Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poczucie winy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poczucie winy. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 marca 2026

Ukryty ksiądz

 


 Osłabić człowieka, sztuczka druga: - Trzymaj człowieka w stanie nieświadomości. Odetnij mu dostęp do miłości, bo bez miłości inteligencja człowieka spada. Czy zauważyłeś to? Kiedy się zakochujesz, wszystko, co umiesz, osiąga szczyt. Kiedy ludzie są zakochani, funkcjonują na najwyższych obrotach. Najinteligentniejszymi ludźmi są ci najbardziej seksowni. Energia miłosna jest w zasadzie inteligencją. 

Gdy w ludziach tłumi się seksualność, uciekają w inny świat. Zaczynają tęsknić za taksówką do nieba. Zaczynają myśleć: tu nie ma raju, on jest gdzie indziej. Idą do księdza i pytają o niebo.

   - Sztuczka trzecia: - Trzymaj człowieka w jak największym strachu. Najlepszym sposobem jest nie pozwolić mu kochać, bo miłość niszczy strach. Kiedy jesteś zakochany, nie boisz się. Gdy jesteś zakochany, możesz walczyć z całym światem. A kiedy nie kochasz, boisz się wszystkiego. Budzą się lęki. I wtedy ludzie są na kolanach kłaniając się kapłanom i politykom. To spisek. Twój polityk i twój ksiądz są twoimi wrogami, ale udają, że służą społeczeństwu. A tak naprawdę pasożytują na tobie.

   - Sztuczka czwarta: - Niech człowiek będzie jak najbardziej nieszczęśliwy, zagubiony. Niech siebie potępia, niech wierzy że został ukarany za swoje grzechy. Takiego człowieka można przepychać z miejsca na miejsce, można łatwo zamienić go w Dryfującą Kłodę. Taki człowiek jest zawsze gotowy przyjmować polecenia, rozkazy, daje się dyscyplinować, ponieważ czuje, że tylko ktoś inny pomoże mu ułożyć życie. Jest doskonałym materiałem na ofiarę.

    - Piąta sztuczka: - Trzymaj ludzi w separacji, aby nie mogli się jednoczyć. Napuszczaj ich na siebie, szczuj. Staraj się ich podzielić. Mów, że pożywienie jest czymś wspaniałym, jedzcie ile chcecie, ale potem nie dostarczaj pożywienia...

   Mów do drzewa: - Bądź zielone, rozkwitaj, a jednocześnie podcinaj mu korzenie. Mówią ci, kiedy i kogo wolno kochać. To tak, jakby stworzyć prawo pozwalające oddychać tylko wtedy, gdy jesteś ze swoją żoną, lub mężem. Przecież musisz oddychać przez 24 godziny! Mówią, że jest niższa miłość, do której nie wolno dopuścić, ona jest zła, tylko wyższa, duchowa jest dobra. 

Czy widziałeś kiedykolwiek duszę bez ciała? Czy widziałeś dom bez fundamentów? Niższe jest przecież fundamentem wyższego! 

”Święci tego nie robią” – jesteś grzesznikiem! A skąd wzięli się ci święci? Masz poczucie winy, a to właśnie w nim siedzi ukryty ksiądz.

                                                     Osho

 


sobota, 9 grudnia 2023

Winowajca

 Część czwarta o sztucznej inteligencji.


Jako że nie ma przypadków, 10 września 2001 roku Bill Joy rozpakował zgromadzoną kolekcję materiałów w wynajętym właśnie mieszkaniu na Manhattanie, zaledwie o kilka przecznic od World Trade Center.

„Zacząłem układać książki w porządku alfabetycznym, według działów: - zarazy, broń A, broń biologiczna, broń chemiczna, wąglik. Nie było tam żadnego podręcznika anarchisty, myślę jednak, że gdyby rankiem 12 września do mojego mieszkania weszła policja, niechybnie skończyłbym w więzieniu”.

    Czyli wraz z uderzeniem samolotów w WTC, ulotniła się potrzeba napisania książki ostrzegającej przed podobną sytuacją. Joy postanowił teraz ostrzec ludzi przed coraz czytelniejszym niebezpieczeństwem widma samoreplikujących się robotów, głównie tych nano.

    Jakiś czas temu napisał o tym artykuł w Wired. Na podstawie własnych badań doszedł do wniosku, że najpoważniejsze zagrożenie stwarza biotechnologia. W tym czasie bowiem ogromne poruszenie w waszyngtońskich agencjach wywiadu wywołała możliwość,  że w Iraku pod rządami Husseina trwają prace nad patogenem, który miał się składać ze zmodyfikowanego genetycznie wirusa ospy i jadu węża.

Było to prawdopodobne, bo już w 1986 roku w Journal of Microbiology opublikowano artykuł, w którym poinformowano, że kurza ospa w obecności ekstraktu z jadu węża rozprzestrzenia się błyskawicznie i zabija ptaki w niezwykle krótkim czasie. A wywiad miał informacje, że Irak szuka sposobów na połączenie ospy i jadu kobry.          

Sztuczną formę życia powstałą przez umieszczenie sekwencji DNA pochodzącej z modyfikowanego genomu jednego organizmu w genomie drugiego, określa się chimerą. To określenie jak wiemy pochodzi od ziejącego ogniem potwora z greckiej mitologii, krzyżówki lwa, węża i kozła.

     (Inspektorzy poszukujący takiej broni po drugiej wojnie w Zatoce Perskiej odkryli, że bombardowania i embarga zniweczyły techniczne możliwości Iraku wyprodukowania chimer. Nie można więc odmawiać słuszności ostrzeżeniom Joya).

   W każdym razie Bill uwypuklił rolę, jaką w szybkim przenoszeniu wirusów pełnią podróże lotnicze. Także widział związek między masową produkcją żywności, a występowaniem choroby szalonych krów, a także odporności na antybiotyki. Wszystkie pojawiające się nagle choroby to dla niego albo przestroga Matki Natury, by ludzie się wreszcie opamiętali, albo działalność tajnych laboratoriów.

Widząc to wszystko, zastanawia się, czego jeszcze mogą dokonać źli ludzie. (Realista nie ma wątpliwości, że źli ludzie gotowi są do każdego draństwa).

    To niepokojące, jak wiele dokonań inżynierów genetycznych było dziełem przypadku. Dobrym przykładem jest australijski incydent z mysią ospą.

     Australia jest niezwykłym izolowanym ekosystemem, gdzie obce gatunki rozmnażają się z ogromną szybkością, ponieważ nie mają naturalnych wrogów. Jednym z takich gatunków są myszy, a ich populacja od czasu do czasu gwałtownie wzrasta. Są wtedy wszędzie. Dlatego poszukuje się intensywnie sposobów opanowania tej plagi. W 2000 roku dwóch badaczy z Canberry pracując nad nowym środkiem antykoncepcyjnym dla myszy, stworzyli coś potwornego.

     Dodali oni mianowicie jeden gen wirusowi mysiej osy, a wtedy nowy patogen samoistnie rozprzestrzenił się na sterylnie odizolowaną część laboratorium i zabił zaskakująco szybko wszystkie myszy doświadczalne. Po jakimś czasie w laboratoriach amerykańskich ponowiono próby z tą wersją wirusa i okazało się, że nie działają na niego żadne środki przeciwwirusowe, a także szczepionki. Nic nie pomaga i myszki odchodzą do Domu Pana.

        Potem badano z podobnym skutkiem zmanipulowaną ospę bydlęcą.

Mysia ospa na szczęście nie infekuje człowieka, jest jednak bardzo zbliżona do śmiertelnej dla ludzi czarnej ospy. Gdyby więc manipulacje przeprowadzono na ludzkiej ospie, a wirus jakoś wydostałby się z laboratorium – zagłada całej ludzkości stałaby się faktem.

      I teraz ciekawostka: - australijscy badacze zasięgnęli opinii Ministerstwa Obrony i opublikowali wyniki eksperymentów w „Journal of Virology”:

    „Naszym celem jest ostrzeżenie opinii publicznej o realnym zagrożeniu. Chcemy uzmysłowić społeczności naukowej, że powinna zachować ostrożność, bo stworzenie śmiercionośnych organizmów wcale nie jest takie trudne”.

    Cała ta historia, a zwłaszcza opublikowanie wszystkich szczegółów doprowadziła Joya do wściekłości. Jego zdaniem ludzie nie zdają sobie sprawy jak może wyglądać nowoczesna zaraza – a zwłaszcza taka, która została poddana genetycznym „ulepszeniom” pozwalającym jej na pokonywanie mechanizmów obronnych. Przecież powinniśmy pobrać lekcję z epidemii SARS, której skutkiem była śmierć 20% zarażonych osób, a infekcja przenosiła się drogą kropelkową.

(Książka Radykalna Ewolucja czy człowiek ulepszony przez naukę i technikę będzie jeszcze człowiekiem? w której wyczytałem powyższe o SARS została wydana w 2005 roku).

Gdy rozważamy zagrożenia scenariusza piekielnego ogarnia nas rozpacz, azaliż z małą nutką nadziei.

Ta dobra wiadomość niosąca nutkę nadziei brzmi: - Już tyle razy wieszczono koniec świata, a my dalej żyjemy.

      Niestety scenariusz piekielny różni się istotnie od tych wszystkich przewidywań. Jego podstawą jest bowiem geometryczny wzrost krzywej zmian.

Poza tym ….. nastraszyć człowieka, zasiać mu duszy katastroficzne wizje, to wygodny materiał dla demagogów politycznych wszelkiej maści. Ziarno niepokoju kiełkuje bowiem z łatwością na podatnym gruncie naszej wyobraźni. Widmo zagłady jest najlepiej sprzedającym się towarem na świecie.

    Joy zastanawiał się, czemu tak się dzieje i doszedł do wniosku, że przyczyną jest wpojone poczucie winy (indoktrynacja kościelna), oraz przekonanie, że jako ludzkość odpowiadamy grupowo za liczne grzechy. A więc nosimy w sobie podświadome przekonanie, że będziemy za nie ukarani.

      Wizje Armagedonu mają długą tradycję. O ile scenariusze optymistyczne wyrastają z zachwytu nad ludzkością wykradającą bogom ogień (czyli zachwyt z powodu złodziejstwa), o tyle scenariusze katastroficzne narzucają przekonanie o nieuniknionej karze za grzechy.

    W mitologii greckiej pierwsza kobieta, Pandora, otworzyła z ciekawości puszkę zapieczętowaną przez Zeusa. Tym sposobem uwolniła wszelkie zło i choroby, pozostawiając w środku jedynie nadzieję. Hindusi opowiadają sagi o poprzedzającym nieszczęścia złotym wieku, podobnie jak Konfucjanie, Zaratustrianie, Aztekowie, Lapończycy, wczesne ludy Islandii i Irlandii, a także plemiona północnoamerykańskie i syberyjskie.

    „Do kogo mam dziś mówić?

Grzech, który poraża ziemię

nie ma końca.

Do kogo mam dziś mówić?

Nie ma już prawych ludzi.

Ziemia jest poddana zbrodniarzom”.

 

Tekst powyższy zapisano ponad dwa tysiące lat temu w Egipcie.

W greckim micie Apollo, pożądający Kasandry, córki Priama i Hekuby, zesłał wybrance dar proroctwa. Ona jednak odrzuciła jego zaloty i bóg się zemścił, sprawiając, że nikt nie wierzył w jej przepowiednie, bez względu na to, jak bardzo były prawdziwe. Dziś terminem „kasandryczny” określamy wizję, która nie zawiera nic oprócz smutków, a nawet zapowiedzi zagłady (Jackowski się kłania). To jest dużo łatwiejsze niż poszukiwanie sposobów na uniknięcie przeznaczenia.

      Ciekawe, że historyczne wizje zagłady wiążą się z obawami dotyczącymi postępu technicznego. Jak napisano w Księdze Rodzaju, ludzie postanowili zbudować wieżę do nieba, żeby „uczynić sobie znak”. Spojrzał na nią Jahwe i zobaczył, że „to jest przyczyną, że zaczęli budować, a zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe”. Wieżę nazwano Babel, „tam bowiem Pan pomieszał mowę mieszkańców całej ziemi, stamtąd też Pan rozproszył ich po całej powierzchni”.

     Nawet tak zdecydowana i drastyczna boska interwencja nie powstrzymała postępu cywilizacji, a jedynie ten postęp spowolniła.

W roku 1627 Francis Bacon opublikował słynną utopię Nowa Atlantyda, w której przewidział pewne elementy scenariusza piekielnego. Opisuje mianowicie działania naukowców, decydujących, jakie wynalazki należy upowszechniać, a które utajnić. Pragną w ten prosty sposób ochronić społeczeństwo przed ciemną stroną odkryć, a samych siebie przed odwetem ze strony niezadowolonych.

     Natomiast w 1788 roku Edward Gibbon w Zmierzchu i upadku Cesarstwa Rzymskiego wyłożył teorię autodestrukcji społeczeństwa. W tej teorii wszystkie imperia dochodzą do pewnego momentu, poza którym rozwoju wydarzeń nie da się już powstrzymać.

„Cnota i prawda prowadzą do siły, siła do dominacji, dominacja do bogactwa, bogactwo do luksusu, a ten w końcu do słabości i upadku”.

     W 1794 roku wielebny Roger Malthus zauważył, że przemiany społeczne zachodzą z narastającą prędkością, a ludziom wydaje się to podniecające i dezorientujące zarazem.

    W 1808 roku Goethe opublikował pierwszą część swego monumentalnego dzieła, które za pomocą osoby Fausta, stało się jedną z podstawowych legend europejskiego folkloru. Jak wiemy Faust – niemiecki czarownik i astrolog zaprzedał duszę diabłu w zamian za wiedzę i moc (polska baśń o panu Twardowskim)

      Jednak najwspanialszy opis wpływu postępu technicznego na ludzką naturę, stworzyła Mary Shelley w powieści „Frankenstein – współczesny Prometeusz”.

W powieści mamy wgląd w duszę naukowca opętanego obsesją kreacji życia, który odrzuca stworzoną przez siebie istotę, chociaż potrafi ona myśleć i czuć.   

Tytuł tej powieści jest także dziś zaklęciem i amuletem. Za każdym razem, kiedy nowa, potężna zdobycz techniki, jak międzygatunkowe przeszczepy organów, inżynieria genetyczna, czy klonowanie, zaburza nasze pojmowanie istoty człowieczeństwa, słychać złowieszczy szept: - Frankenstein.

     W 1932 roku Aldous Huxley w „Nowym wspaniałym świecie” opisał ludzkie obawy przed światem opanowanym przez masową produkcję i bezmyślną rozrywkę. Akcja toczy się w roku 632 A.F.

 Huxley zastosował taką nazwę roku z przekory wobec powszechnie przyjętego liczenia lat naszej ery, A.D, Anno Domini, czyli po Chrystusie.  Autor przyjął za rok zerowy narodziny Forda, czyli A.F oznacza „after Ford”.

    W tym świecie producent samochodów Ford i jego Model T zajmują miejsce Chrystusa i krzyża. Warunkowanie psychologiczne, inżynieria genetyczna i soma – doskonały narkotyk dostarczający przyjemności tłumowi, stanowią filary nowego społeczeństwa. Rozmnażanie przeniesiono z kobiecego łona na taśmę produkcyjną. Robotnicy majstrując przy embrionach, produkują różne klasy ludzi niczym różne modele samochodów – Lincoln czy Merkury. Istnieje wiele klas nowych istot, od superinteligentnych Alfa Plus, po skarlałe, półdebilne Epsilony, a każdą z nich uwarunkowano tak, by kochała swoją pracę i swoje wyznaczone miejsce w społeczeństwie.

      Epsilony są więc niesłychanie szczęśliwe, sortując na przykład śmieci. Poza pracą życie upływa ludziom na nieustannej przyjemności: - kupują sobie różne, całkiem niepotrzebne im rzeczy, uprawiają wymyślne, szkodliwe dla zdrowia sporty, oraz pławią się w powszechnym, nieskrępowanym, technicznym seksie, bez zbędnego angażowania uczuć. Miłość, małżeństwo i rodzicielstwo uważa się za rzeczy obciachowe. Kontroler Świata wyjaśnia, że zadowolenie mas jest ważniejsze niż dobro i prawda.

     No i wreszcie dochodzimy do Roku 1984 Orwella. Książka została napisana w roku 1948, kiedy parowała jeszcze mocno trauma powojenna. Kataklizm wojny i związana z nim rzeź, rozwiały obietnice nadchodzącego raju, które głosili Stalin i Hitler. Orwell obnaża naturę tych potwornych dyktatorów, oraz mechanizmy ich władzy.

    Rok 1984 jest przepełniony sennymi koszmarami i specyficznym językiem, z pomocą których ukazuje się świat ery informacji. Informacji spreparowanej, służącej kontroli nad wiedzą, co zapewnia władzę niemal boską. Wielki Brat stworzył rzeczywistość, w której dotychczasowe pojęcia zmieniły znaczenie, a każda rzecz jest w istocie czymś zupełnie innym niż nazwa, jaką jej nadano.

    Ministerstwo Miłości torturuje. Ministerstwo Prawdy kłamie. Ministerstwo Pokoju wszczyna wojny, Ministerstwo Obfitości doprowadza do głodu.

A wszystko opiera się na informacji. „Wiedzieć i nie wiedzieć, mieć świadomość prawdomówności, a jednocześnie wygłaszać umiejętnie skonstruowane, albo wręcz prymitywne kłamstwa” – oto sedno totalitaryzmu opisanego w książce Rok 1984.

Wielki Brat, Policja Myśli i Luka Pamięci weszły na stałe do naszego słownika. „Rzeczywistość Orwellowska” to najlepsze określenie na wyrażenie przepaści między językiem politycznym a moralną rzeczywistością.

      Pogląd, że ludzką naturę można zredukować do bezdusznej maszyny, umocniły prace Burrhusa Skinnera, który w połowie XX wieku zasłynął jako najznamienitszy psycholog od czasów Freuda. Jego doświadczenia nad odruchem warunkowym u gołębi i szczurów wykazały, że nagromadzenie dowolnego pożądanego działania kształtuje ich zachowania. Dlatego Skinner uznał, że nie istnieje coś takiego jak ludzki umysł, a zachowanie człowieka jest sumą skutków działania sił zewnętrznych. Kształtując odpowiednio system nagród, można dowolnie wpływać na ludzką naturę. W 1971 roku napisał książkę „Poza wolnością i godnością”, w której uzasadniał potrzebę porzucenia jednostkowych wolności dla osiągnięcia idealnego społeczeństwa. Czyli jeszcze jedna utopia.

      Jego pomysły zaczęły przypominać Nowy wspaniały świat, oraz Rok 1984 i straciły atrakcyjność. Także sama rzeczywistość w postaci reżimów Mao i Pol Pota, podważyła skuteczność takiego podejścia. Ideę pogrążyła skłonność ludzi do zachowań nie przynoszących im pożytku, do tego często nieprzewidywalnych.

     Nawet zwierzęta laboratoryjne często zachowują się nie tak jak „powinny”. Uczniowie Skinnera podsumowali pomysły swego niedawnego guru w „Harwardzkim prawie zachowania zwierząt”;

- „Przy określonej temperaturze, czasie, oświetleniu, żywieniu i warunkowaniu organizm będzie się zachowywał tak, jak mu się będzie do jasnej cholery podobało”.

     W 1964 roku Stanley Kubrick nakręcił film Dr Strangelove albo „Jak przestałem się martwić i pokochałem bombę” – najwspanialszą czarną komedię wszech czasów.

Podobne dzieła i setki innych, tak skutecznie wzbudziły w ludziach przerażenie, że ustanowione zostało tabu dotyczące użycia broni A.

     Silent Spring, książka Racheli Carson zawiera natomiast ostrzeżenie ekologiczne – mamy tu sugestywny opis nadejścia wiosny w środowisku tak zanieczyszczonym pestycydami, że nie słychać już śpiewu ptaków, ponieważ wszystkie wyginęły.

Owszem, człowiek jest częścią natury, ale jako jedyny gatunek potrafi ją zmieniać na gorsze w sposób nieodwracalny. Carson pisze: - „Określenie władza nad naturą wynika z arogancji, jaka narodziła się w epoce neandertalskiej, kiedy zapanowało przekonanie, że natura istnieje dla wygody człowieka”.

Ta jej książka przyczyniła się do powstania ruchów ochrony przyrody i rozpoczęcia walki z tak zwanym „ciągłym postępem”.

     Otóż zmiana nie jest postępem, jeśli narusza fundamenty wspólnoty, której częścią są ludzie.

Miarą sukcesu ruchów ekologicznych jest to, że dwa pokolenia temu mniej niż jedna osoba na sto wiedziała, co oznacza słowo ekologia. Dla ludzi świadomych zagrożeń jest to mała pociecha.

    Obecnie na czoło wysuwa się widmo nagłej zmiany klimatu, a winowajcy upatruje się w paliwach kopalnych.

I to byłoby na tyle o smutkach, dlatego kończąc wpis, dla równowagi dodam coś na luziku.

      A do tego luzika akurat pasuje słowo winowajca, które pojawiło się kilka wierszy wyżej:

Ktoś zapytał: - Gdzie jest winowajca?

Między nami – odrzekły jajca. 


CDN

poniedziałek, 2 marca 2020

Co ludzie powiedzą



Tytułowe podejście do życia stwarza kilka zagrożeń.
Po pierwsze primo: - człowiek chory na „co powiedzą ludzie” jest we władaniu lęku. Absolutnie nie może być swobodny. Kryje się. Ma poczucie winy, u kościółkowych poczucie wyimaginowanego grzechu - jego psychika jest zainfekowana - dawno temu, gdzieś po drodze zgubił własne życie. Ma przeciążoną głowę, ponieważ co chwila rozważa "co powiedzą bliscy". Należy do stada baranów.
     

Po drugie primo: - takim chorym człowiekiem łatwo manipulować. Albo go szantażować. Tu pojawia się coraz częściej problem internetu i niebezpieczeństwo kradzieży danych.


Natomiast człowiek zdrowy ma głęboko gdzieś opinię otoczenia. Do jego niezależności i suwerennych decyzji wyselekcjonowane otoczenie już zdążyło przywyknąć. Dla zdrowego psychicznie człowieka znaczenie ma osobista hierarchia wartości. Potrafił się odciąć od wszechogarniającej sieczki informacyjnej. Nie tonie w oceanie bełkotu, stał się obserwatorem.
Nastąpiło odłączenie od stada baranów sterowanych tzw. opinią publiczną, czyli propagandą, w tym jakże często opinią amoralnego kapłana.


Jak rzekł był klasyk: - Nie do wiary, jak dużo trzeba mieć w dupie, aby głowa była odciążona.

czwartek, 12 listopada 2015

Najważniejsze wyzwolenie

Czyli wyzwolenie z poczucia winy.

Nie ma człowieka, który nie miałby na koncie jakiegoś przewinienia wobec siebie lub innych.
        Jesteś winny.
Przyjmij to do wiadomości i pozwól temu odejść. Możesz powiedzieć: - jestem małym grzesznikiem, ale słyszałem, że Bóg takich lubi.
Pozwól odejść poczuciu winy, bo nie masz obowiązku cierpieć.
Tu należy uzmysłowić sobie, jak wielką krzywdę wyrządziło ludziom chrześcijaństwo gloryfikowanym kultem cierpienia.
      
Anna Connolly, w książce „Toksyczni święci” pisze: - Czy czytaliście może wyznania św. Faustyny, lub Tomasza a Kempis? Ja spróbowałam. Z trudem zdołałam przez nie przebrnąć, bo okazały się one tak przygnębiające i przerażające.
      Pragnienie bólu, cierpienia, poniżania się, upokarzania wyrażane na każdej prawie stronie ich dzieł jest tak perwersyjne i neurotyczne, że odrzuca mnie od ich lektury. Przesłanie chrześcijańskich świętych, z wierzchu gładkie i piękne, gdy mu się dokładniej przyjrzeć ukazuje swoją ciemną stronę. 
     Pod lukrowaną maską przykrywającą prawdziwe twarze świętych kłębią się myśli i przeżycia całkiem mroczne i odpychające.....
Jak to możliwe, że Kościół każe ludziom wierzyć, że ich cierpienie łączone z cierpieniem Chrystusa ma właściwości zbawcze, czyli jest czymś dobrym, czymś, czego pragnie Bóg?

Anna Connolly pisze na blogu teologicznym „Kleofas”, założonym przez teologa Roberta Rynkowskiego, który uważa, że każdy może być teologiem.

Na świecie jest wystarczająco dużo cierpienia, nie dodawaj jeszcze swojego, nikt normalny na tym nie skorzysta.
Chorobliwym jest pławienie się we wstydzie i samobiczowaniu.
Możliwe, że poczucie winy jest zamaskowanym strachem przed konsekwencjami. Twoja nieświadomość uważa, że jest to forma jakiegoś zadośćuczynienia, tak byś nie został ukarany.
     To nonsens.
Przez takie myślenie osłabiasz się, twoja śledziona nie pracuje prawidłowo, masz nie tylko trudności w strawieniu obiadu, lecz także z przetrawieniem tego, kim jesteś – masz kłopot ze sobą, z akceptacją siebie.
    Gdy w tym stanie znajduje się osoba z zaburzoną osobowością, na przykład psychopata, jego gniew będzie zwrócony na zewnątrz. To właśnie dlatego brutalni przestępcy zwykle czują przymus powtarzania swoich zbrodni.
       Rozumny człowiek, poradzi sobie jednak z poczuciem winy i wtedy poczuje się tak wolny od win, że przyjdzie mu do głowy pomysł, aby zwrócić się do Watykanu z wnioskiem o kanonizację.

czwartek, 5 marca 2015

Rynek winy


Marketing to wojna totalna. 
Aby odnieść w niej zwycięstwo należy starannie przygotować teren – wywołując na przykład psychiczny dyskomfort w grupie docelowej. Do tego celu nic nie nadaje się lepiej niż poczucie zadłużenia i powiązane z nim poczucie winy. (poczucie winy to słowo magiczne)
       Jest to złośliwy wirus, rozprzestrzeniający się z niesłychaną łatwością. Jednocześnie instytucje publiczne udają, że tego wirusa nie ma, ponieważ ten wirus jest ogromnie przydatny w integracji społeczeństwa i władzy.
      Poczucie winy to bat na gołe plecy maluczkich.
Istnieją całe społeczności i kultury różniące się pochodzeniem i historią – a wszystkie opierają się na poczuciu winy.
           Czy marketing mógł odrzucić narzędzie perswazji o tak potężnym zasięgu?
Jeszcze dziś, na agresywnym rynku proszków do prania, gdzie bój toczą inwazyjne strategie rynkowe, zwyczajem jest zarówno informowanie o cechach produktu, jak i serwowanie tym, którzy jeszcze produktu nie stosują, końskich dawek social ambarrassment, czyli poczucia winy, jakie wynika z domniemania, że w opinii otoczenia są oni brudniejsi i zaniedbani.
Pozornie ten atak ma tylko jeden cel: nawyki higieniczne.
         I pada tu drugie magiczne słowo: - nawyki.
A więc marketing uderza w klienta ulepionego z poczucia winy i nawyków i pod zasłoną walki o czystość wdziera się we wszelkie codzienne nawyki, a zatem całą filozofię życia rodziny, czyli w efekcie buduje światopogląd.
Stawką jest sposób bycia, a nie czystość.

Jeśli twoja biel jest mniej biała niż u innych, to nie jesteś na poziomie, nie sprostałeś wymaganiom opinii innych.
         Tu pada kolejne magiczne słowo: - opinia innych.
Czystość jest kategorią ducha, zatem ktoś, kto niechlujnie się nosi, ma zapewne nieczyste sumienie.

By móc sprowokować tego rodzaju reakcje psychologiczne potrzebna jest skuteczna komunikacja.
I tak się stało: - najwięksi w historii nadawcy nie ograniczyli się do zwiastowania „dobrej nowiny” ludziom rozsądnym, lecz postarali się tak upowszechnić poczucie winy, że objęło ono również niepewnych i maluczkich.
        Ta strategia zadziałała nieomylnie.

Wiadomo, jak budować poczucie winy. Według specjalistów od perswazji, zasada odpłaty jest jedną z najważniejszych. Nie potrzeba Kota i Lisa z Pinokia, by dojrzeć, że rozwój społeczeństwa opiera się na pajęczynie długów.
Ta pajęczyna tworzy sieć współuzależnień wiążących jednostki w zespoły. (dostałeś prezent? Odpłać się)
Przyjęto za oczywiste, że mit Edenu najbardziej się przysłużył do osadzenia motywacji konsumentów w zakupach.
Wszyscy przecież dążymy do lepszego życia i według wierzeń owo życie idealne było już naszym udziałem.
         Podobnie u zarania ery biznesu pierwszy product manager ponadnarodowej Korporacji, Paweł z Tarsu, w dwóch istotnych wypowiedziach sformułował wzorzec mechanizmu perswazyjnego, przejmując za jednym zamachem oskarżycielski potencjał zawarty w owym micie.

Utraciliśmy oto Eden, bo jesteśmy potomkami pierwszego grzesznika, który za to właśnie, że zgrzeszył, wyrzucony został z Raju. A zatem, genetycznie, i my jesteśmy grzesznikami.
W drugim etapie swojej genialnej strategii komunikacyjnej Paweł z Tarsu powiązał nierozerwalnie to wydarzenie z ofiarą Chrystusa, który w ten sposób odkupił grzech pierworodny.

To jest właśnie ten fundamentalny passus wyzwalający w grupie docelowej poczucie winy.

Od tego czasu epizod ów jest cytowany jako wzorcowy przypadek (case history), nadający śmierci adepta rangę „dowodu” dobrej jakości marki i dobrej wiary jego przedstawicieli, oraz w efekcie, sugerujący konieczność rewanżu poprzez bezgraniczną i bezwarunkową wiarę, jak w jakimś okropnym potlaczu.
(Potlacz – zrytualizowana postać wymiany w społeczeństwach prymitywnych, na mocy której obdarowany zobowiązany był do odwzajemnienia się ofiarodawcy jeszcze okazalszym prezentem)
Dla przyciągnięcia i przywiązania klientów nowej marki użyto jako symbolu nie wizerunku uosabiającego rajską szczęśliwość Edenu, lecz narzędzia tortur...... CDN.

czwartek, 22 stycznia 2015

Być sobą

       Jak rodzice wbijają cię w poczucie winy?
Robią to w procesie nazywanym powszechnie wychowaniem.

Nie ma znaczenia czy twoi rodzice żyją. Oni są dalej w twojej głowie.

Wyobraź sobie, że każde z rodziców przywiązało ci do szyi powróz i każde ciągnie cię w swoją stronę. Tak długo cię ciągną, aż pod wpływem ich wspólnego ciągnięcia wylądujesz w swojej własnej kupie gówna – i o to chodzi, bo w ten prosty sposób zobaczysz wyraźnie swoją własną winę.
Twoi rodzice wspólnymi siłami zabrali cię tam, gdzie nie chciałeś być, lecz musisz być. 
          I oto pada magiczne słowo: musisz.
 
Musiałeś wpaść w gówno. Ludzie często mówią: „moi gówniani rodzice”.
Niesłusznie zupełnie. Takie doświadczenie z rodzicami, a potem resztą treserów jest niezbędne, aby się obudzić. Dlatego rodzicom należy się szacun za to, że tacy właśnie byli.       Poza tym …..
        Astrologia, nauka królów, uczy, że dusza sama wybiera miejsce i czas inkarnacji. Człowiek sam wyszukuje swoich rodziców i dzięki temu istnieje gwarancja, że w każdym wypadku wyląduje we właściwej winie. Kiedy spojrzysz na to z tej właśnie perspektywy, stanie się dla ciebie jasne, że rodzice to twój własny wybór. Oni mieli za zadanie wsadzać cię dostatecznie długo pupą w twoją winę. Stworzyli dla ciebie mentalną klatkę. Tej klatki nie ma, ona jest tylko w twojej wyobraźni. Poruszasz się od wyimaginowanej kraty do kraty, i ani kroku dalej.
Jak niedźwiedź, któremu odebrano wolność.
          Każdy żyje w takiej klatce, a twoim zadaniem, twoją lekcją jest to zrozumieć, pojąć i przypomnieć sobie, że masz wolną wolę.
W każdym razie rodzice mieli uszykować dla ciebie więzienie, klatkę. Co też uczynili.
Jak tego dokonali?
Takimi przykładowo zdaniami:
- Taką dobrą kaszkę mamy dla ciebie....
- Co? Nie chcesz jeść? Bądź grzeczny, jedz.
- Łyżeczka za mamusię, łyżeczka za tatusia.
- Inne biedne dzieci nie mają kaszki
- Jeszcze trochę i jeszcze.
- Jedz bo dostaniesz klapsa!
- Zobacz jak naświniłeś!

To jest właśnie zasługa twoich rodziców, że znaleźli odpowiednie słowa w odpowiednim czasie i z zapierającą dech precyzją wskazali ci drogę ku twojej winie. Ten proces trwał lata i uczenie nazywa się socjalizacją.
Prześledźmy ten proces jeszcze raz w wierszu.

Kaszka manna
Andrzej Waligórski

Niedobrze się robi ptaszkom, odbija się myszce
Mamcia karmi dziecko kaszką łyżeczka po łyżce.
Karmi, nuci coś radośnie: "Jedz, jedz ty łobuzie..."
Kaszka dziecku w buzi rośnie i wydyma buzię.

