Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łzy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 lutego 2026

Zaśmiania moje niektóre

Przypominam sobie mój nieraz śmiech, zaśmiania moje niektóre, i przypominam sobie, że słyszałem w nich wcale nie dzwonki. Śmieję się nieraz całym magazynem jak katapulta i za­śmieję się nieraz inaczej. Przypominam sobie. Więc zaśmiałem się nieraz inaczej i słyszałem w śmiechu tym, jak dalekie echo, łkanie. Czy miałem zwątpić w dobry mój słuch? Zdarzyło się nieraz, że zwąt­piłem. Ile razy, kładąc się spać, bezprzykładnie wymęczony tym wszystkim, co jest, czego nie ma, co by się chciało, a czego by nie, wy­męczony więc śmiertelnie wieczną interwencją, jak powiedział je­den, ile razy, próbując zasnąć, niechętnie zresztą zawsze, coś mi na­gle strzelało w uszy, krzyk jakiś, buchnięcie, hałas, trzask, jakby pę­kały belki czy więźby podtrzymujące strop, i aż od tego szarpało mnie na podłożu, na którym leżałem, ale przecież to były jawne słu­chowe majaki i nie mogłem wierzyć w to, co słyszę.

 

     Tymczasem co do śmiechu, co do łkania tego przebijającego w niektórych krótkich zaśmianiach, tu nie mogłem zwątpić w do­bry mój słuch. Słyszałem to wyraźnie i często. Przypominam sobie. Sam śmiech zresztą słyszałem, że nie jest perlisty, ale czymś zmąco­ny jak poruszona kijem woda. Przypominam sobie. I przypomi­nam sobie teraz dokładnie, że słyszałem to samo u innych, tak jest. Tak jest na przykład: ktoś wchodzi do publicznej pijalni, a nic, nic nie wiadomo, skąd przychodzi, czy z weselnego domu, czy z domu boleści, nic nie wiadomo, jak się czuje, czy dobrze, czy źle, czy gra u niego, czy nie gra, czy tak na dwa razy, nic nie wiadomo, czy mu się poszczęściło ostatnio w życiu praktycznym, podwyższyli mu wy­płatę, urodził mu się syn długo wyczekiwany, odnalazł przyjaciela, czy odwrotnie: od dłuższego już czasu pech podstawia mu nogi pa­zur i mącą mu się w głowie pewne pojęcia, i rozum zaczyna nie ro­zumieć, i budzą się potwory, i strach zasadza się w jego duszy jak kleiste ziarno pasożytnej jemioły.

    Więc nie wiadomo. Nie wiadomo nic, czy wstąpił tu otwarty: pogadać czy pośmiać się; czy wstąpił tu zamknięty; pomilczeć, zagubić się w tłumie samotnictwa. To jest zrozumiałe. Na dworze, powiedzmy, zima jest, mróz, wiatr rwie ka­szel na kawałki jak gazetę, zimno, że psy zrywają się z łańcuchów; gdzie tu iść? Do pijalni.

                                                           Edward Stachura

 

Natomiast albowiem, gdy na dworze nie tylko ciepło, ale i pogoda jak marzenie, a my jesteśmy akurat na Wyspie Sobieszewskiej i przychodzi do nas potrzeba zagubienia się gdzieś w przestrzeni rozległej bez tłumu samotnictwa, wtedy ruszamy w plener.













czwartek, 27 kwietnia 2023

Wszystko mija

 


Zmieniają się pory roku, cała rzeczywistość poddaje się cykliczności. Zmieniają się człowiecze nastroje, mój przykładowo zmienił się na wakacyjny. 

 

Pytanie: - Czasami chcę się schować pod ziemię, zwłaszcza kie­dy mam menstruację.

Osho: - Energia to fale. Czasami są przypływem, czasami odpływem. Kiedy trwa przypływ, bardzo łatwo jest nam pozostawać w związ­kach, być otwartym, kochać, brać, dawać, ale kiedy następuje odpływ, wtedy energia maleje, a komunikowanie się z innymi staje się coraz trudniejsze, prawie niemożliwe. Oba stany przy­chodzą i odchodzą - oba są częścią życia. Nie ma w tym nicze­go złego, oba są naturalne - pamiętaj więc, żeby je akceptować. Kiedy odczuwasz odpływ, nie usiłuj się komunikować, nie otwie­raj się na siłę, bo takie otwarcie nie będzie otwarciem.

Nastał czas nasienia.

Możesz się teraz zamknąć i pozostać w sobie. Sko­rzystaj z tego czasu, aby tylko pobyć ze sobą. Jest to doskonały moment dla medytacji.

Kiedy zaś masz przypływ, a energia płynie i narasta, wtedy jest czas na miłość. Wtedy wchodź w związki, bądź otwarta, dziel się z innymi. To czas zbiorów, ale nie może trwać przez cały rok. 

Mówi się, że nawet Anioły w niebie nie śpie­wają przez cały czas, na okrągło.

Kiedy więc czujesz w sobie pieśń, śpiewaj. A kiedy czujesz, że wszystko się zamyka, pomóż, aby się zamknęło. To właśnie znaczy być naturalnym. Bycie naturalnym nie oznacza, że za­wsze trzeba być otwartym - nie jesteś sklepem całodobowym. Są chwile, kiedy trzeba się zamknąć, bo jeśli nie, to wszystko stanie się nudne, monotonne, męczące. Nie ma potrzeby ciąg­le się uśmiechać. Robią to tylko politycy, najwięksi głupcy na świecie.

