Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Archanioł Lucyfer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Archanioł Lucyfer. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 grudnia 2018

Kto niesie światło

Stare księgi nie tylko wspominają o buncie w Niebie, one szczegółowo opisują wojnę między bogami.
Powód tej wojny? - doszło do różnicy zdań....

Przekazy chrześcijańskie (Doktryna powtarza założenia religii wcześniejszych, definiując je nieco inaczej, czyli jest plagiatem) jako głównego winowajcę podają Archanioła Lucyfera, przypisując mu wszelkie nikczemności.
A przecież prawdziwa nikczemność polega na rozbudzaniu wrogości.
Czy to atak na Kościół? Ależ skąd!

Polityka w wydaniu negatywnym działa przy pomocy słynnego dziel i rządź.
Kiedy w państwie panują jeszcze pozory demokracji, łatwo skołować część narodu za pomocą propagandy – czytaj: - odwracania kota ogonem i zwykłych kłamstw. A także obietnic, które w naszym społeczeństwie mają wielką siłę nośną.

Inna ważna i bardzo skuteczna metoda manipulowania ludźmi nosi imię strach.

Nie bez przyczyny Osho od zawsze mówił o hybrydzie wysysającej społeczeństwo: - to polityk zrośnięty z kapłanem. 
Hybryda owa jest bezwzględna i ssie z ludzi wszystkimi swoimi otworami. 

Od zarania dziejów, prawo naturalne dzieli ludzi tylko w jeden sposób: - na mądrych i głupich.
Co nie znaczy, że jedni mają drugimi pogardzać.
Wręcz przeciwnie.
Przecież to dzięki głupiemu, możesz zauważyć, że taki nie jesteś. Czyli głupiemu należy się wdzięczność.
Jak wiemy, propaganda mądremu nie zaszkodzi, gorzej z głupim – ów dzięki manipulacji staje się jeszcze głupszy niż był.
Lecz to już jest siła wyższa, przyporządkowana dualizmowi świata.

Spróbujmy poskładać fakty związane z jednym z Naczelnych Aniołów, nazwanym w chrześcijaństwie Archaniołem Lucyferem.

Po pierwsze primo: - rzecz dotyczyła eksperymentów genetycznych na ludziach.

Po drugie primo: - Wszystkie istoty zamieszkujące Niebo (orbitujący statek kosmiczny – Rigweda, Mahabharata, Ramajana) posiadały niedostępną dla nas wiedzę, czyli głupie nie były.
Na Wysokości panowała hierarchia: - głos decydujący miały Naczelne Anioły.

Po trzecie primo: - Część Aniołów przyłączyła się do Archanioła Lucyfera i wzięła udział w rebelii.

Średniowiecze już za nami, po to mamy własne rozumy, aby się nimi posługiwać.
Dziś wolno nam odrzucić wszelkie dogmaty i zastanowić się, czy wnioski z „wojny na górze”, nie są przypadkiem fałszem.
Bo jeśli tak, cała doktryna wiary mówiąc łagodnie, staje pod znakiem zapytania.

Ocho! Niektórzy już czują się nieswojo....
Azaliż te rozważania są tylko hipotetyczne.
Każdy przecież może być teologiem, jeśli ma coś sensownego do dodania.

Być może Naczelny Anioł nie miał racji i cała ludzka populacja ziemska jest nieudanym eksperymentem?
Wszak nasze ogólne stosunki z Matką Ziemią są coraz bardziej napięte, a odwieczne waśnie plemienne, wydają się wpisane w ludzkie geny.
     Wątpliwości stają się jeszcze większe, gdy przyjmiemy wiedzę na temat substancji, dzięki której świetliki świecą w nocy.
Ta substancja „przenosi światło” i nazywa się lucyferyną.
Nieść światło – oznacza nieść wiedzę.
A jeśli racja była po stronie Archanioła Lucyfera?.

Kto w takim razie niesie ciemność?

Otóż od czasu Rewolucji Francuskiej, humaniści zgodnie twierdzą, że u podstaw wszystkich konfliktów między ludźmi stoi religia.

I tym niosącym światło wnioskiem kończę wpisy w roku 2018 oraz życzę Czytelniczkom i Czytelnikom Wesołych Świąt i Dosiego Roku.
Do zobaczenia na początku stycznia.


czwartek, 9 listopada 2017

Międzygalaktyczni Konstruktorzy

Niniejszym poznajemy dwóch Konstruktorów Międzygalaktycznych: - Trurla i jego przyjaciela Klapaucjusza.
Czytelnik, znający co nieco treść Pisma, zauważy od razu niezwykłe podobieństwo owych, do lansowanego wizerunku Boga i jego oponenta - Archanioła Lucyfera.

O Bogu wiemy dużo, jak się niektórym wydaje.
Inni znowu twierdzą, że nie wiemy właściwie nic.
Bo skąd to mamy niby wiedzieć?
Z Pisma, czyli Biblii?
      Wielce uczeni teologowie odkryli w tym Piśmie osiemdziesiąt tysięcy nieścisłości lub merytorycznych błędów. A więc Pismo odpada.
        Są Księgi o wiele starsze - Rigweda, Mahabharata, Rhamajana, oraz informacje z tabliczek pokrytych pismem klinowym.
Z tych źródeł wiemy, że wśród wielu bogów dochodziło do różnicy zdań, a mówiąc konkretnie, bogowie prowadzili ze sobą wojny śmiertelne.
       Z Apokryfów natomiast, wyłania się obraz boga mściwego.
(Bóg do Mojżesza: - „nie chcą ciebie słuchać? Odsuń się nieco, ja się z nimi patyczkować nie będę - załatwię ich jednym strzałem!”)

To co starsze (czyli pierwowzór) jest bardziej wiarygodne od kopii. Więc fundamentem wiedzy teologicznej pozostają Apokryfy Starego Testamentu. 
      (W Polsce - Biblioteka Prymasowska. Słowo wstępne – Józef Glemp, kardynał, Prymas Polski)
Archanioł Lucyfer uważał, że człowiek w wydaniu boskim był nieudanym eksperymentem i należałoby coś poprawić w prototypach.....
     Substancja o nazwie lucyferyna służy świetlikom do przenoszenia światła. Kto tak tę substancję nazwał? Co chciał przez to przekazać?
Przypadek?
Przecież nie ma przypadków....

Archanioł Lucyfer sprzeczał się z Bogiem, bo miał odwagę, a być może także rację. Można to wnosić z nienawistnych konotacji, jakie Kościół dołączył do imienia zbuntowanego Archanioła.
       Archanioł w akcie buntu, albo..... miłości do człowieka, zaingerował genetycznie w jestestwo tych, którzy zamieszkiwali biblijną Sodomię i Gomorię.
     Bóg (natomiast) w swoim miłosierdziu działał zdecydowanie, unicestwiając oba miasta. Jednak Anioł (posłaniec Lucyfera?) ostrzegł Lota. I w ten sposób niektórzy „zainfekowani genetyczną popraweczką"” uratowali się jednak.
       Być może ta hipotetyczna ingerencja mogła się już zdarzyć na etapie biblijnego Ogrodu Eden. Przecież Adam także się zbuntował! (Historia z Ewą? - Zmanipulować można przecież dowolny fakt!)
Nasuwa się pytanie: czy genetyczna popraweczka Archanioła Lucyfera okazała się w końcu popraweczką, czy pogorszeczką?
Jednakowoż takie dywagacje, to tylko gdybanie.
       Za dużo znaków zapytania.

Od młodej (stosunkowo młodej - co wykazałem w poście o religii solarnej) religii chrześcijańskiej nie dowiemy się jak było. Ta młoda religia jest bowiem zakotwiczona w swojej prawdzie, a ta polega na symbiozie z politykami i ssaniu suwerena. 
     Bez urazy, ale PO także była w symbiozie, manipulowała i miała suwerena gdzieś. Może działała tylko nieco mniej bezczelnie. Jednym słowem jedni, drudzy i trzeci rządziciele są tyle samo warci. 
Czyli jest, jak było: - trwa rozmowa między Panem, Wójtem i Plebanem. 
Panie Zbyszek!!!!
Wracaj pan do meritum!

Wracam więc.
Nie znamy szczegółów, jak to było z naszym stworzeniem.
         Z pewnością działała miss Ewolucja.
A ingerencja genetyczna z zewnątrz?
      Mogła być dopiero na etapie człowieka Cro Magnion, ponieważ nastąpił wtedy zagadkowy skok cywilizacyjny.
Liczne opisy tworzonych przez bogów Chimer – pół zwierząt, pół ludzi, pasują jak ulał do eksperymentów genetycznych prowadzonych obecnie w wojskowych laboratoriach. Niektóre z tych Chimer dotrwały przecież do czasów mitologii greckiej i podbojów Cesarstwa Rzymskiego,
     Albo rację ma Stephen Wolfram: - Bóg wygenerował  świat za pomocą programu komputerowego. 

Nie wiemy, jak było, możemy tylko przypuszczać, czyli posłuchajmy opowieści....


Pewnego razu zdarzyło się, że świetny Międzygalaktyczny Konstruktor Trurl przybył szarą godziną do swego przyjaciela Klapaucjusza milczący i zadumany.....
    cdn.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Co dalej z człowiekiem?



Retrotranspozony.

Dziś streszczenie szalenie ciekawego artykułu doktora Colma A. Kellehera, biochemika i niestrudzonego poszukiwacza naukowych anomalii.

Od dawna wiemy, że ludzie mają znacznie więcej inteligencji niż jej wykorzystują.
Eksperci oceniają, że nawet tacy intelektualni giganci jak Albert Einstein, czy Nicola Tesla wykorzystywali zaledwie 5% swojego potencjału umysłowego.
     Sytuacja staje się jeszcze bardziej ekstremalna, gdy dochodzimy do trzech milionów par bazowych ludzkiego genomu.
Tylko 3% ludzkiego DNA zawiera kod fizycznego ciała!
Innymi słowy 97% par bazowych pozornie nie służy do niczego.
Kelleher sądzi, że one oczekują na aktywację przez retrotranspozony – struktury genetyczne, które w uproszczeniu można sobie wyobrazić jako skaczące DNA.
      Swój osąd Kelleher popiera udokumentowanym przypadkiem takiej aktywacji.
Dalej naukowiec sądzi, że podobna aktywacja może leżeć u podstaw wielu obserwowanych zjawisk metafizycznych i religijnych, takich jak:
- cofnięcie wieku
- lewitacja
- transfiguracja
- a być może także wniebowstąpienie.

Postawienie sprawy w ten sposób przez wybitnego w końcu naukowca, oraz fakt niepełnego wykorzystania ludzkiego genomu, którego „oficjalna nauka” - czytaj: naukowi ortodoksi, nie potrafi wyjaśnić, doprowadza wielu naukowców do szaleństwa....
Kelleher odpowiada na to: - spokojnie panowie, podyskutujmy.
Lecz najpierw zapoznajcie się z tym, co mam do powiedzenia.

Rzeczywiście natura nie jest rozrzutna i nigdy nie daje organizmowi więcej, niż jest mu potrzebne do funkcjonowania w danym środowisku.
Co więc z tą nadwyżką potencjału?
Świeccy humaniści i racjonalni materialiści traktują nasz gatunek jako rzecz. Jako biomechaniczną maszynę o niezwykle skomplikowanej budowie.
        A jeżeli się mylą?
Jeśli ludzkość jest nie tyle stopniowo udoskonalającym się wariantem starego projektu, lecz także rodzajem nieuświadomionego, od dawna celowo tłumionego wyższego potencjału?
       Czy to może być prawdą?
Jak się okazuje, może to być prawdą, bo nauka dysponuje zastanawiającym zbiorem dowodów poszlakowych potwierdzających słuszność takiego wniosku.

                                             Człowiek w niewoli

Czyli wiadomości z glinianych tabliczek starożytnego Sumeru.
Jeśli wierzyć badaczowi i znawcy starożytnych języków Zecharii Sitchinowi, ludzie stworzeni zostali jako rasa niewolników. Stwórcami byli Annunaki (kosmici).
     Powstaliśmy w wyniku połączenia ich spreparowanego DNA z DNA najbardziej zaawansowanej formy ówczesnego życia na Ziemi – protohominidów.
Uzyskana w ten sposób istota miała podlegać różnorodnym ograniczeniom, aby nie mogła rozwinąć w pełni swego potencjału.
Ten plan został udaremniony, kiedy jeden z Annunaki doszedł do wniosku, że nowa forma życia zasługuje na lepszy los i ingerował w oryginalny projekt genetyczny.
      Wiadomości z Sumeru są dużo wcześniejsze od zapisów biblijnych, a przecież dostateczną wiarygodność mają jedynie pierwowzory - najstarsze teksty. W każdej następnej wersji, prawda jest rozmydlana według radosnego widzimisię twórców nowszej wersji historii.

Po ingerencji jednego z Annunakich w oryginalny projekt genetyczny, istoty ludzkie nie okazały się posłuszne ani uległe, i były dla Annunakich niekończącym się powodem do zmartwień.

Po naradzie Annunaki postanowili więc zgładzić ów krnąbrny gatunek w powodzi o skali globalnej. Do tego celu wykorzystano zbliżanie się do Ziemi planety Nibiru – ojczystej planety Annunakich.
       Również ten złowieszczy plan został udaremniony, kiedy jeden z Annunakich, ten sam, który obdarował istoty ludzkie wolną wolą, ostrzega wybranego człowieka i poleca mu zbudować łódź, w której będzie w stanie przeżyć potop.

Następuje podwójna niesubordynacja: - najpierw sprzeciw wobec dowódcy - ingerencja w oryginalny projekt genetyczny, potem szansa ratunku dla wybranego.
    Buntowniczy Annunaki nazwany zostaje przez twórców chrześcijańskiej religii Archaniołem Lucyferem.
Jeszcze raz podkreślę, iż według zapisów sumeryjskich, ludzika ostrzega ten sam Annunaki, który ingerował genetycznie w „boski” projekt. 
Chrześcijańska wersja ustawia w tym miejscu samego Boga, który zabija całą populację a jednocześnie ostrzega jedną rodzinę.

W którejś wersji jest nieścisłość.
Czy pogubili się ci, którzy pisali jedynie słuszną wersję?
Być może, być może, nie mnie osądzać. A kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień.
      Wersja podawana przez chrześcijaństwo podaje, że Archanioł Lucyfer sprzeciwił się Bogu i za to został "strącony w otchłań”. 
W tym miejscu nasuwa się pytanie filozoficzne:
 - Opierając się na tekstach Sumerów, które jako pierwowzór powinny być bardziej wiarygodne, możemy zastanawiać się, czy ten Annunaki - (Archanioł Lucyfer) dobrze zrobił dając człowiekowi prawo do własnego zdania i wolną wolę, czy niedobrze zrobił? 
      Teraz pytanie godne śledczego: 
- Dlaczego pomimo otrzymanej wolnej woli, wielkie grupy ludzi nie myślą i nie działają samodzielnie, pozwalając innym sobą kierować?. 
Tu warto ponownie przytoczyć myśl Kellehera, że jesteśmy celowo tłumieni w swym potencjale.
W każdym razie ojciec naszej wolnej woli – zbuntowany Annunaki należał według Sumerów do grupy bogów.
Wróćmy do tego ostrzeżonego ludzika.
Nie jest to Noe niestety.

A więc następna nieścisłość.
Najstarsza wersja jest zawsze pierwowzorem. Ten ostrzeżony, to Gilgamesz, ze starożytnego Eposu o Gilgameszu.
Nieścisłość, zapożyczenie, a może po prostu plagiat?

         Śmierć z kosą w dłoni.

Prokurator Wiliam Bramley (pseudonim) w swojej rzetelnie napisanej i rzeczowo udokumentowanej książce The Gods of Eden, stara się udowodnić, że populacja ludzka była wielokrotnie zmniejszana na skutek „zewnętrznych ingerencji”.
       Jednym z jego najbardziej kontrowersyjnych argumentów jest opis powstania dobrze wszystkim znanej postaci Śmierci z Kosą w dłoni.
Otóż Bramley sugeruje, że postać ta pojawiła się na Ziemi w czasach epidemii Czarnej Śmierci, jako skutku interwencji z zewnątrz. Na ludzi działano bronią biologiczną.
       Bramley zwraca uwagę na liczne stare drzeworyty i opisy latających po niebie obiektów w miejscach epidemii.
Łączy ze sobą te dwa fakty: - tam, gdzie widziano takie obiekty, wybuchała zaraza.
I tego nie należy lekceważyć, bo Czarna Śmierć spustoszyła Europę bardziej niż Czarna Inkwizycja. Zmarło około 50% populacji!

Niektóre z ówczesnych relacji mówią, że na polach widziano jakieś postacie, od których dobiegał dźwięk porównywany do szumu kosy ścinającej trawę.
Idąca niezgrabnie, dziwnie ubrana postać (ubranie ochronne?), jakieś urządzenie trzymane w rękach i masowe umieranie.
No nie wiem.

Bramley twierdzi, że to żołnierze kosmitów dokonywali oprysków biologicznych.
W każdym razie od tych starodawnych bliskich spotkań czwartego stopnia, wziął się według Bramleya, wizerunek Śmierci z Kosą.

Niemożliwe? Nie ma rzeczy niemożliwych...
Zanim odrzucimy jakąś koncepcję, należy zebrać nieco w miarę obiektywnych informacji.

No właśnie, a skąd je wziąć?  - Przecież trudno ustalić, czy dana informacja jest w miarę obiektywna, i tu już jest pole do popisu dla osobistego rozumowania.

                                  Piętno Kaina

W tym miejscu napiszę ostrożnie: - ciekawie przedstawia swoje kontakty z istotami pozaziemskimi Laura Knight-Jadczyk.
Wspomina ona o brutalnej interwencji jaszczuropodobnej rasy kosmitów (Przypominających istoty Valdemara Valeriana w Matrix II) w ludzką genetykę.
Według tego scenariusza ludzie wciąż noszą ślady takiej interwencji w formie dwóch wypukłości u podstawy czaszki.
Knight-Jadczyk nazywa te wypukłości Piętnem Kaina.

Manipulacje na ludzkim DNA nie były najwyraźniej na tyle skuteczne, aby zapewnić im odpowiedni poziom kontroli, a jednak wszędzie, gdzie spojrzymy, natrafiamy na nowe restrykcje i mechanizmy podglądu.
Równocześnie jesteśmy systematycznie pozbawiani prawdziwych informacji, prawdziwej wiedzy i władzy nad swoim przeznaczeniem.
Dotyczy to szczególnie przekonania, że mamy jakiś rodzaj egzystencji poza trójwymiarową przestrzenią, lub możemy się wyrwać z precyzyjnie skonstruowanej i bezwzględnie kierowanej sztucznej rzeczywistości – takiej, jak w filmie Matrix.
       Na pozór wszechogarniająca kontrola, jaką ma mityczna „Grupa Trzymająca Władzę” nad każdym i nad wszystkim, jest dostatecznie niepokojąca, by się nad tym zastanawiać.
Lecz to według niektórych jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Kontrola ta jest sprawowana na setki sposobów, niezauważalnych dla większości ludzi, umacniana i zacieśniana.
       Valdemar Valerian z Leading Edge Research w Matrix III poświęca ponad tysiąc stron na omówienie niezliczonych sposobów, dzięki którym jesteśmy kontrolowani, począwszy od substancji dodawanych do wody, pożywienia i powietrza, po wyrafinowane urządzenia elektroniczne służące do precyzyjnej, jednostkowej kontroli umysłu.

środa, 15 stycznia 2014

Noc ponad Hańczową



 Docieram do cerkwi w Hańczowej, gdy zachodzi słońce. Jest ostatnia chwila, żeby zrobić zdjęcie cerkwi. Cerkwi unickiej.
       
 
Wiara unicka jest tutaj na swojej ziemi. W tych cerkwiach jest taki sam Bóg, jak gdzie indziej, tylko podobno mniej zafałszowany. Bardziej pierwotny, jak mówią tutejsi. Cerkiew zamknięta, nie mogłem więc tego sprawdzić.
        


 Pytam kobiety, która pojawia się na podwórzu gospodarstwa naprzeciwko cerkwi, jak daleko jest do Żdyni – słyszę, że 10 kilometrów.
Po chwili kobieta dodała: - dziesięć z haczykiem.
    


I w tym momencie, po raz drugi w mej podróży do Żdyni, usłyszałem magiczne słowo „dziesięć”.
To mały skok będzie jutro, bo dziś trzeba się rozglądać za miejscem, gdzie postawić namiot.
         Idę w górę. Lekkie podejście. Równo 30 stopni. Jak to w górach. Gdy docieram na górę ponad Hańczową, po raz drugi obserwuję zachód słońca. Zaraz zmierzch zapadnie.
     


 Schodzę z szosy, która ma tu zakręt i wdrapuję się na szczyt ponad szosą. Znajduję w miarę płaskie miejsce i szybciutko stawiam namiot.
Jestem półtora kilometra za – i trochę (400 m. ?) ponad Hańczową.
Kolacja bez ognia (jest bardzo sucho, a także nie ma potrzeby).
     Siedzę na pniu, pojadam niespiesznie i obserwuję poruszające się w dolinie światełka. To ludzie na przeciwległym zboczu schodzą z latarkami w dół do szosy.
    Dwa światełka zaczynają poruszać się szybko, to młodzi jeżdżą na rowerach po zupełnie pustej drodze, chwilami słychać nawet ich głosy.
   W moją stronę, pod górę, jedzie zapóźniony samochód…Smugi reflektorów jak sztylety przebijają ciemność. Skrył się na chwilę za lasem na zakręcie.
   Po chwili widać tylko dalekie czerwone światła na tyle samochodu.
            Przepiękna noc. Gwiazdy….srebrny piasek.

Zaglądam w głąb siebie. Albo coś czuję. Intuicja?.
     - Czuję, że jestem na progu Przygody. Fakt
     - Wyrażam gotowość jej przyjęcia.
     - Zachowuję spontaniczność, czyli nic nie wiem. Niech się dzieje!

To jest święta trójca postrzegania pozazmysłowego!
I to brzmi, jakbym powiedział: - niech stanie się światło!

Wydarzenia Synchroniczne, nie dzieją się w oderwaniu od podświadomości.
Życie powinno być odkrywczą przygodą. Gdy tak pojmujesz świat, tak właśnie się dzieje.
      Widocznie świat czeka tylko, abyś puścił hamulec.

Naraz……. pokazuje się jeden robaczek świętojański.
Dziwię się nieco, bo jest 18 lipca, jakby za późno już na świetliki. Ale one lepiej wiedzą, kiedy mają świecić.
I nie jeden przyleciał, a w sumie 5!
     Od razu przypomniał mi się Świetlny Spektakl Świetlików na biwaku w masywie Chryszczatej… 

Świetliki wykonują zamaszyste esy – floresy. Pierwsze wrażenie jest ważne: - odbieram przejrzyście: - Hej kolego! Cieszymy się swoim lotem i świeceniem! Oraz cieszymy się, że żyjemy!
I wiemy, że ty także niesiesz w sobie radość.
My niesiemy światło….
Mamy w sobie Lucyferynę…
Lucyferyny – grupa pigmentów zdolnych do emitowania światła, obecnych w organizmach żywych zdolnych do bioluminescencji, takich jak: robaczki świętojańskie, ryby głębinowe i niektóre rodzaje drobnoustrojów.
 Lucyferyna świeci. Stąd już tylko krok do zdania:
   Lucyfer: - oznacza niosący światło. ( Wiedzę? Oświecenie? )
 Kim był Lucyfer?
            Lucyfer był zbuntowanym archaniołem.

W Zoharze czytamy: - Bóg pierwotnie stworzył tablice Prawa z szafiru, który Najwyższy wyjął ze swego tronu, cisnął w Otchłań, aby stały się fundamentem i generatorem grawitacji.
  - W tradycji ezoterycznej, szafir ma jeszcze inne konotacje. Jest to kamień wygnania:
 Lapis Exilis - klejnot koronny archanioła Lucyfera”. Ta wersja legendy głosi, że archanioł Michał strącił z korony archanioła Lucyfera klejnot, który spadł w Otchłań.
   Walka archaniołów. Poszło o różnicę zdań.
Ciekawe, co chciał przeprowadzić archanioł Lucyfer?

To jest zapisane w Kronice Akashy, słyszałem coś na ten temat, ale dobrze byłoby to jeszcze sprawdzić.

A świetliki pląsają w tych swoich esach – floresach, a potem sformowały owal…nie, nie owal. One kręcą ósemkę leżącą. Pięć świetlików wykonuje zamaszyście ósemkę leżącą!
       To przypadkiem jest znak Nieskończoności. A pięć i osiem to trzynaście – miłość w Kabale.
      Świetliki - fauny wykonały tę figurę, i odleciały w głąb lasu.
Ósemka jako Nieskończoność, jeszcze przez chwilę jarzyła mi się w oczach powidokiem……
To zupełnie tak samo, gdy wyłączymy nagle telewizor w ciemnym pokoju: przez sekundy jest powidok – odblaski w oczach.
      Gwałtownie opadła kurtyna.
Po raz drugi w tym roku zobaczyłem magiczny taniec świetlików, a końcowy znak - symbol Nieskończoności zadziałał zupełnie jak wykrzyknik!
Wykrzyknik w Ciszy jest jak mentalna detonacja!
Trwam oniemniały – osłupiały. Chyba trwałem z opadniętą szczęką..….Przez moment wydaje mi się, że w powidoku stoi Anioł Stróż. Anioł dyrygował świetlikami?
      A więc to, co stało się przed chwilą to był cud prawdziwy?