Ma już kaszki pełen brzuszek i płucka, i nereczki,
Kaszka sączy mu się z uszek i rozpycha majteczki.
Słyszy dziecię matki piosenkę i myśli figlarnie:
"Jak cię dorwę, gdy dorosnę, to też cię nakarmię..."

Zaśmiało się miłe dziecię na myśl o igraszkach.
Mamcia na to: "A więc przecie smakuje ci kaszka".
Dam ci jeszcze, żebyś przytył i miał pulchne policzki!"
Dziecko żuje myśląc przy tym: "Ach, dajcie mi nożyczki!"

Wtem huknęło coś jak mina - gówniarz zwymiotował.
"Porzygała się dziecina - zaczniemy od nowa!"
Kot z rozpaczy skoczył w wannę a pies się wściekł na dworze.
Po coś stworzył kaszkę mannę, o sympatyczny Boże?!

Niech do ciebie dotrze, że rodzice zrobili wszystko jak należy, abyś mógł wylądować w swojej własnej winie.
                        Czy spodziewałeś się tego po nich?
 
Nie podoba ci się twoja wina, co więc robisz? Zrzucasz ją na rodziców!

Lecz prędzej czy później będziesz musiał ją wziąć na siebie z powrotem. Rzecz ma się bowiem tak: - nie tylko ty wyszukałeś sobie rodziców, ale i oni wyszukali sobie ciebie. Z milionów dusz pływających w tym oceanie wybrali sobie akurat ciebie. Dlaczego akurat ciebie? Ano z tych samych powodów: ty z niezachwianą pewnością pchałeś ich ku ich własnej winie. Im się ta ich wina akurat tak samo podobała, jak tobie twoja.
          Co więc robią twoi rodzice? To samo, co ty: zrzucają winę na ciebie.
Jesteś takim niewdzięcznym dzieckiem....
 Ale oni też powinni kiedyś wziąć swoją winę z powrotem na siebie.
Jeszcze jedna ważna rzecz: w obu wypadkach jest to ten sam proces. Kiedy bierzesz na siebie swoją winę, to rodzicom nie pozostaje nic innego do zrobienia, tylko wziąć na siebie swoją.
       Nie mów więc: już dawno przebaczyłem moim rodzicom, ale oni nie chcą popuścić. Gdybyś im faktycznie przebaczył, oni też byliby na takim samym etapie. Zatem po zarzutach twoich rodziców możesz rozpoznać, że nie wybaczyłeś im do końca. Być może zrobiłeś to w swojej głowie, gdyż tak jest szlachetnie, ale nie w sercu.
      Przebacz im, wtedy oni przebaczą tobie. Wszystko jedno, kto zacznie.

Gdy jednak twoi rodzice już nie żyją, cała praca z odkupieniem winy pozostaje na twoich barkach. Gdy to zrobisz – zbawiasz ich. Oni czekają na to z utęsknieniem!
Nie zrozum tego źle. Nie piszę żebyś to zrobił dla nich. Zrób to dla siebie.

Nie próbuj stworzyć lepszego świata dla swoich dzieci, bo stworzysz im piekło.
Zrób to dla siebie, a przy okazji, taki efekt uboczny, zbawisz także ich.

A więc mamy ustalone: Jesteś winny!
Czyli właśnie zaczynasz poznawać swoją winę. Przeczuwasz skąd przychodzisz. To jest punkt pierwszy.
W drugim punkcie zaczniesz szukać węża, który podobno kusił, zaczniesz szukać odpowiedzi an pytanie: - kim jestem?
              A teraz wracamy do uwarunkowań.
Ci, którzy mają władzę, posługują się człowiekiem uśpionym. Robią z ludzi niewolników.
Walka przeciwko tym uwarunkowaniom nie ma sensu. Po prostu zostaniesz zniszczony. Mądrzej jest podporządkować się. Dziecko musi tłumić swoje ja. To wywołuje w nim przerażenie, bo czuje, że robiąc to nigdy nie odnajdzie sensu życia. Nigdy nie będzie sobą, nie znajdzie się w zadowoleniu, spełnieniu, szczęściu.
      Siły zewnętrzne jednak są zbyt potężne, a walka z nimi zbyt ryzykowna, aby pozwolić sobie na bunt.
Każde dziecko stopniowo zamyka wszystkie drzwi swojej istoty. Przed nikim się nie ujawnia, zaczyna udawać.
           Staje się aktorem.
Niebezpieczne jest wszystko, co prowadzi do konfliktu z usankcjonowanymi normami. Nawet otwarcie przed bliskimi osobami odbierasz jako ryzykowne. Z tego powodu każdy człowiek się zamyka. Nikt nie jest niczym kwiat, tańczący na deszczu albo w słońcu.
         
Wszyscy żyjemy zamykając swoje kielichy kwiatów. Otwarcie bowiem może nas zranić.
Aby nie dać się zranić używamy osłon, tarczy. A najlepszą tarczą jest hipokryzja. Z tego powodu cała rzeczywistość społeczna została zafałszowana. Nawet w przyjacielskiej relacji ludzie utrzymują między sobą dystans. Boją się, że jeżeli pozwolą na zbytnie zbliżenie, druga osoba może zajrzeć za ich maski.
Zobaczy twoją prawdziwą twarz.
Z tego powodu większość ludzi w tym świecie jest nieautentyczna.

       Co więc robić?
Buntować się! I nie ma tu znaczenia, że nie będziesz za to kochany, natomiast będziesz potępiany, poniżany.
Jednak warto się zbuntować, bo bycie sobą jest przecież największym błogosławieństwem.
      Nieposłuszeństwo stanowi podstawę rzeczywiście religijnego człowieka.
 Chodzi o nieposłuszeństwo wobec wszystkich kapłanów, polityków i narzucanych norm. Chodzi o takie nieposłuszeństwo, na jakie możesz sobie pozwolić. Tylko przyjmując taką postawę możesz odrzucić wszelkie uwarunkowania. Gdy to zrobisz, przestaniesz pytać, na czym polega sens życia. To pytanie zamieni się samoczynnie w pytanie: - Jak mam żyć bardziej autentycznie?
 Życie jest celem samym w sobie. A tobie życie przepływa między palcami. Tak ustawili cię twoi „chrześcijańscy dobroczyńcy”. Oni zastosowali bardzo prostą strategię: - wmówili ci, że twoje życie jest karą.

