Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 października 2021

Jesień w Kampinoskim Parku Narodowym

 

 

Sobota.

 Co pewien czas zmieniaj schemat postępowania, aby powstawały nowe połączenia neuronowe w mózgu i może nie to, że się wtedy nie starzejesz, ale starzejesz się wolniej. W krańcowych przypadkach tak wolno, że nawet umierając, będziesz miał młodą, zdrową psychikę.

 

Jak wiemy, zaczynamy starzeć się już w młodości. Znałem paru dwudziestoparoletnich starców, zostali w niebycie, bo nie dam z siebie wysysać energii. W sumie to nie jest jednak wesołe, gdy chodzi o depresję. Depresja, stres to rzeczy paskudne  mocno (ale dające się cofnąć). One niszczą psychikę i w kolejności ciało. Dlatego nie wolno się takiemu czemuś poddawać. Ktoś na krawędzi depresji pomyśli: - łatwo ci powiedzieć.

To zapytam: - Czy to możliwe, żeby przeżyć swoje 26 tysięcy dni i ani razu nie być w psychicznym dołku? To niemożliwe.

Więc przypomnienie: - Nie ważne ile razy upadasz, ważne czy i jak się podnosisz. A podnieść możesz się sam, albo trafisz na kogoś, kto spojrzy na Ciebie z góry, ale tylko po to, aby wyciągnąć rękę i pomóc ci się podnieść.

W lesie cisza, powietrze, tudzież kolory jesieni w dębinie świetlistej. Przeważnie było pochmurno, słońca ilość mikroskopijna, atoli w duszy świeciło. Jeszcze parę tygodni do świąt, a niektóre drzewka dębów wydawały się choinkami noworocznymi, chociaż bez  bombek. Także pożegnały mnie jako grzybniętego ostatnie dwa podgrzybki – mały i duży. Wróciłem mocno przewietrzony pięciogodzinnym spacerem, dziękując Duchowi Kampinosu za miłe chwile.






















Wracam metrem, w głowie mam kolory jesieni. Patrzę na nieobecnych młodych, uzależnionych od cyfrowego świata. Myślę: - To taka moda, fobia tylko. Chociaż ci spece od „przewijaj, przewijaj” wiedzą co robią. Młodzi na razie stawiają wygodę i bezpieczeństwo ponad kreatywność i piękno? Cała nadzieja w tym „na razie”. Azaliż z drugiej strony ja także w swoim czasie korzystam z wirtualnego świata pełnymi garściami, czyli jestem i młody i obecny!

 

 

środa, 24 marca 2021

Depresja

Tkwimy w czasie niełatwym, a ponieważ musi być wdech i wydech, radość i smutek – jak to w życiu, dziś  tekst Edwarda Stachury pod tytułem „Depresja”.

 


 

             "Cieszyłem się nowym dniem i chciałem, żeby wszyscy tak jak ja się cieszyli, bo kiedy człowiek się smuci, nie chce, żeby wszyscy się smucili, wcale nie, ale kiedy człowiek cieszy się, to wtedy chce, żeby wszyscy się cieszyli i czy jest w tym coś złego?

Nowy dzień, Santa Polonia, a ilu znam i nie znam, w życiu których już od wielu dni i tygodni, od wielu tygodni i miesięcy, od wielu miesięcy i długich lat — nie było nowego dnia.

Wstają rano i nie bije im mocniej serce, nie rośnie im dusza, nie śpiewa krew, nie swędzą stopy, a nogi ich nie grzebią ziemi niecierpliwie jak konie przed galopem, nie trzepocą im na plecach niewidzialne z przezroczystych piór skrzydła, „skrzydła teopais, o, skrzydła”, nie błyszczą im oczy, nie biją powieki, nie widzą albo nie chcą widzieć naocznego dziejącego się cudu, nie wyciągają przed siebie ręki, nie poruszają palcami i nie ogarnia ich na ten widok, na widok poruszających się u rąk palców, niewymowne wstrząsające wzruszenie.

      Wstają rano i dzień, który z nimi wstał, to nie jest dla nich nowy dzień, ale ciągle ten sam dzień wczorajszy i przedwczorajszy i zaprzedwczorajszy, zaprzeszły dzień ciągnący się, wlokący się już od wielu tygodni, miesięcy i długich lat, ginący w przeszłej minionej oddali czasu. Nie było dla nich nowego dnia już długo—długo, dawno—dawno, i to jest straszliwie niebezpieczne, bo do tego można się przyzwyczaić i oni mogą już wcale nie pragnąć, wcale nie tęsknić za nowym dniem, a bez tego, bez tęsknoty, może już do nich nigdy nie przyjść nowy dzień. Nigdy.

Jeden jedyny może ostatni dzień, dzień śmierci ich, może być dla nich nowym dniem, ale muszą o tym wcześniej wiedzieć, przeczuć muszą swoją śmierć na jeden przynajmniej dzień, „czuję, że jutro umrę”, i wtedy to, wtedy to obudzą się następnego dnia rano z przedostatniego snu i poczują wreszcie, że to jest nowy dzień, ale to już będzie niestety ostatni raz, że spotka ich to szczęście, ten cud, o którym zapomnieli, że istnieje, że jest coś takiego, takie codzienne fenomenalne zjawisko jak nowy dzień, teraz dopiero sobie o nim przypomnieli, szkoda że tak późno, lepiej chyba żeby w ogóle ich to nie spotkało, bo doznawszy tego szczęścia żyć nagle na nowo zapragną, umierać nagle nie zechcą, tylko żyć dalej w nowych co dzień dniach, ale za późno, za późno, nie ma już sil, nie ma zdrowia, nie ma życia, kończy się życie i leży na łóżku pani Sobolewska, wysoko pod głową poduszki, rano jest, nowy dzień, słoneczny był to dzień, pamiętam dobrze, w przesłonięte firankami okno bił blask tych promieni:

 

- Jakie ładne światło na dworze — wymówiła cicho pani Sobolewska.

— Nie rozpraszaj się, córko — powiedział ksiądz, co właśnie skończył był ją spowiadać.

O, kwitnąca rekonstrukcjo wymarłego kwiatu beneditta, ilu znałem i nie znałem, którzy martwym życiem żyli i to była ich wina, albo nie była ich wina, bo stracili, utracili to, co mieli na świecie najdroższego:

                     żonę najukochańszą, męża najukochańszego, przyjaciela najmilszego, przyjaciółkę najmilszą, matkę, ojca, braci, siostry i jak tu żywym życiem żyć? Czym oddychać? Inni jeszcze sami siebie potracili, popalili się na popiół, pogubili sensu wątłą nić, posmutnieli na zawsze, powariowali na dalszą metę.

O, Santa Polonia, nikt nigdy nie odkupi, nie cofnie tych, co już były, ludzkich nieszczęść i krzywd: ani Międzynarodowy Czerwony Krzyż, ani Unesco, ani żaden Zbawiciel. Nikt nigdy nie cofnie, mówię, tych, co już były, ludzkich nieszczęść i krzywd, od których aż trzeszczą, aż pękają w szwach panoramiczne ekrany powietrza.

Aż za ramy się to czasami wylewa i wtedy się to widzi, i wtedy się to słyszy: skargi, jęki, zawodzenia, płacz, szloch, wycie i dudnienie ziemi od padających na nią rannych i trupów".

 

środa, 21 października 2020

Poszukiwanie metody na życie

 

Wiele lat temu zasmakowałem w chwilach poza tak zwaną cywilizacją. Pociągała mnie wędrówka i pomieszkiwanie na odludziu. W samotności poczułem komfort, którego nigdy nie zaznałem w styczności z ludźmi – maszynami, oraz tymi, którym ciągle mało. Homo Mechanicus. Nie Hetero, tylko Homo.



Jak dziś widzimy, wirus wymusza zmianę nawyków i wielu ludziom przysporzył cierpień z powodu przymusowej izolacji. Z tej przyczyny zaczynają wpadać w depresję, bo nie rozumieją, że wszystko  bierze się z połkniętej indoktrynacji - z uzależnionego myślenia.

Stało się bowiem tak, że stopniowo ludzie zaczynali gromadzić coraz więcej przedmiotów użytkowych, choć mieli ich już nadmiar. Być może jest to efekt stadny, w każdym razie nie mogłem tego zrozumieć. Jednak pewien rodzaj przygarniania jestem w stanie zrozumieć: - mianowicie przygarnianie przedmiotów nieużytkowych tylko z powodu ich piękna.

W końcu przyszedł czas, gdy to gromadzenie stało się modne, a nawet stan posiadania zaczął określać status posiadacza. Ten kto miał więcej stawał się bardziej wartościowy, lepszy, bardziej godny szacunku i uwagi.                                 

Zaczęła się rywalizacja w Wyścigu Szczurów.                                                    

Jednocześnie w posiadaczach zwiększał się jeszcze bardziej strach przed utratą tego całego niepotrzebnego szajsu


Patrzę na swój biwakowy dobytek – jak niewiele człowiekowi potrzeba do beztroskiego życia. Owszem, rzecz dotyczy letnich wędrówek, atoli w ten sposób nabywamy chwalebnego nawyku – miarkowania się. Przecież niesiemy wszystko na własnych plecach, a im mniej – tym lżej. Szybko uczymy się zabierać tylko rzeczy niezbędne, plus minimum żywności. Od czerwca do jesieni bieszczadzka przyroda bardzo wspomaga wędrowca swymi darami.






To dzisiejsze pisanie, ma jedynie na celu inspirować do poszukiwania jakiejś metody pod tytułem „Co robić, aby głowa nie bolała”. Przecież każdy żyje po swojemu. 


Mijały lata i coraz mniej ludzi potrafiło usiąść na kamieniu wśród pól, czy w lesie i poczuć całym sobą jak dobrze być częścią świata, cieszyć się z życia, słuchać rechotania żab na wiosnę, z przyjemnością chłonąć widoki, zachwycać się dorodnym borowikiem w jesieni, moczyć stopy w zimnym strumieniu. Kochać siebie i czuć się kochanym. Kochanym przez żaby, borowika, strumień, kwiaty i chmury. Przez wiatr, słońce i deszcz. Kochać i być kochanym bez przyczyny, tylko po prostu. Poczuć jedność ze wszystkim, także z Siłą Nadrzędną. Nie z żadnym określonym bogiem i przypisaną do niego religią, tylko z Mocą, która utrzymuje świat w równowadze i powoduje, że planety na siebie nie wpadają.




Wszystkie instytucje stworzone na Ziemi przez ludzi zasłaniających się religią, zaprzeczają bowiem tej pierwotnej czystej boskości w jedynej prawdziwej świątyni – Świątyni Natury, która zawsze tu była, jest i mam nadzieję, że będzie.

środa, 7 marca 2018

Golfsztorm

Wyścig Czerwonej Królowej 5

Kilka faktów.
Zlodowacenia nie są niczym osobliwym.
Nawiedzają naszą planetę od dawien dawna z regularnością odwiedzin teściowej.
Trwają jakiś czas, a potem odchodzą.
Najstarsze zlodowacenie miało miejsce 2,3 miliarda lat temu. 

Dokładnie rzecz biorąc, mówi się o epokach lodowcowych, czyli okresach, kiedy „zaraz” po sobie następuje kilka cykli zlodowacenia.
Obecnie żyjemy między epokami lodowcowymi, nawet jeśli ciągle słyszysz Czytelniku o efekcie cieplarnianym.
Ostatni okres międzylodowcowy miał miejsce 10-11 tysięcy lat temu, a przecież z punktu widzenia historii Ziemi jest to „przed chwilką”.

Tak, czy owak, mamy na karku nadchodzącą falę zimna. Jedynie zdania na temat, kiedy ona przyjdzie są podzielone. Ma to być za 5 do 15 tysięcy lat.
A efekt cieplarniany jak na ironię może tylko przyspieszyć nadchodzące zlodowacenie, i to przyspieszyć znacznie.
           Weźmy przykład Golfsztormu.

To między innymi dzięki niemu w Europie panuje tak przyjemny klimat. Mówi się, że Golfsztorm płynie, a to nie jest prawda.
     On nie płynie, tylko jest zasysany przez gigantyczną pompę!
Po pierwsze primo: - ciepła woda jest (bowiem) lżejsza od zimnej, wypływa więc do góry. Na północy robi się jednak wyraźnie chłodniej, więc ciepłe wody Golfsztormu oziębiają się coraz bardziej, aż wreszcie w okolicach Grenlandii opadają w kaskadach pod własnym ciężarem trzy kilometry w głąb, aż do dna Basenu Grenlandzkiego.
       Stamtąd jako wody głębinowe, płyną z powrotem na południe.

Po drugie primo: - powodem tego, że masy wody opadają, jest także ich zasolenie: - słona woda waży więcej niż słodka.
Jeżeli na Ziemi robi się znacznie cieplej, zaczynają się roztapiać masy lodowe na biegunie północnym.
       A góry lodowe składają się przecież z wody słodkiej.
Roztopy rozcieńczają słoną wodę, czyli ją słodzą, a wtedy staje się ona także lżejsza i mija jej chęć do opadania.
Woda wpada w depresję, nie chce się jej opadać i przez to wytwarzać ssania, a
 wtedy Golfsztorm przestaje płynąć.
      I tak właśnie zdarzyło się kilkakrotnie w historii Ziemi.

Ziemia trzęsła się już z zimna przez co najmniej sześć epok lodowcowych, jednak to, co działo się pod koniec proterozoiku, pobiło wszelkie rekordy. Dzisiaj świadczą o tym ogromne osady skalne, zeszlifowane i przeniesione przez masy lodowe.
     Te skondensowane osady polodowcowe nazywane są tyllitami. W Australii ich warstwa osiąga sześć kilometrów grubości !
W połowie ubiegłego wieku na całym świecie odkryto tyllity, pochodzące z tego samego okresu, pomiędzy 800 a 600 milionów lat temu.
       Powyższe odkrycia nasunęły przypuszczenie, że w owym czasie, nasza planeta musiała być w większości pokryta lodem. Zbadano do końca wszystkie obszary Ziemi, a wynik był jednoznaczny: - cała planeta była pod lodem!
Było już o tym w poprzednim wpisie - ziemia zamieniła się w wielką lśniącobiałą lodową kulę, czyli nie zawsze Ziemia widziana z kosmosu była niebieska...

Potem przyszła odwilż, która prawdopodobnie trwała 30 do 40 milionów lat, aż do całkowitego rozmarznięcia.
Czas kosmiczny to skala makro i dobrze sobie tę skalę uzmysłowić, a wtedy wszystkie nasze codzienne egzystencjalne problemy, czy nawet depresje, stają się tak znikome wobec depresji Golfsztormu, że właściwie nie powinniśmy ich zauważać.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Obudzić się

Wstaje kolejny dzień
 

  
Następuje kontemplacja przed śniadaniem, czyli chwila sławnego nicnierobienia.
   

Na śniadanie budyń czekoladowy (woda, płatki owsiane, kasza manna, kakao, łyżka masła, cukier )
   

Gdy po przyjściu na tę górę postawiłem namiot i pierwszy raz przyszedłem na szczyt, tak wyglądał krzyż.
      

Przekrzywiony krzyż.
Oczywiście poprawiłem, aby stał tak, jak w ubiegłym roku, w lekkim ukłonie tylko, aby dalej oddawał cześć temu, co tu się wydarzyło trzy i pół pokolenia wcześniej.

Dlaczego samotnia - 7

Wpisy na blogu, czyli listy do samego siebie, trafiają celnie do osób dojrzałych, które coś przeżyły i wiedzą o konieczności przebudzenia. Do młodych to nie trafia, bo oni muszą swoje przejść, pobyć wystarczająco długo w pogoni za własnym ogonem. Każdy idzie podobną drogą, więc każdy przez taką pogoń przechodzi.
Niektórzy z tej pogoni, z tego uśpienia nie wychodzą do końca swych dni, gromadząc bez ustanku gadżety. Ale to są zwykli Kowalscy, i nie do nich jest skierowany ten blog.
     Piszę do ludzi, którzy mają chęć się obudzić, albo już się obudzili.
Są dwie drogi wyjścia z uśpienia – obie niebezpieczne, lecz łatwe, możliwe do wykonania właściwie natychmiast. Bo całkiem bezpieczni będziemy tylko w grobie, tam już nic zaskakującego nas nie spotka.
       Proszę pana, ale ja szukam bezpieczeństwa! - Nie raz to słyszę od pań.
Czy pani chce być nie tylko bezpieczna, ale i piękna jednocześnie?
Jeśli tak, oto recepta:

Żyj krótko, umrzyj młodo, będziesz pięknym trupem – graffiti.

