poniedziałek, 12 lutego 2018

Iskra

Są dwa najważniejsze dni w życiu.
Pierwszy, kiedy człowiek się rodzi, drugi, kiedy zdobywa wiedzę po co się narodził.

Co ciebie nie zabije, to cię wzmocni” - tego rodzaju przeżycia, które zaburzają spokój umysłu, zawsze pojawiają się po to, aby zaprosić nas do głębszego przeżywania. 
Są to znaki drogowe stojące na poboczu drogi życia, które należy respektować.
     Jeśli taki znak zlekceważymy, sytuacja będzie się powtarzać....
Nic bowiem nie dzieje się bez przyczyny.
Kiedy odczytamy znak prawidłowo, po pewnym czasie pojawi się kreatywność. 

Przypomnisz sobie o skali Szczęśliwości Nieustającej  i odczujesz chęć do działania: - zaczniesz podśpiewywać, tańczyć, ustroisz dom kwiatami - zobaczysz pustą przestrzeń niewypełnionego płótna, albo niepomalowaną powierzchnię butelki.......
Ta pusta przestrzeń nie jest negatywna, wręcz przeciwnie, ona stanowi dla nas wyzwanie, zaproszenie – jest twórcza.






Bywają momenty w życiu, w których wszystko, co robimy, toczy się bez przeszkód, mówimy: - ”idzie jak po maśle”.
     Wszystko wydaje się idealnie pasować do swego miejsca.
W tych rzadkich chwilach czujemy, jakbyśmy byli prowadzeni, wypełniamy powołanie, wykorzystujemy swoje umiejętności.
      Wykonywanie kolejnych zadań przychodzi bez trudu, nie czujemy oporu materii, a wyłaniające się drobne problemy rozpoznajemy intuicyjnie jeszcze zanim zaczniemy je racjonalizować.
Oto znaleźliśmy się we właściwym miejscu i we właściwym czasie.

Czujemy wewnętrzne zadowolenie, wręcz szczęście. Mamy luzik, odczuwamy silną potrzebę buntu przeciwko powadze! 
Stajemy się spontaniczni, skorzy do śmiechu, żartów i zabawy, nowe wyzwania nas inspirują i odświeżają, w lekkim podekscytowaniu odczuwamy radosne piękno synchroniczności.
Zupełnie jakby dotykał nas palec Boga.

A poprzez ten palec spływa Stan Łaski.
W takim stanie możemy być Iskrą, która oświetli czyjeś życie. Oczywiście bez narzucania się, bez wybiegania przed orkiestrę.
Dopiero w takim stanie możemy, pracując wspólnie, budować lepsze jutro nie słuchając malkontentów twierdzących że: - „Lepsze jutro było wczoraj”.

Osobisty punkt nasycenia.

W takiej chwili powinna ogarnąć nas refleksja na temat wyboru i kierunku drogi życiowej: - nie jest dobry styl życia, którego główną motywacją są podszepty ego.
      Jesteśmy w osobistym punkcie nasycenia, w którym bogactwo i przyjemności już dały nam głęboką satysfakcję i harmonię.
Jednym słowem czujemy, że nadszedł czas, abyśmy spróbowali czegoś nowego.

Ludzie, którzy w rozwoju osobistym nigdy nie osiągają punktu nasycenia, ryzykują autodestrukcję, bo przygniata ich sukces, pieniądze i sława.
     Potwierdza to tragiczna lista celebrytów, zarówno młodych, jak i starszych, którzy zatruli się owocami własnego sukcesu.
Pogoń za seksem, pieniędzmi, do tego władza, sława i materializm – to wszystko zaspokaja żądze, lecz nie pragnienie poznania celu.

 - Są dwa najważniejsze dni w życiu......
 drugi wtedy, kiedy się dowiemy po co był pierwszy.
Gdy nie znamy tego „po co”..... rodzą się frustracje, najczęściej topione w używkach. A to droga donikąd....

Nigdy nie będziesz miał dosyć tego, czego tak naprawdę nie potrzebujesz.

W przyrodzie niczego nie napędza samolubna wola oraz ego. Natura jest altruistyczna. Zwierzęta żyją w wąskiej przestrzeni zdefiniowanej przez naturę, nie czując potrzeby wyzwolenia się z tych ograniczeń.
         Bo i po co?
Przyroda żywi, wspiera i sama się odnawia, dając wszystko, czego potrzeba. Jest w tym piękno i kwintesencja teraźniejszości.
Człowiek, ze szkodą dla psychiki, zamiast żyć w zgodzie z przyrodą, jakże często ją niszczy, próbując naprawić to, co naprawy nie wymaga.

Nieco banalnych banałów.
Drzewa nie piją więcej wody, niż potrzeba.
       Jedno drzewo wydziela mniej więcej 130 kg tlenu rocznie, co oznacza, że dwa dorosłe drzewa dają ilość tlenu wystarczającą na rok dla czteroosobowej rodziny.
      Jedno drzewo wchłania rocznie tyle dwutlenku węgla, ile wydziela samochód przejeżdżając 30 tysięcy kilometrów.
Do tego drzewo jest domem dla owadów, ptaków, a po ścięciu stanowi budulec.


piątek, 9 lutego 2018

Oświecić bliźniego

Co z tego, że wiemy, co dzieje się na drugim końcu świata, jeśli nie wiemy co dzieje się w naszym wnętrzu?
        Czy ilość godzin spędzona przed telewizorem (lub pobytu w necie) pozwoli zrozumieć drugiego człowieka, gdy nie rozumiemy siebie?
           Czy można żyć w zadowoleniu nie wiedząc, kto wygrał wybory w USA?

Czytelnicy bloga znają poglądy autora na temat polityków i kapłanów - to właśnie ci państwo odbierają człowiekowi wolność. 
Usłyszałem czyjeś słowa warte zapamiętania: - Żeby dorwać się do władzy, polityk obieca wybudowanie mostu nawet tam, gdzie nie ma rzeki.

Polubiłem żartobliwy styl rozmowy, prowadzonej w czasie bieszczadzkich wędrówek, gdy stykam się z miejscowymi.
Dzieje się to najczęściej gdzieś na postoju przy sklepie.

Ludzie są ciekawi - pytają kto, skąd i dokąd. 
Więc na wstępie informuję, że jestem Zbyszek 55 i żyję samotnie, bez prądu, radia i telewizji na prawdziwym zadupiu, za górą, za lasem.      
Słysząc tę deklarację, rozmówca - rozmówcy odczuwają natychmiastową i silną potrzebę oświecenia bliźniego.

Zwykle zaczyna się na przykład od pytania: - to pewnie nie słyszałeś co powiedział duda?
Udaję zdziwienie i pytam: - chyba co powiedziała duda? A jaka duda?
No prezydent.... I wyjaśnia mi się co zostało powiedziane.
Przez chwilę, oburzony, milczę wymownie i pytam: - a gomułka na to pozwala?
Tu z kolei rozmówca jest zaskoczony i woła: - jaka gomułka?
No pierwszy sekretarz partii.....
Człowieku nie ma już komuny!
Nie ma?! To co jest?

I na tym najczęściej kończy się rozmowa o polityce, albo w ogóle się kończy, bo zostaję uznany za pomylonego.
      W toku rozmowy najbardziej bawi mnie sposób, w jaki rozmówca mi się przygląda, próbując zrozumieć sytuację, gdyż zachowuję pełną powagę.
Najciekawsze jest, że rzecz udała mi się i to kilkakrotnie.



