Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radość. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 kwietnia 2026

Świetliki

 


Dolina Orsigna. Stąd odejdę, to moje Himalaje. Gdy przyjechałem tu jako dziecko, poczułem magię natury. A kiedy nadchodzi nowoczesność, magia ustępuje  i pozostaje w drzewach, lasach, zachodach słońca. Wiem, że moje wnuki żyją tu w świecie, który ich zaskakuje, w którym można dojrzeć coś cudownego.

Wczoraj zobaczyłem pierwszego świetlika i przystanąłem, żeby popatrzeć, jak w ciemnościach nocy migocze nikłe światełko… Na taki widok człowieka ogarnia radość!





Pamiętam z dzieciństwa zasłyszane w domu różne opowieści o świetlikach. Na przykład ta, że jeżeli złapanego wieczorem świetlika nakryjesz szklanką, rano w tym miejscu znajdziesz monetę.

    Dzięki tym opowieściom świat stawał się bogatszy, toteż moim wnukom chciałbym pokazać świetliki, żeby zachwyciły się światem. W Himalajach żyją gąsienice, które nocą świecą na zielono, zupełnie jak lampiony. Niezwykły widok. Czy nie pięknie byłoby opowiedzieć dziecku bajkę o takich gąsienicach? Wtedy świat się ożywia, wzbogaca, a  nie tylko telewizja i idziemy na pizzę. To stąd pochodzi cała przemoc, sami ją codziennie tworzymy. A wystarczyłoby powiedzieć dość i zabrać dziecko na spacer nocą, żeby zobaczyło świetliki.

    Żyjemy w biegu, za dużo stymulacji, jesteśmy rozrywani między pracą, telefonem, telewizją i ludźmi, którzy nas odwiedzają. Nie zatrzymujemy się nawet na chwilę, żyjemy w ciągłym biegu. Konsumizm to coś w rodzaju spisku, to maszyna która nas pożera.

                Terziano Tiziani – wspomnienia





PS. I mnie przydarzyły się niezapomniane noce świetlikowe (Noc w masywie Chryszczatej, Noc ponad Hańczową). Te wpisy były bez zdjęć tych cudnych, delikatnych stworzeń, co nadrabiam dziś.

poniedziałek, 27 października 2025

Kropelka wody


Gdy w czasie wędrówki zaczyna padać deszcz i słyszę jak krople pukają w liście łopianów przy drodze, a potem w kaptur założonej peleryny, zaraz przypływają słowa mojej ulubionej piosenki. A już obowiązkowo słucham jej w deszczowy zmierzch na biwaku. Krople wybijają nostalgiczny werbelek na tropiku, Anna śpiewa dla mnie kołysankę, robi się bardzo ciepło na duszy, a kiedy muzyka cichnie, monotonny deszcz skutecznie usypia pacjenta.  











Jestem kropelką źródła,

Do morza tylko potokiem przez życie płynę.
Czasem rozlewam się gdzieś szeroko,
Czasem pod głazem na chwilę ginę.
Ludzie wspaniali nad moją wodą -
- Ciche pierwiosnki jak biały śnieg.
Niejeden westchnął nad mą urodą,
Niejeden boso po wodzie szedł.

 Dziękuję drzewom za ukojenia
I wiatrom także za ich westchnienia!
Dziękuję ludziom za chwile radości
I nad mym brzegiem tak dużo gości!
Nad moją wodą głosom zachwytu
Patrzącym, jakbym była z granitu,
A jestem tylko kropelką wody,
Której zawdzięczam tyle urody.

Ujrzałam morze - za to dziękuję,
I wodę morską, która smakuje
Jak boski nektar - jest dla mnie lekiem,
Jak piersi matki nabrzmiałe mlekiem.
Jeśli Bóg zechce pofrunę w górę
I znów zamienię się w białą chmurę,
U źródeł w deszczu na ziemię spadnę
I co mnie czeka znowu nie zgadnę.
Będę kropelką źródła,
Do morza znowu potokiem przez życie spłynę.
Może rozleję się gdzieś szeroko,
Może pod głazem na zawsze zginę.

 Dziękuję wszystkim za ich modlitwy,
Które cudownie przy mnie rozkwitły!
Dziękuję ptakom za ogrom gniazd!
Dziękuję niebu za urok gwiazd!
Dziękuję deszczom za życie moje,
Za to, że płynę, a nie gdzieś stoję!
Dziękuję ludziom za ich marzenia
I za miłosne ich uniesienia!

     Śpiewa Anna Żebrowska


środa, 12 lutego 2025

Zagubiona umiejętność

 


 Jechałam przez Polskę pociągiem. Zatrzymaliśmy się na jakiejś stacji i wtedy z wagonu wysiadła starsza pani. Na peronie stały trzy osoby najwidoczniej oczekujące na nią. Starszy mężczyzna i dwójka młodych (koło trzydziestki).

   Ci ostatni przyglądali się z lekkim zażenowaniem sytuacji spotkania starszych. Pociąg stał dłuższą chwilę, mogłam więc obserwować dyskretnie zdarzenie.

Otóż gdy pani zeszła na peron, pan do niej podszedł, objął ją, przytulił, odsunął na odległość  ramienia, znowu przytulił, znowu odsunął. Wyglądało to jak spotkanie małżonków po bardzo długiej rozłące, może po powrocie ze szpitala, albo z zagranicy.

Wszystko odbywało się bez jednego słowa, a radość tych ludzi wyrażały jedynie ich rozpromienione twarze i gesty. Widok powitania chwytał za serce.

