Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matka Ziemia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matka Ziemia. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 października 2024

Jabłka z gatunku Pac-pac



2024, koniec sierpnia, Mchawa.

Zawędrowałem do Mchawy dwukrotnie w tym roku. Powód odwiedzin zasługuje na osobny wpis.

Dzień to był słoneczny, gorący, chociaż noce już sygnalizowały nadchodzącą jesień. Szedłem tu bezdrożami z Huczwic, gdzie spodziewałem się zastać zimowity w całej krasie. Tak sobie (bowiem) wykombinowałem, że pory w bieżącym roku jakby przyspieszyły, to i zimowity powinny być nieco wcześniej. Niestety zimowity miały swój harmonogram i ani myślały się pojawić.

- Nie chcą witać zimy? To może zimy  w tym roku nie będzie? – główkowałem. Azaliż spotkały mnie w zamian inne atrakcje, które stopniowo opiszę.




Na razie jest koło południa, busik do Sanoka mam za trzy godziny, zdecydowałem przysiąść w cieniu na górze niedaleko cmentarza i zejść na przystanek dopiero na kilkanaście minut przed czasem.

Siedzę ci ja sobie więc, stopy bose odpoczywają w bezpośrednim kontakcie z Matką Ziemią, zamykam oczy i nastawiam uszy na odbiór. Gdzieś daleko słychać pracujący traktor, szczeka pies, coś zaskrzypiało - odgłosy jak to na wsi.

Naraz uszy łowią delikatny, nietypowy dźwięk. Takie pac!

I znowu pac. A potem pac! Pac!

Zaraz, zaraz, znam to pac - przecież tak odzywały się spadające przy końcu letniska gruszki w ogrodzie cioci.

Siedzę przy drodze, po drugiej stronie, głęboko w dole stoi chyża, od niej biegnie w górę szpaler mocno starych jabłoni.




Napłynęła ślinka. Trzeba sprawdzić koniecznie. Idę. Tu nie ma żadnych ogrodzeń, wstęp wolny, widzę jabłek spadniętych multum, część rozkwaszona. Wyszukuję nieobite, próbuję – no niebo w gębie!


To nie żadne tam jabłka z sadów komercyjnych, tylko stara odmiana bieszczadzka, wczesnojesienna. Jabłka jasnożółte, te odkryte na słońce miały delikatny czerwony rumieniec. Miąższ soczysty, lekko słodki, rozpływał się w ustach. A zapach jaki! Zjadłem dwa, a trzy zapakowałem do plecaka, żeby ukochana żona także spróbowała.

Do tej pory mam w pamięci charakterystyczny sygnał od jabłek z Mchawy – pac! pac!



 




środa, 4 października 2023

Lisek




Ekologia wskazuje, że nasze przetrwanie zależy od koralowców, glonów, planktonu i milionów innych organizmów w ekosystemie, a my ten system stopniowo niszczymy. 
To co z nami będzie? Jaka przyszłość nas czeka?




Pisałem kiedyś, że z punktu widzenia Matki Ziemi jesteśmy bakteriami, które były kiedyś nieliczne, niegroźne i chodziły boso, a dziś stały się szkodliwą ośmiomiliardową masą, z której część zmutowała, bo chodzi tylko w butach.


Ja także chodzę w butach, ale za to boso na letnich biwakach. Tym razem zabrałem minimum rzeczy, plecak waży dziesięć kilo. Mijam ostatnie zabudowania ze wschodniej strony góry. W tym domu mieszkają ludzie. Bywają w Bieszczadach domy znacznie gorsze.

Doszedłem do rozwidlenia dróg i zlekceważyłem napisy, bo przecież szedłem do Wołkowyji, a „dobry” kierunek miałem w głowie. Przez to szedłem zygzakując, lecz dzięki temu nasyciłem się lasem.


Podchodzę coraz wyżej zagłębiając się w sławną Puszczę Karpacką. Po godzinie marszu trochę w lewo, trochę w prawo, nic się nie wyjaśniało, gdzie jestem. Nie korzystam z nawigacji, bo po co? W Bieszczadach nie można zabłądzić – zawsze się gdzieś wyjdzie.


    Jako że odezwał się głód, przysiadłem na pniu, przejadając nieco, a za towarzysza miałem pluszowego liska, który jeszcze pojawi się we wpisach.


