Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Układ Słoneczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Układ Słoneczny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 stycznia 2026

Kosmiczny Nicpoń

Niesprawdzalne idee. 

Przykładem niesprawdzalnej idei były atomy. Wielu fizyków w XIX wieku nie wierzyło, że atomy rzeczywiście istnieją. One mogą być jedynie matematycznym wymysłem – mówili. I ten matematyczny wymysł, przypadkiem oczywiście – umożliwił prawidłowy opis świata. Na przykład filozof Ernst Mach traktował atomy wyłącznie jako hipotezę pomagającą prowadzić obliczenia. Przecież nawet dzisiaj nie możemy otrzymać bezpośrednich obrazów atomów, jednak już wiemy dlaczego – otóż w ich świecie obowiązuje zasada nieoznaczoności Heisenberga.  

             Niebezpośredni, chociaż najbardziej przekonujący dowód istnienia atomów podał w 1905 roku Albert Einstein, opierając się na ruchach Browna. Zamiast usiłować robić zdjęcie obiektu, może powinniśmy zadowolić się fotografią jego cienia?


Jak wiemy, niesprawdzalną ideą w fizyce było także nieuchwytne neutrino.

W 1930 r. fizyk Wolfgang Pauli, badając radioaktywność, przedstawił hipotezę istnienia tej nowej niewidzialnej cząstki. Pauli zdawał sobie sprawę z trudności, ponieważ z jego obliczeń wynikało, że neutrina bardzo rzadko oddziałują na materię, ponieważ są niezwykle przenikliwe i przechodzą przez całą Ziemię jakby ona w ogóle nie istniała.

Pauli podawał przykład: – gdybyśmy hipotetycznie zbudowali blok ołowiu rozciągający się na kilka lat świetlnych(!) między Układem Słonecznym a najbliższą gwiazdą Alfa Centauri umieszczając go na drodze neutrin, to i tak większość z nich przeniknęłaby przez tę przeszkodę.

Biliony neutrin emitowanych przez Słońce ciągle przenikają nasze ciała, nawet w nocy. Pauli przyznawał: - popełniłem niewybaczalny błąd – przepowiedziałem istnienie cząstki, której nigdy nie będzie można zarejestrować.

Fizycy kwantowi miewają zacięcie artystyczne i takie nieuchwytne i niewykrywalne neutrino zainspirowało Johna Updike’a do napisania wiersza Kosmiczny Nicpoń:

Neutrina to cząstki bardzo małe, nie mają ładunku, nie mają masy                                                     

I nie oddziałują wcale. Ziemię traktują jak głupią kulę,                                                      

Mknąc przez dolinę i górski masyw, jak pokojówki przez puste hole                                                           

Lub foton, co w szkle nie zmienia trasy.

Nie baczą na najszlachetniejsze gazy, o gruby mur nie dbają wcale,                                                            

Ni zimną stal. I wiele razy kpią z konia idącego w pole.                                                              

A za nic mając społeczne klasy, wnikają w ciebie i mnie.

Jak małe gilotyny spadają na nas i na trawę w dole.                                                                      

Wieczorem są już pod Nepalem i przeszywają kochanka, który czule obejmuje dziewczynę.                                                     

To wspaniale – mówisz, głupie – powiedzieć wolę.

(Niestety tłumaczenie zgubiło całą lotność utworu).

Czyli kiedyś istnienie neutrina było uważane za stuprocentowo nietestowalną ideę, a dziś już nawet wiemy, że one mają masę nie przekraczającą dwóch elektronowoltów.

Potrafimy wytwarzać wiązki neutrin w akceleratorach i wykrywamy ich obecność z pomocą detektorów umieszczonych w zbiornikach ukrytych pod powierzchnią Ziemi, w głębokich nieczynnych kopalniach. Był wpis o pierwszym zarejestrowaniu neutrin w kopalni w 1987 roku, gdy do Ziemi na południowej półkuli dotarło promieniowanie po wybuchu supernowej.

I tym sposobem neutrina w ciągu trzech dziesięcioleci przeistoczyły się z niesprawdzalnej idei w jedną z sił napędowych współczesnej fizyki.

 

poniedziałek, 17 listopada 2025

Liczba 10 w mitologii szamanów

 


Ile jest wymiarów?                                                        

Gdyby przestrzeń była czterowymiarowa, światło i grawitacja przy oddalaniu się malałyby dużo szybciej, proporcjonalnie do sześcianu odległości. Podwojenie odległości od źródła światła gwiazdy, osłabiłoby zarówno to światło, jak i grawitację ośmiokrotnie.

Czy Układ Słoneczny mógłby istnieć w takim czterowymiarowym świecie? Otóż nie mógłby! A to dlatego, że orbity planet byłyby wtedy niestabilne, co w efekcie doprowadziłoby do upadku wszystkich planet na Słońce.

Więc ostatecznie ile jest tych wymiarów?

Jak dowiodła teoria superstrun (Michio Kaku) są dwie możliwości: - jest ich 10, albo 26.


Tu ciekawostka z mitów i legend:

Zarówno mitologia szamanów syberyjskich i mongolskich, a także mitologia starożytnych Chin otacza szczególną czcią liczbę 9 lub 10.

„Za dziewięcioma górami i dziewięcioma rzekami, podróżował 9 dni, a dnia dziesiątego dotarł do celu.

      O liczbie 9 - 10 czczonej na Syberii pisałem przy okazji „Diamentów syberyjskich”, natomiast z 9 – 10 w mitologii starożytnych Chin spotykamy w „Żywotach sławnych mnichów napisanych przez Huei-kiao” (ok. 519 n.e). 

    Jak się okazuje, język naukowy wcale nie musi być drętwy:


 

środa, 12 marca 2025

Kto stworzył świat

 



                                     Dowody na istnienie Boga.

Są takie dowody? Nie ma, ale niejeden próbował.

Św. Tomasz z Akwinu, żyjący w XIII wieku, dręczony niespójnościami ideologii kościoła, zdecydował się podnieść poziom teologicznej debaty z niejasności mitologii do rygorów logiki. W swoich słynnych dowodach na istnienie Boga zaproponował rozwiązanie tych odwiecznych dywagacji. Dowody ujął w pięciu punktach:

1 - Ciała są w ruchu – istnieje zatem Pierwszy Poruszyciel.

2 - Zdarzenia mają powody – istnieje zatem Pierwsza Przyczyna.

3 - Rzeczy istnieją – jest zatem ich Stwórca.

4 - Najwyższe dobro istnieje – ma ono zatem swoje źródło.

5 - Rzeczy są przemyślane – służą zatem jakiemuś celowi.

 

Pierwsze trzy punkty to tak zwany dowód kosmologiczny. Czwarty punkt to argument moralny, a piąty został nazwany teleologicznym.

Dowód moralny jest najsłabszy, ponieważ pojęcie moralności, jak wiemy ulega zmianom wraz z ewoluującymi obyczajami społecznymi.

Pozostałe dowody KK wykorzystuje od siedmiuset lat w dyskusji nad tą jednocześnie podstawową, ale i delikatną kwestią. Pomimo tego, że w świetle odkryć naukowych dokonanych w ciągu stuleci wykazano, że dowodom tym daleko do doskonałości, były one w dawnych czasach całkiem przekonujące i wykazywały wpływ myśli greckiej, która jako pierwsza wprowadziła rygor do spekulacji na temat natury.

    Tomasz z Akwinu zręcznie pominął pytanie skąd wziął się Pierwszy Poruszyciel, zakładając, że takie pytanie nie ma sensu. Bóg nie ma stwórcy, ponieważ był Pierwszy. Kropka.

Nie mamy atoli odpowiedzi na pytanie, skąd wziął się Pierwszy Impet.

      W 1078 roku św. Anzelm, arcybiskup Canterbury, skonstruował jeszcze bardziej skomplikowany dowód na istnienie Boga, zwany dowodem ontologicznym. Nie odwoływał się w nim do pojęcia Pierwszych Architektów, ale do czystej logiki. Zdefiniował Boga jako najdoskonalszą istotę jaką możemy sobie wyobrazić.

Ten zmyślny dowód, w przeciwieństwie do dowodów Tomasza nie zależał zupełnie od aktu Stworzenia, a opierał się jedynie na definicji istoty doskonałej.

   Opisane „dowody” obu wymienionych autorów opierały się przez siedemset lat argumentom uczonych i logików, bo wiedziano zbyt mało o fundamentalnych prawach fizyki i biologii. Dopiero w poprzednim stuleciu odkryto nowe prawa natury, przeczące religijnym „dowodom”.


Na przykład zasada zachowania masy i energii już wystarcza, aby wyjaśnić ruch, bez odwoływania się do Pierwszej Przyczyny. Cząsteczki gazu mogą odbijać się od ścian pojemnika i nic, ani nikt nie musi ich popychać. Cząsteczki poruszają się wiecznie – bez początku i bez końca. Jeśli tylko masa i energia są zachowane, nie jest potrzebna ani Pierwsza, ani Ostatnia Przyczyna.

      Jeśli chodzi o dowód ideologiczny, teoria ewolucji wykazuje, że wyższe, czyli bardziej skomplikowane formy życia mogą tworzyć się z bardziej prymitywnych dzięki selekcji naturalnej. Potrafimy już prześledzić dzieje życia wstecz, aż do spontanicznego formowania się cząsteczek białka w oceanach Praziemi, bez odwoływania się do wyższej inteligencji.

      Badania przeprowadzone przez Stanleya L.Millera w 1955 roku wykazały, że iskry w butli zawierającej metan, amoniak i inne gazy, które znajdowały się w atmosferze młodej Ziemi, mogą spontanicznie utworzyć złożone cząsteczki węglowodorowe, a w końcu aminokwasy poprzedzające powstanie cząsteczek białka. W ten sposób Pierwszy Architekt przestaje być potrzebny, aby stworzyć podstawy życia, bowiem mogą one wyłonić się w sposób naturalny z nieorganicznych związków chemicznych, jeśli tylko będą mieć dostatecznie dużo czasu.

     Immanuel Kant jako pierwszy po wiekach zamieszania wskazał błąd w dowodzie ontologicznym. Zwrócił mianowicie uwagę na to, iż stwierdzenie, że obiekt istnieje, nie czyni go doskonalszym. Bóg więc może istnieć, lecz wcale nie musi.

     Czy jednak od czasów Anzelma i Tomasza z Akwinu dokonał się jakiś inny postęp?

I tak i nie.

Obecne teorie Stworzenia są zbudowane na dwóch filarach – na teorii kwantowej i teorii grawitacji Einsteina. Możemy powiedzieć, że po raz pierwszy od tysiąca lat religijne „dowody” istnienia Boga zostały zastąpione termodynamiką i fizyką cząstek.

     Jednak zamieniając boski akt Stworzenia na Wielki Wybuch pozbyliśmy się jednego problemu, tworząc inny.

Św. Tomasz sądził, że rozwiązał problem tego, co było przed Bogiem, definiując Go jako Pierwszą Przyczynę Ruchu. Dzisiaj nadal zmagamy się z pytaniem co było przed Wielkim Bum.

      Niestety, równania Einsteina załamują się przy niewyobrażalnie małych odległościach i olbrzymich energiach, występujących w początkowych chwilach istnienia Wszechświata. Przy odległościach rzędu 10 do minus 33 potęgi centymetra, efekty kwantowe zaczynają przeważać nad teorią Einsteina. Poza tym, aby odpowiedzieć na filozoficzne pytania dotyczące początku czasu, musimy koniecznie powołać się na dziesięciowymiarowa teorię.

     Jak wiemy, prawa fizyki ulegają unifikacji (uproszczeniu) w wyższych wymiarach. Azaliż badając Wielki Wybuch spotykamy się z czymś dokładnie przeciwnym, bo wygląda na to, że ten Wybuch powstał przez podzielenie się pierwotnego dziesięciowymiarowego Wszechświata na dwa inne: - czterowymiarowy i sześciowymiarowy. Czyli nastąpił rozpad pierwotnej zunifikowanej symetrii.

      Dlatego składanie w całość dynamiki Wielkiego Bum było tak trudne: - cofając się bowiem w czasie składamy w całość kawałki dziesięciowymiarowego Wszechświata.

Co roku fizycy i astronomowie odkrywają nowe dowody obserwacyjne na to, że Bum nastąpiło około 15 – 20 miliardów lat temu.

Materiały radioaktywne ulegają rozpadowi w dokładnie znanym tempie, co pozwala określić wiek każdego obiektu z pomocą okresu połowicznego rozpadu. Na przykład węgiel C14, rozpada się w połowie swej ilości co 5730 lat. Pozostała połowa rozpada się w połowie w ciągu następnych 5730 lat i tak dalej.

Inne pierwiastki radioaktywne, na przykład uran 238 z czasem połowicznego rozpadu około 4 miliardy lat, pozwalają określić wiek skał księżycowych. Najstarsze meteoryty znalezione na Ziemi są w wieku 5 miliardów lat i na tyle samo ocenia się wiek Układu Słonecznego. Obliczając masę niektórych wybranych gwiazd, których ewolucja jest znana, astronomowie wykazali, że najstarsze gwiazdy w naszej galaktyce mają 10 miliardów lat.

czwartek, 9 stycznia 2025

Błękitna Kropka

Bieszczady. Samotny biwak na odludziu. Noc - tkwisz w czerni, która wydaje się wręcz materialna. Ale za to całe niebo wysypane srebrnym piaskiem gwiazd! Dociera do ciebie ogrom kosmosu i czujesz, że twoje problemy znikają.

Cisza dzwoni w uszach, także nikt nie zakłóca prawidłowości prądów powietrznych, które ciebie otaczają. Możesz patrzeć do woli na lampiony gwiazd, rozwieszone jakoś dziwnie nisko nad głową. Bez trudu lokalizujesz siedem gwiazd Wielkiego Wozu i Gwiazdę Polarną.

Powiedzieć, że są to klimaty magiczne, to jakby nic nie powiedzieć. Posłuchajmy Carla Sagana:


Nasz Układ Słoneczny. W nim Ziemia jest trzecią planetą od strony Słońca. W tej perspektywie Ziemia wygląda jak bladoniebieska kropka i obserwowana z tak daleka mogłaby wydawać się niezbyt interesująca dla hipotetycznego przybysza z gwiazd.

A przecież na tej niebieskawej kropce jest nasz dom, siedlisko radości i cierpień, tysięcy religii, ideologii i doktryn gospodarczych. Żyli tu, lub żyją i święci i grzesznicy, bohaterowie i tchórze, twórcy i niszczyciele cywilizacji, królowie i wieśniacy, moraliści i skorumpowani politycy.

    W skali kosmosu Ziemia nie stanowi nawet jednego piksela, a pomyślmy o rzekach krwi przelanej przez tych wszystkich generałów i tyranów, którzy w chwili triumfu stawali się panami jakiegoś fragmentu tej kropki. Pomyślmy o niekończącym się paśmie okrucieństw wywołanych nienawiścią.

     Nasza pyszałkowatość, podsycana przez wiarę iż jesteśmy „koroną stworzenia”, okazuje się złudzeniem z perspektywy kosmosu. Ziemia jest bowiem jedynie samotną plamką w bezmiarze kosmicznych ciemności.

Ta jej znikomość w obliczu bezkresnej przestrzeni nie pozostawia żadnej nadziei, że nadejdzie skądś pomoc, by obronić nas przed nami samymi.



(Prezentacja ma ponad dziesięć lat, stąd 6 miliardów).

Ziemia jest jedynym znanym dotąd światem, na którym narodziło się życie. Nie ma żadnego miejsca, do którego w najbliższej przyszłości nasz gatunek mógłby wyemigrować. Odwiedzić – owszem, zamieszkać – na razie nie.

Czy nam się podoba, czy nie, niszczona systematycznie Ziemia pozostanie nadal naszym siedliskiem.


Mówi się, że astronomia uczy pokory i kształtuje charakter. Chyba nie można dobitniej pokazać bezsensu ludzkiej zarozumiałości, niż poprzez widok naszej błękitnej drobinki z kosmicznej perspektywy.

W moim przekonaniu obraz ten może pobudzić nasze poczucie odpowiedzialności i sprawić, że będziemy się traktowali z większą życzliwością, oraz zadbamy o naszą błękitną kropkę – jedyny dom, jaki mamy.

                                                             Carl Sagan – Błękitna Kropka

środa, 12 kwietnia 2023

Astronomia i matematyka Starożytnych

Powierzchnia Ziemi wynosi 508 032 bilionów metrów kwadratowych.

Czy Starożytni mogli znać tę liczbę? Okazuje się, że nie tylko mogli – oni ją znali i stosowali przy wyznaczaniu powierzchni WSZYSTKICH stawianych przez siebie istotnych budowli. W jednym szczególnym miejscu – w Tiahuanaco pokazali to w proporcji jeden do jednego.

Natomiast powierzchnia świątynna w Jeruzalem została wyznaczona w proporcji jeden do dwóch.


 


 Jak te dane z tabelki mają się do oficjalnej nauki, która podaje czas ustalenia jednostki długości jeden metr - Sevres pod Paryżem i tak dalej, na rok 1790?

Nijak.

To się nie trzyma tak zwanej kupy – z załącznika wynika bowiem, że Starożytni nie czekali na Francuzów i wyznaczali powierzchnię w metrach, w bezbłędnej ich liczbie mającej dać do myślenia potomnym na długie tysiąclecia przed „odkryciem” tej jednostki.

 

Owszem, był czas, kiedy po kataklizmie światowym ocalałe społeczności szukały na nowo tego, co już dawno było pomierzone, a opierało się na wymiarach Matki Ziemi. I to z tego błądzenia wzięły się łokcie egipskie i yardy Majów. Aż przyszedł rok 1790 i nastąpiło ujednolicenie miar – powrót do tego, co już stosowano w zamierzchłych czasach. Nie ma przypadków.

         Okazuje się, że nie tylko politycy ściemniają, a społeczeństwa są trzymane w niewiedzy i to na wielu polach. Jak widzimy oficjalna nauka także wciska ludziom niezły kit. Czy to jest zmowa Beocjan

Nie wydaje mi się, raczej jest to wygodnictwo i strach. Przecież trzeba byłoby na nowo pisać historię Ziemi, a masa książek, rozpraw naukowych, doktoratów okazała by się bezwartościowa. Mogłyby wyniknąć niepokoje, a nawet rewolucja, a jak wiemy establishment rewolucji nie lubi.

