Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sentencja nagrobna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sentencja nagrobna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 stycznia 2024

Dbać o cztery mokrości

Po obiedzie leżę sobie na dowolnie wybranym boku i przychodzi mi na myśl zabawna sentencja nagrobna (pasjami lubię takie sentencje):


Tutaj leży John Belby,   

Został zastrzelony ze strzelby.

Nazywał się nie Belby, a Pest,

Ale Pest to nie rym do strzelby,

A Belby jest.


Jak widać nastrój swawolny udzielił się także pluszakom.


Śmiech jest funkcją fizjologiczną, której organizm potrzebuje. Ludzie odczuwali intuicyjnie tę potrzebę od wieków. Starożytni stworzyli klasyczną teorię czterech płynów, które stanowią konsystencję ludzkiego organizmu.

Są to cztery mokrości o których pisał Rej, że „najsnadniej objawiają się przy kuflu – krew, flegma, żółć i melankolia”.

Od niepamiętnych czasów wesołek był miłym gościem. Freudyzm dochrapał się stwierdzenia, że mechanizm śmiechu polega na swobodnym uwolnieniu uciśnionej energii psychicznej, a co kapłan z plemienia Aszanti określa koniecznością, bez której „dusza może zachorować”.

     Otóż wielcy ludzie przegrywają swoją karierę dziejową, kiedy w nich wysychają potrzebne płyny, między innymi płyn humoru.

Znamy historię Mussoliniego – kreowano go na arcypoważnego i cenzura dbała, aby z wywiadów z nim znikały zwroty: - Duce się uśmiechnął. Podobnie walczyli z humorem Napoleon i Hitler.

 A przecież stara sentencja głosi: - Powaga jest obrządkiem ciała wymyślonym dla pokrycia braków ducha.

Stąd już tylko krok do kultu autorytetu. Plakaty rozlepiane w czasie wojny we Włoszech: Duce ma zawsze rację.


Dość wynurzeń. Udaję się na porządny obchód terenu. Zaczynam od góry. To z tego miejsca w 2014 roku cyknąłem „UFO”.


Chodzę po tych skoszonych łąkach i nie rozpoznaję dobrze znanych mi zakątków, bo kosiarka wycięła na gładko zarośla tarniny, rosnące tu od lat.








czwartek, 28 marca 2019

Tęsknota

Popołudniami wspinam się pod las, poleguję sobie widokowo i myślę o różnych takich....





Cienie robią się coraz dłuższe. Na horyzoncie rysują się połoniny, a konkretnie siodło Tarnicy.

Może pochodzić po połoninach?
Można, ale tam tyle ludzi chodzi....
Nie. Nie pójdę.





Jednak jakby coś mnie gryzie... Nie to nie kleszcz, to jest coś od środka człowieka... czegoś mi brakuje, czegoś potrzebuję.... Coś mnie leciutko rozpiera... Co to może być?
Zastanawiam się chwilę i już wiem!
To tęsknota! 
Zatęskniłem za schabowym! Kotleta chcę!!!

Tu mam przestrzeń i ciszę, nagrzana słońcem łąka pachnie upojnie, jest storczykowo i margerytkowo, ale nie ma kotleta!
I w ten oto sposób po tygodniu jedzenia zup grzybowych, poziomek i jagód, odebrałem jasny sygnał z ciała.

A więc jutro pójdę na obiad do Baligrodu – mniam, mniam!
Naraz przychodzi do głowy nie wiadomo czemu sentencja nagrobna, która dręczyła mnie w Bereźnicy:

Tutaj spoczywa Krzysztof Przywsza
a przy Przywszy żona bywsza.
Jak widać z porównania dat,
te zgony dzieli kilka lat.
Nieboszczka była dłużej żywsza.

Zaśmiałem się. Pójdę do Baligrodu, zobaczę ludzi, pogadam z kimś żywszym.
Rzeczy azaliż dzieją się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, mam tu na myśli tę moją nagłą tęsknotę za kotletem.
Gdybym teraz zaniechał zjedzenia obiadu w karczmie, mógłbym naruszyć porządek wszechrzeczy i pogmatwać sprawę – jak uczy Tao.
      A tego nie chcę! Och ach nie chcę!
No bo wydaje się niby, że to błaha rzecz taki spacer na obiad.
Małym minusem ujemnym jest fakt, że do karczmy mam trzy godziny marszu. A potem trzeba wrócić do namiotu.
   Lecz nic to, chodzi o to, że rzeczy działają tak, jak powinny, bez względu na to, co akurat o tym myślimy i „niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba”.
Oczywiście z wyłączeniem przypadków gdy jakieś rozwiązanie do dupy jest.

A kiedy już coś się wydarzy, możesz spojrzeć wstecz i powiedzieć za Kubusiem Puchatkiem: - „Ach, teraz rozumiem. To musiało się zdarzyć, aby tamte rzeczy mogły się zdarzyć, a one z kolei musiały się zdarzyć, żeby to teraz mogło nastąpić”.