Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 kwietnia 2017

Kwitną magnolie na Wawelu

Wszystko stwarzam myślą, wszystko stwarzam szczerym „chceniem”, albo Intencją.
       Przyjmuję do wiadomości, że to, co mam, jest dokładnie tym, czego pragnę. 
(Nawet jeśli to boli, bo nieopatrznie można stwarzać na własne życzenie również całe pokłady cierpienia).

Idzie się niespiesznie, bo ma się czas i już widać Wawel.
Lubię Wawel.
Ach! Jak tu kolorowo! Hiacynty pachną. 
Jak cudnie wyglądają drzewa magnolii stojące akurat w pełni kwitnienia!

I w tej siedzibie królów, w niepowtarzalnej, bezczasowej chwili Tu i Teraz, następuje prawdziwa fotograficzna uczta: - to się nazywa być jednocześnie w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie.















czwartek, 9 marca 2017

Magiczny świat Smereka


W wielu miejscach w Bieszczadach mamy widoki, które uderzają przestrzenią. Jeśli przeciętny mieszczuch podejdzie tylko gdzieś wyżej, może od razu wpaść w zachwyt.
Wpadnie w zachwyt – jeśli oczywiście jest dostatecznie wrażliwy.
Jeśli natomiast ma wrażliwość zwykłą, powie: -  jest ładnie, może jeszcze kiedyś tu przyjadę, a teraz schodzę, żeby obejrzeć telewizyjne wiadomości.
        Każdy ma prawo żyć jak chce.
     Ja mam prawo jedynie pisać o sobie.
Być w uroczym miejscu i robić zdjęcia w ciągu dnia, kiedy jest zwykłe światło?
Można, ale przecież tylko do pewnego momentu, bo ile tych zwykłych zdjęć ma być? Tysiąc? Dziesięć tysięcy?
       Chciwość proszę czytelników!
Albo totalność według Osho.
Nie walcz z tym, to samo przejdzie.
Wszystko bowiem mija w odpowiednim czasie.
     Tak jak seks odchodzi w dal z wiekiem.
To jest tak samo, jak z otwartymi pozycjami na CFD. Jeśli MUSISZ być ciągle na rynku, to jest z tobą coś nie tak.
Jesteś uzależniony.
Jeśli jesteś normalny - zaakceptujesz to, bo każde twoje uzależnienie to jesteś ty sam. 
      I już masz komfort. Jestem uzależniony i kropka
To odpuścić? No nie....
Chodzi o to, żeby nie walczyć z problemem, wtedy walczysz z samym sobą, a taka walka wyniszcza. Po co tak. 
     Problem należy jedynie prawidłowo zrozumieć. (Poprosić umysł o pomoc?)
Jeśli sprawy odbędą się właściwie - umysł, który jest wspaniałym narzędziem połknie problem - i eureka! Umysł wyśle nam myśl, że nie ma problemu, to jest jedynie rzecz, którą stworzyliśmy sami i to jest głupia rzecz.
     I błysk Oświecenia!
W tym momencie dana głupota sama odpada. Może od razu, a może powoli, ale ona odchodzi.

Wszystko bowiem bierze się z głowy - z myśli.

Fotografia jest jedną z moich pasji, od 2013 roku zrobiłem 30.000 zdjęć. I dopiero ta ilość mnie nasyciła.
Zdjęcia dla dokumentacji czegoś – ok. jednak od początku przygody z Bieszczadami, kiedy dosłownie zachłysnąłem się nowoczesną techniką fotograficzną i kolorowymi zdjęciami, bardzo pilnie poluję także na niepospolite, niecodzienne światło i te magiczne pory dnia – świt i zmierzch.
      Jeśli chodzi bowiem o fotografię, w pogoni za nie wiadomo czym umknęło mi kilkadziesiąt lat - w tym czasie zdjęć w ogóle nie robiłem. Tysiące czarno-białych zdjęć spaliła w akcie zemsty po rozwodzie moja pierwsza żona.
Minęło drugie małżeństwo – tu pozostawiłem za sobą trochę zdjęć z telefonu.
      Dlatego, kiedy odnalazłem swoje zgubione życie, wpadłem w wir zdarzeń i dostałem Canona w prezencie od jednego Anioła, poczułem się znowu dzieckiem!
Trzymałem ten aparat w ręku (a jest co trzymać – półtora kilo) i cieszyłem się całym światem!
     A cieszyłem się podwójnie: - jako nowo narodzony fotograf i nowo narodzony wolny facet, który odnalazł swoje zgubione kiedyś wewnętrzne dziecko.