Życie natomiast ma dopiero smak, gdy jest niebezpieczne. Bo gdy jest bezpieczne staje się rutyną, wszystko w nim znasz, wszystko przewidzisz, czujesz się pewnie, jesteś zadowolony, tylko nie zdajesz sobie sprawy że stałeś się maszyną, powoli umierasz. Dopada ciebie nuda. Szukasz więc jakiegoś zajęcia.
      Tu przytoczę słowa Osho: - Gdy się nudzisz, jest z tobą coś nie tak. A gdy musisz coś robić, szukasz zajęcia, uciekasz od siebie do ludzi, patrzysz w telewizor aby „jakoś zabić czas”, dowiedz się, że podpowiada ci diabeł. Boisz się bowiem samego siebie.
Zwolnij, a nawet zatrzymaj się.

Kiedy się zatrzymamy, by wsłuchać się w to, co ma nam do powiedzenia znudzenie, odczytamy, że nadszedł czas, aby się z czymś pożegnać. To odnosi się zwłaszcza do naszych relacji z ludźmi. Problem ze znudzeniem polega na tym, że zakrada się ono stopniowo i jest ostatnią rzeczą, jaką zauważamy.
Kiedy nie możemy ruszyć z życiem do przodu, odczuwamy także lęk. Boimy się stracić to, co już mamy, boimy się, że nie dostaniemy tego, co chcemy dostać, boimy się co pomyślą o nas inni, boimy się sukcesu, boimy się porażki.
      Po jakimś czasie boimy się własnego cienia. 
Lęk sprawia, że trzymamy się rutyny, schematu. A przecież kto żyje schematem – rutyną, ten sam siebie uśmierca.
Boimy się zerwania z rutyną, więc trzymamy się jej i …... powoli umieramy.
Powtarzając wzorce zachowań i nawyków, stajemy się coraz bardziej przygnębieni sytuacją, Mamy wrażenie, że pracujemy wystarczająco dużo, coraz więcej wręcz, a niczego nie osiągamy. Wydaje nam się, że nie osiągamy swoich celów, a inni robią to z łatwością. Zaczynamy winić innych, coraz łatwiej ranią nas słowa lub uczynki otaczających ludzi, życie robi się niesprawiedliwe, wydaje się, że wszyscy się na nas uwzięli.
       Uznajemy życie za bezcelowe i nie wiemy dokąd się zwrócić. Rozpaczliwie szukamy swego bezpiecznego portu albo nieba i zaczynamy popełniać głupstwa...... Chwytamy się rzeczy albo ludzi, którzy nie są z naszej bajki.
        Niektórzy ludzie niestety nie są z naszej bajki.

Nie mamy dokąd pójść, nie ma wyjścia, nie ma ucieczki. Co gorsze nie widzimy sensu w dążeniu do czegokolwiek – małymi krokami nadchodzi apatia a za nią depresja.
Może nastąpić wyparcie.
Nie chcemy dostrzec, że znaleźliśmy się w ślepej uliczce. "To tylko stan przejściowy" – mówimy, bo nie chcemy zmienić wzorców postępowania.
     I w ten oto sposób wpadliśmy w wyjeżdżoną koleinę.

I to tak wpadliśmy w tę koleinę że aż cmoknęło i zassało nas całkiem.

środa, 16 października 2013

Łupków a depresja



Kilka zdań o depresji

                                             Depresja
Czasem budzisz się na przykład z uczuciem depresji.
Jesz śniadanie, wszystko jest niby w porządku, ale wszędzie chodzi za tobą depresja - uczucie, którego nie można nijak wytłumaczyć. O takich momentach mówi się, że dojrzewa karma.
      ( Tybetańska Księga Snów )

Gdy podejrzewasz, że możesz mieć depresję, pomyśl o słowach Szwejka:
           - „Dobrze nie jest, ale nie trzeba tracić nadziei, jak mówił Cygan Janeczek w Pilznie, kiedy w roku 1879 zakładano mu stryczek na szyję za podwójne morderstwo”.

I szukaj wyjścia z tego stanu.

    - Jeśli przy śniadaniu chodzi za tobą depresja, możesz  także podnosić sobie ducha sposobem Adama z filmu „Dzień świra”:
     - „Gdy szykuje śniadanie, zwykle se o korkach słucham, jak tkwią te chuje w tych jebanych autach”.
  
     Bowiem każdy sposób jest dobry, gdy jest skuteczny. Więc przyszykuj sobie śniadanie według tej recepty i wyjdź na świat potem…

Czy można mieć depresję gdy był taki wschód słońca?

