Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kreatywność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kreatywność. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 listopada 2025

Kreatywne grzybobranie

 Czytelnicy bloga dobrze znają powiedzenie: - „Życie bez pasji do dupy jest”. To zdanie usłyszałem w Bieszczadach od faceta, który chodził z wykrywaczem. Z ogniem w oczach opowiadał, że w Woli Michowej znalazł bardzo starą (V wiek?) chińską monetę z dziurką.

Czyli dla uatrakcyjnienia szarej egzystencji warto mieć jakieś hobby, konika, pasję, osobistą Cudowną Przystań, albo nazywaj to jak chcesz.

Jedną z moich Cudownych Przystani jest las i wszystko, co w nim, a więc także grzyby. Atoli po pewnym czasie samo zbieranie jakby powszednieje i człowiek kreatywny wymyśla dodatki, które mają ożywić zdjęcia, bo przecież fotografia jest moją kolejną Cudowną Przystanią.



Pomarańczowy grzyb to młody siarkowiec. (Pyszności).












Kreatywność według Osho:

„Jeśli to, co robisz, przepełnia cię radością, robisz to z miłością, jeśli nie robisz tego dla pieniędzy, wtedy jest to kreatywne.

Jeśli coś wypływa z twojego wnętrza, jeśli cię rozwija, to jest to duchowe, jest kreatywne, jest boskie. Wszystkie religie na świecie mówią, że Bóg jest stwórcą. Nie wiem czy to prawda, ale wiem jedno: - im bardziej jesteś kreatywny, tym bardziej stajesz się boski.

Kreatywność to kochanie tego, co się robi, znajdowanie w tym przyjemności - kochaj więc to, co robisz. Małe rzeczy stają się wielkimi, dzięki dotykowi miłości.

Każdy człowiek rodzi się jako twórca. Obserwuj dzieci a zauważysz, że one wszystkie są kreatywne. Jednak stopniowo niszczymy w nich kreatywność, narzucamy im fałszywe przekonania, zakłócamy ich umysły. Sprawiamy, że stają się coraz bardziej nastawione na pieniądze, politykę, stają się coraz bardziej ambitne.

   Gdy wkracza ambicja, znika kreatywność. Człowiek ambitny nie może być kreatywny, nie może kochać czynności samej w sobie.

 Człowiek ambitny ma zatkane, zablokowane wszystkie źródła kreatywności, a całą energię kieruje tylko na to, co się opłaca. Gdy coś robi, patrzy w przyszłość i zastanawia się: - „Kiedy dostanę Nagrodę Nobla”?


PS. W katalogu Cudownych Przystani nie może zabraknąć Osho.




wtorek, 4 lutego 2025

Co mówił Kwarcowy

Postanowiłem napisać o receptywności, atoli mając na uwadze kreatywność, zamiast się wysilać odszukuję słowa Osho:


„Receptywność to są drzwi do boskości.

W takim stanie po prostu jesteś.

Bo rozum od bycia dzieli wielka odległość. Im więcej myślisz, tym mniej jesteś, im mniej myślisz, tym bardziej jesteś.

     W chwilach, kiedy w ogóle nie myślisz, byt objawia się w całej pełni.

     Receptywność to odrzucenie całego śmietnika, który stale nosisz w głowie. Masz tam bowiem całe mnóstwo bezużytecznych rzeczy.

Umysł oznacza przeszłość, a przecież przeszłość już się wydarzyła i odeszła. I więcej się nie zdarzy.   

     Nic dwa razy się nie zdarza – może być tylko podobne.

Nie ma dwóch takich samych poranków ani zachodów.

 

Jeżeli będziesz bez przerwy dźwigał wspomnienia, nigdy nie zobaczysz nic nowego. Oczy przesłonią ci doświadczenia z przeszłości i obecne oczekiwania, nie będziesz w stanie ujrzeć tego, co znajdzie się na twojej drodze.

 

(Autor: - Czy obserwowałeś grupy turystów idących popularnym górskim szlakiem? Jakże często są nieobecni – prowadzą dyskusje, mają sobie tak wiele do powiedzenia).


W ten sposób mijamy się z życiem, przeszłość nas izoluje, otacza, zamyka w czymś, co już nie istnieje. Zamykasz się w kapsule śmierci.

    Bowiem im jesteś starszy, tym grubsza staje się otaczająca cię skorupa martwych doświadczeń.

    Stajesz się coraz bardziej zamknięty.

Powoli zamykają się wszystkie drzwi i okna.

Istniejesz mimo to, ale istniejesz w alienacji, tracisz związek z życiem. Nie możesz mieć żadnego związku z drzewami, górami, gwiazdami, bo otacza cię potężny mur przeszłości.

      Receptywność to stan, w którym ponownie stajesz się dzieckiem.

 Czy pamiętasz słowa: - „Jeśli nie będziecie jak dzieci, nigdy nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego”.?

 Dziecko jest receptywne bo prawie nic nie wie.

Stary człowiek nie jest receptywny, bo wie za dużo.

Wiedząc za wiele, staje się zamknięty w sobie.

Aby odżyć, powinien narodzić się na nowo – musi umrzeć dla przeszłości i ponownie stać się dzieckiem – naturalnie, że nie dosłownie.

    To nasza świadomość powinna być dziecięca – tylko pamiętaj: nie dziecinna, a dziecięca.

Powinna być dojrzała, dorosła, a jednocześnie niewinna.

 Właśnie w ten sposób uczysz się prawdy, która objawia się w każdej chwili życia.

Uczysz się poznawać Gościa, który nadchodzi i puka do twoich drzwi co dnia, co chwilę. Jednak twój wewnętrzny monolog rozbrzmiewa tak głośno.

     Trwa nieustanna procesja twoich myśli i przez to nie słyszysz tego cichego pukania….”

 

 Więc jak mamy prawidłowo dbać o tę receptywność? Tudzież w jaki sposób zatrzymać nieustanną procesję osobistego myślenia?

Sprawa jest prosta: - sięgamy atoli do Bajek Robotów- klasyka Lema Stanisława:

„- Byle tylko nie myśleć – rzekł sobie Kwarcowy - a będzie dobra nasza!

I postanowił sobie tę jedną frazę powtarzać, co nie wymagało wielkiego wysiłku umysłowego. Ruszył więc Kwarcowy dalej bezmyślnie.

- Byle tylko nie myśleć – powtarzał idąc – chyba że będzie potrzeba, wtedy myśleć”. 

piątek, 31 stycznia 2025

Jedenaście posągów

 


Dawno temu żył niezwykły rzeźbiarz. Jego dzieła były tak wspaniale doskonałe, że trudno było odróżnić posąg od modela. Te rzeźby były także pełne dynamiki, tak bardzo pełne życia, iż wielu uznawało właśnie rzeźbę za oryginał.

    Pewien astrolog powiedział artyście, że oto zbliża się śmierć i niedługo umrze. Oczywiście artysta przeraził się tak jak każdy człowiek i chciał uniknąć śmierci.

Rozmyślał o tym co go czeka, deliberował, aż znalazł rozwiązanie.

Otóż wyrzeźbił jedenaście posągów przedstawiających jego samego, a kiedy nadszedł moment i Anioł Śmierci zapukał do drzwi, rzeźbiarz schował się pomiędzy swymi dziełami.

      Anioł Śmierci stał zakłopotany, nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Jeszcze nigdy podobna sytuacja mu się nie przytrafiła:

– Ależ to dziwne! Przecież Bóg słynie z tego, że nigdy nie robi dwóch identycznych postaci, zawsze tworzy tylko pojedyncze jednostki. Nie popada w rutynę, nie jest taśmą montażową. Jest przeciwnikiem kopii, tworzy tylko oryginały. Co się więc stało? Dwanaście identycznych osób? Którą z nich mam zabrać? Przecież wolno mi zabrać tylko jedną osobę….

      Anioł Śmierci nie mógł się zdecydować i zaniepokojony wrócił do nieba z niczym. Zapytał Boga:

- Jak mam wybrać? Jest tam na dole dwanaście identycznych osób, a ja mam przyprowadzić tylko jedną.

