Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kania. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 stycznia 2025

Zabyśko

 


Życie samo opowie historię, nie trzeba się wysilać.

W ubiegłym roku wędrowałem między innymi z maskotką nazwaną Zabyśko. Po iluś dniach bieszczadzkiej włóczęgi zatęskniłem za kilkudniowym biwakiem.

Jako że do ulubionego miejsca szedłem wiele godzin, nie dziwota, iż po zjedzeniu popołudniowego gorącego posiłku nastąpiła zdecydowana, tudzież wczesna dobranoc.

Tym razem namiot stał na żywej łące, bo w roku 2023 łąka była skoszona, czyli zamordowana.

O poranku Zabyśko umył zęby i siedział grzecznie na kieszeni namiotu, która była jednocześnie jego sypialnią.



Siedział w milczeniu, które chyba mu się znudziło. Powiedział: 

- Ależ kawał wczoraj przeszliśmy!  

- Chyba ja, bo ty cały czas siedziałeś w plecaku! - usłyszał i być może się obraził, ponieważ nie odpowiedział nic. 


Jako że w czasie wczorajszej wędrówki, u podnóża Manyłowej znalazłem kilkumetrową linkę wspinaczkową, teraz dla poprawy nastroju wyjąłem ową linkę, a Zabyśko aż podskoczył z radości, zapominając o boczeniu się.

- Dasz mi ją? – zapytał.

- A czemu miałbym ci nie dać? – odpowiedziałem.

I już Zabyśko trzymał ją oburącz, przyciskając do piersi. Widać było, jak bardzo przypadła mu do gustu. Trwał tak chwilę, w tej swojej linkowej radości, po czym zdradził, jaki pomysł właśnie wpadł mu do głowy.

Otóż wymyślił, że będzie się wspinał i poprosił, abym zrobił mu uprząż wspinaczkową. Linka już była, a karabińczyk o dziwo odkryłem w mamerołach.


Zabyśko był dumny jak paw z wyposażenia i już się z nim nie rozstawał. Zaczęliśmy trenować. Kiedy Zabyśko osiągał jakiś lokalny szczyt – lubił wtedy pokontemplować widoki. Zupełnie jak prawdziwy wspinacz.





Chodziliśmy razem po okolicy. Któregoś razu Zabyśko dostrzegł kanię.


- Zobacz jaka wysoka! – wykrzyknął – ona jest mojego wzrostu! A jej kapelusz nadaje się w sam raz na stół dla mnie!




Potem chwilę posiedział pod kapeluszem kani, by w końcu zdecydowanie wdrapać się na grzyba.




Umościł się wygodnie na kani, po czym zaskoczył mnie refleksją:

- Zaczyna do mnie docierać, że życie jest sumą wrażeń.

 

 

środa, 11 kwietnia 2018

Tuż przed

O świcie wzruszyłem ziemię i ułożyłem kamienny chodnik.



Lubię nosić wodę, układać porąbane drzewo, wybierać i przynosić kamienie, a na końcu te kamienie układać. To są proste prace fizyczne, które przynoszą harmonię ciała i ducha.

Czas zerwać upatrzoną kanię


i następuje ceremonia śniadaniowa: - smażona kania i placki z dżemem z czarnego bzu.


Zamykam chałupę – na tarasie muzyka - pitoli świerszcz.... uznaję to za znak od Anioła - wynajął orkiestrę i nadaje: - chcesz przygody to zmykaj.....


Chałupa zakluczona.
Plecak wygląda poważnie, ale to złudzenie. Jak widać w mocowaniu pomogłem sobie taśmą.


Tym razem zabieram na wodę pustą bańkę 5 litrów. Nie potrzeba nosić wody, po drodze jest kilka źródeł. Bańka przyda się dopiero na Fereczatej.
Kilka sezonów bieszczadzkich wędrówek za mną. Nie niosę niczego niepotrzebnego – dwanaście kilo może. W tym Canon półtora kilo.
A więc alleluja i do przodu!