Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wysokie Bieszczady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wysokie Bieszczady. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 stycznia 2022

W białośnieżnej bajce

I zobaczmy - taki myk: - budzi się człowiek i od razu jest zadowolony, ponieważ zobaczył przy domu przepiękną kupę śniegu. Do tego zapowiada się dzień bezchmurny, tudzież czeka wycieczka w Wysokie Bieszczady. To czegóż trzeba więcej?


 Krząta się więc on uroczyście, ten zadowolony człowiek i myśli. A myśli bo ma czas. Gdyby bowiem czasu nie miał, to by się tylko krzątał.

I wymyślił: - Ceremonia śniadania, a więc niespieszność, upewnia nas, że to my mamy wpływ na rzeczywistość. Jednocześnie z tak celebrowanej czynności płynie szacunek dla samego siebie, a to z kolei jest niezbędne dla zdrowej psychiki.

Turysta gotowy wychodzi przed dom, a tu świat, no przecudniały!


No to na szlak miły bracie! Po godzinie jestem na szlaku. 


Koniec grudnia, dzień krótki, szybko mijają świetlne godziny na dachu lokalnego świata. Jest fantastycznie, jeszcze o zachodzie byłem na górze, a schodziłem już w nocy. Zdjęcie jelenia z archiwum, atoli pięknie pasuje do całości. I słów już wystarczy.






piątek, 15 maja 2015

Witamy na dachu Centrum Nauki Kopernik

Lubię chodzić do warszawskich ogrodów (bo mam czas). Dziś o ogrodzie na dachu Centrum Nauki Kopernik.
Gdy pierwszy raz tu wszedłem, a pierwsze wrażenie jest tak słuszne, jak pierwsza myśl – poczułem się jak w Wysokich Bieszczadach, ponieważ ogród jest urządzony na dachu lokalnego świata.
  



Drugie pierwsze wrażenie – czuję, że rośliny, które tu rosną, są mi bliskie. Czytam napis na tablicy: - tu są rośliny karapackie. I wszystko staje się jasne.
     



Trzecie pierwsze wrażenie: nie ma ludzi, jest Uroczyście. Następuje skojarzenie z klasztorami i wypielęgnowanymi ogrodami zen.
     





środa, 13 maja 2015

Ponad tęczą

Czyli filozofia osteopatii.

Do Zbyszkowej samotni dotarło kolejne zawołanie Wysokich Bieszczadów.
Jestem więc w Bystrem, skąd mam za pół godziny autobus do Wołosatego.....
Obok wiaty przystanku jest skład dłużyc nadleśnictwa Baligród i stoi osobowy samochód, a po dłużycach przechadza się facet. Leśniczy?
Kontaktować się trzeba, więc chwila rozmowy i już jedziemy razem do Wetliny.
 Życie jest tajemnicą, a podobne przyciąga podobne. W ten oto sposób poznałem kolejnego autentycznego człowieka i dowiedziałem się o filozofii osteopatii, czyli samoleczeniu.
        Słucham Roberta, jakbym sam siebie słuchał, bo mamy podobne przemyślenia. Zmiana kierunku w głowie nastąpiła u nas po wypadkach zakończonych szpitalem.
Z Robertem spotkaliśmy się jeszcze dwa razy na szlaku w pobliżu Krzemienia. I tego samego dnia było mi dane znaleźć się ponad tęczą.
    



Historia osteopatii

Medycyna osteopatyczna sięga swoimi korzeniami XIX wieku. Twórcą metody był lekarz Andrew Tylor Still (1828-1917). W tamtych czasach leczenie było brutalne i nieskuteczne, kończące się często śmiercią. Still będąc niezadowolony z metod i efektów leczenia postanowił odrzucić konwencjonalną medycynę i zaczął szukać nowych rozwiązań. Prowadząc liczne badania na zwłokach Indian zgłębiał swoją wiedzę na temat anatomii, fizjologii i biomechaniki człowieka. Doszedł do wniosku, że większość chorób bierze się z nieprawidłowości krążenia płynów w organizmie w wyniku ucisku przez kości i tkanki. Still uważał, że po zlikwidowaniu wszelkich przeciążeń, zaburzeń struktury, organizm będzie sam potrafił poradzić sobie z chorobą.

Najważniejsze założenia filozoficzne osteopatii to:

  • ciało jest całością
  • organizm człowieka posiada mechanizm samoregulacji i samoleczenia

piątek, 2 stycznia 2015

Staszek kierowca

Pierwsza podróż w Wysokie Bieszczady. Rok 2014.

To była zwykła podróż, jechałem (bowiem) pierwszym wakacyjnym autobusem Sanok – Wołosate, z przystanku Bystre. Niezwykły był tylko jej początek.
Tak byłem zaaferowany wyjazdem, że
piwa z potoku nie zamawiałem. Na przystanku stanąłem kilkanaście minut przed czasem.
Nadchodzi godzina przyjazdu – autobusu nie ma. To Bieszczady, opóźnienia tu się zdarzają często.
Czekam.
Bo niby jakie mam wyjście, gdy chcę pojechać? Mogę machać, ale wstrzymuję się na razie. Mija godzina. Zgłodniałem. Sięgam po bułkę do plecaka, wyjmuję ją i łapię szybko w zęby, bo zza zakrętu od Baligrodu wyłonił się nie wiadomo kiedy autobus i już hamuje przed przystankiem.
Zapinam plecak i z bułką w zębach pakuję się po stopniach. Autobus pełen, stawiam plecak obok kierowcy, bułka do ręki, pieniądze w drugiej i proszę o bilet do Wołosatego.
Kierowca rusza …... Ostro rusza. Jestem nieco zaskoczony i obserwuję co on robi: Rozmawia przez telefon, czyli jedna ręka zajęta. Mówi do kogoś, że nie mógł uruchomić silnika, że ma duże opóźnienie. To akurat wiem.
Drugą ręką w trakcie rozmowy kierowca wystukuje bilet dla mnie. I zmienia bieg. Kierownica chwilowo puszczona luzem, a autobus jedzie. Coraz szybciej jedzie. Z lusterka zwisa różaniec z krzyżem. Nad lusterkiem naklejona Matka Boska patrzy z góry na całość. Na klaksonie kierownicy nalepka: Boże prowadź!
I zaprawdę powiadam wam, jest to moment, gdy Bóg prowadzi. Ja to widzę, bo jestem blisko kierowcy. Kierowca inkasuje należność, dalej rozmawia, kierownica puszczona luzem, ja ufam, są to sekundy dosłownie, ale w tych sekundach jest Anioł z Bogiem i Matką Boską, oni czuwają, kierownica robi ćwierć obrót, kierowca znowu zmienia bieg, z przeciwka gwałtownie zbliżają się auta, dostaję bilet, kierowca łapie jakby od niechcenia w ostatnim momencie kierownicę, szarpnięcie, nie zderzamy się, autobus jedzie już całkiem szybko, nie ma zderzenia, ani nie wykolejamy się bo Bóg prowadzi i ok. jest! O matko Boska!
To ta nalepka na kierownicy uratowała nas!
Ile potęgi, bo słowo moc jest tu za słabe, ile potęgi jest w słowie pisanym a nie wypowiedzianym.....
Czyli: nalepka to potęga!
Albo: - pisz pan, panie Hiszpan!
W pewnej małej miejscowości podgórskiej żył sobie ksiądz i Staszek – kierowca autobusu.
Ksiądz był już w zaawansowanym wieku, jak na księdza, Staszek był dużo młodszy, ale że popijał tęgo umarł przed księdzem.
Przyszedł czas i na księdza.
Brama raju.
Przed bramą stoi święty Piotr i wita nadchodzące duszyczki.
Podchodzi dusza księdza, pogadała chwilę ze św. Piotrem, otwierają się drzwi raju, św. Piotr mówi do duszy księdza: zapraszam!
Ale co to? Pierwsza dusza, którą widać w raju, to dusza Staszka – kierowcy!
Dusza księdza, oburzona, zwraca się do św. Piotra: - Jak to, ja byłem księdzem, mnie się raj należy, a Staszek to znany pijak! To niesprawiedliwe jest!
Hola, hola, mówi św. Piotr.
Ty byłeś już stary i nie wkładałeś serca w swoje kazania, przeto wierni w czasie twoich kazań spali. A hasło: nie śpij w czasie kazania – znasz?
Staszek natomiast często jechał po pijanemu z fasonem i wtedy wszyscy pasażerowie się modlili. Staszek rozniecał więc w ludziach ogień wiary, czego ty nie robiłeś. Dlatego jemu raj należy się tak samo jak tobie, a nawet bardziej.
Wchodzisz, czy może do piekła wolisz?
Bo dalej jest wolna wola.....

Łąka pod Chryszczatą
   


czwartek, 11 grudnia 2014

Dach bieszczadzkiego świata

Siedzę niezwykle wyciszony na dachu bieszczadzkiego świata i zebrało mi się na refleksje głębsze...... A może to jest przekaz od „Góry”?
     


Kościół zbudowano na Jezusie. Przeinaczono Jego nauki. Jezus był buntownikiem, wziął bicz i rozpędził lichwiarzy. Zrobił to w murach świątyni. Kim byli ci lichwiarze? To nie byli prywatni handlarze, ponieważ mieli prawo oferowania swych usług wewnątrz świątyni, byli więc pracownikami świątyni, kościoła.

Lichwiarze byli pracownikami ówczesnego kościoła.

