Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwolenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwolenie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 marca 2025

Bajka nie tylko dla dziewczynek

 


Była sobie raz niepozorna, skromna dziewczynka. Otoczona miłością matki wierzyła w swą szczęśliwą gwiazdę. A sprzyjały temu często powtarzane słowa rodzicielki: - Uwierz w siebie, moja ukochana córeczko!

 Jednego razu dziewczynka zapytała:

- Mamusiu, czemu tata już z nami nie mieszka? Matka wyjaśniła:

- Przystojny mężczyzna często bywa niestały w uczuciach. Jak wiesz, tata jest przystojny. Pamiętaj: - nie należy mylić opakowania z zawartością.

Kiedy przyszła odpowiednia pora, pojawił się chłopak.

Chodzili ze sobą jakiś czas. Dziewczyna chłonęła wiedzę na własną rękę, wiedząc, że szkoła jest dobra, ale mądra to ona nie jest.

Dzięki tej indywidualnie zdobywanej wiedzy stawała się coraz mądrzejsza. Opowiadała bajki z morałem swemu chłopakowi, co mu imponowało, gdyż poza oglądaniem meczów piłki nożnej, niewiele go interesowało. Nasza bohaterka intensywnie korzystała z biblioteki, a jej chłopak przystał do kiboli.

Kiedy do faceta w końcu dotarło, że przy swojej dziewczynie właściwie jest przygłupem i ona może mu się wymknąć, zapytał, czy wyjdzie za niego za mąż.

A dziewczyna właśnie dostała pierwszą pracę, gdzie od razu zauważono jej potencjał. Jednocześnie dobrze wiedziała, że obecny związek, rokowania na przyszłość ma nikłe.

Dlatego odpowiedziała owemu krótko: - Nie.                                          

A jako, że posiadała wrodzoną delikatność, dalszy ciąg odpowiedzi: - a dymaj się jełopie ze swoimi kibolami – przemilczała. I zerwała związek.

W pracy szybko awansowała, jednak znając wskazówki Roberta Kyosaki wiedziała, że mając pomysł, powinna otworzyć własną firmę i wskoczyć w rynkową niszę, co też w odpowiednim momencie zrobiła. Przemyślane posunięcie wprowadziło naszą bohaterkę w fizyczny obszar bogactwa, a więc drugi, bowiem umysłowo bogata już była.                                                         

       Czuła się wyzwolona, a zrażona dwulicowością otoczenia, po kilku nieudanych związkach, zaczęła ich unikać, coraz częściej szukając samotności w swym ukochanym małym domku pod miastem. Tam nie stroniła od prac fizycznych, dużo chodziła i nie tylko czuła się dobrze, ale była wręcz szczęśliwa. Kiedy zdalny nadzór nad prężnie rozwijającą się firmą zaczął ją męczyć, sprzedała biznes, a pieniądze ulokowała w przemyślanych inwestycjach.                                                                                  

Mocno brzmiały jej w pamięci słowa Osho, że szczęścia nie należy szukać na zewnątrz, ono znajduje się w środku człowieka.

Mijały lata, kobieta starzała się w pogodzie ducha. Przybywało siwych włosów, ogólne przyjazne nastawienie do świata, akceptacja życia takiego jakie jest - to wszystko sprzyjało zdrowiu. Na nic nie chorowała, dopisywała jej sprawność fizyczna, bo jak wiemy wszystko bierze się z głowy i jeśli duch zdrowy, to i ciało także. Do tego poznała bratnią duszę, mężczyznę w jej wieku, z którym porozumiewała się wspaniale. Nie zawłaszczali sobie wolności, on mieszkał sam w swoim niedaleko położonym domu i kiedy oboje mieli ochotę na spotkanie, wtedy się spotykali.

 Koniec bajki.


P. S. - Cały szkopuł w tym, że małym dziewczynkom nie opowiadano w dzieciństwie podobnych bajek, zamiast tego katując je tym pieprzonym królewiczem na białym koniu.

Przyjaciel podesłał adres do filmiku, który wesprze każdą zagubioną chwilowo, czy też nie wierzącą w siebie  "nie tylko dziewczynkę".

https://www.youtube.com/watch?v=k6YAChF1gAE

 

piątek, 7 lutego 2025

Bajka o wyzwoleniu

 


 Żyła raz biedna wdowa z synem. Był to czas głodu. Siedzieli kiedyś oboje zatroskani, żując ostatni kawałek czarnego chleba, gdy nagle ktoś do drzwi załomotał. Otworzyli. W progu stał obcy. Przybysz zasiadł z nimi pospołu przy stole, rozwiązał sakwę i wyjął z niej pieczenie i pasztety, biały chleb, wino. Poczęstował gospodarzy, pojedli, popili. Natenczas  przybysz rzekł:

- Jestem Czarnoksiężnikiem i potrzebuję ucznia. Jeśli chłopak się zgodzi i będzie słuchał nauk przez siedem lat, wtedy opanuje wspaniałe rzemiosło - wypowie tylko jedno słowo - na stole pojawi się strawa. Da jeden znak, a kieszenie będą pełne pieniędzy.

I tak oto syn wdowy, jeno po krótkiej wymianie spojrzeń z matką, choć bał się okrutnie, nie mówiąc ani jednego słowa, poszedł na naukę do Czarnoksiężnika. A nauka była niełatwa i żmudna.

