Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkohol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkohol. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 lutego 2021

Zdrowe jedzenie

 


Wpadliśmy w czas zawirowań emocjonalnych. Ludzie szukają informacji o tym co będzie, zwiększyło się zainteresowanie wszelkimi prognozami i wróżbami. Strony popularnych astrologów, jasnowidzów, czy tarocistów, mają więcej odsłon niż zwykle. Zainteresowanie dotyczy także porad związanych z naturalną odpornością organizmu i zdrowym trybem życia. Doradców zawsze był ci u nas dostatek, dlatego nie będę doradzał, a napiszę o sobie. Urodziłem się w 1947 roku, na nic nie choruję – czuję się dobrze, albo jeszcze lepiej. Jednocześnie nie jest mi obca pokora, żeby nie było, jak w wierszyku Waligórskiego:

Raz udzielał kotek wywiadu, że jest zdrowy. Nagle uszki mu opadły, oczki wyszły z głowy, pękł mu brzuch, ogon i głosowa struna, potem zdębiał, ocipiał, zesrał się i umarł. Amen.



Trzymam się kilku zasad: - po pierwsze primo psychika: - humor, optymizm, jakaś pasja. Przypomnę wianuszek ulubionych sentencji: Nie ma takiej rury, której nie można odetkać. Należy się martwić po fakcie, bo bardzo niezdrowo jest w trakcie. Gdy zdrowy duch, to i ciało zdrowe. Na luziczku. Jak dowodzi nauka, zdrowa psychika może nawet zamienić słabe geny na mocne.



- Po drugie primo ciało: - ruch to zdrowie. Nie kibicowanie przed telewizorem z puszką piwa w ręku, lecz osobisty ruch (praca, sport) na powietrzu. Krew wtedy krąży, nie ma kłopotu ze stawami. Efekt 2020? Jesienią zbierałem grzyby, przemierzając w obie strony, przez 8 godzin, codziennie, 15 – 20 kilometrów. Potem godzinna jazda autobusem podmiejskim i przesiadka. Kilku moich znajomych nawet o dziesięć lat młodszych, już w drodze powrotnej narzekało na nogi – stawy. Przy wysiadaniu z podmiejskiego autobusu okazywało się, że ledwo chodzą. Pierwsze kroki stawiali na tak drętwych nogach, jakby to były szczudła. A mnie nic. Zastanawiałem się, z czego wynika ta ich niesprawność i wymyśliłem, że przyczyna tkwi w alkoholu. Cysterna alkoholu wypita w ciągu życia robi swoje. Większość moich znajomych mocno pijących (Darek Karaluch) odjechała do Parku Sztywnych już w okolicach pięćdziesiątki. (Patrz średnia życia mężczyzn w Rosji). Ci pijący, którzy przeskoczyli lat sześćdziesiąt, zwykle mają problem z nogami.


Tak się złożyło, że moje dzieciństwo to między innymi permanentne awantury domowe spowodowane wódką. Dlatego postanowiłem nie pić i nie wypiłem kropli alkoholu aż do 27 roku życia. Potem nastąpiło picie okazjonalne, aby nie być dziwakiem, a także wytrzymać z pijakami przy stole, bo na trzeźwo się nie da. Oczywiście na coś trzeba umrzeć, lecz jeśli możesz utrzymać sprawność do końca swych dni, niezależnie od tego, kiedy to nastąpi, czy nie warto się szanować? Podsumowując: - wszystko dla ludzi, atoli nadmiar w każdej dziedzinie wychodzi bokiem.


Tu intrygująca myśl liczbowa dotycząca długowieczności: - być może człowiek został urządzony czasowo-matematycznie, na dwie granice, których rdzeniem jest kalendarz starożytnych 260 dni, czyli 26 i zero.

Granica pierwsza: - szanując się, osobnik w pełnej sprawności powinien dotrwać do 72 lat. Czemu tak sądzę? Przeskoczyłem już ten pułap, a jestem w pełnej sprawności fizycznej. Poza tym 72 lata to 26 000 dni. Czyli 26 i trzy zera.

Natomiast w sprawności fizycznej obniżonej (na przykład o 62 % ?) powinien dociągnąć do ponad 82 lat. Czemu tak sądzę? 62 to piękna liczba fibo, a 82 lata z haczykiem to 260 000 000 sekund. Czyli 26 i siedem zer.



 - Po trzecie primo: - proste zdrowe jedzenie pomaga utrzymać odporność organizmu, tudzież ma decydujący wpływ na psychikę. I koło się zamyka. Nie trzeba wtedy używek, lekarstw, suplementów. Ciału nie wolno (bowiem) dostarczać tego, co mogę, lecz to, co powinienem. Jem do syta, na brak apetytu nie narzekam.


piątek, 22 listopada 2019

Bajka o smutnym smutku


Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka.
Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, szczęśliwej dziewczyny.
      Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać.
Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem.
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała:
     
- "Kim jesteś?" Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały:
      - "Ja? ... Nazywają mnie smutkiem"
"Ach! Smutek!", zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego.
      - "Znasz mnie?", zapytał smutek niedowierzająco.
"Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce”.
"Tak sądzisz ?”..., zdziwił się smutek, - "to dlaczego nie uciekasz przede mną. Nie boisz się?"
      - "A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły?
Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka.
Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?"
     - "Ja ... jestem smutny." Odpowiedział smutek łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła obok niego.
-  "Smutny jesteś ...", - powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową.
     - "A co ciebie tak bardzo zasmuciło?"
Smutek westchnął głęboko.
Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać? Ileż razy już o tym marzył.
     - "Ach, ... wiesz ...", zaczął mówić powoli i z namysłem, - "najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi i towarzyszyć im przez pewien czas.
     Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. Boją się mnie jak morowej zarazy."
I znowu westchnął.
"Wiesz ..., ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić.
     - Mówią: - tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać.
A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności.
    - Mówią: co cię nie zabije, to cię wzmocni. I dostają zawału.
    - Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać.
    - I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane.
    - Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez.
    - Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności."

"Masz rację,", - potwierdziła staruszka, - "ja też często widuję takich ludzi."

Smutek jeszcze bardziej się skurczył.
"Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą. Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany.
Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany,
która co pewien czas się otwiera. A jak to boli!
     Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał.
Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia."
     Smutek zamilkł.
Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: - najpierw pojedyncze, potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.
"Płacz, płacz smutku", - wyszeptała czule.
"Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił. Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam.
Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona."
Smutek nagle przestał płakać.
      Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
"Ale ... ale kim ty właściwie jesteś?" – zapytał.
      Staruszka uśmiechnęła się figlarnie, i powiedziała: - „ Ja jestem nadzieja!"

czwartek, 21 listopada 2019

Kremenaros

Z przełęczy pod Tarnicą 



zszedłem do Wołosatego, gdzie poznałem Brodacza i już razem zjechaliśmy do Kremenarosa w Ustrzykach.
W końcu ja też brodacz.
W gospodzie jem gulasz, w którym kasza jest wyraźnie przesolona. 

Dlatego piwo smakuje podwójnie.
Naprzeciwko siedzi Brodacz
Jest to mówiąc ogólnie facet starszy, ogorzały, szczupły. 
Niby nic o nim nie wiem, ale od razu polubiłem tego człowieka, kiedy rzucił od niechcenia: - Należy unikać towarzystwa zakonnic, księży i im podobnych, bo przynoszą nieszczęście.....

Pomyślałem: - Oto dusza pokrewna, a owe rozpoznają się bowiem natychmiast......
    
- Zgadzam się całkowicie z pana opinią – nie omieszkałem dodać.

Przy stole obok trzy dziewczyny jedzą chipsy i chichrają się. Jedna szczególnie się wyróżnia. Młodość.
Brodaczowi się widocznie to nie podoba, bo komentuje: - ależ ona się wygłupia!

Szukam szufladki w głowie ..... i jest!: - Tylko mądra się wygłupia, głupia jest po prostu głupia! - wypowiadam na poczekaniu.
Brodacz mi się uważnie przyjrzał.
- Widzę że filozofa spotkałem – mówi.
- Filozofa, jajcarza, historyka, Łemkę, łowcę chmur, Zbyszka 55 – wszystko w jednym – ja na to, pełen przychylnego nastawienia do ludzi.
- A ja Jędrek – przedstawia się Brodacz, - przyjechałem z Olsztyna połoniny zobaczyć.
Wtrącam ogólnikowo, oraz wieloznacznie: - połoniny obowiązkowo trzeba…..                                   

- A ty gdzie mieszkasz?- pyta Brodacz.
- W zimie w Warszawie.
- A tu, w Bieszczadach?
- Nigdzie i wszędziegłównie noszę dom na plecach – wskazałem na plecak pod ścianą.
- Acha....

I tak siedzimy sobie, popijając niespiesznie, a ja czuję, że mam coraz milej w środku człowieka! Napłynęła błoga ospałość.
Nic dziwnego, sporo kilometrów w nogach i w końcu zjadłem ludzki obiad.    Nie bardzo chce mi się gadać, milczę więc i nadrabiam mądrą miną.

Brodacz czuje, że ma słuchacza i może się wywnętrzyć, zaczyna:
- Patrzę na to, co dziś młodzi jedzą i wnioskuję, że przyszłe pokolenia są zagrożone. W jedzeniu jest coraz więcej chemii. Przez to młodzi nie mają takiego zdrowia, jak my mieliśmy w ich wieku. I jeszcze te wszechobecne smartfony, od których młodzi się uzależniają i dostają garba.
     Czy jednak nasze pokolenie jest lepsze? Weźmy taką używkę, czy nawet narkotyk pod tytułem alkohol.
W Rosji piją więcej, dlatego tam mężczyzna żyje przeciętnie 54 lata, a w Polsce 72.

Słuchałem, a on ciągnął wątek: - Korporacje wytwarzające przetworzoną żywność gonią tylko za zyskiem, to jest ich jedyny cel.
A za komuny to jak było z takim winem na przykład, zaprawianym siarką czy innym gównem? To zdrowe było? Chcieli ludzi szybciej wykończyć! To był ich zysk. Jedni i drudzy diabła warci!
        Brodacz przerwał tyradę i teraz obaj milczeliśmy.
Ale nie daliśmy się – po dłuższej chwili odezwał się znowu – a dziś coraz więcej dzieci rodzi się pokręconych, ledwie żywych. Kiedyś naturalna selekcja robiła swoje – słabeusze umierali.
     Dziś najbardziej chore dzieci trzyma się na siłę przy życiu.
Społeczeństwo biologicznie słabnie, więcej - robi się coraz bardziej chore.
Wygląda na to, że pewnego dnia ludzi całkiem pokręci.
I fizycznie i umysłowo.
I wtedy pójdą po rozum do głowy, tylko głowy już nie znajdą.
Ale na szczęście ja mam to w dupie – zakończył zwięzłą puentą.
     Po czym powiedział cześć, wstał i wyszedł.

A mnie się po pierwsze primo: - spodobała ta puenta: - Oto zdrowy przykład dbania o osobistą higienę psychiczną – pomyślałem i przypomniałem sobie sentencję internetową – w głowie się nie mieści, jak dużo trzeba mieć w dupie, żeby nie zgłupieć.
Dopiłem piwo (niespiesznie) i poczułem nadpływającą falę wigoru. 
Oj niedobrze, niedobrze! Skonstatowałem po drugie primo, na podstawie dotychczasowych doświadczeń.
Czemu niedobrze? - zapyta ktoś.
Ponieważ nadmiar wigoru stwarza przymus zamiast wyboru.