Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ewolucja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ewolucja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 listopada 2023

Pokoloruj drwala w roku 2021

 

Przypominam dowcip o zadaniu z drwalem na maturze, znany jako pokoloruj drwala, czyli o ewolucji poziomu kształcenia w Polsce.

Rok 1950: Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty. Ile zarobił drwal?

Rok 1980: Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł. Ile zarobił drwal?

Rok 2000: Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł. Drwal zarobił 20 zł. Zakreśl liczbę 20.

Rok 2010 (tylko dla zainteresowanych): Drwal sprzedał drewno za 100 zł. W tym celu musiał wyciąć kilka starych drzew. Podzielcie się na grupy i odegrajcie krótkie przedstawienie, w którym postaracie się przedstawić, jak w tej sytuacji czuły się biedne zwierzątka leśne i rośliny. Przekonajcie widza, jak bardzo niekorzystne dla środowiska jest wycinanie starych drzew.

Rok 2020: Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Pokoloruj drwala.

Samo życie dopisuje dalszy ciąg, czyli "pokoloruj drwala religią".

Rok 2021 - Ósmoklasistka opublikowała na Twitterze zdjęcie swojej pracy domowej z religii. Ambitne zadanie polegało na pokolorowaniu kratek, które ułożyły się w napis "Jan Paweł II".


Jak wiemy, polski bohater narodowy, Kościuszko Tadeusz, wiele lat temu przestrzegał przed dopuszczaniem czarnych do nauczania młodzieży.

piątek, 19 marca 2021

Nie tylko Księgi Jakubowe

 Człowiek jest z natury istotą religijną, a owa poszukuje kontaktu z sacrum.


Przekazy ze świętych ksiąg przedchrześcijańskich powtarzają: - "Kto ma uszy ten słyszy, kto ma oczy ten widzi.

Uważajcie na znaki, albowiem jestem zawsze obecny i przemawiam do was na tysiąc sposobów, usiłując podać Prawdę".



 

Cytat z Ksiąg Jakubowych (Olga Tokarczuk):

„Gdy rozbiły się naczynia i powstał świat, od razu zaczął piąć się tam, skąd upadł, zbierając się od dołu do góry, od mniej do bardziej doskonałego.

Świat wznosi się coraz wyżej, zdobywa nowe dobra i dodaje je do poprzednich, organizuje uwolnione ze skorup materii iskry w siłę i blask. To jest rikkun, proces naprawy, w którym człowiek może pomóc. Ten proces wznoszenia się musi przekraczać prawo, które już jest i tworzyć nowe prawo, żeby je potem znowu przekroczyć. Nic nie zostało dane w tym świecie martwych skorup raz na zawsze.

Kto nie porusza się w górę, ten stoi, to jest spada w dół”.



 

Czerwona Królowa mówi niby inaczej, ale przecież tak samo: - „Źle rozumiana ewolucja zmusza do wyścigu szczurów. Kto nie biegnie dostatecznie szybko, ten przegrywa. Kto się nie zmienia, ten stoi w miejscu. Więcej: - on się cofa”.

Bo przecież wystarczy zrozumieć, że wyścig szczurów to manipulacja, błędny kierunek, ślepa uliczka. Zmieniać się trzeba, lecz jednocześnie pamiętajmy, że wyścig szczurów został ludziom narzucony i można nie brać w nim udziału.

 Osho: - „Woda musi płynąć. Jeśli przestaje płynąć, szybko staje się zatęchłą sadzawką. Dlatego płyń, zmieniaj zdanie, bo zdania nie zmienia tylko martwy, albo głupi”.

niedziela, 13 grudnia 2020

Metoda Port Royal

 Studnia Ofiarna 7                      

                                         Davalos Hurtado

Eksploracja Studni Ofiarnej wcale się na tych nurkowaniach nie skończyła. Teraz Studnia czekała na człowieka, który wypompuje z niej całą wodę i wydobędzie do imentu wszystko, co zostało jeszcze na dnie. I w końcu doczekała się, ale opiszmy rzecz po kolei. Najpierw zmarł Thompson, a Studnią zainteresował się Davalos Hurtado, amerykanista, pasjonat archeologii, ale przede wszystkim poszukiwacz skarbów.

