Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowy Łupków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowy Łupków. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 stycznia 2025

Niespanie niedźwiedzi

Ostatnie zimy w Polsce można określić jako małośnieżne. Nie inaczej jest w Bieszczadach (za wyjątkiem połonin). Także temperatury są niezimowe, co z kolei powoduje niespanie niedźwiedzi. Okolice Nowego Łupkowa.





 Rok 2o17 - Przełęcz Żebrak. Śnieg do pasa.










środa, 17 kwietnia 2024

Cienie przeszłości

W rok po wpadce grzybowej, dla odmiany stałem się poszukiwaczem militariów.


 Akurat penetrowałem okolice mostu kolejowego przed Łupkowem, gdzie dzień wcześniej znalazłem niemiecką, brązową odznakę za rany z II wojny.


Na zdjęciu efekt poszukiwań: łuski z pierwszej wojny od dużych z działka, poprzez karabinowe, z broni krótkiej, dwie kulki ze szrapnela, skorupa szrapnela. W środku jeden niewystrzelony nabój niemiecki z 1944 roku.


Przy tunelu czuwali niemieccy saperzy, natomiast mostu kolejowego broniły w roku 1944 niemieckie oddziały zaporowe, w tym karne. Wynikła tu gwałtowna bitwa. (Relacja syna dowódcy strażnicy WOP w Łupkowie: „Stado dzików – Łupków 1953 rok”, wpis z 28 X 2013).

Badam więc ci ja niespiesznie wąwóz pod mostem kolejowym, a tu telefon - dzwoni Maria (od koni kabardyńskich) z prośbą, abym przypilnował jej gospodarstwa, bowiem właśnie nagle musi wyjechać i wróci dopiero wieczorem.

No to na rower, wio z góry na złamanie karku - po drodze kupuję chleb i masło w Nowym Lupkowie i fruu do Woli Michowej. Tu skręcam do Marii i na moście nad Osławą spotykam Staszka Firsta. Kiedy Staszek dowiedział się, że Maria wyjechała, ochoczo zaoferował mi swoje towarzystwo.

Z tego co wiedziałem, Maria i Staszek nie utrzymują ze sobą kontaktu, a mówiąc krótko to się mocno nie lubią. Nie mnie dochodzić przyczyny, w każdym razie Staszek wkroczył ochoczo na ziemię Marii. Ostrzegłem go tylko, aby ominął z daleka Pumękabardyńską sukę Marii, która mogła się nie zachować obliczalnie. Znaczy suka mogła się nie zachować.

Puma leżała sobie w cieniu obok nowego (wtedy jeszcze w budowie) domu Marii, a Staszek z Reksiem wielkim łukiem ominął niebezpieczeństwo i poszedł w kierunku kirkutu. 


Niespecjalnie ze zdjęcia daje się odczytać gabaryty Pumy, pewnie z powodu kota, który jako pierwszy łowczy specjalista od myszy, do małych też nie należał.

Staszek poszedł w kierunku kirkutu, ponieważ, jak Czytelnicy wiedzą, na ziemi Marii znajdował się żydowski cmentarz. Jak to możliwe, żeby na prywatnym terenie znajdował się cmentarz? Nie wiem tego, ale tak było i pewnie jest nadal, ponieważ dla urzędników to łamigłówka nie do rozwiązania. Maria nie cieszyła się z gości (mocno nielicznych) odwiedzających kirkut - "łażą tylko i konie niepokoją"


Staszek z Reksiem na tle Kruhłycy. Jest tu dostatecznie wysoko dla arniki. W niektórych miejscach można napotkać jakąś maleńką arnikę. Maleńką z powodu bezustannej pracy koni – naturalnych kosiarek, które chodzą cały dzień po terenie i skubią co się da. 


Korzystając z okazji zaczynam penetrację nowego terenu. Znajduję jak zwykle łuski z pierwszej wojny – toczyły się tu sto lat temu ciężkie walki Bitwy Karpackiej.


Przy chodzeniu z wykrywaczem czas biegnie szybko, tymczasem zrobiło się upalnie i odezwał się głód. Wróciłem do plecaka pilnowanego przez Pumę. Suka leżała w tym samym miejscu i gdy podszedłem nawet nie uchyliła oka. Owszem, znała mnie dobrze, bo byłem w tym czasie częstym gościem u Marii, ale żeby w ogóle nie reagować? Podejrzane zachowanie. W tym momencie widzę, że plecak jest otwarty. I wszystko staje się jasne: - Puma wyciągnęła i zjadła całe masło razem z opakowaniem, plus bochenek chleba.

Staszek został na straży, a ja siupnąłem tymczasem do Smolnika po nowe masło i chleb.


 Wrak z jednym okiem. Powypadkowy, nieczynny od lat, poprzedni samochód Marii.



Stary dom
Marii, na dachu tarasu malownicza łąka jak widać.


Na piętrze tej stodoły pracowaliśmy z Henrykiem (wpisy: „Jedzie siano do Marii”, „96 balotów siana”).

Przed wieczorem wróciła Maria razem z dziewczynami – wolontariuszkami. One oporządzały konie (15 dorosłych i trzy źrebaki), a za to mogły pojeździć.

środa, 29 marca 2023

Relaks dla mózgownicy

Zaglądam do zeszytu – bieszczadzkiego komputera i przepisuję relacje z kolejnego wypadu w Bieszczady:

16 godzin od wyjścia z domu w Warszawie - 3.30 wyjście – 19.30 ląduję w Woli Michowej. W Majdanie Marewskim przed Rzeszowem popsuł się Neobus, podstawiali drugi. W Sanoku bułki z czekoladą, fryzjer na krótko, chleb.

Kolacja przy świecach – przecież nie ma prądu. Dobrą godzinę fotografowałem fantastyczne dymki unoszące się ze zgaszonej świecy.

