Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rabe.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rabe.. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 listopada 2016

Łąki ponad Rabem

Początek czerwca – wycieczka na wzgórze 686 pod Chryszczatą.

Szedłem z Woli Michowej, i wracałem do Woli. Nie spotkałem nikogo. Na górze 686 przywitał mnie mój przyjaciel wiatr i przestrzeń bez ani jednego człowieka.
To był bardzo przepiękny spacer.







sobota, 7 listopada 2015

Wilk poluje

23 października 2015, na łąkach ponad Maniowem stałem się świadkiem niecodziennego wydarzenia. Najpierw usłyszałem wrzask wron, czy kruków.
     Lecą nisko, trzy.
Spojrzałem w tym kierunku i zobaczyłem, że coś szybko gna dalekim skrajem łąki, za tym czymś pędzą wrony-kruki. To się dzieje sto pięćdziesiąt metrów ode mnie. Pościg szybko się przesuwa!
     Podrywam aparat ponad głowę i puszczam serię zdjęć. Już to przemyślałem, tyle straconych okazji umknęło. Przyciskam guzik i aparat zamienia się w bezkrwawy karabin maszynowy. Poszło sześć zdjęć.
      Pogoń przebiegła, i po wszystkim. 
Powrócił bezruch i cisza.
Niewiele widziałem, ponieważ uwagę skierowałem na trzymanie aparatu w odpowiednim kierunku i nachyleniu.
Było pochmurno, mżyło, czas otwarcia migawki jedna trzydziesta sekundy.
Ktoś kogoś gonił, lub może biegły spłoszone sarny, albo dziki, a nad nimi frunęły wrony.

Opowiadałem o tym zdarzeniu Henrykowi Bieszczadnikowi, a on na to krótko: - szukaj wilka na zdjęciach!
Wrony czy kruki nie fruną bowiem za spłoszoną zwierzyną, one to robią, gdy czują bliski żer.
     Po przyjeździe wpisałem zdjęcia do komputera i rzeczywiście znalazłem wilka w pogoni!
Gonił za łanią i jeleniem. Jeleń biegł pierwszy, za nim łania. No i jeden duży wilk. Pewnie basior.
Na zdjęciu wilk przed sosną.
 

Na kolejnych zdjęciach uciekająca łania z jeleniem.



Ta para, jak to zwykle bywa w podobnej pogoni, skręciła za moment w dół zbocza. Znawcy mówią, że wilki zwykle odstępują od pościgu, uznając, że gonią zbyt silne osobniki, gdy goniona zwierzyna po zbiegnięciu ze zbocza zaczyna podbiegać na następną górę.

Wilk w pędzie już za sosną.
 

I całość pościgu. W lewym górnym rogu widoczna jedna z wron.
Odległość wilka od łani około 50 metrów.


Wszystko działo się bardzo krótko, towarzystwo przemknęło w ciągu kilkunastu sekund.
Zdjęcia powiększyłem ile się dało. Z powodu słabej jakości nie decydowałem się na zamieszczenie ich w blogu. Nie staram się być perfekcjonistą, ale zdjęcia są słabe, z powodów już opisanych. Jednak znajomi przekonali mnie, że sprawa jest na tyle niezwykła, że warto te zdjęcia pokazać. W każdym razie po odszukaniu sprawcy pościgu na powiększeniach miałem prawdziwą frajdę.
     Ja się cieszyłem, a dla jeleniowej pary to były chwile tragiczne: z pewnością za basiorem następowała reszta watahy.

W każdym razie cieszyłem się jako fotograf podobnie, jak po odkryciu UFO, które unosiło się w lecie 2014 roku ponad doliną Rabego. To UFO zobaczyłem dopiero przy oglądaniu zdjęć w domowym zaciszu. Był post o tym.

niedziela, 18 października 2015

Sprzedana góra

Potoczyło się uroczyste, spokojne ( piły wreszcie umilkły) popołudniowe, biwakowe życie w tym drugim dniu czerwca 2015, na sprzedanej górze 686 Pod Wierchem.
Po posiłku pospacerowałem, żegnając się z miejscem. Wczoraj witałem się z tymi ogrodami Edenu, rano zobaczyłem rany zadane górze, po południu chodzę i się żegnam - a to ze znajomą sosną, a to z jałowcem.....




 




 

czwartek, 15 października 2015

Idę

Idę z Baligrodu.
Idę i myślę. A myślę dlatego, bo mam czas. Gdybym czasu nie miał, tobym tylko szedł.
Myśli, jak zawsze, są osobiste, a więc subiektywne. Z tymi refleksjami można się zgadzać, lub nie zgadzać.
Po wielu latach przypomniałem sobie, co to znaczy być wolnym człowiekiem, być sobą. 
   
 
        Magiczne miejsca w miastach, ciekawe światło, nietuzinkowi ludzie, ciekawe historie, natura, przestrzeń, włóczęgi piechotą, na rowerze, fotografia, ale też papierowa książka w ręku, to niektóre z moich pasji.
Czuję się dokładnie tak, jakbym się na nowo narodził. Czego i Wam czytelnicy życzę.
   

      W migawkach pokazuję, jak żyję. Prowadzę życie mobilne, z dążeniem do optimum: 4 miesiące w Warszawie, 8 miesięcy poza.
To jest moje życie i nikogo nie namawiam, żeby żył podobnie.
Niech każdy żyje po swojemu.
Zdobyte osobiste (bo nie książkowe) doświadczenia udowodniły, że:
    • po pierwsze primo: - samotność uwrażliwia, wycisza.
    • po drugie primo: - samotność na biwaku w odludziu, poprzez element niebezpieczeństwa, uwrażliwia jeszcze bardziej.

W podświadomości niesiemy zapis wieków - pamięć pokoleń.
Mamy zakodowane pewne schematy postępowania, na przykład zamykanie drzwi w domu na noc. Człowiek w czasie snu staje się bezbronny, jest o wiele mniej czujny.
  

Namiot także można zamknąć na noc. Wejście zasunąć suwakiem. Lecz jest to zamknięcie umowne, chroni z pewnością przed komarami, o ile wyprosi się je z wewnątrz przed zamknięciem.
      Sąsiedztwo drugiej osoby w namiocie, lub osób w innych namiotach daje większe poczucie bezpieczeństwa, lecz zamyka jednocześnie te delikatne kanały percepcji, którymi odbieramy każdy nieznany dźwięk a także czujemy bezdźwięczne podejście zwierzęcia do namiotu.
To podejście, zbliżenie się zwierzęcia, odbieramy wyraźnie, jednoznacznie i natychmiastowo, chociaż nie towarzyszy mu żaden dźwięk. Jak to wytłumaczyć? To da się wytłumaczyć prosto. (Bo proste ma być!)
Odbieramy fale mózgowe, przekazy, obrazy, uczucia. 
   
 
     Gdy jesteś w wyciszeniu, zawsze się nagle obudzisz, gdy jakiś stwór z zewnątrz natknie się znienacka na obcy obiekt na „swoim” terenie, lub skrada się, by rzecz zbadać z bliska. Oto z wielu nagłych nocnych przebudzeń wybieram kilka.
 
Noc 2013 r. Biwak na 686 Pod Wierchem.
Gwałtownie budzi mnie silny niepokój, nawet strach. Słyszę (w głowie): - obudź się!
Nasłuchuję... Cisza kompletna, lecz ktoś, lub coś stoi obok mnie, o kilka metrów od namiotu. To coś jest duże i wiem, że zaskoczone. Dalej cisza, a ja czuję, że to coś podjęło właśnie decyzję oddalenia się. I zaraz odbieram, bardziej żołądkiem niż uchem, ciężkie stąpnięcie.
Poranne ślady pokazały, że to był żubr.
Niby żadne zagrożenie, bo żubr jest roślinożercą, lecz to okazało się dopiero o poranku.
A gdyby tak niedźwiedź podszedł do namiotu i stanął tuż nad twoją głową? Łuup!!! Jedno walnięcie łapą i po tobie!
To tylko taki żart był......
    


Noc lipcowa 2014 r. Biwak na 686 Pod Wierchem.

Gwałtowne przebudzenie. Coś zaryczało.... Zamieniam się w słuch. Po chwili oczekiwania ciszę rozrywa znajomy ryk, którego z niczym nie pomylisz – to niedźwiedź! Jest blisko, jakieś 50 m od namiotu! I strach siedzi mi już na plecach, bo zaraz umysł podsuwa myśl: - a może to niedźwiedzica z małymi? Strach ma wielkie oczy. Trwam długie minuty w sprężeniu, czuję adrenalinę, serce bije mocniej. Ryk się już jednak nie powtórzył, napięcie pomału wygasło, zasypiam.
Strach ma wielkie oczy?: - „musi więc być uroczy”Jan Sztaudynger. Łatwo powiedzieć po fakcie......

Noc czerwcowa 2015 ponad miejscowością Smerek.

Namiot postawiłem na zrębie, gruba ściółka z igieł zapewnia mi miękkie spanie. (Pod śpiworem jedynie cienka karimata). Jednocześnie ta ściółka tłumi stąpania.
Budzi mnie niepokój. Czuwam!
Zamieniam się w słuch. Długa cisza i naraz jak coś nie ryknie! Tuż obok ponad głową! Podskoczyłem nieźle, serce uderzyło mocno! Umysł zgłupiał i podsuwa: chyba lew??!!!
Ale to była tylko chwila, bo słyszę oddalający się tętent kopyt i już rozpoznaję dźwięk: to krzyczy zaniepokojony jeleń. Widocznie szedł bardzo zamyślony, szedł na pamięć, a tu nastąpiła zmiana organizacji ruchu. Wyrósł namiot w miejscu, gdzie go nigdy nie było. Jeleń krzyknął z przerażenia i chodu!
Sięgam po telefon, nagrywam. Krzyk kozła oddalał się i trwał jeszcze dobrych kilka minut. Całkiem zabawna sytuacja się zrobiła: - dwa stwory się przestraszyły, jeden dalej krzyczy, a drugiemu jest wesoło!
 
Noc czerwcowa 2015 na Fereczatej.

Budzi mnie dobrze znany niepokój. Jestem pewien że bardzo blisko ktoś, coś stoi ….. Czuję....wahanie, podejmowanie decyzji.... Długo, długo nic, mija pewnie z pół minuty, a potem dają się słyszeć liczne stąpania kopyt po kamienistej wąskiej ścieżce biegnącej za namiotem. Przechodzi spore stado kopytnych w stronę Okrąglika.

wtorek, 11 listopada 2014

Jedzenie na biwaku

Odpowiadam na komentarze bez adresu, przysłane na bloga:
- Dla mnie liczba 16 to 7. Jeden plus sześć. To szczęśliwa liczba. Ten, kto pyta niech szuka w numerologii.
  • Wiszące grona na SMA 18 w książce Sukces na giełdzie pokazałem na Wigu 20, natomiast taki sam układ świec, ale oparty na SMA 55 widoczny na blogu ww wpisie z soboty, dotyczy Germany 30. Można powiedzieć, że każdy rynek ma swoją specyfikę. Rynek niemiecki jest bardziej agresywny. Gdy gram na kontraktach terminowych, mam także otwarte dodatkowe dwa okna: Wig 20 i Niemcy. W Polsce nieco wyraźniej widać fale. I nie ma takiego zrywania stopów jak w Niemczech. Często sygnał z Polski chwilę wcześniej przekłada się na ruch Daxa. Albo odwrotnie i wtedy zdążymy zareagować.
     
    O czym piszę? O zdrowiu. Psychicznym i fizycznym.
    Jedzenie ma wpływ ma zdrowie. Każdy żyje po swojemu, a większość w ramach tresury społecznej jada to samo, co rodzice. I myśli tak samo jak rodzice. A przecież w tej dziedzinie można szaleńczo poeksperymentować.
Celebrowanie posiłku. 
Na biwaku nie zawsze jest pogoda, gdy leje, nie mamy wielkiej możliwości aby rozwinąć skrzydła.
   


W słońcu jest już komfortowo. 
Sobie nie dogadzać? Na zdjęciach widać granatowe serwetki, a więc jest czerwiec.
W warunkach biwaku rzecz polega na uzupełnianiu jedzenia naturą, braniu z natury tego, co ona daje: czerwiec poziomki i grzyby, lipiec: grzyby, poziomki, jagody, sierpień: grzyby, jeżyny, wrzesień: grzyby, jeżyny, orzechy laskowe.
   

Twórczość: zodiakalny znak barana na bułkach. Jestem z tego znaku. 
    




Piszę także terapii, która staje się modna, a polega na tym, że grupa osób wycofuje się na pewien czas (np. dziewięć dni) ze świata i zadaje sobie trzy pytania:
1 - Skąd przychodzę?
2 - Kim jestem?
3 - Dokąd zmierzam?

Inne pytania nie są tam dozwolone. Tylko te trzy pytania. Chodzi tu o trzy poziomy:
poziom 1 – poziom inkarnacji, oraz winy,
poziom 2 – poznaj siebie,
poziom 3 – uzdrowienie, zaakceptuj siebie, a potem pokochaj.
Okazuje się, że byłem w takiej terapii i to nie w grupie osób.
I w tej terapii spisałem całkiem sporo refleksji.

Więc anegdota o terapii.
Egzamin na uczelni. Profesor chodzi po auli pilnując, aby studenci nie ściągali. W pewnym momencie mówi: - słyszę jakieś szepty..... Z końca sali ktoś się odzywa: - ja też tak mam, ale ja się leczę.

czwartek, 6 lutego 2014

Boski Hotel Siedmiogwiazdkowy




          Wchodzę na górę. 
Witam się z jałowcem, stawiam dom. 
Drzewo na ognisko jest wyschnięte na pieprz i czeka za jałowcem, pozostawione na odchodnym z poprzedniej wizyty.
Schodzę do potoku i nastawiam kolację, bo odzywa się wielki głód.
     Już się zmierzcha, gdy zapalam ognisko.

Jak mawiał Stachura jest to czas pomiędzy psem a wilkiem…..

Cisza. Pustka. Lis zaszczekał tylko raz i drugi.
Lubię być sam od czasu do czasu.

Przeleciała bezszelestnie sowa chyba, bo duże to było.
Gotowało się jakoś długo. Pojadłem do syta, potem zaparzam dawno nie pitą, sławną miętę.
   Gdy popijam niespiesznie, jest już głucha noc. 
Właśnie: - głucha nocc.
             Bo jest Wielka Cisza, w tej nocy na odludziu, i trzeba się z nią oswoić.
Właśnie księżyc wyskakuje ponad górę. Kończy się 23 lipca.
Tajemnica 23. Wielokrotnie o tym pisałem. Przerwane połączenie w kodzie telagrafu.
Odchodzę od ognia na 30 metrów. Robię zdjęcia  nocne, na długi czas. Jedno się nadaje, chociaż także poruszone. Widać tylko płomyk ogniska i księżyc. To kierunek na południe, na Cisną.
    


 Darzę to zdjęcie wielkim sentymentem….
    Dopiero była pełnia w czasie Łemkowskiej Watry, księżyc prawie okrąglutki.
Wracam i nie podkładam do ognia, więc ognisko tylko się żarzy. Siedzę najedzony i napity i czekam, aż przyjdzie senność, albo intuicyjnie czekam na coś…..

Jest bosko!