- Nie mogłem uwierzyć, że konsul Thompsom przy pomocy swojego prymitywnego sprzętu zdołał zbadać wszystkie warstwy mułu dennego – powiedział Hurtado. I do eksploracji cenote zastosował metodę badań pod nazwą Port Royal.                                                                                                                        

Czemu taka nazwa? Powód prosty: - 7 czerwca 1792 roku silne trzęsienie ziemi w ciągu kilku godzin zatopiło Port Royal – piracka spelunka Nowego Świata zapadła się w morze. Razem z nią zatopiły się liczne skarby. Na ich poszukiwanie wyprawiła się grupa uczonych z USA. I tu właśnie ekipa wypróbowała nową metodę wydobywania skarbów z dna morskiego przy pomocy urządzenia ssącego. Rezultaty były więcej niż obiecujące. A mówiąc dokładniej, to było bingo!


I oto nad cenote znowu przybywa ekspedycja poszukiwawcza. I jak się okaże nie ostatnia. Teraz odbędzie się przecedzanie tej części mułu, która jeszcze została do przecedzenia. Odbędzie się to przy pomocy urządzenia ssącego, które zdało egzamin w Port Royal. Urządzenie działało jak odkurzacz - rura zasysała muł który tryskał na platformę zrobioną z gęstej siatki. 


 Hurtado zaprosił także do współpracy nurków z miejscowego klubu sportów wodnych. Od czasów Thompsona minęło kilkadziesiąt lat i teraz nurkowie zamiast pięćdziesięciokilogramowych skafandrów używali lekkich akwalungów. Meksykańscy nurkowie są w stanie, jak się okazuje, dotrzeć w najgłębsze zakamarki dna i to pomimo kłębiącego się wokół nich gęstego mułu. Te zakamarki, do których nie jest w stanie dotrzeć gruba rura pompy ssącej, to są najciekawsze miejsca dla poszukiwań, chociażby tylko z powodu ciężaru nie tylko złota.

Już pierwszy dzień poszukiwań przynosi niezwykle odkrycie – znaleziono trzydziestocentymetrową figurkę bóstwa Majów, wyrzeźbioną w czystym kauczuku. Takich gumowych figurek bogów, ludzi i zwierząt, wydobyto potem kilkadziesiąt. Czego nie wydobyli nurkowie, wydobyło na sito urządzenie ssące. Przez dwanaście godzin na dobę, a nawet dłużej, pompa wypluwała muł na sito, z którego Indianie razem z Hurtado wybierali – niczym rodzynki – to wszystko, co tysiąc lat wcześniej wrzucili do wody kapłani Majów i pielgrzymi. Pompa na zmianę z nurkami, pracowała przez cztery miesiące i bez urazy, ale wyrobów ze złota i nefrytu znaleziono oficjalnie dosłownie tyle, co na lekarstwo. Wręcz podejrzanie mało. Właściwie same drobiazgi, a z rzeczy godnych wzmianki jeszcze jeden nóż ofiarny, tym razem z rękojeścią, ze złotej blachy, pokrytej hieroglificznym napisem. 

Znając życie, nie należy się jednak takim mizernym rezultatom poszukiwań dziwić – oto gwałtownie budził się rynek kolekcjonerów-inwestorów, gotowych płacić każdą cenę za artefakty Majów. A Hurtado jako rasowy poszukiwacz skarbów przecież głupi nie był.

 Ociupinka filozofii.

Altruizm? Tak, ale do pewnej granicy. Przecież ktoś w swojej głębi duszy może naszym poświęceniem pogardzać. Tak mówi moje osobiste doświadczenie. A pomiędzy „altruizm” a „oddaj wszystko” to tylko znak równania. Oddaj wszystko to według mnie ciężka choroba psychiczna. Azaliż z każdej choroby można się wyleczyć, trzeba tylko chcieć. 