czwartek, 8 lutego 2018

Godz. 15.15 czyli synchroniczność

Dawno temu zetknąłem się po raz pierwszy z Księgą Rekordów Guinnessa. Już same tytuły konkurencji w których notowano rekordy, wzbudziły moje zdziwienie.
     Rzut krowim plackiem
     Plucie pestką wiśni
     Rzut kaloszem – wszystko na odległość.....
Czy ci ludzie powariowali? Zadałem sobie pytanie.
Refleksja przyszła po chwili: - oni te konkurencje wymyślili, bo byli zadowoleni z życia, mieli chęć do żartów, oraz mieli czas.
Każde nietypowe działanie wyrywające człowieka z wyjeżdżonej koleiny życia jest zbawienne dla psychiki.
Dlatego Osho często powtarzał: - zrób od czasu do czasu coś szalonego!
       Autor bloga dodał do tego: - życie w schemacie przyspiesza starzenie się, natomiast robienie czegoś nowego, albo starego po nowemu, tworzy nowe połączenia neuronowe w mózgu.
Tak jak niezbędny jest ruch fizyczny dla zdrowego ciała, tak samo niezbędna jest gimnastyka dla umysłu.
       Jedną z form takiej gimnastyki umysłowej może być szukanie synchroniczności w świecie, który nas otacza.

Można wierzyć w znaki nazywane błędnie zbiegami okoliczności, lub nie wierzyć, ale zauważenie całego ich łańcuszka powoduje, że każdy niedowiarek może w jednej chwili zmienić zdanie, o ile ma odwagę przyznać się przed samym sobą, że się mylił.

Jedną z najbardziej znanych synchroniczności, są fakty dotyczące dwóch amerykańskich prezydentów.

Abraham Lincoln został zastrzelony w Ford Theatre.
John Kennedy w limuzynie marki Lincoln zbudowanej w fabryce Forda.
Lincoln został kongresmanem w 1846 roku.
Kennedy w 1946.
Lincoln został prezydentem w w 1860 roku.
Kennedy w 1960.
Nazwisko każdego z nich składa się z siedmiu liter.
Obaj zginęli w piątek.
Po obu urząd prezydenta objął Johnson.
Andrew Johnson urodził się w 1809 r.
Lyndon B.Johnson w 1909 r.
I tak dalej, bo łańcuch synchroniczności na tym się nie kończy.

Ktoś zapyta: - I co z powyższego wynika?
Otóż wynika z tego, że życie jest tajemnicą i potrafi bawić się z człowiekiem w zagadki.

środa, 7 lutego 2018

Wszystko co dobre jest proste

Życie w zadowoleniu wcale nie wymaga wykwintnych dóbr.


W Japonii spotykała się grupa starszych panów, aby rozmawiać przy herbacie.
    Jedną z ich rozrywek było poszukiwanie kosztownych rodzajów herbaty i tworzenie nowych mieszanek, które miały cieszyć smakiem.
      Kiedy przyszła kolej goszczenia u najstarszego z grupy, ten, znając siłę sugestii, czynił to ze specjalnie przedłużoną ceremonią.
Listki herbaty wyjmował ze złotego naczynia.

Starsi panowie byli zachwyceni smakiem herbaty i chcieli wiedzieć, jakie to szczególne połączenie dało tę wyjątkową mieszankę.
         Gospodarz rzekł: - herbata która tak wam smakuje, pochodzi z mojej posiadłości i jest przeznaczona dla robotników.
Rzecz bowiem nie polega na tym, czy coś jest kosztowne, tylko na tym, czy daje szczere zadowolenie.

                          Anthony de Mello






BIESZCZADY

wtorek, 6 lutego 2018

Grzybowy stop loss

Wszystko dzieje się w swoim, czyli odpowiednim czasie.
Wczorajszy wpis o pigułce miał być dziś, wpisał się niechcący, czyli chcący, a dzisiejszy wpis jedynie w zamiarze napisania czekał na swój czas ponad dwa lata i wreszcie doczekał się.

Gdy przed wieloma laty zagłębiłem się w dziedzinę Liczb Planetarnych poczułem się pewnie. A nawet zbyt pewnie. Dała znać o sobie pycha i chciwość.....
       Oto wydawało mi się, że zjadłem wszystkie rozumy – niech inni stawiają sobie stopa na CFD, ja nie muszę! I przestałem stawiać stopa.....
Przez rok posuwałem się bardzo pięknie naprzód, kiedy nadszedł dzień podobny do dzisiejszego – rynek otworzył się wielką luką w dół, ja miałem w górę zbyt dużą kasą i po pieniądzach!

Przypomniałem sobie słowo Pokora i przeprosiłem się z hasłem: - stawiaj stopa bo ci jaja urwie!

Jak się okazało, stawianie stopa – czytaj ograniczone zaufanie do siebie i świata – jest prawem uniwersalnym, co wykażę na przykładzie grzybów.

Zaczęło się porządne bieszczadzkie lato i znalazłem pierwszego grzyba którego do połowy zjadła sarna. Wystarczyło się rozejrzeć i po chwili miałem pełen plecak.


       
Moje wieloletnie grzybowe doświadczenie pochodziło z lasów mazowieckich i mazurskich. To doświadczenie mówiło: - jeśli grzyb żółty pod kapeluszem - jest dobry.
            Goryczaki znałem – na Mazowszu są prawie białe pod kapeluszem. Tutaj takich nie spotykałem, a zapomniałem o jednym z podstawowych sposobów upewnienia się – ugryźć. Jeśli gorzkie – wyrzucić.
       Goryczaki nie są trujące, trujący jest tylko jeden gatunek – muchomor sromotnikowy. Ale jeden goryczak w wielkim garnku psuje swą goryczą całe jedzenie.

Praca grzybowa posuwała się systematycznie – zupełnie jakbym gromadził pieniądze. Pracowałem ja, pracowało słońce.
Po dwóch miesiącach miałem dwie poszewki na poduszki pełne suszu. Było tego razem 15 kilo. Czyli trzeba było zebrać 300 kilo grzybów, bo 95% to woda.


Trwałem w grzybowym zadowoleniu. Wypełnione balony poszewek wisiały na poddaszu, w domu pachniało bajecznie.
     Powoli kończyły się wakacje – zaczynałem obdzielać grzybami znajomych wracających do swych miast. Minęły jeszcze dwa tygodnie i ugotowałem pożegnalną zupę grzybową dla ostatnich kilku osób.
      Dodatki były jak należy: - smalec ze skwarkami, przyprawy, śmietana.... Zupa okazała się gorzka. Przyszła mi nawet myśl, żeby posłodzić, ale przecież z gówna bicza nie ukręcisz – wylałem na kompost.
        Po tygodniu dostałem wiadomość, że znajomi którzy dostali susz w prezencie musieli wyrzucić gar bigosu. Był gorzki.
Czyli kicha na całego....
W skali Szczęśliwości Nieustającej od razu spadłem na trójkę. Ale... gdzie Zbyszkowy optymizm?
                  Niech koń się martwi, on ma taką dużą głowę.....

Czy można jakoś sprawie zaradzić? 
Nic nie da się zrobić – nawet jeśli tylko jeden procent goryczaków zaplątał się w suszu, teraz jest nie do rozpoznania.
      Owszem, pobiegłem do Wiesi Abram i znaleźliśmy w katalogu grzybowym winowajcę uwiecznionego także w Zbyszkowym archiwum.
Borowik ceglastopory ma ciemniejszy kapelusz i jest buraczkowy pod spodem, a winowajca cytrynowy......





Gdzie jest winowajca? - Między nami! - powiedziały jajca”

Znaczy nie było sprawdzenia – czyli nie zastosowałem stopa w grzybach.

                            Płonie grzybowy susz.....

Nie postawiłem grzybowego stopa, ale to nie znaczy, że nie można odnieść jakieś korzyści z każdej sytuacji – oto spalę grzyby uwieczniając sprawę na zdjęciach, w końcu nie pali się codziennie takiej góry suszonych grzybów.



I PO SPRAWIE. Tylko nie wymiękać.


Za tydzień wracam do Warszawy – Aniołku! Pomóż!
I Aniołek pomógł – przez ostatni tydzień zebrałem sto kilo już teraz samych prawdziwków, co dało 5 kg suszu.....
Dziękuję.....

poniedziałek, 5 lutego 2018

Kup naszą pigułkę

Zdjęcia wybrane, zastanawiałem się przez chwilę co o nich napisać. A przecież fotografie z Bieszczadów mówią same za siebie.
W radiu ustawiona muzyka, od czasu do czasu jako przerywnik idzie reklamowa sieczka – a więc zamieszczę dziś coś podobnie sensownego....





Reklama;

Organizm traci dziennie ok. 2 l wody - a więc bierz magnez (???? 

mniej więcej taka logiczność wynika z reklam...)

- Wrzuć zwykłą pastylkę do szklanki, a naszą pastylkę do drugiej 

szklanki, nalej wody, zamieszaj......
     
       Zobacz: - zwykła pastylka groźnie szczerzy zęby i warczy, a nasza

uśmiecha się bezzębnie, czyli nasza jest numerem jeden w Europie,

 oraz jest najmojsza!

Kup naszą pigułkę!

Rozpuść ją w wodzie, skonsultuj się, odciągnij gumę w majtkach i wlej tam 

przygotowany roztwór.

Wyniki badań wziętych z sufitu wskazują, że nasza pigułka pomaga 

78% pacjentów.

A co z resztą?

Reszta ma suche majtki....

-----------------------------------------------------------------------


Łatwo się denerwujesz? Tracisz niepotrzebnie energię?
 
Weź naszą pigułkę – nic ciebie nie ruszy, będziesz szczęśliwy jak 

śnięta ryba...

------------------------------------------------------

Masz kłopoty z wypróżnieniem?

Kup nasz suplement diety– natychmiastowy skutek gwarantowany!

Nawet nie próbuj dobiec do ubikacji – nie zdążysz!

Dodatkową atrakcją będą niecodzienne efekty dźwiękowe...


Głupie myśli

Głupie myśli to krok w chorobę
To prawda, przecież wszystkie choroby mające podłoże psychosomatyczne pochodzą z głowy, czytaj: - z głupich myśli.
Głupich, bo dołujących.
Falować na wietrze – czyli wdech, wydech, radość, melancholia jest rzeczą naturalną.
Natomiast osobiste dowalanie sobie samemu jest jak zastrzyk z trucizny.




piątek, 2 lutego 2018

Klucze Stworzenia

Oto garść wiadomości o wcale nie najnowszych pracach „nad udoskonaleniem człowieka”.

Od końcowych dekad ubiegłego wieku człowiek zaczął „pomagać” miss Ewolucji......
Albo inaczej; - zaczął bawić się w Boga.

Te prace niosą ze sobą niebezpieczeństwo dla całej naszej ziemskiej populacji, kiedy wymkną się spod kontroli.
A to wydaje się bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę wypadki rozprzestrzeniania się wirusów hodowanych w wojskowych laboratoriach.
          Inna rzecz, czy te wypadki są wypadkami, czy też celowym działaniem – testowaniem broni biologicznych. Przecież ludzi jest jakby za dużo.

Tu przypomnijmy sobie, kim ludzie są dla Ziemi.


Także powstaje następne pytanie: - a kto niby ma kontrolować zabawy w miss Ewolucję ( czy Boga)?
     Przecież do wiadomości tak zwanej opinii publicznej, dostają się jedynie odpryski wydarzeń z nielicznych ośrodków badawczych, a
pozostałe 90 % programów ma klauzulę Top Secret.
     I w ten sposób powinniśmy dojść do jedynego logicznego wniosku: - nasz wpływ na tajne eksperymenty był, jest i będzie zerowy. 
No i teraz już uspokojeni możemy czytać dalej.