 

     Atoli faktem pozostaje, że czas budowy Tiahuanaco (proszę obejrzeć na youtube pozostałości po tym kompleksie – bloki diorytu obrobione maszynowo) ginie w pomroce dziejów, a szacunki wskazuję jedynie na 20, 30 tysięcy, a może więcej lat p.n.e.

Nasi Starożytni przodkowie znali więc pojęcie metra na długo przed Francuzami, znali wymiary Ziemi, jej obwód, średnicę, a także objętość policzoną na 1088,640 miliardów metrów sześciennych. Znali budowę Układu Słonecznego na tysiąclecia przed Galileuszem, Kopernikiem i katolickimi mrokami średniowiecza.

 

Starożytni znali liczbę Pi i co ciekawe wyznaczali ją ułamkiem 22 do 7, lub 864 do 275, co jest doskonalszym wynikiem, bo skończonym, w odróżnieniu od nas, znających system dziesiętny, w którym jednak liczba Pi jest nieskończona.

Znali również Złotą Liczbę Fi oznaczaną jako 89 do 55, a także ciąg Fibonacciego na całe tysiąclecia przed narodzeniem Fibonacciego. Poniżej przykład z polskiej giełdy, reanimowanej po wojennej przerwie.

       23 czerwca 1992 raczkujący rynek został dotknięty bożym palcem i od dołka w tym dniu rynek zaczął rosnąć i rósł aż do 8 marca 1994 roku. Trwało to 623 dni, czyli 89 tygodni. Potem nastąpił spadek trwający dokładnie 385 dni, czyli 55 tygodni. I mamy liczbę Fi, czyli Złoty Podział. Albo liczbę z pępka: wysokość każdego człowieka do czubka głowy podzielona przez jego indywidualną odległość pępek – głowa daje ten sam sławny wynik 1,618.


 Starożytni znali logarytmy dzięki ułamkowi 87 do 32, co jest równe naszemu współczynnikowi, będącemu podstawą logarytmów naturalnych.

Starożytni Hebrajczycy używali do mierzenia czasu nieprawdopodobnej dla nas jednostki zapisanej w ułamku 10 do 288 sekundy.

         Mieli wiedzę o co najmniej pięćdziesięciu cyklach astronomicznych, w tym o takich, które odnoszą się do Urana, Neptuna i Plutona, a również do podwójnej gwiazdy Syriusza. Nie muszę przypominać, że obiekty te nie są widoczne z Ziemi gołym okiem.

Przy zaokrąglaniu długości cykli do liczb całkowitych posługiwali się wielokrotnością około dwudziestu liczb pierwszych, co umożliwiało wygodne tworzenie kolejnych dokładnych cyklicznych kalendarzy.

Na przykład  kalendarz z ilością dni 5460 obejmował tygodnie, miesiące i lata, oraz cykl Marsa. Podobnie kalendarz o 14 040 dniach był dokładną wielokrotnością 117 – dniowych cykli Merkurego, 585 dniowych Wenus i cyklu Marsa.

Natomiast Wielki Kalendarz obejmował 98 280 dni i uzgadniał oba poprzednio wymienione kalendarze z cyklami Marsa i 819 dniowymi cyklami Jowisza.


Do kalendarzy o cyklach krótkich należy między innymi: - 6802 dni – maksymalne przesunięcie wschodu Księżyca w ciągu 18 –letniego okresu ekliptycznego, 6955 dni – jednocześnie 19 lat słonecznych i księżycowych, 27759 dni obejmujący 76 lat słonecznych lub 940 miesięcy księżycowych.

Co ciekawe właśnie ten cykl został zastosowany do konstrukcji urządzenia z Rhodos, zwanego także Maszyną z Antikythery.

Starożytni znali odległość Ziemi do Księżyca, Ziemi do Słońca, szybkość światła, a ich kalendarze (o Tzolkinie już wiele napisałem) długoterminowe nie mają sobie równych, ponieważ łączą wszystkie cykle naturalne, w tym zlodowaceń i precesji Ziemi.

Przypominam, że kalendarz hinduski Manuatara obejmuje 308 milionów 448 tysięcy lat.

Został on prawdopodobnie stworzony w czasach sprzed pojawienia się planety Wenus w Układzie Słonecznym.

Ziemia była wówczas nieco bardziej oddalona od Słońca, wiemy, że długość roku wynosiła wtedy 367,647 dnia. Oś ziemska nie miała jeszcze nachylenia pod kątem 23,5 stopnia. To nachylenie powstało później od uderzenia bolidu w bliskości Jukatanu.

