piątek, 19 stycznia 2018

Kaczorkowanie

        Maj.
Przez dwa dni morze było niespokojne. Trzeciego dnia ucichło.
W wodzie przy brzegu pokazały się skupiska drobnych patyczków, wśród których są bursztyny.
        


Te patyczki falująca woda wyrzuca na brzeg, wtedy szukamy na piasku, albo pomaga się naturze tak zwanym kaczorkowaniem.
Kaczorek to właściwie podbierak wędkarski, tylko tutaj tak go nazywają.

Kaczorkowanie to nabieranie góry patyków z wody. Potem się ten towar wywala na brzeg i dokładnie przeszukuje.
Wielu miejscowych zajmuje się zbieraniem bursztynu w ten sposób..
Przez cały pracowity dzień można zebrać nawet kilogram.




czwartek, 18 stycznia 2018

Wrześniowa Wyspa Sobieszewska

O tej porze roku jest tu pusto.
Idzie się godzinę do Mewiej Łachy na przykład, gdzie powierzchnia wody gładziutka jak lustro.


Lecz urok morza to wiatr i szum fal.


Pola zaorane, rzepak zebrany, kwitną ostanie maki.



Nieliczni tubylcy patałętają się po lesie – wiadomo: - czas grzybowy. 
Trzeba jednak pamiętać o zabawie, a więc powrót z lasu na brzeg w celu sfotografowania sławnych miejscowych grzybów morskich tudzież innych znalezisk.




środa, 17 stycznia 2018

Ted Kaczynski

Nie wszyscy wiedzą, że twórców filmu „Piękny umysł” zainspirowały dwie historie prawdziwe.
O pierwszej historii mówiono oficjalnie, pisałem o tym.
Drugą ukrywano.
A więc dziś o tej drugiej historii.....

Ludzie ponadprzeciętni odbierają nasz świat inaczej.
Nie ulega kwestii, że wybitne jednostki są w tym widzeniu bliższe prawdy.
Jednak często ci ludzie wraz z wiekiem wpadają w psychiczne obsesje, izolują się od świata, ponieważ czują się przez ten świat skrzywdzeni.


Podobnie potoczyło się życie Teda Kaczynskiego.

Theodore John Kaczynski urodził się 22 maja 1942 roku w Chicago w stanie Illinois w USA w rodzinie polskich emigrantów. Był synem Wandy Kaczynski z domu Dombek i Theodore’a Richarda Kaczynskiego. Ma młodszego brata Davida Kaczynskiego (ur. 1949). Jego dziadkowie pochodzili z Polski.



kaczynski mlody
Młody Theodore Kaczynski,
Od wczesnej młodości był uzdolniony i wyróżniał się   
ogromną inteligencją  Kiedy miał 10 lat, przystąpił do 
badania IQ, w którym uzyskał 170 punktów w skali
Stanforda-Bineta.
Przykładowo, IQ takich osób jak Stephen Hawking i Albert 
Einstein wynosi 160.


Kiedy okazało się, że Kaczynski jest tak wybitny, pozwolono mu na przeskoczenie dwóch klas w liceum. 
      W 1958 roku, a więc w wieku 16 lat, Ted dostał się na Harvard, gdzie zaczął studiować matematykę. Na Harvardzie rozwiązywał zadania matematyczne, z którymi trudzili się nawet doświadczeni profesorowie.
     W 1962 roku Ted ukończył Harvard, a następnie przeniósł się do Ann Arbor w Michigan, gdzie obronił doktorat z matematyki. 
Jego ówczesny promotor przyznał po latach, że z trudem przyszło mu zrozumienie pracy doktorskiej podopiecznego. 
                      Później, w latach 1967-1969, Ted jako matematyk pełnił obowiązki docenta na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley.
        Pracował między innymi nad harmonicznością na rynkach finansowych.



Young_theodore_kaczynski
Młody Ted Kaczynski jako profesor matematyki na Uniwersytecie w Berkeley,
     
Pomimo niebywałych zdolności młodego Teda Kaczynskiego, trudno było 
nie zauważyć, że ma on ogromne trudności z przystosowaniem się do życia 
w społeczeństwie. 
Był bardzo nieśmiały, nie potrafił nawiązywać kontaktów 
z rówieśnikami, a zwłaszcza dziewczynami. 
Wolał się uczyć, zamiast spotykać się ze znajomymi, a wiele osób uważało, 
że cierpi na Syndrom Aspergera, chorobę, która jest łagodną formą autyzmu.
          
Studenci narzekali na niego, mieli pretensje, że zamiast tłumaczyć skomplikowane równania, łatwo wpada w gniew i staje się niedostępny.
          Pomimo konfliktów, Kaczynski darzył sympatią wszystkich studentów.
Miał im jednak za złe, że zażywają narkotyki i prowadzą hipisowski styl życia.
       Wzbudzając szok wśród środowiska akademickiego, zwolnił się nagle z uczelni, bez żadnego wyjaśnienia.
          W 1973 roku zamieszkał w drewnianej chatce w lesie w miasteczku Lincoln w stanie Montana.
        Otworzył konto inwestycyjne, którym zarządzał przez telefon. 
Nie przez swój, bo takiego nie miał. Aby złożyć zlecenie musiał schodzić ze swojej chatki na dół do telefonu w miasteczku.
Nie miał także prądu, a wodę czerpał ze źródła w zboczu.
Okoliczni mieszkańcy nazywali Teda Einsteinem
kacz_024
Lata 70, Ted Kaczynski i jego chata w Lincoln w stanie Montana,


       W końcu jego obsesją stała się walka ze społeczeństwem konsumpcyjnym, politykami i postępem technicznym niszczącym przyrodę.
Stosował radykalne, bo wybuchowe metody walki.
Czyli nie znał nauk Tao, które mówią:  - nie walcz - omijaj....
       Ted Kaczynski działał w ten sposób przez 19 lat i przeszedł do historii jako Unabomber.

wtorek, 16 stycznia 2018

Łyżka przecedzonych prawd

Albo informacja osobista.

O co tak dokładnie chodzi z tym „Tu i Teraz”?
Zanim odpowiemy, należy zadać inne pytanie: - co jest w życiu ważne? 
Jakich wartości trzeba się trzymać?
         Odpowiedź jest prosta: - należy dbać o życiową mądrość, która z kolei przynosi zadowolenie.
Albo nieco inaczej: - liczy się mądrość która daje szczęście.


Mądrość można nabyć – mądrości można się nauczyć. 
Potrzebna jest do tego umiejętność korzystania z narzędzia, które nazywamy inteligencją.
       Bo sama wiedza akademicka jest jak encyklopedia kiedyś. Dziś tę rolę pełnią google – więc w nadmiarze to zbędny umysłowy balast.
Wiedza akademicka jest magazynem informacji - intelektem, a także narzędziem.
Zwykle ta wiedza podawana jest w sposób nudny, a wcale tak być nie musi.
Natomiast inteligencja (drugie narzędzie) jest umiejętnością korzystania z tego magazynu - „ z całego oceanu pozostanie łyżka przecedzonych prawd”.

Przy pomocy drugiego narzędzia korzystamy z pierwszego. 

Jeśli ta prawda do nas dotrze, właściwie doznamy oświecenia....
Zrozumiemy, że szczęścia jako celu, nie trzeba wcale szukać, ani gonić aby je złapać.
      Piszę o tym na różne sposoby.
Są wartości, które przychodzą do nas tam, gdzie aktualnie jesteśmy. Trzeba tylko na to pozwolić.
        Wystarczy, że przestaniemy się tak bardzo starać i pozwolimy, aby sprawy toczyły się własnym tempem i torem.



A więc po pierwsze primo: - szczęście każdy nosi w sobie, tylko o tym często nie wie.

      Co nazywam szczęściem?
Jest to umiejętność cieszenia się życiem, czyli Chwilą Obecną.
Ta Chwila Obecna to jest właśnie to sławne Tu i Teraz.
Jeśli gonimy za czymś, lub za kimś, oczekując, że to przyniesie szczęście, po jakimś czasie spotyka nas rozczarowanie, a umyka nam Chwila Obecna

Odrzucamy teraźniejszość dla przyszłości, dla jakiejś iluzji, scenariusza, który nawet jeśli się spełni, przynosi rozczarowanie.