Współczesna technika fotograficzna po kilkudziesięciu latach niebytu, była dla mnie szokiem! Nie trzeba zabierać ze sobą worka klisz – każda na 36 zdjęć. Nie trzeba wymieniać szpulek pod kołdrą czy kocem, żeby się klisza nie prześwietliła. Odpada noszenie do fotografa, płacenie i kilkudniowe oczekiwanie na odbitki. Potem wywołanie kliszy i odbitki przejąłem sam – ciemnia w piwnicy szwagra, ale ile to czasu pochłaniało!
     Dlatego w zachłyśnięciu wolnością przeszedłem wejście w ilość – w tej ogromnej ilości jest zawarta moja po raz drugi narodzona radość.
Drobną przeszkodą stało się w pewnym momencie archiwum. Przybywały kolejne pendrajwy. Sprawę rozwiązała pamięć zewnętrzna 1,5 Terra.

Po porannym błysku chmury przysłoniły słońce. Kilka zdjęć na przełęczy Orłowicza, schowałem aparat do plecaka i rozpocząłem niespieszne zejście w stronę sklepu w Smereku.
     Jednak na tej górze, kończącej lub w innym spojrzeniu - rozpoczynającej połoniny, byłem wielokrotnie w innych, zdjęciowo magicznych porach. Także spałem tu pod gołym niebem.
To jest zatrzymany czas, to są niepowtarzalne chwile. Zostają w pamięci na zawsze i chce się je powtarzać.
    Takie niecodzienne momenty bardzo wciągają, ich się szuka.
Znowu uzależnienie?
Po co wszystko oceniać? To trudne, ale nie powinno się w ogóle oceniać.
A nawet jeśli uznamy poszukiwanie niepospolitego czasu i miejsc uzależnieniem, to powiem tak: - właśnie dla takich chwil warto żyć!
      Kiedyś pisałem o spotykaniu się z Sacrum, dziś bym napisał: w takich niecodziennych chwilach czuję się na randce z miss Ewolucją!
To jest jak wejście w inny wymiar.
Archiwum: świt na Smereku.




No i sesja zdjęciowa z ławkami o zachodzie.





środa, 11 marca 2015

Magia fotografii

Słoneczny poranek, nadpłynęło ciepłe powietrze.
    


 Śnieg się dobrze lepi, po południu zaczynam budować bałwana w kształcie Obcego. Albo diabełka, bo Staszek dołożył różki.
     


Jeszcze miał być ogon, zacząłem ulepiać ten ogon, na razie wyszedł zapętlony ogonek.
    


Rano zamierzałem dobudować nogi, UFO miało siedzieć z wyciągniętymi nogami, lecz to już zostało w sferze projektów: - Rano bowiem było już po bałwanie – bałwan odszedł. Odwilż.
Jednak zatrzymałem czas na fotografii. Dołożyłem maleńką świecącą diodkę do tego nocnego bałwana, kilka sekund naświetlania i wyszedł magiczny Obcy pod gwiazdami.
   



Bo zdjęcia to są zatrzymane chwile. Próbuję zatrzymać urodę świata, niby na ułamek sekundy, ale to jest metafizyka. Ruchome obrazy w filmie pozwalają schować się wielu szczegółom. One w ten sposób umykają.
      Patrząc na jakąś znaczącą fotografię, przypominam sobie miejsce, zapach, temperaturę, a nawet uczucia, które towarzyszyły mi w momencie robienia zdjęcia. Jakbym przenosił się „tam”. Jest to zupełnie jak dziura w czasie, jakbym do niej wskoczył i znalazł się właśnie w tym czasie i w tym miejscu. I to chyba mnie tak pociąga, dlatego fotografia jest jedną z moich pasji.
       Czy jestem maniakiem fotografowania wszystkiego?
Absolutnie nie. Plany starannie przesiewam. Taka cecha również przynależy do obserwatora....