Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inwestorzy giełdowi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inwestorzy giełdowi. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 kwietnia 2026

Wakacje 2026

 


Jesień przejdzie, zima będzie, zima przejdzie, wiosna będzie itd. – jak śpiewał kiedyś staruszek przy promie Świbno. Nieustanny cykl przyrody sygnalizuje nadchodzące wakacje. U mnie już Święto Lasu! Kilkanaście ostatnich zdjęć z Warszawy:

















Inwestorów giełdowych czeka ostatnia (?) konferencja Powella. Chyba ostatnia, bo być może koleś Trumpa nie zostanie wybrany na szefa FED. Jeśli jednak zostanie wybrany, wtedy Pomarańczowy Pacjent może wykonać próbę dorwania się do stóp procentowych.

Jak mawiała papuga z anegdoty Osho: - To była bardzo ciekawa sztuczka, zobaczymy co będzie dalej!

Czytelnikom bloga życzę pogody ducha, udanej majówki, a potem wakacji i żegnam się z Wami do jesieni. Ahoj Przygodo!

poniedziałek, 11 grudnia 2023

Ducha nie gaśmy

 


Część piąta o SI. (Ostatnia)

Zamierzałem wykonać wpis o Sztucznej Inteligencji podzielony na cztery części. Azaliż życie jest wielką niewiadomą, tudzież zdania nie zmienia tylko martwy lub głupi.

Jako że nie poczuwam się do należenia do żadnej z wymienionych wyżej grup, dziś publikuję część piątą o SI, czyli o przyszłych Nadzorcach człowieka.   

Jak widzimy, świat jest podzielony, a pokrewne energie się przyciągają. Uczciwy szuka uczciwych, złodziej trzyma ze złodziejem, a dobro od zarania dziejów walczy ze złem. Oraz wydarzenia falują od minimum do maksimum, co obserwujemy między innymi na rynkach finansowych, gdy wykresy cenowe podążają od krańcowego wyprzedania do wykupienia, a potem na odwrót.

Popatrzmy na świat i Polskę z perspektywy ostatnich kilkudziesięciu lat. Z takiego dystansu widać, że to Polska po stanie wojennym zainicjowała pozytywne przemiany, przynajmniej w Europie. Atoli zawsze ktoś jest pierwszy, ktoś inicjuje trend, dlatego nie lubię dętych rozmów o tak zwanej „Misji Dziejowej”.

    To jest poronione hasło wszelkich oszołomów. Już bliżej mi do tezy Hegla o Duchu Świata, który co pewien czas wstępuje w jakiś naród i popycha go ku rozpoczynaniu zmian, na dobre, albo w kierunku zła. „Żeby było lepiej, najpierw musi być gorzej”.

      To samo hasło w wykonaniu inwestorów giełdowych brzmi: „Żeby wzrosło, musi najpierw spaść. I vice wersal”

                Bunt wobec tego co jest.

 Francuska Rewolucja na przykład była inicjacją – rozprawą ze zroślakiem, chimerą: - zdeprawowany kk + wynaturzona władza, z czego niestety wyszedł falstart.

Falstart, lub tak miało być, ponieważ rzeczy dzieją się w odpowiednim czasie, czyli czas nie tylko powinien, ale musi być dojrzały do zmian. Azaliż masy były jeszcze zbyt ciemne, co nie dziwi, ponieważ kk od wieków pracował nad utrwalaniem owej ciemnoty, oraz wpisywaniem do ludzkich mózgów kodów posłuszeństwa, grzechu i konieczności poniesienia kary.

Minęły lata i kk na Zachodzie Europy został zagoniony do kruchty, tam, gdzie jego miejsce. Tymczasowe miejsce.

    W każdym razie zawsze ktoś jest pierwszy, ktoś pierwszy zaczyna, inspiruje do buntu wobec niechcianej rzeczywistości. Popatrzmy na rok 1968, kiedy fala niepokojów wśród młodych rozlała się po świecie.

A dziś? Zawsze należy patrzeć w przyszłość z nadzieją. Polska znowu inicjuje zmianę w stronę demokracji.

   Czyli mamy dualizm – lewo, prawo – zimno, ciepło i szerzej: zło - dobro.

Dzięki głupiemu, możemy zdiagnozować, że głupim nie jesteśmy, czyli owemu należy się szacunek, ponieważ przy jego braku, nie byłoby poziomu odniesienia.

