Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyścig Czerwonej Królowej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyścig Czerwonej Królowej. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 marca 2018

Nie zawsze Ziemia była niebieska

Wyścig Czerwonej Królowej 4

A więc w praoceanie panowała niemal nieśmiertelność.
Wraz z seksem wprowadzonym przez miss Ewolucję, komórki zaczęły ulegać procesowi starzenia i obumierania, co po jakimś czasie prowadziło do śmierci całego organizmu.
        Ta ograniczona rozpiętość wieku była teraz kotwicą, którą miss Ewolucja wyrzuciła, aby nie trzeba było zamykać planety na kłódkę z powodu przepełnienia.
Cena za miejsce we wszechświecie, za oddychanie, jedzenie, seks i dość przyjemną egzystencję była taka, że po jakimś czasie trzeba było opuścić pozycję.
       Niektóre żółwie dożywają spokojnie 200 lat, mucha jednodniowa nieprzypadkowo ma taką nazwę. Obydwa gatunki żyją i jak się wydaje nie marudzą.
Jedynie Homo sapiens ogłasza swoje niezadowolenie z długości życia, bo tak podpowiada ego dodane jako załącznik do przyznanego mu aparatu myślowego.

Z badań statystycznych wynika, że człowiek, który codziennie jedzie do pracy tylko pół godziny samochodem, zanim przejdzie na emeryturę, spędzi w sumie sześć miesięcy swego produkcyjnego życia, stojąc na czerwonym świetle!
       Miss Ewolucja nie spędziła trzech miliardów lat na przyglądaniu się swemu dziełu. Naprawdę dokonała czegoś wielkiego. I to pomimo tego, że pierwsze organizmy wielokomórkowe mogły być bardzo maleńkie i niewiele z nich zostało.
Kiedy bowiem owe zamierzały się zadomowić, ukazał się niekorzystny komunikat meteo.

Oto nadchodził siarczysty mróz.
I nie szykowało się jakieś tam skromne minus dziesięć!
Komunikat się sprawdził, mróz nadszedł, chwycił i nie miał zamiaru odpuścić.
Trzymał i trzymał, aż w końcu cała planeta zamarzła!
Ziemia zamieniła się w wielką lśniącobiałą lodową kulę.....

Ta lodowa biała kula wisiała sobie przez jakiś czas w kosmosie.
Czyli nie zawsze Ziemia była niebieska.

Jednak nic nie trwa wiecznie, wszystko przemija, minęło marne 200 milionów lat i Ziemia odtajała.
Jednak to zlodowacenie było wyjątkowe i nadano mu miano zlodowacenie warangerskie.
      W każdym razie dzieci miss Ewolucji chroniąc się gdzie popadnie (głębiny oceanów) ledwie uszły z życiem.
Sprawa z tym zlodowaceniem była na tyle poważna, że to wtedy, poprzez ciążenie lodu mogła się skrzywić oś Ziemi do miłej mi liczby 23 stopnie.
          
To po pierwsze primo, a po drugie to dzięki temu skrzywieniu powstała precesja Ziemi, a to z kolei pozwala zarobić niektórym na giełdzie.
Winę za to odchylenie osi Ziemi od pionu mogą także ponosić kosmiczne łotry, ponieważ winny zawsze się znajdzie.
Nawet wtedy, kiedy winnego nie ma.

Nie raz i nie dwa ostrzał z kosmosu przynosił młodemu życiu zamęt i cierpienie.
Wszystko jest do pomyślenia i być może to wszystko razem przyczyniło się do wielkiego zlodowacenia trwającego 200 milionów lat.
        
Pewne jest jedno: - ówczesne dzieci miss Ewolucji ledwo uszły z życiem. O mały włos byłoby po fotosyntezie, a my, Czytelniku, wciąż żylibyśmy i to w najlepszym wypadku, jako prymitywne formy wokół podmorskich kominów wulkanicznych.
Czyli mogła być z nami dupa goła.


