Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shinto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shinto. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 listopada 2024

13

 


Ahinsa – odmiana buddyzmu, zbliżona do dżinizmu, czyli religia bez przemocy. Cesarz Asioka 268–232 p.n.e. nawrócił się na ahinsę, atoli dopiero wtedy, gdy wyciął w pień połowę ludności subkontynentu indyjskiego. Minęły lata i okazało się, że z pomocą takiej religii rządzić skutecznie się nie da, a potężne Indie po rządach Asioki rozpadły się na całe dwa tysiące lat.

2300 lat temu dziadek Asioki przekazał wnukowi potężne państwo, plus kilka ponadczasowych wskazówek:

- Skuteczne rządy polegają na toczniu licznych wojen, przedzielonych krótkimi okresami pokoju.

- Nikomu nie wierz, wyzbądź się litości. Litość to słabość.

- Umowy i traktaty są po to, aby je w sprzyjających okolicznościach łamać.

- Nie brataj się z sąsiadem, tylko z sąsiadem sąsiada.

- Spiskuj, knuj, dokuczaj sąsiadowi gospodarczo i militarnie, a kiedy osłabnie, napadaj bez skrupułów.

- W rządzeniu wspieraj się religią i szpiegami.

Z powyższej historii jasno wynika, że jakaś religia musi w państwie być. Ona jest niezbędna dla scalenia narodu, bowiem nie da się rządzić samą przyzwoitością. Tłum takich rządów nie zrozumie. (bowiem).

Faktem jest, że człowiek ma naturalną skłonność do piękna, harmonii, wzniosłości, czy nawet przeżyć mistycznych. Tę właśnie potrzebę duchową wykorzystują religie. Odbierając rozum dają ideologię.

Eckhart Tolle: - religie stały się częścią obłędu, który zniewolił ludzkość.

"Obezwładniony Olbrzym" - Psycho-analiza Kościoła Katolickiego.

Manfred Lutz. Autor jest kierownikiem kliniki badawczej wielkiego szpitala psychiatrycznego w Niemczech.

Mówiąc krótko: - w tej klinice doradza się wielkim przedsiębiorstwom.

A pacjent - kościół katolicki, jest takim wielkim przedsiębiorstwem. Więcej: - jest koncernem ponadnarodowym, największą korporacją.

Manfred Lutz pisze: - kościół katolicki to obezwładniony olbrzym. Wcześniej, czy później powinno dojść do próby leczenia olbrzyma, bo to jest pacjent.

Bardzo chory pacjent.

    Jeden z podwładnych Lutza, Watzlawik, sformułował myśl: - Kościół katolicki jest najbardziej nieudanym samobójcą w "całej" historii ludzkości.

- W przeciągu dwóch tysięcy lat, pomimo wielu starań, nie udało mu się ze sobą skończyć.

Dalej Watzlawik pisze, że chrześcijaństwo, to jakby rodzina alkoholika. Czyli nie taki całkowicie beznadziejny przypadek. Leczenie ma szanse.

Być może tak jest, ponieważ jak pisałem, tłumem bez religii rządzić się nie da. Jakaś religia być musi, najlepiej rodzima, podobnie jak religia shinto w Japonii. Na ziemiach słowiańskich uprawniona jest religia naszych dziadów i jej rodzimy znak - Swadziebnik. Znak symbolizuje cztery pory roku, widoczne na nocnym niebie (Wielki Wóz) w czasie każdego z przesileń. Pisałem o rodowodzie swastyki.


Zaiste, słuszne to słowa i do tego zbawienne, że Polskę od tysiąca lat ssie mafia watykańska.


Dziś wracam do liczby 13 – liczby Miłości według Kabały, a jednocześnie liczby fibo. Wracam do tej liczby, bo pisiory ciągle klepią „koalicja 13 grudnia”, dając podobnym do siebie głupkom sygnał, że poprzez liczbę 13, koalicja rządząca jest nie tylko BRZIDKA, ale i wręcz szatańska.

Dwie kwestie:

Pierwsza: - Liczba 13, dzięki propagandzie kk uważana była do niedawna za liczbę szatana, przeciwstawienia się Bogu.

