Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkwista. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkwista. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 marca 2023

Oficjalna astronomia o innych cywilizacjach

 


Równanie Drake'a.

Szacunki określające liczbę planet w naszej Galaktyce, na których mogły rozwinąć się inne cywilizacje, opierają się na prostym równaniu stworzonym przez astronoma Drake’a.

Z równania wynika, że dwieście tysięcy gwiazd ma planety zamieszkane przez istoty rozumne, a średnia odległość od takiej cywilizacji może wynosić zaledwie 15 lat świetlnych.

 Astronom Wetherill z Carnegie Institution of Washington, przeprowadził ciekawe symulacje komputerowe obrazujące ewolucję młodego Układu Słonecznego.

Symulacja rozpoczyna się od olbrzymiego dysku pyłu i gazu, wirującego wokół Słońca. Z pyłu zaczęły się krystalizować niewielkie skaliste obiekty, stanowiące jądrowy zaczyn dla powstania planet o rozmiarach zbliżonych do Ziemi.

Takie planety tworzyły się spontanicznie w odległości 80 - 130% wartości dzisiejszej odległości Ziemi od Słońca, a najczęściej w odległości 100%. Czyli możemy przyjąć, że odległość 1,47 miliarda km. jest nieprzypadkową stałą kosmiczną, zasygnalizowaną przez twórców Wielkiej Piramidy. (wysokość 147 metrów)

Jednocześnie okazało się, że Wetherill odkrył znaczenie planet o rozmiarach Jowisza, powstałych daleko od Słońca. Otóż planety olbrzymy są niezbędne, aby wyrzucić poza granice Układu Słonecznego roje komet i pyłu, które inaczej bombardowałyby nieustannie mniejsze planety, niszcząc na nich każdą, rozwijającą się dopiero formę życia.

Dziś wiedząc o tym, możemy podejrzewać, że uznawanie przez starożytnych planety Jowisz za boga (rzymskie „na Jowisza!”) miało głębsze znaczenie. Jowisz jest 345 razy większy od Ziemi i dzięki temu swoją ogromną grawitacją oczyszcza przestrzeń z komet, które bez obecności „planetarnego boga” uderzałyby w Ziemię prawie tysiąc razy częściej, doprowadzając do zniszczenia życia co około sto tysięcy lat.

Jako że oficjalna astronomia przemilcza kilka spraw dotyczących zarejestrowanych Sygnałów od Innych, a nawet Kontaktu, udajemy, że na razie jesteśmy sami. A to z kolei według teorii prawdopodobieństwa i równania Drake’a stanowiłoby kuriozum. Atoli takie kuriozum jest nie tylko potrzebne, ale i niezbędne ortodoksom religijnym dla potwierdzenia ich chorego mniemania o człowieku jako Koronie Stworzenia. I to jest sedno sprawy - chodzi o utrzymanie ludzi w wierze (w ryzach).

   Równanie Drake’a jest uniwersalne i przewiduje istnienie inteligentnych form życia, które wymarły miliony lat przed nami, albo pojawią się miliony lat po nas.

Ponieważ koszula ciału najbliższa, trzymajmy się przykładu Układu Słonecznego, który ma około 4,5  miliarda lat. Życie na Ziemi rozpoczęło się jakieś 4 miliardy lat temu, ale dopiero w ciągu ostatniego miliona lat powstała inteligentna forma życia, która zaledwie w ostatnich kilku dziesięcioleciach zbudowała stacje radiowe i tv emitujące w kosmos sygnały elektromagnetyczne.

Milion lat wobec miliardów lat to mgnienie oka. Całkiem logiczne jest więc założenie, że tysiące zaawansowanych cywilizacji pojawiło i zniknęło, zanim nasi przodkowie opuścili leśne knieje.

    Albo upłyną eony lat, nasza cywilizacja przestanie już istnieć i dopiero wtedy pojawią Kosmiczni Bracia poszukujący Kontaktu. Poza tym nasze instrumenty badawcze są jeszcze zbyt mało czułe, lub, co bardziej prawdopodobne, nie szukamy w takich zakresach fal, w jakich powinniśmy.

Jednak to tylko rozważania akademickie dla maluczkich, bo Kontakt jest i to nie jeden i to od wielu lat. Na przykład Kontakt wymuszający przerwę w eksploracji Księżyca na lat 50.