Jak pisze Maurice Chatelain, gość, o którym garść informacji umieściłem na dole wpisu:

       - „Gdybyśmy się pofatygowali i pomnożyli powierzchnię i objętość Ziemi przez 17, otrzymalibyśmy dokładne wielokrotności czasowe, które obejmuje kalendarz Manuatara. Świadczy to o tym, że ludzie wyliczający w zamierzchłej przeszłości kalendarz, znali bezbłędnie wymiary Ziemi, oraz związki pomiędzy czasem i przestrzenią. Byłoby sprawą zupełnie zdumiewającą, gdyby rzecz przeprowadzili samodzielnie, nie korzystając z pomocy bogów”.

Jak już pisałem, długoterminowy kalendarz Majów, znany jako Tablice Zdarzeń Gwiezdnych, opisuje odcinek czasowy jeszcze dłuższy niż ten z hinduskiej Manuatary, bo obejmujący 403 miliony lat.

 

Te niezwykłe Tablice jakimś niepojętym zrządzeniem Opatrzności uratowały się przed zniszczeniem przez katolickiego biskupa Diego de Landę. Kościół bowiem niszczył pracowicie wiedzę starożytnych i skarby kultury Jukatanu – 99,9 % tego, co dało się spalić poszło z dymem, jako dzieło diabła. Artefakty natomiast przetopiono – dla grabieżców miały jedynie wartość złotego złomu.

   Jeśli chodzi o starą wiedzę, to nie wszystko – w dziedzinie fizyki nuklearnej nasi Starożytni przodkowie znali słynny szereg 2+8+20+50+82+126 = 288

przedstawiający ilość protonów lub neutronów potrzebnych do zapewnienia równowagi jądrowej.

     A także drugi szereg

2+8+18+32+50+72+98 = 280

Przedstawiający ilość elektronów potrzebnych do zapewnienia równowagi atomowej.

     Nasi przodkowie znali wreszcie święte liczby – 2268 (Stała Niniwy), tudzież 2592 i 36 288, używane powszechnie we współczesnej fizyce jądrowej.

 

A po cóż Starożytnym była wiedza z fizyki jądrowej?

 

W 1945 roku, po wybuchu atomowym na poligonie w Alamagordo zapytano Roberta Oppenheimera: - Czy to była pierwsza próba jądrowa?

W czasach nowożytnych tak – odpowiedział.

 

P.S. Któż tak zgrabnie zebrał te wszystkie niezwykle frapujące informacje, abym przy jedynie minimalnych dopiskach zapodał zagadnienie?

Ano zrobił to Maurice Chatelain, fachowiec z najwyższej półki informatyki i łączności w przestrzeni kosmicznej – specjalizacja radar i kod  binarny, astrofizyk. Przez 20 lat pracował przy amerykańskich programach kosmicznych. Posiadacz kodu dostępu „Top Secret Security Clearance”. Wchodził w skład ekipy NASA, która stworzyła rakietę Apollo, kierownik zespołu.

Gościu napisał kilka książek, które szczególnie nie są dla idiotów.

wtorek, 15 listopada 2022

Obraz Stworzenia

 


Dzięki osiągnięciom Pięknych Umysłów fizyki kwantowej możemy zajrzeć do Kuchni Najwyższego i prześledzić ewolucję Wszechświata od pierwszej sekundy narodzin.

Czas: 10 do minus 43 potęgi sekundy – Dziesięciowymiarowy Wszechświat rozpada się na cztero- i sześciowymiarowy. Sześciowymiarowy Wszechświat zapada się do rozmiaru 10 do minus 32 potęgi centymetra. Czterowymiarowy Wszechświat rozszerza się gwałtownie. Temperatura wynosi 10 do 32 potęgi kelwinów. Jest bardzo gorąco.

 

Czas: 10 do minus 35 potęgi sekundy – niewielki fragment większego Wszechświata rozszerza się 10 do 50 razy, stając się ostatecznie naszym widzialnym Wszechświatem. (Widzialnym – niewidzialnym, mamy bowiem kompletny brak światła - nic nie widać).

 

10 do minus 9 potęgi sekundy – nasz Wszechświat się ochładza, temperatura wynosi teraz 10 do 15 potęgi kelwinów, rozpada się symetria elektrosłaba.

 

10 do minus 3 potęgi sekundy – kwarki zaczynają łączyć się w neutrony i protony. Temperatura wynosi około 10 do 14 potęgi kelwinów. Dalej jest bardzo gorąco, ale Wszechświat już stygnie.