Kominek rozjarzony, refleksy świetlne tańczą po ścianach i suficie, noc ciemna, bez świetlnego smogu, nie to, co w mieście. Tudzież jest to rejon chroniony - Obszar Gwiezdnego Nieba. Jedynie na zachodzie widoczna daleka poświata z Zakładu Karnego w Nowym Łupkowie. A poza tym ciemno tu jak w dupie.




Postałem trochę przed chałupą gapiąc się w gwiazdy i lulu.

Następnego dnia wycieczka kwiatowo-widokowa. Początkowo miałem zamiar iść do sklepu w Nowym Łupkowie nieco dłuższą trasą 12 km. ale kto nie zmienia zdania? Tylko martwy lub głupi. I nic nie muszę. Chleba na dziś starczy, pójdę jutro. To „jutro” to ulubiony dzień pewnej mojej koleżanki. Wziąłem plecak, a więc mogę w nim przynieść zamiast zakupów trochę fajnych obcinków bukowych do kominka. I już niosę miarowe klocki. Do jutra się podsuszą na słońcu.

Raniutko najpierw silna mgła. (Zdjęcie z innej pory roku, ale nic to).


Po godzinie mgła się podniosła i wyszło słońce, a więc proste śniadanie. Jajecznica z cebulą i reszta chleba. Garnek służy mi za patelnię tudzież za talerz jednocześnie. Po co talerz brudzić, a potem zmywać, jak po wodę trzeba chodzić kawał drogi? Woda tylko do spożycia.

Więc po śniadaniu pierwsza czynność gospodarska – przyniesienie wody z potoku. Potem narąbałem – połamałem nieco suchych gałęzi do kominka, żeby nie zużywać Henrykowi drewna. Niewiele trzeba palić, tylko raz dziennie, bo jest jeszcze dość ciepło na dworze.

Zachmurzyło się pięknie, szykuję późny obiad, bo dopiero co wróciłem z zakupami z Nowego Łupkowa. Szedłem wolno radując się przyrodą, dlatego wyprawa zajęła mi całe 8 godzin.



Wieczorem rozpadało się.

       Pukają krople deszczu w dach i od razu przypomina się dzieciństwo. Letnisko u cioci Lusi. Sławna weranda z kolorowymi szybkami i dachem krytym blachą. Krople deszczu pukały w tę blachę jak w werbel. Miłe wspomnienia, aż się ciepło na sercu robi.

Padało przez całą noc, wyspałem się bosko, rano deszcz ustał, no to poszedłem ci ja boso na łąkę mokrą. Przestrzeń ogromna, niebo umyte, powietrze kryształ. Porąbałem jeszcze kilka gałęzi grubych, ze ściętych w ubiegłym roku sosen. Potem poukładałem popiłowane przez Henryka kawałki olchy pod ścianą. Ależ lubię układać drewno!

Przeleciał kawał czasu przy tych prozaicznych, prostych czynnościach, a uleciały ze mnie (wtenczas) wszystkie myśli – przeważnie głupie. Tylko układałem, a głowę miałem pustą. Potwierdza się reguła, że wszystko co dobre jest proste. Cudny relaks dla mózgownicy. 


Nastał piękny dzień. Wieczorem ognisko.


Nikt nie truje za uszami, spokój, cisza. Nie ma giełdy, nie ma wykresów, zamiast tego jest luzik. Uczucia nie kłamią - dobrze mi tu i z tej wzbierającej, a uporczywej radości wewnętrznej ustawiam w naczyniach rudbekie dla samego siebie – a co! 



środa, 10 marca 2021

Sterowanie tłumem

Jadę rowerem do Nowego Łupkowa po cotygodniowe zakupy. Przy okazji odwiedzę w Łupkowie moją sympatię Mirkę, sąsiadkę Krystyny Rados.






Przechodzę przez Szwejkowo – Krystyny nie ma. I Mirki nie ma. Nie szkodzi, ja jestem i rower jest, więc wio z powrotem lokalnym super zjazdem do sklepu.





Zakupy poczynione, można uzupełnić płyn w organizmie. Dzień jak żyleta, choć ciepło tylko w miejscach zacisznych.


Skrzyżowanie z szosą Komańcza – Cisna i pruję w stronę Smolnika. Jest tu ładny zjazd, w kulminacji wiatr szumi w uszach. Droga prosta, aparat wisi na piersi - mogę pstrykać trzymając kierownicę jedną ręką. Na szosie pustki zupełne, pedałuję niespiesznie do chałupy i nachodzą mnie takie tam myśli pozjazdowe.






„Harmonia współżycia ludzi z naturą skończyła się, gdy kiedyś ktoś podrzucił do umysłów wiadomość o nowym sposobie spełnienia: - walce z naturą.

Pomysłodawcy chodziło o wskazanie błędnego kierunku, o odwrócenie uwagi człowieka od siebie samego i skierowaniu go na manowce.

Ach, gdybyż to ludzie nie byli podatni na manipulacje!

Lecz niestety są podatni.                                                                                            

Czemu tak się dzieje? Bo już od zarania dziejów w duszy człowieka mieszkał lęk i niepokój, a od tego czasu wieki utrwaliły ten wzorzec. Potem wystarczyło ten lęk i niepokój podsycić i zamienić w strach, a następnie na tej pożywce podać fałszywe przekonania. Fałszywe przekonania dokonują reszty już samoczynnie - człowiek zatraca zdolność odróżniania prawdy od kłamstwa i wtedy niknie w tłumie. A tłumem najłatwiej sterować za pomocą nacjonalizmu połączonego z religią.                        

Ciemny naród wszystko kupi. Kupi nawet myśl, że ma obowiązek zasuwać za miskę ryżu”.