Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uście Gorlickie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uście Gorlickie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 lutego 2016

33 Łemkowska Watra


Trzeci tydzień lipca.
I trzeci rok nie padało. 
Bo poprzednio była seria opadów rok po roku.

Chciałbym napisać, że było bardzo przyjemnie, bo było, ale to miejsce jest przecież, tak jak życie, trochę wesołe, trochę smutne.
     Smutna jest przeszłość, wesołe dziś.
Przyjechałem w przeddzień Łemkowskiej Watry do Uścia Gorlickiego. Zamieszkałem w bardzo przytulnym, niedużym hoteliku, na końcu Uścia, prawie przy Kwiatoniu.
    Hotelik hiper – super z niepowtarzalną domową atmosferą i rowerami.
Ponieważ miałem czas, pojeździłem nieco: - Rotunda, Regietów, a potem niepowtarzalny zjazd już o zmroku do Kwiatonia.
    
Okazało się, że znalazłem się w domu – hotelu u mego znajomego, którego poznałem na 32 Łemkowskiej Watrze.
      Nie ma przypadków.
Rano nastąpiło lądowanie w Żdyni. Oto kilka zdjęć z dnia pierwszego przed otwarciem.







poniedziałek, 8 grudnia 2014

Pieśń na Odejście

Pusto.
     


Ruszam przed siebie, czyli w dolinę. Jak to mówią: gdzie oczy poniosą. 
     
 

Nastrój mam uroczysty, a więc Pieśń na Odejście:

Zegarmistrz Światła Purpurowy.

A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz
światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy

Spłyną przeze mnie dni na przestrzał
Zgasną podłogi i powietrza
Na wszystko jeszcze raz popatrzę
I pójdę nie wiem gdzie - na
zawsze

Być jasnym i gotowym, to jest zaprawdę godne i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne i tego trzymać się trzeba.
Piszę te listy do samego siebie, jestem w nastroju żartobliwym, a piszę o poważnych, najistotniejszych życiowych sprawach.
I tak właśnie ma być! Jak mawia Jan Gabriel.
         A więc w tej ulotnej, bezczasowej chwili Tu i Teraz dochodzę do Żdyni.
Idę sobie na luziczku. Jest cudnie! Bosko! Oraz niezwykle przyjemnie. Uśmiecham się do świata i dostaję w odpowiedzi uśmiech od ukochanej rudbekii i portulaki.
    
 

One mówią do mnie: Będziesz zadowolony. I to się sprawdza. Jestem zadowolony. Miłość do całego świata siedzi we mnie gotowa do wytryśnięcia. A jeszcze piwa dziś nie piłem....

Byle było tak, że człowiek bardzo chce,
byle było tak, że się nie powie "nie",
byle było tak - sam jeszcze nie wiem, jak,
że chce się bardzo śmiać, po prostu śmiać.

Upał. Nic dziwnego, jest południe.
Pójdę do Uścia Gorlickiego inną drogą, przez Gładyszów.
Ale najpierw uzupełnię płyny. Sklep. Łemko miejscowy. Rozmawiamy niespiesznie i szczerze: Najpierw dowiaduję się, że W Żdyni mieszkają 33 rodziny łemkowskie i 33 polskie. Po równo i jest zgoda. Natomiast w następnej miejscowości na południe są niesnaski. Mówię, że kocham ziemię. I takie teksty idą:
      - Masz babę?
      - Nie mam. Rozwiodłem się. Jestem wolny jak ptak polny.....
      - A ja zapierdalam......
      - I ja zapierdalałem..... Potem mi się odechciało.
      - Nie chcesz się żenić?
      - A po co? To niewola jest. Jedna kobitka na Watrze, nawet niestara, wdowa, zapraszała mnie na Ukrainę. Ma 40 hektarów. A więc odpada. Kobitka tak, ale 40 hektarów nie. Przecież to kierat, więzienie. Nie wchodzę w sprzedaż wiązaną.
      - Ale mówisz że ziemię lubisz....
      - Owszem, bardzo lubię. Tylko teraz wystarczy mi jak u kogoś znajomego posadzę w maju pomidory, zadbam o ten kawalątek, popatrzę jak rosną, pobłogosławię roślinki, a jesienią posmakuję z nich owoców. W lecie natomiast chodzę po bieszczadzkich łąkach i święto lasu! Fajrant! 
      - A ja tylko zapierdalam....
Jeszcze przed chwilą byliśmy jak dwaj obcy, a teraz jesteśmy jak bracia, wiele wiemy o sobie. Nastąpiła ważna życiowa wymiana informacji.
 
Nie odbieraj zbyt poważnie siebie i swoich spraw. Spróbuj spojrzeć na siebie z boku. Daj życiu płynąć swoim biegiem.
Zobacz, jak wielu ludzi rujnuje swoje zdrowie tym, że chcą w 100% odżywiać się i żyć zdrowo. Obierają pomidory ze skóry i przynudzają godzinami o tym co i jak należy jeść. Działaj po swojemu, i nie bądź przy tym zawzięty. Bądź lekki. Nie wymuszaj niczego. Poruszaj się giętko w biegu wydarzeń. Dopasowuj się do tego co się dzieje. To jest dharma, czyli prawe działanie. To jest prawdziwe życie. Ono jest jak taniec.

Jest więc bardzo miło oraz niezwykle przyjemnie. Ale komu w drogę... Ruszam dalej.
   


Upał coraz większy. Więc po drodze kilka odpoczynków.
    


Zrobiło się parno. Pomyślałem o prysznicu i za pół godziny zaczął padać deszcz. Niby niewielka chmura, nie okrywałem więc plecaka, a stało się według przysłowia: - z małej chmury duży deszcz. Zmokłem tak jak chciałem.
Wspaniałe schłodzenie człowieka nastąpiło. Tylko plecak zrobił się nieco cięższy. Przy sklepie w Kwiatoniu podzieliłem się chlebem z kurami. Uście Gorlickie okazało się tak samo mokre, jak w dniu przyjazdu. Autobus do Gorlic, bilet 5,50 zł, 26 km.

sobota, 22 listopada 2014

Bystre - Kwiatoń


Wypiłem piwo z zielonej butelki, pomoczyłem nogi, dochodzę na przystanek w Bystrem. Ponad wiatą przystanku, wysoko, wysoko krąży para orłów, słychać ich charakterystyczne ostre zawołania.
  


Zajeżdża autobus francja – elegancja ( pośpieszny do Krakowa) Podrzemuję nieco i komfortowo ląduję w Tarnowie.
Na dworcu w Tarnowie sprzedają smaczne ciastka. Mam ponad godzinę na następne połączenie do Gorlic.
Jem ciastko i dowcip mi się przypomina:

Wchodzi hydraulik do cukierni po ciastko.
Jakie panu podać?
Może być rurka....

Z Tarnowa przesiadka do Gorlic, tam jeszcze jedna przesiadka na ostatni odcinek autobusowy do Uścia Gorlickiego. W ubiegłym roku szedłem trasą Wysowa – Żdynia, w tym wypróbuję trasę Uście Gorlickie – Żdynia.
       Bilet do Uścia kosztuje 5,50 zł. Na nim wypisano także odległość: - 26 km, czyli dwa razy po 13. W Kabale 26 oznacza modlitwę (albo dwie dłonie) a 13 to miłość (albo dłoń).
Znajoma liczba 55 oznacza: - Jestem z tobą Zbyszku w twej pielgrzymce do Żdyni Anioł.
Każdy człowiek ma osobiste sygnały od swego Anioła: - trzeba tylko nauczyć się je odczytywać. Jak to zrobić? Wystarczy nieco zwolnić codzienną gonitwę, może nawet na chwilę zatrzymać się. I już widzimy znak na poboczu drogi życia.

Cerkiew w Kwiatoniu.

Jest 18.00. Jadę. Pasażerów niewielu. Ściemnia się wyraźnie, bo zbiera się na poważną burzę, widać już dalekie błyski. Cudne, groźne, granatowe kłębowisko chmur. Zaraz wysiadam, to zrobię zdjęcie – odzywa się we mnie łowca chmur.
Wysiadam w Uściu Gorlickim obok cerkwi, lecz jest już za późno na ciekawe zdjęcie chmur – zrobiły się jednolite, poszarzało, zdążyłem tylko cyknąć cerkiew w Uściu i lunęło na całego.
   


 Zjem więc kolację. Wymieniam kilka zdań z mężczyzną z Uścia, który nie wziął parasolki, więc czeka razem ze mną pod wiatą przystanku.
- Ale leje!
- No właśnie.
- Ciekawe kiedy przejdzie.
- Za pół godziny.
- Skąd pan wie?
- Tyle potrzebuję na zjedzenie, a potem idę dalej.
- No nie wiem, ale może tak i będzie.....
Tu rozmowa się urywa. Przeżuwam niespiesznie patrząc na ścianę deszczu.
Po pół godzinie przestało padać, burza odeszła w stronę Gorlic, i facet poszedł. Pojadłem, zarzucam plecak wystudiowanym ruchem, jeszcze zdjęcie cerkwi w Uściu Gorlickim i wio do Kwiatonia.
       Potrzebuję zrobić zdjęcie tej cudem zachowanej zgrabniutkiej cerkwi w Kwiatoniu.
I światło bym chciał ciekawe, niepowtarzalne, kolorowy zachód słońca by się przydał......Aniele....
             Maszeruję.
Parno, bardzo ciepło, burza krąży za mną i pomrukuje.
Jest kawałek drogi do Kwiatonia z Uścia Gorlickiego. Teraz to już naprawdę się zmierzcha, pewnie nici będą ze zdjęć.
         Nie poddawaj się jednak człowieku, ufaj.
Właśnie minąłem tablicę z napisem Kwiatoń, już widać cerkiew z daleka, stoi akurat w całkiem ciekawym świetle.
    

Gdy obszedłem cerkiew z drugiej strony..... no słońce nie wychodzi, ale na niebie pojawiają się rzeczywiście niepowtarzalne kolory.

        Aparat mam w plecaku, już po niego nie sięgam, wystarczy telefon.
Ale co ja tu będę się rozpisywał, niech każdy sam zobaczy!
  
  
 
 

I zaprawdę powiadam wam, w tym szczególnym miejscu, o samym zmierzchu, Anioł odsłonił nieco nieba i zabarwił chmury po anielsku!.
Dziękczynienie i ponownie spontaniczna Wdzięczność - Ach!!!.... Niby tylko westchnienie, lecz..... płynące z głębi!

Powtórzę w tym miejscu opowieść sufich „Modlitwa”

Pewien Arab biegł do meczetu na nabożeństwo, ale zanim dobiegł, modlitwy się skończyły.
Po drodze spotkał mężczyznę wracającego ze świątyni.
      - Modlitwy już skończone? – zapytał.
      - Tak – odrzekł tamten.
Słysząc to biegnący tylko westchnął:
      - Ach!
Wówczas jego rozmówca zaproponował:
      - Oddałbyś mi moc twego westchnienia w zamian za moc moich modlitw?
Mężczyzna się zgodził i dobili targu.

W nocy ten prosty człowiek ujrzał we śnie Proroka, który go zganił za tę zamianę, ponieważ to jedno westchnienie było więcej warte niż wszystkie wyuczone modlitwy całego życia.
To westchnienie pochodziło bowiem z głębi serca.