Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tarnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tarnica. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 stycznia 2024

marlod skomentował post "Pod jaworem"

Pozwolę sobie Zbyszku na dokładniejszy opis mojej bieszczadzkiej wycieczki .

Gdzieś w drodze z Rzepedzi do której dojechałem z tatą czarną ciuchcią z Zagórza, po 12-godzinnej podróży pociągiem nocnym z Łodzi, spotkaliśmy stado owiec z owczarkiem, strażnikiem stada. Było to w okolicy Turzańska. Pies przemiły, położył mi głowę na nogach, dorwał się do pustego słoika po pulpetach, które z tatą podgrzaliśmy na kuchence turystycznej;) Wylizał dokładnie resztki w środku. Morze zieleni i traw wokół. 1.lipca 1988 roku. W oddali las i cel: Chryszczata (bez oznakowania szlaku) . Po posiłku ruszyliśmy dalej, nie wiedząc co nas czeka. Planowaliśmy dojść do czerwonego szlaku i zejść z Chryszczatej do Duszatyna.. Ale czasy to były bez GPSów, i innych wynalazków.

Trasa była celowo zaplanowana bez oznakowanego szlaku , bo tego wymagała odznaka turystyczna na kolejnym etapie trudności. Z Turzańska na Chryszczatą, idąc ścieżką w górę, wchodząc w las, widzieliśmy jak ścieżka coraz bardziej zanika... Idziemy dalej, a las coraz bardziej dziki i pełen wykrotów. Nie doszliśmy na Chryszczatą, a skądże! Robiło się późne popołudnie, my zmęczeni po całonocnej podróży, z ciężkimi plecakami na plecach. Las mieszany, potem bukowy, z wykrotami, dolinami , przewalonymi drzewami. Czułem się jak w Amazonii. W pewnej chwili nie wiedząc dokładnie dokąd zmierzamy, tata zawiesił kartkę z opisem naszej wycieczki, na wypadek gdyby ktoś nas później szukał:) Szliśmy na azymut w kierunku zachodzącego słońca, potykając się co trochę o śliskie od wilgoci przewalone drzewa, skały lub liście.

Przed zmierzchem udało nam się zejść do cywilizacji:) a mianowicie do wsi Prełuki. Tam zapukaliśmy do domku przy stacji kolejki leśnej. Mieszkał tam gość który uciekł od rodziny i znajomych , bo leczył alkoholizm. Chciał mieć spokój i uwolnić się od nałogu i znajomych z którymi popijał. Zapaliliśmy światło w pokoju , zaraz przyjechał ktoś na motorze z pobliskiego campingu (może na nim było wtedy kilka namiotów).Sam się dziwił że zapaliło się w tym domu światło, bo zwykle nikt tam światła nie palił. Mieliśmy gołe łóżka na sprężynach, ale mieliśmy śpiwory więc dało się przespać. I tak z Rzepedzi podążaliśmy aż po Tarnicę i Ustrzyki Górne przez kolejne kilkanaście dni. Oj dałbym wiele żeby cofnąć się do tych czasów i z Ś.P. Tatą pójść znowu w góry.
W drodze powrotnej PKS z Ustrzyk Górnych do Zagórza , zabierał gdzieś po drodze żywego świniaka w klatce i przewoził go w luku bagażowym. Ech, łezka się w oku kręci.




wtorek, 26 kwietnia 2022

Na Krzemieniu pod wiszącą skałą

Chodzę ci ja po samym szczyciorku lokalnego świata pod tytułem Krzemień i pstrykam zdjęcia: - na zachodzie jest Tarnica (pełna turystów), na wschodzie Ukraina jak okiem sięgnąć, a tu nikogusieńko! Przestrzeń, wiatr na twarzy i cisza dzwoni w uszach!. Kiedyś prowadził tędy szlak, widać jeszcze stare oznaczenia prawie już zmyte przez deszcze. Chodzę tu i tam i sycę się pięknem miejsca.





  Cudnie, cudnie!

 Widoki zapierają dech. Wicher duje, znajduję więc zacisze pod nachyloną skałą i niespiesznie szykuję posiłek. Zostanę tu na noc. Już się cieszę, bo jest niecodziennie, tudzież niepowtarzalnie. Piknik, a potem sjesta.



Wokół surowa pustka - nad głową nachylona skała....., Od razu mam skojarzenie; - film australijski „Piknik pod Wiszącą Skałą”.


Fabuła filmu oparta jest  na zdarzeniach z wycieczki – pikniku zorganizowanego w dniu świętego Walentego w roku 1900 dla uczennic z Appleyard College, elitarnej prywatnej szkoły dla dziewcząt (w Woodend w stanie Wiktoria, Australia).

W towarzystwie nauczycielek, dziewczęta wyruszają pod Wiszącą Skałę, będącą popularnym celem wycieczek. Wyprawa kończy się tragicznie, gdyż trzy uczennice i nauczycielka znikają w niewyjaśnionych okolicznościach, wspiąwszy się na skałę. Zatrzymują się zegarki, dzieją się tajemnicze rzeczy. Po kilku dniach jedną z uczennic odnaleziono nieprzytomną, niepamiętającą co się stało. Pozostałych nie odnaleziono nigdy.

Patricia Lovell, producent wykonawczy filmu, relacjonuje, że podczas kręcenia zegarki ekipy zachowywały się w dziwny sposób: spieszyły się bądź późniły, oraz wszystkie jednocześnie zatrzymywały się, aby po pewnym czasie znowu jednocześnie ruszyć. Przedmioty w sposób niewytłumaczony zmieniały swoje położenie,

Zarówno w powieściowym pierwowzorze jak i w filmie, także zegarki dziewcząt, kiedy one przebywały na skale, zatrzymały się koło południa, co stanowiło punkt wyjścia dla tajemniczych i pełnych grozy wydarzeń, które miały potem nastąpić.

Dziś wiemy, że był to klasyczny przypadek Wzięcia - Uprowadzenia.


 

Wzięcie

Nagła wizyta na pokładzie UFO, odbywająca się przy wyłączonej świadomości uprowadzonej osoby. Wzięcia rozpoczynają się zazwyczaj obserwacją jasnego światła, po czym następuje utrata świadomości i transport świadka na pokład UFO

Wzięcia wiążą się w znacznej większości przypadków z przeprowadzonymi w czasie ich trwania badaniami na uprowadzonych osobach. Badane jest całe ciało, ze znacznym ukierunkowaniem na głowę i jej narządy, brzuch i genitalia wziętej osoby. Najczęściej badanie kończy się pobieraniem nasienia od mężczyzn i komórek jajowych od kobiet, rzadziej odbyciem stosunku seksualnego z przedstawicielką Innej Rasy. Po tych czynnościach następuje implantacja, oraz odtransportowanie wziętej osoby na miejsce uprowadzenia. Wzięcia osób mają z reguły miejsca w nocy, w czasie snu, w czasie dłuższych przejazdów samochodem, bądź samotnych wypraw w odludne miejsca. Wzięcia wiążą się ze specyficznymi objawami w rodzaju syndromu spowolnionego czasu, syndromu zagubionego czasu, zaniku pamięci bądź pamięci ekranowej, późniejszej bezsenności i koszmarów, stałego zmęczenia, osłabienia oraz bólów głowy. W określeniu tego, co działo się z ofiarą w czasie samego wzięcia pomocna jest hipnoza regresyjna.

 

Wzięcia - uprowadzenia ludzi przez tajemnicze istoty przybywające na Ziemię, jak one same twierdzą z Innego Systemu Słonecznego, na pokład pojazdu UFO w celu poddania ich różnego rodzaju badaniom i testom. Zazwyczaj dany człowiek jest uprowadzany więcej niż raz. Pierwsze wzięcie ma miejsce już w dzieciństwie, a ostatnie najpóźniej w wieku ok. 45 lat. Wzięcia często przechodzą z pokolenia na pokolenie (najpierw uprowadzani są rodzice, potem dzieci).

Noc była wyjątkowo ciepła, jest jeszcze ciemno, gdy budzę się wypoczęty "jak młody bóg" - dzień zapowiada się pogodny, cienie poranne długie - więc kilka zdjęć, skromne jedzeniowe co nieco i ruszam przez Bukowe Berdo.













 

 

 

 

środa, 1 kwietnia 2020

Dookoła mgła


Zakochaj się. …..
I tak się stało.
Po latach obłędnego biegu donikąd, uczestniczenia w wyścigu szczurów, walki o więcej i więcej, szukania szczęścia na zewnątrz, ciężki wypadek rzuca mnie na wiele miesięcy w szpitalne łóżko. 
Nagle zatrzymał się wir zdarzeń – oto mam czas na myślenie.
I czas na Wyzwolenie od tego co było.
Zmiana, zmiana!  
W trybie narzuconym przez Los (? - albo własne myśli - wpis "Po drugiej stronie", maj 2013) wywraca się dotychczasowa hierarchia wartości. Opór nie zda się na nic. Od tego momentu minęło właśnie 25 lat……

O co warto walczyć? Warto walczyć o realizację marzeń.
Co warto kochać? Ludzi warto kochać. Oczywiście o ile na tę miłość zasługują. Siebie koniecznie trzeba pokochać – nie ma bliższego przyjaciela bowiem ….
Warto pokochać zdrowe myśli, ciszę, rower, zapachy łąki i lasu, wędrowanie, listy do samego siebie, kwiaty, wygodne buty i co chcesz, pod warunkiem, że w takim stylu życia jest totalność, iskra pasji. 
Robić to, co się kocha ..... 
Zwracać uwagę na uczucia - one niosą odpowiedzi. 
I żyć! Przecież świat jest cudem!


Bieszczadzka mgła. 
Głęboko odświeżające odczucie, że cywilizacja została gdzieś hen za siódmą górą, poza mgłą daje mi także deszcz i pora zmierzchu, te chwile pełne magii kiedy zaczyna się ściemniać i w bieszczadzkich mieścinach zapalają się latarnie.

Odludzie, deszcz, mgła i zmierzch - bywa, że te cztery rzeczy przydarzają się równocześnie. Taki moment nazywam Kompletem Bieszczadzkim. 
(Nie mylić z Kompletem Syberia: 
- deska do spania
- kubeł do srania
- gwóźdź na kufajkę
- półka na bałałajkę).




Pierzyna ciszy na głowie, jesteś tylko ty i twoje myśli, nie boisz się śmierci, nic nie potrzebujesz, właściwie znikasz, nie ma człowieka. Senne myśli puszczone swobodnie bujają w niebycie.
Na szczęście tylko nieliczni mają podobne potrzeby, bo inaczej ciężko byłoby znaleźć odludzie z ciszą.
Bieszczady oczywiście zapewniają także rozrywkę. Kto potrzebuje tłumów i zgiełku, znajdzie je w pogodny dzień przy krzyżu na Tarnicy, a przy każdej pogodzie i porze dnia w Polańczyku.


Dookoła mgła   
(Edward Stachura)

Jak długo pisana mi jeszcze włóczęga?
Ech, gwiazdo - ogniku ty błędny mych dni,
Zapędź mnie, do czułych zakulaj mnie drzwi.

Lecz gdzie jest ten dom, jak tam idzie się doń?
Gdzie jest ta stanica, gdzie progi te są?
Tam most jest na rzece, za rzeką jest sad;
Tam próżnia się kończy, zaczyna się świat.

Lecz gdzie rzeka ta, gdzie rzucony jest most?
Gdzie sad ten jest biały, jabłonki gdzie są?
Na drzewach owoce i strąca je wiatr,
Do kosza je zbiera ta ręka jak kwiat.

Te strony gdzieś są, gdzieś daleko za mgłą,
Więc idę i dalej przedzieram się wciąż.
Zbierają się ptaki, ruszają na szlak,
Już lecą, wprost lecą, nie błądzą jak ja.

Jak długo pisana mi jeszcze włóczęga?
Ech, gwiazdo - ogniku ty błędny mych dni,
Zapędź mnie, do czułych zakulaj mnie drzwi.



czwartek, 21 listopada 2019

Kremenaros

Z przełęczy pod Tarnicą 



zszedłem do Wołosatego, gdzie poznałem Brodacza i już razem zjechaliśmy do Kremenarosa w Ustrzykach.
W końcu ja też brodacz.
W gospodzie jem gulasz, w którym kasza jest wyraźnie przesolona. 

Dlatego piwo smakuje podwójnie.
Naprzeciwko siedzi Brodacz
Jest to mówiąc ogólnie facet starszy, ogorzały, szczupły. 
Niby nic o nim nie wiem, ale od razu polubiłem tego człowieka, kiedy rzucił od niechcenia: - Należy unikać towarzystwa zakonnic, księży i im podobnych, bo przynoszą nieszczęście.....

Pomyślałem: - Oto dusza pokrewna, a owe rozpoznają się bowiem natychmiast......
    
- Zgadzam się całkowicie z pana opinią – nie omieszkałem dodać.

Przy stole obok trzy dziewczyny jedzą chipsy i chichrają się. Jedna szczególnie się wyróżnia. Młodość.
Brodaczowi się widocznie to nie podoba, bo komentuje: - ależ ona się wygłupia!

Szukam szufladki w głowie ..... i jest!: - Tylko mądra się wygłupia, głupia jest po prostu głupia! - wypowiadam na poczekaniu.
Brodacz mi się uważnie przyjrzał.
- Widzę że filozofa spotkałem – mówi.
- Filozofa, jajcarza, historyka, Łemkę, łowcę chmur, Zbyszka 55 – wszystko w jednym – ja na to, pełen przychylnego nastawienia do ludzi.
- A ja Jędrek – przedstawia się Brodacz, - przyjechałem z Olsztyna połoniny zobaczyć.
Wtrącam ogólnikowo, oraz wieloznacznie: - połoniny obowiązkowo trzeba…..                                   

- A ty gdzie mieszkasz?- pyta Brodacz.
- W zimie w Warszawie.
- A tu, w Bieszczadach?
- Nigdzie i wszędziegłównie noszę dom na plecach – wskazałem na plecak pod ścianą.
- Acha....

I tak siedzimy sobie, popijając niespiesznie, a ja czuję, że mam coraz milej w środku człowieka! Napłynęła błoga ospałość.
Nic dziwnego, sporo kilometrów w nogach i w końcu zjadłem ludzki obiad.    Nie bardzo chce mi się gadać, milczę więc i nadrabiam mądrą miną.

Brodacz czuje, że ma słuchacza i może się wywnętrzyć, zaczyna:
- Patrzę na to, co dziś młodzi jedzą i wnioskuję, że przyszłe pokolenia są zagrożone. W jedzeniu jest coraz więcej chemii. Przez to młodzi nie mają takiego zdrowia, jak my mieliśmy w ich wieku. I jeszcze te wszechobecne smartfony, od których młodzi się uzależniają i dostają garba.
     Czy jednak nasze pokolenie jest lepsze? Weźmy taką używkę, czy nawet narkotyk pod tytułem alkohol.
W Rosji piją więcej, dlatego tam mężczyzna żyje przeciętnie 54 lata, a w Polsce 72.

Słuchałem, a on ciągnął wątek: - Korporacje wytwarzające przetworzoną żywność gonią tylko za zyskiem, to jest ich jedyny cel.
A za komuny to jak było z takim winem na przykład, zaprawianym siarką czy innym gównem? To zdrowe było? Chcieli ludzi szybciej wykończyć! To był ich zysk. Jedni i drudzy diabła warci!
        Brodacz przerwał tyradę i teraz obaj milczeliśmy.
Ale nie daliśmy się – po dłuższej chwili odezwał się znowu – a dziś coraz więcej dzieci rodzi się pokręconych, ledwie żywych. Kiedyś naturalna selekcja robiła swoje – słabeusze umierali.
     Dziś najbardziej chore dzieci trzyma się na siłę przy życiu.
Społeczeństwo biologicznie słabnie, więcej - robi się coraz bardziej chore.
Wygląda na to, że pewnego dnia ludzi całkiem pokręci.
I fizycznie i umysłowo.
I wtedy pójdą po rozum do głowy, tylko głowy już nie znajdą.
Ale na szczęście ja mam to w dupie – zakończył zwięzłą puentą.
     Po czym powiedział cześć, wstał i wyszedł.

A mnie się po pierwsze primo: - spodobała ta puenta: - Oto zdrowy przykład dbania o osobistą higienę psychiczną – pomyślałem i przypomniałem sobie sentencję internetową – w głowie się nie mieści, jak dużo trzeba mieć w dupie, żeby nie zgłupieć.
Dopiłem piwo (niespiesznie) i poczułem nadpływającą falę wigoru. 
Oj niedobrze, niedobrze! Skonstatowałem po drugie primo, na podstawie dotychczasowych doświadczeń.
Czemu niedobrze? - zapyta ktoś.
Ponieważ nadmiar wigoru stwarza przymus zamiast wyboru.

wtorek, 19 listopada 2019

Myśli osobiste w drodze do przełęczy


Rano ruszyłem z Mucznego.
Jest pochmurno, a w nocy padało, dlatego namiot zwijałem niestety na mokro.
Podchodzę na Bukowe Berdo. Błoto, ślisko, na górę wszedłem nieźle umazany. 
Na górze widoki mokre, ale ….. idzie się!
I nie narzeka się!
Mijam grupki turystów idących w przeciwną stronę. Nie ma innej możliwości – jest dziewiąta dziewięć: - wyszli z Wołosatego. Taki kawał drogi przeszli, a zebrało im się na gadanie namiętne.
     Są widoki. 
Mgliste, pochmurne, groźne, lecz jednocześnie niecodzienne. 
A oni, sądząc z usłyszanych urywków, gadają o smutkach.
Kto jest na co chory…. Coś o pracy…. Że ktoś złamał sobie coś……
Czemu tak wielu ludzi jest przypartych potrzebą gadulstwa?  
Wiem, są chorzy na słowotok.                                              
Ale mnie to wisi.
Przede mną trudne, bo mokre zejście do Przełęczy Goprowców. 
                                                                                                            

Przyczyna gadulstwa?
Ludzie boją się ciszy, bo boją się siebie.
Ok – porozumiewać się trzeba, lecz jeśli już mówię, powinienem pamiętać o pierwszym przykazaniu – zwięzłość kolego i koleżanko!
Nie wspominam tu o nagminnym wystękiwaniu co chwila yyyyyy.... oraz o tym, że cisza jest dobrem wspólnym.
A ona – ta cisza, potrafi się w człowieka wbudować.

Są sprawy nieuniknione, albo inaczej: - niezależne od nas. Na przykład pogoda, albo starzenie się.
Tu pozostaje tylko pełna akceptacja, bo przykładowo w smugę cienia wpadamy już.... dość młodo.                                        
Patrzę na ludzi, którzy chcą jakby przelicytować przeciwnika – stawiają opór rzeczywistości i przez tę szamotaninę starzeją się skokami.
Trochę się wypogodziło.
Widok z Krzemienia w stronę Tarnicy.


Docieram do szałasu. Nadpływa mgła, robi się ciemno, ponuro wręcz. Nic to, jeśli się akceptuje każdą pogodę, bo ona przecież nie będzie inna niż jest. 
Można coś zjeść oczywiście niespiesznie. 
W trakcie jedzenia przebija się słońce. W takim pięknym miejscu jestem dzięki pogodzie sam ..... no cudnie jest!




Siedzę i myślę (bo mam czas) - Zamiast poddać się i cieszyć każdym dniem i każdą chwilą, ludzie zasiadają w Smutnej Poczekalni  i w swym zdziecinnieniu odmawiają zgody na to, co nieuchronne. 
Odmawiają zgody na to co jest.
Mnie to wisi, jednak tym ze Smutnej Poczekalni tylko krok do stetryczenia, do tak częstego narzekania na młodych.
Każdego dnia ginie w mózgu i to nieodwracalnie, kilka tysięcy neuronów, dlatego po pierwsze primo: - tak ważne są wszelkie hobby i głód wiedzy, tudzież każda forma gimnastyki umysłowej.    
      Po drugie primo: - unikajmy schematu, wyjeżdżonej koleiny życia. Zróbmy co pewien czas coś nowego, nieco szalonego nawet, nie bójmy się ryzykować (jednak nie jeździmy na rowerze z granatem w kieszeni) – takie działanie jest tym dla mózgu, czym wysiłek fizyczny na powietrzu dla ciała.
    
Ruch fizyczny zastąpi wiele lekarstw, natomiast żadne lekarstwo nie zastąpi racjonalnego wysiłku fizycznego.

Tu każdy ma swoją własną miarkę kilometrową. Nie podskoczysz wyżej niż możesz.

To strona fizyczna.
Jeśli chodzi o to co w głowie ...... To jedyna maksyma: - nie zgłupieć!
Tu  mam na myśli tzw. „pozytywne myślenie”. 
Nie przepadam za tym terminem, bo stykam się z wieloma osobami w starszym wieku, które pod tym hasłem oddają się samooszukiwaniu.
   Jeden z drugim krzyczy: - jak dobrze, jak dobrze!
A naprawdę myśli: - brrr! Śmierć nadchodzi! Ależ ja się jej boję!
I po co tak?
Zerkam w górę. Tam będę podchodził. I w tej chwili tylko to się liczy.


P.S - Nie mam zamiaru nikogo pouczać. 
To były refleksje osobiste, być może mylne, bo mokrość dookólna dopiero się suszyła.

poniedziałek, 9 września 2019

Kto nie zmienia planów

Postawiłem namiot i myślę: - mam tu wszystko, co chciałem mieć: - widoki, ciszę, ukwiecone łąki, niepłoszone zwierzęta, czyli jedyną Autentyczną Świątynię.

Do tego jestem sam, atoli nikt nie zakłóci prawidłowości prądów powietrznych, które mnie otaczają.






I zaprawdę, powiadam wam - poczułem się jak w domu, a przecież uczucia nie kłamią.
Poszedłem sprawdzić, czy są jagody – były.
Bo po grzyby to nawet nie trzeba było nigdzie chodzić, borowiki ceglastopore rosły dosłownie obok namiotu. Jednego zerwałem - będzie grzybowa z makaronem.
Drugiego tylko fotografowałem - jutro go urwę. Patrzyłem na jego pojedzony kapelusz i dopuszczałem możliwość nocnego ataku myszy na namiot.


Zbierając jagody zastanawiałem się, co dalej, ponieważ plan był taki, że po jednej nocy miałem iść przez Cisną do Fereczatej.
A może pobiwakować tu dwa, albo trzy dni?


Turyści przechodzący przez Fereczatą zaczęli mi już nieco przeszkadzać. Przechodzących tamtędy nie jest zbyt wielu, jednak ciągle stawiają te same pytania (Nie boi się pan? itd).
           Tak – zdecydowałem - na razie zostaję!
Przecież planów nie zmienia tylko martwy lub głupi.....
Po tej decyzji poczułem się lekko jak Ikar i z ogromną satysfakcją chodziłem po górnej łące, skąd widać siodło Tarnicy.
Myślałem – oto teraz tam przewalają się tłumy i co chwila słyszysz wkurzające „dzień dobry”.

czwartek, 28 marca 2019

Tęsknota

Popołudniami wspinam się pod las, poleguję sobie widokowo i myślę o różnych takich....





Cienie robią się coraz dłuższe. Na horyzoncie rysują się połoniny, a konkretnie siodło Tarnicy.

Może pochodzić po połoninach?
Można, ale tam tyle ludzi chodzi....
Nie. Nie pójdę.





Jednak jakby coś mnie gryzie... Nie to nie kleszcz, to jest coś od środka człowieka... czegoś mi brakuje, czegoś potrzebuję.... Coś mnie leciutko rozpiera... Co to może być?
Zastanawiam się chwilę i już wiem!
To tęsknota! 
Zatęskniłem za schabowym! Kotleta chcę!!!

Tu mam przestrzeń i ciszę, nagrzana słońcem łąka pachnie upojnie, jest storczykowo i margerytkowo, ale nie ma kotleta!
I w ten oto sposób po tygodniu jedzenia zup grzybowych, poziomek i jagód, odebrałem jasny sygnał z ciała.

A więc jutro pójdę na obiad do Baligrodu – mniam, mniam!
Naraz przychodzi do głowy nie wiadomo czemu sentencja nagrobna, która dręczyła mnie w Bereźnicy:

Tutaj spoczywa Krzysztof Przywsza
a przy Przywszy żona bywsza.
Jak widać z porównania dat,
te zgony dzieli kilka lat.
Nieboszczka była dłużej żywsza.

Zaśmiałem się. Pójdę do Baligrodu, zobaczę ludzi, pogadam z kimś żywszym.
Rzeczy azaliż dzieją się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, mam tu na myśli tę moją nagłą tęsknotę za kotletem.
Gdybym teraz zaniechał zjedzenia obiadu w karczmie, mógłbym naruszyć porządek wszechrzeczy i pogmatwać sprawę – jak uczy Tao.
      A tego nie chcę! Och ach nie chcę!
No bo wydaje się niby, że to błaha rzecz taki spacer na obiad.
Małym minusem ujemnym jest fakt, że do karczmy mam trzy godziny marszu. A potem trzeba wrócić do namiotu.
   Lecz nic to, chodzi o to, że rzeczy działają tak, jak powinny, bez względu na to, co akurat o tym myślimy i „niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba”.
Oczywiście z wyłączeniem przypadków gdy jakieś rozwiązanie do dupy jest.

A kiedy już coś się wydarzy, możesz spojrzeć wstecz i powiedzieć za Kubusiem Puchatkiem: - „Ach, teraz rozumiem. To musiało się zdarzyć, aby tamte rzeczy mogły się zdarzyć, a one z kolei musiały się zdarzyć, żeby to teraz mogło nastąpić”.