 

3 minuty od Wielkiego Wybuchu – protony i neutrony łączą się w stabilne jądra. Przestrzeń jest ciągle nieprzezroczysta dla światła.

380 tysięcy lat od Wielkiego Wybuchu – elektrony zaczynają skupiać się wokół jąder. Powstają pierwsze atomy. Ponieważ światło nie jest już tak bardzo rozpraszane, ani absorbowane, Wszechświat staje się dla niego przezroczysty. Przestrzeń kosmiczna staje się czarna.

Pół miliarda lat – pojawia się pierwszy kwazar i pierwsza galaktyka.

9 miliardów lat – rodzi się Układ Słoneczny. Kilkaset milionów lat później na Ziemi pojawiają się pierwsze formy życia.

         

I zaprawdę powiadam Wam: - wydaje się rzeczą niepojętą, że my, inteligentne małpy, żyjące na trzeciej planecie zwyczajnej gwiazdy, należącej do niczym nie wyróżniającej się Galaktyki, potrafimy odtworzyć historię Wszechświata, cofając się do chwili jego narodzin, kiedy temperatura i ciśnienie przekraczały wszystko, z czym można się zetknąć w Układzie Słonecznym.

A pozwala nam na to teoria kwantowa.

            Choć taki Obraz Stworzenia budzi wielkie zdumienie, jeszcze bardziej zaskakująca jest możliwość, że tunele czasoprzestrzenne mogą prowadzić do innego Wszechświata, lub służyć jako wehikuły czasu, przenoszące zarówno w przeszłość, jak i przyszłość. Fizycy uzbrojeni w kwantową teorię grawitacji będą mogli odpowiedzieć na intrygujące pytania:

- Czy istnieją wszechświaty równoległe?

- Czy można zmienić przyszłość?

niedziela, 31 października 2021

Gdy ostygnie parowóz hossy

Daty zwrotu Astronomii Finansowej.

8 stycznia 2021 Astronomia Finansowa zanotowała spektakularne trafienie w prognozowaną datę zwrotu. Data okazała się na tyle istotna, że wymusiła lokalny zwrot także na niemieckim Daxie.

Następną prognozowaną datą był 9 maja (niedziela), która mogła wypaść w piątek, albo w poniedziałek. Ostatecznie okazała się poniedziałkiem 10 maja i zadziałała globalnie! Nie tylko w Europie, ale też w Ameryce. U nas chwilowo (na cztery sesje) został zatrzymany ruch w górę. Wspominałem, że data wypada „w połowie drogi” pomiędzy 8 stycznia a 24 sierpnia. Data zwrotu działająca globalnie, to wielkie osiągnięcie przy aktualnych zawirowaniach w ekonomii, ponieważ tkwimy po uszy w MMT – Nowoczesnej Teorii Monetarnej, okresie drukowania pieniądza, nazywanego przez nielicznych Wielkim Szachrajstwem. Podobno już nie działają stare zasady ekonomiczne, nadmiar pieniądza agresywnie szuka ulokowania, rozkręca się inflacja, wzrasta chęć do ryzyka, gdyż ludzie usiłują ratować realną wartość osobistych zasobów.

17 maja było na polskiej giełdzie tylko deczko wyżej niż 10 i znów rynek się ugiął. Z dzisiejszej perspektywy jest to jedynie mały ząbek na wykresie, który jednak cieszy Poszukiwacza Liczb, gdyż wydawało się w opisywanym okresie, że nic nie zatrzyma nagrzanego parowozu hossy.

Mała dygresja: - W ramach reguły ogólnej, zakładającej istnienie sieci połączeń wzajemnych, rynki finansowe nie mogą być wyjątkiem, gdyż jak wiemy, wyjątek regułę kompromituje. Polska giełda wchodzi (weszła?) do grupy rynków rozwiniętych, a więc następuje dostosowanie w datach zwrotu do rynków głównych.

Jako że mamy falowanie, jest dzień i noc, wdech i wydech, w tym miejscu następuje wesoła wstawka odprężająca, azaliż ściśle na temat giełdowy.

                Limeryk giełdowy.

Analiza techniczna limerykowa mówi, że pierwsza zwrotka ma się rymować z drugą i piątą, a trzecia z czwartą.

 

Pewien kolejarz z Toronto

Tłoczył pieniądze na konto

Gdy ostygł parowóz hossy

Nie chcąc goły być i bossy

Oczyścił konto swe on to. 

 

Na rynkach światowych, pomimo wirusowych zawirowań trwa wieloletnia hossa. Jakże ma być inaczej skoro rynek jest jak wiemy pompowany drukowanym od 50 lat  (52 lata – Cykl Kalendarza Majów) pieniądzem?