Jest Kontakt, ale i są zagrożenia, które niesie nierozważnie podana informacja, oraz zbyt wczesny, niestopniowany szok: - możliwy upadek rządów, wszystkich religii, chaos, zamieszki, ogólną rewolucję. A i bez tego świat zmienia się dostatecznie szybko, dosłownie na naszych oczach.

Jeszcze inna teoria utrzymuje, że Galaktyka jest opanowana przez zaawansowane cywilizacje, które osiągnęły stopień rozwoju umożliwiający kamuflaż. Postawiły (bowiem) diagnozę, że człowiek jest groźnym szkodnikiem-drapieżcą i nie zaszkodzi ukryć się przed jego instrumentami badawczymi i sondami.


Dla tych cywilizacji nie znaczymy dosłownie nic, ponieważ wyprzedzają nas o miliony lat. Tu przypomnę porównanie, które kiedyś poczyniłem: - nad polem, na którym stoi kopiec mrówek, przelatuje F-16. Owszem, mrówki są pewnym rodzajem cywilizacji stosunkowo wysoko zorganizowanej, ale o czym ma z nimi rozmawiać pilot samolotu lecącego szybciej od dźwięku? I jak ma wyglądać sam kontakt?

     A poza tym, co można byłoby zaproponować mrówkom? Może pomoc w osiągnięciu niebywałego dobrobytu pod hasłem „wszystkiego więcej” i owoców zaawansowanej technologii w postaci bomby atomowej?

     Fizyk kwantowy Michio Kaku, zapytał Wetherilla, czy uważa, że wkrótce nawiążemy oficjalny kontakt z jakąś pozaziemską cywilizacją. Odpowiedź zaskoczyła pytającego, ponieważ brzmiała: - „Mam nadzieję, że nie”.

Potrzebujemy spojrzeć z dystansu. Tu powtórzę ulubione powiedzenie fizyka Nassima Harameina: - „Żeby zobaczyć wzory na perskim dywanie, nie można tkwić w nim nosem”.

        Po przemyśleniu historii Wielkiej Brytanii, odradzanie rzucania się w objęcia innej cywilizacji, ma całkiem uzasadnione powody. Od cywilizacji indyjskiej, czy afrykańskiej, podbitych przez  brytyjską armię i marynarkę wojenną, cywilizacja brytyjska była tylko o kilkaset lat bardziej zaawansowana.

   Wyciągajmy lekcje z ziemskiej historii: - spotkanie dwóch cywilizacji o różnym stopniu rozwoju zawsze miało katastrofalne skutki dla słabszej z nich. Cywilizacja Azteków doszła do świetności w ciągu tysiącleci. W pewnych dziedzinach jej nauka, sztuka i technika mogła konkurować z osiągnięciami Europy Zachodniej, a nawet ją przewyższać. Jednak nie znała prochu strzelniczego i nie miała okrętów wojennych. Aztekowie znajdowali się pod tym względem kilkaset lat za Hiszpanami.

    I nagle na ziemi Inków - Azteków ląduje niewielka grupa obdartych konkwistadorów i historia zaawansowanej cywilizacji kończy się tragedią w roku 1521. Populacja Azteków sięgająca wielu milionów, zostaje podbita i zapędzona do pracy w kopalniach. Ich skarbce ograbiono, nastąpiła szybka eksterminacja narodu, a historia wielkiej azteckiej kultury została skrupulatnie wymazana przez bandę chrześcijańskich misjonarzy pod wodzą biskupa Diego de Landy.

Kiedy zastanawiamy się nad tym, jak zareagowalibyśmy na widok gości z kosmosu, otrzeźwiające mogą okazać się wrażenia Azteków opisujące „gości” z Hiszpanii:

- „Chwytali złoto, jak gdyby byli małpami, ich twarze promieniały. Najwyraźniej ich pragnienie złota było niezaspokojone, łaknęli go, pragnęli go. Chcieli wypchać się nim, jakby byli wygłodzonymi świniami patrzącymi na żer. Chodzili więc i przeszukiwali wszystko wyjmując złote łańcuchy. Potem przyglądali się im uważnie, oczy ich płonęły. Napychali złotem kieszenie, pazuchy, a nawet cholewy butów, mamrocząc coś do siebie bez sensu”.