13 października 1307 roku, w piątek, papież do spółki z Filipem Pięknym aresztował Templariuszy. W ten sposób obaj dłużnicy pozbyli się nie tylko długów i wierzyciela, ale na dodatek rozkradli jego majątek. I tak 13 zostało obciążone postępkiem paskudnym, wykonanym przez tak zwanego „Ojca świętego”. Pisałem kilkakrotnie o sprawie. 

Jak wiemy biegły matematyk potrafi udowodnić każdą liczbę.

Cytuj:

Każde z imion szatana przedstawionych literowo jest podzielne przez 13
13 razy Izrael buntował się przeciwko Bogu idąc przez pustynię


Ludzie nadal obawiają się tej liczby. 13 dzień miesiąca (już nie tylko piątek) jest dniem traktowanym szczególnie podejrzliwie. Występuje jakaś obawa, że temu dniu nie będzie towarzyszyć dobro, ani prawda, a zamiast nich mogą przydarzyć się niemiłe rzeczy.
Wielu ludzi zmienia plany z tego dnia na kolejny, aby tylko ominąć jakże "pechowy" dzień.

Jak Czytelnicy wiedzą, jestem fanem liczb, a one zawsze pokazują prawdę (rynki finansowe). Oto czas wydarzeń z poprzednich dziesięcioleci ( Fatima i inne, Wojtyła - godz. śmierci 21.37. Godzina smoleńska - 8.41.) ukazuje, że ta liczba po pierwsze primo działa, a po drugie primo działa zgodnie z zasadą dualizmu. 

Po śmierci Wojtyły kk zaprzestał z oczywistych powodów nagonki na trzynastkę. Lecz całe wieki trucia ludzkich mózgów dalej procentują i gdy forsuję znaczenie trzynastki jako Miłości, spotykam się nader często z powątpiewaniem, niedowierzaniem, zaskoczeniem, a nawet niektórzy zaczynają patrzeć na mnie podejrzliwie, gdy dla wyjaśnienia sprawy używam słów „kabała” i „mistycyzm żydowski”. To także efekt mozolnej pracy kościółka w temacie antysemityzmu. Najłagodniejsze reakcje Januszów to : „no … ciekawe. Coś w tym jest”. „Nie wiedziałem”. „ Czy to jednak prawda?”

Pozdrawiam Czytelników 13 razy


 

czwartek, 10 grudnia 2020

Pierwsze nurkowanie Thompsona

                      Studnia Ofiarna 4  



 Obfitujące w wiele przygód poszukiwania w Studni Ofiarnej, prowadzone przez Thompsona, szybko przekroczyły ramy fachowych publikacji i rozpaliły wyobraźnię wielu ludzi. I ja dowiedziałem się o Studni dość wcześnie, bo około roku 1955. A stało się to dzięki książce, którą podarował mi ojciec.




To z tej książki, dziś cennej pamiątki, zamieszczam fotografie na blogu. To ona rozpalała moją wyobraźnię, wówczas ośmiolatka i razem ze mną przetrwała kilkunastokrotną zmianę adresów. Słynne boisko do gry w kauczukową piłkę. Piłkę należało tak podbić łokciem, żeby trafiła w otwór kamiennej obręczy. 





 Zaintrygowany tajemnicą Studni, już jako dorosły, pilnie śledziłem wszelkie doniesienia na temat eksploracji cenote

                       Richard Halliburton

Był taki podróżnik, który nazywał się Richard Halliburton. Napisał wiele atrakcyjnych książek, a miał o czym pisać, bo był chyba wszędzie, gdzie warto było dotrzeć. Halliburton to człowiek niezwykły, oryginał, spontaniczny, nie cierpiał konwenansów. Oczywiście nie mógł ominąć odwiedzin cenote.



Kiedy stanął na krawędzi Studni, zapragnął poznać uczucia człowieka, który wrzucany jest w Bramę Podziemi, z których nie ma już powrotu. Jak pisałem, Halliburton działał spontanicznie – zamiast tak stać na krawędzi, niezwłocznie skoczył w dół. Skoczył do cenote z platformy ofiarnej na główkę, tak jak stał, w ubraniu i butach. A na dole było nieciekawie, nie tak, jak dzisiaj.



Mętna woda, a właściwie brunatny bełt czekał na niego całe dwadzieścia metrów niżej. 


Przeżył ten skok i plując mułem dopłynął do ściany cenote, gdzie zdjął buty i wspiął się mozolnie w górę po stromym wewnętrznym zboczu. Kiedy znalazł się już na górze obok Świątyni Ostatniego Obrzędu, zorientował się, że nie ma butów. Buty zostały przy ścianie tuż nad wodą. Miał schodzić? To nie leżało w jego zwyczajach - ponownie skoczył w dół – tym razem po buty! Prawda, że to nietypowy gość?

          Pierwsze nurkowanie Thompsona

Wracamy do początku badań Studni. Herbert Thompson dostał co prawda pieniądze od kilku instytucji amerykańskich, jednak nurka mu nie dano i nurkować musiał sam. Dziś archeologia podwodna ma już kilkadziesiąt lat, wydobyto galery cesarza Kaliguli, szwedzki szkuner królewski Waza, odkryto mnóstwo zatopionych megalitycznych ruin, ale wówczas?!

Jednak nie istnieją przeszkody dla pasjonata! Thompson znalazł nauczyciela – amerykańskiego nurka Ephraima Wharfa, który wprawdzie od dwudziestu lat był już na emeryturze, atoli mimo to, jak napisał Thompson: - „pod jego cierpliwym i fachowym kierownictwem, stałem się może nie doskonałym, ale wystarczająco dobrym nurkiem, o czym mogłem się niebawem przekonać”.

Potencjalne skarby z dna cenote czekały na odkrywcę, jakby wołając coraz głośniej. Więc Thompson - początkujący, lecz „wystarczająco przyuczony” nurek zanurza się po raz pierwszy w tak niezwykłym, oraz interesującym archeologicznie miejscu. Ma dokładny plan – przecież myślał o nim i cyzelował go przez wiele miesięcy:

Po pierwsze primo: - To zanurzenie będzie tylko wstępem – a jednocześnie złożę krótki modlitewny hołd Yum Kaxowi – „Wybacz, że nachodzę twój dom, ale należysz do przeszłości, a tu i teraz akurat ja reprezentuję Nowe”.

I nie myśl czytelniku, że to takie proste – wejść do czyjegoś, tak niesamowitego domu, gdzie wokół Nieznane i Dziewicze i nie próbować zyskać przychylności Ducha Miejsca. Więcej: - w każdym miejscu (także w tym, w którym mieszkasz) taka przychylność jest nie tylko wskazana, ale wręcz konieczna (shinto). 

CDN

poniedziałek, 26 października 2020

Religia Shinto

 






W religii Shinto niezliczona liczba bóstw-duchów zamieszkuje ziemię razem z ludźmi. Towarzyszą nam duchy przodków, jest także duch rzeki, jeziora, lasu, góry, starego drzewa.


Także duchy zwierząt ze szczególnym uwzględnieniem lisów. 




Podobne były wierzenia starosłowiańskie


Odebrano nam przemocą wiarę przodków. Obce państwo narzuciło Słowianom własną religię i z tylnego siedzenia od setek lat steruje politycznymi marionetkami.                      

Ekspansywny katolicyzm w XVI wieku pchał się do Japonii ze swoimi brudnymi pazurami, jednak położenie geograficzne, oraz mądrość szogunów postawiła tamę chrześcijańskim wichrzycielom.                             (wpis: - „Film Milczenie”).

piątek, 12 stycznia 2018

Światowid ze Zbrucza


Jednym z prasłowiańskich symboli stał się Biskupin, znany z wykopalisk rozpoczętych w 1934 roku.








