Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 32 Łemkowska Watra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 32 Łemkowska Watra. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Pieśń na Odejście

Pusto.
     


Ruszam przed siebie, czyli w dolinę. Jak to mówią: gdzie oczy poniosą. 
     
 

Nastrój mam uroczysty, a więc Pieśń na Odejście:

Zegarmistrz Światła Purpurowy.

A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz
światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy

Spłyną przeze mnie dni na przestrzał
Zgasną podłogi i powietrza
Na wszystko jeszcze raz popatrzę
I pójdę nie wiem gdzie - na
zawsze

Być jasnym i gotowym, to jest zaprawdę godne i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne i tego trzymać się trzeba.
Piszę te listy do samego siebie, jestem w nastroju żartobliwym, a piszę o poważnych, najistotniejszych życiowych sprawach.
I tak właśnie ma być! Jak mawia Jan Gabriel.
         A więc w tej ulotnej, bezczasowej chwili Tu i Teraz dochodzę do Żdyni.
Idę sobie na luziczku. Jest cudnie! Bosko! Oraz niezwykle przyjemnie. Uśmiecham się do świata i dostaję w odpowiedzi uśmiech od ukochanej rudbekii i portulaki.
    
 

One mówią do mnie: Będziesz zadowolony. I to się sprawdza. Jestem zadowolony. Miłość do całego świata siedzi we mnie gotowa do wytryśnięcia. A jeszcze piwa dziś nie piłem....

Byle było tak, że człowiek bardzo chce,
byle było tak, że się nie powie "nie",
byle było tak - sam jeszcze nie wiem, jak,
że chce się bardzo śmiać, po prostu śmiać.

Upał. Nic dziwnego, jest południe.
Pójdę do Uścia Gorlickiego inną drogą, przez Gładyszów.
Ale najpierw uzupełnię płyny. Sklep. Łemko miejscowy. Rozmawiamy niespiesznie i szczerze: Najpierw dowiaduję się, że W Żdyni mieszkają 33 rodziny łemkowskie i 33 polskie. Po równo i jest zgoda. Natomiast w następnej miejscowości na południe są niesnaski. Mówię, że kocham ziemię. I takie teksty idą:
      - Masz babę?
      - Nie mam. Rozwiodłem się. Jestem wolny jak ptak polny.....
      - A ja zapierdalam......
      - I ja zapierdalałem..... Potem mi się odechciało.
      - Nie chcesz się żenić?
      - A po co? To niewola jest. Jedna kobitka na Watrze, nawet niestara, wdowa, zapraszała mnie na Ukrainę. Ma 40 hektarów. A więc odpada. Kobitka tak, ale 40 hektarów nie. Przecież to kierat, więzienie. Nie wchodzę w sprzedaż wiązaną.
      - Ale mówisz że ziemię lubisz....
      - Owszem, bardzo lubię. Tylko teraz wystarczy mi jak u kogoś znajomego posadzę w maju pomidory, zadbam o ten kawalątek, popatrzę jak rosną, pobłogosławię roślinki, a jesienią posmakuję z nich owoców. W lecie natomiast chodzę po bieszczadzkich łąkach i święto lasu! Fajrant! 
      - A ja tylko zapierdalam....
Jeszcze przed chwilą byliśmy jak dwaj obcy, a teraz jesteśmy jak bracia, wiele wiemy o sobie. Nastąpiła ważna życiowa wymiana informacji.
 
Nie odbieraj zbyt poważnie siebie i swoich spraw. Spróbuj spojrzeć na siebie z boku. Daj życiu płynąć swoim biegiem.
Zobacz, jak wielu ludzi rujnuje swoje zdrowie tym, że chcą w 100% odżywiać się i żyć zdrowo. Obierają pomidory ze skóry i przynudzają godzinami o tym co i jak należy jeść. Działaj po swojemu, i nie bądź przy tym zawzięty. Bądź lekki. Nie wymuszaj niczego. Poruszaj się giętko w biegu wydarzeń. Dopasowuj się do tego co się dzieje. To jest dharma, czyli prawe działanie. To jest prawdziwe życie. Ono jest jak taniec.

Jest więc bardzo miło oraz niezwykle przyjemnie. Ale komu w drogę... Ruszam dalej.
   


Upał coraz większy. Więc po drodze kilka odpoczynków.
    


Zrobiło się parno. Pomyślałem o prysznicu i za pół godziny zaczął padać deszcz. Niby niewielka chmura, nie okrywałem więc plecaka, a stało się według przysłowia: - z małej chmury duży deszcz. Zmokłem tak jak chciałem.
Wspaniałe schłodzenie człowieka nastąpiło. Tylko plecak zrobił się nieco cięższy. Przy sklepie w Kwiatoniu podzieliłem się chlebem z kurami. Uście Gorlickie okazało się tak samo mokre, jak w dniu przyjazdu. Autobus do Gorlic, bilet 5,50 zł, 26 km.

niedziela, 7 grudnia 2014

Święto Odejścia

Święto Odejścia.
Albo: Słowo na niedzielę.
Albo: One day after. 
Przecież jesteśmy globalną wioską bez granic.
Skończyło się grupowe święto Łemków, a dla mnie zaczęło się Święto Odejścia. 
         Traktuję bowiem każdy dzień jak święto, potrafię zachwycać się byle drobiazgiem. Czasami tylko jestem smutny, nieraz bez powodu, to jest naturalne, jest jak wydech po wdechu.
Celebruję to odejście, celebruję śniadanie, ale najpierw obserwuję wschód słońca w tym dniu świątecznym. Słońce wychyla się ponad las akurat w tym samym miejscu, gdzie w nocy pokazał się księżyc..... .
   


Robię ostatni uroczysty obchód z aparatem, w drodze powrotnej aparat będzie w plecaku.
Celebruję zwijanie namiotu i pakowanie plecaka. To wszystko trwa, działam wolno, bo nigdzie mi się nie spieszy. To jest nabożeństwo. To jest medytacja w uważnym działaniu.
           Nazwali mnie tu Pastorem. Niech będzie, jeżeli muszą nazywać....
O co chodzi z tym celebrowaniem i świętowaniem?
           - Chodzi o to, żeby nie robić niczego z poczucia obowiązku.
           - Chodzi o to, żeby robić wszystko z miłości, wtedy jest święto.
Mówiłem zawsze, że każdy dzień jest dla mnie niedzielą, moi pracujący przyjaciele poprawili to na: - każdy dzień jest dla mnie tak miły, jak piątek po pracy. I niech tak będzie dla Ciebie.
          W każdym razie nie należy robić niczego z ponurą miną, tępo, bez życia. Jak można być ponurakiem, iść przez życie w narzekaniu i szukaniu wokół winnych?
Ludzie idą przez życie jakby dźwigali jakieś brzemię.

      • Chodzi o to, żeby nauczyć się żyć w radości! Chodzi o to żebyś żartował. A nawet od czasu do czasu zrób coś szalonego. Czyli stań się na powrót dzieckiem.
      • Chodzi o to, żebyś robił to, co lubisz....
Każdy ma swoją własną niepowtarzalną drogę......
Świętuj.
Jeśli jesteś sam, świętuj razem z twoim wewnętrznym dzieckiem, z samym sobą. Jezus powiedział: -„Tylko ci, którzy są jak małe dzieci, wejdą do Królestwa Niebieskiego”.
Jesteś już tu, gdzie powinieneś być, uczyń jeszcze jeden drobny wysiłek: wyjdź ze swojego przywiązania do nieszczęść. Nie inwestuj w nieszczęście – inwestuj w świętowanie. Zrób jeden krok w stronę życia, a życie zrobi tysiąc kroków w twoją stronę. Umysł będzie cię ściągał z powrotem. Powiedz mu wtedy: - „Poczekaj, dość już się z tobą nażyłem, teraz daj mi trochę pożyć bez ciebie”.
I zacznij świętować życie.


piątek, 5 grudnia 2014

Niedziela noc

Czyli 32 Łemkowska Watra żegna.
Światło wspaniałe, bo to czas pomiędzy psem a wilkiem. Wchodzę na łąkę ponad estradą, stoją tu jeszcze pojedyncze namioty. Ależ ludzi wymiotło!. Tli się ognisko.
     


Rano się przekonam, że nie stliły się do końca te kawałki drewna. Zapada noc, nie ma tłumu, jest ….. uroczo, jest cichutko, a więc inaczej niż było.
     
  

       
 Za moment wzejdzie księżyc. Niesamowita zmiana scenerii. Jakby Ktoś opowiadał piękną baśń bez słów. Czy to wszystko, co się tu zdarzyło, to prawda, czy sen?
Nie ma ludzi, nie ma muzyki, nie ma tańców. Parują z głowy dziesiątki rozmów, przychodzi lekka ociężałość po zabawach, w końcu niewiele spałem przez trzy kolejne noce. Tu i Teraz wpadam w objęcia Wielkiej Ciszy.
Niedziela jeszcze, ale to już jej ostatnie minuty, zbliża się północ. Księżyc wychyla się zza drzew.
     
   

Cudna pora - godzina duchów. Ciekawe, czy duchy w południe mówią, że to jest godzina człowieków?
Za mną czarna ściana lasu. Poruszają się jakieś cienie. A więc duchy?

Zabawa duchów
Ludwik Jerzy Kern
Gdy tylko dzień zapadnie głuchy,
Kawały sobie robią duchy.
Zaczyna się wśród duchów ruch,
Buch!
Duch ducha w ucho.
Buch!
Duch ducha w brzuch.
Potem duch duchowi mówi coś do słuchu
W rodzaju:
- Ty głupi duchu,
Czego bijesz po uchu?
- Ja? - mówi pierwszy duch
Bez zmrużenia powiek -
Skąd ja?
Zwariowałeś?
Może to jakiś człowiek?
Nastąpiła tak głęboka zmiana, że to co było, wydaje się zupełnie nierealne. Zostało sporo drewna, dlatego nocą, jeszcze w niedzielę, „siódmą zapałką” zapalam swą osobistą watrę na 32 Łemkowskiej Watrze.
     

I siedzę długo na progu chwili, chłonąc to niepowtarzalne Tu i Teraz.
   


Przysiądź na progu chwili, puść całą przeszłość w niepamięć, bądź zdolny trwać w miejscu jak bóg zwycięstwa, nie doznając zawrotu głowy, wtedy dowiesz się, czym jest szczęście.
                                                     Fryderyk Nietzsche


Coraz ciszej

Z boku estrady stoi wazon z kwiatami, tej kompozycji należy się miejsce.
    
 


Przepłukałem porządnie koszulę, takie płukanie w miękkiej wodzie to właściwie jest pranie. Teraz ta czarna łemkowska koszula schnie w gasnącym upale i gasnącym dniu.
   

Patrzę z czułością na tę koszulę i na mój dom bieszczadzki, na nalepione na nim plastry zasłaniające dziury po mysich ząbkach.
       Wyjeżdżają kolejni goście, jedzie w dół samochód za samochodem, a piesi ciągną sznureczkiem w stronę Żdyni. Cichnie powoli gwar rozmów, w bezpośredniej bliskości namiotu zrobiło się już pusto. Jest jeszcze niedziela, ale już po święcie Łemków.
   



I taka ogólna cisza zapomniana zapanowała! Czegoś brakuje.... No tak! Właśnie organizatorzy wyłączyli agregat prądotwórczy.
Wielka ulga, takie uczucie jakby po trzydniówce przestała boleć głowa. Ten hałas z agregatu stał się niezauważalny po jednym dniu i nocy, stał się tłem. Człowiek ma ogromne zdolności adaptacyjne. Dopiero gdy ten hałas znikł, można docenić dobrostan ciszy.
Zbliża się wieczór, robi się światło jakie lubię …..

czwartek, 4 grudnia 2014

Niedziela popołudnie

Na zdjęciach moi przyjaciele. Wśród nich Staszek. Oto Staszek w żywiole fotograficznym w ogrodzie cerkiewek – miniatur w Myczkowcach.
   


Mamy ze Staszkiem pokrewne dusze filozoficzno – fotograficzne. Zdjęcie poniżej zrobił kolega Kamyk, także super gość.
   


Jest po południu, zaczynają się odjazdy.
  



Patrzę na starszych panów w towarzystwie …. no właśnie, córek? To nie córki, oni trzymają się za ręce.

Więc dwie zawsze aktualne refleksje Edwarda Stachury, gdy
pojechał do Genewy po odbiór nagrody im. Kościelskich. 9 IX 1973.

Siedzi w restauracji.

wchodzi para: siwy, starszy pan w ciemnych okularach, i ładna, młoda blondynka. Trzymają się za dłonie. Zakochani są. On w jej ciele. Ona w jego pieniądzach. On to chyba wie, ale co może zrobić. Nic. Nie ma sił na samotność. Chce być z kimś za wszelką cenę. Najchętniej z kimś młodym i ładnym.”
     


Kiedy człowiek nie grzeszy, to jest zawadą dla kościoła, zgrzytem.
Nie wiadomo, co z nim zrobić. Niegrzeszenie podważa istnienie kościoła. Ty masz grzeszyć i się potem z tego spowiadać. (przynajmniej raz do roku) Wtedy jest dobrze. To kościół lubi, bo to sankcjonuje istnienie kościoła.

Niedziela, popołudnie. Ludzie wyjeżdżają. Robi się coraz bardziej pusto. Ktoś podsuszone grzyby zostawił. 
     