      Są takie dni, kiedy łzy przynoszą ulgę, powinny przynieść ul­gę. Są dni kiedy czujesz się smutna. Smutek jest piękny, toteż kiedy czujesz się smutna, bądź smutna. Kiedy czujesz się szczęś­liwa, bądź szczęśliwa. Być prawdziwym sobą oznacza niesprzeciwianie się temu, co się dzieje. Wejdź w to..... zaufaj. 

Nocą płat­ki lotosu są stulone, rankiem znów się otwierają - i to jest właśnie naturalny proces.

W naszych czasach - szczególnie w pokoleniu młodych - wi­dzimy nowe zjawisko: trzeba być zawsze otwartym, trzeba być zawsze kochającym. To jakiś nowy rodzaj tortury, nowy rodzaj nacisku, nowa moda w dziedzinie przemocy. Nie ma takiej po­trzeby.

Prawdziwy człowiek to ten, który trwa bez względu na oko­liczności; możesz mu ufać. Kiedy jest smutny, możesz mu wie­rzyć, że naprawdę odczuwa smutek; jest prawdziwym człowiekiem. Kiedy się zamyka, możesz mu wierzyć. Chce pozostać wewnątrz siebie - to jak stan medytacji. Nie chce wychodzić na zewnątrz, jest w głębokiej introspekcji. Dobrze! Kiedy się śmieje i rozmawia, znaczy to, że chce być w kontakcie, wyjść na ze­wnątrz siebie i dzielić się. Możesz na nim polegać.

Nie próbuj więc wymuszać na sobie niczego, co wymyśli twój umysł. Miej swoje zdanie, a umysł ma za nim podążać, służyć mu. Tylko że umysł zawsze usiłuje stać się panem. Nie myśl, że na obecnym etapie coś jest nie tak jak powinno. Po prostu przejdź przez ten okres, a stopniowo będziesz mogła zauważyć, że to powtarza się co miesiąc. Przez kilka dni bę­dziesz bardzo otwarta - przez kilka będziesz zamknięta.

U kobiet jest to bardziej widoczne niż u mężczyzn. Okresowość jest charakterystyczna dla kobiet ze względu na ich cykl miesiączkowania, ich chemię. Chemia ciała zmienia się regu­larnie - dwadzieścia osiem dni i znów następuje menstruacja - tak funkcjonuje wewnętrzny zegar.

Prawdę mówiąc, podobnie dzieje się też z mężczyznami, ale u nich ma to mniejsze natężenie, jest mniej widoczne. Ostatnio naukowcy odkryli, że mężczyźni mają także swój cykl miesięczny, choć nie jest on widoczny, bo nie to­warzyszy mu krwawienie. Mężczyzna doświadcza takiego sta­nu podobnie jak kobieta, która przez cztery dni w miesiącu przechodzi okres obniżonej energii. Nie jest to stan fizyczny, tak widoczny; jest bardziej psychiczny, bardziej wewnętrzny.

Jeśli obserwujesz swoje stany, będziesz mogła je przewi­dzieć... Zacznij notować w kalendarzu. Wydaje mi się, że two­je nastroje zmieniają się zgodnie z fazami Księżyca, toteż obser­wuj i zauważ związek między nimi. Prowadź notatki przez miesiąc, dwa, a potem będziesz mogła łatwo je przewidzieć. I dzięki temu możesz sobie łatwiej coś zaplanować.

Kiedy chcesz się spotykać z przyjaciółmi, nie rób tego, gdy jesteś w stanie zamknięcia. Spotykaj się, gdy jesteś otwarta. Nie ma w tym nic złego - to naturalny proces.





piątek, 22 listopada 2019

Bajka o smutnym smutku


Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka.
Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, szczęśliwej dziewczyny.
      Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać.
Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem.
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała:
     
- "Kim jesteś?" Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały:
      - "Ja? ... Nazywają mnie smutkiem"
"Ach! Smutek!", zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego.
      - "Znasz mnie?", zapytał smutek niedowierzająco.
"Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce”.
"Tak sądzisz ?”..., zdziwił się smutek, - "to dlaczego nie uciekasz przede mną. Nie boisz się?"
      - "A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły?
Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka.
Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?"
     - "Ja ... jestem smutny." Odpowiedział smutek łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła obok niego.
-  "Smutny jesteś ...", - powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową.
     - "A co ciebie tak bardzo zasmuciło?"
Smutek westchnął głęboko.
Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać? Ileż razy już o tym marzył.
     - "Ach, ... wiesz ...", zaczął mówić powoli i z namysłem, - "najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi i towarzyszyć im przez pewien czas.
     Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. Boją się mnie jak morowej zarazy."
I znowu westchnął.
"Wiesz ..., ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić.
     - Mówią: - tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać.
A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności.
    - Mówią: co cię nie zabije, to cię wzmocni. I dostają zawału.
    - Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać.
    - I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane.
    - Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez.
    - Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności."

"Masz rację,", - potwierdziła staruszka, - "ja też często widuję takich ludzi."

Smutek jeszcze bardziej się skurczył.
"Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą. Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany.
Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany,
która co pewien czas się otwiera. A jak to boli!
     Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał.
Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia."
     Smutek zamilkł.
Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: - najpierw pojedyncze, potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.
"Płacz, płacz smutku", - wyszeptała czule.
"Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił. Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam.
Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona."
Smutek nagle przestał płakać.
      Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
"Ale ... ale kim ty właściwie jesteś?" – zapytał.
      Staruszka uśmiechnęła się figlarnie, i powiedziała: - „ Ja jestem nadzieja!"