Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lem. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 kwietnia 2023

Lustro Alicji


Jak wiemy, Wszystko łączy się ze Wszystkim. Stopniowo powinno do nas docierać, że za ten magicznie połączony świat odpowiadają niewidzialne nici fizyki kwantowej.

Od czasów Riemanna matematycy badali własności wielokrotnie połączonych przestrzeni, w których różne obszary przestrzeni i czasu są ze sobą splecione. Fizycy, którzy kiedyś myśleli, ze jest to jedynie ćwiczenie intelektualne, teraz już poważnie badają wielokrotnie połączone światy, jako praktyczny model Wszechświata.

Według Hawkinga razem z naszym Wszechświatem może współistnieć nieskończona liczba Wszechświatów Alternatywnych, połączonych między sobą siecią przeplatających się tuneli czasoprzestrzennych.

      Modele te stanowią naukowy odpowiednik lustra Alicji. Kiedy Biały Królik - Lewisa Carolla wpada przez króliczą norkę do Krainy Czarów, w rzeczywistości wpada do tunelu.


Tunele czasoprzestrzenne stanowią fascynujący przedmiot badań, atoli najbardziej intrygującym pojęciem jakie można wyłowić podczas dyskusji o hiperprzestrzeni, są podróże w czasie. W filmie Powrót do przyszłości, Michael Fox podróżuje wstecz w czasie i spotyka własnych rodziców, gdy byli nastolatkami i się jeszcze nawet nie poznali. Wyłania się problem, kiedy przyszła matka Foxa zamiast w przyszłym ojcu, zakochuje się w Foxie, a ojca odtrąca.

     Powstaje pytanie: - w jaki sposób Fox pojawi się w takim razie na świecie, jeśli jego rodzice nie pobiorą się i nie będą mieć dzieci?

 

         Tunele czasoprzestrzenne.

W roku 1988, Kip Thorne, fizyk z California Institute of Technologie, wraz ze współpracownikami wysunął hipotezę, że podróże w czasie są prawdopodobne i realne. Teza ta została opublikowana w prestiżowym czasopiśmie „Psychical Reviev Letters”.

Był to pierwszy przypadek (w erze nowożytnej, jak pewnie by dodał Oppenheimer) kiedy powszechnie szanowani fizycy w sposób naukowo spójny przedstawili teorię dotyczącą zmiany kierunku upływu czasu, w tym przypadku podróży w przeszłość.

Jak pamiętamy, w filmie Wehikuł Czasu H.G.Wellsa, w kapsule należało obrócić i ustawić tarczę sterowniczą na wybrany rok i dzień, a potem tylko przesunąć dźwignię napędu.                          

      Kip Thorne zasygnalizował od razu, że stworzenie tunelu będzie wymagać wielkich ilości energii, co przekracza obecne możliwości Ziemian. Przewiduje, że upłynie kilkaset lat, zanim ludzkość upora się z tym problemem.    

        Od 1945 roku całkowita suma wiedzy naukowej podwaja się co 20 lat. Postęp ten w bieżącym stuleciu może osiągnąć niewyobrażalny poziom, który pozwoli przewidzieć czas, gdy nie tylko naukowcy zaczną czerpać korzyści z teorii hiperprzestrzeni.

Inną zadziwiającą konsekwencją fizyki tuneli jest możliwość stworzenia w laboratorium własnego wszechświata! I niech teraz ktoś powie, czy polski pisarz Stanisław Lem nie zawarł proroczych myśli w noweli Kobyszcze.

Przejścia między naszym Wszechświatem i innymi wymiarami są ulubionym wątkiem literackim. Autorzy literatury fantastycznej nie potrafią się obyć bez wyższych wymiarów, sięgając do hiperprzestrzeni, w której statki kosmiczne zakrzywiają przestrzeń wokół siebie.