Wreszcie znużony ciemną puszczą, zacząłem wypatrywać możliwości pójścia pod górę na przełaj, aby szybciej osiągnąć szczyt. I pojawiła się taka okazja, gdy pomiędzy drzewami zaświtała przestrzeń. Zboczyłem z drogi leśnej i wyszedłem na ogromną, świeżo koszoną łąkę, prawie na samym szczycie. Przeszkodą była jeszcze położona u szczytu, poprzeczna droga na podtopionym terenie, z elegancko wyrobioną przez leśnych, sławną gliną po kolana, co zmierzyłem kijem. Więc rzucić trochę gałęzi i przebiec biegusiem na właściwą stronę.


Kiedy zaczynam schodzić na zachód, jest dwunasta. 


PS. - Liczby które podałem we wpisie giełdowym znajdują się w literaturze przedmiotu, czyli Analizie Technicznej. Tam jest ich więcej. 

wtorek, 2 lutego 2021

Porządek Rzeczy



Matka Natura to nie tylko Ziemia. To także cały kosmos, oraz ta tajemnicza Siła, która wszystko przenika i utrzymuje we Wszechświecie. Tą Siłą jest energia. Przecież wszystko jest energią. Ta energia jest Mocą i tkwi również w każdym z nas. Niech Moc będzie z tobą …..

Filozofia stworzyła pojęcie dualizmu, które określa to, co zostało podzielone. Coś jest całością, ale sztucznie, pozornie, zostaje podzielone. I tak stworzono ciemność jako przeciwieństwo światła.                                                                  

A przecież nie ma ciemności – może być tylko kompletny brak światła (Einstein). Nie ma zimna – może być tylko kompletny (aż do minus 273 st. Celsjusza) brak ciepła.


Umysł dualny dzieli, umysłem dualnym rządzi strach. Natomiast umysł niedualny potrafi wznieść się na inny poziom rozumienia i połączyć ze Źródłem. Nie trzeba za bardzo wnikać w to, ile jest światów we Wszechświecie i usiłować wszystko zrozumieć. A tak właśnie zaczęli robić ludzie budujący mury i granice, aby tym działaniem ukoić swój strach.

Umysł niedualny czuje wspólnotę z tym co jest. A wszystko jest wszystkim - nie istnieje podział. No i wszystko jest energią. Ja jestem bogiem i bóg jest mną. Bóg rozumiany jako energia – Siła, która rządzi Porządkiem Rzeczy. Czy takie stwierdzenie jest obraźliwe? Absolutnie nie. Natomiast tworem umysłów dzielących, oderwanych od Źródła, są imiona boga, instytucje spisujące zasady i przekonania o swej wyższości nad innymi, całe to bałwochwalstwo polegające na oddawaniu czci figurom i obrazom i to właśnie obraża inteligencję wolnej jednostki. To umysły dualne wprowadziły rządy strachu, dzielenia na coraz mniejsze elementy, na czele których ustawiano rozmaitych strażników.

I tak w momencie urodzenia człowiek zostaje przyporządkowany jednej instytucji, a potem wielu następnym. Zaczyna się indoktrynacja - wszczepianie programu walki, wyścigu szczurów i obrony tych wszystkich instytucji do których człowieka przypisano – wyznania, kraju, grupy rasowej. Stopniowo większość gubi się w umyśle zbiorowym. 

Są trzy grupy ludzi: - pierwsza, najmniej liczna, powoduje, że coś się wydarza. To są ludzie z umysłem niepodzielonym, niedualnym.

Druga, liczniejsza grupa, mająca umysł na granicy dualności, zauważa, że coś się zdarza i to obserwuje.

Trzecia, najliczniejsza grupa, z umysłem dualnym, czyli pokręconym, nic nie widzi, czasami tylko zastanawia się, czy coś się zdarza.

Kiedy uda ci się zerwać mentalne więzy podporządkowania i zaczniesz mówić, że należy kierować się dobrem, wyśmieją cię, zarzucą naiwność. Przecież większość działa stadnie, ma umysł dualny i zna tylko jedną rzeczywistość, innej nie chce znać. Większość zatrzymała się, jest oderwana od Źródła i dobrze jej z tym.                                                                               


Większość nie słyszała i nie chce słyszeć o zasadzie Czerwonej Królowej: - kto stoi w miejscu, ten się cofa. Większości nie jest nawet potrzebna wolność. Nie tylko nie jest potrzebna, ta większość wolności się po prostu boi i woli, aby ktoś za nią myślał i nią sterował. A przecież każdy jest wolny, tylko trzeba chcieć z tego skorzystać.  


Wszystko mija, a my jedynie odrabiamy lekcję w Akademii Życia. Nasz świat jest kolejnym światem, a ludzkość kolejną ludzkością. Poprzedni świat został zniszczony wodą, a ten przed nim – ogniem.

Z punktu odczuwania Matki Ziemi, oraz Porządku Rzeczy, część ludzkości uważająca się za cywilizowaną, skupiła się na walce z przyrodą, innymi słowy na niszczeniu własnego domu. Kiedyś pisałem, że ta część jest podobna do zmutowanego wirusa. Wirus zmutował, bo kiedyś chodził boso, a teraz ma buty. Dziś bym do tego dołożył jeszcze miano insekta.


sobota, 5 grudnia 2020

Sygnał

Wiele lat temu, zaraz po odkryciu wiązek neutrinowych, naukowcy zachłysnęli się odkryciem i natychmiast rozpoczęli neutrinowe kosmiczne nasłuchy. Zachłysnęli się nowością, ponieważ decydentom - czytaj: - propagandzie, udało się skutecznie wrzucić w niepamięć Informację z farmy Crabwood, a także Wiadomość z pola sprzed radioteleskopu Chilbolton. Poza tym w dotychczas eksploatowanych pasmach nasłuchu nic się nie działo.

Nie trzeba było długo czekać na wynik - minęło tylko kilka miesięcy i specjalistom udało się zarejestrować Sygnał. Sygnał był niewątpliwie sztucznego pochodzenia (w tym przypadku "sztuczne" oznacza od istot żywych - naszych braci kosmicznych) i nadbiegał z szerokiego radiantu obszaru alfy Małego Psa, oraz jego otoczenia w promieniu 1,5 stopnia.

Sygnał zawarty był pękach niskoenergetycznych, w paśmie 57 milionów Ev. i zawierał bilion jednostek w przeliczeniu na kod binarny. Przekaz nadawany był sposobem ciągłym, po nim następowała przerwa, po przerwie Przekaz ponawiano.

Specjaliści nie mieli wątpliwości, że mają do czynienia z Informacją i należy podjąć próbę jej odczytania. Ponieważ nadmiarowość w kanale przesyłowym była przyzerowa, sygnał przedstawiał się jako szum.

O tym, że ten szum jest Sygnałem, świadczyło to, że co 87,66 godziny następowała przerwa, po której cała modulowana sekwencja powtarzała się z bezbłędną dokładnością, na co wskazywała profesjonalna rozdzielczość (30.000 Ev.) ówczesnej aparatury używanej na Ziemi.

Aparatura ta nazywała się Lascaglii-Jeffreysa i w czasie o którym piszę (lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku) były w nią wyposażone jedynie nieliczne obserwatoria światowe.

Oczywiście sprawą zainteresowali się wojskowi. Tu zwrócę uwagę Czytelnika na specyfikę wojskowych mózgownic – oni wyobrażali sobie, że oto Ktoś być może podaje przepis na produkcję jakiejś fajnej bombki atomowej, lub czegoś w tym rodzaju i dzięki odkodowaniu Sygnału zdobędą „przewagę” nad każdym potencjalnym przeciwnikiem.

Prace nad Sygnałem były żmudne, trwały całe lata i podobno osiągnięto niewiele. Ogłoszono jedynie, że Sygnał – List ma znaczenie podwójne: - działa „stymulująco” na stworzenia żywe i rośliny, oraz zawiera niemożliwą do odczytania treść.                                                                                                  

Ponieważ sprawę pilotowały Służby, mogłem spokojnie założyć, że odczytaną informację objęto tajemnicą. Od opisanej sprawy minęły lata i dziś możemy powiedzieć: - ogólnie decydenci kłamią. Czyli witamy w Roswell.

W każdym razie końcowe podsumowanie brzmiało: - „Informacja prawdopodobnie jest przeznaczona dla odbiorcy poza Ziemią, a ziemska aparatura odebrała ją tylko z tego powodu, że akurat znajdowaliśmy się przypadkowo na drodze wiązki przekazu”.

W komunikacie dostajemy potwierdzenie, że była to Informacja przekazywana w wiązce kierunkowej (małe zużycie energii). Natomiast wskazanie, że Informacja była przeznaczona dla kogoś innego, potwierdza, że jest więcej kosmicznych braci, niż tylko nadawca i my. Nie ma przypadków, a ja nie mam aparatury do odbioru wiązek neutrinowych, ale Liczby to moja domena. Otóż zaintrygował mnie czas trwania Sygnału – 87,66 godziny.                                                                                                      

Pomyślałem: -  ta liczba wydaje mi się dziwnie znajoma. Pomyślałem i odpuściłem pamiętając o wu –wei, luziczku: - jeśli mam coś wiedzieć, to będę o tym wiedział, musi tylko nadejść odpowiedni czas. I ten czas nadszedł już o poranku następnego dnia! Bingo!

 Przecież rok ziemski ma 8766 godzin!                                                              

365,25 dni x 24 godziny = 8766  godzin.                                                                                           

Albo inaczej: - 87,66 godzin : 24 = 3,6525 dnia! Czyli 87,66 godzin to jedna setna roku!

Jaki z tego wniosek? Sygnał był przeznaczony dla Ziemian, a jego treść utajniono.                                                                      

A wracając do informacji, która się ostała - czyli zauważonym wpływie Sygnału na kod genetyczny istot żywych. Oto dowiedzieliśmy się, że Ktoś steruje zmianami i pozostaje tylko pytanie, jaki jest kierunek zmian, jaka przyszłość nas czeka, czy zmiany kodu to są Popraweczki, czy też Pogorszeczki. Biorąc pod uwagę traktowanie Ziemi przez homo sapiensa, wyłaniają się dwie tezy:

- Po pierwsze primo ludzi jest za dużo.                                                                      

- Po drugie primo z punktu odczuwania Matki Ziemi, ludzkość skoncentrowana na walce z przyrodą, zagubiona w dualnym umyśle zbiorowym, podchodzi do krawędzi.

 

 

 

niedziela, 22 marca 2020

Baloty


Przeciętnie inteligentny człowiek powinien dojść z czasem do widzenia spraw w całej ich przejrzystości i wtedy nie może już widzieć inaczej.
Opadają upiększenia, tudzież wszelkie ułudy i rzeczywistość staje przed nim w czystej goliźnie narodzin. Odtąd nie może już widzieć inaczej.
Proste.


Szykuję się do napisania czegoś lekkiego o sprawach bieżących. Czyli o wirusie…..
Po tytułach wiadomości tylko się ślizgam, bardziej interesuję się tym, co piszą czytelnicy, bo to czysta psychologia, a czuję, że ludzi w domu długo się nie przytrzyma.


- Gadam z kumplem z Krakowa, który zrobił zapasy i zamknął się w domu, ale teraz prawie chodzi po ścianach. Powód? „Zwariuję. Samo zdrowe i nudne kupiłem. Nie mam nic syfiastego! Chcę śmieciowego żarcia!”.

- wa: "W tym kraju nie jest zachowana przepisowa odległość kościoła od kościoła, a co dopiero jednego wiernego od drugiego".

- „Czy na mszach do 50 osób Bóg liczony jest w jednej, czy w trzech osobach?”.

- Ja przepraszam, ale czy już można zacząć zjadanie zapasów? Bo ja nie wiem czy my na coś czekamy, albo inne cóś?

- Oglądałem dziś swój samochód pod drzewem i tak się zastanawiam, co jedzą wrony, bo one srają dość obficie i tylko na biało żrąco co źle wpływa na lakier.


Kiedy zapytano Marka Edelmana, jaka jest jego filozofia, odpowiedział, że jemu za całą filozofię wystarczy wiedza, że nie ma większej paskudy niż człowiek.
Kilka razy o tym pisałem, że dla Matki Ziemi największym zagrożeniem i wirusem jest człowiek. Wirusem złośliwym i zmutowanym.
Zmutowanym, bo kiedyś większość wirusów chodziła boso, a dziś większość depcze Ziemię w butach.










 

wtorek, 17 marca 2020

Po jednej stronie Słońca


Kryzys wywołany splotem wirus – gospodarka przychodzi zgodnie z cyklem koniunktury i jak to kryzys, nasila się. Ludzie boją się i martwią o zdrowie, o siebie, o bliskich, o swoją firmę, o pieniądze, aby było za co żyć.
Na razie w Polsce słyszymy: - Zostań w domu. Co poza tym? Będą ułatwienia w braniu nowych kredytów, a dotychczasowe spłacisz potem. Ciekawe kiedy. Tu zakończę przydługi wstęp i powstrzymam się od złośliwości. 
Rządy będą starały się nasypać pieniędzy do powstałego worka potrzeb. Posunięcia te będą bardziej, lub mniej skuteczne, a zwykły człowiek może się tylko temu przyglądać.
Niezależnie od tego, jak sprawa się zakończy, będzie miała ozdrowieńczy wpływ na tak zwaną cywilizację, która zapędziła się w uliczkę bez wylotu w kulcie zysku, wyzysku i pieniądza. A to wszystko kosztem niszczenia Matki Ziemi.
Na pierwszym obrazku z symulatora ruchu planet oglądamy układ z momentu szczytu Dow Jones w 1929 roku. Jedna linia, a na niej cztery planety: - po jednej stronie Słońca Mars i Merkury, po drugiej Ziemia a za nią Jowisz na końcu linii, już poza obrazkiem. Nie używam terminów naukowych, bo po co. Układ ciekawy, jednak może coś powiedzieć jedynie zaawansowanym.

Na obrazku 3 i 4 widzimy o wiele czytelniejszy układ planet, jaki będzie w lecie 2020 – wszystkie planety, wielkie i małe, ułożą się po jednej stronie Słońca – a to mówiąc inaczej i po ludzku jest ciążeniem w jedną stronę.

Liczby Planetarne potwierdzają wskazania symulatora i sygnalizują mocną datę zwrotu dla Wig 20 na przełom czerwca i lipca 2020. A w najbliższym czasie wykres powinien coś pokazać w okolicach 23 marca, potem widać datę okolic 2 kwietnia.

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Buty z duszą

Całe życie jest metaforyczną wędrówką, natomiast w tej części naprawdę na piechotę, buty są niezbędne.
Można w nich zawędrować aż do Ogrodów Edenu.
       Każdy nosi przecież w sobie jakiś wymarzony obraz Ogrodów Edenu.
A jak już tam dojdziesz, w tych zielonościach, można buty zzuć i łapać kontakt bezpośredni z Matką Ziemią.

    
Po kilku miesiącach chodzenia boso, skóra na stopach twardnieje i zdarzyło się, że na bosaka szedłem z Gorlic na Łemkowską Watrę w Żdyni!
To był taki symbol powrotu do NaturyBosa Pielgrzymka Niekościelna.


Buty

to są buty stare jak świat
weszły w niejedną życia kałużę
potyczki znają małe i duże
biegły po śniegu deptały trawę
witały inne buty ciekawe
czasem do kąta stawiane były
i nie dlatego że coś zbroiły
niemi świadkowie różnych wydarzeń
smutku radości spełniania marzeń
czułości chwilek płaczu i kłótni
dwaj przyjaciele dziś trochę smutni
trochę dziurawe ciut popękane
jak czyjeś życie trochę zdeptane
to są buty stare jak świat


W Bieszczadach szlaki są kamieniste.
I po deszczu gliniaste.
Intensywnie używane buty mają tu krótki żywot.
        Rano rosa..... Bieszczadzka rosa nie ma sobie równych..... Mam na myśli brodzenie po łące o letnim świcie......
Potem dajmy na to idę na grzyby, a właściwie po grzyby.
Bo „na grzyby” idzie się wtedy, gdy nie wiadomo, czy coś przyniesiemy.
Natomiast „po grzyby” to jak iść po gotowe.
       Więc idę po gotowe.
Wola Michowa – Wchodzę w las drogą wyjeżdżoną przez leśnych. Cały tydzień ściągali tędy dłużyce. Droga rozmaślona, błoto specyficzne, bieszczadzkie, tłuste. Łapczywie łapie za but.
Łapie? Wyciągaj!
I idzie się dalej.
Pod górę idzie się drogą, bo po obu bokach las gęsty, zarośla kolczaste.
Godzina i plecak pełen. Wracam.
Po drodze potok, a buty zabłocone. To potokiem! Prosto potokiem, albo wężykiem dla zabawy.

Teraz przed chałupą zzuć buty i dalej już do wieczora kręcę się boso! Niech stopa odpocznie.
A buty suszymy w cieniu – dłużej posłużą. Druga para (wczoraj mokra) dziś sucha - gotowa czeka.

Po każdym kolejnym tygodniu wędrówki, na butach pokazują się coraz większe objawy starzenia.
Zwykle wytrzymują (lub nie wytrzymują) jeden sezon. Czasami dwa sezony.
        Przecież one mają służyć i to są tylko buty.
Kiedy jednak są używane dwa sezony.... wtedy stają się butami z duszą.
Jakby stanowiły część ciała wędrowca.

Są popękane, czasami wystaje palec, azaliż tu nie pokaz mody – nikt nie patrzy – chwilowo można but podreperować sznurówką, albo drutem. 
Aby tylko dojść do domu.
          Zakończyły swoją służbę, ale …. tyle przeszliśmy razem!
Nadeszła chwila rozstania – więc chwila zadumy i można im podziękować.

Na drzewie ze znakiem szlaku, w niedalekiej odległości od cerkwiska w miejscu na mapie, gdzie kiedyś była łemkowska wieś Zubeńsko, wisiała sobie para butów.



Para butów Nieznanego Wędrowca. Jeden but miał pękniętą zelówkę.
Buty wisiały już dość długo, bo zaczęły mocno porastać mchem.
       Pisałem już o tym miejscu.
Kiedy trafiły się następne buty do wyrzucenia, przywiozłem je do tego Drzewa Wędrowca i sfotografowałem.
I w ten oto sposób dzięki fotografii, na koniec swego żywota przeszły do historii:
- Buty Staszka.
- Buty Zbyszka.
- Buty Nieznanego Wędrowca.

piątek, 19 października 2018

Ziemia Nieznana

Do mrówki się udaj, leniwcze, patrz na jej drogi – bądź mądry: - Patrz na jej hierarchię, na jej plan, w lecie gromadzi żywność, zbiera swój pokarm we żniwa (Prz.6,6-8)Mądrość Króla Salomona.

Model hierarchiczny skłania się do tego, co męskie.
Jest więc agresywny, dominujący, opiera się na uprzywilejowaniu, na wyjątkowości wiedzy.
       Jednostki przebiegłe, które nigdy nie dorównają wiedzą innym, poprzez indywidualne parcie do władzy, manipulując ludźmi, zdobywają dostęp do informacji. A to już im pozwala stać się wyjątkowymi, opanowały bowiem biegle żonglerkę podłymi praktykami i to na każdym polu.
        Roi się więc w takim modelu od konfliktów, podziałów i intryg pomiędzy jednostkami, którzy starają się wdrapać na szczyt piramidy.
Nie jest łatwo wczołgać się na taki szczyt, chociażby z dwóch powodów:
                                                                                                                                   - Po pierwsze primo:
Trzeba mieć miękki kręgosłup moralny i to dopiero pozwala wić się jak wąż.
- Po drugie primo: - Na szczycie środowisko jest wyjątkowo śliskie – wręcz ocieka wazeliną.

Dobrze wiemy, że systemy zwane piramidami finansowymi są z definicji skorumpowane i w końcu zawodzą, gdyż ryzyko i nagroda w porównaniu z ilością pracy i poświęcenia nigdy nie są proporcjonalne.
              Oparte są one na uprzywilejowaniu, a nie na równości i współpracy. Ludzie ze szczytu zarabiają pieniądze i niewiele robią, a ci u podstawy piramidy wykonują całą pracę i zarabiają bardzo mało.
Jest to model sieciowy, gdzie dobro ogółu rozumiane jest domyślnie jako dobro nielicznych jednostek.

Inaczej jest w modelu żeńskim.
Model męski zdaje sobie z tego sprawę i dlatego ukuł opinię, że w modelu żeńskim panują prawa dżungli, podając jako przykład przyrodę.

Zapytajmy: - czy mówimy o prawach dżungli w wykonaniu zwierząt, czy ludzi? 

Przecież każdy, kto potrafi korzystać z własnego rozumu, wie, że zwierzęta rzadko zabijają dla samego zabijania.
Nie ma tu także manipulacji, wykorzystywania innych, czy ostatecznej eliminacji gatunków niższych, nawet stanowiących konkurencję, tylko dlatego, żeby samemu wjechać windą do nieba i znaleźć się na samej górze łańcucha pokarmowego czyimś kosztem.
         Nie mówiąc już o nieuprawnionym sprawowaniu władzy.
Tu przywódcy stada mają dane przez naturę autentyczne przymioty.
Wydaje się, że przyroda działa na podstawie dokładnie odwrotnej zasady niż człowiek. Dlatego pisałem, że z punktu widzenia Matki Ziemi ludzkość jest usadowionym na niej złośliwym wirusem.

