Chcieli
kupić te relatywnie tanie przepustki do świata zupełnie innego iż ten wokół
nich, którego granicę wyznaczają skup warzyw i trzody chlewnej oraz urząd
gminy, świat o średnicy kilku, może kilkunastu kilometrów.
Widok polskich pół zawsze głęboko mnie
przygnębiał, nadal uważam go za jeden z najbrzydszych widoków na świecie,
bynajmniej wcale nie melancholijny, jak by chcieli niektórzy, szczególnie gdy
na ugorach osiadają jesienne mgły, albo snują się leniwe dymy z palonych liści.
Melancholia zakłada bowiem piękno, choćby nawet
nieładne, polskie pola żadnego piękna w sobie nie mają, za to mają w sobie
wyłącznie bezgraniczną, smutną brzydotę, są brzydkie i nudne jak ludzie, którzy
je uprawiają, jak, nie przymierzając, kobieta siedząca naprzeciwko mnie i
lustrująca mnie podejrzliwym wzrokiem, jak zresztą większość pasażerów tego
pociągu, a zaznaczam, że jest to pociąg InterCity kursujący pomiędzy
największymi miastami w kraju, nie zdezelowany osobowy zapchany zdezelowanymi ludźmi,
targającymi swoje wielkie toboły, wydychającymi przetrawioną wódkę i parującymi
potem spod niemytych pach i z niemytych kroczy, w ubraniach z ruskiego lub
wietnamskiego bazaru, z zepsutymi zębami i zepsutymi sercami, pielęgnujący w
sobie agresję do świata, który jest dla nich zresztą mały jak pozytywka
wygrywająca ciągle tę samą melodię.
Krzysztof Varga
PS. Nieco przygnębiający tekst? Więc poprawka na aktualny humor youtube- <każdy może z pisu-u być>, żywiołowy folk-punk.
i jeden z komentarzy: Młodzi! Trzeba to puszczać na mszach. Tam gęby ponure, spojrzenia tępe. Z czym to walczycie bracia? - Z postępem!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz