Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smolnik nad Osławą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smolnik nad Osławą. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 stycznia 2026

Wszystko zapisane w gwiazdach


Lekki mrozek o poranku, śniegu trochę, idzie się naprzód i wpada w rytm. Wtenczas często przychodzą znikąd myśli ogólne:

   - Tysiąc lat temu filozof arabski orzekł: „Nic nowego nie wymyślimy, już wszystko zostało powiedziane, a dalej będą jedynie powtórki”.

Przypomniało mi się to, gdy czytałem „Polska mistrzem Polski – Krzysztofa Vargi:

„Żeby rządzić tłumem, trzeba ten tłum skretynić. Skretyniony tłum pójdzie wtedy za dźwiękiem fletu jak owe stado szczurów. Skretyniony tłum szczurów zje tę kolorową trutkę i zanim padnie w konwulsjach, powie, że była bardzo smaczna”.

I tu Varga ma rację i to w wymiarze nie tylko polskiego zaścianka. Ludzie są podatni na reklamy, na propagandę, na populizm. Można nimi manipulować, czyli w sumie ludzie są głupi.

    - Także w Ameryce są głupi, bo zobacz kogo wybrali – powiedział pewien mój bieszczadzki znajomy.

- Odpowiedziałem: - Filozof niemiecki Hegel opisał działanie siły ponadczasowej, którą nazwał Duchem Świata. Ten Duch unosi się ponad Ziemią i co pewien czas ląduje w jakimś narodzie, a wtedy ten wybrany naród dostaje pierdolca (imperialnego, nazistowskiego, itp.) i zaczyna wojować z innymi. To pierwsze primo.

- Po drugie primo przecież dobrze wiesz, że wojny mamy niestety wpisane w geny, a pokój jest tylko przystankiem, chwilą oddechu przed następną wojną, co cztery tysiące lat temu opisał nam szczegółowo cesarz Aśioka.

Znajomy zamilkł, zafrasował się wielce azaliż, po czym sobie poszedł, choć dobrze wiem, że przekonany nie był i swe wątpliwości wyłuszczy przy najbliższej okazji. To wielki dar mieć takiego znajomego – jest wtedy z kim toczyć górnolotne dywagacje.




Idę ci ja sobie dalej zimowym skrajem drogi, minąłem cerkiew i wtedy pojawiło się trzecie primo.

- Gwiazdy!

Przecież wszystko jest zapisane w gwiazdach, a układ planetarny dla Polski na lata 2021 - 2025, omawiany przez Piotra Piotrowskiego (były posty) jest identyczny jak w roku 1939. Fatalny wręcz układ planet dołował także Donalda Tuska w latach 2022 – 2025, teraz ten układ odpuszcza. Ogólnie mamy na świecie wzmożenie brunatnej fali, szowinizmu, chamstwa i siły. Zaczyna gotować się jak w tyglu. I nie ma co rozdzierać szat nad tym czy Trump to wariat. 

Naprawdę rządzi tam kompleks wojskowo-przemysłowy, a prezydenta, który próbuje działać samodzielnie, spotyka niespodzianka w Dallas. Polityka Ameryki jest od lat tak samo imperialna, wcześniej bardziej zakulisowa - czy zapomnieliśmy o próbie zamachu stanu w Turcji? Walka o nowy podział świata przybiera na sile, ponieważ Ameryka prymat już przegrała i nie ma czasu na dalsze ceregiele. Nie dziwmy się więc imperialnym zakusom Kacapii. Ten naród ma teraz nie tylko dwugłowego orła w herbie, ale i dwóch carów – oprócz Putlera, także świętego Mikołaja II, któremu wybudowano w 2003 roku w Jekaterinburgu, na miejscu kaźni, Cerkiew Na Krwi, oraz w miejscu porzucenia szczątków rodziny carskiej sanktuarium w Ganinej Jamie. I żeby nie było bałaganu w ich religii, wszyscy wyżsi prawosławni kapłani należą dziś do FSB.

Nasuwa się analogia z doktryną kk: - czerwoni zabili cara – teraz wynieśli go na ołtarze i porównują do Chrystusa.

Atoli wszystko to z perspektywy „patrzenia na zdjęcia w cudzym albumie” ocenić należy jako ciągłą walkę dobra ze złem. Jeśli któraś z wymienionych sił przeważa ponad 50 %, zaraz odżywa strona przeciwna i wahadło przelatuje ponownie przez punkt równowagi. Nic nowego pod słońcem.

Zatrzymałem się, ponieważ pojawił się piękny trop wilka.


A nieco wyżej wilk nawalił charakterystyczną kupę, białą od zjedzonych kości.


 







wtorek, 22 października 2024

Z bieszczadzkiego archiwum

Rok 2018, koniec września. Siedzę w Smolniku nad Osławą, pod daszkiem przy piwnym stole. Nie ma o dziwo miejscowych pijaków. Przyszedłem tu po niewielkie żywnościowe zakupy na pożegnalny trzydniowy biwak przed powrotem do Warszawy. Przy okazji uzupełniam brak piwa w organizmie.

Niebo tymczasem zaciągnęło się chmurami i zaczął padać sławny bieszczadzki deszczyk. Czyli czeka mnie mokra trasa Mików, przełęcz, Rabe i dopiero znajoma góra 686. 

Nie tracę atoli pogody ducha, popijam niespiesznie, przeglądam zdjęcia z ostatnich wędrówek i słucham werbelka deszczu….. 












Zatrzymuje się terenówka. Wysiada turysta, rzuca na mnie okiem i wchodzi do sklepu. Po chwili już siedzi naprzeciw z piwem.

- Dzień dobry. A pan za którą partią jest?

- Za którą jestem, to trudno określić, ponieważ na horyzoncie politycznym widać jedynie ugrupowania tak zwanego „,mniejszego zła”. Jednak wiem, za kim zdecydowanie nie jestem. Otóż nie jestem za Pisem.

Gość nic nie odpowiedział na razie, a takich lubię najbardziej, bo oni dlatego nie mówią naprędce, ponieważ aliści ważą słowa. I okazuje się, że miałem rację. Popijamy wolniutko. Facet łyknął raz, potem drugi i trzeci, ułożył sobie w głowie, albo już miał ułożone i rzecze:

 

„Ten PiS wygrywa, bo oprócz narzędzi, którymi się sprawnie, a jednocześnie w niecny sposób posługuje, dokonał rzeczy najważniejszej. Odkrył prawdziwą gębę Polek i Polaków i to wykorzystał. Nie ma lukrowania. Wyborca PiS wreszcie może być sobą, nie musi nikogo udawać. Cwaniactwo, lenistwo, podłość, brak ambicji (bo chęć posiadania lepszego samochodu lub telefonu to nie ambicja), chamstwo, kłamstwo, złodziejstwo, nietolerancja, nienawiść, i zamiłowanie do syfiarstwa (śmiecenie, niszczenie, niesprzątanie po sobie). Oto cechy aktualnie uświęcone, więc po co mają się wysilać, skoro w syfie czują się najlepiej.

No długi monolog to nie był.

czwartek, 17 października 2024

Rozmowa

 


Idę w tej cudownej i straszliwej samotności niespiesznie w stronę przełęczy Żebrak, kontemplując pierzyny chmur, oraz to, co przy drodze. Cisza, spokój, nikogusieńko. Napędzany zachwytem czuję łączność z Kosmicznym Centrum Koincydencji.











Niedaleko bazy studenckiej Rabe przysiadam na metrówkach ułożonych na poboczu. Zbliża się jakiś piechur. Idzie szybko – nic dziwnego, młody jest.


- Dzień dobry, a pan dokąd? - pyta

- Dzień dobry, do góry na razie – odpowiadam.

- A potem?

- Potem się zobaczy.

- Bo ja do Smolnika nad Osławą. Wie pan gdzie to jest?

- Co mam nie wiedzieć?

- Bo ja proszę pana po raz pierwszy jestem w Bieszczadach i mam dzisiaj zaplanowane „zrobienie” Smolnika, tam podobno ciekawa cerkiew jest, a potem „zaliczam” Cisną, gdzie mam miejsce w agroturystyce. Drugiego dnia planuję „zaliczyć” Okrąglik, zejść do Smereka, a potem „zrobić” połoniny.

- To jest mocno ambitny plan. Zwłaszcza chwalebne są słowa „zrobić” i „zaliczyć” - podsumowałem.

Młody nie zwrócił uwagi na ironię i podkręcając się, zaczął tłumaczyć, jak ważne jest w życiu planowanie i konsekwentne wypełnianie planu. I zaprawdę, powiadam wam - otoczył mnie dobrze znany z telewizora słowotok. Próbując go przerwać, zarzuciłem plecak na ramiona i ruszyłem niespiesznie dalej, mając nadzieję, że moje wolne tempo nie przypadnie młodemu do gustu. Azaliż myliłem się – on wyraźnie miał chęć się wygadać, dlatego dostosował tempo, nawijając bez ustanku.

A ja po kilku dniach samotności byłem przyjaźnie nastawiony do świata, w którym jest miejsce także dla gadułów. Nawet przez chwilę chciałem opowiedzieć człowiekowi sławną anegdotę Osho pod tytułem „Gaduła”, atoli zrezygnowałem, gdyż młody wydał mi się sympatyczny, bo mówił płynnie i wyraźnie, a to już samo w sobie jest nieczęste, tudzież miłe wręcz.

Iga Świątek powinna wziąć lekcje wymowy od tego gościa – pomyślałem.

Treść przemówienia atoli mi umykała – gdyż akurat oceniałem czas dojścia do przełęczy – wychodziło jakieś 40 minut.

Spokojnie wytrzymam – pomyślałem. Poza tym obserwowałem powiększające się pęknięcie w czubie lewego buta.

Doszliśmy do szałasu.

- Do widzenia panu, ja w prawo teraz – powiedział młody patrząc we wskazania telefonu.

- Do widzenia.

Młody odszedł kilka kroków, po czym się jakby zawahał, się odwrócił i rzekł: – może się kiedyś spotkamy, z panem tak dobrze się rozmawia.









czwartek, 18 kwietnia 2024

Kirkut w Woli Michowej

Nieliczne zachowane macewy z kirkutu …. Byłem na wielu starych cmentarzach, w tym wszystkich bieszczadzkich kirkutach, jednak dla mnie to miejsce emanuje wyjątkową magią. Być może odczucie wynika z widokowego położenia.





U podnóża starej chatki Marii stała rzeźba. Nad nią był zarys zadaszenia, być może kiedyś pokrytego gontami. Nie wiem, czy to rzeźba przedwojenna, czy też dzieło Zbyszka Sawickiego ze Smolnika nad Osławą, który dawno temu był partnerem Marii.

Figura ma blaszaną myckę, więc to może być Mojżesz. A może jednak Chrystus?. Nigdy nie pytałem.




 Jak pisałem dziewczyny przyjechały przed wieczorem.



Zostałem zaproszony na urokliwą kolację.


 A następnego dnia do nowego domu Marii.





Wracałem do chałupy z trofeum – tuż za ogrodzeniem pastwiska, w najwyżej położonym miejscu pod Kruhłycą, bielała czaszka jelenia. Wszystkie takie ciekawe kościotrupy znosiłem do Henrykowej siedziby.


I wyszła z tego interesująca ekspozycja: książka z myślami starożytnego filozofa, na tle czaszek, który to układ przypomina odwieczny, nie rozwiązany problem: „Być albo nie być, oto jest pytanie”.


Nie ma tu już Marii, nie ma Pumy i kotów, nie ma koni z Kabardyno-Bałkarii, nie ma starego domu, a także nowego, który spłonął. Jest za to nowy właściciel terenu.

PS. Dopisane godz.17.00 - prawdopodobna przyczyna pożaru to nieszczelność pomiędzy rurą pieca a kominem. Czyli jak w Chacie Socjologa.



poniedziałek, 8 stycznia 2024

Namiot pod jaworem


Rozglądam się gdzie postawić namiot tak, aby był w cieniu w godzinach południowych. Jest super widokowe miejsce pod sosną na samym szczycie, ale w tą właśnie sosnę kilka lat temu walnął piorun. Doświadczony biwakowicz unika szczytów. Kilkadziesiąt metrów niżej widzę cień pod rozłożystym, pewnie stupięćdziesięcioletnim jaworem. Jest tu duży spadek terenu, ale przez dziesięciolecia tuż przed pniem utworzyła się płaska platforma akurat na namiot.

W tym miejscu stanę się „Filonem miłym pod ulubionym jaworem”.

Idę po plecak, który zostawiłem kilkaset metrów dalej.

Kiedy rozmawiam o tym swoim bieszczadzkim wędrowaniu, przeciętni słuchacze zadają zwykle dwa pytania:

- Czy się nie boję (wilków, niedźwiedzi, żmij),

- Czy się nie boję, że ktoś mi ukradnie plecak, lub obrabuje namiot.

Odpowiadam: - Ten, kto się boi wilków nie powinien wchodzić do lasu.

Tudzież: - Zawsze dopadnie ciebie to, czego się boisz, więc staraj się nie bać.

Przecież w odludziu, jak sama nazwa wskazuje nie ma nikogo poza mną. A jeśli ktoś się już pojawi, to jest on podobnym do mnie poszukiwaczem przygód. Natomiast najbliższego złodzieja znajdziemy dopiero w Smolniku nad Osławą, pod daszkiem przy sklepie.

Wracam na wybrane miejsce z plecakiem, wyciągam co potrzeba i stwierdzam, że nie mam szpilek. No tak – suszyłem dobytek po powrocie z poprzedniej mokrej eskapady w Bieszczadach, potem wszystko spakowałem na nowo, oprócz szpilek, które zostały w warszawskim mieszkaniu.

Atoli to żaden problem jak widać na zdjęciach.




 Przy oczyszczaniu miejsca, w resztkach nieskoszonej łąki przy pniu znajduję rożek kozła.




Namiot postawiony, wnętrze urządzone – chwila kontemplacji tego, co jest.




Idę się powłóczyć - schodzę nieco w dół i patrzę w kierunku Cisnej. Tam w dali, na krawędzi zbocza rośnie sławna stuletnia grusza, poniżej której biwakowałem sześć tygodni w 2013 roku i to pod tą starą gruszą stał wilk – zwiadowca, sfotografowany przez Dominikę Antkowską.


Szczelina w chmurze?


Patrzę w południową stronę i przypominają mi się dwa zdjęcia z sierpnia 2014 roku, wykonane na ten kierunek, ale z dalszego miejsca na samym szczycie płaskowyżu - był wpis: „UFO nad doliną Rabe”.



Dwa zdjęcia o różnym poziomie nachylenia obiektywu, a obiekt wyeksponowany na tle chmury dalej tkwi w tym samym, lekko ukośnym, czyli klasycznym położeniu. Chmura rozbudowuje się, puchnie. Mówię o takiej chmurze, że jest podobna do „bitej śmietany”. To zwarta, gruba chmura i zwykle nie ma w niej dziur, czy szczelin. Paproch na matrycy (Canon EOS 5D) jest wykluczony z powodu dwóch różnych położeń obiektywu. Oczywiście nie mogę wykluczyć powstania szczeliny naturalnej o niecodziennym kształcie.

Także nie upieram się broń boże, że to z pewnością UFO. Nie o to chodzi. Sprawa wygląda zagadkowo, gdyż gołym okiem w tym momencie nic dziwnego nie zauważyłem, a „to coś” zobaczyłem dopiero po wakacjach, w czasie przeglądu zdjęć.

     Oceniłem wtedy, że wygląda to na obiekt dyskoidalny, o średnicy 40-50 metrów, z kopułą u góry, wiszący nad drogą do przełęczy Żebrak w klasycznym przechyle. Powiększałem zdjęcia (7500 KB - skompresowane na blogu o 95%) na których zobaczyłem (być może oczami wyobraźni) refleksy słońca w obudowie obiektu. 

Z bezpośredniej bliskości "obiekt" mógł wyglądać jak poniżej.


 Być może moje wrażenia są czystą imaginacją, a być może było to coś całkiem realnego, coś co daje zaczyn do jutrzejszego wpisu pod tytułem "Zdarzenie przy moście Brooklińskim".