sobota, 6 grudnia 2014

Orzeł na złocie


Gold.
Szerokie spojrzenie na złoto. I na harmoniczność. Dlatego powtarzam, że warto liczyć te boskie proporcje, które są także w nas.
Jeśli potrafisz się cieszyć, nie musisz mieć złota, wystarczą same liczby.....
Na pierwszym wykresie mamy 0.618 i 1.618.
   



Na drugim wykresie widoczna jest moja znajoma liczba 23.
23 lata do 23 lat. Pół roku błędu tylko, czyli 23.5. 
Bo jak pamiętacie ten orzeł z Buddą, Jezusem i Mahometem, również ma drobny błąd.
                               Czyli orzeł na złocie.
    


Pewien skąpiec kochał złoto. Miał go sporo. Było zakopane pod drzewem w ogrodzie. W sobotę wieczorem skąpiec szedł do ogrodu, wykopywał złoto, przynosił do domu i tam do nocy patrzał na nie rozradowany. Potem zakopywał je do następnego tygodnia.
Podpatrzył go złodziej. Ukradł złoto.
Przychodzi skąpiec w sobotę pod drzewo, a tu tylko pusty dołek.
Zaczął wyć z rozpaczy.
Przybiegli sąsiedzi, pytają, co się stało. Gdy skąpiec wyjaśnił, pokiwali tylko głowami ze współczuciem, bo byli podobni do skąpca. I odeszli dziękując w duchu, że to nie ich spotkało.
Został jeden sąsiad i gdy wszyscy poszli, zapytał:
Skorzystałeś choć trochę z tego złota?
Nie – odpowiedział skąpiec. Ja tylko miałem radość z patrzenia.
To w takim razie naucz się radości z patrzenia na dołek – powiedział sąsiad.

Nie jest bowiem ważne posiadanie kolejnych rzeczy, ważna jest sama umiejętność cieszenia się. Możesz być także zadowolony bez żadnego powodu.
                                                                Anthony de Mello


piątek, 5 grudnia 2014

Niedziela noc

Czyli 32 Łemkowska Watra żegna.
Światło wspaniałe, bo to czas pomiędzy psem a wilkiem. Wchodzę na łąkę ponad estradą, stoją tu jeszcze pojedyncze namioty. Ależ ludzi wymiotło!. Tli się ognisko.
     


Rano się przekonam, że nie stliły się do końca te kawałki drewna. Zapada noc, nie ma tłumu, jest ….. uroczo, jest cichutko, a więc inaczej niż było.
     
  

       
 Za moment wzejdzie księżyc. Niesamowita zmiana scenerii. Jakby Ktoś opowiadał piękną baśń bez słów. Czy to wszystko, co się tu zdarzyło, to prawda, czy sen?
Nie ma ludzi, nie ma muzyki, nie ma tańców. Parują z głowy dziesiątki rozmów, przychodzi lekka ociężałość po zabawach, w końcu niewiele spałem przez trzy kolejne noce. Tu i Teraz wpadam w objęcia Wielkiej Ciszy.
Niedziela jeszcze, ale to już jej ostatnie minuty, zbliża się północ. Księżyc wychyla się zza drzew.
     
   

Cudna pora - godzina duchów. Ciekawe, czy duchy w południe mówią, że to jest godzina człowieków?
Za mną czarna ściana lasu. Poruszają się jakieś cienie. A więc duchy?

Zabawa duchów
Ludwik Jerzy Kern
Gdy tylko dzień zapadnie głuchy,
Kawały sobie robią duchy.
Zaczyna się wśród duchów ruch,
Buch!
Duch ducha w ucho.
Buch!
Duch ducha w brzuch.
Potem duch duchowi mówi coś do słuchu
W rodzaju:
- Ty głupi duchu,
Czego bijesz po uchu?
- Ja? - mówi pierwszy duch
Bez zmrużenia powiek -
Skąd ja?
Zwariowałeś?
Może to jakiś człowiek?
Nastąpiła tak głęboka zmiana, że to co było, wydaje się zupełnie nierealne. Zostało sporo drewna, dlatego nocą, jeszcze w niedzielę, „siódmą zapałką” zapalam swą osobistą watrę na 32 Łemkowskiej Watrze.
     

I siedzę długo na progu chwili, chłonąc to niepowtarzalne Tu i Teraz.
   


Przysiądź na progu chwili, puść całą przeszłość w niepamięć, bądź zdolny trwać w miejscu jak bóg zwycięstwa, nie doznając zawrotu głowy, wtedy dowiesz się, czym jest szczęście.
                                                     Fryderyk Nietzsche


Coraz ciszej

Z boku estrady stoi wazon z kwiatami, tej kompozycji należy się miejsce.
    
 


Przepłukałem porządnie koszulę, takie płukanie w miękkiej wodzie to właściwie jest pranie. Teraz ta czarna łemkowska koszula schnie w gasnącym upale i gasnącym dniu.
   

Patrzę z czułością na tę koszulę i na mój dom bieszczadzki, na nalepione na nim plastry zasłaniające dziury po mysich ząbkach.
       Wyjeżdżają kolejni goście, jedzie w dół samochód za samochodem, a piesi ciągną sznureczkiem w stronę Żdyni. Cichnie powoli gwar rozmów, w bezpośredniej bliskości namiotu zrobiło się już pusto. Jest jeszcze niedziela, ale już po święcie Łemków.
   



I taka ogólna cisza zapomniana zapanowała! Czegoś brakuje.... No tak! Właśnie organizatorzy wyłączyli agregat prądotwórczy.
Wielka ulga, takie uczucie jakby po trzydniówce przestała boleć głowa. Ten hałas z agregatu stał się niezauważalny po jednym dniu i nocy, stał się tłem. Człowiek ma ogromne zdolności adaptacyjne. Dopiero gdy ten hałas znikł, można docenić dobrostan ciszy.
Zbliża się wieczór, robi się światło jakie lubię …..

czwartek, 4 grudnia 2014

Niedziela popołudnie

Na zdjęciach moi przyjaciele. Wśród nich Staszek. Oto Staszek w żywiole fotograficznym w ogrodzie cerkiewek – miniatur w Myczkowcach.
   


Mamy ze Staszkiem pokrewne dusze filozoficzno – fotograficzne. Zdjęcie poniżej zrobił kolega Kamyk, także super gość.
   


Jest po południu, zaczynają się odjazdy.
  



Patrzę na starszych panów w towarzystwie …. no właśnie, córek? To nie córki, oni trzymają się za ręce.

Więc dwie zawsze aktualne refleksje Edwarda Stachury, gdy
pojechał do Genewy po odbiór nagrody im. Kościelskich. 9 IX 1973.

Siedzi w restauracji.

wchodzi para: siwy, starszy pan w ciemnych okularach, i ładna, młoda blondynka. Trzymają się za dłonie. Zakochani są. On w jej ciele. Ona w jego pieniądzach. On to chyba wie, ale co może zrobić. Nic. Nie ma sił na samotność. Chce być z kimś za wszelką cenę. Najchętniej z kimś młodym i ładnym.”
     


Kiedy człowiek nie grzeszy, to jest zawadą dla kościoła, zgrzytem.
Nie wiadomo, co z nim zrobić. Niegrzeszenie podważa istnienie kościoła. Ty masz grzeszyć i się potem z tego spowiadać. (przynajmniej raz do roku) Wtedy jest dobrze. To kościół lubi, bo to sankcjonuje istnienie kościoła.

Niedziela, popołudnie. Ludzie wyjeżdżają. Robi się coraz bardziej pusto. Ktoś podsuszone grzyby zostawił. 
     
 

Upał

Południe, czyli normalna patelnia. 
Wyleguję się - to dobre określenie - ponad orkiestrą. Czuję się rzeczywiście ponad. Sięgam do kieszeni nie wiadomo po co. Ileż to rzeczy w życiu robi się nie wiadomo po co, a potem okazuje się, że to było ważne działanie.
      Więc to było takie ważne działanie, bo znajduję w kieszeni ten szczęśliwy, maleńki kamyk zielony z Rabe.
    


