Dziś domkowo: - kilka znanych budowli drewnianych „z duszą”, przepiękny Hotel w Mosznej, tudzież radosna latarnia morska.
Astronomia Finansowa - Daty Zwrotu na FOREX i kontrakty terminowe
Astronomia Finansowa wykorzystywana do skutecznej gry na FOREX, kontraktach terminowych i ETF. Daty zwrotne wielokrotnie udowodniły swoją moc. Można dzięki nim osiągnąć wolność finansową.
czwartek, 26 lutego 2026
środa, 25 lutego 2026
O pisaniu
Aby pisanie mogło zmienić mentalność, czy tylko
zasiać wątpliwość i skłonić do przemyśleń – o tym decyduje sam Czytelnik, jego
wrażliwość i zaufanie do słowa. Dlatego słowo pisane było przez wieki
postrachem każdej autorytarnej władzy, bo mogło wiele zmienić. Stąd
umieszczanie ksiąg na indeksach kościelnych, stąd palenie książek na stosach,
zmuszanie pisarzy do emigracji, skazywanie ich na śmierć.
Jednak pisanie może zmieniać świat nie tylko
pozytywnie, ale też na gorszy, przyczyniać się do powiększania zła, nienawiści
i agresji: - Protokoły Mędrców Syjonu, Mein Kampf.
Umysł współczesnego człowieka jest zalewany
oceanem słów, przez co tracą one na wartości i sile, coraz mniej mówią, a coraz
bardziej dezorientują, wyczerpują i męczą.
Nie można napchać do tekstu za dużo cytatów, stałby się wtedy zbyt gęsty. Myśl musi odpoczywać i w tym celu potrzebuje przestrzeni, czasem wypełnionej czymś łatwym, odrobiną grafomanii, czy nawet kiczem.
Lapidarium
wtorek, 24 lutego 2026
Odlot Aniołów
Podglądałem zza płotu
Jak Anioły przed zimą szykują się do odlotu.
Rechotały na wietrze suchej fasoli strąki,
Dunajec palił fajkę i dym puszczał na łąki.
To jest senna godzina pełna jeszcze mamideł,
Ale w dole nad rzeką biało było od skrzydeł.
Zleciały się Anioły z calutkiej okolicy,
Z Tęgoborza, z Bartkowej, a nawet z Przydonicy.
Anioł jest - jak wiadomo – półczłowiekiem, półptakiem,
A były wśród nich męskie, żeńskie, oraz nijakie.
Wśród Anielic na przykład, była jedna piersiasta,
Co wiosną przyleciała z wojewódzkiego miasta.
I została.
Została aż po jesienną porę,
Z całkiem obcym Aniołem w namiocie nad jeziorem.
Kiedy chłody nadeszły, kiedy pogoda zbrzydła,
Coraz częściej Anioły zaklepywały skrzydła.
Pora lecieć.
Do góry wznosi się wata mglista, są warunki do startu,
Trzeba je wykorzystać.
Poooszły!
Nad modrzewiami szum się zrobił potworny.
Jeden tylko pozostał.
Anioł mrozoodporny.
Ludwig Jerzy Kern
poniedziałek, 23 lutego 2026
Olafy w Łazienkach
Kiedyś obecną porę roku nazywano przednówkiem, a dla mnie jest to czas przedwakacyjny. Bo ponieważ jeszcze tylko resztka lutego, marzec i kwiecień i jak zwykło dziać się w cykliczności, do jesieni zatrzyma się pisanie bloga.
Na pożegnanie zimy (20 lutego), dla Ciebie Czytelniku pozdrowienia od Olafów z warszawskich Łazienek Królewskich - w tle Belweder. Nie ma ci on szczęścia do lokatorów w ostatnich latach, oj nie ma.
Azaliż jest światełko, ponieważ mocno niekorzystny horoskop planetarny, nękający pana premiera Donalda Tuska, właśnie mija.
Więc stałem ci ja i patrzyłem na Belweder w zimowym otoczeniu i zaprawdę, powiadam Wam, oto naszła
mnie myśl, że sławny limeryk polskiej Noblistki
Wisławy Szymborskiej może zawierać proroctwo:
Pewien rolnik z Neapolu
Posadził
chuja w polu.
Przychodzi
do niego na wiosnę,
A chuj
rzecze: - Precz! Ja rosnę!
- Do
widzenia Karolu.
Jak mawiała moja babcia Szeptucha: - Należy mówić prawdę i nazywać rzeczy po imieniu, bo owijanie w bawełnę rozzuchwala zło.
piątek, 20 lutego 2026
Bajka o murarczyku
Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, był las. Pod tym lasem stała chatka upleciona z chrustu, a w tej chatce mieszkali dziad i baba.
Starzy
już byli oboje i samotni, bo dzieci ich w świat poszły, a wnuków nie mieli.
Przykrzyło im się.
Poszła
raz baba na porębę po jagody. Drepcze, drepcze, schyla się, zbiera, a spieszy
się, bo słońce już wysoko, czas wracać i dziadowi strawę gotować.
Nazbierała cały dzbanek jagód i rozgląda się za
paprocią, aby jej liściem jagody przykryć. Widzi piękną paproć za białym
kamieniem, podchodzi i schyla się, żeby liść zerwać, a tu naraz coś piszczy!
Jakby kocię – nie kocię, a może dziecko?
Zdziwiona
odchyla paproć, a tu dziecko!
Leży malutkie w paproci i popłakuje z cicha….
- O rety!
Olaboga! Co za znaleźne! Aż się baba za głowę złapała.
Czym prędzej do fartucha mchu mięciutkiego
uzgarniała, na tym mchu dzieciątko ułożyła, do chałupki spieszy.
Kuśtyka baba z lasu, a dziad na chruścianej
przyzbie siedzi i wyglądając baby fajkę pyka.
Przykuśtykała baba do dziada i powiada:
- Zgadnij
dziadu, com znalazła, a nie szukała?
- Pewnie
grzyb – zgaduje dziad.
Ale baba kręci głową, że nie.
Patrzy dziad, a w fartuchu coś się rusza.
- Już wiem
– woła dziad – znalazłaś małego zajączka!
Baba się tylko uśmiechnęła i pyta:
- A co
zrobimy z tym zajączkiem?
Zamyślił się dziad krzynkę, pyknął z fajeczki trzy
razy i powiada:
- Będziemy
go chować!
Dopiero wtedy baba rozchyliła fartuch i pokazała
dzieciątko.
Ucieszył się dziad tak bardzo, że aż fajka mu z
ust wypadła.
Bo jak się tu nie cieszyć? Miło zajączka mieć w
chacie, ale jeszcze lepiej dzieciatko!
Dobrze było znajduszkowi w chruścianej chatce u
dziada i baby, że i u rodziców lepiej być nie może.
Dostał ci on na imię Michałek i rósł na pociechę, aż wyrósł na sporego chłopaka. Dziad i
baba kochali go bardzo i on też ich kochał. Dobrze im było trojgu ze sobą.
Kiedy Michałek miał już lat piętnaście, powiedział
dziad do baby:
- Ja stary i
ty stara, wiekować nie będziemy. Czas, aby Michałek sam nauczył się myśleć o
sobie. Niech idzie w świat i rozumu nabierze. Wróci, to powie nam, kim chce
zostać – stolarzem, szewcem czy może kowalem. Daj mu chleba na drogę, czystą
koszulę na zmianę i niech jutro z rana idzie.
O poranku ukroiła baba kromkę chleba, powidłami z
jagód ją posmarowała, czystą koszulę wyjęła ze skrzyni i powiada:
- Czas
Michałku, abyś sam o sobie pomyślał. Idź w świat i nabierz rozumu.
Pocałował Michałek
babę i dziada w rękę i poszedł.
