Kiedy planuję trasę kolejnego przemarszu z punktu A do B, pilnuję tylko jednego primo: - żeby aktualny odcinek liczył maksymalnie 15 do 20 km. Nie chodzi bowiem ponieważ o to, aby się udręczyć, tylko by mieć przyjemność.
Więc idę skrajem
drogi w swoim rytmie i w tej sławnej straszliwej i cudownej samotności (Stachura). W czasie takiej właśnie
wędrówki zamiast się zmęczyć, zaznaję relaksu, a chwilami wydaje mi się nawet,
że rosną mi skrzydła.
Być może tam
w Górze Ktoś kręci korbą i napycha mi powera do dupy – jak rzekł był klasyk (Lulla la Polaca).
Przemieszczanie się poza uczęszczanymi szlakami, to przeważnie widokowe nie jest – w większości droga leśna, albo przez teren zarośnięty, z ciążeniem do miejsc bezludnych. Jak bowiem Czytelnicy wiedzą, ludzi to mam po kokardkę w mieście. Przestrzeń pojawia się dopiero blisko celu.
Oczywiście każdy żyje jak chce i robi to, co lubi, a jeśli masz człowieku chęć być w tłumie (uciekać od największego przyjaciela - siebie samego) – twoja wola i prawo.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz