piątek, 6 lutego 2026

Wzmożony klimat chwili

Świt. W nocy padało, a mżawka dalej siąpi, do tego snuje się mgła. W garnku i misce zebrało się akurat tyle wody, żeby napić się do syta. Nie będę szukał wody aby coś ugotować, chociaż z mapy wynika, że mogę ją znaleźć kilometr od wiaty.

Zasiadam do zjedzenia tego co mi jeszcze zostało, najpierw jabłko, potem kilka herbatników i święto lasu!


Czekam, aż przestanie siąpić, zapisuję w zeszycie, co mam zapisać. Czas się dłuży i dopiero przed dziesiątą słyszę pierwszych ludzi.

     Od Pszczelin-Widełek nadchodzi kilka osób. Idą zobaczyć sławne schody na Tarnicę. Rozmawiamy chwilę.

   Po kilkunastu minutach nadchodzi także z dołu duża grupa może dziesięcioletnich chłopców pod opieką dwóch księży.

     Dzieciaki utytłane po kolana i zadyszane. Jakoś tam użaliłem się nad nimi, a jeden z opiekunów na to: - a niech się wprawiają!

    Zgadzam się, że w tym przypadku ksiądz ma rację (świętą rację?).

Jestem gotowy do odejścia i wreszcie wydaje się, że ma chęć przestać padać.

W tym momencie od Bukowego Berda nadbiega szybkobiegacz.

Powiedział, że wybiegł rano z …. Wetliny, potem biegł połoninami do Tarnicy i przez Krzemień, a teraz biegnie przez Pszczeliny do Ustrzyk.

    Skomentowałem lakonicznie: - No, no, no!

Natomiast pomyślałem: - taki szybkobiegacz to mógłby nawet Pendolino przegonić.....

W każdym razie mogło tak być, jak szybkobiegacz powiedział, sądząc po jego profesjonalnym wyglądzie i sprawności, z jaką się poruszał.

A nie stał ci on w miejscu, tylko bez przerwy przebierał nogami rozmawiając ze mną.

    Nie mógł sobie pozwolić (bowiem) na zgubienie rytmu w tym indywidualnym Biegu Rzeźnika.

Bieszczadzkie Biegi Rzeźnika jak wiemy mają dystans 50 – 70 km i więcej. I nie biegnie się po płaskim terenie. 

    Powiedział także, że na górze jest pogoda, tylko tu niżej mgła.

I pobiegł w dół.

A ja ruszyłem w górę.

Kiedy tylko wyszedłem z lasu, przywitało mnie ciepło i ta lepsza pogoda, o której mówił szybkobiegacz.

Dostatek ruchu na świeżym powietrzu skutkuje wzmożonym apetytem – odezwał się głód. A tu stopniowo robiło się coraz to ładniej. I cieplej. Czapka zimowa i flanelowa koszula powędrowały do plecaka i szedłem już tylko w T-shircie.

W końcu zapomniałem o głodzie, tak pięknie się porobiło i postanowiłem minąć zejście do Mucznego i pójść jeszcze kawałek w stronę Krzemienia.

Radość wielka! Pobyć jak najdłużej na Bukowym Berdzie.

Za moment zejdę z połoniny i ahoj Przygodo! Pójdę dalej.

Nade mną coraz większe okna błękitu. Na horyzoncie Ukraina.

Czuję się tak lekko! I mam czas!

To jest to sławne „na luziczku”. Wydaje mi się, że nie niosę plecaka, czyżby aż taka adrenalina z zachwytu nad tym co jest?

W tej ciszy,  w tej cudownej okolicy i pustce..... cokolwiek jest – jest bogiem.

Aby poczuć w sobie ten pierwotny, naturalny stan, wystarczy zapomnieć o wszystkich religiach wymyślonych przez przebiegłych ludzi.

     Wystarczy być zwyczajnym, wystarczy być sobą. Tylko wtedy możesz naprawdę być w teraźniejszości.

    Ludzie starają się robić coś nadzwyczajnego, niepospolitego, bo inaczej uważają, że marnują życie na prozaiczne czynności.

   To są gry ego. To są chore stany świadomości.

Kiedy stajesz się zwyczajny.... nagle to, co nazywamy błahostkami, przestaje nimi być.

Wszystko staje się uświęcone. Zwykła wędrówka i wszelkie inne działanie staje się uświęcone. A więc także medytacyjne.

    Wtedy zagłębiasz się w życie, a ono otwiera przed tobą swoje tajemnice. Stajesz się otwarty, wrażliwy i chłoniesz. Jedynie potrzeba wystarczająco dostać od życia w dupę (zwykle na własne życzenie), żeby to docenić.

Idę przeniknięty uroczystym, wzniosłym nastrojem w tej zbliżającej się chwili pożegnania z Dachem Lokalnego Świata.

(Będę już ruszał w dół, bo jeszcze chwila a odfrunę).

Wdzięczność i miłość do świata: - Dziękuję ci Aniele Opiekuńczy, tudzież Duchu Góry.

- Za co?

 - Ano za to, że Oni są.

I sobie dziękuję, że zdarzyło mi się:

wiele razy iść w deszczu i moknąć

potknąć się o kamień

z zadartą głową śledzić lot orła

chodzić boso po rosie

zgubić klucz w trawie

patrzeć na taniec świetlików

spotykać przyjaznych ludzi

iść naprzód w samotności pod dachem nieba

zachwycać się każdą chwilą, śmiać się i płakać

i często mieć wrażenie, że czegoś ważnego nie wiem.










 PS. Tekst z archiwum 2013, precyzyjnie oddający Wzmożony Klimat Chwili. Na zdjęciach zamiast połonin (na razie przesyt) moje ulubione tereny Huczwice-Rabe. 

I dedykacja dla Ciebie Czytelniku <ukrainian yodler sofia shkidchenko> - widoki bieszczadzkie ze strony ukraińskiej w porywającym rytmie.  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz