Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dominika Antkowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dominika Antkowska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 stycznia 2024

Namiot pod jaworem


Rozglądam się gdzie postawić namiot tak, aby był w cieniu w godzinach południowych. Jest super widokowe miejsce pod sosną na samym szczycie, ale w tą właśnie sosnę kilka lat temu walnął piorun. Doświadczony biwakowicz unika szczytów. Kilkadziesiąt metrów niżej widzę cień pod rozłożystym, pewnie stupięćdziesięcioletnim jaworem. Jest tu duży spadek terenu, ale przez dziesięciolecia tuż przed pniem utworzyła się płaska platforma akurat na namiot.

W tym miejscu stanę się „Filonem miłym pod ulubionym jaworem”.

Idę po plecak, który zostawiłem kilkaset metrów dalej.

Kiedy rozmawiam o tym swoim bieszczadzkim wędrowaniu, przeciętni słuchacze zadają zwykle dwa pytania:

- Czy się nie boję (wilków, niedźwiedzi, żmij),

- Czy się nie boję, że ktoś mi ukradnie plecak, lub obrabuje namiot.

Odpowiadam: - Ten, kto się boi wilków nie powinien wchodzić do lasu.

Tudzież: - Zawsze dopadnie ciebie to, czego się boisz, więc staraj się nie bać.

Przecież w odludziu, jak sama nazwa wskazuje nie ma nikogo poza mną. A jeśli ktoś się już pojawi, to jest on podobnym do mnie poszukiwaczem przygód. Natomiast najbliższego złodzieja znajdziemy dopiero w Smolniku nad Osławą, pod daszkiem przy sklepie.

Wracam na wybrane miejsce z plecakiem, wyciągam co potrzeba i stwierdzam, że nie mam szpilek. No tak – suszyłem dobytek po powrocie z poprzedniej mokrej eskapady w Bieszczadach, potem wszystko spakowałem na nowo, oprócz szpilek, które zostały w warszawskim mieszkaniu.

Atoli to żaden problem jak widać na zdjęciach.




 Przy oczyszczaniu miejsca, w resztkach nieskoszonej łąki przy pniu znajduję rożek kozła.




Namiot postawiony, wnętrze urządzone – chwila kontemplacji tego, co jest.




Idę się powłóczyć - schodzę nieco w dół i patrzę w kierunku Cisnej. Tam w dali, na krawędzi zbocza rośnie sławna stuletnia grusza, poniżej której biwakowałem sześć tygodni w 2013 roku i to pod tą starą gruszą stał wilk – zwiadowca, sfotografowany przez Dominikę Antkowską.


Szczelina w chmurze?


Patrzę w południową stronę i przypominają mi się dwa zdjęcia z sierpnia 2014 roku, wykonane na ten kierunek, ale z dalszego miejsca na samym szczycie płaskowyżu - był wpis: „UFO nad doliną Rabe”.



Dwa zdjęcia o różnym poziomie nachylenia obiektywu, a obiekt wyeksponowany na tle chmury dalej tkwi w tym samym, lekko ukośnym, czyli klasycznym położeniu. Chmura rozbudowuje się, puchnie. Mówię o takiej chmurze, że jest podobna do „bitej śmietany”. To zwarta, gruba chmura i zwykle nie ma w niej dziur, czy szczelin. Paproch na matrycy (Canon EOS 5D) jest wykluczony z powodu dwóch różnych położeń obiektywu. Oczywiście nie mogę wykluczyć powstania szczeliny naturalnej o niecodziennym kształcie.

Także nie upieram się broń boże, że to z pewnością UFO. Nie o to chodzi. Sprawa wygląda zagadkowo, gdyż gołym okiem w tym momencie nic dziwnego nie zauważyłem, a „to coś” zobaczyłem dopiero po wakacjach, w czasie przeglądu zdjęć.

     Oceniłem wtedy, że wygląda to na obiekt dyskoidalny, o średnicy 40-50 metrów, z kopułą u góry, wiszący nad drogą do przełęczy Żebrak w klasycznym przechyle. Powiększałem zdjęcia (7500 KB - skompresowane na blogu o 95%) na których zobaczyłem (być może oczami wyobraźni) refleksy słońca w obudowie obiektu. 

Z bezpośredniej bliskości "obiekt" mógł wyglądać jak poniżej.


 Być może moje wrażenia są czystą imaginacją, a być może było to coś całkiem realnego, coś co daje zaczyn do jutrzejszego wpisu pod tytułem "Zdarzenie przy moście Brooklińskim". 

 

czwartek, 31 stycznia 2019

Żubry bieszczadzkie

O naszym stosunku do zwierząt wiele mówi to, co stało się z Trymerem, który był jednym z owczarków grających Szarika w „Czterech Pancernych”.
     Wypchane zwłoki Trymera stoją w jednostce szkolenia psów policyjnych w Sułkowicach.
Czy możemy sobie wyobrazić sytuację, że wypychamy na przykład Janusza Gajosa?

