkiem godzina ma także 3600 sekund, oraz jest to dziesiąta część odległości do Domu Boga. Po co Sumerowi były sekundy? Po nic, one były potrzebne "bogom" na przykład do odliczania startowego i lądowania. Bo jak dzisiaj wyglądałoby odliczanie bez sekund?



Wiemy, że punkt zero jest położony na wysokości 35 786 km. Jeśli Gilgamesz wznosił się 12 godzin, to średnia prędkość wznoszenia wynosiła 3 000 km/h.

Według obliczeń NASA przeciętna prędkość promu kosmicznego opuszczającego Ziemię to akurat 3 000 km/h. I mamy odpowiedź na pytanie, czy jest jakiś łącznik pomiędzy Gilgameszem, a podbojem kosmosu - jak widzimy takim łącznikiem jest właśnie prędkość 3 000 km/h. Nie trzeba być matematycznym geniuszem, żeby pojąć, jak realny charakter mają mitologiczne przekazy. 




Na zdjęciu poniżej autor znalazł się przypadkiem w czerwcu 2013 w Gorlicach, w czasie gorących chwil związanych  z lądowaniem UFO pod tym miastem. 




 CDN.

wtorek, 20 kwietnia 2021

Poszukiwanie raju

Poszukiwanie raju albo drabina do nieba


Filarem wielu religii jest wniebowstąpienie.

Można założyć, że biblijna relacja dotycząca Jakubowej drabiny do nieba, jak i 70. rozdział Koranu o tytule ”Stopnie” (Al-Maaridż) pochodzą z tego samego źródła: - z sumeryjskiego Eposu o Gilgameszu, bowiem jest to pierwowzór podający najwięcej szczegółów, a także wyprzedzający o całe tysiące lat opisy innych religii. Przy omawianiu wydarzenia pod nazwą Potop, braliśmy jeszcze pod uwagę Księgę Majów Popol Vuh, bo ta saga wydaje się sięgać równie głęboko w mroki pradziejów. W tej Księdze również mamy koncepcję drabiny do nieba.


Bardzo interesująca jest wizja Mahometa, zawarta w 70. surze Koranu: - „Przyniesiono mi drabinę tak piękną, jakiej jeszcze w życiu nie widziałem. Anioł Dżibril pozwolił mi wejść po niej, aż w końcu zaprowadził mnie do bramy niebios, którą nazywają bramą dozorcy”.

Potem poprowadzono Mahometa do kolejnego nieba, aż dotarł do nieba siódmego, gdzie spotkał Boga Najwyższego – Allaha, władcę stopni.


Czy starożytne opowieści o drabinie, stopniach, podróży do nieba to tylko mity i bajania?

A może za określeniem drabina do nieba kryje się opis rzeczywistości, podany za pomocą takich określeń, jakich wówczas używano? Albo inne pytanie: - Czy coś może łączyć Gilgamesza z podbojem kosmosu?

Ostatnie pytanie wydaje się na pozór niemądre, ale rozpatrzmy rzecz dalej.

Sumeryjska relacja o podróży do nieba i Domu Boga, wygląda jak opis jazdy czymś w rodzaju windy: - Gilgamesz i Enkidu zobaczyli promienistą wieżę, której strzegła bogini Irninis. Po krótkich targach ze strażnikami, pozwolono im wyruszyć w stronę nieba na grzbiecie „orła”. Wznoszenie się miało kilka etapów. Kiedy się zatrzymywali, za każdym razem opisywali widok z coraz większej wysokości. I tak najpierw Ziemia wyglądała jak „ogród, potem jak papka mączna, a morze niby koryto na wodę”.






Dzisiaj każdy zna widok Ziemi widzianej z kosmosu, dlatego te starożytne relacje zyskują na wiarygodności. Kiedy tekstami zajmie się badacz bez kompleksów, doczyta się, że zamiast podróży do nieba, był to wjazd po linie-kablu na orbitalną stację kosmiczną zakotwiczoną w punkcie zero na orbicie geostacjonarnej w płaszczyźnie równika, czyli tam, gdzie przyciąganie Ziemi jest równoważone przez siłę odśrodkową.



Kilkadziesiąt lat temu, w książce autorstwa Stanisława Lema przeczytałem po raz pierwszy o tym orbitalnym punkcie zero położonym na „niebotycznej” wysokości 35 786 km. ponad Ziemią. Przeczytałem i wzruszyłem ramionami: - to ciekawe, ale czy coś z tego wynika?



               

Potem czytałem u Lema o koncepcji opuszczenia liny z orbity na Ziemię, pod warunkiem, że ta lina będzie miała wytrzymałość nici pająka, bo inaczej urwie się pod własnym ciężarem. Natomiast gdy uda się skopiować splot wykonywany przez pająka i zastosuje odpowiedni materiał do budowy, będzie można wciągać na orbitę wielotonowe ładunki. I znowu wzruszyłem ramionami: - czy to się kiedyś uda?  


 Potem doszły książki Zecharii Sitchina i wgłębiłem się w teksty tabliczek z Niniwy.

CDN

środa, 3 lutego 2021

Hela na Helu

 


Od dni paru, niewielu,
Siedzi Hela na Helu
(A konkretnie to na czym siedzi nazywa się plaża).

Przyjechała w niedzielę,
Przyjął słońcem Hel Helę
(takie coś rzadko, lecz jak widzimy, czasem się zdarza).




Dobrze z Helem jest Heli,
Piaskiem Hel się z nią dzieli
(bywają przecież w życiu także dobrane pary).

Przyciemniała na ciele,
Bo tak dba Hel o Helę
(nic dziwnego, ona młoda jest, a on jednak dosyć już stary).



Kwitnie Hela na Helu,
Chociaż nie ma hotelu
(tylko w chatce nad morzem klitkę u bliskomorskiego rybaka).

W walizce ma manele,
Lecz tak urzekł Hel Helę
(że nie szkodzi jej bynajmniej drobiazga taka).



Co dzień szereg kąpieli
Oferuje Hel Heli
(a w kąpieli gdy siedzi, zawsze myśli Hela o raju).

Obchodzi ją niewiele,
Że Hel inne ma Hele
(które co roku do niego zjeżdżają z różnych zakątków kraju).

Ludwik Jerzy Kern

piątek, 15 listopada 2019

Bajka o chmurze i wydmie


Podczas burzy na środku Morza Śródziemnego narodziła się chmura.
Nie miała zbyt wiele czasu by w tym miejscu się rozbudować, gdyż wiatr zaczął spychać wszystkie chmury w kierunku Afryki.


      Gdy dotarły nad kontynent, zrobiło się gorąco, a na dole zajaśniały złote piaski Sahary. Wiatr pchał chmury w kierunku dżungli, ponieważ nad pustynią deszcz prawie wcale nie pada.
      Młoda chmura, wzorem zbuntowanych młodych ludzi, postanowiła poznać świat i odłączyła się od innych chmur.
- Co ty robisz? – zaprotestował wiatr. - Przecież pustynia jest wszędzie taka sama! Popycham wszystkie chmury w stronę gór i przepięknych lasów. Wracaj do szeregu!
      Jednak młoda chmura nie posłuchała, gdyż z natury młodzi są niepokorni. (Czasami niepokorni bywają nieliczni starsi, pod warunkiem, że są młodzi duchem).



Chmura schodziła ku ziemi, aż osiadła na zefirku - lekkim, przyjaznym wietrze powiewającym nad samymi piaskami.
Chmura rozglądała się z ciekawością, aż zauważyła niewielką młodą wydmę, która patrzyła na nią.
Wydma i chmura patrzyły na siebie badawczo, aż po chwili wydma zajaśniała uśmiechem.

Chmurze zrobiło się ciepło w sercu. Obserwowała niedawno usypaną przez wiatr radosną wydmę i …... w jednej chwili zakochała się w jej złotych włosach!
- Witaj – powiedziała chmura – jak ci się wiedzie tam w dole?
- Żyję wśród innych wydm, słońca, wiatru i karawan, które tędy przechodzą - odpowiedziała wydma.
Jest gorąco, ale ja ciepło lubię. A jak ci się żyje tam w górze?
- Tutaj też jest słońce i wiatr i to dzięki niemu mogę się przechadzać po niebie i poznawać świat - rzekła chmura. 
- Moje życie jest krótkie – poskarżyła się wydma – gdy wiatr powróci z dżungli, zniknę.
- Bardzo cię to martwi? - zapytała chmura.
- Wydaje mi się, że nikomu nie jestem potrzebna - powiedziała wydma ze smutkiem.
- Ja czuję to samo, bo także jestem zależna od wiatru. Gdy ten zawieje, polecę na południe i zamienię się w deszcz. Taki mój los - zakończyła chmura.
                                                                                                                      Wydma myślała i w końcu zdecydowała się powiedzieć: - Czy wiesz, że tu na pustyni deszcz nazywamy Rajem?
- Nie przypuszczałam, że mogę zamienić się w coś tak wspaniałego – rzekła z zachwytem chmura.
- Słyszałam – kontynuowała wydma – jak stare wydmy opowiadają, że po deszczu stajemy się zielone, obrastają nas zioła i kwiaty. Mnie to nigdy nie spotka, deszcz na pustyni jest wielką rzadkością …....
     Chmura myślała, chwilkę się wahała, wreszcie nieśmiało się uśmiechnęła mówiąc: - Jeśli chcesz, mogę okryć cię deszczem. Kocham cię i chcę zostać z tobą na zawsze.
- Kiedy zobaczyłam jak się zniżasz, też się w tobie zakochałam – rzekła wydma cichutko i zrobiła się jeszcze bardziej żółta ze wzbierającej miłości.
- Tylko że ty umrzesz gdy zamienisz się w deszcz!
- Miłość nigdy nie umiera! - Powiedziała chmura – ona się tylko zmienia, a ja tak chcę pokazać ci Raj!

I zaczęła pieścić wydmę małymi kropelkami. Długo były razem, aż pojawiła się tęcza …...

Następnego dnia wydmę obsypały drobniutkie kwiaty. Zobaczyły to sunące w głąb Afryki inne młode chmury i pomyślały, że tu zaczyna się dżungla, której od dawna wypatrywały. Dlatego upuszczały na młodą wydmę po parę kropel, lecz że ciągle nadpływały nowe, po dwudziestu latach obok wydmy powstała oaza, użyczająca podróżnym cienia pod drzewami.


A wszystko dlatego, że pewna chmura nie zawahała się poświęcić życia z miłości.