    Wracając do meritum: - w czwartej części rozważań o sztucznej inteligencji, pisałem o „białej dżumie”.  (Książka z 2005 roku o epidemii SARS -Radykalna Ewolucja czy człowiek ulepszony przez naukę i technikę będzie jeszcze człowiekiem?).

 

Broń biologiczna. 

Każdą broń, przed masowym użyciem należy:

- Po pierwsze primo wypróbować.

- Po drugie primo: - zmodyfikować, czyli poprawić skuteczność. Skuteczność zabijania w tym przypadku.

Bill Joy wspomina o wojskowych laboratoriach biologicznych i pracach nad zarazami tak zwanej „białej dżumy”, kiedy jedna nacja stara się zesłać Armagedon na drugą, potencjalnie wrogą.

Wydaje się, że takie próby zaczęły się w czasach nowożytnych od Afryki. Pomińmy w tym miejscu nazwy chorób. Potem tę broń unowocześniono, lub tylko nad tym pracowano. W Chinach na przykład pracowano, gdzie w najnowocześniejszym tajnym laboratorium biologicznym wyposażonym przez Francję, nastąpił wypadek. Albo to nie był wypadek. W efekcie zostaliśmy obdarowani Covidem.

Czyli co? Ano to, że biali wymyślają choroby na czarnych, a żółci na białych. Nieciekawa perspektywa.

    Wracamy do tematu SI.

 

Ponadczasowe proroctwa.

- Po pierwsze primo Tybet – pisałem o malowidle ze ściany pałacu Potala, na którym setki lat temu uwieczniono przyszłość.

        „Na innym malowidle łańcuchy pokrytych śniegiem szczytów szczelnie otaczały królestwo Szambali, z którego wyruszały armie wojowników na wielką bitwę z dziwnymi maszynami w wojnie, która według przepowiedni kalaćkary-tantry wybuchnie w przyszłych stuleciach.

Malowidła były zbyt dziwne, żebym zdołał je pojąć w tak krótkim czasie. Co więcej, czułem się jak intruz, wiedząc, że zmarł tam XIII Dalajlama”.

 

- Po drugie primo Nostradamus – dziś ten jego dar można śmiało nazwać łaską dostępu do „Chmury” – pola morfogenetycznego otaczającego Ziemię, czyli Kroniki Akashy.   

Jasnowidz pisał, że nadejdzie Era Numeryczna, podczas której Maszyna obejmie rządy nad nielicznymi ludźmi, zamkniętymi w „indywidualnych klatkach mieszkalnych”, ludźmi, którzy przetrwali eksterminację. Era skończy się w roku 3786, kiedy garstka buntowników wymyśli sposób na zniszczenie Maszyny.

Wszystko przebiega bowiem według zasady filozoficznej: - Nic nie trwa wiecznie, a w siebie wierzyć trzeba.

   Przed wakacjami pisałem – ducha nie gaśmy, wiary nie traćmy i 15 października ta nadzieja oblekła się w ciało. Okazało się, że dzięki sumie jednostkowych decyzji można zmienić przyszłość kraju i pokazać innym narodom (powtórka z lat osiemdziesiątych?) że to możliwe także u nich.

 

 

 

 

 

czwartek, 28 października 2021

Pieniądze z szafy

 Pytanie jest następujące: - jak bardzo państwo może być opiekuńcze? Nasuwa się odpowiedź, że tylko na tyle, aby robiąc szaliczek dla potrzebującego, nie zostawiać go w rzeczywistości z gołą dupą.


 Janosikowe zapędy podatkowe widzimy nie tylko w Polsce. Janosikowe, ponieważ najpierw ktoś musi wypracować nadwyżkę, aby było z czego obdzielać innych. Oto Biden znany ze swoich socjalistycznych zapatrywań, w kwietniu 2021 ogłosił propozycję podwojenia stawki podatku od zysków kapitałowych (do 40 %) dla zamożnych inwestorów (tych powyżej miliona dolarów). Do tego mówi się o wzroście podatku od nieruchomości. Z drugiej strony góry drukowanego, pustego pieniądza agresywnie szukają zarobku. Z trzeciej strony narasta problem z dolarem. Inwestorzy giełdowi dobrze znają sprawę narzuconych rozliczeń w dolarze za ropę z Arabii Saudyjskiej. Narzuconych, bowiem zgoda Arabii została kupiona przez USA obietnicą osłony militarnej. A tu od jakiegoś czasu Arabia przegina się w stronę Rosji, a Rosja i Chiny przecież marzą o upadku dolara, wyprzedają aktywa dolarowe, zresztą nie tylko oni. Zagranica ogólnie skraca pozycje w USA, a Fed nie ma wyjścia, więc je skupuje płacąc kasą z dodruku, czyli z szafy.