     Bóg roześmiał się. Przywołał Anioła Śmierci bliżej siebie i wyszeptał mu do ucha tajemnicę. To był klucz do tego, jak znaleźć prawdziwego pośród nieprawdziwego. Dał mu ten sposób i powiedział:

- Idź tam i w pokoju, w którym pośród rzeźb ukrywa się artysta wypowiedz głośno to, co ci powiedziałem.

Anioł Śmierci zdziwiony zapytał;

- Ale dlaczego to miałoby działać?

- Nie przejmuj się tym, idź i wykonaj.

Wrócił Anioł Śmierci na ziemię nie wierząc zbytnio, że sprawa się rozwiąże, atoli to sam Bóg mu rzecz nakazał, więc musiał to zrobić.

Znowu znalazł się pokoju z dwunastoma postaciami i nie zwracając się do nikogo konkretnego, powiedział:

- Sir, wszystko jest prawie doskonałe poza jedną rzeczą. Jest tu jeden błąd.

I rzeźbiarz zapomniał o tym, że się ukrywał, wyskoczył przed posągi i zawołał:

- Błąd!? Gdzie? Jaki?

Anioł Śmierci tylko się roześmiał i rzekł:

- Mam cię! Nie ma żadnego błędu, nie potrafisz zapomnieć o sobie, pójdziesz ze mną!

 

Zazwyczaj artyści są bardzo egoistyczni, nieustannie się przechwalają i walczą z innymi, uważają, że są pierwsi i jedyni. Wtedy wiemy, że nie są to prawdziwi artyści. Prawdziwy artysta całkowicie znika, a pozostali to tylko rzemieślnicy. Ich dzieła są technicznie doskonałe, ale nie ma w nich duszy.

Dusza pojawia się wtedy, gdy w czasie tworzenia artysta znika. Tworzy i czuje, że go nie ma, a poprzez niego jakaś siła się objawia, jakaś nieznana moc robi to za niego, został nią owładnięty. Wszyscy wielcy artyści doświadczali tego uczucia.

Ci najlepsi – Mozart, Beethoven, Kalidas, Rabindranath Tagore – są pewni, że byli tylko pustymi bambusami, tylko narzędziami, a to egzystencja tworzyła i śpiewała za nich.

Prawdziwy artysta wie, że niczego nie stworzył. To egzystencja posiadła go i wytworzyła coś za pomocą jego rąk. Artysta znika, jest tylko instrumentem, nie ma wtedy problemów z ego, a powstająca sztuka ma w sobie religijność.

Gdy artysta jest nieobecny, wtedy kreatywność jest doskonała, jeśli artysty jest za dużo, dzieło staje się neurotyczne – składa się tylko z ego.

      Ego jest neurotykiem – zawsze chce być doskonałe, perfekcyjne. Zawsze chce górować nad innymi.

To dlatego prawdziwy artysta powinien zapomnieć o perfekcji, natomiast zatracać się w tworzeniu, zapominać o całym świecie. Tylko wtedy nadchodzi Chwila Natchnienia, czy nazywaj to jak chcesz.

                                            OSHO

czwartek, 28 listopada 2024

Kogut śpiewa na królewskim dworze

 


Opowiadamy dzieciom bajki, ciesząc się, że są takie istoty, które wierzą w niemożliwość.

I w ten sposób potęgujemy możliwości dorosłych.

 

Pewnego razu traktem wiodącym na królewski dwór szedł kogut.

Szedł, żeby przed królewskim zamkiem oznajmić, że król umrze, a wieśniak dostanie młyn.

 

Wyszedł mu naprzeciw wilk i zapytał;

- A dokąd to idziesz, kogucie?

- Idę śpiewać pod bramą królewskiego zamku – odparł kogut.

- Weź mnie ze sobą, może przydam ci się, gdy znajdziesz się w niebezpieczeństwie – zaproponował wilk.

- Dobrze, wezmę cię. Zamień się tylko w pchłę i schowaj w moim ogonie.