 

Upał

Południe, czyli normalna patelnia. 
Wyleguję się - to dobre określenie - ponad orkiestrą. Czuję się rzeczywiście ponad. Sięgam do kieszeni nie wiadomo po co. Ileż to rzeczy w życiu robi się nie wiadomo po co, a potem okazuje się, że to było ważne działanie.
      Więc to było takie ważne działanie, bo znajduję w kieszeni ten szczęśliwy, maleńki kamyk zielony z Rabe.
    


 Szczęście mnie rozwala po prostu. I tu Anioł w osobie Mirka podesłał wiersz:

bogactwo jest w Tobie
    skoncentruj się
    być jak motyl na wietrze
    skoncentruj się
    być jednością z oddechem
   
    skoncentruj się
    odrzuć świat 
    mąciciela a zarazem wroga 
    bogactwo jest w Tobie
   skoncentruj się

Upał wysusza, trzeba uzupełnić płyny. Idę na kwas chlebowy do stoiska znajomych z Nowego Sącza. Wokół sami znajomi. Wręczają sobie kwiaty bez powodu. I uśmiechają się do siebie. I do Ciebie. Uśmiechają się bez powodu specjalnego.

  

   

środa, 3 grudnia 2014

Łemkowska Watra niedziela

Synchroniczność: wpis o godz. 21.21
     Piszę o tym, jak było na 32 Łemkowskiej Watrze, a więc nie sposób pominąć strony kulinarnej. Oto stoisko jedzeniowe moich znajomych, którzy przyjeżdżali codziennie na Watrę aż z Nowego Sącza. W tym stoisku ponownie spróbowałem wszystkich dań, kwasu, podpiwka, a także ciastek własnego wypieku. Tylko dwa słowa: mniam – mniam!
  
 


Pozdrowienia dla znajomków z całej Ukrainy - Tryzub zwycięży!
   
  
 
 

Jest niedziela, składam wizyty towarzyskie w zaprzyjaźnionych domach.
   
Wojna na Ukrainie przypomina o sobie: właśnie znajomy dostał wiadomość, że syn zginął. I co powiedzieć człowiekowi w takim momencie? Każde słowo wydaje się głupie. Tylko przytulenie do serca pozostaje.
   



wtorek, 2 grudnia 2014

Lecą ogniowe latawce

Watra Zdynia (Ватра Ждиня)

Bardzo, bardzo się działo. Tylko niektóre zdjęcia zamieszczam. 
Zapada cudna, pogodna, lipcowa noc. Z doliny wolniutko zaczynają unosić się światełka. Właściwie wiszą w powietrzu.   
     Swym wolnym lotem przypominają finał magicznego tańca świetlików w masywie Chryszczatej.
     Leca tak wolno.... zupełnie jak klucz żurawi w wiosennym prądzie wznoszącym nad Balnicą.
 
Inna atmosfera jest w dzień, a zupełnie inna wieczorami i nocą. Turystów o tej porze już nie ma.
   
 




Dziękuję!

Było głośno i radośnie. Dziekuję. Komu? Aniołowi dziękuję!
Za nocne zabawy.
Za klimaty. 
Za ludzi...
Dziękuję za nocne zabawy na cztery fajerki.
Tak się kiedyś mówiło. 
      Dziś mało kto wie, co to jest fajerka.
Brało się drut, trzeba go było wygiąć na końcu w taką prowadnicę - Zatoczku. Potem pożyczyć fajerkę z kuchni żeliwnej babci, albo cioci i wio!!!
Biegało się z takim ustrojstwem po leśnych ścieżkach. Dopóki rozpędzona fajerka nie uciekła w krzaki. Ona się w końcu gubiła bezpowrotnie. Szurnęła w pokrzywy i szukaj igły.
      32 Łemkowska Watra.... to se ne wrati....
 


   

    

Przed nami kolejna trzydziesta trzecia. Tylko zostańcie na zabawach nocnych!
Los Kolorados grało Tu! I to jak grało!!!!



Morze Czarne Mateńko.... Jest taka piosenka. Boziuniu! Rozebrało mnie całkiem! Odpłynąłem! I o takie chwile właśnie chodzi.
    • Żeby było ci dobrze.
    • Jak w odlocie,,,
      Dla takich chwil warto żyć!
Tak było w dwóch nocach na 32 Watrze.
Nagranie jest z radia Hamburg. Na Watrze oni grali inaczej, z serca na luzie, i wszyscy śpiewaliśmy jednym głosem. Pozdrawiam moich Przyjaciół z Watry.

https://www.youtube.com/watch?v=wOOkS3eZpeU