Tak się azaliż nie stało, i wreszcie zlodowacenie warangerskie dobiega końca. 
Zaczyna się epoka ediakaru, okresu, z którego pochodzą bieszczadzkie łupki......

Witamy w raju!



czwartek, 1 marca 2018

Głęboki sens seksu

Wyścig Czerwonej Królowej 3

Niemal wszystkie wydarzenia wymagające dostosowania następują bez ostrzeżenia.
      Z punktu widzenia wielu ówczesnych organizmów, uwolnienie nadmiaru tlenu było zwariowanym pomysłem, za wyjątkiem tego, że zawdzięczamy temu nasze istnienie. 
W każdym razie organizmy, które musiały zniknąć z tego powodu, mogłyby zarzucać miss Ewolucji popełnienie błędu.
Azaliż owa jest daleka od popełniania błędów, podobnie jak i od tego, że kiedykolwiek zrobi coś definitywnie dobrze.
Więc w sensie filozoficznym jest niedoskonała, a więc żywa i przez to prawdziwie boska.
        A więc nie może być mowy o ślepej uliczce ewolucji. Wszystko jest bowiem kwestią punktu widzenia. 
Czyli perspektywy.
Gatunki wymierają i nie jest istotne jak długo żyły, dlaczego gady przetrwały 65 milionów lat, a neandertalczyk wyzionął ducha po stu tysiącach lat.
      Istotniejsze jest to, że w ogóle mogli zaistnieć i uczestniczyć w kształtowaniu biegu świata.
Pewnego odległego dnia Ziemia runie na Słońce, które nawiasem mówiąc, również jest grubą Czerwoną Królową.

I wtedy zwycięży przyroda nieożywiona.
Albo i nie zwycięży.

Może się zdarzyć (bowiem), że do tego czasu opanujemy umiejętność podróży międzygwiezdnych (albo nie opanujemy) i poszukamy sobie przytulnej niszy w którejś z obcych galaktyk, i będziemy zmagać się z tamtejszymi Czerwonymi Królowymi, co być może wpędzi je w poważne tarapaty, bo zapomniałem dodać, że my, ludzie, także jesteśmy Czerwonymi Królowymi.
         Jedno jest pewne: - wyścig w proterozoiku udało się przetrwać tylko dlatego, że wszystkie gatunki rozwinęły szeroką różnorodność genetyczną – i tutaj ujawnia się głęboki sens seksu.
         Jednak seks zdobywany bez trudu – nie cieszy.
(Właściwie tak jest ze wszystkim, co przychodzi zbyt szybko i łatwo)

Chłopak do dziewczyny – co powiesz na szybki numerek?
Ona - A czy ty znasz jakikolwiek inny scenariusz?

Seks powinien być doznaniem pięknym i głębokim.
Bywa azaliż, że tenże wyciska siódme poty.
Często jest frustrujący, niekiedy brutalny, wymaga inwestycji czasu, energii, czasem drogich kolacji, prezentów, a być może jedynie ciepła i bliskości, aby w końcu przynieść poczucie spełnienia obu stronom.
       A poza tym warto wiedzieć, że jest coś takiego jak Tantra Seksualna, i jak są ułożone strefy erogenne. 


Tego powinny uczyć szkoły, zamiast wielu bzdur. 
No tak, ale przecież jesteśmy rządzeni przez okupanta. (Boy Żeleński – Nasi okupanci, Warszawa 1938 r.)

Natomiast już zupełnie dodatkowo seks znakomicie nadaje się na proces mieszania genów.
Defekty w materiale genetycznym nie są przekazywane jeden do jednego – tylko wynikają z ciągłej kompilacji. Z pokolenia na pokolenie zmienia się profil genetyczny.
        Im szybciej i konsekwentniej się to odbywa, tym trudniej pasożytom i zarazkom wyeliminować pojedynczego osobnika albo całą populację.
Seks ma na celu zróżnicowanie, wydajniejsze korzystanie ze środowiska i z zasobów, aby nie wszystkie osobniki musiały walczyć o te same nisze, tylko miały różne wymagania.
Także nie wszyscy na szczęście wyglądają tak samo i można zachwycać się kolorami oczu pacjentek...
    Ależ pani ma piękne oczy! Można się w nich zagubić! (Pierwsze podejście – może owa skłonna ratować?)
W każdym razie wojna płci trwa i trwa Wyścig Czerwonej Królowej.
Obecnie 99,9 % istot żywych – niepochodzących od roślin – uprawia seks.

W tym miejscu, korzystając z okazji, wpisuję dwa limeryki z dedykacją dla Mirka z Gdańska.

        W Aninie panna przy drodze 
        stała na jednej nodze.
        - Widać - rzekł stangret do pana
        - kurwa udaje bociana
        i koniom puścili wodze.

        Niewinna panna pod Łaskiem
        bawiła się małym kutaskiem.
        Kutasek tkwił na berecie,
        bo była niewinna przecież,
        lecz wujek przeleciał ją paskiem.
       
Wprawdzie zupełnie na marginesie można byłoby zapytać, dlaczego kobiety nie robią tego, tak jak mszyce, które się samozapładniają. Mogłyby się także dzielić jak wrotki, które od 40 milionów lat świetnie sobie radzą bez seksu – a przynajmniej tak się wydaje.
     Odpowiedź jest prosta – żadnemu z tych bezkręgowców nie udało się zdobyć tytułu Miss Uniwersum, albo tylko celebrytki, ani żaden nie trafił na okładkę „Playboya”.
Przyznajmy więc: - seks ma kilka zalet!
       Bez niego nasza egzystencja byłaby niezmiernie nudna.
Zapłodnienie bezpłciowe, czy jednopłciowe, są to jakieś alternatywy, ale nieszczególnie atrakcyjne życie.
Widać przecież jaki dają efekt – identyczne osobniki, które w Wyścigu z Czerwoną Królową tracą genetyczny oddech.

Właśnie dlatego powinniśmy być wdzięczni miss Ewolucji, że stworzyła dwie płcie, które wciąż na nowo mieszają swoje geny i przenoszą na siebie wzajemnie cechy, aby tworzyć coś nowego i lepszego, dlatego mężczyźni nie zawsze potrafią parkować tyłem, a kobiety nie zawsze umieją słuchać.
Jednak bywa także odwrotnie.

Azaliż (zawsze coś jest azaliż) w praoceanie panowała w czasie onym nieśmiertelność.

Komórki wyrośniętego organizmu tracą niestety zdolność podziału. Mogą przybierać eleganckie kształty, szałowo się ubierać, nonszalancko poruszać torebką i biodrami, wykonywać skomplikowane prace – (dzierganie na drutach), walczyć z nadwagą, ale rozmnażać się już nie mogą.
      Bez urazy oczywiście, bo to dotyka obu stron.
I tak doszliśmy do prawdy – to wraz z seksem przyszła na świat naturalna śmierć. 
Suplementy diety tutaj nie pomogą.
Bardziej wskazana pogoda ducha widoczna w aforyzmie Wisławy Szymborskiej
                        
                         Nie męcz aptek i lekarza 
                        sam znajdź drogę do cmentarza.


   
           


 

środa, 28 lutego 2018

Kto stoi ten przegrywa

Wyścig Czerwonej Królowej 2

Miss Ewolucja sięgnęła do swej torebki i wyczarowała dwa rodzaje komórek płciowych, tzw. gamet: - jajowe, stosunkowo duże, za to mocno zakotwiczone w organizmie nosiciela, oraz mniejsze, niesamowicie zwinne, zdolne opuścić organizm nosiciela – plemniki.
        Zaczęła się wojna płci, a w biologii ewolucyjnej na dobre zagościł termin Wyścig Czerwonej Królowej.
Teza tego Wyścigu jest zadziwiająco prosta: kto stoi - przegrywa!
A także: - kto stoi ten się właściwie cofa.
No i w tym miejscu aż się prosi o wpisanie dowcipu pasującego do tematu.


Przed stodołą stoją Jaś i Małgosia.
Jaś proponuje Małgosi: - a może weszlibyśmy do stodoły?
Małgosia spojrzała na Jasia i mówi; - dobrze, nie będziemy przecież tak stać we trójkę.

Karol Darwin trafnie opisał ewolucyjne zasady selekcji i dopasowania, jednak zakładał, że proporcje sił między gatunkami w końcu muszą się ustabilizować. 
W rzeczywistości jednak bardziej wygląda na to, że ta tak często przywoływana równowaga w przyrodzie jest tylko pobożnym życzeniem.
      Przyroda nigdy nie jest w równowadze. Ona „Faluje na wietrze”....

Na wszystkich frontach trwa nieubłagana konkurencja. Wszystko jedno, jak dany gatunek przystosuje się do swojej niszy ekologicznej. Musi zachować czujność, ponieważ jego wrogowie także są mistrzami przystosowania.
        Zwycięstwo? Wręcz przeciwnie!
Dopiero ten, kto osiąga sukcesy, musi naprawdę obawiać się o przeżycie, gdyż liczba jego rywali ciągle rośnie, i ci państwo próbują dobrać się do niego wszelkimi podłymi sposobami.
        Efekt? Nikt nigdy nie zdobywa decydującej przewagi na stałe.
Odnosi się to zarówno do walki gatunków, jak i do współzawodnictwa między ewolucją a progowymi warunkami naturalnymi.

Życie stało się możliwe, ponieważ zareagowało na panujące okoliczności: - najpierw skolonizowało smokersy, potem się z nich wyniosło, następnie nauczyło się przekształcać światło w energię. Przy tej okazji zmieniło atmosferę, czyli warunki progowe, przez co samo o mało nie zginęło, a ewolucja znowu poszukiwała nowych dróg.

Coś pozostaje zaletą dopóty, dopóki coś innego go nie dogoni i nie zacznie wykonywać manewru wyprzedzania.

Już sama chęć mutowania zarazków chorobotwórczych pokazuje, że medycyna i farmaceutyka pozostaną na wieki w Wyścigu Czerwonej Królowej.
I żaden żywy organizm na tej planecie nie uniknie tej morderczej gonitwy.
Nawiasem mówiąc, może być zadowolony, jeżeli tylko utrzyma swoje miejsce.....

Bieg jednej Czerwonej Królowej przejściowo wygrywa ten, kto najlepiej potrafi dostosować się do przeciwników.
Wygrywa przejściowo, bowiem na świecie aż się roi od innych Czerwonych Królowych.

Wojna płci

Wyścig Czerwonej Królowej 1

Dla prawidłowego rozumienia otaczających nas zjawisk, konieczne jest patrzenie na nie z właściwej odległości. Dlatego raz wybiegamy co nieco w przyszłość, innym razem cofamy się w głęboką prehistorię, zapoznajemy się z kosmicznymi miarami odległości, ale także czytamy o nanotechnice.

Dziś z pomocą Wehikułu Czasu cofamy się o półtora miliarda lat.

Ówczesna Ziemia opanowana jest przez jednokomórkowce, a miss Ewolucja ma problem z szybkością ich podziałów.
      Trzyma kalkulator i właśnie obliczyła, że na 64 cykle podziału, każdy jeden dzielący się osobnik, produkuje miliard klonów w ciągu niecałych dwóch dni.
Te z kolei w ciągu dwóch następnych dni dadzą miliard miliardów potomstwa.
64 cykle? 
Tyle pól ma przecież szachownica..... I tym miejscu Czytelnikowi bloga przypomina się wpis Legenda o ziarnku ryżu
         Owszem, jednokomórkowce są wprawdzie bardzo małe, azaliż nie aż tak małe.
Miss Ewolucja wyliczyła następnie, że gdyby owe państwo rozmnażało się niepohamowanie dalej, to w ciągu kilku dni pokryją całą powierzchnię Ziemi! 
I to kompletnie!
A wtedy Wczesne Dzieło Stworzenia wydusi się samotrzeć!

Na szczęście wciąż wybuchały wulkany, spadały asteroidy, a inne praktyczne wynalazki, jak epoka tlenu, od razu eliminowały 90% wszystkich organizmów żywych.
       Jednakże zmiany te dokonywały się w ciągu milionów lat.
W każdym razie miss Ewolucja musiała coś postanowić.
I tak właśnie zrobiła: - nastąpiło sięgnięcie do torebki - ciach szminką, poprawka pudrem i werdykt: - nie wszystkie komórki będą jednakowe, czyli nie wszędzie będą mogły żyć!
      Ten krok rozwiązał problem, lecz tylko częściowo niestety.
Uratował Ziemię (bowiem) przed zapaścią, ale nie przed zapchaniem!
Bo takowoż pomysł z torebką był dobry, być może genialny nawet, ale......

Wyobraźmy sobie że torebka miss Ewolucji i cała jej zawartość, podwaja się co pół godziny.

Każda impreza zakończyłaby się w mgnieniu oka, absolutnie nie zdążyłaby się rozkręcić, torebki leżałyby na bufecie w kuchni i na podłogach w salonie, sypialniach, bawialniach, pralniach, spalniach, i sikalniach takoż.
       Gorzej, że mnóstwo torebek oraz ich zawartość; - tusz do rzęs, pomadki, rozsypany puder, blokowałoby dostęp do podstawowych wc. A z rozlanych perfum unosiłby się niepowtarzalny zapach: - „Więcej Czadu”.
        Jednym słowem mielibyśmy niezły ścisk, i atmosferę o podwyższonej zawartości.
A ową oddychać mogą jedynie wybrani celebryci.

Jednak, oprócz torebki i swej nieziemskiej wręcz kobiecości, miss Ewolucja miała też głowę na karku. 
Oraz czas. Całe oceany czasu....
I dlatego myślała.

Należałoby – pomyślała – pójść azaliż o krok dalej i przeszkodzić komórkom w podziale.
     Ale jak w takim razie mają się owe rozmnażać, na boga?
Muszę coś wymyśleć, bo niestety jestem tu sama...
Jakieś rozwiązanie tymczasowe poproszę!
      I następuje olśnienie! 
Mam! Specjalizacja! - Będą musiały spotkać się dwie komórki, żeby spłodzić potomstwo!
Tak, to jest super pomysł! 
Wysoko wyspecjalizowane komórki będą musiały chodzić na randki, żeby się rozmnażać!
           Dopiero taki kontakt pozwoli na ich dalszy podział.
Ale, ale...... tylko która z dwóch komórek miałaby się dzielić?
Hmmm...To jednak jeszcze nie to. 
      Wprowadzenie taktyki randek spowolniłoby wprawdzie niepohamowany podział, ale problem by pozostał: - w efekcie wychodziłyby przecież klony.....
Mimo to idea dwóch płci wydawała się bardzo obiecująca.
        I wtedy na to wpadła!!!!

Gdyby połączyć płeć zapładnianą z zapładniającą, powstałaby genetyczna mieszanka.....
Na świat przyszedłby nowy, samodzielny osobnik – dziecko!
A matka i ojciec utrzymaliby się przy życiu.
Dziecko miałoby geny obydwojga rodziców, byłoby jednakowoż czymś więcej, niż tylko ich sumą.
        Czyli z dumą ogłaszamy narodziny zdrowej komórki!

Powyższe dictum wcale nie musiałoby oznaczać pozbycia się zasady podziału, wręcz przeciwnie. Wystarczyłoby tylko pożegnać się z jednokomórkowcami.
Być może taki właśnie tok myślenia obrała miss Ewolucja
półtora miliarda lat temu, rozpoczynając wojnę płci, czyli jeden z podstawowych elementów Wyścigu Czerwonej Królowej.

czwartek, 7 grudnia 2017

Legenda o ziarnku ryżu

Czyli kontynuacja wątku Wyścig Czerwonej Królowej.
(Był wpis z 7 marca 2017 o tym tytule).

Wracamy do chwili, kiedy komórki mnożyły się szaleńczo, oraz bez umiaru i wnet okazało się, że takie działanie ma sporą wadę: - jest nią właśnie zbytnia szybkość rozmnażania.
        Na 64 cykle podziału, każdy jeden dzielący się osobnik, wyprodukowałby miliard klonów w ciągu niecałych dwóch dni.
Te z kolei w ciągu dwóch następnych dni dałyby miliard miliardów potomstwa.
       Owszem, jednokomórkowce są wprawdzie bardzo małe, azaliż nie aż tak małe.

Wyliczono, że gdyby rozmnażały się niepohamowanie, w ciągu kilku dni pokryłyby całą powierzchnię Ziemi! Kompletnie!
A wtedy Wczesne Dzieło Stworzenia wydusiłoby się samotrzeć!
Gdyby w tym momencie nie wkroczyła miss Ewolucja ze swoją torebką, byłby problem.

Czy znasz, Czytelniku, legendę o ziarnku ryżu?
Wspierałem się kiedyś tą legendą, przy uczeniu operowania kontraktami terminowymi CFD na GPW.
         Akcja opowiadania rozgrywa się w Chinach (albo Indiach). Ponieważ obie kultury przypisują sobie pierwszeństwo wynalezienia gry w szachy.
Gra, jak wiadomo odbywa się na polu 8 x 8 = 64.
Wersja indyjska:

Król Sher Khan, namiętny strateg szachowy, gorąco zapragnął poznać wynalazcę gry.
Jego armia przeczesywała więc cały kraj, aż wpadła na trop staruszka o imieniu Buddhiram - nauczyciela matematyki.
       Postawiony przed oblicze króla, dostąpił wielkiej łaski: - oto miał sobie wyszukać nagrodę. Sher Khan zarządził bowiem, że jest gotowy podarować Buddhiramowi wszystko, co ów sobie zamarzy, a to w podzięce za przyjemność, jakiej codziennie dostarczała mu genialna gra.
Nauczyciel poprosił o czas do namysłu.

Następnego dnia przekazał władcy, że jest prostym człowiekiem, więc wystarczy mu trochę ryżu.
A konkretnie jedno ziarnko na pierwsze pole szachowe, dwa na drugie, cztery ziarnka na trzecie, osiem na czwarte itd. - na każde następne pole dwa razy więcej, niż na poprzednie.

Sher Khan poczuł się dotknięty. Wydawało mu się, że podobna zapłata jest nikła, a więc niegodna króla.
Poczuł się urażony w swoją wielkoduszność, niemniej obietnica królewska jest (a przynajmniej powinna być) rzeczą świętą. Rozkazał tedy, aby zgodnie z życzeniem starca podwajano ilość ziaren na kolejnym szachowym polu.
      Rozeźlony nieco, a potem znudzony tylko, śledził zabawę z podwajaniem.
Na dziesiątym polu znalazło się 512 ziaren, co wystarczało już na lekką kolację.
Na polu dwunastym znalazło się 2048 ziaren – czyli nic wielkiego.

Nawet po dwóch tygodniach Sher Khan jeszcze się nie przejmował. 8192 ziarenka ryżu na polu czternastym: - i cóż z tego?
         Niejaki, lekki jedynie frasunek, dopadł króla dopiero wtedy, kiedy na polu piętnastym wypadła liczba 16 384 ziaren. Zaczął przewidywać, że starzec zabierze jednak do domu porządny wór ryżu.
       Władca miał atoli ważniejsze sprawy na głowie, na przykład jak wykiwać naród przy okazji obiecanej reformy sądownictwa.
Na jakiś czas stracił więc z oczu sprawę ryżowej nagrody.

Przyszedł jednak moment, kiedy sprawa przypomniała się sama. 
Oto w sześćdziesiątym czwartym dniu zabawy, do królewskiej komnaty wcisnął się zdeliberowany wielce, oraz blady jak ściana (biała ściana) skarbnik i wyjąkał, że nagroda nie może być wypłacona.
Sher Khan pokiwał z niedowierzaniem głową: lewo – prawo, lewo – prawo. I ryknął:
       -  Jak to nie może być wypłacona!!!?
W całym życiu nie miał u nikogo długów, a tu przecież chodziło może o kilka, czy kilkanaście worków ryżu! W czym więc problem?
Skarbnik uderzył w płacz i kazał przywołać Nadwornego Rachmistrza. Ów wytłumaczył władcy, że mamy oto do czynienia z Liczbą Wykładniczą.
      Zwołane w nocy Pałacowe Konsylium Astrologiczno – Matematyczne, po dokonaniu obliczeń, stwierdziło, że wykładniki są wredne. Mianowicie azaliż wymykają się spod kontroli.
Już 22 dnia Buddhiramowi należało się (bowiem) ponad milion ziaren, a przecież nie była to nawet połowa szachownicy!
        I zaprawdę, powiadam wam: - król zrozumiał w tym momencie, że ma problem.
Czyżby starzec go oszukał?
Nadworny Rachmistrz naświetlał sprawę:
- Nawet gdybyśmy zebrali ryż z całego królestwa, to będzie go za mało, aby wypłacić nagrodę. Jeżeli jednak chciałbyś królu dotrzymać słowa, trzeba byłoby wykupić całą ziemię na świecie, osuszyć oceany i morza, stopić lód na północy, zamienić to wszystko w uprawne pola ryżowe. A wtedy, być może, wystarczy ryżu na dotrzymanie obietnicy.
        - To ile w końcu potrzeba tych ziarenek? - zapytał władca.
Zostawimy teraz w spokoju tę dość dużą liczbę, która padła z ust Rachmistrza Nadwornego, a którą trudno sobie wyobrazić,

Kiedy król ową liczbę usłyszał, najsampierw poczuł się nieswojo, ale szybko, sposobem prawdziwych władców ogarnął się i zaczął poszukiwać rozwiązania.
  
Jedno jest pewne - pomyślał - nie mogę być niczyim dłużnikiem!

A jakiż to mamy najprostszy, choć może nieco radykalny sposób pozbycia się długu?
        Należy ukatrupić wierzyciela!

(W samej rzeczy, na takowej to teorii wzorował się król Filip zwany Pięknym, który zadłużył się po uszy u Templariuszy. Dobrał ci on do komitywy ówczesnego papieża, równie zadłużonego u tych samych wierzycieli i wspólnie, w piątek, trzynastego wykończyli Zakon za pomocą ichniego CBA).

Sher Khan, jako sprawujący monarchię absolutną, nie potrzebował babrać się w jakieś trybunały stanu z małej litery - mógł po prostu skorzystać z niezbyt radosnego co prawda i całkiem niedemokratycznego, azaliż arcy prostego zjawiska przypisanego do tego rodzaju rządów. 
      Mógł (bowiem) postawić starca przed wyborem: - ryż albo topór!
Starzec z pewnością zrezygnowałby z głupiego ryżu na rzecz swojej mądrej głowy.
       Bo jakiż to ów miał zamiar?
        Po co mu potrzebna tak ogromna ilość ryżu, który i tak kiedyś zacząłby się psuć?
Z punktu widzenia ekonomii to czysta głupota, jednak pod względem rachunkowym jest to zdumiewająco logiczne, aby za pomocą jednego ziarenka i liczby wykładniczej zniszczyć całe imperium, którym, nawiasem mówiąc, rządził gamoń.

Sprawa zakończyła się polubownie: - starzec głupi nie był, cenił swoją głowę, a więc odpuścił.

I w tym miejscu autor bloga takoż odpuszcza i śle Czytelniczkom i Czytelnikom serdeczne Życzenia Świąteczne, a dla Satysfakcji Zupełnej życzy atoli sobie i Wszystkim szałowego Sylwestra.
       Zamiast obłapki dołączam pozdrowienia od Świątecznego Nocnego Metra.
      Do zobaczenia w Nowym Roku 2018
Zbyszek 55