Wilk tak zrobił.

     Kogut ruszył dalej i po chwili spotkał niedźwiedzia, który spytał:

- Dokąd idziesz, kogucie?

- Idę śpiewać pod bramą królewskiego zamku – powiedział kogut.

- To weź mnie ze sobą, pomogę ci, gdy będziesz w potrzebie – rzekł niedźwiedź.

- Wezmę cię – kogut na to – tylko zamień się w pchłę i schowaj w moim ogonie.

    Niedźwiedź zamienił się w pchłę i schował w ogonie koguta.

I poszli dalej. A tu naraz zastąpił im drogę Mróz i pyta:

- A dokąd to, panie kogucie?

- Idę śpiewać pod bramą królewskiego zamku – znowu objaśnił kogut.

- Pójdę z tobą, może ci się na coś przydam – zaoferował Mróz.

- No dobrze, tylko zamień się w pchłę i schowaj w moim ogonie.

Mróz zrobił tak, jak kazał kogut i ruszyli dalej.

Wreszcie ukazał się zamek.

Kogut skoczył na most zwodzony przed bramą i odważnie zaśpiewał: „Król umrze, a wieśniak młyn dostanie”.

   Król usłyszał, co wyśpiewuje kogut i się strasznie zezłościł. Kazał koguta wrzucić między barany, żeby go zadeptały na śmierć.

Wrzucili słudzy królewscy koguta miedzy barany i poszli. Kogut wtedy wypuścił z ogona wilka, który rzucił się na stado, rozdarł barany na strzępy, żadnemu nie przepuścił.

    Następnego dnia kogut znowu zaśpiewał na moście: „Król umrze, a wieśniak młyn dostanie”.

    Tym razem król kazał wrzucić koguta między rozjuszone byki, żeby go rozerwały rogami. Natychmiast wykonano królewskie polecenie. Kiedy kogut znalazł się wśród byków, zaraz wypuścił z ogona niedźwiedzia, który migiem rozprawił się z bykami, ratując koguta.

     Następnego dnia kogut znowu pojawił się na zwodzonym moście przed bramą zamku i zaśpiewał: „Król umrze, a wieśniak młyn dostanie”.

    Król rzekł wtedy do swoich służących: - trzeba tego bezczelnego koguta upiec. Napalcie w piecu i wrzućcie go do ognia!

Wkrótce piec był gorący i wrzucono do niego koguta. Wypuścił wtedy kogut Mróz z ogona. I piec się natychmiast zagasił, ostygł, a nawet zamroził, a kogutowi nie nadpaliło się nawet jedno piórko.

    Rano kogut cały i zdrowy znowu zaśpiewał przed bramą:

„Król umrze, a wieśniak dostanie młyn”.

     Tego już król nie mógł ścierpieć i rozkazał: - przynieście mi tego wstrętnego koguta, ja go połknę, bo inaczej on nie przestanie śpiewać tej swojej złośliwej piosenki.

   Zgodnie z rozkazem przyniesiono koguta, a król go połknął.

Jednak przedtem, na wszelki wypadek, kazał jednemu ze swoich żołnierzy stać obok siebie z mieczem w ręce, bo kogut mógł próbować ucieczki z ust króla. Żołnierz miał przykazane: - jak tylko kogut wychyli się z ust króla i wystawi głowę, masz jednym ciachnięciem obciąć mu ją raz na zawsze.

Stał żołnierz posłuszny i patrzył na usta króla. Denerwował się przy tym okrutnie i ręce mu drżały.

Nagle … król wychylił język, chcąc oblizać wargi. Żołnierzowi się wydało, że to kogut wychylił głowę, zamachnął się tedy chwacko mieczem i niechcący urąbał głowę króla.

 

P.S. Na tym bajka się kończy. Czytałem tę bajkę znajomemu dziecku, które ma rozwiniętą kreatywność. Po skończonym czytaniu dziecko pomyślało chwilę, po czym poruszyło cztery wątki: uważności, podejrzliwości, konieczności sprawdzania, umiejętności wyciągania wniosków.