Człowiek i przyroda jawią się (bowiem) jako oponenci walczący na śmierć i życie.
W tym pojedynku człowiek niszczy Naturę i tę żywą istotę, Ziemię, zwaną Gaja.
Robi to dla zysku, a także ze zwykłej głupoty. Nie dba o konsekwencje swoich działań, ani o trujące produkty uboczne wrzucane bezkarnie w ekosystemy.
        Taki jest efekt pogoni za bogactwem i forsowaniem chęci panowania nad innymi.
Do tego dochodzi ciągła dezinformacja, na przykład ukrywanie szkód czynionych przez startujące rakiety kosmiczne, które wbrew temu, co nam się wmawia, są głównym powodem dziur ozonowych.
     Niestety przestrzeń kosmiczna jest już towarem podlegającym opodatkowaniu.
Trwa nieustająca walka o wciąż malejące zasoby naturalne, nie tylko paliwa kopalne, ale i zdrową, niemutowaną żywność, czystą wodę i powietrze.

                      Komnata w której gubi się echo.

Przestrzeń kosmiczna jest tajemnicza i mroźna, a choć wydaje się pustką o nieskończonej ciszy (dźwięki w próżni nie rozchodzą się) - jednocześnie alegorycznie nie jest komnatą w której gubi się echo.
         Być może kosmos jest przeogromną siecią korytarzy łączących nieskończoną liczbę światów.
Przez te korytarze przetacza się promienna energia, a my nie możemy tego zobaczyć, bo jesteśmy ograniczeni przez wąski zakres zmysłów.
       Na przykład wzrok pozwala nam dostrzegać światło, czyli promieniowanie elektromagnetyczne o długości fali od 380 nm do około 780 nm. Ten zakres mieści się pomiędzy niewidoczną podczerwienią a niewidocznym ultrafioletem.
       Żyjemy w świecie, który mierzy swój puls krótkimi, hałaśliwymi etapami. Choć w myślach, ambicjach lub porywach optymizmu możemy marzyć o zapisaniu się w annałach historii, to nic nie uwolni nas z żelaznego uścisku Przeznaczenia.

Trendy przychodzą i odchodzą.
Mody trwają krótko.
Tego, co widzimy dzisiaj, jutro może już nie być.
Sława jest ulotna.
Bogactwo stopnieje przez rozrzutność.
Wspomnienia bledną,
Kolejne rekordy zostają pobite,
Piękno znika.
Bańki mydlane pękają.
Po wzlotach następują upadki.
Czas niszczy materię fizyczną.

Nasze ciało nawet przez sekundę nie jest takie samo.
Liczby.....
W ciągu jednej minuty w ludzkim organizmie umiera 300 milionów komórek......
Z drugiej strony codziennie rodzi się 300 miliardów nowych komórek.

Co jest dla mnie zadziwiające, jako pasjonata liczb? 
Ano fakt, że każda ludzka komórka ma 92 wewnętrzne zegary biologiczne – po jednym na każdym końcu każdego z 46 jej chromosomów.
A w Apokryfach Starego Testamentu Bóg rzecze: „Zapisałem dla was 92 księgi”.
   
Ach te Apokryfy..... 
Zwłaszcza moja ulubiona część, o której już pisałem: - "Księga Astronomiczna, czyli o obrotach świateł niebieskich".
Przypominam, że treść Apokryfów dotyczy czasów biblijnych. Musiały minąć wieki zanim urodził się Galileusz i Kopernik.
    Zwoje biblijne zwane Apokryfami nigdy nie weszły do kanonu, ponieważ uznano, że jesteśmy za głupi, żeby pojąć ich treść, albo za mądrzy, a z tego mogą dla rządzących wyniknąć tylko kłopoty w sterowaniu trzodą.
Początkowo przechowywano zwoje w Bibliotece Aleksandryjskiej, korzystała z nich astronomka Hepatia, ukamienowana przez chrześcijan, w końcu ukryto je w podziemiach Watykanu. 
Wszak najlepiej rządzi się ciemnymi ludźmi.

     
Przedmowa do Apokryfów: - „Jest to część literatury światowej, która do niedawna była w polskim piśmiennictwie Terra IgnotaZiemią Nieznaną”.