Popkultura, szkoła, dom, religia, literatura, sztuka w ogóle kształtują nasze postrzeganie zwierząt.
Nie dotyczy to tylko tych spośród nich, które pracują w służbach mundurowych.
      Przekaz jest dwojaki.
Z jednej strony dowiadujemy się, że zwierzęta są po to, byśmy mogli je wykorzystywać.
To znaczy: - zjadać je, ubierać się w ich skóry, testować na nich leki lub detergenty, zabawiać się ich kosztem w cyrku czy zoo.
       Z drugiej strony wmawia się nam swoisty wolontaryzm zwierząt. W myśl tej teorii zwierzęta ochoczo rwą się do pracy na rzecz ludzi, a na reklamach produktów mięsnych i mlecznych oferują swoje ciała do wykorzystania.
Uczymy się więc, że powinniśmy dzielić zwierzęta na te do kochania i te do zjadania. W pierwszej grupie byłyby między innymi psy oraz koty.
Azaliż niektóre narody postępują uczciwie i nie bawią się w podobną hipokryzję - u nich nie ma zmiłuj dla żadnego stwora. 

Do wpisu o zwierzętach dodaję całkiem żywe i bezpieczne żubry bieszczadzkie. Dwa zdjęcia z ręki Dominiki Antkowskiej



Trzy zdjęcia z ręki Stacha M
Na pierwszym po polanie przechodzi autor.                                                Zdążyłem tylko odejść (nieudane fotołowy) gdy na polanę weszło stado i mój szanowny kolega nie chodząc zbyt daleko zaliczył fotołowy udane.         Cieszyłem się razem z nim!



środa, 23 stycznia 2019

Żbik

Niezapomniane chwile pomieszkiwania ponad Wolą Matiaszową.






Poranna krzątanina, ceremonia śniadania i opuszczam biwak na wiele godzin.
A wokół zieloność, śpiew ptaków, zapach i trawa miejscami po pas.

Kwiatów nazrywaj na łące
Do motyla wyciągnij ręce
Oczy miej zawsze śmiejące
I idź, by dotknąć tęczę

Kręciłem się po okolicy przez kilka dni i co ciekawe, ludzi których spotkałem mogłem policzyć na palcach jednej ręki.


Z archiwum Dominiki Antkowskiej.
Oba zdjęcia bardzo przepiękne. Młody wilczek niezwykle ujmująco zaciekawiony – patrzy na panią fotograf.


Tu żbik elegancko sfotografowany w pędzie. Dwa gatunki kotowate występują w Polsce: żbik i ryś. Różnica między nimi zawarta jest na przykład w ogonie.
Oba gatunki bardzo płochliwe. 
Oba gatunki wymierające.
Żbika i rysia szalenie trudno spotkać, a już sfotografować, sfilmować – to są przypadki dosłownie unikatowe.

piątek, 7 grudnia 2018

Poziomkowo

Tudzież: - Optymista wybiera poziomki.

W czasie wędrówki oczywiście mamy możliwość kupienia jedzenia w sklepie. 
O ile po drodze taki sklep jest.

To po pierwsze primo.
Po drugie primo: - w każdym praktycznie momencie pogoda może nas przyziemić. 
Pogoda w Bieszczadach zmienia się szybko i potrafi zweryfikować plany.
Czytelnicy piszą: - "przecież noclegi są w każdej mieścinie, a gospodarze zawsze wesprą".
       Jasne, że to prawda. 
To popularny sposób czynnego wypoczynku, z nocowaniem pod dachem.
Przecież każdy żyje jak chce.

Mnie akurat odpowiada spanie w namiocie.
Jeśli wędrujesz z domem na plecach i nadchodzi burza - szukaj miejsca na postawienie namiotu.
Potem zobaczysz co dalej.
Jako optymista zakładam, że zawsze może przydarzyć się trzydniówka.

Dlatego posiadanie małego zapasu jedzenia jest wskazane, aby trudny czas przetrwać komfortowo.


Na deszczowe chwile mam płatki musli.
Niosę także makaron, kaszę, kawałek boczku do grochówki, czy grzybowej itp. lekkie rzeczy. Żadnych konserw – po co to dźwigać, oraz: - odkwaszenie organizmu dietą bezmięsną mile widziane.
      Chyba że akurat pościsz - wtedy tylko pijesz.
I masz komfort bez jedzenia, bo wody niebo dostarczy ci do syta – trzeba jedynie miskę, z której wylejesz siki, wysunąć poza namiot.

Sytuacja miejscowa?
Doszedłem do Bereżnicy i Woli Matiaszowej. 
Okazuje się - nie ma sklepu w tych miejscowościach.
Ostatni sklep był w Wołkowyji a następny jest w Baligrodzie.
Tu młodzi natychmiast wyskoczą z internetem - że z niego wiedza.
      Zgoda, ale internet za ciebie nie będzie przebierał nogami, tudzież informacje netowe bywają nieaktualne.

Wędrowcze - doszedłeś, a sklepu nie ma, lub jest, lecz zamknięty. Możesz wrócić, albo iść naprzód, lecz załóżmy, że tobie spodobało się zostać.
Sklepu nie ma, lecz jest Natura i czerwiec.
Trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać Darów Natury. Tego jednak można się nauczyć. Zupełnie tak samo jak daytradingu.

Więc wspierałem się poziomkami, a potem czarnymi jagodami według zasady: - Dają? Bierz!
I grzybami, które są tu na wyciągnięcie ręki do samych przymrozków
Już w lipcu dochodzą jeżyny, a w sierpniu wielka frajda: orzechy laskowe.   
Pierwsze prawdziwki spotkałem w Polańczyku nad samym Zalewem – te zostawiłem w spokoju. 

Wracam do poziomek.
Pierwszych posmakowałem nad Wolą Matiaszową


Najpierw zbiory gromadziłem w dłoni, potem, gdy poziomek była obfitość, dłoń zamieniłem na miskę.
To było już w Huczwicach i na mojej ulubionej górze 686 pod Chryszczatą.
Stosowałem wstrzemięźliwość i zbierałem tylko tyle, aby zjeść ze smakiem, tudzież podzielić się z sarenkami, które przychodziły się zapoziomkować.
W końcu to ich teren, bo autor pojawił się tu jedynie jako chwilowy intruz. 

Zdjęcie sarenek: - Dominika Antkowska
witaj

czas płynie leniwie

a życie odpłaca

tym o czym marzysz

dyskretnie w zakamarkach

duszy przed zaśnięciem
                                        Mirek















wtorek, 4 grudnia 2018

Bieszczadzki Park Gwiezdnego Nieba.


    Po dostatecznej ilości meandrów życiowych, dojrzewa w człowieku potrzeba zaznania świętego spokoju, czytaj: - oderwania się na jakiś istotny czas od zgiełku świata.
    Jest to naturalna skłonność zdrowego umysłu - a ów działa na podobieństwo spadochronu - tylko wtedy, gdy jest otwarty.

    Bieszczady, zapada zmierzch w Woli Michowej.
    Ten moment Edward Stachura nazywał czasem pomiędzy psem a wilkiem.
    Bowiem o tej porze już trudno odróżnić psa od wilka. 
    Zapalają się latarnie (21)



    Ileż to razy w środku nocy, w trzaskający mróz wychodziłem z ciepłej Kołyby, aby się wysikać i ..... chwilowo zapominałem o potrzebie. 

    Zapominałem, bo jak śliwka w kompot wpadałem w bajkę!
    Oto wokół białośnieżna poducha, Wielka Cisza i Tajemnica Nocy.
    Stoję w zadziwieniu gapiąc się w nieskończoną przestrzeń nieba.
    Stoję, a jakby mnie nie było, jakbym uleciał, albo zabłądził.
    Bo stojąc, także można zabłądzić.



    Nade mną, na czarnogranatowym tle wiszą rozedrgane lampiony gwiazd, z wyraźnie widoczną Drogą Mleczną
    Akurat na dołączonych zdjęciach Drogi Mlecznej nie widać, a żadne zdjęcie nawet w drobnej części nie odda klimatu chwili - trzeba albo tu być zimą w noc bez księżyca, albo wesprzeć się wyobraźnią.
         W każdym razie w mieście się tego nie doświadczy.

    Te zimowe odsłony, dobrze wpadają w pamięć, bowiem rzecz dotyczy Bieszczadzkiego Parku Gwiezdnego Nieba - skrawka Bieszczadów m.in. pomiędzy Szczerbanówką a Wolą Michową.
    Nie ma tu świetlnego smogu, latarnie w Woli Michowej gasną o godz.22.00.

    Świetlny smog, nawiasem mówiąc rzecz malownicza, daje azaliż o sobie znać na kierunku wschodnim - Cisna i zachodnim - Nowy Łupków.  

    Tu zdjęcie zrobione o północy na zachód. Czas 30 sekund. Łuna środkowa pochodzi od świateł Zakładu Karnego w Nowym Łupkowie. Nieco na prawo widać drugą łunę - ta jest od świateł Komańczy.


    Ten sam kierunek o poranku.
    I fotopolowanie w wykonaniu Dominiki Antkowskiej.


wtorek, 3 kwietnia 2018

Bieszczadzkie wilki

Trzy zdjęcia bieszczadzkich wilków ze zbiorów Dominiki Antkowskiej.



Mnie się udało natomiast sfotografować resztki po wilczych obiadach, bo można do nich podejść blisko, ponieważ one nie uciekają.
Wola Michowa.






A poniżej wpis z internetu na temat.

Drugi przypadek zagryzienia psa przez wilki odnotowano w regionie świętokrzyskim. Tym razem ofiarą padł pies rasy niemiecki terier myśliwski.

inkwizytorstarszy30.03.2018, 00:10
Gratulacje dla wilków za udany rewanż na niewolniku który przeszedł na stronę ssaków naczelnych...

donmarek30.03.2018, 08:10
Las, to DOM wilka. Miejscem psa jest kanapa! I to raczej "myśliwy" powinien zapłacić odszkodowanie za zakłócanie miru domowego mieszkańcom lasu!
ps
od ponad pół wieku zastanawiam się nad tym, dlaczego tych troglodytów ze strzelbami nazywa się "myśliwy"? Przecież oni z myśleniem na pewno nic wspólnego nie mają !!!