Niespodziewane spotkania cywilizacji w skali kosmicznej mogą mieć zdecydowanie bardziej dramatyczny przebieg. Ponieważ jednak rozważamy astronomiczne skale czasu, prawdopodobnie cywilizacja, która wyprzedza nas o milion lat w ogóle się nami nie zainteresuje, czyli nas oleje i kontakt zakończy się jak w opisanym już przypadku przelotu F-16 ponad mrowiskiem. Gorszy scenariusz zaistnieje w przypadku, gdy nasza planeta będzie zawierała coś przydatnego dla tych istot.

Z powyższych rozważań wynika, że entuzjastyczne nastawienie do ewentualnego spotkania z inteligentnymi przybyszami z kosmosu wygląda co najmniej nierozważnie.

Rozpatrzmy jeszcze sprawę z punktu widzenia zwierzęcego: - na Ziemi mamy dwa typy zwierząt – drapieżniki, oraz ich ofiary.

Drapieżniki - wilki, tygrysy – mają oczy z przodu głowy, za pomocą których widzą ofiarę stereoskopowo.

Ich ofiary – króliki, jelenie – mają oczy po obu stronach głowy, aby wypatrywać drapieżników, a jednocześnie obserwować przestrzeń także w innych kierunkach.

Drapieżniki są przeważnie inteligentniejsze od swoich ofiar – koty są inteligentniejsze od myszy, a lisy i wilki od królików.

Ludzie mają oczy z przodu głowy –  wiemy więc na co w pierwszej kolejności zwrócić uwagę przy hipotetycznym Spotkaniu.


wtorek, 1 marca 2022

Dziś wszyscy jesteśmy Ukraińcami

 Szukam analogii, symbolicznych analogii. Podam teraz dwie, jutro napiszę o trzeciej.

- Pizzaro po wyładowaniu swoich ludzi na Konkwistę, rozkazał spalić okręty, żeby żołnierze nie mieli odwrotu.

- Putin schował się w bunkrze na Uralu i wezwał do siebie oligarchów. Kiedy ci przylecieli, zaaresztował ich samoloty.

                            Horoskop wojny z Ukrainą

Słuchałem dziś pogadanki (z 26 lutego) drugiego sławnego polskiego astrologa – Piotra Piotrowskiego. Pan omawiał horoskop wojny z Ukrainą. Dla Czytelników bloga zamieszczam rysunek, który bardzo podobnie wygląda na astronomicznym Symulatorze Planet – wszystkie planety ułożone są po jednej stronie Słońca. Więc grawitacyjna nierównowaga.


                                         Spalone Godziny

Pan Piotrowski podał ważną zasadę astrologiczną z XIII wieku, która nazywa się Spalone Godziny. Rzecz dotyczy wybierania odpowiedniego czasu, w tym godziny, na atak militarny. Otóż wszyscy władcy od wieków korzystają z wiedzy astrologów, tak samo jest z Putinem. Wygląda jednak na to, że Putin tak bardzo przebierał nogami aby zacząć agresję, że nie posłuchał rosyjskich, a być może także zagranicznych sław astrologicznych. Być może jako psychopata już nikomu nie ufa poza sobą. Dostał wszak zielone światło od chińskiej satrapii na atak po olimpiadzie, a podpowiedzi znawców gwiazd uznał albo za podstęp, albo po prostu nie wierzy w nie. W każdym razie popełnił (dzięki Bogu) błąd i wydał rozkaz do inwazji w Spalonej Godzinie, a to oznacza że nie osiągnie wyznaczonych celów. Walka nie będzie prosta, ale ostatecznie Putin nie poradzi sobie z Ukrainą. Będzie atak – spokój na przemian. Ciekawe, że bez wsparcia astrologii tak samo walki, które miały dopiero nastąpić opisywał pan Jackowski.

Слава Україні!

czwartek, 26 listopada 2020

Palenque

 Jukatan

W czasach Katastrofy Atlantydy jednym z wielu kierunków, który wybierały grupy ocalałych, był właśnie Jukatan. Wymuszona migracja rozniosła po wielu lądach wiedzę tej niezwykle wysoko rozwiniętej cywilizacji. Dlatego dziś widzimy wspólne pierwiastki kulturowe w tak wielu miejscach na świecie, podejrzewając, że starożytni mieli ze sobą kontakt tysiące lat przed naszą erą. Pewnie tak było, bo niektóre zabytki niosą wiedzę, której nie da się racjonalnie wytłumaczyć: - na przykład mapa z Tybetu


Wczoraj zamieściłem post o barwnej postaci Czecha - hrabiego de Waldecka, którego rządza przygód rzuciła właśnie na Jukatan. Dowiedzieliśmy się o Piramidzie Hrabiego, grobowcu Czerwonej Królowej. Dziś pierwsza część arcyciekawego wątku archeologicznego ze świętego miasta Majów – Palenque, a konkretnie z jednej świątyni, która się tam znajduje – Świątyni Inskrypcji.