To nic nie oddawać, a tylko brać? Absolutnie nie! Trzeba się miarkować. Przecież każdy wcześniej, czy później umrze - nic ze sobą nie zabierze, bo trumna nie ma kieszeni. I każdy ma jeden żołądek. Co pewien czas piszę: - Dają? Bierz! Jeśli ktoś coś ci daje, bierz, bo inaczej obrazisz darczyńcę. Zdarza się, że tym dającym jest Los. Wtedy bierz! Przez duże B bierz, oraz natychmiast. Bo po pierwsze primo obrazisz darczyńcę. A po drugie primo obrazisz Darczyńcę Wyjątkowego. Tego od Sygnałów Życiowych. Podsumowując sprawę: - Czytelniku! Niezależnie od tego kim jesteś - nie daj się jebać! Jebać w chwili obecnej można tylko PiS!



Miloslav Stingl w swojej książce „W pogoni za skarbami Indian”, wydanej w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, przytacza swoją rozmowę z Hurtado, gdy ten szykował się do wyjazdu z Chitzen Itza. Szykował się i opowiadał Stinglowi, że ma pomysł osuszenia Studni. Osuszenia chociaż na pewien czas. Ówczesna technika już pozwalała na podobne przedsięwzięcie. Takie osuszenie – wyjaśniał - pozwoliłoby na określenie wieku poszczególnych warstw – stratygrafię. Mówił o stratygrafii, a oczy mu pałały i oblizywał się.

Hurtado atoli zmarł przedwcześnie z jakby nie do końca wyjaśnionej przyczyny i nie dane mu było wprowadzić w czyn swego pomysłu osuszenia cenote. Jednak to się wydarzyło – dokonał tego ktoś inny, ale to już temat na inną bajkę. 

Dziś woda w Świętej Studni Śmierci w Chitzen Itza - starożytnym mieście Majów, potomków Atlantydów, jest krystaliczna, mułu już nie ma. Dziś to święte kiedyś miejsce jest atrakcją turystyczną.









Profanacja? Bo ja wiem? Zawsze kiedyś przychodzi jakieś Nowe, któremu stare musi ustąpić. Kto się nie zmienia, ten przegrywa - rzekła Czerwona Królowa.

Na naszych oczach dzieje się przecież tak wiele. Zmiany nawyków i mentalności społecznej są nieuchronne, a wirus miłościwie nam panujący tylko sprawę przyspiesza. Tendencja, która pojawiła się na zachodzie Europy, dotknie w niedalekiej mam nadzieję przyszłości również polskie kościoły: - zachowane zostaną niektóre cenniejsze budynki, w nich będą muzea, albo sale koncertowe ze względu na akustykę, a na tablicy pamiątkowej nasi potomkowie przeczytają: „Budynek zabytkowy nazywany kościołem, w którym kilkaset lat temu tak zwani katolicy odprawiali swoje rytuały religijne wznosząc modły do posągów i obrazów”.

środa, 8 kwietnia 2020

Druga noc na połoninach


W nocy wiał notos, czyli południowy wiatr, w porywach silny i zaskakująco ciepły. Porywy wiatru budziły mnie kilkanaście razy - nic dziwnego, warunki nietypowe - spanie miałem tuż przy ścieżce na sporym nachyleniu, z oparciem nóg na sporym łupku. Przed każdą zmianą pozycji sprawdzałem, czy stopy mam oparte na tym kamieniu.  
Wschodzi słońce nad Soliną.... Świt wynagradza nocne niewygody - jest kolorowobajkowy!


Kiedy tylko przybyło nieco światła ruszam dalej. Pierwszą noc przespałem na Smereku. Długo nie mogłem usnąć, bo nad głową miałem cudne niebo usiane gwiazdami. A tak czytelnego Wielkiego Wozu to jeszcze nie widziałem. Obecny nocleg był na początku Caryńskiej ponad Berehami.  
Co się zyskuje budząc się o pogodnym świcie na połoninach?
- Samotność. A tylko wtedy naprawdę czujesz, że jesteś w Świątyni Natury. Ludzi nie ma tu dwanaście godzin, od 18.00 do 6.00. 
- Ciekawe światło. I to, że możesz ruszyć wypoczęty, bo nie wchodziłeś tu w nocy.





Cisza, nikogo, tylko mój przyjaciel wiatr. Idzie się.

A więc przemieszczam się oczywiście niespiesznie po tym dachu lokalnego świata w kierunku siodła Tarnicy, dopóki uczucie głodu nie daje sygnału do przystanku. 


Przysiadam więc, a w czasie jedzenia zaczynam rozważania o istotnym problemie filozoficznym pod tytułem "Co jest w życiu ważne?" 

Żeglować przez życie raz na zawsze ustalonym kursem ….  czy tak się da?
Przecież życie jest dynamiczne, a Czerwona Królowa przypomina o konieczności ewolucji narzucając hasło: - kto się nie zmienia, zatrzymuje się w miejscu - ten przegrywa.
Czyli innymi słowy: - rozumny człowiek i ewolucja to jedność. 
Podmuchy wiatru czeszą trawy, bujają nimi, trawy falują, podpowiadają metaforę -  życie człowieka można porównać do falowania na wietrze....

Lecz jak to jest, z jednej strony ewolucja jest ciągłym rozwojem, jest niby zasadniczo nieodwracalna w czasie, a przecież tyle razy osobiste zdarzenia wokół nas zakreślają koło, a my wracamy do punktu wyjścia? Także wielokrotnie powtarzamy te same błędy? Powtarza się także historia ludzkości ......
Ludzie od zarania dziejów myślą o nieśmiertelności, chcieliby bez końca niszczyć swój dom - Ziemię. To się kiedyś musi źle skończyć. Śmierć jest końcem egzystencji osobnika każdego gatunku, lecz jednocześnie motorem napędzającym ewolucję. Ona jest konieczna, bo gdyby jej nie było, na Ziemi mogłyby istnieć tylko bakterie.

Dzień dobry! - krzyczy do mnie pierwsza napotkana dziś para turystów i dzięki temu wpadam w Tu i Teraz. 
Cóż to za beznadziejny zwyczaj uprawiany przez tłum. Z pewnością dojdziesz do takiego wniosku, gdy odpowiesz dzień dobry po raz tysięczny.
Ale dość! Wyraźnie zaczynam marudzić, a jest tak pięknie!
Podnosi się upał. Idzie się.





czwartek, 14 marca 2019

Korona Stworzenia

Thomas Jefferson w Deklaracji Niepodległości stopił religijne i świeckie wartości w jednym zdaniu: - „Wszyscy ludzie zostali przez Stwórcę stworzeni równi”.
    W każdym razie idee zawarte w Deklaracji stały się przesłanką amerykańskiej religii obywatelskiej. Powoływał się na nie Abraham Lincoln i Martin Luther King, i do dziś pozostają głównym spoiwem wiążącym grupy etniczne zamieszkujące USA.
          Jednak w przeszłości wielokrotnie wykorzystywano Prawo Naturalne odwołujące się do autorytetu bóstwa, w celach amoralnych, do uzasadniania podbojów kolonialnych, niewolnictwa i ludobójstwa.
W imię miłości do Boga nienawidzimy się do imentu.
Zarówno w przeszłości, jak i obecnie, a także w przyszłości trwać będzie walka o dusze.....
Jeśli chodzi o „biologicznego” Boga, to znaczy takiego, który kieruje ewolucją i bezpośrednio ingeruje w ludzkie sprawy (jak to ujmuje teizm), to dokonania biologii i nauk o mózgu, w coraz większym stopniu podważają tezę o Jego istnieniu.
        Czy można jednak odrzucić świadectwa 3 tys. lat duchowych doświadczeń judaizmu, islamu i chrześcijaństwa?
Wierzenia religijne mają dla ludzi liczne korzystne następstwa. Jest to wewnętrzna potrzeba, która niesie nadzieję i poczucie bezpieczeństwa. Poprzez wiarę, ludziom wydaje się, że rozumieją życie.
        A jednak wiara religijna ma także drugi, destrukcyjny aspekt, dorównujący najgorszym ekscesom materializmu. 
Szacuje się, że w znanych dziejach ludzkości istniało około stu tysięcy systemów wierzeń i wiele z nich było przyczyną niekończących się wojen między plemionami i narodami.
     Dotyczy to zwłaszcza trzech wielkich religii cywilizacji zachodniej. Każda z nich w pewnym okresie swoich dziejów rozprzestrzeniała się dzięki ekspansji militarnej. Nie można zapomnieć o krwawym podboju obu Ameryk, o ujarzmianiu i ludobójstwie, któremu nieodmiennie towarzyszył znak krzyża.
Miłosierny Bóg polecił usunąć pogan z ziemi obiecanej: - „niczego nie zostawiając przy życiu”. Zabijano więc również zwierzęta.
Niestety żadna religia nie rozprzestrzeniała się nigdy dzięki tolerancji dla rywalek.
      Religijna nietolerancja i bigoteria mają swoje źródło w trybalizmie – przekonaniu o wyższości własnej grupy. 
To trybalizm przyczynił się do powstania religii bez Boga: - ideologii totalitarnych, nazizmu i marksistowsko-leninowskiej doktryny walki klas.
       Przekonania zwolenników trybalizmu, są właściwie objawami schizofrenii: - oni mają wizję i są święcie przekonani, że otaczają ich wyłącznie wrogowie. Wydaje im się, że mają do spełnienia jakąś wydumaną misję, a ich działania są uświęcone i zawsze słuszne.
            Najgroźniejszym dogmatem religijnym jest szeroko rozpowszechnione wśród chrześcijan przekonanie: - „Nie zrodziłem się dla tego świata”.
Człowiek wierzący uważa, że czeka go lepsze życie przyszłe, przez co łatwiej znosi cierpienia swoje i innych, nie musi przeciwdziałać niszczeniu środowiska. Może bezlitośnie tępić przeciwników wiary i wychwalać samobójcze męczeństwo.
       Obiektywne świadectwa nie przemawiają zbyt silnie na rzecz wiary religijnej, nazywanej przez sceptyków szlachetnym kłamstwem.
Czy modlitwa, lub stan umysłu, chroni przed chorobami, lub przyczynia się do niższej śmiertelności?
        Z pewnością tak, ale tylko poprzez wzmocnienie, czy też poruszenie systemu odpornościowego (wewnętrzny lekarz).
W starciu dwóch armii pobłogosławionych przez kapłanów jedna przegrywa niestety.

