Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kamyk zielony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kamyk zielony. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 grudnia 2014

Upał

Południe, czyli normalna patelnia. 
Wyleguję się - to dobre określenie - ponad orkiestrą. Czuję się rzeczywiście ponad. Sięgam do kieszeni nie wiadomo po co. Ileż to rzeczy w życiu robi się nie wiadomo po co, a potem okazuje się, że to było ważne działanie.
      Więc to było takie ważne działanie, bo znajduję w kieszeni ten szczęśliwy, maleńki kamyk zielony z Rabe.
    


 Szczęście mnie rozwala po prostu. I tu Anioł w osobie Mirka podesłał wiersz:

bogactwo jest w Tobie
    skoncentruj się
    być jak motyl na wietrze
    skoncentruj się
    być jednością z oddechem
   
    skoncentruj się
    odrzuć świat 
    mąciciela a zarazem wroga 
    bogactwo jest w Tobie
   skoncentruj się

Upał wysusza, trzeba uzupełnić płyny. Idę na kwas chlebowy do stoiska znajomych z Nowego Sącza. Wokół sami znajomi. Wręczają sobie kwiaty bez powodu. I uśmiechają się do siebie. I do Ciebie. Uśmiechają się bez powodu specjalnego.

  

   

piątek, 21 listopada 2014

Wyruszam na Łemkowską Watrę

Wstałem przed świtem. Jest pogoda, więc płachtę okrywową zwinąłem wczoraj, namiot szybko obsycha pomimo lekkiej mgły. Gorące śniadanie – myję garnek, chowam go w tarninie. Będzie czekał na mój powrót. Wydawało mi się, że wrócę tutaj zaraz po Łemkowskiej Watrze.
            Życie jest jednak tajemnicą …..
Ukrywam także niezastąpiony okrągły pojemnik aluminiowy, pożyczony od Henryka Bieszczadnika. W pojemniku groch, fasola, kasza gryczana, cukier, kawa, kasza manna, płatki owsiane, przyprawy. Jestem zapobiegliwy i na tej żywności w pojemniku mogę przejechać do dziesięciu dni. Zostawiam również pełną bańkę wody. Jeszcze kilka łyków gorącej kawy i zwijam namiot.
                Chwila dziejowa.
Po sześciu tygodniach zwinąłem dom. Patrzę na to wygniecione miejsce. 
    


     


    • Gotowe.
Żegnaj Samotnio! I mała zmiana planu: trawy na zboczu jednak całe w rosie, zdejmuję więc buty i na bosaka, najpierw górą, potem w dół dochodzę ten prawie kilometr do drogi w dolinie.
           Zadowolenie paruje mi uszami, idę dziarsko i o siódmej melduję się przy Młynie Kamieni w Huczwicach. Rozmawiam z załogą Młyna, są ciekawi dokąd mnie niesie. Opowiadam o Watrze, wynoszę jedzenie dla Reksia i Ciapka. Nie pisałem tego, ale Darek już prawie nie chodzi. Porusza się o lasce i czasami jak się lepiej czuje przejdzie sto metrów. Taki młody chłop.
Pożegnanie i idę po sąsiedzku do Prezesa, który akurat zawitał do chaty studenckiej Huczwice.
    


I tu pogadałem, oraz pożegnałem się. Teraz prosto do Bystrego do autobusu. Robi się upalnie.
           
          Anielskie znaki.

Idę w radości, nic dziwnego więc, że jestem już prawie w Bystrem, a do przyjazdu autobusu jest jeszcze godzina.
A więc pomoczę jeszcze nogi w potoku. I piwo by się przydało, pić się chce. Lecz tu nie ma żadnego sklepu. Najbliższy sklep jest w Baligrodzie, a tam już nie pójdę. Jak to jednak przyjemnie byłoby się teraz napić …..
             I w tym momencie, jak to potem rozpatrywałem, pomyślałem o Aniele. Poprosić Anioła?
O piwo zwracać się do Anioła? A to wypada? - odezwała się moja głowa ( chciałem napisać indoktrynacja społeczna, ale po co tak daleko sięgać?) Dobrze wiem, że mam w głowie głos, który nadaje jak katarynka i udaje, że jest mną. Więc to pouczenie, ta myśl, jako obca memu sercu, zadźwięczała natychmiast fałszywie, jakby ktoś uderzył w pęknięty dzwon.
Wszystko wypada! Anioł nie uznaje hipokryzji, tego co wypada, a co nie wypada. Tresuro! - Precz! Albo tylko: olewam cię, i co jeszcze wymyślisz?

Zobacz czytelniku: to się nazywa być obserwatorem własnych myśli. Wiem w takich chwilach, które myśli są moje, a które obce.
Śledząc z rozbawieniem ten dialog w głowie, skręcam nad potok.
                 Życie jest tajemnicą......
Zbliżam się do potoku przy skałach, obok pensjonatu Orle.
To miejsce tuż przed Bystrem ma wygodne dojście do wody i często zajeżdżają tu samochody z turystami. Jest wcześnie, więc oczywiście nie ma nikogo, ale za to z wody wystaje butelka. Zielona pełna butelka. Zakapslowana, a więc to nie woda w niej.....
      

Bardzo silnie to odbieram: szumi w uszach, gorąco w sercu i wybucha Wdzięczność! Wdzięczność!
Dziękuję za wspólne działanie, wspólne bo Anioła i moje.

Życie zwykłego Kowalskiego można bowiem zawrzeć w słowach: jest nas dwóch, ja i mój brzuch.
Natomiast przebudzony człowiek powie: jest nas dwóch, Anioł i ja.
Czy trzeba wszystko tłumaczyć? Anioł przewidując zdarzenia, zamącił komuś w głowie, i ten ktoś z wczoraj zapomniał o butelce ustawionej do schłodzenia. Bardzo dziękuję Aniele! Jak tu Anioła nie lubić?

Może dla kogoś takie zdarzenie byłoby niczym. Lecz przecież znaczenie ma jedynie to, jak ty o tym myślisz, tylko twoje zdanie się liczy, a nie opinia z zewnątrz.
Dla mnie był to Znak. Znak na drodze? Znak na Poboczu Drogi Życia?
A nazywaj to, jak chcesz.
  


Zielona butelka także miała znaczenie. Po pierwsze primo: - miałem w kieszeni kamyk zielony. Znaleziony na drodze kamyk. A dokładnie to kawałek zielonego szkła z huty Fredrów. Hrabiów Fredrów. Ta huta stała gdzieś tutaj.
  


Po drugie primo: - Jest taka piosenka: nie dbaj o bagaż, nie dbaj o bilet, ściskając w ręku kamyk zielony.....
Nie dbaj o wynik działania, samo działanie jest ważne, wtedy łamiesz nawyki.

Od razu podeprę się doktorkiem Tolle.
Kiedy więcej uwagi poświęcasz samej czynności, a nie wynikowi, łamiesz stare uwarunkowania. Twoje działanie staje się nie tylko skuteczne, ale i radosne.

Po trzecie primo: - Anioły są całkiem zielone, zwłaszcza te w Bieszczadach, łatwo w trawie się kryją i w opuszczonych sadach.

Wielokrotnie znajdowałem w tym roku w Bieszczadach „coś”. Te znaleziska uznawałem za bezcenne Znaki - prezenty, bo od Anioła.