Mijały lata. Któregoś dnia, Czarnoksiężnik wręczył uczniowi pęk kluczy i wyjawił, że wyjeżdża na rok. Dodał, że chłopcu wolno buszować do woli po całym ogromnym domu, atoli nie wolno mu otworzyć pewnych drzwi, pomalowanych dla odróżnienia na czerwono. Jeśli poważy się otworzyć zakazane drzwi, zginie.

Po wydaniu owych poleceń, Czarnoksiężnik wyjechał. Był dobrym psychologiem, jak to zwykle bywa z magami i przygotowywał ucznia wiele lat do egzaminu. Te lata były konieczne, aby chłopak przyzwyczaił się do trwałego dobrobytu, tudzież poczuł dumę z posiadania wtajemniczenia. Jednocześnie był już na tyle rozumny, że wiedział, iż może przekreślić wieloletni wysiłek i dotychczasowe wyrzeczenia, gdy złamie zakaz.

Uczeń był w wielkiej rozterce, aliści w końcu użył klucza i zakazane drzwi otworzył. Zobaczył za nimi pięknego, białego konia stojącego po kolana w gnoju. Przejęty widokiem, odruchem serca sprzątnął pomieszczenie, po czym wyczyścił zwierzę.

Nagle w komnacie pojawił się błysk i z bańki świetlnej wyszedł Czarnoksiężnik.

Adept struchlał potężnie, spodziewając się kary, coś go nawet boleśnie ścisnęło za gardło, azaliż szybko zdiagnozował rzecz jako neoanginowy ból gardła, bo każdy ból gardła to neoanginowy ból gardła, czyli sprawa całkiem błaha.

Stoi więc chłopak i dziwi się wielce, gdyż Czarnoksiężnik jest uśmiechnięty od ucha do ucha i rzecze: - Oto w świecie Magii narodził się nowy mistrz i jesteś nim ty, mój drogi uczniu! Zdałeś egzamin!


środa, 6 kwietnia 2022

Te drzwi są otwarte

 


Nikt ciebie nie ochroni. Nikt, z wyjątkiem ciebie samego. Nie zrzucaj odpowiedzialności na innych.

    Przyszedł do mnie chrześcijański misjonarz i rzekł: -„ Jezus narodził się, by wyzwolić wszystkich od grzechu”. To wygląda niedorzecznie. Ja nie mam grzechu, a ty masz?

Sam tworzysz niewolę, a Jezus ma cię wyzwolić? Dlaczego miałby to robić? Nie jest za ciebie odpowiedzialny. I jak ma cię wyzwolić, skoro ty chcesz trwać w niewoli?


      Zapytano Śri Aurobindo: -„Wszystko traktujesz z takim spokojem i obojętnością, że czasem zastanawiam się…. gdybyś stał na brzegu rzeki, a ktoś by się topił, uratowałbyś go”?

Aurobindo rzekł: -„Nie zrobiłbym tego, dopóki by mnie nie poprosił, bo mogę go ocalić, ale może on nie chce być ocalony? I będzie się znowu topił. Jeśli chce się topić – zrobi to w innym miejscu i czasie. Nie mogę działać wbrew jego woli. To byłoby bez sensu”.

     

W rozwoju duchowym proszenie oznacza bycie uratowanym. Jeśli prosisz, jesteś ocalony. I to nie Jezus cię ocala.

Pamiętasz te piękne słowa Jezusa? : -„Proście, a będzie wam dane. Pukajcie, a otworzą wam”.


       Te drzwi są otwarte, ale czekają, byś zapukał. Bóg został ci dany, jest w tobie, wewnątrz ciebie, ale ty gonisz, patrzysz tylko na zewnątrz. Czyli nie prosisz, a więc jeszcze Go nie dostrzegłeś. Gdy o Niego poprosisz – zobaczysz Go. Siebie poprosisz, uklękniesz przed samym sobą – spojrzysz do swej głębi i wtedy zobaczysz.



 Nikt nie może nikogo ocalić, i to jest dobre, bo inaczej nawet wyzwolenie byłoby czymś narzuconym. To tak, jakbyś miał iść do nieba pod przymusem – prowadziłoby cię tam dwoje ludzi trzymających miecze.

Co to za niebo by było? To byłoby piekło.

Piekło jest wtedy, gdy jest ci coś narzucane, nieważne, co to jest.

Natomiast niebo jest wtedy, gdy o coś prosisz i w tym wzrastasz. Cokolwiek to jest, jest zbawienne.

  Nie polegaj na swoim urodzeniu, na swojej krwi „błękitnej”. To wszystko jest bez znaczenia.

     Polegaj tylko na sobie, nie myśl, że pójdziesz do nieba, bo to ci się należy, masz przywileje. Ale wiedz, że niebo nie jest takie tanie.

                                                                                                         Osho


środa, 1 kwietnia 2020

Dookoła mgła


Zakochaj się. …..
I tak się stało.
Po latach obłędnego biegu donikąd, uczestniczenia w wyścigu szczurów, walki o więcej i więcej, szukania szczęścia na zewnątrz, ciężki wypadek rzuca mnie na wiele miesięcy w szpitalne łóżko. 
Nagle zatrzymał się wir zdarzeń – oto mam czas na myślenie.
I czas na Wyzwolenie od tego co było.
Zmiana, zmiana!  
W trybie narzuconym przez Los (? - albo własne myśli - wpis "Po drugiej stronie", maj 2013) wywraca się dotychczasowa hierarchia wartości. Opór nie zda się na nic. Od tego momentu minęło właśnie 25 lat……

O co warto walczyć? Warto walczyć o realizację marzeń.
Co warto kochać? Ludzi warto kochać. Oczywiście o ile na tę miłość zasługują. Siebie koniecznie trzeba pokochać – nie ma bliższego przyjaciela bowiem ….
Warto pokochać zdrowe myśli, ciszę, rower, zapachy łąki i lasu, wędrowanie, listy do samego siebie, kwiaty, wygodne buty i co chcesz, pod warunkiem, że w takim stylu życia jest totalność, iskra pasji. 
Robić to, co się kocha ..... 
Zwracać uwagę na uczucia - one niosą odpowiedzi. 
I żyć! Przecież świat jest cudem!


Bieszczadzka mgła. 
Głęboko odświeżające odczucie, że cywilizacja została gdzieś hen za siódmą górą, poza mgłą daje mi także deszcz i pora zmierzchu, te chwile pełne magii kiedy zaczyna się ściemniać i w bieszczadzkich mieścinach zapalają się latarnie.

Odludzie, deszcz, mgła i zmierzch - bywa, że te cztery rzeczy przydarzają się równocześnie. Taki moment nazywam Kompletem Bieszczadzkim. 
(Nie mylić z Kompletem Syberia: 
- deska do spania
- kubeł do srania
- gwóźdź na kufajkę
- półka na bałałajkę).




Pierzyna ciszy na głowie, jesteś tylko ty i twoje myśli, nie boisz się śmierci, nic nie potrzebujesz, właściwie znikasz, nie ma człowieka. Senne myśli puszczone swobodnie bujają w niebycie.
Na szczęście tylko nieliczni mają podobne potrzeby, bo inaczej ciężko byłoby znaleźć odludzie z ciszą.
Bieszczady oczywiście zapewniają także rozrywkę. Kto potrzebuje tłumów i zgiełku, znajdzie je w pogodny dzień przy krzyżu na Tarnicy, a przy każdej pogodzie i porze dnia w Polańczyku.


Dookoła mgła   
(Edward Stachura)

Jak długo pisana mi jeszcze włóczęga?
Ech, gwiazdo - ogniku ty błędny mych dni,
Zapędź mnie, do czułych zakulaj mnie drzwi.

Lecz gdzie jest ten dom, jak tam idzie się doń?
Gdzie jest ta stanica, gdzie progi te są?
Tam most jest na rzece, za rzeką jest sad;
Tam próżnia się kończy, zaczyna się świat.

Lecz gdzie rzeka ta, gdzie rzucony jest most?
Gdzie sad ten jest biały, jabłonki gdzie są?
Na drzewach owoce i strąca je wiatr,
Do kosza je zbiera ta ręka jak kwiat.

Te strony gdzieś są, gdzieś daleko za mgłą,
Więc idę i dalej przedzieram się wciąż.
Zbierają się ptaki, ruszają na szlak,
Już lecą, wprost lecą, nie błądzą jak ja.

Jak długo pisana mi jeszcze włóczęga?
Ech, gwiazdo - ogniku ty błędny mych dni,
Zapędź mnie, do czułych zakulaj mnie drzwi.



czwartek, 20 lutego 2020

Otulić się Pierzyną Zadowolenia


Listy do samego siebie: - Fereczata po raz kolejny. 

No pokochałem tę kolejną górę, ciągnie mnie tu jakaś szczególna magia miejsca. Oczywiście nie chodzi tylko o przyjście na szczyt i krótkotrwałą kontemplację, ale o to, aby tu pomieszkać.  
     Więc dom postawiony i się zmierzcha. 
Ostatnia para młodych turystów przechodziła tędy od strony Smereka w stronę Cisnej kiedy słońce było już nisko. Właściwie przemknęli prawie biegiem. 
Zatrzymali się tylko na moment i zapytali: - Czy tu są wilki?
- Są - odpowiedziałem krótko.                                                                          Dziewczyna przestępuje z nogi na nogę (może jej się sikać zachciało?), chłopak tylko stoi. Stoją i milczą - jakby czekali jeszcze na coś, więc dodaję informacyjnie: -Trzysta metrów stąd leży kościotrup zeżartego jelenia. Chcecie zobaczyć zdjęcie? 


Nie chcieli. Chwycili się za ręce i poszli.
Nie zdziwiłem się - koniec sierpnia, słońce zachodzi zaraz po 19.00, będą na Okrągliku na godzinę przed zachodem, potem do przodu po równym, a dalej czeka ich wielogodzinne, bo już po ciemku, schodzenie do Cisnej w terenie wilczym. No otuchy jakby im nie  dodałem ....                                                    

Czy jednak powinienem dodawać otuchy? Czy jestem matką Joanną od Aniołów z Kalkuty? 
I tak informacja była niepełna: - nie powiedziałem o świeżych śladach niedźwiedzia, pozostawionych tuż przy źródle, tudzież o dwóch żmijach - jedną wyprosiłem z miejsca pod namiot, druga wygrzewała się na skraju jagodzin.                                                                  
Zapytali - dostali odpowiedź i święto lasu!

Powoli zapada noc - coraz wyraźniej widać księżyc. Cisza absolutna.

Oto siedzę otulony Pierzyną Zadowolenia w tym przestrzennym bieszczadzkim odludziu, a w głowie układa się zrozumienie daru samotności. 
Pojmuję, co to znaczy tylko siedzieć. Bo że coś mogę, ale nic nie muszę – to wiedziałem już wcześniej.
Jednak tu, na dachu lokalnego świata, gdzie kontakt z ziemią trzymam bosymi stopami, a na niebie zapalają się pierwsze lampiony gwiazd, ta prawda jaśnieje jasnością. 
Wiem, że to są banały, atoli jakoś obrazują aktualny stan ducha.
 
Kolory zachodu gasną, a mnie przypomina się melodia i słowa piosenki „Czarnoksiężnik”. Oczywiście w wykonaniu Jana Młynarskiego i z zawodzeniem piły.

Tak mówią ludzie, że życie jest niby sen
I że człowiek wciąż śni
Snem są noce i dni
Gdybym miał skarby świata całego
Do nóg bym je dał dziewczęcia mego
Gdybym miał władzę czarnoksiężnika
To cud by się stał na rozkaz jej

Zamieszkali byśmy z daleka od ludzi
By nikt nie przebudził
Snu wybranki mej

(Każdemu wolno kochać) ......

W nocy następuje sławne bieszczadzkie gwałtowne przebudzenie: - na kamiennej dróżce, dziesięć metrów od namiotu słychać stąpania wielu istot kopytnych. 
To przechodzi stado saren - przyszły na nocny popas jagodowy - oceniam i śpię dalej.
I już warto się obudzić, bo dnieje.
Niebo czyste. Słońce wynurzy się od strony Wetliny i połonin.  


Samotność – nie trzeba nosić żadnej maski, siedzę albo chodzę otoczony niepowtarzalną atmosferą miejsca i czuję się jakbym wpadł w białą chmurę przenikniętą światłem. Jestem w niej cały, kąpię się w niej i piję z niej świeżość, jak z krynicy.
Dopiero w takiej chwili można się dzielić. Jak mówił Osho efektem zrozumienia samotności jest miłość. Pewnie tak jest, jednak wolę powiedzieć skromniej – przeniknięty zostałem radością. I to nią właśnie się dzielę garściami.

Kiedy chmura jest brzemienna deszczem – spada deszcz i nie pyta co dostanie w zamian, a chmura jest szczęśliwa, że uwolniła się od ciężaru.
Jeszcze o poranku niebo zaciągnęło się chmurami i zaczęło padać.
Deszcz, samotność, odludzie, to wszystko pomaga zapaść się w siebie.



Samotność jest największym skarbem, prawdziwym bogactwem, prawdziwym królestwem. Ludzie uciekają od samotności nieraz przez całe życie.
Jeśli posmakujesz samotności w całej pełni, jeśli zanurkujesz w niej razem z głową, wtedy wynurzysz się jako nowo narodzony. I przypomnisz sobie słowa: - narodzić się na nowo, wejść do królestwa. Każdy takie królestwo nosi w sobie.
Było już popołudnie, kiedy deszcz ustał. 
- Dziś nikt przez Fereczatę nie przechodził i chyba jest już za późno, aby ktokolwiek pokazał się na szlaku. Och! Jak dobrze mi tu samemu! - pomyślałem uśmiechając się szeroko.
Krople wody potrafią wyczarować niecodzienny klejnot.


 Nazbieram jagód i połażę trochę.



Kiedy dziecko opuszcza łono matki, w tym nowym nieznanym świecie odkrywa podświadomie słowo osamotnienie. To pragnienie powrotu, ucieczki, myśl, że oto zabrakło czegoś lub kogoś. Potem dochodzą doświadczenia odstawienia od piersi, odejścia z domu i zamieszkania wśród obcych. 
Lekarstwem na osamotnienie dla dziecka jest misio, lub inna zabawka. Dla dorosłego szukającego ucieczki od osamotnienia lekarstwem bywa ktoś drugi chorujący na to samo, a wtedy choroba staje się podwójna.

Kolejny poranek.
Do uschniętych łodyg jagodzin wystarczy tylko przyłożyć zapałkę i już bucha ogień. Nie ma znaczenia że są mokre. Na podpałkę nadają się lepiej od brzozowej kory. Z pewnością w suchych listkach są olejki eteryczne.


Myląc chore osamotnienie ze zdrową samotnością, uciekamy od samotności uważając, że ona jest destrukcyjna. A to błędna diagnoza, ponieważ to, co niby mnie gnębiło, od czego uciekałem przez tyle lat, w rzeczywistości jest darem – do tego od samotności nie da się uciec. Rodzimy się samotni i tacy umieramy.
Tak samo jak rodzimy się nadzy i nago (bez dóbr doczesnych) umieramy.
Nie da się niczego ze sobą zabrać na tamten świat.

Co więc robić?
Nic. 
Po prostu przestać uciekać, bo nie ma sposobu, żeby od siebie uciec. Zatrzymać się, uspokoić, ochłonąć.

A pamiętając o konieczności polubienia siebie, przygarnąć do serca także klejnot samotności. Samotność bowiem jest skarbem, ponieważ to jest wolność, wyzwolenie od bliźnich. 
Oto nie musisz się spotykać z kimś (z rodziny, albo szefem, albo...) kto działa ci na nerwy.

Wtedy czujesz, że znalazłeś się na zielonych pastwiskach, jesteś kompletny. Dociera do ciebie, że zawsze byłeś kompletny, tylko o tym nie wiedziałeś. Znika zaborczość, znika wysiłek.
Ogarnia ciebie radość, masz jej boski nadmiar i wtedy dopiero możesz się dzielić. Bo dzielić możesz się tylko tym, co masz.
Oto przytrafiło się coś niezwykle cennego.


środa, 6 marca 2019

Zobaczmy jak wysoko potrafimy wzlecieć

Przede mną książka o tytule: - Konsiliencja.
Człowiek z natury jest ciekawy - a cóż to takiego, bo słowo mi nieznane.

Rzecz jest o poszukiwaniu paru podstawowych praw natury, według których zbudowany jest nasz świat. Konsiliencja to poszukiwanie jedności zjawisk. 
Czyli unifikacja wiedzy.
Więc na wstępie konstatuję, że oto mam do czynienia ze zwykłym słowotwórstwem, bowiem funkcjonuje już skrót TOE - Teoria Wszystkiego.
 
Bo cóż to innego robi Stephen Wolfram?
On i jemu podobni poszukują kilku linijek boskiego programu komputerowego który stwarza Wszystko.

W czasie, kiedy studiowałem, szukaniem jedności zjawisk zajmowała się cybernetyka.
Studia w SGPiS (dziś SGH) dały mi niewiele, a właściwie nic mi nie dały.
      Najwięcej nauczyłem się w liceum Reytana. Jest to ciekawe porównanie elitarnej szkoły średniej, z przeciętną wtedy (lata siedemdziesiąte) jednak uczelnią ekonomiczną.
           No i co dalej w tym temacie?
Otóż najcelniej rzecz ujął Sted:

Szkoły mądre nie są, bo gdyby człowiek nie chodził do szkoły to mógłby się nauczyć (gdyby chciał) o wiele więcej niż w szkole. Mógłby się nauczyć tak dużo, że nie byłby już w stanie mieszkać między ludźmi. 
Dlatego szkoły są potrzebne, ale mądre nie są.

Konsiliencja jest syntezą, poszukiwaniem jedności wszystkich nauk. Poza tym.....książka jest starannie wydana i przyciąga obwolutą.

Opakowanie jest istotne, lecz najważniejsza jest zawartość.
A ta przynosi doznania ambiwalentne.
Z jednej strony ta naukowa książka zaczyna się niemal poezją. Potem jednak przytapia w szczegółach.                                                                                   Więc z drugiej strony książka mogłaby z powodzeniem być (co najmniej) o połowę chudsza (ma 400 stron).

Autor, Edward O.Wilson, biolog, pisze o Einsteinie i jego poszukiwaniach jedności zjawisk.
     W jedności zjawisk miały się mieścić zarówno prawa grawitacji rządzące w makroskali kosmosu, jak i zjawiska kapilarne, zachodzące w mikroskali.
Einstein zbliżył się bardzo do znalezienia tego Świętego Graala fizyki, ale do niego nie dotarł.
       Nie dotarł, ale się ocierał. 
A to już są obszary graniczące z mistycyzmem. Właściwie zwieńczeniem badań Einsteina (i Tesli) był eksperyment Filadelfia.
Dziś, właśnie na tych obszarach buszuje fizyka kwantowa.

Symbolem losu badaczy przyrody, mogą być wysiłki fizyków niskich temperatur, którzy od wielu dziesięcioleci coraz bardziej zbliżają się do temperatury absolutnego zera – w tej temperaturze atomy zatrzymują się.
       W 1995 roku, osiągając temperaturę rzędu kilku miliardowych części stopnia powyżej zera absolutnego, uzyskali kondensat Bosego – Einsteina. Kolejny, oprócz dobrze znanych gazów, cieczy i ciał stałych – podstawowy stan skupienia materii, w którym wiele atomów zachowuje się jak pojedynczy atom w jednym stanie kwantowym.
          Wraz ze spadkiem temperatury i wzrostem ciśnienia, skondensowany gaz przekształca się w ciecz, a następnie w ciało stałe, po czym pojawia się ten sławny kondensat Bosego – Einsteina.
A to już jest prawie wgląd do Kuchni Boga, albo do Kuchni miss Ewolucji.
            
Dalej autor Konsiliencji pisze:
      W znacznie skromniejszej skali mojego osobistego życia, doświadczyłem wspaniałego uczucia metafizycznej jedności ze światem, dzięki uwolnieniu się od intelektualnych ograniczeń fundamentalistycznej religii
      Porzuciłem bowiem Kościół Baptystów, w którym zostałem wychowany na południu USA.
Główny powód? - teologia baptystów nie dopuszcza myśli o ewolucji.
Moją dziedziną stała się odtąd nauka, którą traktuję jako religię wyzwoloną. 
      (A więc oto okazuje się, że zawsze można się wyzwolić.
Zawsze można się wyzwolić i to od wszystkiego, ponieważ mamy wolną wolę-)...... 

Nauka jest bowiem innym sposobem zaspokojenia tego samego religijnego głodu. Zmierza do tego jako nasze stoickie wyznanie wiary, jest przewodnikiem w wyprawie przez nieznaną, górzystą krainę.
       Trwanie w dogmatach jest błędem, a już samo poszukiwanie prawdy jest moralnym imperatywem humanizmu. Nauka zmierza jednak do prawdy i uratowania ducha nie poprzez poddanie się zewnętrznemu autorytetowi, lecz przez wyzwolenie ludzkiego umysłu.

Fundamentem tego dążenia jest, jak wiedział Einstein, unifikacja wiedzy. Kiedy zbudujemy wreszcie TOE (Teoria Wszystkiego), zrozumiemy, kim jesteśmy i dlaczego tu jesteśmy.

Zobaczymy jak wysoko zdołamy wzlecieć, zanim słońce stopi wosk naszych skrzydeł.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Wyzwolenie ze zmartwień o pieniądze

W tegorocznych bieszczadzkich wędrówkach spotykałem jak zwykle bardzo ciekawych ludzi, zarówno prostych, jak i wykształconych.
Prości ludzie mówią dużo mniej, od tych drugich, i mniej się mądrzą.      
     Wykształcenie nasyca intelekt i wtedy człowiekowi się wydaje, że już wszystko wie. Czuje potrzebę mówienia o zapożyczonych prawdach. Pół biedy, jeśli próbuje według nich żyć, zbierając własne doświadczenie, gorzej gdy tylko o nich mówi.
Wykształcenie nie ma także nic wspólnego z mądrością.
Co pewien czas trafiałem jednak na mądrego człowieka.

Przyszedł na Otryt starszy mężczyzna, zaczęliśmy rozmawiać.
Facet opowiadał o połączeniach wewnętrznych organów z umysłem. Bardzo ciekawie opowiadał.

     Kiedy jesteś w otoczeniu wspaniałej przyrody, lub uroczym miejscu, nie trzeba wielu słów, aby się porozumieć. Te nieliczne słowa, które się wypowiada, mają bowiem zupełnie inny ciężar gatunkowy. Albo powiem to inaczej: - właściwa komunikacja odbywa się wtedy na głębszym, niewerbalnym poziomie.
    Potrzebna jest tylko odrobina wrażliwości oraz umysł pozbawiony wewnętrznych hałasów.
Czego można się w w takich momentach dowiedzieć?
    Ano, możesz w takim momencie zrozumieć, że twój rozmówca wykształcił w sobie pokorę, by poddać się rzeczywistości, pojednać ze światem – takim, jaki jest, zamiast próbować go pokonać, kontrolować, czy zmienić.
     Słyszałem już wcześniej o połączeniach wewnętrznych organów z receptorami stóp, z czego korzystam, lecz nie słyszałem o takich połączeniach z umysłem, pomyślałem więc (a wszystko z myśli się bierze) że chciałbym poczytać na ten temat coś przystępnego.
Tylko pomyślałem i już widzę w rękach mego rozmówcy cienką książeczkę pt: - Holistyczne lekarstwo na stres, depresje i inne niepożądane stany ducha.....

Szybko robię kilkanaście zdjęć ciekawszych fragmentów.
Dlatego dziś mogę zaprezentować przepisane urywki:

Wyzwolenie ze zmartwień o pieniądze.

- Kiedy bez skarg wykonujesz pracę, która do ciebie należy, bez względu na to, jaka ona jest, wtedy w sposób naturalny wstępujesz w stan łaski, w którym zaspokajane są wszystkie twoje potrzeby. Podstawowe potrzeby, niezbędne do przetrwania czasu podróży ścieżką życia. Rozmawiam z Matką Ziemią i mówię jej: - Matko, zaopiekuj się mną. Daj mi wszystko, czego potrzebuję w czasie włóczęgi życiowej, a w zamian będę cię błogosławił.
 
- Moce Ziemi (planu materialnego) przepływają przez twoje ciało jako chi ze śledziony, narządu związanego z żywiołem ziemi i kontrolującego ilość i jakość środków docierających do ciebie (pożywienie,informacje,dobra materialne). W informacjach dostajesz wskazówki, jak wykorzystać pożywienie dla dobra twego organizmu, i jak korzystać z kasy. Zamartwianie się o pieniądze osłabia chi śledziony, a kiedy śledziona jest słaba martwisz się o pieniądze i koło się zamyka.
   
A pieniądze są tylko zamaskowanym strumieniem energii, dlatego mówimy o nich jako o obiegowych środkach płatniczych.
Aby mieć kasę chi śledziony powinna być silna. Kiedy napływają do ciebie pieniądze, automatycznie wzmacnia się chi śledziony, co korzystnie wpływa na trawienie i jasność umysłu, wywołując tym samym większe zadowolenie z życia, poprawia ci się także nastrój.
 
Aby więc wzmocnić chi śledziony, znajdź na stopach punkt odpowiadający temu organowi i masuj ten punkt i go uciskaj. Następnie usiądź wygodnie, jakbyś opierał się o wspaniały, stary dąb. Albo jeszcze lepiej usiądź pod prawdziwym dębem, jeśli masz taki w pobliżu. Teraz wyobraź sobie, że drzewo zamiast liści wypuściło największe nominały banknotów najbardziej stabilnych walut i że banknoty te zaczynają opadać z gałęzi tworząc u twych stóp coraz większy stos milionów funtów, dolarów, euro. 

Zastanawiasz się, jak te banknoty spakować i unieść. Kiedy stos jest wystarczająco duży jak na twój gust – a pamiętaj, że w każdej chwili możesz wrócić po więcej pieniędzy, zbierz pieniądze do dużego worka, taczki lub kontenera (zależnie od wyobraźni) i udaj się z nimi do banku, albo zainwestuj, albo rozdysponuj według uznania. I niechaj nie hamuje cię jakieś niepotrzebne skrępowanie. 

Stary dąb jest wiecznie obfity, jak Matka Ziemia (tao) nieustannie pobudzająca wzrost wszystkiego – zarówno z gleby, skąd wyrasta żywność, jak i z twojego jestestwa, skąd wyrasta materialne bogactwo.
Postępuj w ten sposób kiedy masz kłopoty finansowe, a nie będziesz się musiał martwić o pieniądze..... no chyba że zechcesz się martwić.