Zainteresowanie wyższymi wymiarami osiągnęło szczyt  między 1870 a 1920 rokiem. Czwarty wymiar Einsteina pojawił się w książkach Oskara Wilde’a, Fiodora Dostojewskiego, Josepha Conrada, czy H.G.Wellsa. Temat fascynował wiele osobistości: - Wiliama Jamesa i Gertrudę Stein. Także inspirował Pabla Picassa, czy Salvadora Dali. Wpłynął na kubizm i ekspresjonizm,

Matematyków również intrygowały nietypowe geometrie poddające w wątpliwość obowiązujący porządek świata. Więc jeszcze raz pojawia się Lewis Caroll, ten niezwykły wykładowca matematyki w Oksfordzie, uszczęśliwiający pokolenia uczniów książkami, w których Alicja przedostaje się na drugą stronę lustra i wchodzi do Krainy Czarów, gdzie magiczne grzyby zmieniają dzieci w olbrzymów, a Szaleni Kapelusznicy obchodzą „Nieurodziny”.


Lustro jest przejściem, łączącym w jakiś niepojęty sposób  świat Alicji z dziwnym krajem, gdzie wszyscy mówią zagadkami, a zdrowy rozsądek okazuje się rozsądkiem chorym.


Niektóre z tych pomysłów Carolla wywodzą się z idei sformułowanych przez wielkiego niemieckiego matematyka Georga Riemanna, który jako pierwszy stworzył matematyczne podstawy geometrii wielowymiarowej przestrzeni. Riemann zmienił kierunek rozwoju matematyki, wykazując, że te dziwnie wyglądające dla laika światy, są całkowicie spójne i podlegają swojej własnej wewnętrznej logice. Te równoległe światy są podobne do stosu kartek papieru. Każda kartka to inny świat, w którym życie toczy się niezależnie od innych. Jednak w pewnych warunkach płaszczyzny kartek mogą się przeciąć tworząc otwór-przejście do innego świata.

      Nic dziwnego, że książki o Alicji zrobiły furorę, ponieważ dzieci są bardziej otwarte na nowe idee w porównaniu z dorosłymi. Bowiem, mówiąc łagodnie, przesądy dorosłych dotyczące przestrzeni i logiki utrwalają się z czasem. A formułując rzecz konkretniej należy stwierdzić, że większość dorosłych zatrzymuje się na pewnym, niezbyt wysokim poziomie rozwoju.


Teoria wyższych wymiarów Riemanna w interpretacji Lewisa Carrolla weszła na stałe do kanonu literatury, dając zaczyn dla kolejnych utworów klasyki – Krainy Oz, czy Nibylandii Piotrusia Pana.

        Teoria Riemanna, choć matematycznie intrygująca, była z powodu niesprawdzalności powoli odrzucana i uznawana za niepoważną, a uczeni zajmujący się zagadnieniem, ryzykowali swoją reputacją. Wszak szeregi Beocjan są liczne w każdym czasie, a do tego zwarte i gotowe do ataku.

Dopiero dziś, z perspektywy nowoczesnej fizyki, wiemy, że hiperprzestrzeń upraszcza prawa przyrody, umożliwiając zjednoczenie wszystkich sił natury. 

wtorek, 27 kwietnia 2021

Instytut Zaawansowanych Koncepcji

 


Konstanty Ciołkowski

Ten facet był pierwszym człowiekiem, oczywiście z ery nowożytnej, który pisał o planach dotarcia do przestrzeni kosmicznej za pomocą windy. Był także pionierem budowy rakiet i sformułował w roku 1895 zdanie, które tak bardzo mi się spodobało, że nieco okrojone co pewien czas pojawia się na blogu w filozoficznym kontekście samotności: - „Przy moich badaniach aerodynamiki modeli statków powietrznych ważne jest, aby nikt nie zakłócał prawidłowości prądów powietrznych które mnie otaczają w sposób naturalny”.

Dopiero w latach 60. XX wieku Rosjanin Jurij Aristow rozwinął koncepcję Ciołkowskiego opisując umiejscowienie stacji kosmicznej na orbicie geostacjonarnej na ściśle obliczonej wysokości 35 786 km. w płaszczyźnie równika.


Aristow napisał: - „Stacja kosmiczna zakotwiczona na tej wysokości okrążałaby bowiem Ziemię w tym samym czasie, co kręcąca się Ziemia, czyli stacja znajdowałaby się nieustannie w tym samym punkcie nad Ziemią.

Gdyby teraz zastosować space elevator na linie o niedościgłej wytrzymałości sfabrykowanej według przepisu pająka można byłoby wygodnie, a przede wszystkim tanio, co jest dla kapitalistów najważniejsze, przesyłać towary do góry i na dół”.



Zwróćmy uwagę na słowa „kapitalista” i „tanio”. Jak wiemy, dla państwa komunistów ważniejsza jest propaganda, tudzież sukces za każdą cenę. Więc kłamali, że pierwszy był Gagarin. A ja się pytam ilu wcześniejszych Gagarinów zginęło, zanim udało się przeżyć temu „pierwszemu”? Czyż słowo „tanio” padające ze strony kapitalistów nie oznacza w tym przypadku „skromniej, oszczędniej, mniej marnotrawstwa”? Natomiast zupełnie inaczej jest z magicznym słowem "zysk". Kapitalista dla zysku jest w stanie zrobić każde świństwo. Czyli wszystkie "- izmy" w gruncie rzeczy są tyle samo warte.

Wracamy do meritum: - według logiki NASA liczą się niskie koszty. Kiedy ładunek na orbitę można wysłać za ułamek obecnych kosztów, jest o co walczyć. W naszym świecie rozpoczęła się ostra rywalizacja między Chinami i Ameryką, kto pierwszy opracuje odpowiednią kosmiczną linę - kabel na licencji nitki pajęczej, która połączy stację naziemną ze stacją orbitalną posadowioną na tych sławnych prawie 36 tysiącach kilometrów nad Ziemią.


W grę wchodzą nanorurki węglowe (CNT) z niezwykle lekkiego materiału, o niespotykanym splocie, wykazujące nieznaną dotychczas wytrzymałość na zerwanie. To ma być rewolucja w podboju kosmosu, kiedy z nanorurek uda się wyprodukować taki cudowny kabel. Prace trwają, jednak nie jest jeszcze do końca pewne, czy opisana kombinacja węglowa stanie się ostatecznym rozwiązaniem.


                    Wysokość 35 786 kilometrów

Jak wiemy, na tej wysokości zostaje osiągnięty punkt, w którym działające w przeciwnych kierunkach siły przyciągania ziemskiego i odpychania (siła odśrodkowa) są w równowadze. Tu prędkość względna wynosi 11 040 km/h w porównaniu z 1670 km/h na powierzchni Ziemi i obiekt jest stabilny. Inaczej dzieje się ze wszystkimi satelitami wysyłanymi na orbitę: - one są umieszczane dużo niżej, dlatego obniżają swój tor lotu, w końcu płoną w atmosferze, a resztki spadają. 

Czemu satelity są wysyłane na niskie orbity, a przez to stosunkowo szybko spadają i trzeba wysyłać nowe? Ogromna większość tych obiektów ma przeznaczenie szpiegowskie, a z niskiej orbity widać więcej szczegółów. I nie ma tu znaczenia "że drogo", a także pomijany jest wątek ekologiczny - powstają dziury ozonowe przy licznych nowych rakietowych startach. Kompleksy przemysłowe - wojskowe mają (bowiem) własne priorytety. Co osiągnęła w 1994 roku fotograficzna technika cyfrowa? 

Clementine orbiter


Amerykański szpiegowski obiekt kosmiczny Clementine, wysłany w wymienionym roku na ciemną stronę Księżyca posiadał kamery, które z wysokości trzystu kilometrów ponad Ziemią umożliwiały przeczytanie tekstu na opakowaniu gumy do żucia, leżącym na chodniku ziemskiego miasta. Wcześniejsze kamery zminiaturyzowano do masy niecałego kilograma zamiast jak dotychczas dwudziestu kilogramów. Dodano laserowe urządzenia, które zaprojektowano specjalnie do mierzenia odległości od nieprzyjacielskich głowic nuklearnych (Program Gwiezdne Wojny). W sondzie Clementine lasery zostały wykorzystane do mierzenia wysokości gór księżycowych, głębokości dolin i kraterów, a także do pomierzenia obiektów zbudowanych przez Innych.




Od lat 60. XX wieku wiemy, że wszystkie problemy kosztownego wystrzeliwania obiektów na orbitę rozwiązuje równikowy space elevator.

Idea kosmicznej windy wymaga, aby stacja naziemna wytrzymała ciśnienie części nadziemnej, a ta z kolei musiałaby oprzeć się potężnej sile przyciągania ziemskiego. Zatem skalne podłoże jest konieczne.

Oto z platformy startowej zakotwiczonej na skalistym podłożu równika ziemskiego biegnie w górę główny kabel - lina o niepojętej wytrzymałości na zerwanie. Lina ta ma na swym końcu orbitalnym przeciwwagę w postaci wielkiego odłamu skały, czy nawet planetoidy, która dzięki swej masie zwiększa siłę odśrodkową. Lina sama się napina, a po niej jeżdżą gondole na trasie kosmos – Ziemia.

Im dłuższa byłaby lina, tym większe byłyby możliwości startów do podróży kosmicznych. Przy długości liny nieco ponad sto tysięcy kilometrów, siła odśrodkowa osiągnie tak wielką wartość, że pierwsza prędkość kosmiczna wystarczy do wysłania statku kosmicznego na Marsa. Aby wrócić na Ziemię, należy analogiczny system Windy do Nieba zbudować na Marsie.

Jak się okazuje, nad zagadnieniem i to od wielu lat, pracuje NASA. Doradcy NASA (Bradley Edwards) są pewni, że kosmiczna winda zostanie oddana do użytku do 2050 roku. Data ta pokrywa się z prognozami autora książek science fiction Artura Clarke’a, który w książce „Winda do gwiazd” opisuje jak może wyglądać wysyłanie w kosmos astronautów i ładunków za pomocą takiej windy. Koncepcję Windy Kosmicznej podejmował także Stanisław Lem. Początkowo koncepcja Windy była wyśmiewana. Jednak od momentu, gdy Amerykanie zainteresowali się sprawą, chichoty ucichły.


                           Instytut Zaawansowanych Koncepcji

W 2008 roku w NASA powstał program Space Elevator Project. Szefem został wspomniany wyżej Bradley Edwards. Pieniądze wyłożyła zarówno NASA, jak i amerykański Kongres. Program podlega działowi NASA o nazwie: Instytut Zaawansowanych Koncepcji. Prace nad projektem trwają, a jednocześnie NASA szuka miejsca, położonego oczywiście na równiku, w którym zostanie posadowiona stacja naziemna. Pod uwagę brany jest Ekwador. Dla państwa równikowego decyzja o budowie Windy to rzecz strategiczna, bo wiąże się z nią boom gospodarczy. A na orbicie powstałyby wielkie kompleksy hotelowe dla turystyki kosmicznej.


Ciekawe czy dla tych, którzy dziesiątki tysięcy lat temu korzystali z Kosmicznej Windy turystyka kosmiczna miała jakieś znaczenie, czy była to tylko konieczność w poszukiwaniu przestrzeni życiowej. Według obecnej wiedzy najwygodniejszym sposobem eksploracji wybranej planety, jest zastosowanie konstrukcji Windy. Ten sposób rozwiązuje wiele problemów, w tym zużycia energii i zróżnicowanej atmosfery planet.

CDN

środa, 31 marca 2021

Iskra nadziei

Nie ulega kwestii, że twórczy kreacjonizm w kosmosie jest determinowany destrukcją.                                                                                                                                   Co przełożone na prosty język oznacza, że stare musi umrzeć, aby zwolniło się miejsce na narodziny nowego. Ta banalna prawda jest uniwersalna i dotyczy zarówno skali mikro, jak i makro.

Dzięki wysiłkowi geologów i paleontologów wiemy, że życie zapłodniło Ziemię zaledwie kilkaset milionów lat po jej narodzinach, a więc cztery miliardy lat temu.                                                                                                                                           

Mijały miliolecia i życie zaroiło się w oceanach. Z pralancetników – przodków stworzeń kręgowych, powstały płazy. Po nich pojawiły się gady i panowały przez 130 milionów lat z wahnięciem w połowie tego cyklu.                                                                      I tak dochodzimy do całej serii katastrof sprzed 62 - 65 milionów lat, rozpoczętej uderzeniem bolidu w ocean nieopodal Ameryki Południowej. Prawie wyginęły dinozaury. Prawie, bo jakaś ich część jednak przetrwała w postaci ptaków.

Wreszcie przyszedł czas na pojawienie się ssaków. Paleontolodzy uważają, że przedczłowiecze  formy zawdzięczają swe powstanie właśnie katastrofie – wyrwie w biosferze, czyli w powiedzeniu, że narodziliśmy się z popiołów gwiazd, nie ma odrobiny przesady.

Jak pisał Stanisław Lem: - „We wnętrzu supernowych powstają w kolejnych fazach nuklearnych reakcji coraz cięższe pierwiastki, aż wreszcie wybuch kończący egzystencję takich gwiazd, rozsiewa owe pierwiastki na wielkich przestrzeniach i tym samym powstajemy wraz z naszymi planetami z gwiezdnego prochu. Dlatego destrukcja, jako wstępny warunek formowania się planet i istot żywych, nie jest żadną metaforą”.

Wiemy, że najlepszą wylęgarnią życia jest tak zwany okrąg korotacyjny spiralnych galaktyk, takich, jak Droga Mleczna. Ażeby jednak życie mogło zaistnieć i się usadowić, potrzebna jest woda, oraz być może jakaś obecność tlenu w atmosferze. Pierwotna Ziemia nie była ani oblana oceanami, ani nie posiadała odpowiedniej dla życia atmosfery. Teraz już wiemy, że to powstające i rozrastające się życie tak jednocześnie kształtuje atmosferyczne i wodne środowisko, że staje się ono coraz bardziej sprzyjające dalszemu rozwojowi życia.

Tak się działo do pewnego momentu, który niedawno osiągnęliśmy. To był moment kulminacyjny, szczyt sprzyjających warunków, ponieważ równowagę zburzyły trzy nowe czynniki: - ten od góry, ten spod nóg i ten ze środka.

- Po pierwsze primo środek: - nastąpiło przekroczenie cywilizacyjnego Rubikonu. Na arenę wkroczyła agresywnie nasza zbyt liczna technosferyczna cywilizacja. Wkroczyła na przykład ze smogiem elektromagnetycznym i chorym biegiem donikąd, po to tylko, aby zaspokoić zupełnie zbędne potrzeby nazywane ciągłym rozwojem. Te potrzeby są nie tylko zbędne, ale i szkodliwe, czego są świadome ukryte grupy interesów, które te potrzeby ludziom wmawiają. A bieg donikąd nazywany ciągłym rozwojem niszczy dom człowieczy. Więcej - nie tylko niszczymy własne gniazdo, ale dodatkowo podcinamy biosferyczną gałąź, na której siedzimy razem z tym gniazdem. Azaliż pojawiła się iskra nadziei i to paradoksalnie dzięki wirusowi, bo to on zatrzymał obłędną pogoń donikąd. Teraz przed nami konieczność trwałej zmiany stylu życia, ponieważ wirus już nas nie opuści. 

- Po drugie primo czynnik spod nóg: - zagrożenie klimatyczne, które idzie głównie od dołu. Ziemia bowiem włączyła grzanie i robi się coraz bardziej gorąca. Na to grzanie wpływu nie mamy. Do tego bieguny magnetyczne są niestabilne i jakby chciały zmienić położenie.

- Po trzecie primo czynnik od góry, czyli kosmos: - Wejście Układu Słonecznego w równik galaktyczny, obszar z zagęszczeniem pyłów, w tym także kosmicznych wirusów i bakterii. Jak się okazuje mamy to zapisane w Tzolkinie i jego cyklu dwudziestu sześciu tysięcy lat. Niestety nasza obrona ogranicza się do dystansu, noszenia maski i siedzenia w domu. Tylko jak długo mieszczuch może w tym domu usiedzieć i nie dostać pierdolca, jak go gna do ludzi? 

Zastrzyki pominąłeś!

- Pominąłem? Proszę przeczytać aktualny wywiad Angeli Merkel.

Dzielę się wiedzą z Czytelnikami i nie wiem, czy robię dobrze, czy niedobrze. Bo ludzie atoli mają przecież tak różną psychikę. Ostatnio na przykład zdziwiła mnie ilość wejść na wpis „Depresja” autorstwa Stachury. Młodych ludzi obecna sytuacja przytłacza, bo jak ma być inaczej. A starych nie przytłacza? Starzy też się boją. Ale oni mają wygodne wsparcie: - jak trwoga, to do Boga - ów myśli za mnie. Aktualni młodzi "wolni strzelcy" muszą natomiast sami budować osobistą hierarchię wartości. Podpowiadam proste motto: - Wystarczy być przyzwoitym.

Wracamy do myśli przewodniej: - Stare musi umrzeć aby nadeszło Nowe. I tak się w końcu stanie. Oby tylko to Nowe nie wyglądało tak, że zacznie nas dymać nowa ekipa, tym razem młodych kanalii, z jakimś nowym (bez urazy) superdebilem na czele. 