 Szczęście mnie rozwala po prostu. I tu Anioł w osobie Mirka podesłał wiersz:

bogactwo jest w Tobie
    skoncentruj się
    być jak motyl na wietrze
    skoncentruj się
    być jednością z oddechem
   
    skoncentruj się
    odrzuć świat 
    mąciciela a zarazem wroga 
    bogactwo jest w Tobie
   skoncentruj się

Upał wysusza, trzeba uzupełnić płyny. Idę na kwas chlebowy do stoiska znajomych z Nowego Sącza. Wokół sami znajomi. Wręczają sobie kwiaty bez powodu. I uśmiechają się do siebie. I do Ciebie. Uśmiechają się bez powodu specjalnego.

  

   

środa, 3 grudnia 2014

Łemkowska Watra niedziela

Synchroniczność: wpis o godz. 21.21
     Piszę o tym, jak było na 32 Łemkowskiej Watrze, a więc nie sposób pominąć strony kulinarnej. Oto stoisko jedzeniowe moich znajomych, którzy przyjeżdżali codziennie na Watrę aż z Nowego Sącza. W tym stoisku ponownie spróbowałem wszystkich dań, kwasu, podpiwka, a także ciastek własnego wypieku. Tylko dwa słowa: mniam – mniam!
  
 


Pozdrowienia dla znajomków z całej Ukrainy - Tryzub zwycięży!
   
  
 
 

Jest niedziela, składam wizyty towarzyskie w zaprzyjaźnionych domach.
   
Wojna na Ukrainie przypomina o sobie: właśnie znajomy dostał wiadomość, że syn zginął. I co powiedzieć człowiekowi w takim momencie? Każde słowo wydaje się głupie. Tylko przytulenie do serca pozostaje.
   



Mirek


Mirek jest jest jednym z moich przyjaciół. To nieprzeciętny facet, pisze wiersze:

 Dzień dobry, mówię do ciebie, spójrz, odwróć głowę, dzień rozpocząć dobrze to tak jak zjeść pożywne śniadanie, to przerasta twoje wyobrażenia, niczego nie oczekuję, nie żądam, a ty przezornie przechodzisz na drugą stronę ulicy, dzień dobry sąsiedzie, sąsiadko, posyłam uśmiech, który rozpocznie zmiękczanie twego ego najeżony kolego, najeżona koleżanko. Najeżeni są wśród nas, to oblicze skostniałych mas, ale czy to ruszy was? 

Wczoraj dostałem od niego maila:

Witaj.
  Jestem Twoim uczniem, który zgłębia  tajemnice daxa. Na daxie kwitnie życie, a szczególnie na minutówce /to podstawowy budulec innych świec/ Gram na razie na demo, staram się być jednością z indeksem, czuć go jak własny oddech. Podstawa to stop/20 punktów/ i tak często zamykają ale czuje się bezpieczniej. W ciągu 2 dni otworzyłem 20 pozycji, wynik 18 zyskownych 2 stratne. Teraz odpoczywam, trzeba mieć luz na dalszą zabawę.

A oto wiersz Mirka o giełdzie:
O dziewiątej
zaczynam na daksie
zaraz się zacznie
kosmiczna jazda
pojawia się kolejna gwiazda aby ochłonąć jestem na polandzie kończe na bańdzie
 po południu na łolstricie tu tętni życie popijam kawę świecami się bawię a jaką nie ujawię
 w uszach mantra stawiaj stopa bo ci jaja urwie
U Mirka zobaczyłem ręcznie malowany obraz.
   


Na nim jest umieszczony poniższy tekst:

Jak słońce rozjaśnię domy w których czcić mnie będą w tym tajemniczym obrazie. Ogrzeję najzimniejsze mieszkania i każdą duszę zaleję radością. Jakże wiele światła promieniuje z moich zawiązanych oczu.