Rezerwat Skamieniałe Miasto w CiężkowicachSpaceruję, robię zdjęcia. Nieliczni turyści zagadują, ja odpowiadam. Rzucam między innymi informację, że 8 miesięcy w roku bywam w podróżach.

- To musi pan mieć dużo pieniędzy, bo podróże kosztują.

- Mam dużo pieniędzy.

- Tak? A skąd, jeśli wolno zapytać?

- Z szafy biorę.

- Jak to z szafy?

- No z szafy. Jak potrzebuję kasy to otwieram szafę i biorę ile trzeba.

- A skąd te pieniądze w pana szafie?

- Moja żona tam je wkłada.

- A żona to skąd je bierze?

- Ja jej daję.








 

wtorek, 8 grudnia 2020

Herbert Thompson

     Studnia Ofiarna 2

Mija sześćdziesiąt lat od ekspedycji Stevensa i do Chitzen Itza przybywa Herbert Thompson, człowiek, któremu wszyscy wróżyli podobny los - mianowicie mówili mu, że już nie wróci z kamiennego miasta, świeżo przecież opuszczonego przez Wolnych Indian.


I tak się też stało – Thompson nigdy już Chitzen Itza nie opuścił – zamieszkał tu na stałe. A sprowadziło go tego niezwykłego miasta Majów zaledwie kilka krótkich zdań z „Relacji” Diego de Landy, mówiących o skarbach ofiarnych zatopionych w cenote


Możemy się tylko domyślać ilu Indian zamęczył biskup Diego de Landa, dla zdobycia wiadomości o Studni. Thompson działał planowo - żeby ułatwić sobie poznanie tajemnicy Studni Ofiarnej, objął stanowisko konsula amerykańskiego na Jukatanie. Tu ciekawostka z jego życia: - wpisał się do historii archeologii amerykańskiej między innymi dzięki temu, że kupił całe indiańskie miasto. Mianowicie kiedy wraz z Catherwoodem odkrył w dżungli miasto Majów – Copan, zgłosił się do niego Metys, mieszkający w wiosce nieopodal i przedstawił dokumenty, z których niezbicie wynikało, że jest właścicielem całej okolicznej puszczy, a więc także ruin, które tam tkwią. Stevensowi nie pozostawało więc nic innego, jak odkupić od właściciela prawo własności do Copan za …… całe pięćdziesiąt dolarów! No i jako dodatek musiał urządzić wystawny bankiet dla wszystkich mieszkańców wioski. Podobnie zmuszony był zrobić sześćdziesiąt lat później Thompson – aby przekonać się o prawdziwości zapisów Diego de Landy o skarbach ze Świętej Studni, teraz on kupił prawo własności do Chitzen Itza. Tu cena była już nieporównanie wyższa, chociażby z powodu inflacji – minął przecież szmat czasu.



W ten oto sposób kolejny pasjonat – dwudziestopięcioletni konsul Stanów Zjednoczonych Ameryki, Herbert Thompson, stał się właścicielem hacjendy San Isidro, na której spędzi kolejne 50 lat – całą resztę życia. Od Meridy – siedziby konsulatu, dzieliło go wiele godzin jazdy w siodle, ale nie dbał o to – po prostu w Meridzie bywał niezwykle rzadko, a całą energię poświęcał życiowemu celowi – wymyślaniu sposobów eksploracji Studni Ofiarnej. Jednak poza pasją i tytułem konsula więcej atutów nie miał. Brakowało mu paru rzeczy, a głównie pieniędzy, bowiem cały majątek rodzinny wydał na kupno hacjendy.



Nie miał pojęcia o archeologii, jednak dzięki pasji samouka szybko nadrobił braki wiedzy. Gorzej było z nurkowaniem – nigdy nie pracował pod wodą. Atoli te drobne przeszkody nie zniechęcały Thompsona, nie tracił pogody ducha – przecież miał przed sobą całe życie! Przychodził codziennie nad Studnię i patrzył godzinami na wodę, a oczami wyobraźni widział skarby, które niechybnie leżą na jej dnie. 