Osobliwa była natomiast reakcja młodych, którzy stali z boku i zachowywali dystans, zerkając jednak na boki, czy ich (jak się domyślam) rodzice nie są pośmiewiskiem.

Pomyślałam, że ci starsi państwo są szczęśliwi, są sobą, są szczerzy, spontaniczni, natomiast ci młodzi są o coś ubożsi. Mianowicie oni gdzieś po drodze zagubili umiejętność cieszenia się szczęściem innych. 

                                                   Simona Kossak



czwartek, 23 stycznia 2025

Wycie wilków

 


Zdarza się, że kiedy jestem sam, na przykład w lesie, a dzień jest piękny, to wtedy wzbierająca radość osiągając apogeum wymusza śpiewanie. I śpiewam. Nie ważne co, nie ważne jak, ważne że słyszę swój głos, zaśpiewam i idę dalej. 


Simona Kossak pisała, że goryle także śpiewają, a dzieje się to wtedy, gdy jest dość jedzenia, terenowi łowieckiemu nic nie zagraża, a w rodzinie panuje spokój. Goryle siadają wtedy w kółku, obejmują się, jeden przytula drugiego, po czym zaczynają śpiewać. Ten śpiew można porównać do czegoś pomiędzy wyciem psa, a śpiewem człowieka.


 
Teraz wiem także, że wilki grupowo niekoniecznie wyją z powodu księżyca w pełni. One śpiewają z tego samego powodu, z jakiego goryle to robią. I wygląda to tak, że siedzą wkoło, basior zapodaje nutę, a wtedy odzywa się reszta watahy. Każdy wilk śpiewa po swojemu, każdy ma swoją nutę, swoją zwrotkę. A czuje się w tym grupowym chórze niewysłowioną szczęśliwość i taką radość życia, że aż słuchacz nie wierzy własnym uszom.











Wspomniany nocny koncert usłyszałem po raz pierwszy w 2014 roku na samotnym biwaku pod Chryszczatą i pomyślałem, że to ludzie wyją. Mianowicie studenci z bazy Rabe popili sobie, podkradli się na dwieście metrów i udają wilki, żeby sprawdzić jak zareaguję. Nie zdążyłem nagrać, wszystko działo się z zaskoczenia, ale w głowie zostało na zawsze.

Czyli zwierzęta śpiewają wtedy, gdy są szczęśliwe. A człowiek kim jest?

Pewien starszy maszynista z Piły
Miał psy cztery, co po nocach wyły
Podczas pełni księżyca
Wycie jednych zachwyca,
Innym zaś odgłos ten nie jest miły.

środa, 8 stycznia 2025

Zabyśko

 


Życie samo opowie historię, nie trzeba się wysilać.

W ubiegłym roku wędrowałem między innymi z maskotką nazwaną Zabyśko. Po iluś dniach bieszczadzkiej włóczęgi zatęskniłem za kilkudniowym biwakiem.

Jako że do ulubionego miejsca szedłem wiele godzin, nie dziwota, iż po zjedzeniu popołudniowego gorącego posiłku nastąpiła zdecydowana, tudzież wczesna dobranoc.

Tym razem namiot stał na żywej łące, bo w roku 2023 łąka była skoszona, czyli zamordowana.

O poranku Zabyśko umył zęby i siedział grzecznie na kieszeni namiotu, która była jednocześnie jego sypialnią.



Siedział w milczeniu, które chyba mu się znudziło. Powiedział: 

- Ależ kawał wczoraj przeszliśmy!  

- Chyba ja, bo ty cały czas siedziałeś w plecaku! - usłyszał i być może się obraził, ponieważ nie odpowiedział nic. 


Jako że w czasie wczorajszej wędrówki, u podnóża Manyłowej znalazłem kilkumetrową linkę wspinaczkową, teraz dla poprawy nastroju wyjąłem ową linkę, a Zabyśko aż podskoczył z radości, zapominając o boczeniu się.

- Dasz mi ją? – zapytał.

- A czemu miałbym ci nie dać? – odpowiedziałem.

I już Zabyśko trzymał ją oburącz, przyciskając do piersi. Widać było, jak bardzo przypadła mu do gustu. Trwał tak chwilę, w tej swojej linkowej radości, po czym zdradził, jaki pomysł właśnie wpadł mu do głowy.

Otóż wymyślił, że będzie się wspinał i poprosił, abym zrobił mu uprząż wspinaczkową. Linka już była, a karabińczyk o dziwo odkryłem w mamerołach.


Zabyśko był dumny jak paw z wyposażenia i już się z nim nie rozstawał. Zaczęliśmy trenować. Kiedy Zabyśko osiągał jakiś lokalny szczyt – lubił wtedy pokontemplować widoki. Zupełnie jak prawdziwy wspinacz.





Chodziliśmy razem po okolicy. Któregoś razu Zabyśko dostrzegł kanię.


- Zobacz jaka wysoka! – wykrzyknął – ona jest mojego wzrostu! A jej kapelusz nadaje się w sam raz na stół dla mnie!




Potem chwilę posiedział pod kapeluszem kani, by w końcu zdecydowanie wdrapać się na grzyba.




Umościł się wygodnie na kani, po czym zaskoczył mnie refleksją:

- Zaczyna do mnie docierać, że życie jest sumą wrażeń.

 

 

wtorek, 8 października 2024

Pierwszy poranny spacer

 





Sesja ze zwykłą szyszką może już człowieka ucieszyć, pod warunkiem, że on się cieszyć potrafi. Albo tudzież, że w ogóle jest otwarty na odrobinę radości.









W drodze powrotnej myszkuję po lesie i znajduję pierwsze grzyby majowe.