Czyli po drugie primo: - Tu i Teraz jest uszanowaniem dla prawdziwego życia i pozwala wchłonąć każdą mijającą chwilę. Dla mnie jest to równoznaczne ze Stanem Łaski.
     Natomiast życie przyszłością, jest okazywaniem pogardy dla teraźniejszości, jest to pogoń za Tam i Później.
Czyli za nie wiadomo czym.

To wszystko nie wyklucza żeglowania w stronę wyznaczonego, osobistego celu, jednak bez zbytniego wysiłku i nie za wszelką cenę.

I teraz możemy wrócić do wpisu „Czerwone pióro”.
Moja droga życiowa była i jest pełna zakrętów. Lecz takie życie mi odpowiada, a nawet wydaje mi się, że mam umowę z Aniołem Prowadzącym aby takie było.
     Życie bez zakrętów jest przecież podobne do jedzenia bez przypraw.
Te zakręty można nazwać także Huśtawkowaniem Periodycznym,
kiedy wchodzę z ciekawością i spokojem w kolejny zakręt......
      Właśnie wtedy zdarzają się dziwne zbiegi okoliczności, lub pojawia się synchroniczność, którą nazywamy Znakami anielskimi.
Znaki są drogowskazami informującymi, czy jestem na właściwej drodze.



Są znaki – nie ma przypadków.
I to jest najważniejsza, bo osobista informacja, która pomaga. 
Pomaga oraz bawi!

Zdjęcia; - Stara Stajnia, Zawidowice.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Pomagać albo szkodzić

Jest niemożliwym pomagać komuś, nie pomagając sobie.
Jest także niemożliwe, szkodzić komuś, nie szkodząc sobie.

Mułla Nasruddin mamrotał do siebie z zachwytem. Jego przyjaciel zapytał go, w czym rzecz.
   Nasruddin powiedział: - "Ten idiota Ahmed ciągle klepie mnie po plecach, za każdym razem, kiedy mnie spotyka. No to włożyłem dzisiaj pod płaszcz kostkę dynamitu, więc tym razem, gdy mnie klepnie, urwie mu ramię!"

Anthony de Mello

 Zdjęcia: - Stara Stajnia w Zawidowicach.




sobota, 13 stycznia 2018

Czerwone pióro

Gdybym był rurociągiem, wolałbym, żeby przepływały przeze mnie górskie strugi, a nie miejskie ścieki....
     Powinienem traktować swój umysł, czyli samego siebie, jak niewinne i naiwne dziecko, którego jestem opiekunem.
A więc potrzebuję uważać na to, co wrzucam w pole jego uwagi i bronić go przed informacyjnym śmietnikiem.

Benjamin Hoff pisze:

Nigdy nie przeczytałem w gazecie żadnej wiadomości wartej zapamiętania.
   Jeżeli przeczytamy o jednym obrabowanym, albo zamordowanym, albo zabitym w wypadku, albo jednym spalonym domu, albo jednym zatopionym statku, albo eksplodującym parowcu, albo jednej krowie rozjechanej przez Zachodnią Kolej – to nie potrzebujemy już czytać o następnym. Jeden zupełnie wystarczy.
Nie czytajcie „Times'a”.....

To jakie wiadomości są warte zapamiętania, co warto czytać?
Ano warto odczytywać znaki stojące na poboczu Drogi Życia.
Takie znaki zauważymy jednak dopiero wtedy, gdy damy umysłowi odpocząć od wspomnianej na wstępie sieczki informacyjnej.

No i oczywiście wtedy, kiedy wierzymy w działanie znaków.
Bo można także w nic nie wierzyć. Nawet w siebie.
Ale wtedy jest bardzo smutno......

Dziś sprawa aktualna, bo dzisiejsza.