 

piątek, 2 lutego 2018

Klucze Stworzenia

Oto garść wiadomości o wcale nie najnowszych pracach „nad udoskonaleniem człowieka”.

Od końcowych dekad ubiegłego wieku człowiek zaczął „pomagać” miss Ewolucji......
Albo inaczej; - zaczął bawić się w Boga.

Te prace niosą ze sobą niebezpieczeństwo dla całej naszej ziemskiej populacji, kiedy wymkną się spod kontroli.
A to wydaje się bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę wypadki rozprzestrzeniania się wirusów hodowanych w wojskowych laboratoriach.
          Inna rzecz, czy te wypadki są wypadkami, czy też celowym działaniem – testowaniem broni biologicznych. Przecież ludzi jest jakby za dużo.

Tu przypomnijmy sobie, kim ludzie są dla Ziemi.


Także powstaje następne pytanie: - a kto niby ma kontrolować zabawy w miss Ewolucję ( czy Boga)?
     Przecież do wiadomości tak zwanej opinii publicznej, dostają się jedynie odpryski wydarzeń z nielicznych ośrodków badawczych, a
pozostałe 90 % programów ma klauzulę Top Secret.
     I w ten sposób powinniśmy dojść do jedynego logicznego wniosku: - nasz wpływ na tajne eksperymenty był, jest i będzie zerowy. 
No i teraz już uspokojeni możemy czytać dalej.

A więc „poprawianie człowieka” odbywa się dziś za pomocą czterech dziedzin określanych akronimem GRIN – genetyki, robotyki, informatyki i nanotechniki.

Dziedziny te, ściśle ze sobą współpracując, nadały galopujące tempo ewolucyjnym zmianom człowieka.
Ludzie poddawani procedurom „udoskonalającym” już żyją wśród nas. 
      Pojawia się pierwszy podział: - Ulepszeni i Zwykli. 
Konsekwentne "poprawianie" powoduje konieczność ustalenia, gdzie przebiega druga granica, czyli kto jest jeszcze człowiekiem, a kto już cyborgiem.

Gdzie szukać tych „ulepszonych” ?
Najłatwiej znaleźć ich tam, gdzie występuje ostra rywalizacja – na przykład w sporcie.
      Afery dopingowe?
One są tylko wierzchołkiem góry lodowej w obłędnej pogoni za „poprawianiem” natury.
Bierze mnie rozrzewnienie, kiedy wspominam, jak oburzyłem się wiele lat temu, gdy dowiedziałem się, że francuscy kolarze dla powera pili wodę z reaktora atomowego.
     Ponoć było to działanie skuteczne i niewykrywalne.

Dziś sprawę załatwiają nanorobociki w zastrzyku dożylnym.

Kiedy naukowcy z University of Pennsylvania stworzyli „supermysz” - umięśnionego olbrzyma o masywnym zadzie i byczej szyi szerszej niż głowa, zostali zasypani telefonami od trenerów gotowych wystawić zawodnika do natychmiastowego zabiegu....
     Sami zawodnicy nie tylko nie mieli nic przeciwko, ale wręcz piali z zachwytu!
Biorąc więc za pewnik postęp w Sztucznej Ewolucji, możemy sobie wyobrazić jak niedługo sportowcom na zawodach towarzyszyć będą ekipy serwisowe niczym w Formule 1.....

Największym zleceniodawcą modyfikujących eksperymentów jest wojsko.
       Departament Obrony USA finansował na przykład program badawczy, mający zapewnić „przewagę metaboliczną” nad przeciwnikiem.
       Jednym z elementów tego programu było osiągnięcie przez żołnierza w biegu, z pełnym oporządzeniem, tempa olimpijskiego sprintera przez 15 minut (to nie pomyłka – minut, a nie sekund) i do tego na jednym wdechu !
   
Jak to? A co z długiem tlenowym? 
Proszę mnie nie pytać jak to możliwe, wiem jedynie, że dziś jest możliwa każda fantastyka. 
Mówiąc krótko większość umiejętności Supermena jest już dostępna dzięki militarnym technologiom.
         