Modlitwa do Matki Ziemi? A dlaczego nie? Mój rozmówca ma skończone 80 lat, mieszka w Przemyślu, jeśli przyszedł na tę górę, jest sprawny fizycznie. Nie wierzy w Boga, jak mówi: - wojna odebrała mi wiarę.
Nie jest to prawdą, bo Boga zastąpił Matką Ziemią, czyli dalej ma wiarę.        
 A wiara jest potrzebna, aby "działo się według wiary twojej".

piątek, 6 listopada 2015

Puk, puk - czy tak wygląda wolność?

Idę dalej.
Wokół czerwiec z Chryszczatą w tle.
Jest jeszcze wcześnie, a więc powietrze rześkie. Opanowuje mnie nastrój zaiste kwiatowy, powstaje więc pierwszy bukiet czerwcowy. Ten bukiet nazwałem nieśmiałym. Od Chryszczatej świeci słońce, dlatego jest za plecami autora.
    




Nastrój kwiatowy wynika także z tego, że mi się nigdzie nie spieszy. Czy to jest właśnie wolność?

Chodzę po łąkach, ciesząc się z widoków i tak powstaje drugi dzisiejszy bukiet, ten nazwałem śmiałym.





W chwili Tu i Teraz mam przed sobą książkę napisaną przez Bosonogiego Doktora. Dla mnie jest to lektura zaskakująca. Czytając tę książkę, czuję się tak, jakbym czytał własne myśli, swoje słowa.

Pseudonim autora – Barefoot Docktor, nawiązuje do chińskich wieśniaków, którzy dysponując podstawową wiedzą medyczną, udzielali pomocy współmieszkańcom. Ludzie ci pracowali na co dzień boso na polach ryżowych.

Wolność.

Nieco wcześniej jest jednak wyzwolenie.
Wyzwolenie zawsze miało w sobie coś romantycznego, niezależnie od tego, czy było to wyzwolenie z niewolnictwa, ubóstwa, głodu, wojny, czy ucisku. Wielkich wyzwolicieli we wszystkich czasach wielbiono jako bohaterów, bowiem poprzez wyzwolenie wiedzie droga do najcenniejszego skarbu człowieka – do wolności.
      Oczywiście można wcisnąć gaz do dechy i ruszyć w nieznane. Taka jazda o dziwo także niektórych uspakaja. Lecz jak dobrze wiemy, po jakimś czasie zawsze trafimy na kolejne korki, kolejne czerwone światła. Dziś, gdy nasza planeta jest tak bardzo uczłowieczona, wolności nie da się znaleźć, po prostu przekraczając granice państw. Zresztą nigdy się nie dawało – zawsze było to złudzenie.
      Wolność (bowiem) kryje się w nas. Można ją osiągnąć przez wyzwolenie się z własnej wewnętrznej walki z życiem, jakąkolwiek przybierze ona formę. Zaprzestać walki, porzucić opór. W ten sposób zyskamy pokój wewnętrzny.
      Do tej rewolucji potrzebna jest własna diagnoza: w jakim miejscu jestem, co się dzieje, dlaczego jestem ofiarą, bo jestem, czemu tkwię w niewoli, w podporządkowaniu ludziom, lub uzależnieniu od sytuacji? I już odpowiadam: tkwię w tym wszystkim ze strachu przed wolnością, przed Nieznanym.
    Coś więc powinienem zmienić, aby z tego wyjść. Najpierw potrzebuję wyzwolić się z tego strachu....
Oprawca nie ma takich problemów, jemu jest dobrze.
Nie jest winą oprawcy, że jest oprawcą, to wina ofiary, że na to pozwala.

Człowieka blokują: strach, chciwość, inne negatywne stany. Gdy znajdziesz sposób na uwolnienie się od nich, otworzysz drzwi więzienia i wyjdziesz na wolność. Zostaniesz bohaterem. Nie takim, o którym zaraz musi być głośno, to nie bohater, to tylko rozdęte ego. Zostaniesz cichym bohaterem i zobaczysz, że każdy, kto znajdzie się w twoim towarzystwie, to odczuje.
     Tylko ta diagnoza jest potrzebna, czyli szczere nazwanie rzeczy po imieniu, bo wiesz, że sam siebie nie oszukasz, nie da się. Gdy postawisz diagnozę, zyskasz świadomość. Uzmysłowisz sobie co ciebie zniewala, blokuje.
To jest z pewnością zaczyn, zainicjowanie procesu wyzwolenia. Człowiek dojrzewa do pewnych posunięć stopniowo. Wystarczy, że o tych posunięciach, zmianach, zaczyna się myśleć. A na finiszu czeka nas satysfakcjonująca relacja z samym sobą i otaczającym nas światem.

Teraz jedno pytanie: - czy ty jesteś całkowicie do swojej dyspozycji?
Czy nie jesteś w mniejszym, lub większym stopniu uzależniony od reakcji innych ludzi?
     Może nieświadomie, ale nadal usiłujesz zadowolić swoich rodziców, partnera, męża, żonę?
A może przyjaciół, szefa, lub wszystkie inne dzieci w tej wielkiej piaskownicy życia, czyli ogół społeczeństwa?

Nie musisz odpowiadać natychmiast. Wolność to kwestia złożona, nie można jej rozpatrywać w kategoriach białe-czarne, gdyż zawiera ona wiele szarości.

Wyzwolić się można ze wszystkiego, jeśli tylko tego chcemy. Oby tylko nie wpaść w paranoję „pozytywnego myślenia”: - Jak dobrze że ciebie sparaliżowało, teraz nareszcie sobie odpoczniesz!

       Żyjemy w życzliwym wszechświecie.

Gdy tak o nim myślę, on takim będzie. Lub mogę pomyśleć, że jest wrogi, a taki się stanie. Sam wybieram swoje doświadczenia. Oczywiście istnieje na świecie niewyobrażalny ból i cierpienie.