      Mam w głowie przekaz. Świetliki nadały:

„- Oto jest wielka Tajemnica życia.
 Nie próbuj zrozumieć życia. Żyj!
Nie próbuj zrozumieć miłości – wniknij w nią. Wtedy będziesz wiedział – a wiedza ta pochodzić będzie z twego doświadczenia. Taka wiedza nigdy nie zniszczy Tajemnicy, która głosi: - Im więcej wiesz, tym więcej pozostaje do poznania.
Życie jest Tajemnicą, którą trzeba przeżyć.
Życie jest Nieskończoną Tajemnicą”.

Wpadłem w Uniesienie, które długo nie pozwoliło mi zasnąć……

Dopisane kilka miesięcy po opisywanym dniu: -
Starsi są bardziej  przywiązani do wierzeń i oczekiwań panujących w ich kulturze.
Czyli? Czyli tresura społeczna zrobiła z większości starszych nieodwracalnych niewolników.
Starsi są już w większości niereformowalni.

Więc kilka słów do młodszych:
      - We wszechświecie nie ma zjawisk bezużytecznych.
      - Jeśli coś działa – korzystaj z tego.

Proste ma być.

wtorek, 7 maja 2013

Tylko legendy? 9



S    Astrologia.
S    Sumerowie i Babilończycy wierzyli, że wolę bogów w odniesieniu do człowieka i jego
      spraw, można poznać, obserwując ruchy gwiazd i planet, oraz, że baczni obserwatorzy mogą na podstawie tych ruchów i różnych aspektów ciał niebieskich wyciągnąć wnioski dotyczące przyszłych szczęśliwych i nieszczęśliwych wydarzeń.
Dlatego prowadzili obserwacje i zapisywali ich wyniki na tabliczkach. Interpretowali je z magicznego, a nie astronomicznego punktu widzenia. Obserwacje, komentarze do nich i ich interpretacje stały się podstawą astrologii używanej przez ostatnich 5000 lat.
      Według starożytnych tradycji przekazywanych przez greckich autorów, Babilończycy prowadzili takie obserwacje przez setki tysięcy lat. Obserwacje  nieba prowadzono na setki tysięcy lat, przed pojawieniem się cywilizacji Sumeru i Egiptu!
Okazuje się, że sumeryjska i egipska wiedza astrologiczna była spuścizną – i to zdegenerowaną spuścizną, kultury znacznie starszej i znacznie bardziej zaawansowanej.
Należy zadać sobie proste pytanie: - dlaczego astrologia odgrywała tak ogromną rolę we wszystkich kulturach starożytności – sumeryjskiej, egipskiej, wedyjskiej i hinduskiej, u Majów, Azteków i Inków?
Tradycyjni badacze od dziesięcioleci wyjaśniają to tak; - starożytni potrzebowali wiedzieć, kiedy siać i zbierać plony, czuli lęk i podziw wobec mocy, które ich żywiły i ubierały, a niekiedy również niszczyły. Wszystko to zawarli w wiedzy astrologicznej, jaką znamy dzisiaj. Być może najdoskonalszy przykład takiego toku rozumowania jest w klasycznym dziele: „Młyn Hamleta” - de Santillany i von Dechend.
     Czyli mamy tu powtórzenie starego paradygmatu głoszącego, iż starożytni byli prymitywni i zabobonni. Przedstawiciele tradycyjnej nauki uważają, że nie ma potrzeby zastanawiać się, czy ta wiedza jest pozostałością dużo starszej nauki, nie rozumianej przez ich spadkobierców. Zatem nie można wierzyć także zapewnieniom samych starożytnych, że byli spadkobiercami znacznie wyżej rozwiniętej kultury.      
      Lecz mamy tu także niezmiernie intrygującą informację – Babiloński zodiak został „ustawiony przez Marduka” po pokonaniu Tiamat i że jego znaki były „inne od starych, które zarzucił”.
Autorzy przedstawiają nawet poprzedni zodiak używany przez Tiamat, Kingu i ich sojuszników przed wojną, która doprowadziła do ich zagłady!
    Innymi słowy: - oprócz tego, co wiemy z Enuma Elisz – że po wojnie i eksplozji planety Tiamat, Marduk „wymierzył strukturę Głębi”, został również wprowadzony nowy zodiak, i to właśnie on jest „nowym pomiarem struktury Głębi”.
A więc na Tablicach Przeznaczenia były zapisane informacje astronomiczno-astrologiczne.
     Starożytna wiedza astrologiczna to wyższa szkoła jazdy. Nic dziwnego że była to „nauka królów” – przeznaczona dla wybrańców, dobrze wykształconych ludzi wyższych sfer średniowiecza. Minęły wieki i astrologia  – obniżyła poziom, zawędrowała do gazet adresowanych do larw-wielbłądów, zaistniały „horoskopy” rozdawane za darmo w supermarketach. Z tego powodu większość ludzi, a większość jest wielbłądami, uważa, że astrologia dotyczy wyłącznie wpływu gwiazd i planet na życie ludzkie. Starożytni wiedzieli jednak znacznie więcej. Mamy na przykład wywodzący się z tradycji „setek tysięcy lat obserwacji nieba”....