Kolejna dygresja: - Kiedy „uczeni” zaczęli zabawiać się w pana Boga i sklonowali owieczkę Dolly, ludzie zachłyśnięci tym osiągnięciem zaczęli budować scenariusze, jak od teraz będzie pięknie: - Oto każden jeden sklonuje się po wielokroć, przez co zacznie działać sprawniej, stanie się piękny, młody, bogaty, tudzież nieśmiertelny. I co? I pstro.

Po kilku miesiącach klon owieczki odwalił kitę, czyli przeniósł się do Parku Sztywnych Owieczek i euforia wyparowała. Jaka była przyczyna nieudanego eksperymentu? Powstały klon od razu jest stary, on ma na dzień dobry wiek dawcy. Poza tym pojawia się cała góra nieznanych dotąd komplikacji. No to powtarzam limeryk o Dolly.

Pierre mieszkał samotnie w Angoli 
podobnie jak Dolly, atoli 
    poznali się w maju 
    i odtąd jak w raju 
już Dolly ma Pierre'a, Pierre - Dolly.

Czemu piszę o MMT, potem o owieczce Dolly? Uważny Czytelnik dostrzeże łącznik istniejący w obu tematach. To oczekiwanie, że teraz będzie inaczej.  Jak na razie jest inaczej, bo MMT jeszcze żyje.

Wreszcie dochodzimy do prognozowanej centralnej, wakacyjnej daty zwrotu z okolic 24 sierpnia. W Polsce jej nie widać, wykres Wig 20 tę datę przeskoczył. A było tu zgrupowanie Liczb Planetarnych, spodziewałem się Zwrotu przez bardzo duże Z.

Czyli kicha? Tak to wyglądało początkowo - kicha. Pomyślałem sobie za papugą z anegdoty Osho: - A to ci dopiero! Jaka ciekawa sztuka, zobaczymy co będzie dalej!

                                     Globalna data zwrotu.

Wiec Wig 20 wspina się dalej, a tu wyskakuje jednak bingo! No bo jak ma być, jeśli daty w ostatnich pięćdziesięciu dwóch latach zawsze wypadają tam, gdzie ich miejsce. Dlatego data zwrotu pojawiła się na znacznie ważniejszym wykresie od polskiego - na rynku niemieckim. Oto Dax się zatrzymuje, robi korektę, czy półkę, podwójny szczyt. Tydzień po pierwszym szczycie Daxa, data pokazuje się również w Ameryce, na S&P 500 – 3 września, niemal równo z drugim szczytem na Dax, który wypadł 31 VIII. Przecież na tych obu rynkach grają ci sami gracze i te same pieniądze, a te kilka, czy kilkanaście dni różnicy w lewo czy prawo nie ma znaczenia.


Wracamy do Polski. W odległości pięćdziesięciu dni od daty sierpniowej, w połowie października czekała następna istotna data. Czego się spodziewałem patrząc przed wakacjami na prognozowane daty? Zbudowałem taki scenariusz: - w końcu sierpnia prawdopodobnie będzie koniec wzrostów i pierwszy szczyt, potem dystrybucja, potem znowu podbicie, podwójny szczyt w okolicach połowy października i przesilenie ostateczne. Po wielu miesiącach okazało się, że dopiero data z połowy października zatrzymała polską giełdę.

Jak będzie dalej? Ameryka radzi sobie jakby coraz słabiej, ale główne indeksy poprawiają kolejne ATH. Nie ma co dywagować, że rynek coś powinien zrobić, czy nawet musi. Nic nie musi i do tego zawsze ma rację. W każdym razie w tym roku daty zwrotu już nie ma.

Może Forex nieco rozjaśni obraz? Tytuły ze stooq z 29 października: Ciężko na złotym to dopiero będzie.

USD/PLN gotowy na 4,30.

CHF/PLN – tu żarty się kończą, na horyzoncie 5,00.

 

Zerknijmy na Symulator Ruchu Planet Układu Słonecznego. Na pierwszym obrazku z datą 9 października widzimy wszystkie "ciężkie" oraz odległe planety po jednej stronie Słońca. Na dwóch następnych obrazkach mamy datę o dwa tygodnie późniejszą i Marsa – boga wojny, naprzeciwko pozostałych planet. Wszystkie planety poza Marsem są po jednej stronie Słońca. Ziemia i Merkury w koniunkcji - do nich w opozycji Mars.




Może Forex nieco rozjaśni obraz: - Tytuły ze stooq z 29 października: 

- Ciężko na złotym to dopiero będzie.

- USD/PLN gotowy na 4,30.

- CHF/PLN – tu żarty się kończą, na horyzoncie 5,00. 

Wesołego Halloweena!