Nazwy piramid są umownie nadane przez współczesnych odkrywców, ponieważ prawie całość wiedzy pisanej Majów została zniszczona po konkwiście, przez katolickiego biskupa Diego de Landę.


Jak czytelnicy wiedzą, uczucia są ważne. Więc oprócz zdjęć zapoznajmy się z wrażeniem pierwszego odkrywcy – Johna Stevensa.

„Ruiny miasta leżały przed nami niczym barka, która rozbiła się na rafach. Połamane maszty, bez nazwy, bez załogi, nikt nie wie dokąd płynęła, do kogo należała, jak długo podróżowała i jak wielka musiała być burza, która wpędziła ją na rafę”.


Czech, Miloslav Stingl, autor jednej z książek o Palenque, przytacza swoje wrażenie na wejściu do miasta Majów

- „Miałem odczucie jakbym stanął nagle pośród Puszczy Białowieskiej i zobaczył Kościół Mariacki – te dwie elementarne materie - masyw zielonego lasu i wyniosły masyw kamiennej budowli – są sobie dziś tak obce, jakby budowla w ogóle nie należała do tego krajobrazu, a krajobraz do budowli”.


W 1949 roku profesor Albert Ruz z Uniwersytetu Narodowego Meksyk, po raz kolejny przybył do Palenque, aby badać wysoką piramidę nazywaną Świątynią Inskrypcji. Dobrze znał kamienną inskrypcję obejmującą 10 katunów – dwieście lat, wskazującą datę centralną – odpowiednik naszego roku 692.

Tak wielu znanych majologów tkwiło całymi dniami na kamiennej posadce świątyni, kopiując starannie i próbując pojąć znaczenie napisów. Przebywali tu dzień po dniu, po czym schodzili na dół po stromych schodach.





Tak samo postępował Ruz, trawiony jednak gorączką odkrywcy. Albo pasją. A dla pasjonata nie istnieje rura, której nie można odetkać! Tylko się nie napinać - "Rzeczy dzieją się wtedy, kiedy mają się dziać. Nie przyspieszysz, ani nie opóźnisz. Tylko pozwól, aby wszystko działo się samo i bez wysiłku".

Któregoś dnia Ruz zmęczony wysilaniem wyobraźni odpuścił i „wszedł na luzik”. Na tym luziczku zdecydował, że zostanie na noc na szczycie piramidy. Nie mógł spać, czuł się zawieszony między snem a jawą i w tym stanie, nad samym ranem, odebrał ulotną myśl (?), że powinien „patrzeć pod nogi”. Czyli: - najpierw luzik, potem tylko czekaj na Znak.

O świcie profesor spojrzał pod nogi. Stał na kamiennej posadce. Posadzkę stanowiły doskonale dopasowane kamienne płyty, ale jedna z nich, w środku pomieszczenia, miała perforowane krawędzie: - dwanaście otworów w płycie było zatkanych dokładnie dopasowanymi kamiennymi czopami. Do tego kamień środkowej płyty minimalnie, na milimetry, wznosił się ponad poziom całości.

Ruz zarządził próbę uniesienia płyty z pomocą swojej ekipy oraz zastosowaniem dźwigni. Wielokrotnie ponawiane przez ekipę Ruza próby zostały w końcu uwieńczone powodzeniem – odsunięta płyta ukazała zejście w dół – poszukiwacz zobaczył kilka schodów, reszta była zasypana gruzem.


CDN

sobota, 6 stycznia 2018

Światowid

Człowiek jest istotą religijną – oznacza to, że nie tylko lubi, ale i potrzebuje w „coś” wierzyć.

Nacja słowiańska także miała kiedyś swój fundament w postaci wiary Praojców.
Były posągi Światowida i przepyszne świątynie, były ceremonie, wznoszono modły, były Miejsca Mocy, były Święte Gaje.

Skąd o tym wiadomo? Z wykopalisk, a także z relacji dziejopisów: - głównie Sakso Gramatyka, zmarłego w 1204 roku.
Zainteresowanych odsyłam do hasła Złoty wiek Arkony.

Okupanci zniszczyli Słowiańską Wiarę, podobnie jak zniszczyli wierzenia Inków
Nie mam wystarczająco ciekawych rysunków, które by pokazywały ceremonie słowiańskie, więc jako że większość z nas jest wzrokowcami, zamieszczam obrazek z ceremonii Inków przed zniszczeniem ich wiary przez konkwistę.



Na ziemiach słowiańskich, w słynnej Radogoszczy nad dolną Łabą znajdował się gród i świątynia poświęcona Swarożycowi, opisana przez Thietmara (975 – 1018).
Ten sam ośrodek opisywał Adam Bremeński, nazywając go Retrą.

Sam gród ma dziesięć bram, otoczony głębokim jeziorem, świątynia tam wielka a posąg bóstwa ze złota, łoże jego z purpury”.

W Polsce podobne sanktuarium znajdowało się na terenie Chrobacji.
Okolice te obfitowały w ochrę, używaną przez ówczesnych do celów rytualnych. Ochrę wydobywano tu od tysięcy lat, jak podpowiada archeologia. Odkryto bowiem liczne osady ludzkie w okolicach Ostrowca Świętokrzyskiego, datowane metodą węgla C14 nawet na dwadzieścia tysięcy lat p.n.e.
        Nieco później zaczęto wydobywać na tych terenach rudę żelaza i przetapiać w tysiącach dymarek.
Azaliż nadchodziły ekspansywne „nowe czasy”, a z nimi nowa, całkowicie obca Słowianom religia. 

Każda religia pomaga w rządzeniu ludźmi - zgoda, ale czemu nie ma być to swoja religia, tylko obca?
      
W zrozumieniu obcości religii katolickiej pomaga archeologia,      wykazując odwieczną i rdzenną przeszłość słowiańską ziem Polski.
Rozpoczęła się nachalna indoktrynacja wprowadzana za pomocą ówczesnych środków przymusu bezpośredniego - ognia i miecza.
Zniszczono Chrobację i sanktuarium na Łysej Górze koło Kielc. 
(był wpis)
       Nowa religia nazwała wierzenia słowiańskie pogaństwem.
Ileż pogardy i pychy zawarte jest w tym słowie.....
Zakonnicy z Monte Cassino sprowadzeni na polskie ziemie, rozbili młotami centralny posąg Światowida.
       Obcy niszczyli wszystko, co łączyło się z wiarą naszych Praojców.
Kiedy przychodzą nowi rządziciele przepełnieni butą, nienawiścią i arogancją, zawsze chodzi im o to samo: - zatrzeć przeszłość, sfałszować ją, wprowadzić w jej miejsce swoje symbole (dziś nazwy ulic i placów).
(Wypisz wymaluj jak we wpisie Międzygalaktyczni Konstruktorzy 12 – Zwalici).
           Nie ma przypadków.....

Od czasu do czasu Góra zarządza jednak cud.
Oto zrządzeniem boskim zachował się posąg Światowida i to w stanie idealnym.
(Za tydzień wpis – Światowid ze Zbrucza).

Dziś napiszę o tym, o czym nie uczą w polskich szkołach na lekcji historii: o Pierwszym Powstaniu Antykatolickim.
Czytelnicy znają stanowisko autora na temat jakiegokolwiek Powstania.
Każdy, kto ma odwagę upominać się o swoją wolność zasługuje na Glorię!

Ewoluuję...... Buntownikiem i antyklerykałem czułem się od zawsze.
Oraz Poszukiwaczem.
Poszukiwaczem własnej prawdy.
A przecież odkrywana prawda także ewoluuje razem z Poszukiwaczem......

Jalu Kurek
Co z prawdą

Upadają trony, drętwieją ideologie.
Podobno nastąpić ma dewaluacja.
Jak to? Już dawno straciliśmy wartość.
Runęły dzieje okrutne, choć pieśń uszła cało.
Tyle, że prawda jest wartością stałą.

Tak. Ale jest to waluta niewymienialna,
nie notowana na giełdach świata.

Ci dawni krętacze, którzy fałszowali historię, dla spostponowania swego przeciwnika, zupełnie jak dziś, nie przebierali w środkach i obelżywych słowach.
Powstanie Antykatolickie nazwali „Reakcją pogańską wywołaną przez wichrzycielu ludu”.
A jak wyglądały fakty?

Minęło trzydzieści lat jedenastego stulecia i czara goryczy się przelała.
     Gall Anonim napisał:
 - „I gdy tak wielkie krzywdy i klęski znosiła Polska od swych obcych, nie rozsądniej wszakże i sromotniej dręczoną była przez własnych panów.
     I powstali wyzwoleńcy przeciwko szlachetnie urodzonym, a niewolnicy rzucili się na panów.
Sami się do rządów wynosili, a ciemiężycieli niektórych dla siebie w służbie zatrzymali. Innych pozabijawszy, żony ich pobrali w sprośny sposób i zbrodniczo rozdrapali dostojeństwa.
      Nadto jeszcze porzucając wiarę katolicką – czego wypowiedzieć nie możemy bez płaczu i lamentu – rozpoczęli bunt przeciw biskupom i księżom Boga.
Niektórych z nich, jakoby godniejszą śmiercią, mieczem zgładzili, innych, godnych jakoby lichszej śmierci – ukamieniowali.”

Gall Anonim jak widać obiektywny nie był. Jak to katolik.

Ruski kronikarz pisze bez zbędnych komentarzy: - „I było poruszenie wielkie na ziemiach Polski i postawszy ludzie pozabijali biskupów i kapłanów, i panów swoich, i było u nich zaburzenie”.

Najsilniejsze rozruchy objęły Wielkopolskę i Śląsk. Stosunkowo spokojniej było na Mazowszu.
W 1038 roku korzystając z wynikłego osłabienia Polski, książę czeski Brzetysław wtargnął w granice, dokonując wielkiego spustoszenia i rabunku. Zrabowano m.in. skarby i relikwie Gniezna.

Z oporem wobec narzucania siłą obcej wiary, wiąże się ciekawe zjawisko archeologiczne ze średniowiecza, a trwające do czasów nowożytnych:
 - są to mianowicie pochówki małych dzieci – niemowląt, noworodków – w naczyniach glinianych.
Zwłoki wkładano do naczyń głową w dół i następnie te grobowe naczynia wstawiano do ziemi.

Takie pochówki archeolodzy znaleźli o okolicach Ostrołęki, Przasnysza, Warszawy, oraz na jednym z większych cmentarzy dziecięcych obok kapliczki przydrożnej murowanej we wsi Wyszowate koło Przemyśla.
           O co tu chodziło?
Otóż zgodnie z religią chrześcijańską, dzieci które zmarły przed chrztem, nie wolno było chować na miejscach „poświęconych” przez księdza.
        Ludność nie godziła się z tą obcą tradycją i wracała do korzeni. Obchodzono zakazy kościelne.
Działo się tak przez setki lat i to pomimo pokrętnych tłumaczeń skąd taki zakaz.
      Oto z ambon wygłaszano brednie, że dzieci bez chrztu zamieniają się w szkodliwe duchy.
Ludność przypominała sobie, gdzie były kiedyś miejsca kultowe przodków - dawne święte miejsca i tam w tajemnicy przed księdzem składano pochówki.
Działo się tak od czternastego wieku aż do drugiej połowy dziewiętnastego wieku. 
Ostatni udokumentowany tego rodzaju pochówek z XIX wieku właśnie, znaleziono na terenie cmentarzyska z okresu wpływów rzymskich w miejscowości Brzeźno koło Ostrołęki.
       Niektórych starych słowiańskich zwyczajów nie udało się kościołowi ani wykorzenić, ani przykryć – na przykład: - zwyczaj Centralnych Dożynek
W podwarszawskiej Kołbieli w okresie Świąt Wielkanocnych odprawia się zbiorowe modły przy rozbitym kamieniu w polu.
Głaz ten jest prawdopodobnie pozostałością słowiańskiego ołtarza.
       W Lipnicy Murowanej, koło Tarnowa, w późnogotyckim drewnianym kościółku z 1502 roku, za ołtarzem głównym tkwi sczerniała belka drewniana, a jej zakończenie stanowią cztery stylizowane twarze ludzkie, patrzące w cztery strony świata.
      Powszechny zwyczaj puszczania wianków w dniu 24 czerwca jest również reliktem wierzeń naszych słowiańskich Praojców.

Czyli mogę zakończyć optymistycznym akcentem: okazuje się, że ciemny naród nie zawsze wszystko kupuje - czasem działa po swojemu.....
Jerzy Głosik - W kręgu Światowida. KAW.