Idzie
lasem, wyszedł na polanę, tam jagody, więc co i raz schyli się, jagodę zerwie i
idzie dalej.
Wtem boleśnie uderzył o coś nogą, aż mu świeczki w
oczach stanęły. Patrzy – kamień. Rozzłościł się i powiada:- a bodajeś się w ziemię zapadł, twardy kamieniu!
Kamień, kiedy to usłyszał, jeno jęknął głucho, ale ani drgnął, bo przecież nie mógł. A
chłopak poszedł dalej.
Idzie, idzie, aż wyszedł z lasu na pole. Po tym
polu szedł chłop za pługiem i orał. Kiedy zobaczył Michałka, przystanął i dawaj narzekać: - Źle orka idzie przez te kamienie, biedę mam z nimi. Więcej na mej roli
kamieni niż ziemi, a wiadomo, że na kamieniu chleb nie urośnie.
I
rozzłoszczony dalejże kamienie przeklinać!
Kamienie tylko jęczały z cicha, ale nie ruszały
się z miejsca, bo nie mogły.
Postał Michałek chwilę wysłuchując urągań
oracza, a że nic pomóc mu nie mógł, to poszedł dalej.
Szedł i szedł, aż zmęczywszy się chciał odpocząć,
ale naokół było pustkowie bez ludzkiej siedziby. Rad nie rad, wyciągnął się na
ugorze i zasnął.
Po dobrej godzinie obudził się rześki i wypoczęty.
Wstał i zobaczył, że pod głową, zamiast poduszki, miał płaski kamień porośnięty
miękkim mchem.
- Hmm! – mruknął – widać nie wszystkie kamienie są złe i niepotrzebne. Oto znalazł się
taki, co się na coś poczciwego przydał.
To mówiąc pochylił się i pogłaskał usłużny głaz.
O dziwo niby niemy głaz, a przemówił: - Michałku, Michałku! Mógłbyś ty chłopcze tak
zrobić, żeby i ludziom i kamieniom było dobrze!
- A jakim to
sposobem mam zrobić? – zapytał chłopak.
Ale głaz milczał, bo i tak już dużo powiedział.
Powędrował Michałek
dalej.
Naraz patrzy, a tu idzie po drodze ślimak. Szedł
on wolno, pewnie z powodu że niósł na sobie mocno zbudowany domek, przez który
deszcz nie przeciecze, ani wiatr nie przewieje.
Pomyślał Michałek:
- Ten ślimak jest mądry i szczęśliwy, bo
ma zaciszny domek. Gdyby tak ludzie …… i nie dokończył, bo potknął się o kamień leżący
na drodze. W pierwszej chwili chciał chwycić ten kamień, fyrgnąć nim gdzie w
pokrzywy, ale …. nie zrobił tego, a coś zupełnie przeciwnego: - zamiast złości,
przycisnął go do serca i rzekł: - To ja
cię przepraszam kamieniu, że niechcący potrąciłem ciebie nogą!
Ledwie
wyrzekł te słowa, a kamień, do serca przyciśnięty, zadźwięczał cichutko:
- Dobry
chłopcze, dam ci radę – zostań murarczykiem! My, kamienie służyć ci będziemy i
gdy tylko rozkażesz, będziemy wespół budować ludziom solidne i ciepłe domy.
Michałek, słysząc te słowa
uradował się wielce i z całego serca ucałował kamień w podzięce za radę.
Tym razem kamień całkiem głośno wydzwonił: - Ty, który kochasz nie tylko ludzi, ale i
kamienie, będziesz wielkim murarczykiem!
Prędko Michałek wracał do domu i podzielił się
nowiną z babą i dziadem.
- Jakże ty sobie poradzisz, skoro masz tylko
dziesięć palców? - Zapytał dziad.
- Ano
kamienie pomoc mi przyrzekły – objaśniał chłopak - jeszcze tylko glinę, piasek i wapno do pomocy wezmę.
I stało
się; - Czary to były czy nie czary, nikt się nigdy nie dowiedział, ale paliła
się robota w rękach murarczyka i śliczne murowane domy rosły jak grzyby po
deszczu.
Już
bezpańskie kamienie nie leżały po drogach, po rolach, nie gniotły się w ziemi.
Na skinienie Michałka
toczyły się wszystkie do kupy, jedne na drugich na zaprawie równiutko się
kładły i domami się stawały.
Błogosławili ludzie kamieniom, a one błogosławiły
murarczyka.
I stał Michałek na rusztowaniu kolejnego domu, a tak wysoko, że kielnią w rozmachu zawadzał o słońce!
czwartek, 19 lutego 2026
Zaśmiania moje niektóre
Przypominam sobie mój nieraz śmiech, zaśmiania moje niektóre, i przypominam sobie, że słyszałem w nich wcale nie dzwonki. Śmieję się nieraz całym magazynem jak katapulta i zaśmieję się nieraz inaczej. Przypominam sobie. Więc zaśmiałem się nieraz inaczej i słyszałem w śmiechu tym, jak dalekie echo, łkanie. Czy miałem zwątpić w dobry mój słuch? Zdarzyło się nieraz, że zwątpiłem. Ile razy, kładąc się spać, bezprzykładnie wymęczony tym wszystkim, co jest, czego nie ma, co by się chciało, a czego by nie, wymęczony więc śmiertelnie wieczną interwencją, jak powiedział jeden, ile razy, próbując zasnąć, niechętnie zresztą zawsze, coś mi nagle strzelało w uszy, krzyk jakiś, buchnięcie, hałas, trzask, jakby pękały belki czy więźby podtrzymujące strop, i aż od tego szarpało mnie na podłożu, na którym leżałem, ale przecież to były jawne słuchowe majaki i nie mogłem wierzyć w to, co słyszę.
Tymczasem co do śmiechu, co do łkania tego
przebijającego w niektórych krótkich zaśmianiach, tu nie mogłem zwątpić w dobry
mój słuch. Słyszałem to wyraźnie i często. Przypominam sobie. Sam śmiech
zresztą słyszałem, że nie jest perlisty, ale czymś zmącony jak poruszona kijem
woda. Przypominam sobie. I przypominam sobie teraz dokładnie, że słyszałem to
samo u innych, tak jest. Tak jest na przykład: ktoś wchodzi do publicznej
pijalni, a nic, nic nie wiadomo, skąd przychodzi, czy z weselnego domu, czy z
domu boleści, nic nie wiadomo, jak się czuje, czy dobrze, czy źle, czy gra u
niego, czy nie gra, czy tak na dwa razy, nic nie wiadomo, czy mu się
poszczęściło ostatnio w życiu praktycznym, podwyższyli mu wypłatę, urodził mu
się syn długo wyczekiwany, odnalazł przyjaciela, czy odwrotnie: od dłuższego
już czasu pech podstawia mu nogi pazur i mącą mu się w głowie pewne pojęcia, i
rozum zaczyna nie rozumieć, i budzą się potwory, i strach zasadza się w jego
duszy jak kleiste ziarno pasożytnej jemioły.
Więc nie wiadomo. Nie wiadomo nic, czy
wstąpił tu otwarty: pogadać czy pośmiać się; czy wstąpił tu zamknięty;
pomilczeć, zagubić się w tłumie samotnictwa. To jest zrozumiałe. Na dworze,
powiedzmy, zima jest, mróz, wiatr rwie kaszel na kawałki jak gazetę, zimno, że
psy zrywają się z łańcuchów; gdzie tu iść? Do pijalni.
Edward Stachura
Natomiast albowiem, gdy na dworze nie tylko ciepło, ale i pogoda jak marzenie, a my jesteśmy akurat na Wyspie Sobieszewskiej i przychodzi do nas potrzeba zagubienia się gdzieś w przestrzeni rozległej bez tłumu samotnictwa, wtedy ruszamy w plener.
środa, 18 lutego 2026
Wyprzedzić światło
Przez całe dekady fizycy spierali się, czy podróże w czasie są możliwe.
A
tak na marginesie: - wielu ludzi twierdzi, że podróże w czasie wstecz,
przynajmniej do czasów średniowiecza, można łatwo zrealizować – wystarczy wejść
do kościoła.
Dziś ci fizycy, którzy zajmują się tą
coraz modniejszą dziedziną badań, dystansują się od określenia „maszyna czasu”, a zamiast niego mówią „Zamknięta krzywa czasowa”.
Do wskoczenia w tę „Zamkniętą krzywą
czasową” wystarczy jeden jedyny drobiazg – trzeba znaleźć sposób, aby
wyprzedzić światło.
Trudne?
Wobec
przecieków z nawet nie najnowszych eksperymentów, to już się udało.
Czyli
szybkość światła nie jest szybkością graniczną.
To dobra wiadomość dla podróży w czasie.
Jednak
jest także wiadomość zła: - podróż w czasie wstecz, z całą pewnością będzie
bardzo trudna.
Oto tylko dwa wyzwania z instrukcji
przedstartowej:
- Obiekt
wielkości Jowisza (Jowisz jest 345
razy większy od Ziemi) należy ścisnąć tak, aby zmieścił się do pudełka od
butów.
Otóż w przyszłość podróżujemy przez cały
czas, z prędkością jednej sekundy na sekundę.
Albert Einstein wykazał, że żadne dwa
ciała poruszające się względem siebie nie mogą mieć wspólnej współrzędnej
czasowej. Szybko poruszający się obiekt doświadcza innego tempa upływu czasu
niż obiekt wolniejszy lub nieruchomy.
Im szybciej podróżujesz w przestrzeni,
tym wolniej poruszasz się w czasie.
Cała
ta idea jest zgrabnie podsumowana w stwierdzeniu: - „Poruszające się zegary idą
wolniej”.
Ten
efekt został potwierdzony przez hiperdokładne zegary atomowe umieszczone w
obiektach kosmicznych.
Największego
efektu dylatacji czasu wśród ludzi, doświadczyli kosmonauci ze stacji „Mir”.
Niektórzy z nich spędzili ponad rok, pędząc nad Ziemią z prędkością 27 tysięcy
kilometrów na godzinę.
W
trakcie tej długiej misji „zarobili” niemal cztery sekundy w porównaniu do
pozostałych Ziemian.
Niby
cztery sekundy to niewielka różnica. Jednak dylatacja czasu ilustruje dziwny
fakt, że nie ma czegoś takiego jak czas absolutny.
Cztery sekundy są niczym dla kogoś, kto
chciałby się przenieść do roku dwa miliony.
Do
tego okazuje się, że do takiego przeniesienia w czasie wcale nie jest potrzebny
Jowisz sprasowany do rozmiarów pudełka, ani oswojona czarna dziura.
Wystarczy
żwawy pojazd kosmiczny. Taki, który potrafi wyciągnąć 99 i siedem dziewiątek
procent prędkości światła. Kiedy przekroczysz (bowiem) tysiąc milionów
kilometrów na godzinę, zaczną się dziać rzeczy interesujące.
Wykres dylatacji czasu jest asymptotą –
kształtem przypomina pozbawiony kantów kij hokejowy.
Przy
małych prędkościach efekt jest marginalny.
Nawet
przy prędkości równej 80% c zegary idą tylko o 40% wolniej.
Aby
efekt stał się znaczący, trzeba zbliżyć się do prędkości c.
Przy prędkości 90% c, czas jest ponad dwukrotnie
wolniejszy niż u stacjonarnego obserwatora.
Przy
prędkości 99% c czas jest siedmiokrotnie wolniejszy.
Z
taką prędkością mógłbyś polecieć tam i z powrotem do Proxima Centauri – w sumie osiem lat świetlnych – w czasie nieco
krótszym niż czternaście miesięcy według zegara pokładowego.