Dolina Duchów



I jest już jutro.
Zasuwam z ogromną radością na tygodniową rundę biwaku.
     Wyszedłem dość późno, dopiero po obiedzie. Celebruję ten wymarsz. Idę dziś do celu inną drogą nieco „gzygzakowatą”. To dodatkowe 3 km będzie.
    W ten sposób wychodzę na szosę przy cmentarzu w Woli Michowej i stąd mam tylko pół godziny do rozwidlenia na przełęcz Żebrak.
    Dzień słoneczny, ale wieje znowu dość zimny wiatr. Idealna pogoda do maszerowania.
   W Woli Michowej zaczyna mnie uwierać w dół pleców miska, która jest w plecaku na dnie i musiała się przekręcić. Znaczy: - źle upakowałem.
Ale co mi tam: - „większa połowa” (15 km) drogi za mną, za 13 km będę na miejscu.
     Przesuwam tylko plecak nieco - raz trochę w prawo, potem trochę w lewo.

Tantra mówi: - doświadczenie błogości może pojawić się jedynie wówczas, gdy ciało funkcjonuje optymalnie. Błogość pojawia się jedynie wtedy, gdy żyjesz intensywnie.

Żyję intensywnie a moje ciało pracuje optymalnie. Co tam uwierająca miska!
Idę równo w wielkim zadowoleniu. Już jest przełęcz i zaczynam schodzić w dół.

Krawędź miski ugniata mi plecy coraz mocniej, zasłaniam to miejsce dłonią.
Oto odkryłem swój własny sposób działania. Jedyny, niepowtarzalny.

Tantra uczy: Uwalniaj się od nawyków i naśladowania. Nie naśladuj, gdyż twoje zmysły zostaną przytępione. Odkrywaj własne sposoby działania.
Gdy naśladujesz stajesz się neurotyczny.
Kiedy to jest możliwe relaksuj się i odkładaj umysł na bok.

Odłożyłem umysł na bok.
Gdy jednak doszedłem na miejsce i zdjąłem wreszcie plecak, trzeba było plecy nieźle rozcierać. Czułem jednak wielką satysfakcję, że nie jestem neurotyczny.
Natomiast jeszcze następnego dnia bolało mnie to miejsce na plecach.
Więc  trzy wnioski z tego wynikły:
     -  Prawidłowo pakować plecak.
     -  Nic na siłę.
     - Czasami korzystać z umysłu.

     Jestem już bardzo blisko celu, prawie w domu!
Mijam obóz studentów - Rabe, machają do mnie, ja do nich. Ale nie czas na gadanie, dalej, dalej! Wznosi się we mnie radość od punktu Hara. Niesamowite!
Jakbym szedł do ukochanej. To uroczyste uczucie rozwala mnie! A uczucia nie kłamią. To jest właśnie miłość .
Witam się z mostkami, potokiem, cerkwiskiem. Wszedłem do Doliny Duchów.

Dolina Duchów

                                                      Ludwik Jerzy Kern


Tylko najwięksi z największych zuchów
wiedzą, gdzie leży Dolina Duchów
(...)
Popatrzcie tylko,
Koło płota
Duch psa
Pogonił ducha kota.
Duch kota wskoczył na pień gruszy
I cześć, duch psa już go nie ruszy.
W środku doliny, mili moi
Jak duch ogromna wieża stoi.
W górze na wieży chodzić się stara
Duch umarłego dawno zegara.
Tuż obok dzwonów na tej wieży
Mieszkają duchy nietoperzy.
Nocą,
Gdy gwiazdy się nie świecą
Te nietoperze do lasu lecą.
A las
(Skąd wieje mroźny wiew)
Składa się z samych duchów drzew.
Zwłaszcza, gdy mgła go przyobleka,
Strach patrzeć, choćby i z daleka.
Samotnie,
Ani nawet w dwóch,
Nie wejdzie w las ten żaden duch.
Nawet okryty ciężką zbroją,
Albowiem duchy też się boją...