Idę rano ulicą.... patrzę: - coś leży. I jest to czerwone, jakby długi liść. Podnoszę (przecież jestem dzieckiem ciekawym świata) a to pióro. Pióro strusia. Niecodzienne znalezisko więc.
     Odbieram myśl: - niezwykłe pióro jest znakiem anielskim. 
Zgadza się.
Trzymam pióro i patrzę na tablicę rejestracyjną samochodu stojącego obok (Czytelnicy wiedzą o moim zainteresowaniu cyframi z tablic rejestracyjnych).
     Na tablicy są obok siebie dwie piątki.
Oooo! To już dwa znaki: - pióro i liczba 55 (jestem z imienia i nazwiska 55 według Gematrii) liczba 55 oznacza adres dla kogo przesyłka.
Czyli w końcu znak anielski potrójny, bo wzmocniony dodatkowo dzisiejszą datą 13 stycznia.




Trzynastka oznacza miłość w Kabale.
Dlatego też staram się zamieszczać wpisy o takiej godzinie, aby suma godziny i minut wynosiła 13. Taka zabawa.

A pióro uaktualniło zbiór lustrzany.

piątek, 12 stycznia 2018

Światowid ze Zbrucza


Jednym z prasłowiańskich symboli stał się Biskupin, znany z wykopalisk rozpoczętych w 1934 roku.








Zrekonstruowano tu prasłowiańską osadę sprzed 2500 lat.
Jest to trwały pomnik przeszłości Słowian, niestety o wymowie spaczonej przez KK. Zwiedzający odnosi bowiem nieodparte wrażenie, że starodawne czasy były samą przaśnością i prymitywem, aż do momentu kiedy Biskupin został dotknięty palcem bożym – oto odrzucono wiarę Słowian, a w jej miejsce przyjęto obcą religię.
        Kiedyś człowiek żył w harmonii z przyrodą.
Za pomocą tego, co dziś nazwalibyśmy telepatią, porozumiewał się ze zwierzętami, roślinami i innymi formami życia, z których żadnej nie uważał za „niższą” od siebie, a jedynie za inną, mającą inne zadania do spełnienia.
      Pracował ramię w ramię z aniołami ziemi i duchami przyrody, z którymi dzielił odpowiedzialność za opiekę nad światem.

Kościół dba o symbole – zwiedzających witają figury pary ówczesnych władców trzymających krzyż.
Każda władza ustawia swoje symbole, a zwłaszcza nasi okupanci (Boy Żeleński, 1938 rok – Nasi Okupanci).

Ludkowie poddani indoktrynacji, mają wierzyć, że od chwili Chrztu Polski zaczął się świetlany rozwój Piastowego Szczepu. 
Jednak najsampierw myszy zjadły Popiela, jego żonę Popielicę i córkę Popielniczkę.
       A jako że człowieczeństwo polega na wyrażaniu odważnych, suwerennych oraz własnych myśli (Lao Tzu, potem św.Augustyn), ponownie przypominam historię Japonii i jej rodzimej religii Shinto.
(Wpis – film Milczenie).
       Misjonarze chrześcijańscy stali się zbyt natrętni i po kilkudziesięciu latach sączenia nienawiści do japońskiej religii i zwyczajów, zostali wygnani z wysp.

Niestety Polska nie jest wyspą.

Azaliż wracamy do meritum.
Aby zatrzeć przeszłość, obcy niszczyli wszystko, co łączyło się z wiarą naszych Praojców.
Jednak od czasu do czasu następuje wydarzenie, które tej przeszłości zatrzeć nie pozwoli.
I tak było z symbolem wiary słowiańskiej.

W roku 1848 z zamulonego dna rzeki Zbrucz, w miejscowości Kociubińczyki koło Husiatynia, wydobyto wielki posąg kamienny.
góra Sokolichą zwana, której skalisty, brunatny, kręty występ prawie prostopadle do Zbrucza spada. U stóp tego występu, w dolinie zwanej Zbiegła, na pierwszym załomie Zbrucza ku południowi (o 300 metrów od byłej kasarni straży finansowej, dziś leśniczówki) … wydobyli w roku 1848 ze Zbrucza posąg Światowita”.
Tak w r. 1883 Adam Kirkor opisał miejsce odkrycia kamiennego posągu.