Jednak świata nie zbawisz, natomiast zbawić siebie możesz jak najbardziej.

Mogę być radosny, jednak do tego potrzeba odwagi, natomiast bycie wolnym wymaga nawet męstwa.
Bo nie po to umieszczono mnie na planecie pod tytułem Ziemia, śmigającej w nieskończonym kosmosie z prędkością stu tysięcy kilometrów na godzinę i jednocześnie wirującej wokół własnej osi (nachylonej pod kątem 23 stopnie) z szybkością półtora tysiąca kilometrów na godzinę, bym był ofiarą losu, mazgajem i niewolnikiem.

Takie ćwiczenie tylko: powiedz głośno (chodzi o to, aby usłyszeć siebie) – Mam dość odwagi, aby chwycić byka za rogi!
 
Jeśli coś działa, korzystajmy z tego.

Nie ma rzeczy nieużytecznych we wszechświecie.

Życie jest tajemnicą, lecz tylko pod warunkiem, że docenisz tajemnicę tej przygody i poddasz się jej nie wiedząc, co ciebie czeka. Wtedy ta przygoda zwana życiem objawi swoją magię i stanie się prawdziwą bajką, w której spełniają się marzenia.
    Zwykłe życie jest jak przesuwające się stop-klatki. Aż do 23 klatek na sekundę mamy tryb migotania. Brak ciągłości. Wszystko się rwie. Dopóki nie przeskoczymy trybu 23 klatki na sekundę, nie pokaże się magia, czyli ciągłość. A więc musi być tryb 24 kadrów na sekundę, aby film życia wydał się nieprzerwanym ciągiem wydarzeń.
     Wszystkie momenty życia powstają z nicości, same z siebie (tao) oraz rozpływają się w nicości. Wszystko przemija, i radość i smutek, wszystko jest przemijającym spektaklem. Te momenty życia, ten ciąg odrębnych chwil tworzy w umyśle szpulę filmu, lub mówiąc nowocześniej, tworzy platformę cyfrową, w której upakowane są poszczególne kadry. One są misternie zespolone, tak, że nie zauważamy połączeń.
     Bywają chwile, gdy rozgrywają się obok człowieka dramatyczne zwroty, a on tkwi w nieruchomym punkcie wewnątrz siebie, jako obserwator, inaczej nie da się tego opisać. Ten obserwator beznamiętnie rejestruje zdarzenia tego tańca Śiwy a' la hindu, lub tańca równowagi według tao.
Ten taniec obserwowany z głębi, z wnętrza odbierasz jako przemijający spektakl.
     Ten sam taniec, odbierany z zewnątrz, jego gwałtowność może napełnić ciebie strachem przed popełnieniem błędu i wylądowaniem na cmentarzu, lecz czasem przepełnia cię jedynie czysty zachwyt.
     Sporadycznie (i spontanicznie) zrobisz nieraz coś, co może się wydawać błędem, ale z perspektywy czasu okaże się pretekstem do przenosin na nowe, obfitsze zielone pastwiska.
     Większość ludzi żyje ze złudzeniem, że są niekompletni. Na przykład ty, czytelniku. Dostajesz jakąś informację, (na przykład taką jak ta) i natychmiast zaczynasz się zastanawiać, jak może ci ona pomóc, lub cię wzbogacić. (a nie jest tak?)
     Czy ta informacja zawiera choć odrobinę użytecznej prawdy? A jeśli tak, jak możesz ją wykorzystać, by stać się bardziej światłym i mieć ten błysk w oczach.
     A może da się to jakoś przehandlować i na tym zarobić?

Tak, żyjesz ze złudzeniem (nie myśl, że tylko ty) że jesteś niekompletny. A to jest kompletna bzdura.
Od samego początku (jeśli jest jakiś początek) byłeś i jesteś kompletny.
Tylko ci się wydaje, że osiągniesz pełnię przez uzyskanie czegoś – jakichś informacji, umiejętności, bogactwa, statusu, ukochanych ludzi, dzieci, przyjaciół. To jest tylko taka gra, w którą grasz ze sobą, by nadać życiu sens.
    Paradoksem jest, że kiedy tylko przyznasz, iż jesteś kompletny w tym Tu i Teraz, świat da ci wszystko, czego potrzebujesz, bez żadnego wysiłku i starań z twojej strony i nada twemu życiu więcej sensu, niż jesteś w stanie wykorzystać. W tao nazywa się to wu-wei. Ludzie Zachodu nazywają to stanem łaski. Możesz ten stan niezwłocznie aktywować klikając na ikonkę: „stan łaski”.
   Tylko powtórz głośno: - Ja (twoje imię) jestem w stanie łaski.
 
Oto aktywowałeś ten stan.

Ale uważaj, to nie znaczy, że możesz być leniwym, niedbałym psubratem, który nigdy nie współdziała z innymi. Nie spodziewaj się, że życie przyniesie ci wspaniałe dary, gdy nie otworzysz się na ludzi. Bo wszystko przychodzi do ciebie poprzez innych ludzi, przychodzi z tao, potrzebujesz jedynie włączyć się do sensownego współdziałania.
   Anegdota.

Człowiek modli się: - Panie Boże, ześlij mi wygraną na loterii.
Mija jakiś czas, facet znowu to samo: - Panie Boże, spowoduj, żebym wygrał na loterii.
Naraz odzywa się głos z nieba: - daj mi szansę, zacznij grać!