 Element kojarzenia krystalicznych kamieni z planetami.
Saturn jest kojarzony z kamieniami czarnymi: Onyksem, dżetem, obsydianem, diamentem i czarnym koralem .
Jowisz ma związek z kamieniami niebieskimi – ametystem, turkusem, szafirem, jaspisem, błękitnym diamentem….itd
Nauka o kamieniach i ich związkach z planetami, jest więc częścią „nauki bogów”.
Wracamy tu znowu do wojny pomiędzy Ninurtą a Anzu i bardzo drobiazgowej inwentaryzacji „kamieni” Anzu po zwycięstwie. Niektóre kamienie zostały przeznaczone „na złomowanie” – do zniszczenia, niektóre do innych zastosowań, niektóre ukryto w świątyniach, gdzie mogły być wykorzystywane rytualnie ( Alatuir zawędrował do słowiańskiej świątyni na Łysą Górę)
       Przypomnijmy sobie też skojarzenie „Kamienia Wygnania” – klejnotu z korony archanioła Lucyfera, który utracił on w momencie upadku.
    De Santillana i von Dechend wspominają o bardzo dziwnym fakcie związanym z wojną pomiędzy Mardukiem a Tiamat: - dwie spośród gwiazd konstelacji Skorpiona służyły mu jako broń.
   Według Zecharii Sitchina-  Anzu, jako ten, który wie” , a to oznacza kogoś biegłego w jakiejś dziedzinie wiedzy, a więc Anzu –„Ten, który zna niebo” – zerwał komunikację między bogami na Ziemi i w innych częściach wszechświata.  
Sitchin twierdzi, że kradzież Tablic przerwała komunikację między „portem kosmicznym”, z którego pojazdy regularnie kursowały między Ziemią, a „Ojczystą planetą” bogów – Nibiru.  Kradzież Tablic zerwała komunikację między Ziemią, a „gdzie indziej”.
     W każdym razie, Tablice Przeznaczenia wyglądają na zbiór informacji, obejmujących geometrię nieba, właściwości ciał niebieskich, ich wzajemne wpływy.
    W tym kontekście wszystko zaczyna się kojarzyć z tablicami innego blisko-wschodniego boga mądrości Thota. I nie chodzi tu tylko o podobieństwo Księgi Thota do Tablic Przeznaczenia, ale także o podobieństwo Thota do Ninurty.
     Egipski Thot, czyli  grecki Hermes Trismegistos, to jedna i ta sama osoba. Autor słów: -„Co na górze – to na dole”. Ta postać miała pierwszoplanowe znaczenie dla masonów, ponieważ Thot był autorem masońskich rytuałów inicjacyjnych, opisał je bowiem w misteriach. Masoni, jak pisałem, to „wtajemniczeni” – wysoka szkoła jazdy, oświeceni, wiedzący, iluminaci – czy to się komuś podoba czy nie. Bo jeśli się komuś nie podoba – niewiele wie.
     W tradycji masońskiej dodatkowo podkreślona jest identyfikacja Thota z Hiramem Abifem, postacią ogromnie ważną w rytuałach śmierci i zmartwychwstania pierwszych trzech masońskich stopni wtajemniczenia. Tradycja przypisuje tę identyfikację tak zwanej Szmaragdowej Tablicy Thota.
     Według niektórych relacji „wtajemniczeni” zabrali z Biblioteki Aleksandryjskiej, zanim spłonęła podpalona przez chrześcijan, 42 tomy jego dzieł i dla bezpieczeństwa ukryli je na pustyni. Co stało się dalej z tymi dziełami? Są dwie wersje: jedna mówi, że znalazły się one w końcu w piwnicach Watykanu, druga, że są w posiadaniu angielskich lóż masońskich.
     Tradycja masońska głosi, że jeszcze kiedy Thot – Hermes chodził po ziemi z ludźmi, powierzył swym następcom Księgę.  Dzieło to opisywało procesy, dzięki którym miała się dokonać regeneracja ludzkości, a także stanowiło klucz do jego wcześniejszych dzieł.
     Księga ta stanowiła najprawdopodobniej łącznik między kosmosem a człowiekiem, na co wskazywało prawo analogii:
      I odnośnik do lotów Apollo: - Joseph P. Farrell pisze w swej książce, że skoki astronautów na Księżycu miały cel zarówno naukowy, jak i rytualny. (Skakali niżej, niż by wynikało to z siły przyciągania Księżyca, bo tylko na 46 centymetrów, a powinni skakać na jeden metr osiemdziesiąt)
Wielu spośród astronautów biorących udział w projekcie Apollo było masonami. Zabierali ze sobą masońskie stroje na wyprawy księżycowe, aby odprawiać masońskie rytuały na powierzchni Księżyca. Oczywiście nigdy nie było to pokazane publicznie. Ponadto, jak zwraca uwagę Richard C. Hoagland (Znany z propagowania koncepcji „twarzy na Marsie”) wiele wypraw kosmicznych NASA odbywało się w terminach uzasadnionych astrologicznie.
     Tak więc, dziwne jest nie tylko zachowanie Księżyca, ale także zachowanie astronautów na Księżycu