Na University w Berkeley zbudowano prototyp „szkieletu zewnętrznego”, dzięki któremu żołnierz może nieść stukilogramowy ekwipunek, odczuwając jedynie ciężar jednego (!) kilograma.
Inny egzoszkielet zewnętrzny, opracowany przez DARP umożliwia długotrwałe przenoszenie ciężaru ćwierćtonowego w terenie górzystym i to biegiem.
      W laboratorium wojskowym Natick Labs realizowany jest projekt innego oszkieletowania, które umożliwia żołnierzom przeskakiwanie wysokich budynków jednym susem.
     A jeśli żołnierz zostanie przystosowany do działania w Metabolizmie 24/7 – nie czuje bólu i nie potrzebuje jeść ani spać przez okrągły tydzień bez znaczącego obniżenia sprawności psychicznej i fizycznej!

Sam Nanozastrzyk stosowany w pakiecie Metabolizmu 24/7 działa dłużej, bo przez cztery tygodnie, całkowicie blokuje ból, skraca także gojenie się ran, i to w zupełnie nieprawdopodobny, cudowny wręcz sposób.
        Wyłaniają się jednak co najmniej dwa problemy. 
Pierwszym jest wysoka cena takiego zastrzyku.
Lecz przecież dla wojskowych to nic nowego, wiedzą, że wojna kosztuje i aby ją prowadzić, potrzebne są trzy rzeczy – pieniądze, pieniądze i pieniądze.
     Drugą przeszkodą w stosowaniu Metabolizmu 24/7 są poważne skutki uboczne.
Otóż po zakończeniu tygodniowej akcji non stop, żołnierz nie może dojść do siebie przez kilka miesięcy, a nawet może pozostać w stanie zagubienia na zawsze.
        Jednak jakie to ma znaczenie dla generała?
Dla niego ważny jest jedynie kolejny medal. Medali przecież nigdy nie za dużo. Jeśli zabraknie na nie miejsca na piersiach można nadstawić plecy.

W każdym razie granica pomiędzy fantastyką a rzeczywistością na naszych oczach ulega zatarciu – właśnie minęliśmy punkt zwrotny historii.

Mała część populacji słysząc o modyfikowanej żywności, eksperymentach z klonowaniem, czy Chemitralach, nie ufając decydentom broni się przed „zwykłymi” zastrzykami.
Czemu umieściłem cudzysłów?
Bo kiedy poczytamy o możliwościach nanotechniki, nie ma już pewności, co jest dziś w tym kiedyś zwykłym zastrzyku.

A przecież o Przyspieszonej Ewolucji mówi się jawnie.
Oto zostaliśmy łaskawie poinformowani, że weszliśmy w erę wynalazków technicznych dotyczących naszego wnętrza!

Możemy nie brać zastrzyków, ale oddychać musimy.
Nanorobociki są maleńkie, mogą unosić się w powietrzu razem z pyłem, są jak drobinki kurzu.
Mogą być również w żywności, w wodzie – wszędzie.

Czyli nie dajmy się zwariować, bo jeśli jest jakiś plan modyfikujący ludzkość, to i tak zostanie przeprowadzony.
Można jedynie mieć jakąś szczątkową wiedzę, lub jej nie mieć.
Wracamy azaliż do meritum:

Wynalazki dotyczące wnętrza człowieka

Chodzi tu głównie o sterowanie umysłami za pomocą nanotechniki – manipulację masami i jednostkami,
      kontrolowanie wspomnień,
       metabolizm,
      osobowość,
      potomstwo
      i – ewentualnie – chodzi o duszę.....

Już nie religia będzie „dbała” o duszę jednostki, ale wojsko!
I w tym miejscu nie wiadomo, jak reagować?.
Śmiać się, płakać, wstać, czy się położyć?

W wielu laboratoriach i to na całym świecie, już dawno zabrano się za „ulepszanie” człowieka, co nazywa się także Sterowaną Ewolucją – czyli ewolucją, której kierunek wyznaczają decydenci.

Bo to nie ty Czytelniku, i nie ja dostaliśmy do ręki Klucze Stworzenia, tylko niestety ci, którzy chcą nami sterować.
Ulepszać indywidualnie będą się mogli oczywiście najbogatsi. (Warunek: - posiadanie nierówności pod sufitem).

A przecież fundamentem całego dotychczasowego prawa była oświeceniowa teza, że wszyscy ludzie są z natury równi.
Obecnie ta kwestia zaczyna budzić coraz większe wątpliwości.