         Kim są twoi święci?
Są to ludzie, którzy wyrzekli się życia. Im mniej autentycznie żyli, tym są uznawani za większych. Wszyscy twoi mędrcy żyją w atmosferze nocnego koszmaru. A jednocześnie głoszą kazania, w których nawołują do podążania za nimi. Cały ich wysiłek jest skierowany na to, aby odciąć cię od życia.
      Potępiają seks, potępiają chęć życia w komforcie, czerpanie zadowolenia z jedzenia i ubrania. Jest to ucinanie życia. Życie jest ci zabierane kawałek po kawałku.
Jeżeli zbadasz historię klasztorów chrześcijańskich, dżinijskich, buddyjskich czy hinduskich, będziesz zdumiony. Trudno uwierzyć, że ludzie byli traktowani w tak nieludzki sposób i to w imię religii. Robiono tam różnego rodzaju głupoty.
     Jeżeli masz mniej sił witalnych, jest to na rękę politykom i kapłanom, ponieważ mniej się buntujesz, jesteś posłuszny, przestrzegasz normy i tradycje. Nie stanowisz zagrożenia. Kiedy jesteś w pełni sił stanowisz zagrożenie dla tych, którzy chcą ciebie wykorzystać. Walcz z całych sił. Nie bądź niewolnikiem.
      Przedstawiciele establishmentu obawiając się żywotnych osób, wynaleźli subtelną strategię: dali ci cel w życiu. Masz stać się kimś. A ty już w tej chwili jesteś taki, jakim chce cię widzieć natura. Nie musisz stawać się kimś innym.
        Pozbieraj części samego siebie, skoncentruj się na tu i teraz.
 
Podlegałeś warunkowaniu przez całe swoje życie, nosisz w sobie wszelkiego rodzaju fałszywe idee. Musi upłynąć nieco czasu, abyś najpierw je rozpoznał, a potem odrzucił. W rzeczy samej gdy je tylko rozpoznasz, że są fałszywe, one odpadną od ciebie pod własnym ciężarem. Usuwasz ze swojej głowy błędne, szkodliwe programy, usuwasz śmieci.
       Samo rozpoznanie wystarcza.
Gdy to się dzieje, zaczynasz pomału wychodzić z niewolnictwa.
Każdy sam wydobywa się z uwarunkowań, a to jest trudne, wymaga czasu. Nie jest to podobne do zrzucenia ubrania, ale do ściągnięcia - zdarcia skóry. 
      Utożsamiliśmy się z naszymi uwarunkowaniami. Znamy siebie tylko jako katolicy, muzułmanie, komuniści ….. Możemy wpaść w kryzys tożsamości.
W uwarunkowaniach jest zawarta cała twoja przeszłość, twój umysł oraz twoje ego. Jeśli jednak starczy ci odwagi, nie pozostawaj widzem, przyłącz się do tańca!
 
Pozbądź się całego śmietnika, który został na ciebie wrzucony. Być może przestanie wtedy ciebie interesować gromadzenie tandety, mnóstwa niepotrzebnych przedmiotów. Kiedy to się stanie, Bóg zacznie w tobie ożywać, zacznie płynąć źródło twojego życia.
        Odzyskasz swoją niewinność.
        Odzyskanie niewinności oznacza odzyskanie raju.
        Ponownie wkroczysz do Edenu.

Ukrywasz swoją prawdę

    Tantra poucza byś wyrażał siebie.
Zanim będziesz mógł wyrażać siebie, potrzebujesz dokładnie zrozumieć na czym polega indoktrynacja.
Indoktrynacja - warunkowanie zaczyna się już w momencie twoich narodzin. Warunkują cię twoi rodzice, dzieci z którymi się bawisz, sąsiedzi, szkoła, kościół, państwo. Ten proces zachodzi na poziomie nieświadomym. Dziecko nieświadomie gromadzi warunkujące wzorce, dzieje się to poprzez naśladownictwo.
     Tak się dzieje na całym świecie.
Indoktrynacja jest podobna do programu komputerowego. Błędnego programu, który prowadzi ludzi do bycia maszynami.
Czyli nasuwa się jeden wniosek: stare programy należy odrzucić, bo żaden człowiek nie przyszedł na świat, by stać się maszyną.
       Jest to poniżające i degradujące. Dlatego każde dziecko już na samym początku życia, kiedy tylko stanie się świadome intencji rodziców, rodziny, religii, systemu kształcenia, zaczyna się zamykać. Przyjmuje postawę obronną, bo nie może sobie pozwolić na konfrontację z przeważającymi siłami.
Jednocześnie jest ono bezradne i całkiem zależne od ludzi, przed którymi musi się bronić.
Problem staje się jeszcze bardziej złożony, ponieważ ludzie, przed którymi dziecko musi się bronić, myślą, że kochają dziecko.
                           To są twoi rodzice.
I prawdopodobnie nie kłamią. Mają dobre intencje, lecz głęboko zaburzoną świadomość. Oni głęboko śpią. Nie zdają sobie sprawy, że są marionetkami w rękach ślepej siły zwanej społeczeństwem, które narzuca im swoje interesy.
       Zadaniem rodziców o zaburzonej świadomości jest podtrzymanie w tobie poczucia winy. To jest jedno z najbardziej destrukcyjnych uczuć, nadaje się świetnie do represji psychicznych, jest niczym bat na gołe plecy.
       Represja jest to wykonywanie działań, których tak naprawdę nie chcesz wykonywać. Oznacza bycie kimś, kim nie jesteś naprawdę. Represja jest drogą wiodącą do niszczenia siebie.
Nauczono cię być nieprawdziwym. Stałeś się hipokrytą, ukrywasz swoją prawdę.

Kiedy czujesz złość, pokrywasz ją niby uśmiechem. Ale szczęki zaciskasz, tłumisz złość.
Represja oznacza, że nie słuchamy własnej natury. Jest to sposób abyś skierował się przeciwko samemu sobie, abyś był słaby.
Osłabianie ludzi to jest właśnie gra społeczeństwa. Nie masz energii by się sprzeciwiać.
     Nie wiesz kim jesteś,
     Nie wiesz dokąd zmierzasz,
     Nie wiesz co tu właściwie robisz.
Lecz ty nie złość się na rodziców, oni są także ofiarami. Ich ojcowie, ich kapłani przyczynili się do zniszczenia ich umysłów. To ich postawy stworzyły ten zły świat. Jest on zły w każdym calu.
Miliony ludzi zostały zamordowane, zarżnięte, żywcem spalone w imię religii, w imię Boga, wolności, demokracji, komunizmu. Są to tylko piękne nazwy, a za nimi kryją się okropne rzeczy. Pewnego dnia ludzie spojrzą na swoją historię, jak na historię szaleństwa.

czwartek, 6 listopada 2014

Cegła z dzieciństwa


Gdy byłem małym chłopcem, jeszcze przed pójściem do szkoły, lubiłem bawić się z dziewczynkami.
      Były to gry, skakanie przez skakankę, zabawa w klasy, te zabawy lubiłem bo były dynamiczne. Była też zabawa w dom ze starszymi dziewczynkami, tu mniej mi się podobało, bo okazywało się, że jako mąż jestem co chwila wysyłany „po coś”.
      Lecz nie buntowałem się, bo co pewien rzadki czas dziewczynki fundowały zabawę w doktora. Tu był silny podtekst seksu, a to mi się bardzo podobało. Uczyłem się, że są obowiązki, wiele obowiązków, a przyjemności niewiele. Znosiłem więc dzielnie przycinki chłopaków: - babski król.
      Dzieci są bezwzględne, nauczone przez świat dorosłych agresji, pogardy, nie znoszą inności i potrafią ranić słowem i pięścią.
Byłem buntownikiem.
      Zdałem sobie z tego sprawę już w szkole, za przyczyną religii i zatargu z księdzem, a także potem, gdy na usilne prośby matki poszedłem do komunii.
Docinki chłopaków olewałem, więc w końcu dali spokój. Bawiłem się dalej z dziewczynkami. Któregoś razu w czasie zabawy w dom, mojej „żonie” zabrakło mąki. Podała mi cegłę.
          Pytam: - co mam z tą cegłą zrobić?
          Masz utrzeć ją na mąkę – padła odpowiedź.
       To trę. Trę i trę, ręka zabolała a tu mąki tyle co na lekarstwo.
          Musisz zetrzeć całą cegłę – słyszę.
I wtedy coś się we mnie zjeżyło, pękła jakaś sprężyna. Padło mianowicie magiczne słowo musisz. Odczułem, że na dźwięk słowa „musisz” robi mi się niedobrze.
      Ojciec przynosił do domu tran, to taki paskudny tłuszcz z wieloryba przysyłany do Polski zaraz po wojnie. To paskudztwo musiałem pić i piłem przymuszany, potem świat mi gasł i rzygała dziecina ….
Więc w czasie tego tarcia cegły na mąkę, padło słowo musisz, a we mnie coś się przewartościowało gwałtownie, odechciało mi się zabawy w taki dom, rzuciłem cegłę i pobiegłem do chłopaków grać w piłkę. Taki prosty „rozwód” nastąpił.

Dlaczego to przypominam? Minęło kilkadziesiąt lat, obróciło się koło życia, trwała dorosła zabawa w dom w drugim małżeństwie. Obowiązki od rana do wieczora i gonienie własnego ogona. Nie myślałem o tym w ten sposób. Nie narzekałem, goniłem jak większość, wydawało mi się, że tak trzeba.
Taki schemat znaczy.
I tu odebrałem myśl: - to jedziesz schematem? Przecież wiesz, że ci którzy jadą schematem, właściwie są już martwi. Gdzie jest twoje życie?!!!!
No właśnie. Gdzie jest moje życie?
Metodą eskalacji, kompromisów, żyję jakimś obcym życiem, bo nie swoim. W pogoni, w wiecznym opóźnieniu, gdzieś po drodze, zgubiłem coś bardzo ważnego. Najważniejszego wręcz.
Zgubiłem własne życie. Jestem robotem.
To jest jak zły sen. Koszmar wręcz. Jestem na statku, statek na pełnym morzu. Uderzenie w górę lodową. Statek tonie a ja nie mogę znaleźć klamki, żeby otworzyć drzwi. Rozpaczliwie staram się znaleźć w bezpiecznym miejscu. To na nic, tonę razem ze statkiem, odbierając przesłanie: - tylko tak dalej trzymaj, a już po tobie! Nie chcę, żeby tak było. I wiem już, że mam skupiać się na tym, czego chcę, a nie na tym, czego nie chcę.
Więc jak chcesz żyć?
Inaczej!
                   W tym miejscu włączyło się doświadczenie: - przecież już raz była podobna rozmowa, kilkanaście lat temu była. Na pytanie jak chcę żyć, odpowiedziałem, że chciałbym się raz porządnie wyspać i wyleżeć. (Pracowałem wtedy w cyklu 36 godzin bez przerwy przy własnej wtryskarce, po zwolnieniu załogi, po pierwszej plajcie)
                 Niech się stanie według wiary twojej.

Dostałem to, czego chciałem. Wyspałem się i wyleżałem za wszystkie czasy. Leżałem bowiem 8 miesięcy w szpitalu po wypadku. Nie tak miało być! Trzeba myśleć o tym, o czym się myśli, bo myśl to potęga.
Pomyśl dobrze.
Powiedz co pomyślałeś.
Wykonaj co powiedziałeś. (Zaratustra)

Pomyśleć dobrze …. Żeby nie było jak z tym murzynem na pustyni.
Na pustynię spada złota rybka. To może się zdarzyć. Rybka mówi: trzy życzenia. Murzyn ma 40 lat, więc już coś wie o życiu.
Mówi: - chcę być biały
          • dużo wody ma być koło mnie
          • dużo damskich dup ma się koło mnie kręcić
            Rybka zamieniła murzyna w biały sedes.
Co innego uratować siebie. Zauważyć, że życie zakreśliło koło i znowu trzymam cegłę z dzieciństwa. Przypomnieć sobie, że mogę odrzucić tę cegłę z dziecęcych zabaw. Cegłą dla mnie było olśnienie, że nie jest to moje życie, mojego życia nie ma wcale. Zapragnąłem odzyskać siebie utraconego kiedyś i gdzieś. Zabrać siebie do innego, swojego świata. Wyruszyć na spotkanie z samym sobą, odnaleźć znowu w sobie zapomniane wewnętrzne dziecko, odnaleźć radość życia, narodzić się na nowo.
To cud: w tym samym życiu narodzić się po raz drugi.
Żyć po swojemu, odzyskać Wolność. Iść swoją drogą na spotkanie duszy.
Tak! Wiem czego mi trzeba: - to co jest teraz, to więzienie, potrzebuję, chcę dotrzeć do miejsca zwanego duszą. Chcę pójść swoją drogą na spotkanie duszy! Nie ważne, czy to droga łatwa, czy trudna, może będę musiał iść po ciemku? Dojdę …..
                 To są tylko słowa, albo aż słowa. Tak samo życie wymaga słów w decydującym momencie Zwrotu. Można to zrobić w milczeniu, jest to niezwykle emocjonalny, dramatyczny i intymny moment, nazywany przez jednych Odejściem z małżeństwa, a przeze mnie Odzyskaniem Wolności. Jak się zachować, co powiedzieć żonie z serca? Jak to zrobić w Miłości, która jest przecież najważniejsza?
Nieproste, ale stało się. Znalazłem w sobie siłę, aby się stało. 
Nie krzywdzić drugiego, ale też siebie nie dać krzywdzić. I nie wpaść po tym w poczucie winy, które jest wielką niszczącą siłą. Nie wpadłem.
       Może to Anioł dał mi siłę aby tak wszystko przebiegło?. 
                Pewnie tak było.
Wiedzieć o tym, to wielki dar i mnie się on przydarzył. Dziękuję memu Aniołowi za pomoc westchnieniem płynącym z głębi serca: - Ach!