Tylko Legendy? 10



     Makanthropos.
Starożytni wierzyli, że wszechświat jest wielkim organizmem przypominającym ciało człowieka i każda faza organizmu wszechświata miała swój odpowiednik w człowieku. Wszechświat był „makanthropos” – większym odpowiednikiem człowieka. Najcenniejszym kluczem do mądrości, jaki kapłani przekazywali nowym adeptom, było coś, co nazywali prawem analogii.
    Na tej zasadzie opierał się egiptolog R.A.Schwaller de Lubicz.
Stronice Księgi Thota pokryte były hieroglifami i symbolami, które dawały jej posiadaczom nieograniczoną władzę nad duchami powietrza i podziemnymi bóstwami.
    Według legendy, ta magiczna Księga była przechowywana w złotej skrzynce w wewnętrznym sanktuarium świątyni. Istniał tylko jeden klucz do niej, który był w posiadaniu Mistrza Tajemnic – najwyższego adepta misteriów Hermesa. Tylko on wiedział, co zostało zapisane w Księdze. Kiedy misteria uległy degeneracji, wierni adepci zabrali ją. Ona istnieje do dziś i prowadzi współczesnych adeptów ku Nieśmiertelnym.
     (Secret Teachings of All Ages” – Hall )
Według niektórych tradycji Księga ta została zapisana na szafirze. Podobne legendy w judaizmie głoszą, że pierwsze tablice Prawa, które otrzymał Mojżesz, również były zapisane na szafirze. Księga Thota spoczywała w „arce” przypominającej skrzynię.
W Zoharze czytamy, że Bóg pierwotnie stworzył tablice Prawa z szafiru, który Najwyższy wyjął ze swego tronu, cisnął w Otchłań, aby stały się fundamentem i generatorem grawitacji.
     W tradycji ezoterycznej, szafir ma jeszcze inne konotacje. Jest to kamień wygnania, Lapis Exilis, klejnot koronny Archanioła Lucyfera”. Ta wersja legendy głosi, że Archanioł Michał strącił z korony archanioła Lucyfera klejnot, który spadł w Otchłań.
      Tablice Thota są kojarzone z jeszcze jedną sprawą, a mianowicie alchemią.
 I tu autor – Joseph. P Farrell  stwierdza, że Tablice  Przeznaczenia, jak i Księga Thota były swego rodzaju materialną wersją Kronik Akashy.
I wraca do opinii Paula LaViolette i pułkownika Beardena, którzy zgodnie stwierdzają, że Tablice Przeznaczenia były katalogiem wzorców interferencyjnych różnych ciał niebieskich przewidzianych dla technologicznie wysoko rozwiniętego zwierciadła koniugacyjnego. Były to hologramy – odpowiednik Pola Akashy.
  (Pomijam cały wywód z fizyki, którego nie rozumiem)
To dotyczy wersji III elektromagnetycznej koniugacji fazowej, opartej na promieniach X, a nawet na jeszcze bardziej zabójczych promieniach gamma. A to nic innego, tylko program Wojen Gwiezdnych Pentagonu.
Fizyka skalarna Beardena, czyli wersja czwarta fazowego zwierciadła, nie podlega restrykcjom „względnościowego ograniczenia prędkości” do prędkości światła.
Stworzenie Tablic, lub znalezienie ich….dawałoby boską władzę – nieograniczoną komunikację, nieograniczoną siłę destrukcji, a jednocześnie możliwość dowolnego manipulowania mentalnego i emocjonalnego swoimi podwładnymi.
    A więc nic dziwnego, że legendami o Tablicach Przeznaczenia i Księdze Thota interesuje się wojsko i politycy.
Poszukiwania prowadzone są zarówno na Ziemi ( jeden z ukrytych celów wojny w Iraku ), jak i poza Ziemią…… Ten Spielberg, z filmem „Star Gate”, to jasnowidz jakiś?
      Chodzi o przechwycenie technologii  bogów. Jakie to ma znaczenie, Amerykanie wiedzą po przejęciu komputera biologicznego obcych w Roswell. Według wtajemniczonych, obecna ziemska technologia informatyczna, to mniej niż jeden procent możliwości przejętych w Roswell. A przecież w Roswell rozbił się tylko zwykły latający talerz. Natomiast na Księżycu leży co najmniej jeden rozbity starożytny statek macierzysty….

I tu dochodzimy znowu do tajnych programów kosmicznych, do stałego i coraz większego udziału wojska w tych programach, a jak twierdzi wielu autorów, działalność NASA to tylko przykrywka- maskowanie. Ten ukryty program wojskowy był prowadzony jeszcze zanim powstała NASA.
O’Leary i Hoagland utrzymują na przykład, że program ten jest całkowicie niezależny od NASA. Wojsko dysponuje własnymi instalacjami do startu rakiet, pojazdami kosmicznymi oraz własnym korpusem wyszkolonych astronautów skrywanych przed opinią publiczną.