Z odległej, czyli właściwej perspektywy, o której co i raz piszę, widać, że świat zaczął zmieniać się w tempie stromej wykładniczej.
       Internet, sieć WWW, telefony komórkowe, odtwarzacze muzyki, to wszystko należy już do pierwotnej zupy silikonowej”.
Kolejne zielone czy czerwone światełka diod widoczne w nocy w domu, to nieubłagany proces powodujący, że już niebawem w mieszkaniu będzie więcej komputerów niż żarówek, nie mówiąc o samochodach naszpikowanych funkcjonalnymi w końcu gadżetami.

Teraz ważna myśl: - postęp techniczny jest pierwszy i wyprzedza przemiany w sferze kultury i wartości.

Kultura i wyznawane przez ludzi wartości nie nadążają za postępem technicznym, dlatego przemiany społeczne, kiedy wreszcie do nich dochodzi, przebiegają gwałtownie i są podobne do trzęsień ziemi.
      Nasuwa się następne pytanie: - a jak to majstrowanie przy ewolucji wpłynie na człowieczą tożsamość?.
W każdym razie dwie rzeczy są pewne w związku z tym, co napisałem :
        po pierwsze primo pewne są podatki,
        po drugie primo pewne jest, że po Ziemi będą chodzić ludzie przekształceni tak dalece, że trzeba będzie ich zaliczyć do zupełnie nowego gatunku.
Nowy gatunek ma już nazwę: - Transludzie.

Przekształcenie zaczęło się w 2003 roku, kiedy prezydent Bush przeznaczył 3,7 miliarda dolarów na medyczne nanoroboty, które po wprowadzeniu do układu krwionośnego likwidują komórki rakowe albo tłuszczowe u tych, których będzie stać na taką kurację.

Natomiast w University of Pennsylvania udało się przemienić komórki pobrane od samca myszy w komórki jajowe!
Ten udany eksperyment utorował drogę do doświadczeń nad komórkami ludzkimi.

I oto niemożliwe staje się możliwe: - para gejów jest dziś w stanie spłodzić dziecko, które tak jak się należy, odziedziczy materiał genetyczny od obu partnerów.....
       W tym miejscu wyłania się jedynie drobny problem prawny: - należy na nowo zdefiniować pojęcie rodzicielstwa.

Krzywa zmian rośnie stromo, chyba jeszcze szybciej niż dzieje się to z komputerowym prawem Moore'a.
Tu pojawia się znany nam termin Wyścig Czerwonej Królowej

Specjaliści dopuszczają trzy wersje naszych dalszych losów:

- W pierwszej ludzkość w ciągu dwóch pokoleń zostanie diametralnie „udoskonalona”. Ta wersja nosi znajomą nazwę Raj.
I znowu jak bumerang powraca pytanie: - czy pod słowem ”udoskonalenia” kryją się popraweczki czy pogorszeczki?

- Druga wersja o miłej i ciepłej nazwie Piekło, przewiduje ogólny oraz bardzo dokładny holocaust przed upływem 25 lat.

- W trzeciej prognozie „udoskonalana” przyszłość nie jest zdeterminowana, niesie pełno zapętleń i i nieoczekiwanych zwrotów, aby wreszcie zakończyć się Triumfem.

I powiedz teraz Czytelniku, czy wersja pierwsza i trzecia nie przypomina ci działań Trurla-Stwórcy usiłującego zbudować Szczęśliwość Ogólną?

Oto Stanisław Lem (Cyberiada, Kobyszczę) opisał, i to zaskakująco dokładnie, Przyspieszoną Ewolucję aż siedemdziesiąt lat temu!

Życie jest tajemnicą, przyszłość jak zawsze jest niewiadomą, z drobną uwagą, że zabawa w miss Ewolucję (czy Boga) może wyjść ludziom nie tylko jednym bokiem....

Pomimo wszystko spróbujmy stosować Zbyszkowe podejście do życia: - należy martwić się po fakcie, bo bardzo niezdrowo jest w trakcie.

Zmienić już nic nie można, odliczanie się rozpoczęło.
Przed nami ogromne zmiany, pozostaje tylko umościć się swobodnie oraz na luziczku, zapiąć pasy, alleluja i do przodu!