Przy prędkości 99,9999% c, każdej godzinie
na pokładzie pojazdu będą odpowiadać dwa
lata w domu.
Rozpędź
się jeszcze bardziej, do 99 i 14 dziewiątek po przecinku, a każdy dzień w
pojeździe będzie odpowiadać dwudziestu tysiącom lat w domu i wtedy zacznie się
poważna rozmowa o podróży w czasie.
Jeszcze nieco przyspieszenia i całe
tysiąclecia będą mijać z każdą sekundą lotu.
Oby
tylko nie była to podróż w jedną stronę...... Chociaż nawet wtedy byłoby to
doświadczenie fascynujące.
Aby
przeciąć naszą galaktykę z prędkością bliską c, potrzeba sto tysięcy lat,
ale..... jest to mierzone w układzie
odniesienia Ziemi.
Nie
trzeba stosować hibernacji, napędu warp, transmisji nad-, pod-, lub
hiperprzestrzennych, a także tuneli czasoprzestrzennych.
Nie musisz się także martwić o
fizjologiczne skutki dużych przyspieszeń. Jedno g przez rok w zupełności
wystarczy, aby osiągnąć prędkość dostatecznie bliską c, a następnie tyle samo,
aby hamować.
To przyspieszenie, a nie prędkość jest
kluczem do doświadczania efektu dylatacji czasu.
A więc wyobraźmy sobie, że poleciałeś do Andromedy i wróciłeś.
Wróciłeś
i sam siebie pytasz po co to było? I do czego wróciłeś?
Nikt
na ciebie nie czeka, twój gatunek wymarł (bowiem) dwa miliony lat temu.....
PS. Problemy wynikłe po powrocie z wieloletniej wyprawy międzygwiezdnej opisał nasz rodak Stanisław Lem.
wtorek, 17 lutego 2026
Smutne pola i ludzie
Chcieli
kupić te relatywnie tanie przepustki do świata zupełnie innego iż ten wokół
nich, którego granicę wyznaczają skup warzyw i trzody chlewnej oraz urząd
gminy, świat o średnicy kilku, może kilkunastu kilometrów.
Widok polskich pół zawsze głęboko mnie
przygnębiał, nadal uważam go za jeden z najbrzydszych widoków na świecie,
bynajmniej wcale nie melancholijny, jak by chcieli niektórzy, szczególnie gdy
na ugorach osiadają jesienne mgły, albo snują się leniwe dymy z palonych liści.
Melancholia zakłada bowiem piękno, choćby nawet
nieładne, polskie pola żadnego piękna w sobie nie mają, za to mają w sobie
wyłącznie bezgraniczną, smutną brzydotę, są brzydkie i nudne jak ludzie, którzy
je uprawiają, jak, nie przymierzając, kobieta siedząca naprzeciwko mnie i
lustrująca mnie podejrzliwym wzrokiem, jak zresztą większość pasażerów tego
pociągu, a zaznaczam, że jest to pociąg InterCity kursujący pomiędzy
największymi miastami w kraju, nie zdezelowany osobowy zapchany zdezelowanymi ludźmi,
targającymi swoje wielkie toboły, wydychającymi przetrawioną wódkę i parującymi
potem spod niemytych pach i z niemytych kroczy, w ubraniach z ruskiego lub
wietnamskiego bazaru, z zepsutymi zębami i zepsutymi sercami, pielęgnujący w
sobie agresję do świata, który jest dla nich zresztą mały jak pozytywka
wygrywająca ciągle tę samą melodię.
Krzysztof Varga
PS. Nieco przygnębiający tekst? Więc poprawka na aktualny humor youtube- <każdy może z pisu-u być>, żywiołowy folk-punk.
i jeden z komentarzy: Młodzi! Trzeba to puszczać na mszach. Tam gęby ponure, spojrzenia tępe. Z czym to walczycie bracia? - Z postępem!

.jpg)





.jpg)

.jpg)




.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)


.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)