środa, 2 kwietnia 2025

wtorek, 1 kwietnia 2025

Jak skutecznie zakończyć wojny

 


 Drugie życzenie Stanisława Lema.

„Również moje drugie życzenie jest altruistyczne: Oto  wymarzone lądowanie innych istot z kosmosu staje się rzeczywistością. Przybysze badają po wylądowaniu panujące u nas stosunki, by orzec, że wszystko robiliśmy całkiem niewłaściwie. Zarazem stwierdzają KTO jest najmędrszy ze wszystkich ludzi. Za pozwoleniem – to ja nim jestem. Chcą mianować mnie najwyższym władcą planety, lecz odmawiam zgody. Wystarczy mi pozycja doradcy przy Wielkiej Radzie Przybyszów.

     Otóż chcieli oni narzucić światu całkowite rozbrojenie. Lecz po ich odlocie wyścig zbrojeń zacząłby się od nowa. Proponuję zatem Wielkiej Radzie taki podział pracy: - ja dysponuję znajomością miejscowych stosunków, tudzież znakomitymi pomysłami, a oni umiejętnością realizowania najtrudniejszych projektów. Na tym będziemy wspólnie budować.

     Mam taką myśl: - środowisko ziemskie trzeba zmienić tak, żeby nikt nie mógł wyrządzić nic złego swemu bliźniemu. Za wzór techniczny biorę sobie bakterie. Jeśli istnieją wyspecjalizowane zarazki rożnych chorób, to w zasadzie można stworzyć podobne do wirusów maleńkie cząsteczki, zdolne do rozpoznawania wszelkich rodzajów broni. Będzie się je hodować masowo i rozsiewać, a one potem będą się dalej same rozmnażały.

    Moja zasada opiewa: - należy powstrzymywać ślepy miecz, a nie rękę. Goła ręka i tak sama niewiele zdziała.

Jak to zrobić? A po czym poznaje się broń, w przeciwieństwie do obiektów nieszkodliwych? Ano po tym, że bronie poruszają się z wielką chyżością, jak rakiety, bomby i pociski. Więc te cząsteczki spowalniające będą odbierały energię ruchu wszystkiemu, co się bardzo szybko porusza. Stroną techniczną zagadnienia będą się martwić Przybysze. W ciągu doby wszystkie systemy broni ulegają unieszkodliwieniu.


Każda wystrzelona rakieta, każdy pocisk, natychmiast opada wolniusieńko, tak wolno, że nie może wybuchnąć. Czołgi mogą wprawdzie jechać, ale nie mogą strzelać. Bomby zrzucone z samolotów spadają wolno jak puch. A bomby zmajstrowane prywatnie – wybuchają co prawda, ale rozlatują się odłamkami, które można z powietrza wyzbierać ręką, bo tak pomału lecą. Przy okazji zlikwidujemy w ten sposób wszystkie katastrofy (na przykład aut), bo pokojowo nastrojonym cząstkom będzie wszystko jedno i nie dopuszczą, by jakaś rzecz wyrżnęła w coś ze swego otoczenia.

    Oczywiści to nie rozwiązuje jeszcze wszystkich trudności. Pokojowe molekuły jednego rodzaju nie mogą rozpoznawać wszystkich rodzajów broni. Lecz jak natura stworzyła zarazki cholery, wścieklizny, dżumy i tysiące innych, tak Wielka Rada sporządzi mrowie wyspecjalizowanych różnych cząstek miłujących pokój. Będą i specjalne, zapobiegające bijatykom.

    Gdy ktoś spróbuje spuścić lanie bliźniemu, wirusy dobroci, niewidzialnie szybujące w powietrzu, przemienią jego wdzianko, spodnie, bieliznę, w elastycznie krzepnącą powłokę, w której ów poczuje się jak niemowlę w powijakach. A jeśli nie poniecha złych zamiarów i będzie zdwajał wysiłki, jego odzież tak stwardnieje, aż się awanturnik zamieni w posąg z zaciśniętymi pięściami. Złe języki głosiły, jakobym udaremnił ludziom w ten sposób życie erotyczne, bo tkwi w nim szczypta agresywności, więc kto by się zbyt gwałtownie zachowywał w łóżku, zostanie związany przez własną piżamę. Lecz łatwo temu zapobiec, rozbierając się uprzednio. Tak więc zarzut powyższy jest zwykłym oszczerstwem.

    Także użycie gazów trujących i prawdziwych zarazków jako broni, przestanie być możliwe, gdy specjalne cząsteczki katalistyczne zmienią takie gazy w perfumy, a zarazki w nitro bakterie użyźniające glebę. Kto jednak zdecyduje się pomimo wszystko zbić bliźniego na kwaśne jabłko, nie tylko sam musi się rozebrać, ale do tej czynności namówić także tego, który ma być obity – w przeciwnym razie akcję obronną podejmie odzież napastowanego.

    Odkrycie to ożywiło nadzieją zrozpaczone serca sztabowców, jednak praktyka pokaże, że zarówno wojna, jak i manewry przerodzą się w zwykłe bijatyki, w których nie da się rozeznać, kto wróg, a kto swój. Także nie będzie można odróżnić zwykłych żołnierzy od szarż.



Problemem pozostaną różni terroryści, np. IRA, oraz wszyscy ci, którzy mordem i bombami chcą polepszyć świat. Nic lepszego nie przyszło mi do głowy, jak ich wysiedlenie na inne planety. Na przykład na Marsa, gdzie należy postawić banki i wieżowce, żeby mieli co plądrować i wysadzać w powietrze. Kiedy to wszystko się stanie, Ziemia będzie całkowicie spacyfikowana, a ja złożę dymisję - moje stanowisko okaże się zbędne”.


piątek, 28 marca 2025

Sekret króla Midasa



Król Midas był władcą absolutnym, co jak wiemy uzależnia i deprawuje. Był to czas, gdy jeszcze nie rozbudziła się u króla chorobliwa namiętność do złota, na razie dręczył go inny problem. Midasowi urosły ośle uszy, a wiedział o tym oczywiście on sam, tudzież jego fryzjer.

    Fryzjer nie mógł się z nikim podzielić swoją wiedzą, ponieważ tyran pod groźbą śmierci, surowo mu tego zabronił. Sługa nosił więc w sobie tę trochę zabawną tajemnicę przez całe lata, a ciążyło mu to coraz bardziej i bardziej. W końcu myślał tylko o jednym: jakimś bezpiecznym sposobem zrzucić z siebie zatajany sekret.

    Pewnego dnia szedł nad rzeką, było pusto, jak okiem sięgnąć żywej duszy. Fryzjer pojął, że jest sam, wpadł na genialny, jak mu się wydawało, pomysł, ukląkł, wygrzebał dziurę w ziemi, pochylił się i dopiero wtedy do dziury wykrzyczał na całe gardło, że król Midas ma ośle uszy! W taki oto sposób ulżył sobie raz na zawsze! Zrobiło mu się na duszy błogo i lekko. Jak się okazało, fryzjer był jednak w błędzie, że wykrzyczana na odludziu tajemnica nie dotrze do poddanych. Oto z dołka wyrosła trzcina. Rosła i rosła, aż urosła i zaczęła szumieć na wietrze, snując swoją opowieść. Odtąd każdy poddany już wiedział, dlaczego król nawet w największy upał nosi na głowie wielką mitrę, zamiast złotej korony – on po prostu zakrywał swoje uszy.

 

PS. Bajka nie wspomina, jak potoczyły się losy fryzjera, bo Midas rozumował logicznie, oraz był okrutny, atoli zostawmy to niedomówienie.

Ten żartobliwy psychologiczny myk wszedł do innych baśni: - Kiedy zła siostra zabije dobrą siostrę, na mogile wyrasta wierzba. Idzie pasterz, zetnie gałązkę, jest fujarka, a ona sama gra, póki winowajczyni nie ukarzą. Grób woła pełnym głosem. Z ziemi wyrasta roślina, która wyraża sedno rzeczy – nie podlega zastraszeniu, mówi ludzkim głosem, a jej komunikat to sama prawda: - jest zbrodnia – powinna być kara.

 

czwartek, 27 marca 2025

Trzy życzenia - Stanisław Lem

 


 (Recz pisana w lutym 1980 roku).

Pierwsze moje życzenie jest dość skromne. Dotyczy ono powolnej likwidacji kłamstwa w życiu politycznym i społecznym. Kłamstwo bowiem rozkwita w państwie demokratycznym i totalitarnym – w pierwszym jest równouprawnione z prawdą, a w drugim upowszechnia je rząd i wspomaga cenzura. Spełnienie mego pierwszego życzenia nie naruszy tych okoliczności bezpośrednio. Ma jedynie powstać sprzężenie zwrotne pomiędzy publicznym kłamstwem i kłamcą.

     Dzięki temu okłamujący bliźnich sami będą się demaskować. I nie jest ważne, czy chodzi o rzeczników rządowych, komentatorów TV, opozycjonistów, propagandystów, zawodowców reklamy, lub przedstawicieli różnych religii.

      Otóż kłamca zdradzi się przez to, że kłamiąc wyda przeraźliwy krzyk bólu. Kto bowiem będzie kłamał, ten odczuje natychmiast przeszywający ból.

Co prawda umiejscowienie tego bólu będzie dla kłamiącego zawsze niespodzianką. Nikt nie będzie wiedział z góry, czy kłamiąc odczuje kolki nerek, rwanie zębów, czy boleści brzucha. Gdy przestanie kłamać, ból przetrwa jeszcze jakiś czas, jako kara i ostrzeżenie.

    W pierwszych miesiącach po wprowadzeniu mego systemu będziemy biegali nieco oszołomieni wrzaskami dochodzącymi zewsząd. Wnet jednak zauważymy, że to się opłaca.

Wolno też optymistycznie przypuścić, że po jakimś czasie zrobi się ciszej, ponieważ zainteresowani pojmą, jakie są koszty własne kłamstwa.


Niestety rzecz komplikuje to, że kłamstwo w postaci czystej występuje równie rzadko jak święta prawda.

 Zwykle proponują nam mieszankę obojga. Ponadto wielu ludzi kłamie w dobrej wierze mówienia prawdy.

Aby wyjaśnić, jak to przezwyciężę, dodam kilka słów o technicznym zapleczu mojej metody.

     Otóż istnieje niewidzialny system światowej kontroli, izolowany od rządów i wszelkich innych interwencji, który z szybkością światła bada zawartość prawdy w tym, co się głosi publicznie. Czyli co się mówi w knajpie, albo pod kołdrą przed zaśnięciem nie liczy się i wtedy można dalej łgać ile wlezie.

     Sieć komputerów bada słuszność głoszonego, oraz jego możliwych skutków społecznych.

Kiedy ktoś na przykład oświadczy, że istnieje tylko jeden Bóg – Allach czy Jehowa – nic mu się nie dzieje. Gdy jednak powiada, że w imieniu tego Boga należy zabijać pewne osoby, albo zakręcać jakieś krany, ten dostaje ischiasu, niejako w postaci strzału ostrzegawczego przed dziób. Lecz bóle krzyża będą go dręczyły przez trzy dni.

Kto głosi 60- procentowe kłamstwo, zostanie sparaliżowany w 60 % na sześć tygodni, itd.

    Komputery posiądą dokładne cenniki dla wszystkich kłamstw w rozmaitych mieszaninach z prawdą. To, czego nie ma w cennikach, wyląduje na moim biurku, bo ja będę najwyższą instancją decydującą co jest, a co nie jest kłamstwem.

    Oczywiście podjęte zostaną rozpaczliwe wysiłki, by utworzyć jakieś szanse dla kłamstwa. Zjawią się fanatycy, czy propagandziści, gotowi dalej kłamać, otrzymają bowiem odpowiednie podwyżki uposażeń jako nawiązkę za ból. Powstaną też odpowiednie stanowiska w mediach, których zadaniem będzie wyciszanie wszelkich stękań. Stamtąd będzie dobiegał cały chór wrzasku.

      Nie umiem przepowiedzieć, jakie skutki wywrze na nasz świat ten bolesny proces nauczania. Trzeba się będzie liczyć z okropnymi scenami, na przykład na zjazdach politycznych, czy na dorocznych zebraniach akcjonariuszy różnych firm, bo ograniczona odpowiedzialność nie uratuje zarządu przed boleściami. Prywatnie spodziewam się po mym męczycielskim wynalazku wielu miłych godzin.

    Pozostawiam każdemu nieograniczone prawo kłamania, tyle że będzie musiał płacić rzeczoną cenę. Każdy może sobie wyobrazić, jak świat wyglądałby w rok po spełnieniu mego pierwszego życzenia.