Posąg ma cztery twarze zwrócone w cztery strony świata.
Znalezisko ze Zbrucza szybko nabrało rozgłosu we wszystkich trzech zaborach.


Kamienny słup czterotwarzowy pasuje swym wyglądem do opisanego przez XI i XII wiecznych kronikarzy posągu Światowida – bóstwa Słowian Połabskich na Arkonie, dlatego przypisano mu to imię.
       Kiedyś to słowo brzmiało Świętowit. Święty – oznaczało w pierwotnym rozumieniu – silny.
Wit – oznaczało pana lub władcę.
Świętowit był więc symbolem silnego władcy.
Z czasem przyjęła się popularna nazwa Światowit lub Światowid.

Posąg ze Zbrucza wykuto z rafowego kamienia mioceńskiego.
Od prawie 170 lat wystawiony jest w Krakowie w Muzeum Archeologicznym, do którego przybył po pięciotygodniowej podróży na wozach konnych.
       Posąg stał się symbolem naszych dawnych słowiańskich wierzeń. Pobudza do zadumy i refleksji.
W czasach przed narzuceniem chrześcijaństwa czciły go plemiona wschodniosłowiańskie.
        Replikę Posągu ze Zbrucza można także zobaczyć w Krakowie u podnóża Wawelu.
Jak wyglądały ówczesne ceremonie religijne i świątynie wiemy ze szczegółowych opisów kronikarzy duńskich i niemieckich, o czym wspomniałem w ubiegłym tygodniu.
Dzięki temu możemy sobie wyobrazić jak monumentalne było Sanktuarium Słowian na Łysej Górze koło Kielc – dziś zabudowane klasztorem.

czwartek, 11 stycznia 2018

Wyobraź sobie

Wyobraź sobie, że masz cudowny, wymarzony dom.
Czujesz się bosko.

Wyobraź sobie, że nie masz domu, ani mieszkania. Możesz wyruszyć w świat. Co za wolność!
Czujesz się bosko.

Wyobraź sobie, że masz wspaniałą, kochającą cię rodzinę.
Czujesz się bosko.

Wyobraź sobie, że nie masz nikogo, jesteś samotny. Nic nie trzyma cię na uwięzi, masz oceany czasu dla siebie. Wolność! Wolność!
Czujesz się bosko.

Wszelkie zdarzenia mogą przejawiać się w dwóch przeciwstawnych polaryzacjach.
To, jak odbieramy dane zdarzenie, zależy od naszego nastawienia do życia.
Na to nastawienie wpływają z kolei osobiste myśli.

Park w Łazienkach.

Myśli mogą być pogodne, pozbawione przesądów. Wtedy w życiu się układa i czujemy się komfortowo w polaryzacji wolnościowej.
Skąd biorą się przesądy? Z tresury społecznej.
A więc pochodzą:
- Od czarnych.
- Od rodziców, którzy zostali kiedyś skrzywdzeni i mają zaburzoną świadomość.
- Ze szkoły, która sączy chorą ideologię.
- Z mediów..                                                                                                               - itd.
Zwykły obywatel jest sumą przesądów które dźwiga aż do śmierci.

Tym bardziej jesteś człowiekiem, im bardziej potrafisz uwolnić się od samego siebie.

Albert Einstein.

środa, 10 stycznia 2018

Międzygalaktyczni Konstruktorzy 16

                 Dobro i Zło podobny owoc rodzą

Z tego strapienia wyrwał Trurla dopiero krzyk przechodniów. (wszędzie mogą być jacyś przechodnie):
Pali się! 

A to się właśnie jego biblioteka paliła, ponieważ kilka cywilizacji, zawieruszonych przez niedopatrzenie wśród książek, zaatakowała zwyczajna pleśń, one zaś, wziąwszy ją za inwazję kosmiczną, czyli za najazd agresywnych istot, z bronią w ręku poczęły zwalczać intruza, i stąd ogień poszedł.
     Spaliło się wówczas prawie trzy tysiące Trurlowych ksiąg i drugie tyle cywilizacji potrzaskało w płomieniach. Były wśród nich i takie, co podług najlepszej rachuby Trurla mogły jeszcze trafić na drogi ku Szczęściu Powszechnemu.

Po ugaszeniu pożaru, w pracowni zalanej wodą i zakopconej po sam sufit, usiadł Trurl na swym twardym stołku i dla pocieszenia jął przepatrywać te cywilizacje, które ocalały, bo pożar zastał je w szczelnie zamkniętym inkubatorze.
       Jedna z nich tak już się zaawansowała naukowo, że sporządziła lunety astronomiczne i obserwowała przez nie Trurla, on zaś dostrzegał szkiełeczka wycelowane w siebie, niczym najmniejszy drobiazg kropelek rosy.

Uśmiechnął się życzliwie na widok takiej gorliwości poznawczej, lecz zaraz podskoczył, z krzykiem chwycił się za oko i pobiegł do apteki, doznał bowiem bolesnego olśnienia, porażony przez astrofizyków owej cywilizacji – promieniem laserowym.
       Odtąd nie przystępował już do mikroskopu bez ciemnych okularów.
Znaczne luki, jakie uczynił pożar w szeregach kultur, należało wypełnić, więc Trurl od nowa wziął się do sporządzania Angstremków.
        Jednego dnia zadrżał mu w ręku mikromanipulator i napęd, jaki właśnie włączył, zamiast pożądania Dobra, okazał się chucią Zła.
Miast odrzucić zaraz popsuty preparat, włożył go do inkubatora, nękany ciekawością, jaki też kształt potworny przybierze cywilizacja złożona z istot nikczemnych już w powiciu.
Jakież było jego oszołomienie, kiedy na szkiełku podstawowym ukazała się wnet kultura całkiem przeciętna, ani lepsza specjalnie, ani gorsza od wszystkich innych!
Trurl za głowę się brał!
A to dopiero! - wykrzykiwał.
      Więc z Dobrodziejaszków, Łagodytów, Zacników i Bliźniolubów powstaje to samo, co z Wierciflaków, Paskudystów i Draniowców? Ha!
Nic nie rozumiem, lecz czuję, żem jakowejś prawdy bliski!

Tak Dobro, jak i Zło rozumnym istotom zaszczepione, podobny owoc rodzą – jakże to pojąć? Skąd takie fatalne uśrednienie?
Pokrzyczał tak, porozmyślał, lecz ani trochę nie rozjaśniło mu się w głowie.
Schował więc wszystkie cywilizacje do szuflady i poszedł spać.

Cdn

wtorek, 9 stycznia 2018

Międzygalaktyczni Konstruktorzy 15

POŻAR u ARTYSTÓW.

Kultura nr 6 590 zadbała nie tylko o maszynowy fundament dobrobytu, lecz i o pole dla wyższej duchowej twórczości.
       Plemię tych Angstremków odznaczało się niebywałym utalentowaniem, toteż mrowiło się tam od wspaniałych filozofów, malarzy, rzeźbiarzy, poetów, dramatopisów, wieszczów.
        A kto nie był słynnym muzykiem lub kompozytorem, to pewno był astronomem lub biofizykiem, a już co najmniej skoczkiem-parodystą, ekwilibrystą i filatelistą.
I jeszcze miał aksamitny rozkoszny baryton, absolutny słuch i kolorowe sny na dodatek.
Jakoż w samej rzeczy, w preparacie Nr 6 590 buszowała twórczość nieustająca.

Piętrzyły się stosy płócien malarskich, rosły lasy rzeźb, miriadami obradzały uczone księgi, traktaty moralne, poetyckie, jako też inne utwory, czarowne wprost nie do wypowiedzenia.
       Gdy atoli zajrzał Trurl w okular, zobaczył objawy zamętu niezrozumiałego.
Z pracowni przepełnionych leciały na ulice obrazy i posągi, nie po płytach chodnika się stąpało, jeno po stosach poematów, nikt bowiem już nikogo nie czytał, nie studiował, muzyki cudzej nie podziwiał, skoro sam był sobie panem wszystkich muz, geniuszem obrotowym i wcielonym.
      Tu i tam furkotały jeszcze za rzędami okien klawiatury komputerów, chlastały pędzle, skrzypiały pióra, lecz coraz częściej któryś geniusz wyskakiwał z wysokiego pietra na bruk, od kompletnego zapoznania, podpaliwszy uprzednio pracownię.
        Paliło się tedy w wielu miejscach naraz.

Straż pożarna, złożona z automatów, gasiła ogień, ale z czasem nie było już komu mieszkać w uratowanych domach. Automaty kanalizacyjne, sprzątające i inne, jęły się z wolna zapoznawać z dorobkiem wymierającej właśnie cywilizacji, który to dorobek niezmiernie przypadł im do gustu.
         A ponieważ nie wszystko rozumiały, poczęły ewoluować w stronę coraz wyższej inteligencji, żeby się należycie zaadaptować do do silnie uduchowionego środowiska.
      I tak się rozpoczął koniec ostateczny, bo już nikt nie sprzątał, nie kanalizował, nie wycierał, ani nie gasił niczego.
Szumiało jeno jedno wielkie czytanie, recytowanie, śpiewanie i przedstawianie.
      Kanały się zatkały, śmietniska wezbrały, pożary zrobiły resztę i tylko płaty kopciu a nadpalone stronice wierszy polatywały w zmartwiałym zupełnie krajobrazie.
Trurl zblendował widok tak straszny, ukrył preparat w najciemniejszym kątku szuflady i długo trząsł głową w duchowej rozterce, nie wiedział bowiem, co począć.

Cdn

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Historia jednego łupka

Kilka lat temu, na wielotygodniowym biwaku u podnóża Chryszczatej, zafundowałem sobie kamienny stół.     
      A dokładnie był to kamienny blat z miejscowego łupka. Przyniosłem go z potoku, położyłem na podstawie z pnia i ten fakt niezwykle mnie uradował.
Stół jest bowiem sprzętem niezwykle istotnym w każdym gospodarstwie domowym.

Lubię zbierać ciekawe kamienie.
I muszelki.....
      Łupek przemawiał do mnie odległą historią. Przecież ten kamień pochodzi z dna Oceanu Tetydy, z ediakaru i liczy sobie bagatelka 600 milionów lat!
Kamienny blat dzięki temu zyskał na znaczeniu. Oto moje ówczesne gospodarstwo – Zbyszkowo Chryszczata. W reklamówkach widać zapas szyszek, natenczas to na ich gorącu głównie gotowałem.




Polubiłem ten stół..... 

Na kamienny blat patrzyłem z zadowoleniem, oraz z lubością. Czułem, że i on ma duszę.
Okazuje się, że można polubić wszystko – także kamień.
      Darzyłem ten łupek tak wielkim sentymentem, że w następnym roku załadowałem go do plecaka i przywiozłem na rowerze do Kołyby.
    Od góry 686 do przełęczy to było wchodzenie na piechotę z rowerem przy boku.
Od przełęczy Żebrak, zaczął się niezapomniany zjazd.
Niezapomniany, bo kamień ważył z 10 kg, a to przy mojej wadze dało się odczuć sporą bezwładnością – szusowałem jak ta lala!
Z początku trzeba tu hamować na serpentynach, a potem w dół, ile fabryka rowerowa da!
       Zjeżdżałem na granicy wypadnięcia z drogi - wiatr wyciskał łzy z oczu, szumiał w uszach, do których docierał tylko wizg opon! 
Drzewa migały. Wpadałem w fale na przemian zimniejszego i cieplejszego powietrza. To był wyjątkowy i niezapomniany zjazd.

W Woli Michowej łupek znalazł swoje tymczasowe miejsce w poszerzanych schodach. 


W ubiegłym roku zmieniła się koncepcja schodów – najpierw wyłuskałem łupek z trawy - poprzednie schody zdążyły bowiem zarosnąć - i znowu miałem kamienny stół przy namiocie.




W końcu ten płaski kamień wylądował w nowych schodach.