A więc „poprawianie człowieka” odbywa się dziś za pomocą czterech dziedzin określanych akronimem GRIN – genetyki, robotyki, informatyki i nanotechniki.

Dziedziny te, ściśle ze sobą współpracując, nadały galopujące tempo ewolucyjnym zmianom człowieka.
Ludzie poddawani procedurom „udoskonalającym” już żyją wśród nas. 
      Pojawia się pierwszy podział: - Ulepszeni i Zwykli. 
Konsekwentne "poprawianie" powoduje konieczność ustalenia, gdzie przebiega druga granica, czyli kto jest jeszcze człowiekiem, a kto już cyborgiem.

Gdzie szukać tych „ulepszonych” ?
Najłatwiej znaleźć ich tam, gdzie występuje ostra rywalizacja – na przykład w sporcie.
      Afery dopingowe?
One są tylko wierzchołkiem góry lodowej w obłędnej pogoni za „poprawianiem” natury.
Bierze mnie rozrzewnienie, kiedy wspominam, jak oburzyłem się wiele lat temu, gdy dowiedziałem się, że francuscy kolarze dla powera pili wodę z reaktora atomowego.
     Ponoć było to działanie skuteczne i niewykrywalne.

Dziś sprawę załatwiają nanorobociki w zastrzyku dożylnym.

Kiedy naukowcy z University of Pennsylvania stworzyli „supermysz” - umięśnionego olbrzyma o masywnym zadzie i byczej szyi szerszej niż głowa, zostali zasypani telefonami od trenerów gotowych wystawić zawodnika do natychmiastowego zabiegu....
     Sami zawodnicy nie tylko nie mieli nic przeciwko, ale wręcz piali z zachwytu!
Biorąc więc za pewnik postęp w Sztucznej Ewolucji, możemy sobie wyobrazić jak niedługo sportowcom na zawodach towarzyszyć będą ekipy serwisowe niczym w Formule 1.....

Największym zleceniodawcą modyfikujących eksperymentów jest wojsko.
       Departament Obrony USA finansował na przykład program badawczy, mający zapewnić „przewagę metaboliczną” nad przeciwnikiem.
       Jednym z elementów tego programu było osiągnięcie przez żołnierza w biegu, z pełnym oporządzeniem, tempa olimpijskiego sprintera przez 15 minut (to nie pomyłka – minut, a nie sekund) i do tego na jednym wdechu !
   
Jak to? A co z długiem tlenowym? 
Proszę mnie nie pytać jak to możliwe, wiem jedynie, że dziś jest możliwa każda fantastyka. 
Mówiąc krótko większość umiejętności Supermena jest już dostępna dzięki militarnym technologiom.
         
Na University w Berkeley zbudowano prototyp „szkieletu zewnętrznego”, dzięki któremu żołnierz może nieść stukilogramowy ekwipunek, odczuwając jedynie ciężar jednego (!) kilograma.
Inny egzoszkielet zewnętrzny, opracowany przez DARP umożliwia długotrwałe przenoszenie ciężaru ćwierćtonowego w terenie górzystym i to biegiem.
      W laboratorium wojskowym Natick Labs realizowany jest projekt innego oszkieletowania, które umożliwia żołnierzom przeskakiwanie wysokich budynków jednym susem.
     A jeśli żołnierz zostanie przystosowany do działania w Metabolizmie 24/7 – nie czuje bólu i nie potrzebuje jeść ani spać przez okrągły tydzień bez znaczącego obniżenia sprawności psychicznej i fizycznej!

Sam Nanozastrzyk stosowany w pakiecie Metabolizmu 24/7 działa dłużej, bo przez cztery tygodnie, całkowicie blokuje ból, skraca także gojenie się ran, i to w zupełnie nieprawdopodobny, cudowny wręcz sposób.
        Wyłaniają się jednak co najmniej dwa problemy. 
Pierwszym jest wysoka cena takiego zastrzyku.
Lecz przecież dla wojskowych to nic nowego, wiedzą, że wojna kosztuje i aby ją prowadzić, potrzebne są trzy rzeczy – pieniądze, pieniądze i pieniądze.
     Drugą przeszkodą w stosowaniu Metabolizmu 24/7 są poważne skutki uboczne.
Otóż po zakończeniu tygodniowej akcji non stop, żołnierz nie może dojść do siebie przez kilka miesięcy, a nawet może pozostać w stanie zagubienia na zawsze.
        Jednak jakie to ma znaczenie dla generała?
Dla niego ważny jest jedynie kolejny medal. Medali przecież nigdy nie za dużo. Jeśli zabraknie na nie miejsca na piersiach można nadstawić plecy.

W każdym razie granica pomiędzy fantastyką a rzeczywistością na naszych oczach ulega zatarciu – właśnie minęliśmy punkt zwrotny historii.

Mała część populacji słysząc o modyfikowanej żywności, eksperymentach z klonowaniem, czy Chemitralach, nie ufając decydentom broni się przed „zwykłymi” zastrzykami.
Czemu umieściłem cudzysłów?
Bo kiedy poczytamy o możliwościach nanotechniki, nie ma już pewności, co jest dziś w tym kiedyś zwykłym zastrzyku.

A przecież o Przyspieszonej Ewolucji mówi się jawnie.
Oto zostaliśmy łaskawie poinformowani, że weszliśmy w erę wynalazków technicznych dotyczących naszego wnętrza!

Możemy nie brać zastrzyków, ale oddychać musimy.
Nanorobociki są maleńkie, mogą unosić się w powietrzu razem z pyłem, są jak drobinki kurzu.
Mogą być również w żywności, w wodzie – wszędzie.

Czyli nie dajmy się zwariować, bo jeśli jest jakiś plan modyfikujący ludzkość, to i tak zostanie przeprowadzony.
Można jedynie mieć jakąś szczątkową wiedzę, lub jej nie mieć.
Wracamy azaliż do meritum:

Wynalazki dotyczące wnętrza człowieka

Chodzi tu głównie o sterowanie umysłami za pomocą nanotechniki – manipulację masami i jednostkami,
      kontrolowanie wspomnień,
       metabolizm,
      osobowość,
      potomstwo
      i – ewentualnie – chodzi o duszę.....

Już nie religia będzie „dbała” o duszę jednostki, ale wojsko!
I w tym miejscu nie wiadomo, jak reagować?.
Śmiać się, płakać, wstać, czy się położyć?

W wielu laboratoriach i to na całym świecie, już dawno zabrano się za „ulepszanie” człowieka, co nazywa się także Sterowaną Ewolucją – czyli ewolucją, której kierunek wyznaczają decydenci.

Bo to nie ty Czytelniku, i nie ja dostaliśmy do ręki Klucze Stworzenia, tylko niestety ci, którzy chcą nami sterować.
Ulepszać indywidualnie będą się mogli oczywiście najbogatsi. (Warunek: - posiadanie nierówności pod sufitem).

A przecież fundamentem całego dotychczasowego prawa była oświeceniowa teza, że wszyscy ludzie są z natury równi.
Obecnie ta kwestia zaczyna budzić coraz większe wątpliwości.

Z odległej, czyli właściwej perspektywy, o której co i raz piszę, widać, że świat zaczął zmieniać się w tempie stromej wykładniczej.
       Internet, sieć WWW, telefony komórkowe, odtwarzacze muzyki, to wszystko należy już do pierwotnej zupy silikonowej”.
Kolejne zielone czy czerwone światełka diod widoczne w nocy w domu, to nieubłagany proces powodujący, że już niebawem w mieszkaniu będzie więcej komputerów niż żarówek, nie mówiąc o samochodach naszpikowanych funkcjonalnymi w końcu gadżetami.

Teraz ważna myśl: - postęp techniczny jest pierwszy i wyprzedza przemiany w sferze kultury i wartości.

Kultura i wyznawane przez ludzi wartości nie nadążają za postępem technicznym, dlatego przemiany społeczne, kiedy wreszcie do nich dochodzi, przebiegają gwałtownie i są podobne do trzęsień ziemi.
      Nasuwa się następne pytanie: - a jak to majstrowanie przy ewolucji wpłynie na człowieczą tożsamość?.
W każdym razie dwie rzeczy są pewne w związku z tym, co napisałem :
        po pierwsze primo pewne są podatki,
        po drugie primo pewne jest, że po Ziemi będą chodzić ludzie przekształceni tak dalece, że trzeba będzie ich zaliczyć do zupełnie nowego gatunku.
Nowy gatunek ma już nazwę: - Transludzie.

Przekształcenie zaczęło się w 2003 roku, kiedy prezydent Bush przeznaczył 3,7 miliarda dolarów na medyczne nanoroboty, które po wprowadzeniu do układu krwionośnego likwidują komórki rakowe albo tłuszczowe u tych, których będzie stać na taką kurację.

Natomiast w University of Pennsylvania udało się przemienić komórki pobrane od samca myszy w komórki jajowe!
Ten udany eksperyment utorował drogę do doświadczeń nad komórkami ludzkimi.

I oto niemożliwe staje się możliwe: - para gejów jest dziś w stanie spłodzić dziecko, które tak jak się należy, odziedziczy materiał genetyczny od obu partnerów.....
       W tym miejscu wyłania się jedynie drobny problem prawny: - należy na nowo zdefiniować pojęcie rodzicielstwa.

Krzywa zmian rośnie stromo, chyba jeszcze szybciej niż dzieje się to z komputerowym prawem Moore'a.
Tu pojawia się znany nam termin Wyścig Czerwonej Królowej

Specjaliści dopuszczają trzy wersje naszych dalszych losów:

- W pierwszej ludzkość w ciągu dwóch pokoleń zostanie diametralnie „udoskonalona”. Ta wersja nosi znajomą nazwę Raj.
I znowu jak bumerang powraca pytanie: - czy pod słowem ”udoskonalenia” kryją się popraweczki czy pogorszeczki?

- Druga wersja o miłej i ciepłej nazwie Piekło, przewiduje ogólny oraz bardzo dokładny holocaust przed upływem 25 lat.

- W trzeciej prognozie „udoskonalana” przyszłość nie jest zdeterminowana, niesie pełno zapętleń i i nieoczekiwanych zwrotów, aby wreszcie zakończyć się Triumfem.

I powiedz teraz Czytelniku, czy wersja pierwsza i trzecia nie przypomina ci działań Trurla-Stwórcy usiłującego zbudować Szczęśliwość Ogólną?

Oto Stanisław Lem (Cyberiada, Kobyszczę) opisał, i to zaskakująco dokładnie, Przyspieszoną Ewolucję aż siedemdziesiąt lat temu!

Życie jest tajemnicą, przyszłość jak zawsze jest niewiadomą, z drobną uwagą, że zabawa w miss Ewolucję (czy Boga) może wyjść ludziom nie tylko jednym bokiem....

Pomimo wszystko spróbujmy stosować Zbyszkowe podejście do życia: - należy martwić się po fakcie, bo bardzo niezdrowo jest w trakcie.

Zmienić już nic nie można, odliczanie się rozpoczęło.
Przed nami ogromne zmiany, pozostaje tylko umościć się swobodnie oraz na luziczku, zapiąć pasy, alleluja i do przodu!

czwartek, 1 lutego 2018

Dzień się budzi

Cisza potrafi się w człowieka wbudować.
Wraz z pierwszymi promieniami słońca ruszam przed siebie.
Po godzinie spotykam pierwszego piechura.
Chwila rozmowy że pięknie i dokąd idziemy.
Ależ pan dużo chodzi!
Bo ja proszę pani chodzę za dwóch: - za siebie i za mojego przyjaciela Mirka, który od ponad dwudziestu lat siedzi na wózku inwalidzkim....