To kapłani wystawili swoich przedstawicieli, aby ssać ludzi. Jezus rozpędził to towarzystwo, a więc uderzył w lichwę, podstawę życia świątyni bogacącej się kosztem wiernych. Jezus uderzył w fundament, dlatego musiał zginąć.
- Kapłani wydali na Jezusa wyrok. To kapłani są winni.
      Wyrok wykonał rzymski żołnierz. Żołnierz nie może ponosić winy, on jest programowany na zabijanie. Każdy żołnierz to maszyna (bezmózga) która zabija w imię..... czyjeś. Dziś z jednej strony żołnierze zabijają w imię Boga, z drugiej w imię Pieniądza.            I tu dochodzimy do meritum: jak ukryć winę kapłana? Jak ukryć zdalne sterowanie ludźmi? Jak ukryć, że to kapłani są winni? To oni są przyczyną zła. Politycy są winni? Politycy nie są samodzielni. Są sterowani. Zawsze ktoś z tyłu pociąga za sznurki.

Wymyślono antysemityzm, który miał za zadanie ukryć winę kapłanów, a nienawiść skierować na Żydów ogólnie. Żydzi zawsze byli sprytniejsi od narodu w którym żyli. Ludzie to zauważali po pewnym czasie i stąd wzięły się pogromy.Tłum nie lubi mądrzejszych. Ktoś potrafi ciebie podejść? Czyli jest mądrzejszy od ciebie! Ty bądź mądrzejszy od niego i nie daj się podejść.

Przychodzi wierny do księdza i mówi:
Oszukałem Żyda, czy to wielki grzech?
Jaki grzech, mój synu? To co zrobiłeś to nie grzech, to cud.......

Dziś lichwą trudnią się banki.

Jeśli chodzisz do kościoła otwierasz się na miłe programowanie: Słyszysz:
  • to jest ciało moje – jedz mnie. Kanibalizm? to jest krew moja – napij się jej. Wampiryzm?
    Potem sam bijesz się w piersi i powtarzasz ( powtarzanie sprzyja zapamiętaniu) – moja wina, moja bardzo wielka wina. Kotwiczysz się pięknie w poczuciu winy. Za pomocą tego uczucia sterują tobą kapłani, dałeś sobie założyć obrożę.
    A wina kościoła gdzie? Kościół jest bez winy? Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień, niech rzuci.....
    Antysemityzm został wymyślony po to, aby ukryć działania kapłanów.
    Eckhart Tolle, na którego często się powołuję, napisał książkę tylko o ciszy.
To malutka i cienka książeczka, mieści się w kieszeni.
Każdą prawdę można przekazać (bowiem) w sposób zwięzły. Tolle pisze:

Prawdziwa esencja nauczania, przekazu, nie leży w słowach. Słowa są tylko drogowskazami. To, do czego one prowadzą nie może być znalezione w wymiarze umysłu, lecz w głębi ciebie, w przestrzeni nieskończenie rozleglejszej niż umysł. Przesłanie zawarte w tej książeczce jest uświęcone i podobnie jak starożytne sutry wywodzi się ze stanu świadomości, który nazywamy cichym bezruchem. Przesłanie to nie należy jednak do żadnej religii, jest więc dostępne natychmiastowo dla wszystkich. Taki jest jego sens i cel.
To przesłanie przypomina ci, kim jesteś i wskazuje powrotną drogę do domu.

sobota, 15 listopada 2014

Łowić chmury na Ukrainie

W ubiegłym roku sam nazwałem się łowcą chmur.
Nic nie muszę, jednak wobec chmur wymiękam.
Co można zrobić, aby sfotografować niepowtarzalny układ chmur?
Wystarczy wyjść z domu. A nawet jak powiedział Franz Kafka: -

- nie trzeba wychodzić z domu, w którym jesteś, nie trzeba nawet wychodzić z pokoju, tylko wyjrzyj przez okno......
 
Tu proszę włączyć muzykę, taką, jaką lubisz.....

No, może Kafka niezupełnie tak powiedział, ale jest coś na rzeczy.
Oto widok z okna w Warszawie - Polska, gdzie przez kilka miesięcy w roku (cztery na przykład) przemieszkuję. Zdjęcie nie jest podbarwiane, nie ma takiej potrzeby.
     


Jednak chmury w Bieszczadzkim Hotelu Siedem Gwiazdek odbiera się inaczej. 
Dlaczego inaczej?
Dojdź tam na własnych nogach, poczuj przestrzeń, poczuj siebie, wtedy zrozumiesz o czym piszę.
   
  
  
 
   
  


Na końcu widok z Wysokich Bieszczadów na Ukrainę.
   

Ukraino, blisko mnie Łemkowi do Ciebie. Tylko taka zwykła linia na mapie nas dzieli.
Zgoda buduje.