- To już cała bajka? Zapytało (wątek uważności).

- Tak – odpowiedziałem.

- To pokaż książkę – zażądało (nieufność). Sześć lat ma, a już czyta swobodnie.

- Pokazałem - sprawdził (wątek trzeci).

- Bajka w porządku, ale zgubili w tej bajce wieśniaka i młyn – orzekło dziecko (wyciągnął wniosek).

piątek, 11 października 2024

Mądre bajki

 


Kreatywność dziecka najlepiej rozwija czytanie bajek. Gdy dziecko jest małe, czyta opiekun, kiedy nauczy się czytać, należy podsuwać mu bajki do samodzielnego czytania. Oczywiście nie wszystkie bajki nadają się do rozbudzania kreatywności.

                                      Albert Einstein

Jeśli nie miałeś w dzieciństwie kogoś bliskiego, kto miał dla ciebie czas i czytał ci bajki, masz teraz okazję, aby ten brak nadrobić.

W mądrych bajkach, dla zdobycia skarbu, konieczna jest ryzykowna eskapada w mrok. Tam po kolejnych przygodach natrafiamy na konieczność zrobienia czegoś niebywałego – przełamania tabu.

Jeśli się tylko zawahamy, zamiast skarbu dostaniemy jego atrapę.


„Rybak Dżaudar miał złych braci, którzy strwonili nie tylko swój spadek po ojcu, ale także majątek Dżaudara i matki. Lżyli ją, bili, ale matka pomimo to wspomagała ich ukradkiem.

Pewnego razu nad jeziorem Dżaudar spotkał tajemniczego maga, który wyjawił mu istnienie zaklętego skarbca. Chłopiec miał przekroczyć wiele groźnych bram i pokonać strzegące je duchy. Usłyszał też, że w ostatniej bramie ujrzy matkę, a wtedy ma kazać jej rozebrać się do naga.

Dla muzułmanina zażądanie, by matka obnażyła się przed synem – tym bardziej gdy postać ta zaklina go w imię miłosierdzia Bożego i powagi prawa Koranu – było czymś niesłychanym. A jednak musiał to uczynić.

Wtedy okazało się, że zjawa tak łudząco podobna do matki była jedynie przeklętym demonem – rozwiała się w nicość wraz z odrzuceniem ostatniej szaty. Nagość bowiem równa się tutaj prawdzie, jaką rozpoznać możemy dopiero po odrzuceniu wszelkich przesłon. Tu ostateczną przesłoną była bariera religijna, odgradzająca od świętości, która jest powiązana z zależnością od matki.

    Problem tkwi jednak w tym, że bycie wybrańcem uważamy za zaprzeczenie zwyczajności. W omawianym przykładzie Dżaudar poznaje matkę – prawdę tylko w skarbcu. W domu atoli powraca w dawne uwikłanie, dalej jest nadopiekuńczy, a ona zdradza niegodziwym braciom sekrety Dżaudara. Mamy tu dwa odrębne porządki: w jednym Dżaudar jest wybrańcem losu, a w drugim ofiarą. Taki kontrast wynika z rozczepienia".

Baśń obrazuje schodzenie w podziemia duszy, aby w ich mroku ukrywać się przed samym sobą. Wszystko tu jest rozmyte, spowite mgłą. Potrzebę ciepłego bezpieczeństwa, czytaj: lęku przed bliźnimi, próbujemy zaspokoić zwykłymi sposobami okaleczonego człowieka. Jednym z takich sposobów jest otwieranie się przed nieznajomym.

Pisałem o niektórych monologach podobnych do spowiedzi, które usłyszałem podczas trzydniowego biwakowania na Fereczatej. Potrzebę wyznań sprowokowała niecodzienność - wielogodzinna wspinaczka, a po niej wyjście na szczyt z cudnym widokiem, gdzie wokół nikogo poza gościem, który o nic nie pytał. Oczywiście potrzebę otwarcia odczuwali tylko samotni wędrowcy, pary unikały intymności. (Zakodowana bojaźń przed partnerem).

Psychologia podpowiada: - jeśli znany kojarzy się z okrutnym, to nieznany rokuje bezpieczeństwo. Alkoholik spotyka pijaczynę i od razu ma powiernika. Niepotrzebna nikomu córka spędza noc z nieznajomym poznanym na dworcu, ponieważ tak samo jak alkoholik, boi się zapragnąć intymności z kimś, kto stawiałby wymagania.

  Mężczyzna uwodzący nieznajomą przez sam fakt, że jest słaby, bo nie umie opanować doraźnej potrzeby seksualnej, w oczach nieszczęśliwej nastolatki zdaje się gwarantować, że już nigdy nie zostanie zraniona odmową intymności.

To przykłady buntu wobec niedojrzałych rodziców, który to bunt sprowadza się do rozpaczliwego poszukiwania prawdziwego domu z kominkiem.

   „Na polu politycznym oczywiście napotkamy przywódcę, który ściąga w szeregi swojej partii nie ekspertów, ale frustratów, osoby, które w żadnych organizacjach ani związkach, nie odnosiły sukcesów, natomiast przyczyniały się do skandali i rozłamów. Wszystko w ramach zasady, że pokrewne energie się przyciągają i do łachudry lgną jemu podobni. Osoby te odczuwają przymus sprawowania władzy (a władza jak wiemy = pieniądze) i za pozostanie przy niej gotowe są na każde draństwo, włącznie z ośmieszeniem i bezprawiem”.

Pogrubiony urywek zasłużył na miano proroczego, pochodzi bowiem z Psychomitopolityki - Urszuli Małgorzaty Benki,  książki, która ukazała się w roku 2004.

środa, 26 października 2022

Beocjanie

 

Poszukiwanie czwartego wymiaru.

W 1817 roku Gauss prywatnie wyraził swoją głęboką frustrację geometrią euklidesową. W proroczym liście do swego przyjaciela, astronoma Heinricha Olbersa, wyraźnie stwierdził, że ta geometria jest matematycznie niekompletna.  W 1869 roku matematyk James Sylvester zanotował, że Gauss poważnie rozważał możliwość badania wielowymiarowych przestrzeni. Wyobrażał sobie własności hipotetycznych płaskich istot żyjących na dwuwymiarowej kartce papieru i nazywał je Molami Książkowymi, albo Płaszczakami. Następnie uogólnił to pojęcie na istoty „zdolne sobie wyobrazić przestrzeń o czterech i więcej wymiarów”.



Skoro jednak Gauss wyprzedził wszystkich w badaniach nad teorią wyższych wymiarów o czterdzieści lat, dlaczego przepuścił tę historyczna okazję zniesienia ograniczeń trójwymiarowej teorii Euklidesa? Otóż miał on tendencję do konserwatyzmu w działaniu i poglądach. Ani razu nie opuścił Niemiec, całe życie spędził w jednym mieście i bacznie pilnował paskudnej zasady zabijającej kreatywność: - „Co ludzie powiedzą?”.

                        Beocjanie

 W liście napisanym w 1829 roku Gauss wyznał, że nigdy nie opublikuje swych prac na temat geometrii euklidesowej z obawy o ośmieszenie wrzawą jaką mogą podnieść naukowcy z kręgu Beocjan (greckie plemię wyróżniające się wyjątkową tępotą umysłową, czyli inaczej: - zakute łby). Gauss tak bardzo obawiał się tej starej gwardii Beocjan, że konsekwentnie utrzymał do końca w sekrecie dużą część swoich najlepszych prac.


Z jakim mozołem Nowe torowało sobie drogę w tamtym czasie, przypominają osiągnięcia wielkiego uczonego angielskiego Michaela Faradaya.

Gdy sława Faradaya była już ugruntowana i odwiedzało go wielu amatorów ciekawych nowinek, jeden z nich chodząc po pracowni uczonego, zapytał: - Do czego może się przydać pańska praca? Jaki może być z niej użytek dla Anglii?

      Uczony odpowiedział pytaniem: - A jaki może być pożytek z dziecka? Ono dorasta aby stać się daj boże, mądrym człowiekiem. Na przykład to wielkie urządzenie elektryczne przed którym pan stoi. Ono jest takim dzieckiem-maszyną, dziś nie wiem jeszcze do czego podobne urządzenia zostaną użyte w przyszłości, ale wiem jedno – pewnego dnia pan je opodatkuje.

Bowiem tym amatorem, który zadał Faradayowi powyższe pytanie był Wiliam Gladstone, ówczesny minister finansów. Jak wiemy dziś: 

- Po pierwsze primo: - sporą część całkowitego majątku Anglii inwestuje się w urządzenia, które powstały dzięki odkryciom Faradaya.

- Po drugie primo dwie rzeczy są pewne - śmierć i podatki.

czwartek, 11 listopada 2021

Wędrowiec w drodze do celu

 Rok 2018. Nie ma przypadków - pomyślałem, gdy w przeddzień wyjazdu w ukochane Bieszczady włączyłem telewizor na kanał Galileo.

Drogą idzie jakiś starszy (80 lat?) facet z brodą. Idzie i mówi, a ja słyszę  ….. chyba siebie! Dowiaduję się, że nie cel jest ważny, ale sama droga do celu i że trzeba mieć jakąś pasję, a najlepiej kilka.

Okazuje się, że facet idzie przez Amerykę, akurat przemierza odcinek 35 kilometrów, do celu (Los Angeles) ma jeszcze 200 kilometrów, a dotychczas przeszedł w jednym ciągu 3400 km.

Pokazuje swój namiot. Maleństwo, nie da się wyciągnąć nóg, facet śpi się w pozycji embrionalnej, a stelaż jest z kijków do trekingu.

      Rusza przed świtem i po kilku godzinach marszu odwiedzamy razem z nim jego podobnie wiekowego kolegę, którego pasja polega na budowaniu lasu z butelek.

Oto na metalowych rurach wkopanych pionowo, mamy pręty boczne, na które ów pasjonat zatyka znalezione w okolicy butelki. Jest już tych drzew butelkowych kilkadziesiąt. Rozmawiają o swych pasjach i są radośni.

Potem widzimy finisz: wędrowiec dochodzi nad morze i w tych ostatnich kilometrach towarzyszą mu liczni fani, ponieważ jak to bywa w Ameryce wędrówka jest nagłośniona medialnie. Scena zupełnie jak z filmu Forrest Gump.

Wyjeżdżam w nocy i raniutko ląduję w Polańczyku.




Miejscowość uzdrowiskowa, czyli nie moje klimaty. Dom stawiam ponad miasteczkiem, na końcu ulicy Zielone Wzgórza, na miejscu z widokiem na Solinę. Tu jedna noc i o świcie


 w rytmie niespiesznym pokonuję odcinek do Bereźnicy.





Na zdjęciu poniżej widać druty, na których moja ciocia ręcznie robiła swetry. Te druty służą teraz siostrzeńcowi do postawienia garnka, pod którym zapłonął ogień. Nie ma to jak kreatywność. Kreatywność wymuszona, ponieważ swój nieodłączny druciak tak schowałem w poprzednim roku w Kołybie, że już go więcej nie znalazłem.



Upał, przestrzeń, cisza, powietrze, odludzie, wielka radość. Chodziłem w mokrym kapelutku. Dwie niezapomniane noce ponad Bereźnicą Wyżną.


Z Bereźnicy odchodziłem o świtaniu w silnej mgle. 



Po dwóch niezapomnianych nocach, nastąpił równie niezapomniany marsz (trochę za dużo) 40 km przez Baligród, pod przełęcz Żebrak. Tu pierwsza noc wypadła bardzo zimna, o poranku było niewiele cieplej, lecz mnie jak widać to nie smuciło. 

Wiało mocno, co wydaje mi się uchwyciłem na zdjęciu w wygiętych wiatrem płatkach kwiatowych. Garstka pierwszych poziomek.




piątek, 25 października 2019

Zasuwać za miskę ryżu


Jak wiemy, tuż obok kręgu kamiennego Stonehenge powstał fantastyczny piktogram, skomplikowany i precyzyjny.
Tej agroformacji przypisano nazwę Kontakt.



Patrząc na rysunek, pomyślałem: - „żeby coś takiego wyrysować na papierze, trzeba rozporządzać niezłą techniką, a cóż dopiero wykonać tak dużą rzecz w terenie”.
Piktogram zajmował powierzchnię półtora hektara.

Ponieważ na wszystkim można zarobić, powstały w Anglii biura turystyczne, które organizują wycieczki do hrabstw, gdzie najczęściej powstają kręgi. Tam można oglądać je z pomocą drona, próbować nagrać ich powstawanie w nocy, lub pobyć w miejscu ich powstania.



   
Takie miejsca mają bowiem podwyższoną energię elektromagnetyczną mierzoną w jednostkach Bovisa i działają pobudzająco na organizm człowieka.
Nie tylko pobudzająco, lecz także zdrowotnie na przebywających w tym miejscu ludzi. Rejestruje się przypadki uzdrowień cielesnych, także psychicznych u tych, którzy są w psychicznym dołku. Jednak ta silnie podwyższona energia, stopniowo wygasa i po tygodniu nie ma już po niej śladu.


   
Symbole stanowią jeden z najpierwotniejszych sposobów oddziaływania na jaźń. Podobnie działa mandala. To są nośniki ukrytej wiedzy działające na podświadomość. 
   Osoby, które opisywały swoje wrażenia z patrzenia na piktogramy i przebywania w nich, w polskim Wylatowie, opowiadają o doznawanych bólach i zawrotach głowy, uczuciu mrowienia, duszności, a także stanach euforycznych, a nawet zmienionych stanach świadomości.
    Jednak najbardziej interesujące są relacje osób, które po kontakcie z piktogramami doznały rewolucji psychicznej.
U jednych poszerza się percepcja, u innych umysł otwiera się na niejawną stronę rzeczywistości. 
Niektórzy odczytują przekaz piktogramu jako wezwanie do reformy cywilizacji i konieczności szanowania przyrody.
Dzięki piktogramom ludzie wyzwalają się z mentalnych blokad, budzi się w nich kreatywność.
      Tu bym jeszcze dodał: - ludzie sami z siebie nie zmieniają się nigdy. Tylko życie może zmienić człowieka. Czyli żeby się zmienić, każdego musi coś puknąć.....
No i jeszcze podstawowa mądrość: - nie zmienia się tylko martwy i głupi. 
I mamy rewolucję. 





Jak pisałem, przy oglądaniu niektórych piktogramów mam wrażenie, że "KTOŚ z Góry" bawi się z nami, próbując w czasie tej zabawy przekazywać informacje. Będzie wpis o próbach odczytywania informacji.




Czemu rzecz przypisuję "Komuś z Góry" ?
Powodem jest zastosowanie do wykonania piktogramów niedostępnej dla nas techniki.  
    Powtórzę: - Źdźbła zboża są przygięte jednokierunkowo do ziemi. 
Nie są złamane. 

- Zadziałała na nie nieznana silna energia. 
- W międzywęźlach mają maleńkie dziurki – zrobiła je woda - woda doprowadzona gwałtownie do wrzenia, zamieniła się w parę i musiała znaleźć ujście. 
- Temperatura podskoczyła gwałtownie, lecz tylko na mgnienie do 3 tys. stopni Celsjusza – woda w kolankach rośliny zawrzała i wyskoczyła maleńkim otworkiem w postaci pary, a roślina dalej żyje!
- Na powierzchni piktogramu ziemia jest usiana drobinkami żelaza, w postaci mikroskopijnych kuleczek.
       Z wymienionych wyżej powodów nie da się nawet najprostszego kręgu wygniecionego przez ludzi, przypisać Górze. Kto twierdzi inaczej, dobrze wie, co głosi, ponieważ dezinformuje na zlecenie.
       Czemu miałaby służyć taka dezinformacja? 

Ano temu, że ciemny lud nie powinien za bardzo główkować, jego zadaniem jest płacić podatki i zasuwać za miskę ryżu.