Wniosek?
Tylko nauka, jako uniwersalny wytwór kultury, może zjednoczyć ludzkość. Nie faworyzuje bowiem żadnego plemienia, ani religii, co stanowi podstawę prawdziwie demokratycznej kultury globalnej.
      Istota zdrowej psychicznie ludzkiej jednostki polega na zwycięskim zmierzeniu się z samotnością i przeciwnościami losu. 
Zintegrowane Ja umożliwia dokonywanie swobodnych i suwerennych wyborów. 
Takie działanie, wzbudza zwykle podziw w otoczeniu, bo nie polega na posłuszeństwie wobec autorytetów, a także nie zgadza się z przekonaniami religijnymi sprowadzonymi do czysto zewnętrznej pobożności.
      Od tysiąca pokoleń zwiększały się szanse przeżycia i reprodukcji ludzi, którzy podzielali wiarę swojego plemienia. Trwało to wystarczająco długo, aby wytworzyć regułę podatności na indoktrynację.
       Stopniowo maleje rola autorytetów religijnych i ideologicznych. Dzieje się tak już od czasów Oświecenia. Jednak tempo tych przemian jest bardzo wolne.
Nadal w chwilach zagrożenia – realnych, lub tylko sztucznie wymyślonych przez rządzących, łatwo ulegamy pokusie uległości wobec autorytetu. 
Przecież najłatwiej rządzić przy pomocy żerowania na podsycanych lękach.
To manipulacja umysłami powoduje, że w dalszym ciągu jesteśmy podatni na indoktrynację.
       
Rozpatrując sprawę jeszcze z innej strony, zauważamy, że ludzie nie tylko potrzebują, ale wręcz łakną poezji afirmacji. 
W czasie podniosłych uroczystości pragną doświadczać poczucia obcowania z potęgą większą niż oni sami. Większość ludzi bowiem rozpaczliwie boi się śmierci, pragnie nieśmiertelności, a rytuały zdają się ją obiecywać.
      
 Okazujmy więc tolerancję wobec wiary innych, lecz nie zapominajmy kim jesteśmy. 
Naszą siłą jest prawda. 
Przez długie lata wmawiano nam, że jesteśmy wyjątkowymi istotami, umieszczonymi przez bóstwo w centrum wszechświata, jako Korona Stworzenia
Okazuje się azaliż, że ta Korona Stworzenia wcale nie jest wyjątkowa.
Mało tego: - obserwując jak owa Korona pracowicie niszczy swój własny dom, konstatujemy, że ludzka populacja mądrością niestety nie grzeszy. 

A w poszukiwaniu objawów wiosny zaglądamy do Ciężkowic.




piątek, 2 grudnia 2016

Prawybuch 5

Zbocza wulkanów zaczęła drążyć erozja. Deszcz wypłukiwał do wody bazalt, który opadał wokół ognistych wysp i tworzył osad na dnie morskim. Gromadził się tam wciąż nowy i nowy osad, aż cienka jeszcze powłoka Ziemi załamała się pod ciężarem milionów ton materiału. Wypłynęła lawa i połączyła się z tymi osadami w materiał, który miał zmienić oblicze świata.
             Powstał granit.

Był lżejszy niż bazalt, za to wyjątkowo twardy.
Z nowej skały zaczęły się formować całe płyty, które początkowo znajdowały się pod wodą, wkrótce jednak poddały się prawu wyporu i wysunęły się ponad powierzchnię wody. W ten sposób, cztery miliardy lat temu pojawiły się pierwsze wyspy pochodzenia wulkanicznego.
Ich pojawienie się zakończyło erę praoceanu.
  
    
Rozpoczął się nowy cykl erozji i narodzin lądów, który trwał miliony lat. Na bazaltowych dnach morskich zalegały warstwy osadowe o kilometrowych grubościach, lżejsze wyspy granitowe rosły i zaczynały ciągnąć za sobą ciężkie otoczenie. Wreszcie skorupa wokół wysp pękała i ląd nieodwołalnie oddzielał się od dna morskiego. Proces powtarzał się, granitowe kry rosły i rosły, aż zaczęły wchodzić sobie w drogę.
Ponieważ żadna nie ustępowała, wolno wędrujące płyty oceaniczne wgniatały je w siebie i tym sposobem utworzyły jedną olbrzymią masę lądu na wysokości równika.

Ten pierwszy superkontynent nazywał się Kenorland.

Dwa i pół miliarda lat przed naszą erą, Kenorland obejmował głównie dzisiejszą Amerykę Północną i Australię, ponadto część Afryki i odrobinę Europy.
Ten superląd był pustą, pozbawioną życia, ponurą skalną pustynią, poprzecinaną strumieniami żarzącej się magmy.
Ale w głębinach oceanu coś zaczynało się ruszać.

Cząsteczki przyciągały się, obwąchiwały wzajemnie i zawierały przyjaźnie. Wraz z pierwszym odłamkiem Kenorlandu przyrodzie przydzielono nową współpracownicę.
Ona cierpliwie czekała, dopóki nie uspokoi się najgorsze bombardowanie gruzem z kosmosu.   
     A trwała ostra strzelanina, asteroidy spadały do oceanu i na wyspy, niektóre małe, inne wielkości Majorki, albo Sycylii.
Wreszcie nieco przycichło i nowa współpracownica rozejrzała się wokół.
Nabrawszy przekonania, że nadszedł już czas na stworzenie życia, wzięła się z zapałem do pracy. Na imię jej było Ewolucja i miała w zanadrzu kilka niezmiernie ciekawych pomysłów.....


W tym miejscu kończę wpisy o pradziejach Ziemi
Wracamy z dalekiej przeszłości do wątków tegorocznych.

piątek, 25 listopada 2016

Prawybuch

Jak długo spała Ewolucja?

Ewolucja spała trzy miliardy lat.

Być może spoglądała z zadowoleniem na swoje dzieło, na jednokomórkowce. Jednak przez tak długi czas nie zabrać się do kontynuowania eksperymentu pod tytułem życie?
      W końcu powstała złożona forma życia, czyli człowiek. Jest to jednak forma o wiele bardziej wrażliwa od jednokomórkowców. Nasza złożoność osłabia nas bowiem mentalnie i cieleśnie, kiedy na przykład temperatura podniesie się, lub obniży o kilka stopni, albo zmienią się niekorzystnie kursy giełdowe.
       Bakterie natomiast przetrwały wybuchy wulkanów i upadki meteorytów, znosiły szok termiczny i czują się u siebie, zarówno na obrzeżach gorących źródeł w dnach oceanów, jak i w Antarktyce, we wnętrzu skały i w twoim jedzeniu, Czytelniku.
W ogóle mają o wiele mniej problemów niż ludzie. W gruncie rzeczy są perfekcyjnym produktem końcowym. Mimo to Ewolucja musiała znaleźć powody, aby uruchomić proces, w którego efekcie konglomeraty komórek piszą blogi czytane przez inne konglomeraty komórek.
       Aby to lepiej zrozumieć, należy potraktować Ewolucję jako pełną pomysłów ofiarę okoliczności. Ona nie robiła tego, co jej aktualnie pasowało, nie stwarzała istot ze szczypcami i wyłupiastymi oczami, albo takich, które dobrze się czują jedynie w krawatach od Armaniego.
Wszystkie przedsięwzięcia ewolucji następowały w warunkach, które dyktowała planeta – humorzasta niczym diwa, czasem nieobliczalna, wręcz destrukcyjna.
      Wpływy klimatyczne, geologiczne i kosmiczne zawsze stawiały Ewolucję przed koniecznością określonego działania. W obliczu tego fakt, że przez trzy miliardy lat produkowała z powodzeniem jednokomórkowce, zasługuje na bezgraniczny podziw.
Młodej zwłaszcza Ziemi nie brakowało bowiem pomysłów na pozbycie się kiełkującego życia za pomocą wszelkich możliwych sztuczek.
Ale powoli....

Cofnijmy się najpierw do bardzo odległych czasów, jeszcze przed prawybuchem. Co widzisz, Czytelniku?
Słusznie! Nic nie widzisz.
        Po pierwsze primo: - Nie ma jeszcze wszechświata.
        Po drugie primo: - Ciebie także nie ma w takiej chwili.

Człowieka mierzy się nie tylko ciężarem, wysokością i objętością. Składa się on również z trwania, tak, jak każda materia. Jednak przed prawybuchem czas nie istniał, albo jeszcze się nie wykluł.
A bez czasu nie ma podróżników w czasie.
Więc kilkanaście miliardów lat temu z nicości ekspandują przestrzeń i czas, rozszerzając się gwałtownie.

Przez pierwsze trzy sekundy istnienia nowo narodzonego wszechświata, dzieje się tyle, że zdarzeniami można zapełnić grube księgi.
      My jednak zwróćmy uwagę na fakt, że czas jest pojęciem względnym, podlega różnym wpływom, na przykład grawitacja jest w stanie go rozciągnąć lub zagęścić, zakrzywić i wprowadzić go z powrotem w siebie. (Pętla czasu).
     

Mgławica Kraba.
Mgławicę zasila centralny pulsar, pozostałość po gwieździe, która eksplodowała jako supernowa i była widziana z Ziemi (Chiny) w 1054 roku.


To, czy dany proces postrzegamy jako szybki lub wolny, zależy wyłącznie od perspektywy obserwatora. Ponieważ niezależni obserwatorzy nie istnieją, musimy zadowolić się samymi sobą. Stwierdzamy więc, że w odniesieniu do ludzkiego życia, trzy miliardy lat to piekielnie długi okres. Z kolei tam, gdzie nie ma nikogo, kto by zmierzył upływ czasu, określenia „szybko”, lub „wolno” stają się zbędne. Trzy sekundy po prawybuchu, czy trzy miliardy lat – to jest nieistotne.
       Czasu bowiem nie odmierza się w jednostkach, tylko wyłącznie według ilości zdarzeń. Działanie tego efektu możemy zaobserwować na sobie. W sytuacji nudnej rodzinnej na przykład. 
      Oto przyszły teść przemawia uroczyście.
     Albo patrzymy na szczere twarze polityków i słuchamy ich odpowiedzi na jasno zadane pytania.
W takich przypadkach dziesięć minut dłuży nam się niepomiernie.
Natomiast cały wieczór spędzony na flirtowaniu mija jak z bicza strzelił.
Patrząc na to w ten sposób, trzy miliardy lat rozwoju komórek mogą być mgnieniem, trzy sekundy natomiast, w ciągu których zostały stworzone podwaliny całego wszechświata – wiecznością.
Drzemka Ewolucji, kiedy były tylko bakterie, spowodowana była więc okolicznościami.