Spojrzenie w kierunku Wyspy Sobieszewskiej.
   

wtorek, 2 grudnia 2014

Lecą ogniowe latawce

Watra Zdynia (Ватра Ждиня)

Bardzo, bardzo się działo. Tylko niektóre zdjęcia zamieszczam. 
Zapada cudna, pogodna, lipcowa noc. Z doliny wolniutko zaczynają unosić się światełka. Właściwie wiszą w powietrzu.   
     Swym wolnym lotem przypominają finał magicznego tańca świetlików w masywie Chryszczatej.
     Leca tak wolno.... zupełnie jak klucz żurawi w wiosennym prądzie wznoszącym nad Balnicą.
 
Inna atmosfera jest w dzień, a zupełnie inna wieczorami i nocą. Turystów o tej porze już nie ma.
   
 




Koniec zabawy

To jest ważne zdjęcie. Z takich zdjęć ważnych składa się życie. Druga w nocy, albo nad ranem. A w końcu licz jak chcesz. Ważne, że jest super! Znaczy : - było super!
A  jak będzie?
Podobno lepsze jutro było wczoraj - grafitti.
 

Dziękuję!

Było głośno i radośnie. Dziekuję. Komu? Aniołowi dziękuję!
Za nocne zabawy.
Za klimaty. 
Za ludzi...
Dziękuję za nocne zabawy na cztery fajerki.
Tak się kiedyś mówiło. 
      Dziś mało kto wie, co to jest fajerka.
Brało się drut, trzeba go było wygiąć na końcu w taką prowadnicę - Zatoczku. Potem pożyczyć fajerkę z kuchni żeliwnej babci, albo cioci i wio!!!
Biegało się z takim ustrojstwem po leśnych ścieżkach. Dopóki rozpędzona fajerka nie uciekła w krzaki. Ona się w końcu gubiła bezpowrotnie. Szurnęła w pokrzywy i szukaj igły.
      32 Łemkowska Watra.... to se ne wrati....
 


   

    

Przed nami kolejna trzydziesta trzecia. Tylko zostańcie na zabawach nocnych!
Los Kolorados grało Tu! I to jak grało!!!!



Morze Czarne Mateńko.... Jest taka piosenka. Boziuniu! Rozebrało mnie całkiem! Odpłynąłem! I o takie chwile właśnie chodzi.
    • Żeby było ci dobrze.
    • Jak w odlocie,,,
      Dla takich chwil warto żyć!
Tak było w dwóch nocach na 32 Watrze.
Nagranie jest z radia Hamburg. Na Watrze oni grali inaczej, z serca na luzie, i wszyscy śpiewaliśmy jednym głosem. Pozdrawiam moich Przyjaciół z Watry.

https://www.youtube.com/watch?v=wOOkS3eZpeU

Krywulka

Krywulka to najbardziej eksponowana część w systemie ozdób ukraińskiego ubioru kobiecego. Zrobiona jest z kolorowych szklanych koralików nanizanych na syntetyczną mocną nitkę. W jej strukturze, kompozycji i kolorystyce wyrażona została symbolika solarna i związana z tym aspektem funkcja amuletu.
Stanowiła także oznakę statusu społecznego i majątkowego kobiet, która krywulkę nosiła. Ozdoba ta była popularna w kraju Bojków, Łemkowynie i Pokuciu zachodnim.
Najpiękniejsze i najbardziej znane krywulki łemkowskie powstawały w Komańczy. Tę tradycję komanieckich krywulek odrodziła 20 lat temu Maria Huk, twórczyni ludowa specjalizująca się wyłącznie w krywulce.

Całość mogła mieć 20 cm szerokości i ważyć do 1 kg. Dziewczyny nie będące jeszcze na wydaniu lub biedne nosiły krywulki węższe, ok 10 cm. Kolorystycznie przeważała czerwień. Znane są także warianty żałobne, z fioletowym lub czarnym tłem.
Dziewczyna nakładała krywulkę na łajbyk (kamizelkę).
Zdjęcia z Łemkowskiej Watry.