A potem dzień się obudził, i wokół Łemkowyna?




czwartek, 2 maja 2013

Makrobiotyka



Prawo Yin – Yang to reguła w niebie i na ziemi,
To istota milionów różnorodnych rzeczy,
To rodzice wszystkich procesów,
to początek i istota życia i śmierci

Kanon medycyny chińskiej.

Słowo makrobiotyka, pojawiło się po raz pierwszy w pismach Hipokratesa, ojca medycyny zachodniej. Makrobiotykami nazywano ludzi, którzy prowadzili życie zgodne z prawami natury ( Dziś Wicca?), a makrobiotyką nazywano styl życia, na który składa się m.in. zrównoważona i naturalna dieta.
W roku 1908 powstało w Japonii „Stowarzyszenie Leczenia Jedzeniem”, którego postacią główną stał się George Ohsawa. Makrobiotyka zdobywa coraz większą popularność. Na zachodzie przyczynił się do tego dr Antoni Sattilaro z Filadelfii. Opisał w swojej książce „Przywrócony życiu”, jak wyleczył się całkowicie, dzięki makrobiotyce, z ciężkiej postaci raka prostaty. Wyniki badań wskazują, że makrobiotyka jest skuteczna w leczeniu i profilaktyce wielu chorób, takich, jak cukrzyca, choroby serca, rak, a nawet AIDS.
Zasada jedności plusa i minusa jest naszym życiowym kompasem, który prowadzi nas ku zdrowiu. To jest praktyczny poradnik umożliwiający ocenę wszystkiego, co nas otacza, nie tylko jedzenia.
Powinniśmy jeść to, co rośnie najbliżej, a najlepiej to, co sami wyhodujemy.
     Podstawowym pokarmem ludzi od tysięcy lat było i jest ziarno, najwyżej rozwinięta forma ewolucji roślinnej, będąca jednocześnie owocem i nasieniem. Towarzyszą jej warzywa, fasolki, glony, orzechy i owoce – w odpowiednich ilościach.( ziarna, kasze to powinno być 70%, reszta w tych 30%)
Makrobiotyka jest sposobem życia i myślenia. Sposobem trudnym i prostym zarazem, jest pracą – w sobie, nad sobą i ze sobą.
                Jeszcze o najgorszej chorobie – ignorancji.
Tybetańska Księga Snów: -„Ignorancja kulturowa- Hindusi wierzą na przykład, że negatywnym działaniem jest jedzenie krów, dopuszczają jednak spożywanie wieprzowiny. Muzułmanie natomiast uważają, że wolno jeść wołowinę, ale zabrania się im spożywać mięsa wieprzowego. Tybetańczycy jedzą oba rodzaje mięsa. Kto wobec tego ma rację? Hindus uważa, że Hindusi mają rację, Muzułmanin myśli, że to Muzułmanie postępują słusznie, a Tybetańczycy sadzą, że racja jest po ich stronie. Tak różne przekonania powstają w wyniku uprzedzeń i wierzeń, które stanowią cześć kultury, nie wynikają zaś z prawdziwej mądrości”.

Wszystko się zmienia, porusza: nieszczęście zamienia się w szczęście, choroba w zdrowie, złość przechodzi w radość, wojna w pokój. Makrobiotyka jest przygodą. Każdy przecież może spróbować. Twardość pragnie miękkości, jak mężczyzna kobiety, a kobieta mężczyzny.
     Mario Binetti – nauczyciel makrobiotyki, mówił tak : - „Odpowiedzi na wszelkie pytania musisz poszukiwać sam. Każdą odpowiedź nosisz w sobie. Tu szukaj. Nie na zewnątrz.
Podobnie jak przyczyny naszego dobrego, czy złego samopoczucia. Zamiast odnaleźć tę przyczynę w sobie, tracimy mnóstwo energii i czasu, aby obwiniać o to okoliczności i innych ludzi. Poprzez makrobiotykę staramy się poznać możliwie pełen obraz tego, co nas otacza.
    Słowo „pełny, cały” (whole) w języku angielskim łączy się ze słowem „zdrowie” (Heath), które z kolei kojarzy się ze słowem „święty” (holy). To słowo oznacza bycie w harmonii ze sobą i światem zewnętrznym.
A więc chodzi o taki stan, w którym jesteśmy zdrowi, szczęśliwi i realizujemy marzenia naszego życia.
Wielu ludzi interesuje się makrobiotyką wyłącznie ze względu na zdrowie, są fanatykami zdrowia. Czy znacie takich ludzi? To najbardziej nudni ludzie na świecie! Oni się zawęzili na sobie samych. Fanatycy zdrowia odcinają się od wszelkich przyjemności, oni są zagubieni.
Przez jakiś czas można być takim człowiekiem, bo i fanatyzm ma swoje dobre strony.
     Oby tylko nie wpaść w stagnację i nie myśleć wyłącznie o tym co jeść, czy to jest zdrowe, jak gotować….Przecież najważniejszą zasadą w makrobiotyce jest to, że wszystko się zmienia. Chorujemy na raka, daliśmy mu dużo czasu i energii aby się rozwinął. Wycinamy chory organ i myślimy, że już po wszystkim. Nie zdajemy sobie sprawy, że nasze myślenie i nasz sposób życia tworzą ten stan. Wydaje się nam, że przyczyna choroby jest na zewnątrz nas, że jest czymś, co należy zaatakować np. promieniami, albo czymś innym. Możliwości medycyny są wyszukane. Umysł ludzki potrafi wymyślać wspaniałe rzeczy, tylko że większość z nich powoduje oddzielenie. Te wspaniałe rzeczy – wytwory cywilizacji, oddzielają umysł od reszty ciała. Przestajemy być Jednością….
Nie zdajemy sobie sprawy, że ból w jakimś miejscu ma swoje źródło zupełnie gdzie indziej. Wycinamy, płacimy i myślimy: sprawa załatwiona. W jakiś czas później ten sam ból pojawia się w innym miejscu naszego ciała. I znów robimy to samo: - wycinamy, stosujemy chemoterapię i nie zdajemy sobie sprawy, że ten rak jest jednak sprytniejszy od nas i rozwija się dalej…….Trzeba zmienić sposób życia – to jest baza rozwoju choroby. Rak, tak, jak inne organizmy, potrzebuje pożywienia, żeby się rozwinąć i tym pożywieniem dla niego jest nasze nastawienie umysłowe i sposób życia.
Makrobiotyka nie jest związana tylko z odżywianiem, ona mówi: - jeżeli będziesz żył w określony sposób, to być może coś się zmieni.
Poprzez chorobę, natura usiłuje nam powiedzieć, że coś jest nie tak, z naszym życiem. Natura próbuje też nam powiedzieć, że leczenie symptomatyczne, jakim posługuje się medycyna – nie leczy. ( Reklamy: - kup pigułkę, ból przejdzie, najwyżej ci kiszka pęknie, ale to już twoja sprawa, nie skonsultowałeś się z farmaceutą)
Makrobiotyka jest filozofią życia, poszukiwaniem klucza. George Ohsawa zrozumiał, że do osiągnięcia pozytywnego stanu duchowego, ciało musi być w dobrym stanie. Ohsawa wypróbował najpierw na sobie, jak to działa, a potem dopiero zaczął nauczać. Jego najważniejszym powiedzeniem było: NON CREDO.
 A więc nie wierzcie w to, co mówię. Znajdźcie prawdę sami.
Ohsawa napisał książkę „Makrobiotyka zen”. Mówi w niej: - człowiek może jeść wszystko, ale na następnych stronach mówi o tym, czego człowiek nie powinien jeść. Paradoks. Tak, życie to paradoks.
Jemy za dużo cukru, to jest powodem hyperglikemii i hipoglikemii. Lewa strona naszego ciała jest pod wpływem cukru. W medycynie Dalekiego Wschodu śledziona i trzustka są uważane za bardzo ważny narząd. W medycynie zachodu jest uważany za niepotrzebny i często usuwany.  Osoba, która ciągle narzeka, to śledziennik. – Jestem taki nieszczęśliwy, czuję się fatalnie, nic mi nie wychodzi….i ciągłe pretensje. To wszystko śledziona, która wymaga….opieki i miłości!
Nadkwasota bierze się z zanieczyszczonego powietrza, którym oddychamy. Zaatakowane są płuca, astma się rodzi. Przyczyną astmy są także słabe nerki, niezdolne do przepuszczania płynów, które w związku z tym, zatrzymują się w górnych partiach organizmu. Inny objaw tego stanu nerek, to puchnięcie nóg i worki pod oczami. Co jeszcze bierze się z tego stanu nerek? Uczucie zagrożenia, strach, lęki paranoja…..Aby wyleczyć astmę, używamy sprayów. To jest leczenie objawowe – możemy znowu swobodnie oddychać, ale powoduje to w całym organizmie ekspansję, która jest właśnie przyczyną astmy. Bierzemy coraz silniejsze środki, żeby sprawić sobie ulgę, ale ogólny stan pogarsza się coraz bardziej.
Co robią ludzie, gdy nie dostają dobrego powietrza? Kurczą się. Najpierw usiłują się wyprostować i wdychać więcej – potem rezygnują. Ludzie stają się skuleni i zamknięci. A rezultatem problemów płucnych są depresje….50 % łóżek szpitalnych w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii zajmują cierpiący na depresję.
Pięćdziesiąt procent!
Co możesz zrobić, jeśli do tej pory byłeś na tyle nieuważny, że tego nie dostrzegłeś? Papierosy…..
Dalej: - ludzie o zakwaszonej krwi mają problemy z uzębieniem i chodzą przygarbieni.
Za dużo tłuszczu we krwi: - tacy ludzie, to „nerwusy – wątrobiarze”. Tacy ludzie często duszą gniew w środku, są spięci, ale ze względów ”towarzyskich” nie eksplodują. Dopiero jak wrócą do domu….
Gniewem i złością zarządza wątroba.
Uzewnętrznianie emocji – płacz. Płacz to wydzielanie nadmiaru płynów z organizmu. Często dziwimy się, że ktoś płacze, skoro nie ma żadnej przyczyny.
          (Zbyszek – tu się nie zgadzam, nie ma przyczyny? A cóż my możemy wiedzieć o nastroju płaczącego?)
Gdy natomiast ktoś bez przerwy chichocze z byle powodu i nie może się opanować, lub ma skłonności do histerii, jest niedobrze ze stanem jego serca.
 Można tak rozpatrywać wszystkie organy po kolei…
Oczywiście nie jest możliwa całkowita doskonałość, ale jest to coś, do czego dążymy…..
Musimy wrócić do mądrości pokoleń i przypomnieć sobie pewne stare, dobre zasady, aby dokonać w sobie zmian podstawowych, a nie powierzchownych.
     Każdy człowiek powinien mieć możliwość stosowania makrobiotyki. Jej zasady są tak proste, jak tylko mogą być. Gdyby były jeszcze prostsze, przyjąłbym je łatwiej, ponieważ jestem leniwy i lubię to, co proste: - inne nie sprawdzają się.
 Ale jak zapewne wiecie, tam, gdzie jest przód, jest także tył. Prostota i piękno – to przód. Codzienna praktyka - to tył. Żeby doświadczyć tego piękna, musimy przejść przez wszystkie codzienne trudności – nie ma żadnej innej drogi.
  
    Makrobiotyka nie zaleca produktów mlecznych, zaleca oddychanie przez nos, jemy pokarmy ze zboża, z całego ziarna, potrawy gotowane. Kasze, ryż, chleb razowy, warzywa gotowane. Zbożowe 70%, jarzyny 30% - w tym fasole. Mięso i ryby dozwolone tylko niektórych gatunków, rzadko i w małych ilościach, tak samo jajka i sery. Wykluczone mleko, dorośli nie trawią mleka. Wykluczony  cukier i słodycze, biała mąka, owoce i tłuszcze zwierzęce. Przyprawy tylko roślinne, sól morska. Jak najmniej pić”.

I generalnie: - co pewien czas możemy jeść wszystko, nie umrzemy od tego. I pamiętajmy o tym, że można też nie jeść wcale, żywić się bezpośrednio światłem i być silnym, zdrowym i szczęśliwym – Bretharianie.
Życie jest wielką tajemnicą.

PS. Zamieściłem urywki wykładu Mario Binettiego- dyrektora Instytutu Kushiego w Szwajcarii, oraz organizatora międzynarodowych spotkań makrobiotycznych w Lenk.
Binetti mówił to w maju 1987 roku w czasie pobytu w Polsce, we Wrocławiu, Krakowie i w