Zrekonstruowano tu prasłowiańską osadę sprzed 2500 lat.
Jest to trwały pomnik przeszłości Słowian, niestety o wymowie spaczonej przez KK. Zwiedzający odnosi bowiem nieodparte wrażenie, że starodawne czasy były samą przaśnością i prymitywem, aż do momentu kiedy Biskupin został dotknięty palcem bożym – oto odrzucono wiarę Słowian, a w jej miejsce przyjęto obcą religię.
        Kiedyś człowiek żył w harmonii z przyrodą.
Za pomocą tego, co dziś nazwalibyśmy telepatią, porozumiewał się ze zwierzętami, roślinami i innymi formami życia, z których żadnej nie uważał za „niższą” od siebie, a jedynie za inną, mającą inne zadania do spełnienia.
      Pracował ramię w ramię z aniołami ziemi i duchami przyrody, z którymi dzielił odpowiedzialność za opiekę nad światem.

Kościół dba o symbole – zwiedzających witają figury pary ówczesnych władców trzymających krzyż.
Każda władza ustawia swoje symbole, a zwłaszcza nasi okupanci (Boy Żeleński, 1938 rok – Nasi Okupanci).

Ludkowie poddani indoktrynacji, mają wierzyć, że od chwili Chrztu Polski zaczął się świetlany rozwój Piastowego Szczepu. 
Jednak najsampierw myszy zjadły Popiela, jego żonę Popielicę i córkę Popielniczkę.
       A jako że człowieczeństwo polega na wyrażaniu odważnych, suwerennych oraz własnych myśli (Lao Tzu, potem św.Augustyn), ponownie przypominam historię Japonii i jej rodzimej religii Shinto.
(Wpis – film Milczenie).
       Misjonarze chrześcijańscy stali się zbyt natrętni i po kilkudziesięciu latach sączenia nienawiści do japońskiej religii i zwyczajów, zostali wygnani z wysp.

Niestety Polska nie jest wyspą.

Azaliż wracamy do meritum.
Aby zatrzeć przeszłość, obcy niszczyli wszystko, co łączyło się z wiarą naszych Praojców.
Jednak od czasu do czasu następuje wydarzenie, które tej przeszłości zatrzeć nie pozwoli.
I tak było z symbolem wiary słowiańskiej.

W roku 1848 z zamulonego dna rzeki Zbrucz, w miejscowości Kociubińczyki koło Husiatynia, wydobyto wielki posąg kamienny.
góra Sokolichą zwana, której skalisty, brunatny, kręty występ prawie prostopadle do Zbrucza spada. U stóp tego występu, w dolinie zwanej Zbiegła, na pierwszym załomie Zbrucza ku południowi (o 300 metrów od byłej kasarni straży finansowej, dziś leśniczówki) … wydobyli w roku 1848 ze Zbrucza posąg Światowita”.
Tak w r. 1883 Adam Kirkor opisał miejsce odkrycia kamiennego posągu.

Posąg ma cztery twarze zwrócone w cztery strony świata.
Znalezisko ze Zbrucza szybko nabrało rozgłosu we wszystkich trzech zaborach.


Kamienny słup czterotwarzowy pasuje swym wyglądem do opisanego przez XI i XII wiecznych kronikarzy posągu Światowida – bóstwa Słowian Połabskich na Arkonie, dlatego przypisano mu to imię.
       Kiedyś to słowo brzmiało Świętowit. Święty – oznaczało w pierwotnym rozumieniu – silny.
Wit – oznaczało pana lub władcę.
Świętowit był więc symbolem silnego władcy.
Z czasem przyjęła się popularna nazwa Światowit lub Światowid.

Posąg ze Zbrucza wykuto z rafowego kamienia mioceńskiego.
Od prawie 170 lat wystawiony jest w Krakowie w Muzeum Archeologicznym, do którego przybył po pięciotygodniowej podróży na wozach konnych.
       Posąg stał się symbolem naszych dawnych słowiańskich wierzeń. Pobudza do zadumy i refleksji.
W czasach przed narzuceniem chrześcijaństwa czciły go plemiona wschodniosłowiańskie.
        Replikę Posągu ze Zbrucza można także zobaczyć w Krakowie u podnóża Wawelu.
Jak wyglądały ówczesne ceremonie religijne i świątynie wiemy ze szczegółowych opisów kronikarzy duńskich i niemieckich, o czym wspomniałem w ubiegłym tygodniu.
Dzięki temu możemy sobie wyobrazić jak monumentalne było Sanktuarium Słowian na Łysej Górze koło Kielc – dziś zabudowane klasztorem.