CDN

PS. Na koniec grudniowych wpisów dodam kilka zdań o aktualnym układzie planet, wpływających grawitacją na decyzje inwestorów giełdowych. 



poniedziałek, 19 października 2020

Przepowiednia

Piotr Piotrowski i Piotr Gibaszewski

Czyli Przepowiednia. Albo o astrologii – nauce królów.

W obecnym trudnym czasie, astrologia w swym miałkim wydaniu, sprowadzona do horoskopów gazetowych i elektronicznych, znowu przeżywa renesans. A na horoskopach „wróżka prawdę ci powie” bazuje cała rzesza szarlatanów-jasnowidzów, lub tylko tych, którzy uważają, że potrafią i na nieszczęście w to uwierzyli.                                                                                                                              

Ten segment zostawmy na boku.                                                                                 Dziś piszę o astrologii z najwyższej półki: - o dwóch polskich uznanych astrologach o imieniu Piotr.                                                                                         

Piotra Gibaszewskiego znam osobiście od dobrych dziesięciu lat. Horoskopy indywidualne wychodzą spod jego ręki bezbłędnie – z tymi fantastycznie trafionymi horoskopami, oraz portretami numerologicznymi - co było, jest i będzie, zetknąłem się wielokrotnie, także osobiście. Zapamiętałem taki czarodziejski jesienny wieczór w hotelu pod Żywcem, kiedy Piotr brylował – na luziczku sporządzał horoskopy życiowe dla poszczególnych osób z wieloosobowej grupy przyszłych inwestorów giełdowych. Te horoskopy po roku okazywały się trafione w dziesiątkę! No może w dziewięć i pół, ale to także statystycznie wręcz niemożliwe! Dopiero po roku można było naprawdę docenić słowa Piotrka o tym co jest, a co będzie. To wiedza nieoceniona. Wielka, mistrzowska sprawa pomagająca ogarnąć się ludziom chwilowo potrzebującym psychicznego  wsparcia.

 Jednak nie można znać się na wszystkim. Piotr Gibaszewski jest także czynny na Youtube (Solarius) ze swym comiesięcznym horoskopem gospodarczo-politycznym.                                                                                                                       Bez urazy, ale 90% treści tych wystąpień to ble ble. Bo jak nazwać opowieści o ascendentach, koniunkcjach planet, tym co robi Merkury wobec Plutona i innych duperelach w rozumieniu przeciętnego Kowalskiego, który czeka na konkret – co się wydarzy?                                                                                                   A jakie są te konkrety ekonomiczno-polityczne to już każdy sam oceni.


Piotra Piotrowskiego nie miałem szczęścia poznać bezpośrednio, ale kto wie?                                                                                                                                                                  Filozof i autor wielu książek, m.in. Jung i astrologia. W 2009 roku przewidział  katastrofę smoleńską. Stawia horoskopy politykom. Jego artykuł na ten temat ukazał się w „Newsweeku”:

„ W horoskopie Lecha Kaczyńskiego widać nadchodzący kryzys. Konfiguracje planet uruchomią przeznaczenie, którego prezydent nie będzie w stanie uniknąć. Postępujący upadek prezydentury będzie szedł w parze z pogrążającym się w coraz większym chaosie Jarosławem Kaczyńskim. Świat bliźniaków runie jak domek z kart i nikt nie będzie w stanie powstrzymać destrukcji”.

Już po katastrofie Piotrowski wyjaśniał w wywiadzie dla Onetu: -

Stawianie horoskopów to dość złożony, wielowarstwowy proces, ponieważ należy wziąć pod uwagę dużą ilość zmiennych i umieć je właściwie zinterpretować, mając na względzie również określony kontekst.                                                                                                                                                                 Astrolog nie wróży, lecz przewiduje pewne tendencje-trendy wzrostu lub spadku. Mimo to może powiedzieć wiele konkretnych rzeczy.

W horoskopie sprzed wielu lat, sporządzonym przez Piotra Piotrowskiego dla pana Dudy czytamy: - „Można powiedzieć, że Andrzej Duda niczego sensownego nie stworzy”.

Minęły lata. Internauci nikomu nie przepuszczają – stąd aktualne epitety potwierdzające słowa astrologa: - budyń, maliniak, duce, marionetka, bufon, megaloman.  Do tego dodajmy, że podobno wydobył się z błogosławionego łona.